Pożegnanie z Afryką

Fotorelacji część ostatnia.

Ten post jest częścią relacji z wyjazdu do Kenii. Wszystkie części znajdziesz poniżej:

W sobotę mieliśmy już opuszczać gorącą Afrykę. Nie było łatwo. W związku z tym, na piątek zaplanowaliśmy jeszcze safari. Co odpoczynek, to odpoczynek.

20140321_071936

Nasz środek transportu – safaribus.

Do wyboru mieliśmy dwie wersje safari. Całodniowe Tsavo lub mniejsze Shimba, zajmujące pół dnia. Zdecydowaliśmy się na to drugie. Długość podróży przeważyła. Nie wyobrażam sobie spędzić pięciu godzin w autobusie. Co prawda miała nas ominąć przyjemność oglądania lwów, ale z drugiej strony byliśmy w Chorzowie tydzień przed wyjazdem. Aż takiej różnicy chyba nie ma?

20140321_083121

Wiatr we włosach.

Przed wyjazdem udałem się do prywatnej kliniki dowiedzieć się co nieco o szczepionkach. W końcu Kenia to dziki kraj. Usłyszałem, że szczepionki są konieczne i na pewno umrzemy bez nich. Chyba z sześć szczepionek, było zwyczajnie niezbędnych do przeżycia. Na wszelki wypadek, bo opinie na Internecie były niejednoznaczne, udałem się również do Sanepidu. Uprzejme Panie powiedziały, że zarazić się żółtą febrą czy malarią, to jak zarazić się boreliozą w Polsce. Odradzili nam też leki typu Malarone. Podobno opóźniają objawy choroby i zamiast po tygodniu, malaria może się objawić nawet za rok. Z dwóch porad, wybrałem tą, która nie była motywowana chęcią zysku. Teraz, jadąc na safari, miałem nieco mieszane uczucia.

Racje żywieniowe

Po niecałej godzince jazdy, dojechaliśmy do rezerwatu Shimba. W czasie podróży zdążyliśmy przejrzeć lunch przygotowany dla nas przez hotel.

20140321_063707

Nie wyglądało to źle.

20140321_071900

Ale już otwarcie kanapki, spowodowało że wszyscy w okolicy chwycili za aparat.

Jedzenie okazało się bardzo smaczne, a szczególnie banany. Tak jak w Tunezji mają najlepsze pomarańcze, w Hiszpanii arbuzy, tak Kenia wygrywa owocowe konkursy bananami. Są znacznie mniejsze niż nasze i nadzwyczajnie słodkie. Rozkosz dla podniebienia.

Najstraszniejszy wróg

Niedługo jednak mogliśmy się nacieszyć jedzeniem, bo afrykańskie zwierzęta, rozpoczęły swój atak na nasz autobus. W życiu nie pomyślałem, że to się może zdarzyć, ale tak właśnie było. Dzikie afrykańskie bestie, nie tylko otoczyły nasz autobus, ale zaczęły włazić do środka. Wszyscy starali się odeprzeć najeźdźcę, ale bezskutecznie. Tylko kierowca pozostał niewzruszony, jak gdyby to jego nie dotyczyło. O jakiej dzikiej bestii piszę?

20140321_074821

O muszce Tsetse

Były wszędzie, wszystkich pogryzły. Ostatecznie wszyscy żyjemy i nic nam nie jest, uprzedzam pytania.

Teraz kiedy o tym myślę, to zachowaliśmy się jak typowi Europejczycy. Jedzie taki na safari i zamiast przejąć się słoniami czy żyrafami, to obawia się ugryzienia malutkiej muszki Tsetse. Kierowca miał z nas niezły ubaw. My nieco mniejszy.

Te widoki

Jedną z atrakcji, poza żyrafami, bizonami i guźcami (widziałem Pumbę, ale Timon się gdzieś schował), były jedne z najpiękniejszych widoków Afryki.

20140321_092809

Takich punktów widokowych było kilka. Wszystkie zapierały dech.

20140321_092924

Tam na dole ukrywają się słonie. W lasach. I nie ma po nich śladu.

Oprócz oglądania zwierząt (i polowania na tsetse, z etui do tableta w ręku), zaplanowany był również spacer do wodospadu. Dwa kilometry w jedną stronę, przez gorącą i wilgotną, tropikalną dżunglę. Opłaciło się poranne bieganie, bo podróż do łatwych nie należała.

20140321_103159

Takie sceny, to oglądałem do tej pory wyłącznie z Cejrowskim.

Najbardziej jednak zaskakujące było odkrycie, że wszyscy Kenijczycy chodzą po tej dżungli boso. Co prawda tutaj akurat jest zupełnie odwrotnie niż u nas – w miastach jest pełno śmieci, a w lasach w ogóle, ale mimo wszystko – jakieś węże, jaszczurki, kamienie, patyki. Kenijczyków to nie rusza. Byli jak hobbici. Tylko mniej owłosione nogi mieli.

20140321_111352

Ten mały afrykański świerszcz, wydaje odgłos podobny do włączonej piły spalinowej.

20140321_110912

Pierwsza myśl kobiet po zobaczeniu wodospadu: w końcu słodka woda, a ja nie mam szamponu!

Kiedy usłyszałem wodospad, wyobrażałem sobie zdecydowanie coś większego. Znacznie większego. Minimum 50 metrów wysokości, z piękną laguną na dnie. Trochę się rozczarowałem, ale nie powiem, żebym żałował spaceru. Zobaczyć tropikalną dżunglę od wewnątrz, jest przeżyciem wartym lekkiej zadyszki.

Dzieci na safari

W tematyce bloga, muszę zwrócić uwagę na to, że w podróży towarzyszyły nam dwie rodziny z dziećmi. Jedna para miała dwójkę dzieci i… zatrudnione dwie nianie do pomocy. Rodzice zwiedzali, podczas gdy dzieci spały w kocach przytulone do niań. Druga para, miała tylko córeczkę, ale ta dzielnie maszerowała sama, z lekką pomocą taty.

20140321_100438

Zdjęcie po powrocie. Dwa kilometry pod górę, z czego jeden bez żadnej osłony przed słońcem. Pić, pić, pić.

Pierwszej pary oceniać nie będę, ale drugą trochę podziwiam. Nie tylko nie pozwolili, żeby dzieci ich ograniczały, a wręcz dzięki dziecku, wydaje mi się, że podróż sprawiała im więcej przyjemności. Jest w tym trochę prawdy, że to dzieci uczą bardziej i prawdziwiej doświadczać otaczający świat. Doceniać chwile. Ja na następną wycieczkę zabieram dzieci. Tego jestem pewny.

Kiedy wróciliśmy znad wodospadu, cała nasza grupa stwierdziła jednogłośnie – jedziemy do hotelu. Mieliśmy autobusik wynajęty wyłącznie dla siebie, więc mogliśmy sobie pozwolić, na takie udogodnienie. Nasz kierowca jednak olał nasze zdanie i zawiózł nasz safaribus, na oglądanie słoni. Rano siedziały w lasach, więc ich nie widzieliśmy, ale teraz wyszły, żeby się ogrzać w słońcu. Jak to w takich sytuacjach bywa, nasz przewodnik wiedział lepiej od nas, czego chcemy. Zobaczyć słonie na wolności, z kilku metrów, to jak zobaczyć potęgę natury, w jej pierwotnej formie. Żyrafy robiły wrażenie, ale nie aż takie. I żaden słoń, w żadnym Zoo, nie ma w sobie tego czegoś. Takiej drzemiącej siły. Człowiek od razu czuje się bardziej pokorny.

Ostatni wschód

Kierowca z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, zawiózł nas do hotelu. Na koniec dnia postanowiliśmy sobie, że wstaniemy jutro wcześniej obejrzeć wschód słońca. Od tygodnia sobie to mówiliśmy, ale wiedzieliśmy, że ten ostatni raz uda nam się na pewno.

20140322_064619

To zdjęcie, kojarzyć mi się będzie z Kenią, bardziej niż jakiekolwiek inne. Spokojny ocean, wschodzące słońce i ta jedna osoba, która daje z siebie więcej, niż wszyscy inni.

Nie było łatwo się pożegnać, ale jednocześnie nie mogłem się już doczekać powrotu. Nie mogłem się już doczekać moich dzieci. Na szczęście podróż powrotna, okazała się znacznie lepsza, niż ta którą odbyliśmy tydzień wcześniej. Wsiadasz na samolot, zamykasz oczy. Otwierasz oczy, podziwiasz piękną Hurgadę nocą, zamykasz oczy. Otwierasz oczy, jesteś w Warszawie. Prawie jak teleport połączony z energy drinkiem. Nie dość, że wszystko wydarzyło się w mgnieniu oka (no dobra, dwóch), to człowiek jakiś bardziej wypoczęty wysiadł.

Afryko, jeszcze do Ciebie wrócę.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

6
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
HerneKamil NowakSzymon KuźniakBlog OjciecEwa mama Osinka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewa mama Osinka
Gość
Ewa mama Osinka

Na zdjęciu z wodospadem wyglądasz jak „wklejony” :)

Blog Ojciec
Gość

Busted! Nigdy nie byłem w Afryce :)

A tak poważnie, cieszę się, że nie jestem politykiem, bo inaczej pewnie skończyłbym jak Kurski.

Szymon Kuźniak
Gość

Nie niedoceniaj potęgi internetu ;)

Herne
Gość
Herne

A propos Kurskiego – 3 lata później ;)

Kamil Nowak
Gość

Musiałem się zastanowić o co chodziło, ale już sobie przypomniałem :) http://6.s.dziennik.pl/pliki/6001000/6001937-jacek-kurski-na-oscarach-mem.jpg

Herne
Gość
Herne

O, a tego to nie widziałam :)

PS. zazdroszczę dobrej pamięci :)