Czy da się wychować dzieci bez karania (i bez nagradzania)?

Jeśli miałbym odpowiedzieć na to pytanie w jednym zdaniu, powiedziałbym, że da się, ale jest to diabelnie trudne, jeśli chcemy to zrobić właściwie.

5830455306_8ce4a8ed6d_b

Kary fizyczne?

Jak już wiecie, jestem stanowczym przeciwnikiem kar fizycznych. Wielokrotnie pisałem o wielu, naprawdę wielu negatywnych skutkach takiego wychowania i uważam to za niezwykle niebezpieczne narzędzie w rękach ludzi mających władzę (w tym przypadku rodzicach). Nawet jeśli mówimy o czymś tak powszechnym jak klaps. Wielkość szkód, jakie można tą metodą dokonać jest dla mnie zbyt wielka i nigdy nie chciałbym być odpowiedzialny za wywołanie u mojego dziecka jakich schorzeń natury psychologicznej typu niskie poczucie własnej wartości, obniżony poziom inteligencji, kompleksy czy depresja, tylko dlatego, ze nie potrafiłem opanować swojej złości. Wiem, że niektórzy rodzice się na to decydują, ale dla mnie to zbyt wiele. Nieprzekonanych zapraszam tutaj.

No dobra, kary fizyczne rozumiem. Ale cała reszta kar? Oszalałeś?!

Widzę oczami wyobraźni pełno oburzonych rodziców: „Ale jak to? To nie mogę już wysłać dziecka za karę do swojego pokoju?!”

I chciałbym ich uspokoić. Oczywiście, że możecie. Ja jednak tego nie robię. Dlaczego?

Kilka miesięcy temu byłem świadkiem sytuacji, w której chłopczyk uderzył swojego młodszego brata. Za karę wysłano go więc do swojego pokoju. Nie uderzono go, ale ukarano go poprzez izolację. Nie miało znaczenia, że czuł się źle z tym co zrobił. Nie miało znaczenia, że przeprosił. Jego rodzice i tak uważali, że ich dziecko musi dostać nauczkę. Że tylko w ten sposób się nauczy. I trzeba przyznać, że wszyscy mamy takie myśli prawda? Na pewno ja je mam. Że jak dam porządną nauczkę, to zapamięta tą lekcję do końca życia. Nie wiem czy zauważacie, ale to jest dokładnie ten sam schemat myślenia, który napędza rodziców do dawania klapsów. I z dokładnie tego samego powodu, jest on błędy.

„Wiara w to, że dzieci muszą być ukarane, aby nauczyć się lepszego zachowania, jest nielogiczna. Dzieci uczą się przewracać, czołgać, chodzić, mówić, czytać i jeszcze wielu innych bardziej skomplikowanych czynności, bez konieczności karania. Dlaczego więc, takie same łagodne przewodnictwo, wsparcie i świadomość rozwojowych możliwości dziecka, które rodzic wykorzystuje do nauki tych skomplikowanych czynności, nie miałoby zadziałać, aby nauczyć dziecko łagodnie głaskać kota czy pisać na kartce zamiast po ścianie?” L. R. Knost

Wysłanie więc dziecka do pokoju, aby „zrozumiało swoją lekcję”, nie sprawi, że ono nie uderzy więcej swojego brata. Najprawdopodobniej jedyny efekt jaki dzięki temu osiągniemy, to fakt, że nasze dziecko będzie jeszcze bardziej złe na swojego brata i będzie uważało, że to przez niego zostało ukarane. Co prawda, w towarzystwie rodziców więcej go raczej nie uderzy, ale możemy być pewni, że gdy tylko chłopcy zostaną na chwilę sami, to nic go przed tym nie powstrzyma. A chyba nie na tym nam zależy, prawda? Nie chcemy, aby nasze dziecko nie krzywdziło brata tylko wtedy, gdy jesteśmy obok. Chcemy, aby po prostu go nie krzywdziło. 

Skoro więc ustaliliśmy, że nie uda nam się wymodelować odpowiedniego zachowania karaniem, ustalmy jeszcze dlaczego nagrody też nie są dobrą drogą.

W końcu rezygnacja z kar brzmi jeszcze w miarę racjonalnie (mam nadzieję), ale co mi strzeliło do głowy, żeby rezygnować też z nagród?

Nie wiem czy o tym wiecie, ale już kilkadziesiąt lat temu przeprowadzono pewien eksperyment. Na dorosłych ludziach. Podzielono ich na dwie grupy i obie grupy dostały to samo zadanie wymagające kreatywnego myślenia. Umieścili więc ludzi po kolei w pokoju i pokazywali im taki oto widok:

candle-problem-heuristic_383

Zadanie brzmiało: „Masz do dyspozycji pudełko z pinezkami, świecę i zapałki. Zamocuj świece na korkowej tablicy tak, aby wosk nie kapał na stół.”

Różnica między grupami polegała na tym, że ludzie w pierwszej grupie nie otrzymali wynagrodzenia, a ludzie w drugiej grupie, mieli dostać wynagrodzenie zależne od wyniku (im szybciej wykonają zadanie, tym większe wynagrodzenie). Jak myślicie o ile szybciej druga grupa, mająca większą motywację, wykonała zadanie?

Otóż okazało się, że druga grupa wykonywała to zadanie przeciętnie o 3 minuty dłużej (!), niż pierwsza. Myśl o nagrodzie była dla nich tak stresująca, że nie mogli się w pełni skupić na samym zadaniu, podczas gdy w pierwszej grupie rozwiązywali je znacznie szybciej, korzystając wyłącznie z wewnętrznej motywacji.

To jednak nie wszystko

Druga rzecz, która zniechęca mnie do korzystania z nagród (poza blokującym kreatywne myślenie stresem, jaki mogą wywołać), to fakt, że jako ludzie bardzo szybko stajemy się niewolnikami naszych przyzwyczajeń. I nawet jeśli początkowo nagrody działają motywująco i wspierają prawidłowe zachowanie, to po pewnym czasie zaczynamy ich oczekiwać. Przyzwyczajamy się do tego, że nagrody są. I motywacją jaką początkowo dawały znacznie maleje. Wtedy jedynym rozwiązaniem jest zwiększenie ich ilości (która po pewnym czasie ponownie będzie musiała zostać zwiększona). To chyba nie jest jednak droga, którą chcemy iść, prawda?

Nie mówiąc już o tym, że pozbawienie nagrody, w którymkolwiek momencie, zaczyna być traktowane jak kara. Nie jest to, co prawda widoczne na początku, ale na dłuższą metę system nagradzania, działa dokładnie tak samo jak system karania (co jeszcze lepiej widać, gdy zauważymy, że ludzie przyzwyczajeni do kar, traktują brak kary, jak nagrodę).

No dobra, powiedzmy, że nas przekonałeś. Wiemy już czego nie robić. Czy masz więc jakieś pomysły, co robić zamiast?

Są trzy najważniejsze rzeczy, które można zrobić. 

1. Dopasowanie otoczenia i ograniczone zaufanie

Po pierwsze, powinniśmy dopasowywać otoczenie naszego dziecka, do jego wieku i do jego odpowiedzialności. Nie dajemy dwulatkowi widelca i nie sadzamy go przed gniazdkiem elektrycznym, podobnie jak nie ufamy mu na tyle, aby pozwolić mu iść po krawężniku, przy bardzo ruchliwej ulicy. Nie dajemy mu również trzydziestu pudeł z zabawkami w nadziei, że będzie się nimi ładnie bawić, po czym sam je wszystkie po sprząta. To tak nie działa :)

2. Rada i przewodnictwo

Po drugie, służymy radą i przewodnictwem. Trochę pisałem o tym już tutaj. Czyli z jednej strony nie pozwalamy dziecku zbliżać się do gniazdek, ale tłumaczymy dlaczego. Podobnie z krawężnikiem przy ruchliwej drodze czy w przypadku zabawek. Nie dopuszczamy do niebezpiecznej sytuacji, ale mówimy dlaczego. I dopiero po miesiącach lub nawet latach (tak, też chciałbym, że to trwało kilka dni, maksymalnie tydzień – nie jesteście sami), sprawdzamy dziecko w bezpiecznych warunkach. Zostawiamy je wtedy same w pokoju, z pudełkiem kredek i wieloma ścianami w pobliżu (życie na krawędzi w wersji dla rodziców) i obserwujemy. Obserwujemy i w razie potrzeb ratujemy sytuację. 

Zadziałało? Super! Jak zadziała jeszcze dziesięć razy z rzędu, to jesteśmy w domu. 

Nie zadziałało? Możliwe, że to jeszcze za wcześnie dla naszego dziecka, możliwe, że nie wytłumaczyliśmy tego dość dokładnie, a może po prostu ma gorszy dzień. Kto wie? Tak czy inaczej, musimy jeszcze poczekać.

3. Naturalne konsekwencje

Po trzecie i ostatnie, pozostają nam naturalne konsekwencje. Oczywiście w przypadku rzeczy niebezpiecznych typu owego wszędzie maglowanego gniazdka elektrycznego czy ruchliwej ulicy nie możemy sobie na to pozwolić (bo konsekwencje mogłyby być zbyt niebezpieczne) i pozostają nam tylko dwie powyższe metody. Jednak na przykład w przypadku zabawek i innych dziecięcych własności, już możemy. 

Zniszczyłeś zabawkę? Przykro mi, niestety nic z tym nie możemy zrobić (a już szczególnie nie ma szans, na kupienie nowej – tak właśnie tworzy się dzieci tzw. bezstresowe, a chcemy tego za wszelką cenę uniknąć).

Nie możesz znaleźć zeszytu w swoim pokoju przez bałagan? Wydaje mi się, że twoja pani nauczycielka chyba nie będzie z tego powodu zbyt zadowolona. 

Chciałaś ubrać dzisiaj swoją ulubioną sukienkę, ale zapomniałaś zanieść ją do prania? To musi być dla ciebie bardzo trudne.

Zostawiłeś rower na polu i zaczął rdzewieć? Niestety innego nie mamy, więc będziesz musiał jeździć na takim. Jest mi równie przykro co tobie.

Oczywiście czasami jest tak, że na przykład rower był ważnym prezentem i bardzo nam (rodzicom) na nim zależy, więc nie chcemy dopuścić do etapu rdzewienia – co możemy zrobić w takiej sytuacji?

Wtedy, dokładnie tak samo jak w przypadku gniazdek i ruchliwych ulic – naturalne konsekwencje nie wchodzą w grę i pozostają nam dwie pozostałe opcje – czyli najpierw tłumaczymy, a później przeprowadzamy testy w terenie.

Na zakończenie

Wiem, że po przeczytaniu powyższego niektórym może się wydawać, że ja osobiście nie daje dzieciom żadnych kar. To jednak nie jest prawda. Posiadanie takiej wiedzy, nie sprawia, że automatycznie stajemy się odporni na stres i na własne emocje. Dlatego mi też zdarza się czasami wpaść we wściekłość na widok zniszczonych przez zaniedbanie zabawek czy roweru porzuconego na ulicy, bo akurat było coś „ważniejszego”. I też zdarza mi się powiedzieć, że „skoro tak traktujecie własne rzeczy, to macie zakaz korzystania z wszystkich zabawek. Przez rok. I macie zakaz jedzenia słodyczy. I nie jedziecie z nami na wakacje. I Święta też są odwołane!” (no dobra, trochę koloryzuję ;). 

Niemniej rzeczywiście zdarza mi się dorzucić moim dzieciom jakąś karę, która niekoniecznie jest związana z ich „wykroczeniem” i zdecydowanie nie jest naturalną konsekwencją. I dopiero po czasie orientuję się, że tak naprawdę, to zachowałem się jak uparty osioł i że w zasadzie, to nie miałem racji. Co wtedy robię? Jedyną rzecz, którą mogę: Idę przeprosić moje dzieci (patrz też: Przeproś swoje dziecko), za bycie upartym osłem. To też pomaga mi unikać kolejnych sytuacji tego rodzaju. W końcu nikt nie lubi zbyt często przyznawać się do błędu, prawda? :)

Bardzo pomaga mi też korzystanie z metody jedzenia słonia po kawałku i brania jednego dnia na raz. Polecam.

A jeśli interesuje was rozwiązanie problemu ze świeczką, to znajdziecie je na Wikipedii :)

Prawa do zdjęcia należą do Andrew.

Dodaj komentarz

141 komentarzy do "Czy da się wychować dzieci bez karania (i bez nagradzania)?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Beata Kurgan-Bujdasz
Gość

Ostatnio psycholog (chodzę ze starszym) spytała mnie jakie są w domu kary i nagrody. A ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. Bo ich nie ma i nigdy nie było. Są rozmowy, tłumaczenia, pochwały słowne ale nie było kar typu zabranie zabawek, kąt czy jeszcze inne jakie my mieliśmy w dzieciństwie. Tak samo nie ma nagród rzeczowych. Ona była zdziwiona i można powiedzieć że kazała mi je stosować :)

Iwona Wardal
Gość

Behawiorystka, tfu! ;)

Blog Ojciec
Gość

Pani psycholog? Dziecięca? Cudownie wręcz. Cudownie. Weź daj mi jej adres, wyślę jej parę książek o wychowaniu dzieci.

Beata Kurgan-Bujdasz
Gość

no w poradni psychologiczno-pedagogicznej

Anita JR
Gość

Może miała standardowy wywiad, taki z arkusza albo mówiła go z pamięci? Może nie stało za tym oczekiwanie, że te kary są? Ja też pytam o to czy są kary i nagrody i nie stoi za tym nic, poza chęcią poznania stylu wychowawczego.

Anita JR
Gość

Może miała standardowy wywiad, taki z arkusza albo mówiła go z pamięci? Może nie stało za tym oczekiwanie, że te kary są? Ja też pytam o to czy są kary i nagrody i nie stoi za tym nic, poza chęcią poznania stylu wychowawczego.

Matka Debiutująca
Gość
Czytam i czytam i taka myśl mi przychodzi do głowy, że dodatkowym elementem który sobie, znaczy jako rodzicom, wpoić, to to, żeby nie wkurzać się o pierdoły, zrobić odpowiednią selekcję rzeczy/spraw ważnych i nieważnych. Bo, nawet po sobie widzę, że mam ochotę ukarać/strofować/jak zwał tak zwał dziecko za rzeczy relatywnie mało istotne – rozlało specjalnie wodę (przecież najprościej bez nerwów dać szmatę i nakazać posprzątać), wywaliło wszystkie książki z półek, bo tak. I to, że powinniśmy, jak piszesz, dać dziecku czas, a nie wymagać, że po trzech czterech razach się nauczy. Chyba znowu mało na temat stricte kar i nagród,… Czytaj więcej »
piwnooka
Gość

O dokładnie. Sytuacja z dzisiaj. Obiad na stole, mąż woła syna. Ten odpowiada, że jeszcze chwilkę chce się pobawić. Umówili się na dodatkowe 5 minut i mniej więcej po takim czasie syn dołączył do nas. I pomyśleć, że można by się wykłócać o taką pierdołę.

Blog Ojciec
Gość

Mi pomogło kiedyś uświadomienie sobie, że większość „tych strasznie wielkich szkód”, która tak nas denerwuje, jest warta mniej niż kilka złotych. Rozbite jajko, wylane mleko, wysypana mąka. Jasne, trzeba to posprzątać, ale zamiast zrobić z tego dramat, można zamienić to w ciekawe doświadczenie :) Wyjdzie taniej niż nowa zabawka ;)

Nihiru
Gość

No niezupełnie. Rozbite jajko to nie tragedia, ale dziecko powinno się nauczyć że trzeba być ostrożnym i MYSLEĆ. A już zdecydowanie wykluczone są zabawy typu „rzucam kotletem na ziemię”. Dlatego nie zamieniam np.: rozsypanych okruszków w zabawę, tylko zwyczajnie każę Młodemu posprzątać to, co nabałaganił. I tyle.

Beata Nowicka-Misiewicz
Gość

Dla mnie sprawy, które mogą wiązać się z karą, to tylko te, które dotyczą zagrożenia zdrowia i życia. Ostatnio zauważyłam, że syn bawi się w domu zapałki, które ktoś nieopacznie zostawił. A ponieważ tłumaczenie nie powstrzymało go przed kolejną próba, został ostrzezony o ewentualnej każe. Podobnie sprawy typu uciekanie na rowerku na ulicy – karą było wstrzymanie wspólnych wyjść na rower.

piwnooka
Gość
Z naszym 4-latkiem kary zdarzają się coraz rzadziej. Kiedyś ostatecznością był „time-out”, ale później zauważyliśmy, że w chwilach wielkiej złości najlepiej pomaga przytulenie. Najpierw Antek sam o nie prosił, dzisiaj my proponujemy zanim on zdąży się nakręcić. Nie odpychamy go „dla zasady”. Im dziecko starsze, tym więcej można z nim przedyskutować i takie stanowcze odsyłanie do kąta czy zabieranie zabawki wydaje się idiotyczne. Nagród też raczej nie stosujemy, choć lubię dziękować mu i pochwalić za współpracę, za udane i sprawne zakupy. A tak przy okazji, przypomniało mi się kiedyś, że jako dziecko lubiłam np. zrobić porządek w szafie i zostawić… Czytaj więcej »
Blog Ojciec
Gość

„Im dziecko starsze, tym więcej można z nim przedyskutować i takie stanowcze odsyłanie do kąta czy zabieranie zabawki wydaje się idiotyczne.”
Dokładnie tak. Małe dziecko potrzebuje przytulenia w takich chwilach, a ze starszymi wszystko można przegadać. Nigdy chyba nie zrozumiem skąd ten cały „time-out” się w ogóle wziął.

Justyna
Gość

U mnie za zostawienie roweru na zewnątrz oznaczało „zamknięcie” go na kolejne trzy dni. Żadne z nas nigdy chyba z tego powodu nie płakało.

Pamiętam za to, że w pozostałych przypadkach, niezależnie od przewinienia, karą był szlaban na telewizor albo komputer. Już wtedy myślałam, że to ciekawe, nie posprzątałam bo czytałam książkę a zabronili czegoś innego.
Z drugiej strony, szlaban na książki? Nie wyobrażam sobie tego w praktyce :)

No i, ulubiona przez mamę, odpowiedzialność zbiorowa. Bracia nabroili? Cała trójka szlaban na komputer, BO TAK!

Blog Ojciec
Gość

Odpowiedzialność zbiorowa w wychowaniu dzieci powinna być prawnie zabroniona :)

Beata Kwiczalová
Gość

Bardzo fajne :). Zgadzam się ze wszystkim.

Anna
Gość
Bardzo dobry tekst.. Tylko ze jest pewien problem.. Ja na poczatku wyjasniam, pozniej jestem konsekwentna w tym co powiedzialam [popsules, przykro mi ale nie da sie naprawic] i jesli nie dziala to stosuje zarowno sposob z nagroda, lub kara.. W zaleznosci od okolicznosci.. Robie wszystko to co opisales.. A gdy puszcza mi nerwy, i zastosuje kare typu klaps, czy krzykniecie jest to zazwyczaj spowodowane tym ze poprzednie wyjasnianie nie zadzialalo. Kiedy widzialam ze moj syn zachowuje sie nieodpwoiednio – rozmawialam z nim za kazdym razem. Nie dzialalo, grozilam karą – na krotka mete dzialalo. Wiec oferowalam nagrode – tez na… Czytaj więcej »
Mamine Skarby
Gość

Właśnie po takie teksty lubię tu zaglądać!

Blog Ojciec
Gość

A ja po takie komentarze ;)

Agnieszka Mirż
Gość

Super tekst. Chyba go sobie wydrukuję i będę przeglądać w chwilach zwątpienia… czyli kilkanaście razy dziennie… jak znam siebie i mojego dwulatka ;)

Blog Ojciec
Gość

Zawsze chciałem pójść do druku, więc „be my guest” ;)

Beata Kos
Gość

Czytam artykuł czytam komentarze i tak uśmiech się pojawia na mojej twarzy.Poproszę namiary na rodziców nastolatków, którzy walą czasami głową o ścianę. Pomalowane ściany to sentyment z tym co może zafundować nastolatek:)

Blog Ojciec
Gość

„Pomalowane ściany to sentyment z tym co może zafundować nastolatek:)”
Ty weź nie strasz ;)

Sabina Gatti
Gość

A wy rodzice jako dorośli i partnerzy lubicie być karani jak coś źle zrobicie? Kary są gorsze od klapsa i z dwojga złego, dla dobra psychiki dziecka, radzę dać w tyłek zamiast izolację lub zakaz czegoś.

str
Gość

To tak, jakby rodzice od kary woleli dostać od drecha pod budką z piwem..

Wiki
Gość

A ja, dla dobra psychiki dziecka, radzę nie dawać w tyłek dziecku NIGDY, radzę lepiej się opanować i zachowywać jak dorosły, który umie kontrolować siebie, swoje życie i swoje emocje:) Tak, żeby być KOMPETENTNYM rodzicem, który jest ostoją bezpieczeństwa dla dziecka, a nie kimś, kogo należy się bać, bo nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie i da klapsa… :P

Paulina
Gość
Mój temat pracy licencjackiej, wiec się rozpisze. Jeśli chcemy wychowywać dziecko za pomocą metod wychowawczych takich jak nagroda i kara to przede wszystkim musimy znać swoje dziecko. Tak, zaraz się ktoś może zburzyć ze jak to nie zna swojego dziecka, ano dzieci są zupełnie inne w każdym otoczeniu, należy mieć z dzieckiem kontakty partnerskie, wtedy będzie nam łatwiej dostosować nagrodę do jego zainteresowań, bo pamiętajmy że nagroda to tez np wycieczka rowerowa, ale tylko pod warunkiem że dziecko uwielbia jeździć na rowerze bądź jest to jego hobby. Zresztą o nagrodach pisałam już tu: http://optymistycznie.eu/?p=752 Zaś jeśli chodzi o kary to… Czytaj więcej »
Agnieszka Mrówczyńska
Gość

Mój temat pracy licencjackiej również :) Tylko, że ja w mojej obalałam skuteczność nagród i kar. Skoro mamy dziecko – i mamy znać dziecko, to może najprościej, najłatwiej jest być z Nim szczerym w relacji. Być sobą, mówić co lubimy, a czego nie zamiast wymyślać jakies kary czy nagrody? Polecam książki Jaspera Juula, i NVC (non violent communication) książki Agnieszki Stein itp. Otwierają oczy – pedagogom / psychologom również to potrzebne. Żeby dziecka nie traktować jak osoby ze skomplikowaną instrukcją obsługi, tylko jak człowieka – jedynego w swoim rodzaju.

tatosteron.pl
Gość

A jak to wygląda przy małych dzieciach, których zdolności komunikacyjne i zdolność pojmowania jest jeszcze dość uboga w porównaniu już choćby z 5 latkiem? Przez pierwsze lata sprzątać zabawki rozrzucone gdzie popadnie czy po n-tym tłumaczeniu pokazać, że dane zachowanie ma negatywne skutki dla dziecka (np. w postaci zabrania zabawek czy właśnie wysłania do jego pokoju)?

Agnieszka Mrówczyńska
Gość
Polecam lekturę książek, które wymieniłam. Warto tez znać etap rozwojowy dziecka, żeby oczekiwania, które wobec Niego mamy były na równi z etapem rozwoju. Jeslichodzi o przykład z zabawkami – ja komunikuje, że mi oniec zabawy i trzeba posprzątać, po czym sama zaczynam sprzątać i synek mi pomaga ( zaczął zanim skończył rok) Nie zawsze chce sprzątać, wtedy sprzątam sama, a czasem jak mówię, ze wychodzimy to sam zaczyna sprzątać, choć Go nawet o to nie proszę. Ale nie można zmusić dziecka by zrobiło coś wbrew swojej woli. To jest odrebna istota i trzeba umieć(lub się nauczyć) szanować jego zdanie. I… Czytaj więcej »
tatosteron.pl
Gość

” I dowiedzieć się jakie są powody zachowania/ postepowania.”

Tak, ale przy niemówiącym dziecku jest to dość trudne.
Czy takie postępowanie (sprzątam kiedy nie chce) nie nauczy dziecka właśnie takiej postawy – pomagasz kiedy masz ochotę?

mctiggle .
Gość
takie podejście wymaga to sporo empatii nie tylko dlatego że dziecko nie mówi/mało mówi, ale przede wszystkim dlatego że nie jest do końca swoich potrzeb świadome. i to rodzica zadaniem jest dany problem zdefiniować. na głos, tak, by dziecko nauczyło się czegoś o swoich uczuciach i potrzebach. a co do klocków – przy maluchu sprzątasz, ale zaznaczasz że klocki są dziecka, ono się nimi bawiło i ono je powinno sprzątnąć i dajesz do zrozumienia że nie jesteś zadowolony z faktu że tak się nie stało. konsekwencją jest tu nie konieczność posprzątania a twoje niezadowolenie z faktu łamania przez dziecko reguł.… Czytaj więcej »
tatosteron.pl
Gość
Tak, dokładnie. Tylko w którymś momencie trzeba przejść z etapu ‚sprzątam za ciebie i nie podoba mi się to’ do etapu ‚posprzątaj po sobie sam’. I tu może pojawić się czasem problem, bo dziecko nie będzie miało ochoty posprzątać. Jeśli to jego pokój i rozrzucone zabawki to pal licho, można wziąć na przetrzymanie, ale jeśli bałagan jest w innym pomieszczeniu, jeśli zamiast zabawek rozsypało np. kaszę i porządek musi być zrobiony tu i teraz, to mamy problem. Na siłę nie ma co zmuszać do sprzątania, ale jeśli sami to zrobimy bez żadnych konsekwencji dla dziecka za jego odmowę to też… Czytaj więcej »
mctiggle .
Gość

no przecież pisałem co jest dla dziecka prawdziwą konsekwencją. i jasne, może się zdarzyć że dziecko i tak posprzątać po sobie nie zechce. no i co z tego?
co z tego że kasza poleży na podłodze trochę dłużej?
co z tego że w końcu zrobisz to za dziecko? nigdy nie robisz niczego dla innych członków rodziny?

tatosteron.pl
Gość
„nigdy nie robisz niczego dla innych członków rodziny?” Nie odwracaj kota ogonem. Czym innym jest pomóc komuś, a czym innym zrobić coś za kogoś kto ma swoje obowiązki w nosie, poza tym tu mówimy o sposobie wychowywania. Sam przykład ze sprzątaniem nie wyczerpuje tematu kar i nagród, to nie jedyne sytuacje, gdy stajemy przed pytaniem czy je stosować, czy nie. Jeśli dziecko robi coś wciąż mimo zakazu, to w pewnym momencie przychodzi czas na pokazanie mu, że konsekwencje będą dla niego nieprzyjemne. Podobnie z nagradzaniem. Nagroda za dobre wykonanie czegoś „zwykłego” nie powinna mieć miejsca. Przez zwykłego mam na myśli… Czytaj więcej »
mctiggle .
Gość

dziecko ma obowiązki w nosie czy tylko tobie się tak wydaje? rozmawiałeś z nim o tym? ważniejsze dla ciebie są jego uczucia czy rozsypana kasza w kuchni? bo jest możliwe że sobie z czymś nie radzi, nie za bardzo ma pojęcie co się z nim dzieje i jak ci to zakomunikować.
przemyśl sobie ten aforyzm:
https://www.facebook.com/blogojciec/posts/493532490802525

„jeśli dziecko robi coś wciąż mimo zakazu, to w pewnym momencie przychodzi
czas na pokazanie mu, że konsekwencje będą dla niego nieprzyjemne.”
no przecież pisałem już 2 razy że konsekwencje dziecko powinno odczuwać od samego początku.
ba, pisałem też jakie…

tatosteron.pl
Gość
„rozmawiałeś z nim o tym?” Z półtorarocznym dzieckiem ciężko o tym rozmawiać. Można mu tłumaczyć, może przytakiwać lub nie, ale ciężko oczekiwać konsekwencji w jego postępowaniu. „no przecież pisałem już 2 razy że konsekwencje dziecko powinno odczuwać od samego początku. ba, pisałem też jakie…” Problem w tym, że podajesz jakieś ogólne rozwiązanie, które wcale nie jest rozwiązaniem uniwersalnym. Postępowanie rodzica zależeć musi od indywidualnych relacji z dzieckiem, od jego wieku, zachowania i konkretnej sytuacji. W którymś momencie niezadowolenie rodzica może mieć taki wpływ na sytuację jak niepoparta niczym nota potępiająca ONZ. Wychowując dziecko nie należy go utwierdzać w przekonaniu, że… Czytaj więcej »
Blog Ojciec
Gość

Widzisz, jesteś bardzo niekonsekwentny w tym co piszesz. Najpierw piszesz, że z małym dzieckiem się nie da rozmawiać, bo ono jeszcze nic nie rozumie, a później piszesz, że z nastolatkiem to już za późno. A co z czasem pomiędzy? Co się niby wydarzyło pomiędzy 3, a 13 rokiem życia? To jest właśnie czas na naukę. Przed tym czasem dziecko nie jest zdolne jeszcze do nauki bardziej skomplikowanych czynności, a po tym czasie, jest już za późno na cokolwiek. Natomiast te 10 lat pomiędzy to czas idealny.

Na naukę. Nie na karanie.

tatosteron.pl
Gość
Zgadza się, dlatego nie lubię takiego uogólniania jakie można przeczytać również w Twojej notce, gdzie nie ma mowy o zróżnicowanym podejściu do dziecka tylko są po prostu dzieci. Nastolatki zrównane z roczniakami. 3- 10 to czas gdy nasz wpływ na wychowanie dziecka jest największy. Karanie to też jedna z metod wychowania, zła jest tylko wtedy gdy zakładamy konieczność jej stosowania, gdy nie wyobrażamy sobie wychowania dziecka bez sięgnięcia po karę. A to już zależy od konkretnej sytuacji i osób biorących w niej udział. W wielu przypadkach wystarczy sama rozmowa w niektórych uzasadnione jest zadanie kary. Oczywiście kara karze nie równa,… Czytaj więcej »
Blog Ojciec
Gość
Brak wyjścia na plac zabaw jest moim zdaniem niewłaściwy, bo dziecko, które nie chodzi na plac zabaw, nie nauczy się na nim przebywać. Dziecko bije innych? Rodzic ma prawo je przytrzymać. Rodzic ma prawo zawsze zareagować i użyć siły, gdy dziecko robi krzywdę sobie lub innym. Jednak użycie siły rozumiem, jako powstrzymanie dziecka przed czymś, a nie skrzywdzenie go. Co do nauki, to przepraszam, ale co mnie obchodzi nauka mojego dziecka? Ja do szkoły już chodziłem, drugi raz nie zamierzam. Widzisz takich przykładów z kosmosu możesz podawać setki, ale prawda jest taka, że za każdym z problemów wychowawczych, stoi jakiś… Czytaj więcej »
tatosteron.pl
Gość
„Dziecko bije innych? Rodzic ma prawo je przytrzymać. Rodzic ma prawo zawsze zareagować i użyć siły, gdy dziecko robi krzywdę sobie lub innym” Ale to by oznaczało stanie tuż za dzieckiem, chodzenie za nim krok w krok. Za 2 -3 latkiem to raczej mało realne. To co opisujesz, to reakcja już po uderzeniu kogoś, ale jak skłonić dziecko żeby nie zaczynało bójek i co zrobić gdy jednak rozmowa nie skutkuje? „Co do nauki, to przepraszam, ale co mnie obchodzi nauka mojego dziecka? Ja do szkoły już chodziłem, drugi raz nie zamierzam.” Czyli rób co chcesz? Nawet jeśli jesteś dzieckiem i… Czytaj więcej »
mctiggle .
Gość
„Ale to by oznaczało stanie tuż za dzieckiem, chodzenie za nim krok w krok. Za 2 -3 latkiem to raczej mało realne” na 2-3 latka i tak w zasadzie musisz uważać, bo zbyt wiele zagrożeń których on nie rozumie czyha na świecie. więc nie wiem o co chodzi. czy tak trudno jest od czasu do czasu rzucić okiem na swoje dziecko i sprawdzić jak rozwija się sytuacja w której ono uczestniczy? „Czyli rób co chcesz? Nawet jeśli jesteś dzieckiem i nie potrafisz w pełni ocenić konsekwencji?” moje dzieci (5 i 7 lat) są bardzo ciekawe świata. pielęgnuję w nich to… Czytaj więcej »
tatosteron.pl
Gość
„czy tak trudno jest od czasu do czasu rzucić okiem na swoje dziecko i sprawdzić jak rozwija się sytuacja w której ono uczestniczy?” O tym przecież napisałem. Siedzisz w pewnej odległości, kontrolujesz to co robi, ale nie zapobiegniesz temu, by nie przyłożył koledze. Zanim podejdziesz drugie dziecko już oberwie. Ale OK, tylko mi powiedz, jaka według ciebie jest wtedy właściwa reakcja? a/ tłumaczysz, wracasz na swoje miejsce i liczysz, że się nie powtórzy (a co jeśli się powtórzy?) b/ tłumaczysz i zabierasz dziecko z placu zabaw (co jest formą kary). „moje dzieci” Ale nie rozmawiamy o twoich dzieciach, tylko o… Czytaj więcej »
mctiggle .
Gość
„jaka według ciebie jest wtedy właściwa reakcja?” a. tyle że o stosunku do innych ludzi rozmawiamy z dziećmi nie tylko wtedy gdy zrobią coś niewłaściwego, ale również przy każdej innej sposobności. warto zwłaszcza chwalić prawidłowe zachowanie. inaczej rzeczywiście dzieci mogą odbierać twoje uwagi jako kolejne kazanie. „Ale nie rozmawiamy o twoich dzieciach” ale o moim podejściu do wychowywania „Co byś zrobił gdyby przestały się uczyć i nie reagowały na namowy?” ale co tu ma być problemem? to że są uzależnione od elektronicznych gier, czy to że się nie uczą? bo to dwie kompletnie różne sprawy. a same w sobie złe… Czytaj więcej »
tatosteron.pl
Gość
„a.” Nie odpowiedziałeś, co w przypadku gdy dziecko zignoruje rozmowę i znowu uderzy. Czy gdybyś był rodzicem dziecka bitego przez inne dziecko (kolejny raz) nie oczekiwałbyś skutecznej interwencji? „to że są uzależnione od elektronicznych gier, czy to że się nie uczą?” To że się nie uczą. Nie ważne jakie masz podejście do ocen, chodzi mi o to co w przypadku, gdy dziecko nie uczy się. Oczywiście jeśli się uprze, to na siłę wiedzy do głowy nie wciśniesz, ale jakie środki poza rozmową, uważasz, że można użyć aby dziecko przekonać do nauki? Oferta „handlowa” odpada – uczysz się pozwalam ci na… Czytaj więcej »
Robert Aniel
Gość

Ależ odpowiedź jest bardzo prosta – rodzic tego drugiego dziecka powinien wylać Twojemu maluchowi mleko na głowę, żeby poczuło naturalne konsekwencje.

Natomiast w drugim przypadku źle wychowałeś swoje dzieci – czyli jest już pozamiatane, oddaj te co masz do domu dziecka i zrób nowe wychowując je tak dobrze jak Twoi rozmówcy.

tatosteron.pl
Gość
Czy naprawdę tak święcie wierzycie w to, że rozmowa załatwi wszystko i da długotrwały pozytywny skutek? Jak szybko dziecko zrozumie, że to jedyna kara i za popełnione przewinienie czeka je tylko wysłuchanie rodzicielskiego monologu? Czy wy sami, mam na myśli rodziców komentujących i autora, ulegacie takim pouczającym rozmowom? Ilu z was pali mimo ostrzeżeń, ilu pali przy dzieciach, ilu ignoruje przepisy drogowe, unika tłuszczów trans. Ilu spośród wierzących nie wraca do konfesjonałów z tymi samymi grzechami co poprzednio? Oczywiście na pierwszym miejscu powinno być tłumaczenie, ale na wypadek recydywy kara, którą dziecko uzna za dotkliwą powinna zostać w wachlarzu rodzicielskich… Czytaj więcej »
Agnieszka Mrówczyńska
Gość

ROZMOWA to nie monolog. To jest kluczowa różnica dla komunikacji, relacji i wychowania.

tatosteron.pl
Gość

Do rozmowy muszą być chętne obie strony.
– z małym dzieckiem, które niewiele powie ciężko, można mu tylko cierpliwie tłumaczyć
– z nastolatkiem, dla którego będzie to tylko kolejne kazanie również może nie być łatwo.

mctiggle .
Gość

ad.1 ano ciężko. czy ktoś ci obiecywał że wychowanie dziecka to łatwa sprawa?
ad.2 jeśli wygłaszanie kazań to jedyne co potrafisz w kontakcie z dzieckiem, to – jak myślisz – gdzie leży prawdziwy problem wychowawczy?

tatosteron.pl
Gość

Jeśli nie masz do przekazanie niczego poza bezwartościowym komentarzem, to zachowaj go dla siebie.

mctiggle .
Gość

ano, „do rozmowy muszą być chętne obie strony”…
pozdrawiam!

Mandarynki z mlekiem
Gość
Myślę, że karanie (poza cielesnym oczywiście), nie jest takie złe. Pod jednym warunkiem – jeśli znamy nasze dziecko tak, że wiemy, czy jakaś kara osiągnie skutek. Karanie dla karania odpada. Taka sztuka dla sztuki. Pamiętam, że dla mnie największą karą była właśnie izolacja, o której wspominasz. Do dziś pamiętam wiele sytuacji, w których zostałam tak ukarana – to na mnie działało – nie robiłam później już tych rzeczy, za które byłam karana. Na mojego brata działało embargo słodyczowe, a na siostrę embargo na bajki. Gdy rodzice karali mnie na przykład zakazem oglądania bajek, w żaden sposób to na mnie nie… Czytaj więcej »
mctiggle .
Gość

cóż, moim zdaniem system kar i nagród świetnie sprawdza się w tresurze. wychowanie zaś nie powinno być tresurą a przygotowaniem potomka do samodzielnego, świadomego, autonomicznego życia. to zupełnie co innego. nagrody i kary tworzą motywację zewnętrzną. zadaniem rodzica jest zbudowanie w dziecku motywacji wewnętrznej. tak by postępowało właściwie nie ze strachu czy dla nagrody, ale dlatego że tak chce. takie dzieci chciałbym wychować i takich dorosłych chciałbym w życiu spotykać.
i coraz bardziej przekonuję się że by wychować w taki sposób dziecko należy najpierw stać się takim człowiekiem. i myślę że tu leży prawdziwy problem rodzicielstwa.
pozdrawiam ;)

Blog Ojciec
Gość

Dokładnie tak. Szczególnie, że ludzie sterowani wewnętrznie, nie dają się sterować innym. A ludzie wychowani na zasadzie kar i nagród są jak listki na wietrze – gdzie wiatr zawieje tam lecą. Gdzie im każą iść tam pójdą. I właśnie tego nie chce dla moich dzieci.

okiem mamusi
Gość

Akurat tu się śmiem nie zgodzić. Sama bylam wychwywana systemem kar i nagród (jak myślę większość mojego pokolenia) i nie jestem jak listek na wietrze wręcz przeciwnie. W większości przypadków ide pod prąd. Nie jestem za karaniem chodź tak jak chyba każdemu czasem puszczają mi nerwy. Nagrodą często są rzeczy blache typu wycieczka na plac zabaw albo pomoc w zakupach mamie bo mojemu dziecku sprawia to radochę. I myślę że sporadyczne stosowanie takich wlasnie nagród to nic zlego. Natomiast kupowanie nowych zabawek czy slodyczy w zamian za cos to już trochę przesada.

tomekq | jakchcemy.pl
Gość
Rozmawiając o karach, nagrodach czy nawet karach fizycznych zawsze mamy problem z tym, że każde dziecko jest inne, każda relacja rodzinna inna, każda sytuacja inna, niepowtarzalna. Co za tym idzie, patrząc z zewnątrz łatwo może przychodzić ocenianie danej sytuacji jako takiej czy innej. Tylko, że nie wiemy co jest w środku, albo zwykle za mało wiemy co jest w środku. No, nie jest to łatwy temat. Osobiście jestem zwolennikiem unikania kar, nagród, nie mówiąc o karach fizycznych. Wysłanie dziecka do pokoju nie zawsze jest karą, czasem będzie to rozwiązanie idealne dla danego malucha, z jego emocjonalnością, ale pod warunkiem, że… Czytaj więcej »
Blog Ojciec
Gość

Oczywiście, że czasami dla dziecka najlepszym rozwiązaniem będzie wysłanie do pokoju, bo dziecko może to potraktować jako możliwość odpoczynku, a nie jako karę. Dlatego też uniknąłbym ocenianie jednego czy drugiego zachowania bezwzględnie jako kary. Niemniej w przypadku mojego tekstu mam nadzieję, że wszyscy zrozumieli wysyłanie do pokoju w charakterze kary właśnie, a nie w charakterze wspólnie wypracowanego rozwiązania :)

tomekq | jakchcemy.pl
Gość

Pewnie tak :)
Oby tak zrozumieli :)

calareszta.pl
Gość

Odchodzę od nagród i kar, a właśnie stawiam na naturalne konsekwencje. W większości przypadków działa.

TatadlaMarianny
Gość
Zbyt wiele w jednym garnku…. myślę, że każdy ze sposobów wymaga długiego opisu oraz kilku przykładów z życia. Jednak forma bloga popularnego wyklucza szczegółowe wyjaśnienia. I tak powstał tekst zgrabny o dużej ogólności, którym popłynął autor i prawie wszyscy komentujący. Co do sedna trudno się nie zgodzić. Co do szczegółów wszędzie wątpliwości. Zawsze mnie bawiły reguły ogólne i zalecenia do wychowania dzieci (szczególnie cudzych). Moim zdaniem podstawowym kryterium dobrego wychowawcy/rodzica jest inteligencja, doskonały zmysł obserwacji i zdolność do improwizacji. Wielu sytuacji nie da się przewidzieć. Wielu upadkom zapobiec. Ważne też wyciszyć emocje. Nie te z relacji rodzić dziecko bo te… Czytaj więcej »
Morrrigan
Gość
Ja zaś uważam, że system kar i nagród jest wręcz doskonały. Ale nie w tradycyjnym znaczeniu! Bo jaki ma sens dawanie szlabanu na komputer jako karę za późny powrót do domu? Naturalne konsekwencje są świetne i można je nieco rozszerzyć, tak, aby rodzic mógł też zadziałać (nie, że „zepsułeś i jest zepsute, ja z tym nie mam nic wspólnego” tylko już jakaś interwencja). Ważne jest, aby ta „kara” ustanowiona przez rodzica była jasną konsekwencją popełnionego czynu, była umotywowana troską o dobro dziecka, pojawiała się tylko w odpowiedzi na czyn, który jasno łamie panujące w domu zasady (ze znanych powodów) i… Czytaj więcej »
Aleksandra Włodarczyk
Gość

Moim zdaniem te kary nadal są bez sensu i nadal przypominają tresurę- tylko bardziej tematyczną. Polecam poczytać Jespera Juula, np. „Twoje kompetentne dziecko”.

Morrrigan
Gość
to żadna tresura – to życie. to są sytuacje, z którymi dziecko będzie stykało się w podobnej formie w życiu dorosłym. szef w pracy nie da szlabanu na komputer, nie da klapsa, ale niewywiązywanie się z umowy będzie się wiązało z określonymi konsekwencjami, a z drugiej strony wzorowa praca skutkuje wynagrodzeniem. gdy kogoś zranimy niestety ponosimy konsekwencje w postaci tego, że dana osoba nie chce z nami przebywać, zaś chętnie z nami przebywa gdy traktujemy ją w porządku. nic innego tylko życie. oczywiście relacja rodzic-dziecko to nie jest relacja szef-pracownik, to był tylko przykład na to, że każdy z nas… Czytaj więcej »
Beata Nowicka-Misiewicz
Gość

Dla mnie ważne są słowa z ” wychowanie bez nagród i kar” – nie ważne jaką masz intencje – ważne, jak zostanie odebrana przez dziecko.

Beata Nowicka-Misiewicz
Gość

Uznanie rodzica jako nagroda uczy bycia zależnym od zdania i uznania innych osób. Uzależnia od aprobaty innych. Kiedy dziecko pyta mnie: „ładnie narysowałem?” Ja odpowiadam „a Tobie się podoba?” i zwykle on mówią „Tak”, a ja na to „to dobrze”, on się uśmiecha i zwykle się na tym kończy. To buduje poczucie wartości niezależne od opini innych ludzi.

Morrrigan
Gość

wolałabym trochę bardziej adekwatny przykład. nie zamierzam wchodzić w kompetencje, zgooglałam że jesteś psychologiem i z pewnością masz pojęcie o czym mówisz. chodzi mi o to że rozmawianie o rysunkach to nie jest do końca to samo co rozmawianie o dobrych i złych uczynkach, to nie jest wychowywanie. zawsze traktowałam to w ten sposób, że dopóki młody człowiek nie jest dojrzały i nie wychwytuje do końca tego, co jest dobre a co złe, pewna pochwała tudzież pokręcenie nosem jest pewnego rodzaju drogowskazem. być może nagroda i kara to trochę za dużo powiedziane w tym kontekście.

Beata Nowicka-Misiewicz
Gość
Tak, przykład może zbyt prosty, ale idea ta sama – najlepszą nagrodą nie powinno być uznanie rodzica czy szefa, ale zadowolenia człowieka samego z siebie. Oczywiście, jak jestem dumna z syna, to mu to okazuję spontanicznie, ale ważniejsze jest, żeby to on sam był z siebie dumny. Znam historie opowiadane przez rodziców o swoich dzieciach, które nie uzyskują spokoju, dopóki nie usłyszą od rodzica, że dobrze coś zrobiły. Proszę sobie wyobrazić, jak ciężkie może być ich życie w dorosłości. A co do dobrych i złych uczynków – ” podzieliłeś się ciasteczkami z kolegami – na pewno było im miło” bardziej… Czytaj więcej »
Beata Nowicka-Misiewicz
Gość

Aha, no i coaching rodzicielski – taki sposób rozmowy z dzieckiem, aby ono samo odkrywało odpowiedzi na ważne pytania i wyciągało wnioski. Jeśli raz czy drugi wskażemy dziecku, że to co zrobiło (np. rzucanie piłką w pokoju) jest niewłaściwe, to za trzecim, można już tylko spytać, a ono samo sobie odpowie, czy to jest odpowiednie zachowanie w tym pomieszczeniu, czy nie i podejmie (choć pewnie nie zawsze) odpowiednie zachowanie.

kwieto
Gość
Tyle że dziecko naturalnie potrzebuje uznania rodzica, który jest w pewien sposób „lustrem” dla oceny jego możliwości. Jeśli tego „lustra” zabraknie, dziecko ma kłopot z urealnieniem swoich możliwości i predyspozycji, co w konsekwencji często prowadzi do tego, że później stawia nierealne oczekiwania w stosunku do siebie (tak, to jeden ze sposobów w jaki rodzą się „perfekcjoniści”, w złym tego słowa znaczeniu). Kłopot pojawia się również w przypadku, gdy dziecko spotka się (a w końcu się spotka) z negatywną oceną tego co robi. Jeśli zawsze rodzice mówili „ważne że Tobie się podoba” dziecko będzie miało trudności aby poradzić sobie z sytuacją… Czytaj więcej »
Beata Nowicka-Misiewicz
Gość

Witam, nie jestem w stanie wytłumaczyć w 5 zdaniach tego, na co Alfie Kohn potrzebował 250 stron, dlatego pozwalam sobie dołączyć kilka słów od niego i zaprosić do lektury jego książki.

kwieto
Gość

No widzisz, z kolei Jonice Webb ma nieco inne zdanie na część z tych punktów (zwłaszcza hasła typu „brak reakcji nie szkodzi”).

W przeciwieństwie do Alfie Kohna Jonice Webb jest praktykiem – jest czynnym psychologiem i swoje opinie buduje na pracy z dorosłymi już dziećmi, które często mówią „miałem super dzieciństwo i rodziców, więc co jest ze mną nie tak?”

Kto ma rację?

P.S.
Są też tacy, którzy (podpierając to konkretnymi badaniami) mówią, że i tak bardziej się liczy to jacy rodzice są, niż to jak zachowują się w stosunku do dziecka.

Beata Nowicka-Misiewicz
Gość

„Brak reakcji” rozumiem, jako sytuacje, w której jestem przy dziecku, słucham co do mnie mówi, patrze na niego i czekam. Czasem zbyt szybką reakcją, typu „brawo” „Super” odbieramy dzieciom możliwiość spontanicznego cieszenia się ze swoich sukcesów. Przypominam, że we fragmencie książki, który dołączyłam są różne metody, które dostosowuje się do sytuacji i potrzeb dziecka. Co nie oznacza, że moje spontaniczne „SUPER!!!” „Jestem dumna” też mi się nie wymsknie, jeśli naprawdę tak czuję :)

kwieto
Gość
„Przypominam, że we fragmencie książki, który dołączyłam są różne metody, które dostosowuje się do sytuacji i potrzeb dziecka.” I o tym też mówię, np. o tym, że dziecko może potrzebować uznania rodziców i naprawdę nie widzę nic złego w tym, żeby mu je dać. Przeciwnie, uważam, że sztuczne powstrzymywanie się przed tym, w imię jakiejś koncepcji wychowawczej, przyniesie więcej szkody niż pożytku. Sama piszesz: „czasem”. Czasem lepiej tak, czasem dokładnie odwrotnie. Nie chcę się zamykać na całe spektrum narzędzi wychowawczych tylko dlatego, że jakiś znany pan (autorytet) mówi mi że tak trzeba. Wolę być w zgodzie ze sobą, niż z… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

W jakim to przypadku kara jest najefektywniejszą metodą wychowania? Albo nagroda?

Podany przykład „biegania dla dyplomu”, jest właśnie przykładem idealnie obrazującym dlaczego nagrody są bez sensu. Nagrody produkują osoby, które nic same z siebie nie zrobią i wiecznie będą potrzebowały zewnętrznej motywacji.

kwieto
Gość
„W jakim to przypadku kara jest najefektywniejszą metodą wychowania? Albo nagroda?” Przykład ze szlabanem na samochód podałem powyżej. Chyba że masz jakiś inny pomysł? Pogadanka? Potrącanie z kieszonkowego kosztów naprawy (w przypadku kasacji auta pewnie przez najbliższe paręnaście lat)? Inny problem: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły. Rozmowa (punkt 2) nie skutkuje. Będziesz siłą wciągał dziecko do samochodu, zawoził do szkoły a potem stał pod tą szkołą pilnując, by się nie urwało z lekcji (punkt 1)? Poczekasz aż przyjdą naturalne konsekwencje w postaci gorszej pozycji na rynku pracy i raczej kiepskich perspektyw rozwoju (punkt 3)? Czy po prostu wprowadzisz sankcje (karę)?… Czytaj więcej »
Ewelina Rzycka
Gość

Bardzo ciekawa dyskusja! Szalenie mi się podobają argumenty obu stron. Obie strony czegoś mnie uczą :)

mono
Gość
„Dziecko odmawia chodzenia do szkoły. Rozmowa (punkt 2) nie skutkuje. Będziesz siłą wciągał dziecko do samochodu, zawoził do szkoły a potem stał pod tą szkołą pilnując, by się nie urwało z lekcji (punkt 1)? Poczekasz aż przyjdą naturalne konsekwencje w postaci gorszej pozycji na rynku pracy i raczej kiepskich perspektyw rozwoju (punkt 3)? Czy po prostu wprowadzisz sankcje (karę)?” Nie jestem zwolenniczką szkoły więc nikogo bym do niej nie zmuszała, ale na potrzeby tego ćwiczenia zostańmy przy szkole. Rozmawiam jeszcze raz i kolejny raz. Pytam – dlaczego? Czy jest coś w tej szkole, co powoduje, że nie chcesz tam chodzić?… Czytaj więcej »
mono
Gość
„Inny problem: Dziecko odmawia chodzenia do szkoły. Rozmowa (punkt 2) nie skutkuje. Będziesz siłą wciągał dziecko do samochodu, zawoził do szkoły a potem stał pod tą szkołą pilnując, by się nie urwało z lekcji (punkt 1)? Poczekasz aż przyjdą naturalne konsekwencje w postaci gorszej pozycji na rynku pracy i raczej kiepskich perspektyw rozwoju (punkt 3)? Czy po prostu wprowadzisz sankcje (karę)?” Wczoraj się naprodukowałam ale zapomniałam wysłać odpowiedź… Damn. To tak w skrócie. Opcji jest wiele. Ale przejdźmy do najważniejszej rzeczy: jak rozmawiasz. Dla mnie opcją jest rozmowa. Co to znaczy, „nie skutkuje”? Dziecko mówi „nie idę do szkoły” a… Czytaj więcej »
kwieto
Gość
Dopisek: I jeszcze garść wątpliwości. Np. „Kiedy dziecko pyta mnie: „ładnie narysowałem?” Ja odpowiadam „a Tobie się podoba?” i zwykle on mówią „Tak”, a ja na to „to dobrze”, on się uśmiecha i zwykle się na tym kończy. To buduje poczucie wartości niezależne od opinii innych ludzi.” Przełóżmy to teraz na życie dorosłe: Ktoś zaczyna wiercić dziurę w ścianie o 23:00, w bloku. Idziesz do niego i prosisz o to by przestał, a on odpowiada „mnie się podoba”. Poczucie wartości niezależne od opinii innych, czy może jednak brak empatii i zrozumienia dla owych innych? Osobiście uważam, że ważne jest odpowiadanie… Czytaj więcej »
Beata Nowicka-Misiewicz
Gość
skąd tak daleko posunięty wniosek, że dziecko, któremu pozwalam, aby było zadowolone z wykonanego przez siebie rysunku, wyrośnie na człowieka antyspołecznego, który ma gdzieś opinię innych? (bo tak rozumiem, to porównanie) To obraża zarówno rodzica i jego umiejętności wychowawcze jak i dziecko i zdolności rozwoju moralnego. Poczucie wartości niezależne od opinii innych, to taka sytuacja w której lubię siebie, przy świadomości swoich zalet i wad, słabych i mocnych stron. I lubię siebie, nawet wtedy, kiedy ktoś mi powie, że jest do kitu. A ponieważ jestem w dobrej relacji sam ze sobą, jest mi taż łatwiej budować relacje z innym ludźmi.… Czytaj więcej »
kwieto
Gość
„skąd tak daleko posunięty wniosek, że dziecko, któremu pozwalam, aby było zadowolone z wykonanego przez siebie rysunku, wyrośnie na człowieka antyspołecznego, który ma gdzieś opinię innych?” No skoro zawsze najważniejsze było co ON/A na dany temat sądzi… ? „A miłość bezwarunkowa, czyli akceptacja człowieka takim jest jedną z najważniejszych potrzeb człowieka.” OK, tyle że co innego akceptacja człowieka, co innego akceptacja jego zachowania. I tutaj akurat nie ma znaczenia czy stosujesz kary lub nie, ale to w jaki sposób adresujesz problem (jest np. różnica w stwierdzeniu „jesteś bałaganiarz” a „nabałaganiłeś”). Możesz nie stosować kar, a nadal wpajać w dziecku przekonanie,… Czytaj więcej »
trackback

[…] potem trafiłam na świetny tekst O wychowaniu bez kar (i nagród). I wiecie co? Takie rodzicielstwo bliskości to ja kupuję! Właśnie tak chcę wychowywać mojego […]

Tedi
Gość

Też daję się czasami ponieść emocjom, ale generalnie stosuje to, co opisałeś (jakiś rok temu przeczytałam w bardzo mądrej książce) i ze zdumieniem zauważam, że to działa. Ostatnio ze zdziwieniem słuchałam, jak mój syn poucza mojego tatę, żeby uważał z gniazdkiem, bo może kopnąć go prąd (tata jest elektrykiem i akurat naprawiał gniazdko).

Edyta Zając
Gość

„życie na krawędzi w wersji dla rodziców” – jak dobrze to znam :D

Kamil Nowak
Gość

Nasza wersja sportów ekstremalnych ;)

Nihiru
Gość

Nie formułując tego w jakieś manifesty, w zasadzie postępowałam podobnie: zamiast kar – konsekwencje (za długo się bawiłeś i nie słuchałeś jak wołałam do kąpieli, sorry teraz już za późno na oglądanie bajek). Ale przyznam, że im dziecko starsze tym jest trudniej…

Kamil Nowak
Gość

Nie pocieszasz :)

Nihiru
Gość

„Welcome to the real world, Neo”:D

Hanna Banaś
Gość

Daje do myślenia… Dzięki :)

Kamil Nowak
Gość

Nie ma sprawy :)

Lukasz
Gość

Wszystko pięknie, ale dużo bardziej interesująca byłaby rozmowa nt.:
– jasnych zasad vs. arbitralnych kar i nagród,
– nieuniknioności kar vs. srogości kar,
– mechanizmach uczenia się i odbierania pozytywnej i negatywnej informacji zwrotnej z otoczenia.

Bez tego rozmowa o karach i nagrodach to trochę ślizganie się po powierzchni.
Kara karze nierówna, nagroda nagrodzie nierówna.

Kinga Bojarczuk
Gość
Czytam, słucham, rozmawiam , szukam itd o braku kar i nagród. I nawet mnie już to przekonało bo sensownie brzmi,dopóki nie spotkałam w grupie znajomych doroslych osób, które były tak wychowane. Spotkałam takie osoby na forach ale te w realu jakoś tak bardziej dały do myślenia. I mimo że są fajne babki i faceci,którzy radzą sobie w życiu swietnie,przeraziło mnie jaki maja ogromny żal do rodziców ze nie usłyszeli od czasu do czasu np. : jaki piękny rysunek, pięknie posprzątany pokój, super poskładałeś prani. Mówią że im tego brakowało, zwłaszcza gdy np. pojawiały sie sytuacje w szkole gdzie inni rodzice… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

Tylko, że nikt całkowicie nie wyklucza chwalenia. Po prostu chodzi o to, aby to chwalenie skupiało się na wysiłku, który dziecko wkłada, a nie na określaniu ostatecznego efektu. Tutaj o tym pisałem: http://www.blogojciec.pl/dzieci/dlaczego-niektore-dzieci-sie-staraja-a-inne-rezygnuja/

Kinga Bojarczuk
Gość

Tu jak to przeczytałam to podniosło mnie na duchu bo jak dołączyłam do grupy na ten temat to mnie to zmroziło plus opinie już dorosłych dzieci wychowanych bez pochwał.
Czyli jak we wszystkim, zdrowy rozsądek i umiar przede wszystkim :)

m0gart
Gość

Szkoda, że nie byłeś moim rodzicem jakieś 30 lat temu ;-)

Kamil Nowak
Gość

Świetny avatar :)

m0gart
Gość

I równie świetny serial ;)

Szkolne inspiracje
Gość

Niestety w większości naszych polskich szkół, nie prowadzi się zajęć metodą Montessori. W związku z tym dzieci szybko zetkną się w szkole z systemem kar i nagród. Zresztą nie tylko w szkole.

Mama sama w domu
Gość

W tym tygodniu u mnie też o karach- zapraszam do lektury :) http://mamaalone.blogspot.com/2016/05/dlaczego-kary-zawodza.html

Anna Wojtyna
Gość
Świetny tekst, mocno dał mi do myślenia i jeszcze zgłębię temat. Niestety jestem wybuchowa i nerwowa, zdarzyło mi się dać klapsa i wcale nie jestem z tego dumna ani z żadnych moich krzyków i złości. Wiem jednak, że przytulenie działa zawsze najlepiej. Parę razy przy silnej złości odtrąciłam Zuzię, to poskutkowało jeszcze większym płaczem. Dlatego nigdy tego nie róbcie! Zamiast krzyczeć, wytłumaczmy, co dziecko zrobiło źle, nie wysyłajmy je w kąt, przytulmy, jeśli tego potrzebuje i powiedzmy, co dalej (gdy np. stłukło szklankę lub rozlało mleko i trzeba posprzątać). I tłumaczmy do skutku, przypominajmy, na co się umawialiśmy. Niestety, im… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

Cały czas takiego poszukujemy :) Jak znajdziemy takiego idealnego, to wsadzimy go w ramkę ;)

Beata Nowicka-Misiewicz
Gość

Ja polecam „wychowanie bez nagród i kar” Alfie Kohn. ¡!!!!!!!!!

Thomas
Gość
Ja byłem wychowany na karach i nagrodach, jednocześnie byłem kochany, wspierany, zawsze wysłuchany, zawsze mówiono, że jestem zdolny i dam sobie radę, kiedy trzeba chwalony, kiedy trzeba skarcony, klapsa nie raz dostałem i o ile wtedy miałem do tego żal jako dziecko, w momencie karania, to teraz jestem rodzicom wdzięczny, bo nauczyli mnie kochać, szacunku do innych szczególnie rodziny, jestem świadom swojej wartości i możliwości. Widzę, że to się sprawdziło, wszystko to było wyważone. I sam to stosuję. Mam z rodzicami rewelacyjny kontakt, nie mam oporów w mówieniu im czegokolwiek, moim najlepszym przyjacielem oprócz żony jest mama. Rodzice zawsze patrzyli… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
Wiesz, system kar i nagród to tak zwany system tradycyjny. Krzywdzi część jednostek, a część na szczęście go przeżywa bez większego uszczerbku na zdrowiu i psychice. Natomiast Twój kolega doznał wychowania, które określa się mianem bezstresowego, co w zasadzie oznacza brak wychowania. Z tego niestety na porządnych wyrasta bardzo mało osób – najczęściej efektami tego wychowania są osoby, które mają bardzo wysokie mniemanie o sobie, niskie o innych i ogólnie zerowy szacunek do otaczającego ich świata. Jednocześnie uważają, że wszystko im się należy za sam fakt istnienia. Drugie jest fatalne, pierwsze też jest nie najlepsze. Co do tego jak działa… Czytaj więcej »
Thomas
Gość
Ale taki system jest stosowany od setek lat i jakoś nie mamy armii skrzywionych ludzi. Ja nie pomijam kwestii „nie rób komuś tego, co Tobie nie miłe”. Od tego zaczynam. Ale uważam, że musi dziecko mieć świadomość też takich konsekwencji swoich czynów. Być świadomym z czym się to wiąże w świecie. Coraz więcej mówi się o tym, że ten system jest zły, a przecież jest powszechnie stosowany od wielu lat. Natomiast ostatnio coraz więcej się od tego odchodzi i niestety mamy tego efekty. Armię dzieci i młodzieży, która uważa, że wszystko im się należy, są najmądrzejsi, niezaradni i nie szanują… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
„Ale taki system jest stosowany od setek lat i jakoś nie mamy armii skrzywionych ludzi. ” To nie jest prawda i pisałem o tym tutaj: http://www.blogojciec.pl/dzieci/czy-naprawde-wyroslismy-na-porzadnych-ludzi/. System jest stosowany od wielu lat i od wielu lat jego efektem jest mnóstwo ludzi skrzywdzonych, mających wiele problemów natury psychicznej i nie tylko. Jak pisałem – chciałbym, aby moje dzieci robiły dobre rzeczy i unikały złych, nie z obawy przed karą, ale dlatego że takie postępowanie jest właściwe. Jeśli ktoś uważa, że jego dziecko musi być ukarane, bo inaczej nie zrozumie, to jest to jego wybór, ale ja mam świadomość, że to nie… Czytaj więcej »
Thomas
Gość

Piszesz raptem o pokoleniu naszych rodziców. A to że Ci wszyscy mają zaburzenia wynika tylko ze sposobu wychowania nie jest prawdą. Poczytaj choćby o tym z czego bierze się depresja. Zbyt generalizujesz.

Kamil Nowak
Gość
Depresja bierze się najczęściej z tego, że ludzie lądują w sytuacji bez wyjścia. Czy to z powodu nagłej sytuacji czy to z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc. A do tego prowadzi najczęściej nasza nieumiejętność do komunikowania własnych potrzeb, rozmawiania o emocjach czy w ogóle zwierzania się innemu człowiekowi. Niestety wszystkie te cechy nabywa się w tradycyjnym wychowaniu, gdzie jesteśmy karani za to kim jesteśmy. Zamiast przewodnictwa, oferujemy kary. Dziecko nie panuje nad emocjami, to się je karze i ono te emocje tłumi. Raz za razem, aż staje się obojętne i otępiałe albo wręcz przeciwnie – staje się niezwykle… Czytaj więcej »
kwieto
Gość
„A do tego prowadzi najczęściej nasza nieumiejętność do komunikowania własnych potrzeb, rozmawiania o emocjach czy w ogóle zwierzania się innemu człowiekowi” A może po prostu okoliczności? Np. uchodźcy s Syrii niekoniecznie znaleźli się tam gdzie się znaleźli ponieważ „nie umieli komunikować własnych potrzeb”. Pamiętam świetny fragment książki, którą kiedyś czytałem, a który bardzo uczył pokory zarówno w stosunku do siebie, jak i oceniania innych. Brzmiało to mniej więcej tak: „Ludzie którzy odnieśli sukces często mówią, że to dlatego, że codziennie wstawali o 6-tej rano i ciężko pracowali do wieczora wykuwając swój los. Ale w Bangladeszu są tłumy ludzi, którzy codziennie… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
„Ludzie którzy odnieśli sukces często mówią, że to dlatego, że codziennie wstawali o 6-tej rano i ciężko pracowali do wieczora wykuwając swój los. Ale w Bangladeszu są tłumy ludzi, którzy codziennie wstają o 6-tej rano i ciężko pracują do wieczora, a mimo to nie widać tam milionerów”. Mamy dostępne jakieś statystyki w tym temacie? Czy to tylko takie hasło, które ma dobrze brzmieć? Bo w rzeczywistości ludzie sukcesu nie mówią, że wystarczy ciężko pracować i wcześnie wstawać. Oni zawsze mówią, że trzeba jeszcze się ciągle rozwijać i uczyć na błędach (swoich i cudzych). W końcu można przez 40 lat nosić… Czytaj więcej »
kwieto
Gość
„Mamy dostępne jakieś statystyki w tym temacie?” W temacie twierdzeń ludzi, czy wpływu otoczenia? Jeśli chodzi o wpływ otoczenia to doskonały przykład podałeś Ty sam (zadanie ze świeczką) – wystarczyło nieco zmienić okoliczności (wprowadzić nagrodę) by zauważalnie wpłynąć na efektywność wykonania zadania. Czy teraz mam rozumieć, że w tym zadaniu to jednak nie nagroda była problemem, ale to, że badani „nie chcieli się rozwijać i uczyć na błędach” albo nie mieli potrzebnych „umiejętności”? ;”) A idąc dalej tym tokiem rozumowania, czy należy przyjąć, że np. bieda w krajach trzeciego świata bierze się przede wszystkim stąd, że ludzie tam mieszkający „nie… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
„Jeśli chodzi o wpływ otoczenia to doskonały przykład podałeś Ty sam (zadanie ze świeczką) – wystarczyło nieco zmienić okoliczności (wprowadzić nagrodę) by zauważalnie wpłynąć na efektywność wykonania zadania.” Tylko, że właśnie nagroda obniżyła efektywność, co jest dodatkowym argumentem na niekorzyść nagród. „A idąc dalej tym tokiem rozumowania, czy należy przyjąć, że np. bieda w krajach trzeciego świata bierze się przede wszystkim stąd, że ludzie tam mieszkający „nie chcą się rozwijać”, w przeciwieństwie do np. mieszkańców Europy? (Bardzo kusząca logika dla zwolenników białej supremacji)” Ja nie mówię, że dziecko urodzone w biednej wiosce w Kenii ma obiektywnie takie same możliwości jak… Czytaj więcej »
kwieto
Gość
„Tylko, że właśnie nagroda obniżyła efektywność, co jest dodatkowym argumentem na niekorzyść nagród.” Tyle że tu nie mówiliśmy o nagrodach ale o wpływie otoczenia i tym, że przyczyny pewnych problemów (np. depresji) nie zawsze można przypisać brakowi określonych umiejętności. I jeszcze pytanie, czy w eksperymencie ze świeczką problemem była nagroda, czy lęk związany z ryzykiem jej utraty? Ja bym tu unikał łatwych ocen, bo trudno jest ocenić np. pozytywny/negatywny aspekt rywalizacji o nagrodę, tudzież np. cały zespół uczuć związanych z ową nagrodą. Znam badanie z zupełnie innego obszaru, gdzie część badanych przed wykonaniem zadania otrzymała cukierka (to też forma zachęty/nagrody)… Czytaj więcej »
kwieto
Gość
Dopisek: Jeszcze parę przemyśleń i wątpliwości co do stosowania nagród i kar. Bo tak sobie myślę… idea wychowania bez nagród i kar jest atrakcyjna, zwłaszcza jeśli chcemy uchodzić za „nowoczesnych” rodziców. Jednak wychowanie bez nagradzania i karania ma pewien istotny feler – otóż nie rozwiązuje ono problemu. Owszem, możesz zaprzestać stosowania nagród i kar, tyle że w sytuacji gdy dziecko będzie samo z siebie czegoś bardzo pragnęło stanie dokładnie przed tym samym problemem co dzieci w eksperymencie ze świeczką. Problemem nie jest bowiem nagroda (jak pisałem wyżej, wręczenie zachęty PRZED zadaniem poprawiło wyniki badanych), ale to, jak bardzo tej nagrody… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
Danie „nagrody” przed powoduje, że to nie jest nagroda. To jest jak miłość bezwarunkowa. Otrzymujesz ją niezależnie od tego jak się zachowujesz, niezależnie od wyniku. I to nic dziwnego, że ona „poprawia wyniki”. Poprawia, bo zdejmuje stres związany z ewentualnymi nagrodami czy karami i dziecko może skupić się na samym zadaniu. Pisałem o tym też w tekście: http://www.blogojciec.pl/dzieci/piec-slow-ktore-wszystkie-dzieci-chca-uslyszec/ – dzieci nie chcą być przez rodziców chwalone za wyniki. Mają dookoła siebie cały świat, który je ocenia i pragną, aby rodzice byli tymi wyjątkowymi ludźmi, którzy będą je kochali niezależnie od ich wyników. Jednocześnie ja osobiście uważam, że różnica między motywacją… Czytaj więcej »
kwieto
Gość
„Danie „nagrody” przed powoduje, że to nie jest nagroda” To zależy od definicji nagrody. W ujęciu behawioralnym nagrodą jest każdy bodziec wpływający na zmianę zachowania w pożądanym kierunku. Oraz od konstrukcji tejże nagrody – nagrodzenie (np. pochwała) za wykonanie zadania 1 wpływa pozytywnie na skuteczność wykonania zadania 2 i BUDUJE pewność siebie (wykonałem dobrze pierwsze zadanie, to pewnie poradzę sobie i z drugim). Ciekawe badania dotyczyły np. sportowców – otóż jeśli trener omawiając wyniki treningu koncentruje się na pozytywnych aspektach (czyli nagradza, chwaląc te elementy, które sportowiec wykonał dobrze) wzrasta prawdopodobieństwo, że to zachowanie się umocni. „Poprawia, bo zdejmuje stres… Czytaj więcej »
Beata Nowicka-Misiewicz
Gość

Brawo, świetny artykuł. Zgadzam się w pełni. „WYCOWANIEH BEZ NAGRÓD I KAR” już jakiś czas temu przekonało mnie, że to nie są najlepsze metody.

kwieto
Gość
Generalnie tak. Ale jak to zwykle w życiu bywa generalizacja pokazuje tylko część prawdy. Nie wszystko bowiem da się ogarnąć radą i przewodnictwem, nie wszystko da się ogarnąć naturalnymi konsekwencjami. Przykład: dziecko bierze kamień i zabiera się do rysowania nim po drzwiach samochodu. Naturalne konsekwencje? Jakie, skoro samochód jest nie jego i to nie ono będzie nim później jeździć? Tłumaczenie – owszem, tylko co w sytuacji gdy dziecko pomimo tłumaczeń nie słucha i dalej próbuje robić swoje? Można tłumaczyć n-razy, tyle że efekt jest taki, że co sprytniejsze dziecko poczeka aż rodzic zniknie z pola widzenia a potem weźmie kamień… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
„Przykład: dziecko bierze kamień i zabiera się do rysowania nim po drzwiach samochodu. Naturalne konsekwencje? Jakie, skoro samochód jest nie jego i to nie ono będzie nim później jeździć?” Umówmy się szczerze, że w takiej sytuacji winny jest rodzic, a nie dziecko, bo to rodzic dziecka nie upilnował. To jest jak z tym wbieganiem na ulicę – jeśli masz dziecko, które może wbiec na ulicę, bo jest jeszcze małe i nie rozumie, to go pilnujesz. Od tego są rodzice. Nie musimy też być helicopter parent, aby uchronić się przed takimi sytuacjami. Wystarczy odpowiednio dobierać miejsca zabaw. Co do terminologii: Karą… Czytaj więcej »
kwieto
Gość
„Umówmy się szczerze, że w takiej sytuacji winny jest rodzic, a nie dziecko, bo to rodzic dziecka nie upilnował.” Ja nie pytam, kto jest winny, tylko jak sobie z tą sytuacją poradzić. Żaden rodzic nie jest też w stanie upilnować swojego dziecka w 100% ani przewidzieć jak zachowa się dziecko w określonym środowisku. (jeśli takiego znasz, to mi powiedz, wystawię mu pomnik). Nie mówiąc o tym, że wybór „miejsca zabaw” czasem jest ograniczony. W przypadku samochodu może to być np. dom, który ma podjazd wysypany grubym żwirem. Przeprowadzisz się, tylko dlatego, że dziecko MOŻE (nie musi) wpaść na pomysł taki… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

Znaczy mamy po prostu inne definicje kary, ale podejście to samo i jest ono zdroworozsądkowe.

Paulina
Gość
Niestety Twoje podejście może się sprawdzić tylko w niektórych sytuacjach. Sama pracuję w przedszkolu gdzie mam w grupie 20 osób. Jeśli miałabym nie stosować kar i nagród to w pewnym momencie dzieci pogubiłyby bo do poczucia bezpieczeństwa potrzebne są zasady. Zasady, za których przestrzeganie dzieci otrzymują nagrodę (np. naklejkę), a za których złamanie mają karę (nie dostają naklejki). Podczas mojego pięcioletniego stażu pracy tylko jeden przedszkolak uczęszczający do naszej placówki był wychowywany w sposób bez kar i nagród. Sprawdziło się to rewelacyjnie do drugiego roku życia, a później zaczęły się problemy. W dużej grupie dzieci łatwiej o konflikt. Nawet jeśli… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
Moje podejście sprawdza się w każdej sytuacji. Zarówno na linii rodzic – dziecko, jak i w niektórych lepszych przedszkolach. Niestety w większości przedszkoli (i u sporej części rodziców) nie ma na to szans, bo kadra nie jest do takiego podejścia przygotowana i zakłada, że dziecięce zachowanie może zostać wytresowane za pomocą naklejek. Takiej kadrze (i rodzicom stosującym takie podejście) zależy na tym, aby dziecko, jak posłuszny piesek, robiło różne sztuczki w oczekiwaniu na nagrodę. Czyli „warto się dzielić, bo można dostać naklejkę”, a nie „warto się dzielić, bo to jest coś wartego robienia”. Albo z drugiej strony „nie wolno bić… Czytaj więcej »
Paulina
Gość
Po pierwsze bardzo bym prosiła o odpowiedź na pytanie bo jestem bardzo ciekawa jak zareagowałbyś w danej sytuacji? Widzę, że mocno zirytował Cię mój komentarz, ale liczę na dalszą dyskusję i odpowedź na moje pytanie. Jak zareagujesz w sytuacji, o której pisałam w powyższym komentarzu? Po drugie, pracuję w prywatnym przedszkolu, gdzie na 20 osoób przypada trzech pedagogów i jeden psycholog. Tak warto się dzielić bo jest nagroda, warto się uczyć bo jest dobra ocena, warto pracować bo są pieniądze niezbędne do kupienia pożywienia i przeżycia. Postępowanie wygląda następująco u nas w przedszkolu: Uderzyłeś kolegę, ale jest mu przykro, powinieneś… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
Przepraszam za moje wcześniejsze uniesienie, ale nie lubię, gdy ktoś odgórnie stwierdza, że wszystko o czym pisze jest nieprawdziwe, bo jemu się tak wydaje. Postaram się więc odpowiedzieć na pytania. Moje dzieci są w wieku 5, 7 i 10 lat, więc jako małe bym ich nie określił. Mimo wszystko radzimy sobie bez systemu kar i nagród, przynajmniej w tradycyjnym znaczeniu tych słów. Co bym zrobił gdyby moje dziecko uderzyło drugie i nie chciało przeprosić? A co miałbym zrobić? Zmusić go do przeprosin? To przecież jest zmuszenie dziecka do zrobienia czegoś, w co nie wierzy, czyli do kłamstwa. Naprawdę na tym… Czytaj więcej »
Paulina
Gość
„Przepraszam za moje wcześniejsze uniesienie, ale nie lubię, gdy ktoś odgórnie stwierdza, że wszystko o czym pisze jest nieprawdziwe, bo jemu się tak wydaje. ” przyjmuję przeprosiny, ale pragnę zaznaczyć, że ani przez moment nie stwierdziłam, że to co piszesz jest nieprawdziwe. Pozwoliłam sobie zauważyc, że Twoje podejście nie sprawdzi się zawsze: „Niestety Twoje podejście może się sprawdzić tylko w niektórych sytuacjach”. Pracuję od czterech lat i miałam w swojej karierze dzieci, które nigdy nie miały kary, nawet jeśli ktoś je uderzył przestawały się z nim bawić i po sprawie. Nawet nie musiałyśmy interweniować. Niestety część przedszkolaków przechodzi prawdziwy bunt:… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
Moje dzieci nie są ani trochę bardziej gotowe do współpracy dzieci, niż jakiekolwiek inne. Wręcz powiedziałbym, że trafiły mi się wybitnie czasami trudne przypadki, które miały bardzo agresywne etapy. Mimo wszystko przeszliśmy przez nie bez kar i te etapy minęły. Więc zakładanie, że nie miałem problemów wychowawczych z dziećmi jest z góry błędne. To też nie jest tak, że to jest moja prywatna opinia, oparta wyłącznie o moje doświadczenie. Szczególnie, że nie jestem psychologiem, ale pedagogiem (które to wykształcenie niewiele mi szczerze powiedziawszy dało). Niemniej ja w moich artykułach opieram się na opinii takich ludzi jak Gordon Neufeld, Jasper Juul… Czytaj więcej »
Paulina
Gość
Znam teorie autorów o których piszesz. Psychologowie przeprowadzają badania i na tej podstawie tworzą teorie. Jak jednak wiadomo teoria teorią, a praktyka praktyką. Wymieniliśmy kilka komentarzy, a Ty wciąż nie jesteś w stanie podać rozwiązania konketnego problemu. Przyznałeś, że nie miałeś sytuacji kiedy dziecko było winne i nie chciało przeprosić wobec tego tym bardziej nie powinieneś pisać, że „moje metody sprawdzają się w każdej sytuacji”. Swoją drogą ciekawe jak Twoje dziecko kiedyś zostanie skrzywdzone (np. uderzone tak, że oko mu spuchnie) i trafisz na rodzica z podobnymi teoriami do Twoich „ale mój syn tylko się bronił i nie ma ochoty… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
Nie podałem konkretnego rozwiązania, to prawda, ale pokazałem, że przedstawione przez Ciebie rozwiązania są błędne i przynoszą więcej szkody, niż pożytku. Jeśli jednak tak bardzo zależy na rozwiązaniu to proszę bardzo: Dowiedziałbym się dlaczego moje dziecko się zachowało jak się zachowało i później albo wytłumaczyłbym dlaczego rozumiem, że nie chce przepraszać (bo nie ono zaczęło, bo się broniło, bo to ta druga osoba je skrzywdziła itp.) albo wytłumaczyłbym dlaczego należy przeprosić, gdy wyrządzimy komuś krzywdę. A jeśli tłumaczenie by nie zadziałało, to wytłumaczyłbym w inny sposób. A jeśli i to by nie zadziałało, to poszukałbym prawdziwego źródła zachowania mojego dziecka,… Czytaj więcej »
Paulina
Gość
Uważam, że mam dość doświadczenia, żeby stwierdzić, że Twoje działania niestety nie sprawdzą się zawsze. Tak jak pisałam, rozmawiamy, tłumaczymy, ale każdego roku zdarza się chociaż jeden przypadek, którego nie udaje się wychować powyższymi metodami. Na pewno psychologowie pomogli tysiącom osób, ale równie dobrze zdarzały się przypadki na które dane metody nie działały. Sam napisałeś, że wykształcenie pedagogiczne niewiele dało Ci w życiu, oraz piszesz o teoriach, które niestety w pewnych przypadkach się nie sprawdzają. Chętnie przekazałąbym Ci grupę naszych 20 osób i ciekawe jak byś sobie poradził z dwoma przypadkami niezwykle zbuntowanych trzylatków (być może podłoże problemu tkwi w… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

Widzisz, problem jest w tym, że stawiasz znak równości między moim podejściem, a tym co robią niektórzy rodzice u was w przedszkolu. Tam jednak nie ma znaku równości – oni wychowują inaczej niż ja, co widać chociażby po ich podejściu do problemu, którego oni starają się nie dostrzegać (a on przecież jest). Ich wychowanie to raczej brak wychowania, który tożsamy jest z wychowaniem bezstresowym, które tworzy „uprzywilejowanych dupków” i które jak podkreślę raz jeszcze – nie ma nic wspólnego z tym o czym ja piszę.

Aguaya
Gość
No dobrze, to co w takim razie ma zrobić wychowawca przedszkolny, który ma w swojej grupie dzieci, których rodzice ich nie wychowują, tylko tresują? W jaki sposób rozwiązać konflikty w grupie, żeby nie naruszać podmiotowości agresywnie zachowujących się dzieci i jednocześnie zareagować, kiedy innym dzieciom dzieje się krzywda? Żeby te dzieci wychowywane w duchu naturalnych konsekwencji miały poczucie sprawiedliwości, żeby przypadkiem nie doszły do wniosku, że „opłaca” się być niegrzecznym/agresywnym, bo można robić to, co się chce, bez ponoszenia konsekwencji? Nie chcę, żeby to, co piszę, zabrzmiało jak hejt, bo do mnie, generalnie, idea naturalnych konsekwencji również przemawia, jednak jestem… Czytaj więcej »
mono
Gość
Z rzeczy, których można zrobić, to na przykład polecam Konferencję Familylab „Przestrzeń dla nauczyciela”, 8 kwietnia. Będzie tam na przykład takie warsztaty które osobiście mocno polecam „Świadomy Wychowawca w relacji z dzieckiem” Pracując z dziećmi na koloniach mam nieco inną sytuację, ponieważ dzieci są wrzucone w zupełnie nowe środowisko, w którym spędzą najbliższy tydzień lub dwa,więc przyswojenie i trzymanie się zasad bez możliwości powrotu do domu i do starych nawyków jest łatwiejsze. Ale w klasie – moim zdaniem – też jest wykonalne. Myślę, że pierwsza rzecz to uświadomienie sobie, że Ty jako wychowawca, nauczyciel jesteś gospodarzem klasy. Dzieci przychodzą do… Czytaj więcej »
mono
Gość
To ja wtrącę swoje trzy grosze i powiem, że da się tak pracować, pod warunkiem, że ma się do tego siłę, ochotę i odpowiednie przygotowanie i wsparcie innych ludzi, żeby widzieć, co się robi. Na koloniach, na których pracuję w wakacje wszyscy wychowawcy są wyszkoleni w takim prowadzeniu grupy, że nie ma tam miejsca na kary czy nagrody. Jest miejsce na zasady – a łamanie zasad ma swoje konsekwencje. Z zasad wynika poczucie bezpieczeństwa, a z konsekwencji – rozumienie, do czego może prowadzić łamanie zasad. Nie sądzę, że dzieci bez naklejki (innej nagrody) nie są w stanie zrozumieć, dlaczego dane… Czytaj więcej »
Katarzyna Janik
Gość

a jak postapić z tą zabawkę. Bo sama mialam ostatnio taką sytuację i owszem powiedziałm, ze to byla twoja zabawka i nowej nie kupimy. Ale nie mam pojęcia jak rezgować na histerie z tym związaną.

Kamil Nowak
Gość

Być obok, przeczekać, bądź gotowym do przytulenia, gdy się skończy.

Marta Suchocka
Gość
Witam, mam kilka pytań, od razu zaznaczam ,że nie mam własnych dzieci, ale sporo dzieci wśród znajomych i rodziny i mam pytanie o granicę. Dowiedziałam się kiedyś od rodzica, że nie stosowanie przemocy wobec dziecka, oznacza nie używanie swojej przewagi fizycznej, czyli np. jak dziecko maluje ściane kredkami, to nie wolno mi mu tych kredek zabrać, tylko mam „negocjować” aby zaprzestało swojego działania. Inny przypadek, podbnie jak opisany poniżej, dziecko jest wołane na kolację, ale woli oglądac bajke, dostaeje 5 minut, po pięciu minuach ogląda dalej, po czwartym wezwaniu wstaje i wyłaczam telewizor, jestem oblana fala hejtu ze strony dziecka… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość
Wydaje mi się, że trzeba odróżnić przemoc od użycia siły. Jeśli chwytam moje dziecko, aby nie wpadło na ulicę, to używam siły, ale nie przemocy. Podobnie jeśli odbieram mu marker, którym pisze po ścianie. Przemoc pojawia się dopiero w momencie, kiedy postanawiam dodatkowo ukarać, np. klapsem, dziecko za takie zachowanie. Z telewizorem (czy innym ekranem) też nie do końca widzę ową przemoc. W końcu to jest nasz telewizor i to, że pozwalamy dziecku z niego korzystać to jest nasz wybór, a nie dziecka. Ewentualnie mogę doradzić, że najlepiej jest się z kilkulatkami umawiać nie na określony czas (np. 20 minut)… Czytaj więcej »
Marta Suchocka
Gość

dzięki piekne :)

Agata Jarosz
Gość

Witam, ja mam trochę inny problem z dzieckiem (9 lat), jest niegrzeczna na podwórku i w szkole. Uzywa brzydkich wyrazów, sypie piaskiem, jest niemiła. Siedzi dzis za karę w domu, zakaz komutera itd Jak tutaj zadziałać taka metodą?Naturalne konsekwencje jej zachowania póki co ja jedynie odczuwam, rozmowy są jak grochem o scianę ona wie rozumie ale ja znika mi z oczu to robi swoje