Ateista ochrzcił dziecko!

Dzisiaj będzie prawdziwie tabloidowy skandal.

1

Wszystko zaczęło się w słoneczny dzień, jak każdy inny. Jednak tego dnia postanowiłem wejść na Potwory Wózkowe. Lubie jej niedopowiedziany styl. Dzisiaj napisała o tym, jak próbowała walczyć ze swoją niewiarą. Niestety podczas Mszy Świętej, na którą się wybrała, spotkała się jedynie z obojętnością i bezpłciowością zarówno uczestników, jak i księdza prowadzącego. Każdy robił swoje. Z automatu. Bez żadnego celu.

Logo do mojego bloga zaprojektował Przyjazny Ateista. Akurat mam temat, do którego pasuje polecenie go, więc jeśli szukacie kogoś kto zrobi dla was logo, na tym blogu znajdziecie odpowiedniego człowieka.

Moja wiara

W komentarzach pojawił się głos sprzeciwu, który skupił się na ocenie całości wypowiedzi, jako zacofaniu autorki i jej tkwieniu w fazie buntu przeciwko religii. Niestety z takim samym podejściem spotykałem się zawsze, gdy osobiście poszukiwałem odpowiedzi na tematy dotyczące religii. Dlatego pozwoliłem sobie to skomentować:

„Widzisz, autorka dokładnie opisała problemy każdego kto w pewnym momencie odchodzi od wiary. Tacy ludzie ciągle się rozwijają, podczas gdy kościół stoi w miejscu. Jako dziecko dostajesz proste odpowiedzi, o niebie, aniołach i ogólnie o wierze. Wtedy one wystarczają. Dorastając oczekujesz jednak większej ilości wyjaśnień i nagle okazuje się, że ich nie ma. Że te bajki, to wszystko co może Ci kościół zaoferować.

Skoro Bóg jest wszechwiedzący i w trzech osobach, to dlaczego Jezus rozmawiał z Ojcem? Dlaczego biblia popiera niewolnictwo? Dlaczego sprawiedliwy Bóg, stosuje odpowiedzialność zbiorową? Dlaczego wszechwiedzący Bóg, nie zauważył rozmowy Ewy z wężem? I do cholery, kto wpadł na idiotyczny pomysł, żeby opowiedzieć historię Hioba? To jest najcelniejszy strzał w stopę jaki widziałem.

Takich pytań w okresie dojrzewania pojawiają się dziesiątki, a później setki. Nie dostajemy jednak żadnej odpowiedzi, poza „bo tak” lub czasem „bo Bóg tak chciał”, a nawet „bo było to częścią większego planu”. I większość z osób poszukujących, w przeciwieństwie do „wierzących” bierze do ręki Pismo Święte i zaczyna czytać. To jednak sprawia, że jest jeszcze gorzej.

W końcu znajdujemy się w miejscu, w którym zauważamy, że większość ludzi w okół nas nie są wierzącymi z wyboru. Oni są wierzącymi z miejsca urodzenia. Im wszystko jedno czy to katolicyzm, islam czy wiara w Zeusa. Ważne, żeby coś tam było dalej. Nie ważne jak bardzo absurdalne. Oni nie poszukują odpowiedzi. Zadowolili się pierwszą jaką otrzymali. I wtedy my, jako stale szukający, odchodzimy…”

Ten komentarz pokazuje w całości moje podejście do wiary. Ja szukałem i próbowałem. Czytałem biblię, rozmawiałem z księżmi i katechetami. I niestety nie znalazłem tego czego szukałem. Musiałem porzucić coś, co było częścią mojego życia przez kilkanaście lat. Nie było to łatwe. Nie można tego wyrzucić ze swojego życia, jak starego płaszcza (Coehlo jest w każdym z nas). Nawet teraz, po tylu latach, czasami to dziwne uczucie powraca. Zdarza się, że zobaczę wypowiedź jakiegoś natchnionego (nie mylić z nawiedzonego) księdza lub usłyszę jakąś historię i czuję, że czegoś mi brakuje. Odkąd czytam Halo Ziemia, zdarza się to jeszcze częściej. Ten człowiek tym zaraża, więc jeśli nie uznajesz się za osobę wierzącą, wchodzisz tam na własną odpowiedzialność.

Wierzący, ateista, gnostyk czy agnostyk?

Oczywiście zdanie w tytule postu nie jest prawdziwe. Przynajmniej nie do końca. Nie jestem jednak ateistą. Sam nie wiem czym jestem. Wierzę, że istnieje coś większego od nas, ale tak jak mrówka nigdy nie pojmie zachowania człowieka, tak samo nie wierzę, że my jako ludzie, mamy chociażby najmniejsze możliwości pojęcia czy poznania czegoś, co jest „gdzieś tam”. Niestety żaden teizm, ateizm, agnostycyzm czy gnostycyzm nie obejmuje tego czym jestem. Przynajmniej według definicji które znalazłem.

Pod wspomnianym wcześniej artykułem, Nishka zapytała czy osoby niewierzące chrzczą swoje dzieci. W związku z tym, że ja swoje dzieci chrzczę i wychowuje w wierze katolickiej, postanowiłem poświęcić temu zagadnieniu coś więcej niż komentarz.

Ochrzciłem dziecko

Nawet trójkę dzieci ochrzciłem. I całą trójkę zamierzam również posłać do Komunii Świętej. I nie widzę w tym nic złego. Oczywiście znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że jestem konformistą bojącym się reakcji tłumu na odmienność i że źle robię, wybierając dla dziecka drogę z której sam zszedłem. I jest w tym ziarno prawdy. To prawda, że zdecydowałem się na to w pewnym stopniu dlatego, że mieszkam na terenie wiejskim, wśród ludzi w większości religijnych. I o ile nie ukrywam swojego wyboru wiary, o tyle nie obnoszę się z moją decyzją i nie mam potrzeby mówienia każdemu jak to ateizm (czy jakaś jego forma) jest fajny. Nie obchodzi mnie jednak ich zdanie na temat ateistów. Obchodzi mnie jednak ich podejście do mojego dziecka.

Akceptacja

Bardzo duże znaczenie w podjęciu mojej decyzji, miało dobro moich dzieci. Uważam, że potrzeba akceptacji jest bardzo silna u małego dziecka, nie tylko ze strony rodziny, ale również wśród rówieśników i nauczycieli. Niestety żyjemy w czasach, w których w dalszym ciągu piętnuje się niektórych za odmienność i nie chciałem ryzykować społecznego odrzucenia. Na szczęście wraz z dorastaniem, ta wewnętrzna potrzeba akceptacji zanika (a przynajmniej powinna) zastępowana stopniowo przez samoświadomość i pewność siebie. Starsze dziecko o odmiennych poglądach, może bez problemu wytłumaczyć swoje stanowisko, nauczycielowi, katechetce czy kolegom i koleżankom. Dlatego też, gdybym mieszkał mógłbym podjąć inną decyzję. Mógłbym, ale niekoniecznie tak bym zrobił, ponieważ…

…wiara mi pomogła

Pomogła mi kiedy byłem młody. Myślę, że było to gdzieś w okresie gimnazjalno-licealnym. Czasami w naszym życiu pojawia się moment, kiedy zwyczajnie nie dajemy rady oprzeć ciężaru całego świata na własnych barkach. Jako dorosły człowiek już wiem, jak sobie z takimi sytuacjami poradzić. Jako nastolatek nie wiedziałem. Wtedy uciekłem się do wiary. Gdybym nie miał wiary, mógłbym wybrać znacznie gorzej. W tym jednym momencie, wiara mi pomogła i mnie uleczyła. Może to duże słowo, ale wtedy tak się czułem. Dzisiaj pewnie powiedziałbym dawnemu sobie „weź się w garść, to minie!”, ale nie wiem czy dawny ja byłby wystarczająco silny, żeby posłuchać.

Wiara pomogła mi znacznie w tamtym okresie, ale wsparcie duchowe nie było jedyną rzeczą, jaką otrzymałem. Czytanie biblii w celu znalezienia trudnych tematów do dyskusji, poszukiwanie różnych interpretacji słów w niej zapisanych, podróże do miejsc świętych czy rozważania logiczno-teologiczne z ludźmi trzykrotnie ode mnie starszymi, dały mi mocnego kopa intelektualnego. Obudziły we mnie pragnienie wiedzy. Myślę, że gdybym nie był wierzącym, który traci wiarę, to nie miałbym dość siły, żeby tak wytrwale o nią walczyć. Gdybym od początku nie wierzył, nawet nie sięgnąłbym po Pismo Święte, a wówczas wszystkie te możliwości jakie miałem, zostałyby poza moim zasięgiem.

To co dobre

Wiele swojej wierze zawdzięczam i wiem, że młody umysł może znaleźć w niej oparcie. Dlatego nie chciałem zabierać tego swoim dzieciom. Dlatego je ochrzciłem i dlatego zamierzam je wychować w wierze katolickiej. Tak długo, dopóki nie będą się temu sprzeciwiać. Kto wie, może kiedyś dojdzie do tego, że moje dzieci zaczną wierzyć tak głęboko, że nawrócą swojego ojca?

Prawa do zdjęcia należą do Christian.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

25
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Kamil NowakAnkaAdamBlog Ojciecshoshanna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Potwora
Gość

Dzisiaj dostałam od Czytelniczki: http://www.vismaya-maitreya.pl/miecz_prawdy_definicja_wiary.html i zatęskniłam :)

Blog Ojciec
Gość

Myślę, że tak już będzie zawsze. Będą pojawiać się momenty w których zatęsknimy. Za tym uczuciem, za wspólnotą. Tak jak zdarza nam się tęsknić się za przeszłością, za czasami dzieciństwa czy za pierwszą miłością.

BiegaDorka
Gość

podajmy sobie ręcę..

Blog Ojciec
Gość

W sensie, że znak pokoju? :)

BiegaDorka
Gość

heihiehie ;-)))))

tomek q | jakchcemy
Gość

Kamil, jeżeli mogę to jedno pytanie.
(i to nie jest żadna prowokacja i mam nadzieję, że nikt nie będzie tego tak odbierał :) )
Co dla Ciebie oznacza wychować dzieci (dziecko) w wierze katolickiej?

Blog Ojciec
Gość

Pytanie oczywiście zawsze możesz zadać :) i raczej na pewno na każde odpowiem.

Wychowanie w wierze katolickiej, oznacza m.in. naukę i odmawiania modlitw, rozmowy o religii i chodzenie do kościoła. Ciężko jest odpowiedzieć szczegółowo na tak ogólne pytanie, dlatego jeśli chciałbyś, żebym rozszerzył wypowiedź, musisz być dokładniejszy. I nie krępuj się, bo bardzo mało jest złych pytań :)

tomek q | jakchcemy
Gość

Ok i dzięki za odpowiedź :) – i jestem usatysfakcjonowany (przynajmniej w tej chwili).
No tak – mało jest złych pytań ;)

Po prostu zaintrygowało mnie, że z jednej strony piszesz o sobie jako raczej o osobie niewierzącej (przynajmniej w kontekście katolicyzmu), a z drugiej piszesz, że zamierzasz wychowywać dzieci w wierze katolickiej. Dla mnie zabrzmiało to jak „dysonans”.

Emilia
Gość

To dość niespotykane podejście do sprawy, ale Twoje argumenty są przekonujące. Ja mając bardzo zbliżone poglądy wybieram zupełnie inne rozwiązanie: nie chcę chrzcić dziecka i nie chcę, by chodziło na religię. Jestem przekonana, że przy odrobinie wysiłku da się to zrobić tak, by dziecko nie czuło się wykluczone z klasy, w której być może wszyscy na religię chodzić będą. Oczywiście jeśli potomek w przyszłości zadecyduje, że chce chodzić do kościoła i na religię – proszę bardzo.

Blog Ojciec
Gość

Zgadzam się, że wykluczenia społecznego pewnie dałoby się uniknąć. Jednak w moim przypadku, jak pisałem, są jeszcze inne powody uzasadniające taką decyzję. Cieszę się również, że mimo odmiennych poglądów, akceptujesz inne podejście :) Ja również w pełni rozumiem podejście, w którym dziecko na religię nie chodzi i wiem, że też ma ono swoje zalety.

Klaudia O.
Gość

Ja także ochrzciłam dwójkę dzieci, choć wierzącą się nie nazwę. To znaczy wierzę, bo był taki moment w życiu, że wierzyłam bardzo mocno, a nawet czułam obecność (bo ja wiem) Boga,albo jakiegoś innego bytu.. Nie chodzę do kościoła, bo dzisiejszy Kościół to dla mnie jedno wielkie kłamstwo. Szanuję księży z powołania,którzy swą dobrocią pałają do każdego, a nawet nią zarażają, ale spotkałam w życiu tylko jednego takiego księdza – wyjechał na misję do Hiszpanii, szkoda. Ochrzciłam dzieci, bo chcę by miały szansę poznać wiarę, w której się wychowałam. Czy pójdą tą drogą ? Zdecydują same, ale uznałam, że lepiej dać… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Osoby nie chodzące na religię nie będą się czuły wykluczone, jeśli mówimy o nastolatku. Jednak 7 latek + nawiedzona siostra z religii piętnująca niechodzenie + nawiedzona nauczycielka prowadząca = możliwość wykluczenia. Jest XXI wiek, ale dalej żyjemy w kraju, w którym takie sytuacje się zdarzają.

Przyznam też, że znam zbyt wiele osób, które nie wierzą w nic, a i tak są dobrymi ludźmi, żeby uważać wiarę za coś koniecznego. Oni wierzą w siebie i wiedzą, że dobro do nas wraca, więc postępują dobrze. Nie potrzebują jakiegoś bytu, który stałby za tym.

Magdalena Buraczewska-Świątek
Gość
Magdalena Buraczewska-Świątek

być może znowu zostanę zganiona, ale w końcu to panel dyskusyjny (niejako) i skoro dopuszczasz innych do głosu (nie prowadzisz selekcji odwiedzających i komentujących), to wypowiem się pewnie nieco odmiennie niż pozostali. zawsze próbowałam zrozumieć ludzi, którzy posyłają np. dziecko do I komunii świętej, na każdym kroku negując Kościół, religię, wiarę (negując, jak negując, ale obrażając wierzących i Kościół (który stanowią jednak nie tylko „źli” księża). Zadawałam sobie pytanie – po co zatem „narażają” swoje dzieci na te „głupoty” (bo za takie je uznają często – nazywając wierzących – ciemnymi i zacofanymi). Podobnie z chrztami bywa. Ludzie, którzy chrzczą swoje… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Nie pamiętam, żebym kogokolwiek ganił na blogu (jeszcze :), a tym bardziej, żebym sprzeciwiał się komentarzom, sprzecznym z moimi poglądami. Ba, takie komentarze cenię równie mocno, bo prowadzą nieraz do ciekawych dyskusji. Muszę przyznać, że jestem mocno zdziwiony Twoją wypowiedzią, bo nie wydaje mi się, żebym negował Kościół i obrażał wierzących. Ja pisałem, że wiara była dla mnie czymś bardzo ważnym przez długi okres czasu i obecnie dalej zdarza mi się za nią zatęsknić. Nie obrażam ludzi wierzących i nie rozumiem czemu miałbym to robić – większość moich znajomych to ludzie wierzący. Każdego kształtują jego własne doświadczenia i moje doprowadziły… Czytaj więcej »

Magdalena Buraczewska-Świątek
Gość
Magdalena Buraczewska-Świątek

rzeczywiście odniosłam się w swoim komentarzu raczej do innego typu niewierzących :) (są i tacy i mam wrażenie, że jest ich coraz więcej). dla mnie naprawdę nie jest takie ważne, w co kto wierzy lub w co nie wierzy (dopóki jego wiara lub nie-wiara nie obraża innych).

już możesz mi być wdzięczny :))), bo zdaje mi się, że szacunek do drugiego człowieka i jego poglądów mam (i mieć będę) i też w żadnym przypadku nie mam zamiaru nikogo przekonywać do swoich poglądów i „wierzeń” (w końcu wiara, to nie jest 2×2 z wynikiem 4…to wiara…)

Michał L.
Gość
Michał L.

Troszkę późno natrafiłem na link do tego bloga:-) z Twojego opisu można byłoby wywnioskować, że jesteś prawdopodobnie deistą. Ateistą być nie możesz, ponieważ-jak sam napisałeś-wierzysz w coś nadnaturalnego. Zatem jeśli uważasz że bóg(czy jakkolwiek to nazwiemy) stworzył wszechświat i potem pozostawił go samemu sobie…Przynajmniej taki wniosek się nasuwa, napisałeś bowiem że teistą nie jesteś. Co do wychowywania dzieci w wierze katolickiej-ja osobiście nie robiłbym tego, nie przejmując się perspektywą ewentualnego ostracyzmu społecznego. Pozdrawiam :-)

Blog Ojciec
Gość

Jak pisałem – nie tylko ostracyzm społeczny był powodem, dla którego podjąłem taki, a nie inny wybór. W zasadzie nie brałem go pod uwagę przy podejmowaniu decyzji.

Dzięki za wyjaśnienie deizmu. W końcu wiem, jak nazywa się moja przypadłość :)

shoshanna
Gość
shoshanna

Też mam dylematy z tym związane. Jednak z innego powodu – my jesteśmy protestantami, ale właściwie nie należącymi do żadnego dużego kościoła. Cała rodzina i prawdopodobnie dzieci w przyszłej szkole mojej córki to katolicy. I czasem się zastanawiam, czy protestant nie jest dla nich gorszy niż ateista. Mój problem tym większy, że zostałam wychowana blisko kościoła katolickiego i wspominam to świetnie. Nie wiem, czy chcę to odbierać moim dzieciom, a nie jestem w stanie zagwarantować im podobnych doświadczeń w innym kościele. Starsza córka była w zeszłym tygodniu na półkoloniach u baptystów i bardzo jej się podobało. Ale baptystami nie jesteśmy… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Dlaczego nie szukają w innych kościołach? Jest takie powiedzenie: „Ucz się jednej religii, a utkniesz do końca życia. Zbadaj dwie, a skończysz w godzinę”. Większość „dostępnych” wierzeń jest mimo wszystko do siebie podobna. Myślę, że to jest główny powód.

Co do religii w życiu moich dzieci, to jak pisałem wyżej, mi religia wiele dała i nie chcę tego dzieciom odbierać. A co do kolonii, wyjazdów, obozów i szkół tworzonych przez organizacje religijne, to mam jak najlepsze doświadczenia, więc polecam :)

shoshanna
Gość
shoshanna

To chyba dobrze, że podobna w pewnych aspektach. Z tego, co ludzie mówią i piszą w internecie, z reguły wierzą w Boga, a KK mają dość. Myślę, że wielu katolików (lub byłych katolików) bardzo dobrze by się odnalazło w kościołach protestanckich. Wielu myśli, że albo KK albo nic. Nie jest tak. Nie jest również tak, że kościoły protestanckie są takie jak katolicki. Bardzo się różnią. Ja wyznaję zasadę, że trzeba szukać aż znajdzie się taki, w którym człowiek poczuje się dobrze. Oczywiście przy założeniu, że nie rezygnujemy z Boga i wiary. Często odnoszę wrażenie, że ludzie bardzo filozoficznie starają się… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Ja swojego lenistwa nie ukrywam. Jednak akurat mój brak wiary w Boga opisanego przez ludzi wynika z tego, że (moim zdaniem) nie jesteśmy w stanie pojąć istoty od nas doskonalszej, a każda próba będzie wyglądała jak próba zrozumienia zachowań ludzkich, przez mrówki.

Adam
Gość
Adam

Dopiero niedawno zacząłem czytać trochę więcej Twój blog, a przez spis treści znalazłem ten wpis. Ciekawe czy wracasz do dyskusji również w starszych wpisach i czy ten wpis jest jeszcze całkowicie aktualny. A chciałem jeszcze zadać tutaj pytanie: czy takie wychowanie w wierze katolickiej nie powoduje u Ciebie jakiegoś strasznego rozdwojenia jaźni? Napisałeś, że wiesz że wszystkie opowieści biblijne to bajki, modlitwy mają taką skuteczność i sens, jak krzyczenie na dziecko i pewnie to co opowiadają w kościołach też przyprawia cię o palpitację serca, więc albo musisz udawać i traktować to wszystko jako nieszkodliwą bajeczkę, albo jednak jesteś szczery w… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Gdybyś skomentował na Facebooku, to pewnie bym nie odszukał tego, ale na blogu staram się odpowiadać na większość komentarzy – szczególnie tych z pytaniami :) Ogólnie jak pisałem – dla mnie osobiście wiara katolicka była wartościowa do pewnego wieku, więc przekazywanie jej moim dzieciom nie kłóci się z moimi osobistymi przekonaniami. Możliwe nawet, że moje dzieci staną się bardziej religijne ode mnie i mnie tą religijnością zarażą – nie takie przypadki zna historia :) Religia ma też duże znaczenie w naszej kulturze i wiele rzeczy jest na niej opartych, więc jej znajomość pozwala nam trochę lepiej zrozumieć kontekst niektórych sytuacji… Czytaj więcej »

Anka
Gość
Anka

Odnośnie wiary.. uważam, że nikt na ziemi jej nie posiada, a ta którą posiadamy jest bardzo ułomna. Dla mnie wiara to pokora i droga prosta która prowadzi do dobrego przeżycia swojego życia. Tak jak napisałeś pomaga najczęściej w cierpieniu ( bo zazwyczaj wtedy człowiek odkrywa Boga) Rzadko w szczęściu ( niestety). Miałam to szczęście, że prawie namacalnie mogłam doświadczyć Boga w sytuacjach bardzo ciężkich. Miałam tez szczęście, że spotkałam na swojej drodze ludzi, prawdziwie uduchowionych którzy pomogli odpowiedzieć mi na tych milion pytań które miałam o których wspomniałeś. Życie w tej naszej „ułomnej” ale jednak wierze i blisko Tego na… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Dziękuję bardzo – wyjątkowy komentarz.

Co ciekawe, zarówno ks. Jana Kaczkowskiego jak i m. in. ks. Jacka Stryczka darzę ogromnym szacunkiem i uważam ich obu za autorytety godne naśladowania. Z chęcią spędziłbym z takimi ludźmi czas, rozmawiając we wzajemnym szacunku, o Bogu (i o wielu innych sprawach).