Wychowanie czy geny? Co tak NAPRAWDĘ ma wpływ dziecko?

No właśnie. Co ma największy wpływ?

97499962_5ed317e94b_b

Różnice w podejściu do wychowania

Istnieje wiele podejść do rodzicielstwa, lecz dzisiaj chciałbym się skupić na dwóch szczególnych. Wyznawcy pierwszego uważają, że to JAK wychowują swoje dzieci, ma kluczowe znaczenie w procesie tego, kim owe dzieci się stają. Czyli jeśli ich dziecko dobrze śpi, dobrze je, jest grzeczne itp. to przypisują te zasługi sobie i swojemu podejściu do wychowania. Natomiast druga grupa rodziców uważa, że to jednak przede wszystkim kwestia genów. Czyli jeśli ich dziecko jest niejadkiem, jest zbyt ruchliwe, ma problemy z emocjami, to nie jest moja wina, tylko on już taki jest.

A ja wam dzisiaj chciałem powiedzieć dlaczego żadna z tych grup nie ma racji. Przynajmniej żadna z nich nie ma racji w pełni.

Do tekstu przekonały mnie (nieświadomie) dwie blogerki, które wymieniam poniżej. W związku z tym, że obie bardzo lubię i do obu mam duży szacunek – szczerzę wierzę, że mi wybaczą :)

Podejście pierwsze – to wychowanie ma największe znaczenie

Jak to napisała Marlena Fajne dzieci nie robią się same. Ciężko się z tym nie zgodzić prawda?

Cytując fragment jej tekstu:

„[…] taki rezolutny 10-latek jest owocem lat, miesięcy i dni rodzicielskiej orki. […] jest też zwykły aspekt troski, obecności.  Tysiące wycieczek małych i dużych. Miliony słów, uścisków i wsparcia, kiedy było potrzebne. Całusów i ‚ojojania’, gdy pojawiła się kuka.. Bycia zawsze obok lub w tle, kiedy sytuacja tego wymagała. Wypadów do restauracji, muzeum, czy innych miejsc kiedy wszyscy mówili, że po co, że za małe i podrzuć niani, po co się męczyć.”

Kiedy czytałem ten tekst, aż chciałem jej przyznać rację. W końcu to JAK wychowujemy, musi mieć znaczenie, prawda? Niestety nie mogłem tego zrobić w pełni i już za chwilę wytłumaczę dlaczego.

Najpierw jednak przedstawię jeszcze drugie podejście.

Podejście drugie – To nie wychowanie ma największe znaczenie, tylko geny

Wielu rodziców boryka się z problemami natury, nazwijmy to gastronomicznej (czyt. mają problem z niejadkami). Dlatego też z wielką chęcią przeczytałem tekst skąd biorą się niejadki, który pojawił się na moim chyba ulubionym blogu rodzicielskim. Jak pisze Alicja:

„– A co to jest? [pyta dziecko – przyp. autora]

– Kapusta

A to nie lubię – orzeka dzieć, który nigdy jeszcze kapusty nie próbował i zamyka otwór gębowy na cztery spusty, dodając ewentualnie, że zjeść to on może co najwyżej suchą bułę.

Jeżeli znacie ten schemat i wiecie, że podanie dziecku czegoś co wykracza poza jego standardowe menu skończy się fiaskiem to niniejszym możecie odetchnąć bo problem raczej nie leży w tym, że beznadziejnie gotujecie. Badania nad nawykami żywieniowymi bliźniąt w wieku od 4 do 7 lat sugerują bowiem, że w 72% winę można zwalić na czynniki genetyczne.”

I po raz kolejny człowiek ma ochotę się zgodzić. Skoro aż 72% wynika z genów, które dzieci dostają od nas, to przecież nie ma co kombinować, nie ma co się martwić i się starać ponad ludzkie siły, żeby dziecko zjadło brokuł. To jest niezależne od nas.

Jak jednak mogę się zgodzić z jednym podejściem i drugim, kiedy one przecież wzajemnie się wykluczają?

Poza tym jednocześnie, w mojej opinii, każde ma pewne niedociągnięcia.

Pierwsze podejście najszybciej weryfikuje ilość posiadanych dzieci. Najczęściej przekonani o swoim rodzicielskim darze są ludzie posiadających jedno dziecko, rzadziej występuje ono u rodziców dwójki, a u wielodzietnych jest niemal tak częste, jak możliwość spokojnego wypicia ciepłej kawy przez rodzica. Bo dzieci naprawdę potrafią być jak ogień i woda, nawet jeśli są wychowywane w tym samym domu, przez tych samych rodziców. Nie tylko pod względem zainteresowań mogą być różne, ale również pod względem tego jak śpią, jak jedzą czy jak reagują na silne emocje.

Drugie podejście mnie też do końca nie przekonuje, bo i ile skłonności w kierunku jedzenia takich czy innych produktów mogą być zależne od genów, to jednak nauczenie dziecka, aby choć próbowało nowych smaków (tylko próbowało), czy zaprezentowanie mu odpowiedniej ilości zdrowych składników, aby jednak coś dla siebie znalazło – zależy w dużej mierze od wychowania właśnie.

Ja bym szukał rozwiązania gdzieś po środku

Bo z każdego z tych podejść można wyciągnąć coś wartościowego. Z jednej strony geny mają znaczenie, ale tak samo jest z wychowaniem. I nic nie jest warunkowane tylko przez jeden z tych czynników.

To, że jakieś dziecko w danym momencie się „źle” zachowuje, niekoniecznie jest oznaką rodzicielskiej porażki, bo są dzieci z natury nadpobudliwe, które nawet po dziesięciu wizytach w teatrze, nie będą potrafiły tam spokojnie wysiedzieć. Będą wiedziały jak się powinny zachowywać, ale jednocześnie będzie to dla nich zwyczajnie zbyt trudne.

Jeśli już koniecznie chcemy coś oceniać, to niech to będzie zachowanie rodzica, który interesuje się takim „niegrzecznym” dzieckiem, bądź je zupełnie olewa i pozwala przeszkadzać innym.

Z drugiej strony są dzieci, które są grzeczne, miłe, uprzejme i koleżeńskie – które ładnie śpią, jedzą i jeszcze do tego są ambitne, a wcale nie miały dobrych wzorców wyniesionych z domu. Nie można więc analogicznie przypisywać tych cech dobremu wychowaniu. Najlepiej pokazuje to przykład Dorosłych Dzieci Alkoholików, którzy zdarza się – wyglądają na bardzo samodzielnych, odpowiedzialnych i ogólnie radzących sobie w życiu. Niemniej jak wiedzą ludzie znający ten temat bliżej – pierwsze wrażenie bywa bardzo zgubne.

Dlatego też nie oceniajmy zbyt szybko

Nie klasyfikujmy niejadków czy łobuzów, jako następstwa błędów wychowawczych ich rodziców. Tak samo nie traktujmy dzieci, które później zaczynają czytać czy mają w pierwszej klasie problemy z liczeniem, jako zaniedbanych. Wychowanie to nie wszystko.

Z drugiej strony nie wrzucajmy też wszystkich dzieci, które dobrze się odżywiają czy potrafią panować nad emocjami, jako efekt dobrego wyniku na genetycznej loterii. To, że ktoś może mieć w jakimś kierunku predyspozycje, to nie znaczy, że nie dostał od rodziców odpowiedniego wsparcia. Geny to nie wszystko (co zresztą Alicja też w swoim tekście ostatecznie stwierdziła).

To nigdy nie będzie tak proste

Dlatego też o ile dawanie rad odnośnie wychowania, nie jest złe samo w sobie, bo jak już ustaliliśmy – wychowanie ma znaczenie – tak musimy zawsze pamiętać, że nie ma jednej słusznej drogi właściwego postępowania z dzieckiem, którą da się zastosować do każdego przypadku. Nie ma jednej miary. Inaczej dawno by ona powstała, a ja nie miałbym o czym pisać :)

Jednocześnie nie możemy też ruszyć drogą Kubusia Fatalisty i stwierdzić, że skoro geny mają tak duży udział w wychowaniu, to my podziękujemy i z tego wychowania rezygnujemy. Nie możemy wyjść z założenia, że geny i tak swoje zrobią. Bo nie zrobią. Mają wpływ, jasne, ale tylko do pewnego stopnia. Reszta jest w naszych rękach.

Jeśli więc chcemy, aby coś dobrego wyszło z tych naszych „dzieciów”, to musimy nauczyć się uznawać wartość zarówno wychowania, jak i genów (o genach jeszcze napiszę niedługo). A jeśli chcemy otrzymać pełny obraz, to musimy również wziąć poprawkę także na środowisko, szczególnie w późniejszych latach.

I zawsze, ale to zawsze musimy pamiętać, żeby nie oceniać innych rodziców, przez pryzmat ich dzieci. Bo żadne dziecko nie jest prostą historią, jakiegoś prostego wyniku dodawania.

Prawa do zdjęcia należą do Roland.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

16
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Kaśka KaKamil NowakMama AsiaLMMama notujeBożena Jędral Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
F.
Gość
F.

Bardzo fajny wpis. Trudno się z nim nie zgodzić, choć myślę, że i tak wychowanie ma dużo większe znaczenie. Stosując odpowiednie metody wychowawcze można przynajmniej „łagodzić” jeśli nawet nie „zwalczać” pewne geny (tylko niektórym się po prostu nie chce i łatwiej wtedy wszystko zrzucić na matkę naturę). A nieodpowiednim wychowaniem, nawet dziecko z tymi „wspaniałymi” genami można bardzo łatwo zepsuć.

Kamil Nowak
Gość

Też tak uważałem. Jednak później natrafiłem na kilka książek o wpływie genów na edukację i już taki pewny nie jestem. Obecnie czekam na ciąg dalszy tych badań.

Asia Przybylska
Gość
Asia Przybylska

Kamil, a możesz podać nazwę tej książki?

Kamil Nowak
Gość

„Geny i edukacja” jak dobrze pamiętam z nowości.

Małgosia Jarosz
Gość
Małgosia Jarosz

Myślę, że rzeczywiście dobre wychowanie to nie wszystko. Ja wychowałam się w rodzinie alkoholików, którzy stosowali przemoc psychiczną i fizyczną na każdym kroku. I wyrwałam się (jako jedyna z rodzeństwa) z tego błędnego koła. Dlaczego? Przecież gdyby to było same wychowanie, to powtórzyłabym wzorzec, który znam. A ja wiem, że to było kompletnie złe i dlatego moje dzieci staram się rozumieć, być przy nich, stosować zasady Rodzicielstwa Bliskości, bo to działa. Wczoraj moja młodsza pociecha (2,5) zamiast uderzyć siostrę, co do tej pory było w pełni normalnym u niego zachowaniem, przystanął i powiedział: „Widzisz, zdenerwowałem się, bo zabrałaś mi zabawkę!”… Czytaj więcej »

Ola Jurkowska
Gość

Najczęściej jednak podejście jakie ja obserwuję (oraz nie oszukujmy się – często podświadomie wyznaję ;) ) to założenie – dziecko zachowuje się dobrze w jakiejś kwestii – moja zasługa. Dziecko zachowuje się źle w jakiejś kwestii – geny (najlepiej jeszcze dodać teściowej albo tatusia;) ) A tak na poważnie – to zapewne masz rację nie da się raczej jednoznacznie przypisać zasługi czy winy tylko jednej stronie. Pozostaje nam chyba tylko kochać i wspierać, niezależnie od wszystkiego :) Pozdrawiam

Kamil Nowak
Gość

Oczywiście, że tak jest, bo tak jest najłatwiej :) A nie ma co się oszukiwać – ludzie lubią łatwe rozwiązania :)

By asai
Gość

Mam dwójkę dzieci różnych od siebie jak woda i ogień ;) Pierwszy Egzemplarz mocno wymagający od urodzenia do dzisiaj, a drugi od urodzenia anioł. Nie miał nawet kolek czy innych problemów z brzuchem. Generalnie spał, jadł i się uśmiechał. Od początku sam zasypiał w łóżeczku itd. Więc jak czytam internetowe wywody matek na forach o ich wychowawczych triumfach, bo ich dziecko jest zawsze miłe, uśmiechnięte i zasypia u siebie w łóżeczku od początku to bawi mnie to strasznie ;) I żeby nie było moje pierwsze dziecko też w końcu zostało tego wszystkiego nauczone, no poza wiecznym zadowoleniem ;) ale było… Czytaj więcej »

calareszta.pl
Gość

Zgadzam się z tym w pełni, Niektóre rzeczy mamy tak głęboko zakorzenione, że nawet jako dorosłym, świadomym, ciężko nam je zmienić. A część naszego życiowego doświadczenia to rzeczy, które wynieśliśmy z domu. Bardzo lubię takie psychologiczne gdybania, sama na przykład, obserwując siebie widzę, że najwięcej cech odziedziczyłam po babci! Obserwując moje dzieci widzę, że jedno zachowuje się jak moja mama, drugie jak mąż, a trzecie to mix mnie i męża. I jak tu nie mówić o genach? Z drugiej strony – wiele cech, które posiadam, to efekt wychowania, wpajanych mi od małego wartości. Podejrzewam, że podobnie będzie z dziećmi.

Bożena Jędral
Gość
Bożena Jędral

Oczywiście, że odpowiednim wychowaniem, bezgraniczna miłością i konsekwencja można wychować wartościowego człowieka mimo jego genów, ale… To, co jest zakodowane, jest bezwarunkowe. Przykład mam w bardzo bliskiej rodzinie. Mój syn nie ma kontaktu z ojcem, od ponad 14lat. Ostatni raz widział go, gdy miał cztery lata. Każdy gest, ton głosu, nawet konkretne zwroty to cały ojciec. Zachowanie i charakter są identyczne. Geny są bardzo silne, nie dominują przy dobrym wychowaniu, jednak widać ich istnienie każdego dnia.

Mama notuje
Gość

Mój tato wyznawał zasadę, że jeśli zrobiliśmy coś dobrze, to się chwalił, że to jego załuga, a jak narozrabialiśmy to zwracał się do mamy z tekstem : no i jak ty ich wychowałaś? :-)
A tak serio to też myślę, że prawda leży gdzieś pośrodku. Mimo takiego samego wychowania rodzeństwo czasem BARDZO się różni.

Kamil Nowak
Gość

Interesujące podejście taty :)

Mama AsiaLM
Gość

Mam podobne zdanie do Twojego. Nie można wszystkiego zwalić na geny, ale nie da się też (choćby nie wiem jak się starać) wychować w ten sam sposób nawet dwójki dzieci. Każdy z nas jest inny (dzieci wyjątkiem nie są), ale to właśnie mieszanka genów i wychowania czyni z nas ludzi, którymi jesteśmy, a jak wiadomo my kiedyś też bylismy dziećmi …

Kaśka Ka
Gość
Kaśka Ka

Jako żem nie matka biologiczna, za to wychowuję troje dzieci, mogę coś na ten temat powiedzieć. Dziecko nr 1. Obecnie lat 15. Wychowywane w systemie opieki naprzemiennej od 8 lat. W każdym z domów spędza porównywalny czas, domy różnią się diametralnie (niestety, ubolewam) podejściem wychowawczym. W jednym domu uprawia obżarstwo, leżing, nicnierobing, komputering, na młodsze rodzeństwo warczy, na zwróconą mu przez rodzica uwagę odpyskowuje, oceny w szkole między ndst a minus db ze sporą ilością nieprzygotowań do lekcji i braków zadań. W drugim domu pilnuje diety (z siebie sam), pamięta o treningach, sam na nie wyciąga (trzeba dojechać 15 km),… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Bardziej poszedłbym w kierunku, że geny określają pewne predyspozycje człowieka, w wychowanie je ukierunkowuje. Przykładowo dziecko będzie naturalnie uparte, ale to od wychowania zależy czy będzie ignorantem, który żadnych informacji nie będzie do siebie dopuszczać czy raczej będzie wytrwały w dążeniu do celu i nie będzie się łatwo poddawał.

Kaśka Ka
Gość
Kaśka Ka

Mniej więcej o tym samym piszemy ;)