W jakiej sytuacji można dać dziecku klapsa?

No właśnie, w jakiej?

9180389610_2958852b47_kBo czasami rodzic musi…

Udostępniłem dzisiaj na Facebooku jeden z lepszych artykułów o wychowaniu dzieci, z jakim miałem okazję się w ostatnim czasie spotkać (link). Niestety później trafiłem do komentarzy pod artykułem. I tam lawina:

„A jak dziecko wchodzi pod auto to też byś tłumaczyła?!”

„A jak dziecko bierze 20-stego cukierka?”

„A jak dziecko wychodzi bez czapki na mróz?”

„A jak dziecko nie chce wejść do autobusu i on nam ucieknie?”

I największy hit sezonu: „A jak dziecko nie chce spać i wypluwa smoczek?”

Nie no oczywiście, jeśli dziecko robi coś nie po mojej myśli, to należy mu spuścić srogi łomot, bo inaczej to nie zrozumie. Wychowanie? Dajcie mi spokój – zarobiony jestem, nie mam na to czasu. Zresztą i tak czego bym nie zrobił, to nie pomoże – dzieci rozumieją tylko siłę, więc zlać po tyłku po prostu trzeba i basta. Nie ma innego sposobu.

Nie ma? Na pewno?

Co ja bym zrobił w opisanych sytuacjach?

Odpowiem na to krok po kroku. Najpierw połączmy dwa pytania:„A jak dziecko wchodzi pod auto to też byś tłumaczyła?!” i „A jak dziecko nie chce wejść do autobusu i on nam ucieknie?”

Jeśli chodzi o podróżowanie, zarówno autobusem, jak i spacerowanie przy ruchliwej drodze, to najważniejsza jest prewencja. Jak możemy oczekiwać od dziecka, że będzie się odpowiednio zachowywało, skoro nawet z nim nie porozmawialiśmy o tym, jakie zachowanie jest odpowiednie? Skąd ono ma czerpać tą wiedzę? Powinno ją wyssać z mlekiem matki? Także najpierw tłumaczymy, później gdzieś zabieramy. I tłumaczymy znowu. I znowu. Aż zrozumie.

Nie mówiąc o tym, że większość ludzi ma setki sposobów na uniknięcie jazdy autobusem z dzieckiem czy też spacerów przy ruchliwej drodze, więc może warto zacząć od eliminacji takich sytuacji z życia codziennego?

Oczywiście jeśli dziecko stwarza zagrożenie dla siebie lub dla innych, to używamy siły, żeby je powstrzymać, ale nie ma żadnego argumentu przemawiającego za tym, aby je dodatkowo ukarać. Jeśli jest za małe, aby zrozumieć tłumaczenie, to jest również za małe, aby zrozumieć za co dostało klapsa.

Lecimy dalej z pytaniami, teraz nieco łatwiejszy przypadek: „A jak dziecko bierze 20-stego cukierka?”

To przestańcie do cholery kupować cukierki! Czy to naprawdę jest takie trudne, że obca osoba musi to wam tłumaczyć?

Następne: „A jak dziecko wychodzi bez czapki na mróz?”

5 minut na mrozie bez czapki jeszcze nikogo nie zabiło. Naprawdę. Nie mówię, żeby roczne dziecko tak puszczać, ale jak czterolatek jeden czy drugi raz wyjdzie bez czapki i będzie mu zimno, to przynajmniej nauczy się o niej pamiętać. A jak zawsze mamusia lub tatuś, będą to robili za niego, to nawet mając 15 lat nie będzie o tym pamiętał. Niby chcemy wychowywać samodzielne dzieci, a niektórzy dalej potrafią zadawać takie pytania.

I ostatnie z tej serii: „A jak dziecko nie chce spać i wypluwa smoczek?”

To jest hicior. W sensie niby krzykiem lub uderzeniem sprawię, że dziecko zaśnie? Dzięki temu się uspokoi? Poczuje bezpieczne? Ludzie, proszę was. Nie szmaćcie logiki aż tak bardzo. Polecam też tekst zasypianie ze łzami w oczach.

To niestety nie koniec

Niestety popis zupełnego nie zrozumienia czym wychowanie jest, nie skończył się na tych powyższych pytaniach. Im dalej w las, tym było gorzej:

„Rany, czy Ci wszyscy specjaliści od wychowywania dzieci są naprawdę tak nierozumni, że nie potrafią pojąć, że część reguł, które stosuje się wobec dzieci jest zbyt skomplikowana, żeby przekazać je w ramach aparatu pojęciowego, które małe dziecko zdążyło wykształcić? Bo czasami mam wrażenie, że tak.”

Nie chcę odpowiadać na to pytanie w formie, w której zostało zadane (choć bardzo mnie korci), bo nie o przepychanki słowne mi tu chodzi. Zastanawia mnie jednak skąd ludzie wykształcili w sobie przekonanie, że jeśli dziecko nie rozumie naszego wytłumaczenia, to zrozumie klapsa? Skąd przekonanie, że jak ktoś wrzeszczy, to jest lepiej rozumiany, niż gdy mówi spokojnie i rzeczowo? Czy kiedykolwiek w historii świata, ktoś (przykładowo) przestał bić się z rodzeństwem, bo dostał lanie? No właśnie.

Są natomiast przypadki, w których nauczenie dzieci tego, jak porozumiewać się bez przemocy, skutkowało zakończeniem tej przemocy. Tu nawet nie trzeba pokazywać badań. Wystarczy logika. Bicie dzieci nigdy nie nauczy ich pokojowych rozwiązań. To można uzyskać tylko dzięki tłumaczeniom i przedstawianiu alternatywnych sposobów rozwiązania sytuacji konfliktowych.

„Niestety przemoc wobec dzieci jest nieunikniona.” Och, naprawdę?

„Wychowanie niestety wiąże się z pewną dozą przemocy psychicznej, bowiem przemoc jest w istocie wykorzystywaniem posiadanej w tym czy innym względzie przewagi w celu wymuszenia na jej ofierze działania lub zaniechania. Zakazując dziecku pochłonąć czterdziestego cukierka lub oglądania tv czy grania na kompie trzecią godzinę z rzędu dopuszczam się przemocy, bo wykorzystuję moją przewagę i władzę do zmuszenia go do zaprzestania robienia czegoś, co robić by chciało.
Zanim wyposażymy dziecko w prawa niwelujące jakąkolwiek władzę rodzicielską, proponuję zimny prysznic. Albo jednego mocniejszego. Albo cokolwiek, co pozwoli przejaśnić umysł i spojrzeć na sytuację obiektywnie – wyjdzie to na zdrowie wszystkim, a już szczególnie dzieciom.”

Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy nie chcą, aby ich dzieci jadły słodycze, ale mimo wszystko je kupują i na dodatek umieszczają je w miejscu łatwo dostępnym dla dzieci. WTF? Skąd się ci ludzie biorą?

Natomiast co do zakazywania dziecku trzeciej godziny grania na komputerze czy oglądania tv – zakładam, że mówimy o 10-12 latku, bo młodsze dzieci raczej nie mają takich sprzętów na własność. Jeśli więc w tym wieku nie potrafimy przekonać dziecka, że niektóre rzeczy bywają szkodliwe w nadmiarze, to ja mam pytanie: co robiliśmy przez ostatnią dekadę? Gdzie byliśmy jako rodzice, kiedy nasze dziecko uczyło się jakichś podstawowych zasad postępowania w życiu? Jakiegoś zdrowego rozsądku? Dlaczego nie reagowaliśmy wcześniej? I dlaczego teraz chcemy winić/karać dziecko za nasze zaniedbania?

Co jednak zrobić z rozpuszczonymi, rozwydrzonymi i roszczeniowymi dziećmi?

„Rozbraja mnie ten spokojny pouczający ton osoby, która nigdy nie miała do czynienia z dzieckiem rozpuszczonym, rozwydrzonym i roszczeniowym. Tak, są spokojne dzieci, które pojmują konsekwencję swych zachować już od najmłodszych lat. A są takie, że ani zachętą ani pokazaniem konsekwencji, ani krzykiem nie osiągniesz absolutnie nic. I proszę mi uwierzyć, że takie nastawienie dziecka to nie jest zawsze wina wychowania czy braku przykładania się do niego.”

Dzieci nie rodzą się rozpuszczone, rozwydrzone i roszczeniowe. To nie od znaku zodiaku ten stan zależy, ani od układu gwiazd w dniu urodzin. Dzieci bywają rozpuszczone, rozwydrzone i roszczeniowe, gdy rodzice nie poświęcają im dość uwagi. Gdy zastępują swoją obecność prezentami. Gdy pozwalają im sobą rządzić i wchodzić sobie na głowę. Gdy lekceważą ich złe zachowanie. Jak ktoś potrzebuje dodatkowych porad, to polecam 9 zasad, które pomogą nam wychować diabła wcielonego.

To te wszystkie elementy prowadzą w efekcie do tego, że dziecko jest jakie jest. Wiem, że zwalanie takich cech na geny jest wygodne, ale jak pisałem ostatnio (klik), geny to nie wszystko.

Niestety skrajności dobrze się sprzedają

Dlatego też jeden z komentatorów napisał:

2010: Kocham – nie biję.
2015: Kocham – nie krzyczę.
2020: Kocham – nie odzywam się nie pytany.

W końcu jak nie spierzesz swojego dziecka raz w tygodniu i nie wydrzesz się na niego co najmniej raz dziennie, to znaczy, że pozwalasz dziecku sobą pomiatać. Że jesteś bierny. Że to dziecko rządzi w domu.

Naprawdę? Okazywanie dziecku szacunku oznacza, że jestem bierny? Słuchanie go i okazywanie mu wyrozumiałości, gdy popełni błąd jest czymś złym? Lepiej go bezmyślnie zbić, zamiast pokazać mu alternatywną drogę? I to piszą dorośli ludzie? Chciałoby się napisać: dojrzali?

Odpowiadając jeszcze na tytułowe pytanie – kiedy można dać tego klapsa?

Nigdy. Mam nadzieję, że owi komentatorzy będą mieli okazję tu kiedyś zajrzeć i to przeczytać. I ci wszyscy, którzy te komentarze plusowali, również. Nie ma żadnej sytuacji, w której danie dziecku klapsa jest słuszne. Żadnej. Nawet jak nie chce spać i wypluwa smoczek (dalej nie mogę uwierzyć, że to padło jako przykład).

A jeśli ktoś zna sytuację, w której należałoby dać dziecku klapsa, to proszę o podzielenie się nią w komentarzach. Przeanalizujemy i podobnie jak w przypadku powyższych rozwiązań, zaproponujemy alternatywne rozwiązanie. W ramach czynu społecznego.

PS. Żeby mi ktoś nie zarzucił, że polecam model wychowania 100% skupiony na dzieciach, bez czasu dla rodziców, następny tekst (prawdopodobnie jutro, można czuwać) poświęcę temu, jak bez poczucia winy, wygospodarować czas „wolny od dzieci”.

Prawa do zdjęcia należą do Michael.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

65
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
51 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
Kamil Nowakdns axlVilenyaPatrycjaMałgosia Jarosz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andrzej Kidaj - blog.ad3.eu
Gość

Być może Tobie i innym podpadnę, ale trochę się wypowiem. W sumie miałem w planach napisać dłuższy post na FB, ale mi przeszło :) Przede wszystkim panuje powszechna opinia, że bicie i klaps to jest to samo. Że ma taki sam cel, jak napisałeś, karanie. Owszem, klapsy w tym znaczeniu są złe, w ogóle bicie jest złe. Zły jest klaps taki, żeby zabolał, żeby upokorzył, żeby był jakąś karą. To nie tak. Są jednak sytuacje, kiedy ABSOLUTNIE nic do dziecka nie dociera. Na przykład kiedy dziecko jest rozbawione i świata poza zabawą nie widzi. Skacze na łóżku w najlepsze bo… Czytaj więcej »

Alice
Gość
Alice

A nie można chwycić dziecka delikatnie za ramiona, uniemożliwiając mu jednocześnie skakanie, żeby zwrócić na siebie jego uwagę? A kiedy jakaś dorosła osoba (szef, żona, kolega) nie zwraca na Pana uwagi i nie słucha, ponieważ jest zajęta czymś innym, daje Pan tej osobie klapsa?

Andrzej Kidaj - blog.ad3.eu
Gość

NIe mam szefa, poza tym proszę zauważyć, że szef jest osobą, z którą nie wiążą mnie tak bliskie stosunki, tu nawet chwycenie za ramiona nie wchodziłoby w grę.
Co innego żona czy nawet kumpel (bez podtekstów proszę). Naprawdę proszę odróżnić sposób klepania, cel, intencje.

Czy skoro wszystkie klapsy są złe, to zabawowe klepanie się po kąpieli też odpada? A jak przychodzi i mówi, żeby ją wyłaskotać i wyklepać, to też jest złe? Mam powiedzieć, że nie będę się z nią tak bawić?

Mat
Gość
Mat

Co innego zabawa – choćby i zapasy z synem w celach naukowych (wszelkie sporty kontaktowe), a co innego klaps z poziomu SILY czyli relacji – silniejszy/słabszy – nie ważne czy to szef/podwładny (mobbing?), kolega/kolega (przemoc w szkołach) czy rodzic/dziecko (przemoc fizyczna w rodzinie).
Nie kazde uzycie sily jest przemocą/klapesem/biciem. Nie każdy klaps jest biciem!

AfterKorpo
Gość
AfterKorpo

A bliskie stosunki dają prawo do bicia? to w takim razie taka sytuacja: bawi się Pan świetnie na imprezie, żona (bliskie stosunki) mówi, że musicie już wychodzić, ale Pan jej nie słucha, bo jest Pan zaaferowany świetną rozmową z kumplami, żona mówi i mówi, Pan nie słucha. Więc żona wpada na pomysł, że jak Panu przywali może się Pan opamięta. Czuje Pan ból, wstyd przed kumplami i myśli ‚dlaczego to zrobiła’? Myśli Pan, że nie dałoby się znaleźć innego rozwiązania, chciałby Pan w taki sposób zostać przywołany do porządku? Zanim usprawiedliwimy złe zachowanie wobec dziecka przełóżmy to na nasze życie.… Czytaj więcej »

Mat
Gość
Mat

Mam dwojke dzieci. Kochane. Ale dwa diabelki wcielone jak już się rozbawia. Można powtarzac- nie skacz na lozku. Można prosić – nie rob tego czy owego. Można lapac za raczki delikatnie i poprosić. Można sprobowac porozmawiać i wytlumaczyc. I TO NIE DZIALA. Niemniej – probowalem klapsem „przywolac” dziecko do porządku dawno temu. I TO ROWNIEZ nie dzialalo. Najbardziej wymowne było to u corki – foch małego dziecka :) I później sprobowalem innej metody. Rozproszenie uwagi. Prosty przykład -scielimy lozka – idealny czas na „skakanie i wariowanie” ocierające się o fikołki w powietrzu i rozbijanie sobie glow – 3 letnia cora… Czytaj więcej »

Monika Kilijańska
Gość

Tak samo jak klaps działa cokolwiek – klaśnięcie w dłonie, wyłączenie światła, jakiś nieoczekiwany bodziec. I nie musi być on bodźcem, który boli.

Kinka
Gość
Kinka

Dokładnie to mi się skojarzyło: zgaś światło. Klaśnij z całych sił. Gdy zaczniesz wierzyć, że da się bez bicia, gdy po prostu raz na całe życie je odrzucisz, pomysły same zaczną cię znajdować. Popatrz, przecież jesteśmy na tym blogu! To już nasz ogromny sukces!

Kamil Nowak
Gość

A nie dałoby się dziecka z łóżka podnieść i z łóżka ściągnąć? To jest użycie siły, ale w celu ochrony dziecka, a nie jego skrzywdzenia.

Izabela
Gość

Genialne umysły myślą podobnie;)Ale mogłam doczytać dotąd i już bym nie komentowała.

Marta
Gość
Marta

Moja córka właśnie w ten sposób się bawi (tzn. świata poza zabawą nie widzi), również uwielbia skakanie po łóżku, albo inne mało bezpieczne „atrakcje” – dodatkowo ma raczkującego brata, a zatem takie sytuacje są niebezpieczne i dla niej i dla niego,czy wobec tego darzę ją klapsami? Nie. Bo wystarczy klasnąć w dłonie, przerwać to, co właśnie robimy, podejść i zawołać: „hola hola” – po czym wytłumaczyć o co nam chodzi. Nie działa? To odrywamy się od komputera, telefonu, telewizji, ba! czasem nawet od odkurzacza, czy „garów” i proponujemy zabawę w teatrzyk lub wspólne przeczytanie książki. Nie ma czasu? A czy… Czytaj więcej »

Izabela
Gość

Skoro dasz radę dać klapsa skaczącemu dziecku,to i dasz radę je z tej kanapy zdjąć.

Ola Jurkowska
Gość

No to ja bym wtedy złapała, przytuliła i spojrzała w oczy, żeby powiedzieć co mam do powiedzenia.
A co do spadania – no cóż, są dwie strony medalu. Przy więcej niż jednym dziecku nie da się wszystkich upilnować zawsze i wszędzie, więc ja osobiście wychodzę z założenia, że dziecko samo powinno uważać. Z mojego doświadczenia wynika, że dzieci, które mają szansę uczyć się na własnych błędach (i nie mają jakichś zaburzeń związanych np. z integracją sensoryczną) są ostrożniejsze niż te, których w każdej sytuacji pilnują rodzice. Pozdrawiam

Dorota Smołka
Gość
Dorota Smołka

Ponieważ mój ojciec był ichtiologiem,nasze dzieciństwo związane było z wodą i obawą rodziców ,że się potopimy.Rodzice znależli wyjście,po prostu ojciec nauczył nas pływać.Oczywiście zakaz kąpieli bez obecności opiekuna nadal obowiązywał,stosowaliśmy się do tego zakazu bo nagrodą było pływanie z tatą ,często za łodzią na środku jeziora,czasem zabawy z drewnianą kłodą z której się spadało .Do dziś kocham wodę.Piszecie mamusie o skakaniu po tapczanie,u mnie był zakaz ,kto nie posłuchał omijała go bajka opowiadana przez ojca wieczorem po kąpieli,żadne kapturki,sierotki,czy królewny.Bajki były o zwierzętach i tych w powietrzu i tych na ziemi i tych w wodzie.W domu mieliśmy zwierzyniec,rodzice pozwalali zatrzymać… Czytaj więcej »

Kinka
Gość
Kinka

Bo dziecko = czas mu poświęcony. Każde dziecko, które znam jako „rozwydrzone, rozdarte, niegrzeczne” było / jest bite. Czasem wypaple matka (zazwyczaj z dumą…), czasem tajemnicę rodu wyda dziecię. I każde, które jest „fajne, mądre, Jezu jakie grzeczne i spokojne, jak ci się udaje rozmawiać z nim jak z dorosłym?” ma/miało poświęconą uwagę w odpowiednim stopniu. 16 lat stażu nauczyciela to niezła praktyka.

Kamil Nowak
Gość

Uogólniać bym nie uogólniał, szczególnie że pełno jest sześciolatków, które można odebrać jako rozwydrzone czy niegrzeczne, a nigdy uderzone nie zostały. Możliwe, że gdy mówimy o dzieciach mających więcej lat na karku, jest to bardziej widoczne?

Kinka
Gość
Kinka

Ja mam takie obserwacje co do dzieci klas IV w górę. W gimnazjum apogeum. A wiecie, ze nawet wtedy rodzice potrafią sprać dzieci? Znajoma (nauczycielka – sic!) żaliła sie, jak ja bolą ręce, bo „wyprała” syna za pyskowanie nauczycielowi (innej koleżance z pracy…). Oczekiwała empatii. Nie dostała. Dostała parę trudnych pytań.

Marysia Kurcaba
Gość
Marysia Kurcaba

Mam czterolatkę, która w przedszkolu uderzyła panią. Podczas rozmowy w domu powiedziała „ale przeprosiłam”, panią bardzo lubi, ja zresztą też ;) Jestem przeciwna biciu, bo, żeby coś osiągnąć musiałabym pozbawić ją charakteru. Ona taka po prostu jest. Oślica straszna. Wiem, że w życiu sobie poradzi, ale ja mam z nią ciężko. Jest drugim z trojga moich dzieci (6, 4 i 2lata). Proszę o podpowiedzi, jeśli macie jakieś pomysły, jak sobie poradzić z uparciuchem.

Kamil Nowak
Gość

Ja też z chęcią posłucham takich rad :) Mój ma już 6 lat i dalej jednego sprawdzonego sposobu nie mam ;)

Marysia Kurcaba
Gość
Marysia Kurcaba

Fajnie, bo wydaje się, że masz sposoby na wszystko ;)

Kamil Nowak
Gość

O rany…

Paulina Wyszyńska
Gość

Świetny artykuł! Mam jedynie zastrzeżenia do jednego punktu. Dzieci nie bywają rozpuszczone, rozwydrzone i roszczeniowe jedynie, gdy rodzice nie poświęcają im dość uwagi. Sprawa nie jest taka prosta. Dobry rodzic nie zawsze równa się dobre dziecko. Dzieci rodzą się z określonym temperamentem. Czasem mogą nie zachowywać się w sposób, jakiego byśmy oczekiwali i jaki jest społecznie przyjęty. Ostatnio czytam sporo książek o psychopatii. Bob Hare, jeden z czołowych badaczy zajmujący się tym pojęciem, obalił mit, jakoby przestępcom było poświęcane niewiele uwagi w dzieciństwie. Innymi słowy, środowisko wcale nie jest przyczyną zachowań aspołecznych, a przynajmniej nie w takim stopniu. Istnieją osoby,… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Dlatego też wspomniałem o tym, że geny to nie wszystko. Co znaczy, że mają wpływ, ale jednak to wychowanie nadaje im ostatnie szlify. I moim zdaniem do każdego „zestawu genów” da się dobrać odpowiedni rodzaj wychowania, który doprowadzi do wyprowadzenia „na ludzi” (co też zdają się sugerować sami genetycy, którzy owe badania przeprowadzają). Po prostu z jednymi dziećmi będzie łatwiej, a z innymi trudniej, ale ze zdecydowaną większością będzie to możliwe.

Marta Kordys
Gość
Marta Kordys

ostatnio mój teść był bardzo zdziwiony, że nie podoba mi się skierowany do mojej córki komunikat „nie wolno, bo mama będzie krzyczeć”. ja powiedziałam, że młodej można wytłumaczyć, że nie wolno, bo może sobie sobie zrobić krzywdę, to usłyszałam: „a co ja takiemu dziecku będę tłumaczył?!”

PS. jaki jest powód tego, że nie mogę komentować nic co udostępniasz na Twoim profilu na fb?

Kamil Nowak
Gość

Odblokowałem możliwość.

Marta Kordys
Gość
Marta Kordys

skorzystam następnym razem, bo teraz już wyżaliłam się tutaj ;)

Kamil Nowak
Gość

Lepiej tutaj :)

Aneta Krywalska-Szulc
Gość
Aneta Krywalska-Szulc

Podziwiam Cię, że jeszcze Ci się chce pisać o tym, że nie powinno się bić dzieci. Mnie już ręce i cycki dawno opadły… A czytając komentarzy tych ludzi, sądzę, że ciemnogród, ciemnogrodem pozostanie.
Tekst świetny !!!

Małgosia Jarosz
Gość
Małgosia Jarosz

Dokładnie wszystko opada. Ostatnio zaczęli taką dyskusje w pracy i się włączyłam.

Ehhhh…. zostałam zakrzyczana, zrównana z ziemią i usłyszałam, że moje dzieci to na pewno wyrosną na rozpuszczone bachory, a potem to może i nawet kryminał.

A ja wierzę, że to ma sens. Że będę miała dwoje dzieci pełnych empatii, które wybiora dobro, bo jest ono dobre, a nie dlatego, ze dostana ode mnie po tyłku, jak zrobią źle. Mam zamiar kontunuować, bo szacunek dla drugiej osoby (obojętnie jak małej) to podstawa mojego poglądu na świat.

Vilenya
Gość
Vilenya

Dostałam klapsa nie raz nie dwa jak byłam mała. Wiem co to dobro i jestem bardzo empatyczną osobą. Znaczy, że jedno nie wyklucza drugiego ^^?

Małgosia Jarosz
Gość
Małgosia Jarosz

Nigdy nie śmiem tak twierdzić. Ja też dostałam po tyłku nie raz, nie dwa i też wiem, co to dobro i też jestem empatyczna. Są po prostu silniejsze jednostki, które daja radę.

I jako, że wiem, co to sa klapsy, wiem, że nie takie wychowanie chcę dać dzieciom. Nadal uważam, że pokazywanie dziecku, że można się pastwić nad słabszym, mniejszym jest złe.

Vilenya
Gość
Vilenya

Nie czułam nigdy, że klapsy od mojej mamy były „pastwieniem się nad słabszym”. Nie czułam się też poniżona, zła na nią. Klapsy nie były pierwszym co przychodziło po zrobieniu czegoś złego, a były ostatecznością, gdy pozostałe metody nie zadziałały. Na koniec miałam wytłumaczone co i jak zrobiłam źle. I nadal czułam się ważna, kochana.
Uważam, że stwierdzenie iż klaps to „bicie i poniżanie” jest takim samym błędem, jak stwierdzenie, że wychowanie bez klapsa, to „wychowanie rozpieszczonego bachora bez zasad”.
Złoty środek przede wszystkim :)

Vilenya
Gość
Vilenya

Naprawdę uważasz, że Twoja mama pastwiła się nad Tobą, bo byłaś mniejsza i słabsza? :)

Kamil Nowak
Gość

Wątpię, aby robiła to z osobami, które były większe i silniejsze, więc tak. To jest jedyny powód dla którego rodzice stosują kary cielesne. Nie świadczy to o nich najlepiej, ale tak właśnie jest.

Vilenya
Gość
Vilenya

Moja mama nie pastwiła się nade mną. Nigdy tak się nie poczułam po klapsie. Córki jej są szczęśliwe, dobrze wychowane.
Proszę mi zatem wytłumaczyć jak to możliwe, że pomimo tego jak to Pan nazywa „pastwienia się” jakoś wyrosłyśmy na ludzi?

Kamil Nowak
Gość

Wytłumaczenie jest proste – za to odpowiadają geny. Jedni mają geny, które pozwalają im się przyzwyczaić do takich warunków i w miarę normalnie egzystować – a inni mają takie, które na to nie pozwalają. Także nic tylko się cieszyć, że byłyście w tej pierwszej grupie.

Niemniej zamiast pytać się o to jakim cudem wyrosłyście na ludzi, pomimo kar cielesnych, powinnaś się zapytać: kim więcej mogłybyście się stać, gdyby tej zbędnej przemocy nie było?

Vilenya
Gość
Vilenya

Czyli idąc Pana tokiem rozumowania. Jedne geny mogą się opierać wychowaniu bez klapsa, a inne mogą być podatne. I wtedy jest pytanie, jeśli pozostawimy bez klapsa, to co z tego wyrośnie?

Kim mogłabym się stać? Może aktorką? Może egoistką? Może skończyłabym w więzieniu, a może jako Prezydent, a może byłabym taka sama jaka jestem teraz. Któż to wie?

Kamil Nowak
Gość

Można gdybać, a można spojrzeć w badania, które potwierdzają, że nie ma pozytywnych stron stosowania klapsów. Polecam: https://www.blogojciec.pl/dzieci/co-naprawde-chcialbym-przekazac-rodzicom-stosujacym-klapsy/

Vilenya
Gość
Vilenya

Przeczytałam. Wszędzie jest mowa o biciu i maltretowaniu czy przemocy seksualnej. Chciałabym widzieć bardziej dokładne opisy tego co autor miał na myśli pisząc przemoc i bicie. Bo zgadzam się, że sytuacja opisana w Newsweeku jest straszna i nie powinna mieć miejsca. Mam nieśmiałe spostrzeżenia, że równacie dwie różne sytuacje: 1. Klaps, który jest następstwem złego zachowania dziecka, pomimo wcześniejszego, kilkukrotnego tłumaczenia. Klaps, czyli pacnięcie ręką w pupę tak by trochę zabolało. Następnie rozmowa z dzieckiem, tłumaczenie mu ponowne, dlaczego, z jakiego powodu, że troszczą się i kochają. 2. Źródło. Jeśli dla Was te dwie sytuacje są tak samo wyniszczające psychikę… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

I masz rację, że duża część społeczeństwa powinna być „nienormalna”. Tak też w istocie jest. 8 milionów Polaków tak właśnie chowanych cierpi na zaburzenia psychiczne. O tym z kolei pisałem tutaj: http://www.blogojciec.pl/dzieci/czy-naprawde-wyroslismy-na-porzadnych-ludzi/

Vilenya
Gość
Vilenya

8 milionów Polaków cierpi na zaburzenia psychiczne, tak mówią dane. Jednak nie widzę tam jasno nakreślonego związku z klapsami. Czy posiadasz takie dane, że każdy z tych 8 milionów Polaków otrzymał klapsa i nic innego ich nie łączy i na pewno jest to powodem ich zaburzeń? Osobiście doczytałam się o problemach również z pracą, brakiem pracy, zarobkami etc.

Kamil Nowak
Gość

Przed chwilą udowadniałaś mi, że wszyscy tak byli wychowywani (90%), więc pozwolę sobie z tego skorzystać. W efekcie nie muszę łączyć klapsów z tymi chorobami, bo one i tak były w większości domów. A to że ujawniały się dopiero po wielu latach, to jest zupełnie naturalne i zgodne z tym jak działa nasz organizm na doznane krzywdy.

Vilenya
Gość
Vilenya

90% osób również oglądało telewizje, czytało książki i było zmuszanych do chodzenia do szkoły. Rozumiem, że to też możemy połączyć z chorobami i nawoływać, by nie przymuszać dzieci/nie pozwalać im?

Kamil Nowak
Gość

Tylko na to tą korelację o której ja mówię są dowody: http://qz.com/310622/the-scientific-evidence-against-spanking-timeouts-and-sleep-training/.

Vilenya
Gość
Vilenya

W takim razie z chęcią przeczytam :) Dziękuję za link!

Ola Jurkowska
Gość

Nie wiem skąd, ale byłam pewna, że ostateczna odpowiedź do tytułu to będzie ‚nigdy’ ;) Mam wrażenie, że tego typu posty powstaję dlatego, że w ludziach jest ciągle dość silne przekonanie, że są dwie drogi – albo klaps, albo wychowanie bezstresowe. A wychowania bezstresowego boimy się jak ognia. I my mówimy „nie biję” a oni słyszą – „wychowuje rozwydrzonego bezstresowego bachora”. A z tym spaniem to faktycznie hit – ja też tak mam, jak mi się nie chce spać, to porządny łomot zawsze mi pomaga. Od razu robię się śpiąca i trzymam smoczek tak mocno jak tylko się da. Jakby… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Śmiechłem :)

Skadia
Gość
Skadia

W przykładzie o wypluwaniu smoczka najbardziej przeraziło mnie to, jak bardzo małe dzieci są bite przez rodziców – bo ile może mieć dziecko, które jeszcze zasypia ze smoczkiem? Rok? Dwa? Strach pomyśleć, że mogło dotyczyć to młodszego dziecka… Sama ma 6-miesięcznego syna i też często nie chce spać (raczej chce a nie może, bo jak nie chce to go nie usypiam, chyba że o 1.00 w nocy :) i smoczek też wypluwa :) ale serce mnie boli jak myślę, że takie maleństwo mogłoby zarobić od matki za coś takiego… Czasem jak go próbuję uśpić trzecią godzinę w środku nocy i… Czytaj więcej »

Minerwa
Gość

Bardzo dobry wpis. Zgadzam się całkowicie.
Dla mnie bicie jest równie złe niż wrzask. I z doświadczenia wiem, że normalna rozmowa potrafi dotrzeć do dziecka, często nawet lepiej niż krzyk.

Dorota Smołka
Gość
Dorota Smołka

Nasze dzieci rodzą się posiadając nasze geny,mówimy ” podobna do taty ale charakterek ma po mamusi” to część prawdy,dziecko faktycznie rodzi się mając wdrukowane cechy genetyczne zarówno dotyczące wyglądu jak i psychiki ale wydaje mi się że już od urodzenia zbiera wiedzę o swoim otoczeniu,i wykorzystuje ją.Jeżeli w tym czasie dziecko wyczuwa nerwową atmosferę,słyszy krzyki,wyczuwa strach i gniew mamy,to po prostu się boi i płacze,jeżeli usłyszy krzyk Nie rycz,poparty klapsem to czuje się samotne ,przerażone,chowa się jakby w głąb siebie..I nie jest to dobra prognoza na przyszłość.NIGDY NIE UDERZYŁAM DZIECKA,NIE MA KLAPSA WYCHOWAWCZEGO,ostrzegającego i żadnego innego,jestem dość spokojną osobą ale… Czytaj więcej »

Sylwia Galoch
Gość
Sylwia Galoch

Witam, dziękuję za Twoje wpisy. Taki sposób wychowania to dla mnie nowość, nikt w moim otoczeniu nic podobnego nie stosował i nawet przez myśl by mi nie przeszło że można inaczej (tak samo było z BLW). Po początkowym niedowierzaniu, wahaniach, myślę, że też bym tak chciała nigdy nie uderzyć dzieci, ale to wcale nie takie proste… Po pierwsze trzeba sobie poradzić jakoś ze swoim gniewem, nigdy nie poznałam innego sposobu niż klaps i teraz to taki odruch, że zdarza mi się uderzyć zanim pomyślę… Trudno z tym walczyć. Po drugie zaś, ciężko jest wymyślić inny sposób na poradzenie sobie z… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Opowiem jak ja postępuję w podobnej sytuacji. Jeśli dziecko chce czegoś więcej na talerzu, niż podejrzewam, że jest w stanie zjeść, to jeden raz mogę zaryzykować. Jeśli jednak nie zje i historia się powtórzy – odmawiam, tłumacząc to marnowaniem jedzenia. Jeśli zaczyna się odgrażać, że ono przykładowo w takim razie nic nie zje, to zabieram talerz, bo spodziewam się wybuchu złości, a szkoda mi talerzy :) Kiedy wybuch nadchodzi, pozwalam mu się objawić, pilnując, aby dziecko nie dokonało zbyt wielkich zniszczeń (często przypominamy sobie jakieś historie o radzeniu sobie ze złością). Jak złość przejdzie, przychodzi smutek, więc jestem obok i… Czytaj więcej »

Sylwia Galoch
Gość
Sylwia Galoch

Dziękuję za odpowiedź, mniej więcej tak właśnie staram się postępować, co wcale nie jest takie proste, bo wymaga wielkiej samokontroli. Ale uważam, że to dobra droga i warto nią iść. Dziękuję za wiele dobrych rad, jakie tu znalazłam :)

Patrycja
Gość
Patrycja

Mój syn ma dwa lata. Od jakiegoś czasu upodobał sobie kopanie kotów (mamy dwa małe kotki). Nie pomagają tłumaczenia, udawanie, że kotek płacze, kary. Moja siostra raz mu dała klapsa i o dziwo na jakiś czas pomogło. Zobaczył, że to co robi boli, ale co dalej? Nie będę go przecież biła. Jakaś sugestia?

Kamil Nowak
Gość

Koty zwykle mają własne systemy obronne. Moje dzieci już się nauczyły, że z kotem można się bawić, ale bez przegięć – każde ma jedną czy dwie rysy. Może u was to też zadziała?

Patrycja
Gość
Patrycja

Duże koty i owszem. W akcie desperacji bronią się, ale te są malutkie. Zresztą to raczej nie tyczy się gatunku zwierząt, a zachowania. Zastanawiam się jak tłumaczyć ból. Słowami? Może w tym konkretnym przypadku właśnie podejście mojej siostry jest tym właściwym? Uderzył, poniósł konsekwencje, zabolało – zobaczył co to jest. Ale co dalej?

Kamil Nowak
Gość

Przede wszystkim tłumaczyć, a w przypadku dwulatków to jednak najlepiej będzie po prostu izolować. Zrobiłeś krzywdę kotkowi i kotek nie ma ochoty się z Tobą bawić. Kotek się boi. Co do klapsa – jeśli nie zrozumie tłumaczeń, to sensowności klapsa też nie zrozumie.

Sabina Gatti
Gość

Patricja – a od kiedy macie te kotki? Mi to wygląda na zazdrość.

Patrycja
Gość
Patrycja

Mam nadzieję, że mój komentarz nie zaginie w tej lawinie :( mam dwuletniego synka. Dziś pierwszy raz widziałam taki atak histerii. Mały znalazł sobie zabawę w łazience i jak nie widzę wyciąga papier i rozwija go do zera, po czym rwie na mniejsze kawałeczki. Dziś mu zabrałam. To co się wydarzyło potem to było najdłuższe 40 min w jego i moim życiu. Atak furii, rzucanie wszystkim co popadnie, bicie mnie, uderzanie w ściany, rzucanie we mnie autkami. Chciałam mu wpierdzielić (tu w myślach miałam gorsze słowo), czułam gniew, bezradność i złość, że nie wiem co robić. Na raz odczuwałam współczucie,… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

40 minut? O rany… ale ma Pani silnego malucha. Ja wiem, że takie chwile są strasznie ciężkie, ale gdy człowiek pomyśli, że ma dziecko z tak silną wolą, to jakoś tak chociaż troszkę lżej jest na sercu. Ten tekst, może chodziło o: https://www.blogojciec.pl/dzieci/najlepszy-sposob-zeby-wychowac-swoje-dzieci-bez-krzyku/.

Dodam też, że obecnie czytam książkę Rodzicielstwo przez zabawę i myślę, że mogłaby ona Pani pomóc. Czasami w takich sytuacjach, wystarczy jeden odpowiedni gest czy jedno słowo, żeby złość dziecka przemieniła się w śmiech. Przez łzy, ale śmiech. I jak się uspokoi, to odczekać dobrą chwilę i dopiero wtedy porozmawiać o tym co się stało.

Patrycja
Gość
Patrycja

Moze to nie bylo tu, ale pamietam, ze czytalam o tzw. Buncie dwulatka, jak do tego podejsc, jak reagowac. Nie krzyknelam na niego dzis, ale malo brakowalo. Uparty… prawda. Po dzisiejszym silowni mi nie trzeba. Stalam jak wryta. Tyle o tym slyszalam, a jak mnie spotkalo to nie umialam reagowac. Oczywiscie ja mu ciagle tlumacze, nazywam emocje, wyjasniam, ze czasem ludzie sa zli i ze brzydko sie zachowuja i ze rozumiem, ze on cos by chcial, a ja mu nie daje z roznych powodow. Ksiazke z pewnoscia przeczytam. Zrobie sobie prezent na Mikolajki :-)

dns axl
Gość
dns axl

Ja znam sytuacje taka. Pojawia się ona w trzecim stadium spokojnego przeczekiwana, tudzież tłumaczenia mu np. że trzeba się rano ubrać czy umyć, bo niemyte ząbki chorują, wypadają i nie ma czym gryźć cukierków, tudzież odwracania dziecka uwagi od tego co chce lub tego co nie chce, tudzież przytulania i głaskania dziecka zeby sie uspokoiło. Trzecie stadium znajduje sie po pierwszym, czyli po zwykłym acz donośnym płaczu. Jest też po drugim, czyli po darciu kota na cały regulator, rzucaniu sie na podłogę, rzucaniu czym popadnie gdzie popadnie, waleniu wszystkimi kończynami w ściany nośne i po kolejnej myśli sąsiadów „moze jednak… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Jeśli już przyczyn kryzysu się upatrujemy to na pewno można go szukać tam, gdzie dorośli ludzie zamiast użyć zwojów mózgowych, używają siły. Jeśli dorosły człowiek nie potrafi sobie bez przemocy poradzić z dwulatką, to może i dorosły jest, ale dojrzały na pewno nie.

dns axl
Gość
dns axl

„A jeśli ktoś zna sytuację, w której należałoby dać dziecku klapsa, to proszę o podzielenie się nią w komentarzach. Przeanalizujemy i podobnie jak w przypadku powyższych rozwiązań, zaproponujemy alternatywne rozwiązanie. W ramach czynu społecznego.”

Dziekuje za rzetelną analizę i merytoryczne uwagi. Nie pozdrawiam.

Kamil Nowak
Gość

To jakaś dorosła wersja „odmrożę sobie uszy na złość rodzicom?”. Tylko, że tutaj „skrzywdzę własne dziecko na złość blogerowi”. Tutaj masz przykład co zrobić, gdy dziecko nie panuje nad agresją: https://www.blogojciec.pl/dzieci/zareagowac-dziecko-probuje-nas-skrzywdzic/