„Nie kupię Ci tego, bo nie mam pieniędzy”

Czyli co zrobić, gdy oczekiwania naszych dzieci, przekraczają nasze możliwości finansowe.

14296826765_557697dc2a_kNiezawodne Gołębie Pocztowe Ojca

Jak już stali czytelnicy wiedzą, staram się na bieżąco przeglądać przychodzącą do mnie korespondencję. A jeden z ostatnich pocztowych gołębi, przyniósł mi wiadomość, której nie mogłem pozostawić bez odpowiedzi:

„Witam Ojcze
Przeszukałam Twój blog i nie znalazłam takiego tematu. nie wiem, może nie jest jakoś specjalnie istotny, może inni rodzice nie przejmują się takimi sprawami, ale ja jednak przeżywam i nie wiem co zrobić. Chodzi o spełnianie pragnień i marzeń moich dzieci i mój tekst, który brzmi „Nie mam pieniędzy”, „Nie stać mnie na to”, „Nie tym razem, bo są inne wydatki”, itp. Czuję się chwilami jak dziad. Nie jest tak zawsze, bo uwielbiam sprawiać przyjemności małe i większe moim dzieciom, ale też nie chcę się dać zwariować, często faktycznie nie mam pieniędzy na coś „nadprogramowego”. Ale ciągle mam poczucie, że dziaduje Może to wpływ otoczenia tak na mnie działa, bo widzę i słyszę z opowieści moich dziewczyn, że koleżanki moich córek jadą tu i tam, dostają to i tamto, albo były tu i ówdzie. Nie wiem jak tłumaczyć to dzieciom, czuję, że w tym temacie totalnie leżę. Tekst, że nie mam pieniędzy wydaje mi się kiepski Czy mogę liczyć na Twoje zdanie w tej kwestii??
Pozdrawiam serdecznie”

Niestety nie znalazłem jednej, prostej odpowiedzi na to, co zrobić, aby pokonać bariery finansowe (napad na bank?), jednak mam kilka uwag, które myślę, że mogą pomóc.

Pieniądze to nie wszystko

Wielu ludzi lamentuje obecnie nad tym, jak to teraz najważniejsze dla dzieci jest, aby się pokazać na mieście. Że nowy iPhone czy modne ciuchy, zapewniają wieczną sławę i dobrobyt. I że każde dziecko, które tego nie posiada, automatycznie staje się/czuje się gorsze. Mówi się też o tym, że bogate dzieci szykanują biedniejszych kolegów ze względu na ich status społeczny. A ja mówię, że to bzdura. Bo ilość gotówki w portfelu nie oznacza jeszcze, że w głowie dziecka jest siano. Problem zaczyna się wtedy, kiedy w głowie jednak zbyt wiele nie ma. I wtedy nie ma już znaczenia stan materialny – jak gówniarz będzie bogaty, to będzie śmiał się z biednych, a jak biedny, to znajdzie sobie inny powód do nękania kolegów. Jednym słowem: przy nieudolnym wychowaniu, ilość posiadanych pieniędzy nie będzie miała znaczenia.

„Ok, to wszystko fajnie brzmi, ale co zrobić, gdy trafimy na takie niewychowane dzieci? I naprawdę gnębią moje dziecko? Nie stać mnie na iPhona, nową konsolę i na modne ciuchy. Co mam zrobić?”

Kupno iPhona nic nie zmieni

Po pierwsze trzeba sobie uświadomić, że kupno tych drogich rzeczy nie zaprzestanie nękania. Bo to nie pieniądze się do tego przyczyniają, tylko ubogi stan umysłowy kolegów (a dokładniej ich rodziców). To jest ważny punkt, który musimy zrozumieć, bo pomaga on nam sobie uświadomić, że wcale nie musimy brać drugiego etatu, żeby nasze dziecko było szczęśliwe. To nie większa ilość gotówki nam pomoże.

Nieodpowiedzialność rodzicielska

Po drugie, mówmy otwarcie dzieciom co myślimy o tym, że siedmio czy ośmiolatek ma telefon albo tablet wartości kilku tysięcy złotych lub o pozwalaniu takim dzieciom na granie w gry oznaczone 18+. Nazwijmy to po imieniu – nieodpowiedzialnością, brakiem świadomości lub nawet głupotą. Niech nasze dziecko wie, że ono tego nie ma nie dlatego, że was nie stać, tylko dlatego, że to jest zwyczajnie niebezpieczne lub niezgodne z prawem (w przypadku gier).

Ja sam się często z tym spotykam, że koledzy i koleżanki mojej córki np. oglądali już całego Harrego Pottera, z którego zdecydowana większość filmów jest 12+. Jednak w związku z tym, że ja naprawdę uważam ten film za minimum 10+, to żadna ilość społecznych nacisków nie przekona mnie, żebym jednak pozwolił córce ten film obejrzeć.

Siedmiolatki i GTA V

Natomiast do gier się odniosłem, bo pod tym postem, czytelniczka napisała:

„mam pytanie z innej beczki i nie wiem gdzie je zadać? może tutaj pod ostatnim wpisem? Nie miałam dotąd problemów wychowawczych, ale syn od września poszedł do 1-szej klasy no i się zaczęło: kumple gadają tylko o grach komputerowych, wyśmiewają się, że nie gra w GTA (gra od 18 lat! sic!) że oni są bogaci a mój syn biedny bo mama mu jeszcze nie kupiła smartfona i tableta. Jest to problem bo mieszkamy na wsi, gdzie jest tylko jedna szkoła i mało dzieci mieszka w okolicy. Jest za wrażliwy na to wszystko. Pomożesz coś? albo chociaż podnieś na duchu please. Pozdrawiam”

I tutaj pojawia się trzecia bardzo ważna rzecz:

Substytuty

Ja jestem za tym, żeby być z dzieckiem szczerym (oczywiście niech szczerość będzie dostosowana do wieku) i żeby mu powiedzieć, co myślimy o niektórych nieodpowiedzialnych zachowaniach innych, ale… no właśnie jest jedno ale. Dobrze jest dać coś dziecku w zamian. Nie tylko zabierać i ograniczać, lecz również zaproponować alternatywę. W przypadku powyższej czytelniczki, poleciłem jej znalezienie innej gry, która spełniałaby kilka wymogów: nie wymaga nowego sprzętu, ma PEGI 7 (czyli od siedmiu lat) i jednocześnie jest kultowa. W tym wypadku padło na Minecraft. I problem został rozwiązany. Wszyscy są szczęśliwi – ogólnie tęcza i jednorożce :)

W przypadku modnych ubrań, wystarczy się dobrze w styczniu rozejrzeć i można dobrej jakości, sieciowe ciuchy kupić już za kilka lub kilkanaście złotych (ja szafiarką nie jestem, ale moja żona spokojnie mogłaby zostać :). W przypadku sprzętu elektronicznego – to prawda, że Apple to najmocniejsza obecnie marka na rynku i największa sława płynie, gdy korzystamy właśnie z ich urządzeń. Jednak kilka niezłych aplikacji na zwykłym Androidzie potrafi całkowicie przykryć blask jabłuszka, jeśli ktoś ma tylko czas i ochotę się w to zagłębić i pobawić tym sprzętem.

Co jednak zrobić, gdy substytutu brak?

Istnieje też szansa, że nie znajdziemy odpowiedniej alternatywy dla czegoś, co mają „bogate dzieci”. Co wtedy? Jak się wtedy zachować?

Ja doradzam (to, co zresztą doradzam ostatnio bardzo często m. in. tu, tu, tu i tu) spędzanie czasu z dzieckiem. Bo to jest jedna rzecz, którą wy możecie dać waszemu dziecku i której jednocześnie na pewno nie otrzymują dzieci szykanujące innych (a jeśli już dostają czas od rodziców, to nie jest on wartościowy). I o ile na początku owym dzieciom ten brak rodziców nie będzie przeszkadzał, bo zastąpią go prezenty, to wraz z wiekiem, jednak zaczynie im doskwierać. Zaczynie być odczuwalny. I wtedy te dzieci zaczną zazdrościć tym, którzy mają rodziców blisko. Tym, którymi rodzice się interesują. I zawsze są obok żeby się pobawić, żeby pograć na konsoli czy żeby pojechać razem na wycieczkę.

Wspólna zabawa?

Może warto nawet zaryzykować i pozwolić naszemu dziecku zaprosić to „niegrzeczne” dziecko do siebie? Lub zabrać ich na wspólną wycieczkę (do zoo na przykład)? Pokazać, że da się przyjemnie spędzać czas nie mając milionów na koncie? Nie jestem zwolennikiem wychowywania cudzych dzieci i nie o tym mówię, tylko po prostu nie wierzę, że istnieją dzieci dogłębnie złe. I może czasami po prostu wystarczy, żeby ktoś im pokazał, że da się żyć inaczej?

Może wtedy uda się temu dziecku zrozumieć, że czasem prawdziwa bieda nie polega na tym, że ma się mało pieniędzy, lecz na tym, że ma się mało czasu dla swoich bliskich.

Prawa do zdjęcia należą do zeitfaenger.at.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

23
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
Ula mamonik.plAnnaJoanna Julia SokołowskaMatka AntyterrorystkaBlog Ojciec Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ssHaDee
Gość

Zgodzę się z Twoimi argumentami, ale niekoniecznie zgodzi się z nimi dziecko. Kiedy byłam mała pamiętam, że było mi żal, że nie mogę mieć tego wszystkiego, co znacznie bogatsze dzieci. Tylko, że nie było mi żal, bo nie miałam tego wszystkiego, a dlatego, że rodzice nie mogą mi tego dać. Chodzili do pracy jak każdy, pracowali po wiele godzin, a jednak wciąż moje prezenty były uboższe, nigdy jednak nie okazałam niezadowolenia. Czasy się niestety zmieniły i przeraża mnie to jakie wyrzuty dzieci kierują w stronę rodziców, bo nie dorównują rówieśnikom pod względem markowych ubrań czy modelu telefonu. Swoje dzieci staram… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Myślę, że to dotyczy nie tylko dzieci. Nawet, gdy będziemy mieć czterdzieści czy pięćdziesiąt lat, a nasi rodzice przejdą już na emeryturę, to dalej będzie nam żal, że mają niską emeryturę i nie mogą sobie pozwolić na lepsze życie (jeśli taki będzie stan rzeczy). Na to akurat niestety niewiele możemy poradzić. No chyba, że to nas zmotywuje i sami zarobimy miliony, dzieki czemu będziemy mogli je dać rodzicom :)

Madleine
Gość

Uwielbiam Cie. Bardzi fajny tekst i pomimo ze nie odnosi sie do mojego dwulatka to niestety do kilku nastolatkow w rodzinie juz tak. I sa po o u stronach barykady. Jedna jest ta bogata ktora gnebi olebs i jak to mowi ” jeb*** biede” , drugi ma mniej kasy i przez to kompleksy(ale za to gra w gta od 5 roku zycia:/:/) :((( i to mnie przeraza. Zawsze zastanawialam sie jak mam wychowac moje dzudcko by nie ppdlegalo materializmowi i konsumpcjonizmowi. Boje sie tego ale mam nadzieje ze dam rade:)

Paulina
Gość

„Za pieniądze można mieć zegarek, ale nie czas.Za pieniądze można mieć budynek, ale nie dom. Za pieniądze można mieć seks, ale nie miłość, za pieniadze można mieć lekarstwa, ale nie zdrowie. Za pieniadze można mieć posad, ale nie poważanie. Za pieniądze można mieć wladzę, ale nie szacunek. Za pieniądze można mieć ubranie, ale nie dobry gust. Jednym słowem, za pieniadze można mieć… ale nie można być” K. Grochola.
Zamiast zastanawiać się skad wziac pieniądze na „plejaka” lepiej wziąć dziecko na spacer, zagrać w kółko i krzyżyk czy zabrać je na lodowisko.

Blog Ojciec
Gość

Świetny ten cytat.

U nas na tapecie są właśnie kamień, papier i nożyce – kółko i krzyżyk czeka w kolejce :)

Paulina
Gość

I właśnie o to chodzi. Nie sztuką jest kupić konsole i kilka gier, sztuką jest tą grę stworzyć i dziecko zaciekawić. Długo nie miałam komputera, o konsoli nie wspominając, jednak pamiętam setki chwil z rodzicami, wspólne spacery, gry i zabawy… i sądzę że to lepsze wspomnienia niż mojego 9 lat młodszego brata, ktorego świat kręci się wokół laptopa, xboxa, a plejaka wziął sobie nawet wyjeżdżając na święta…

Rodzinne porachunki
Gość

Dobrze, że poruszasz taki temat, bo niewiele osób o tym pisze. Rodzicielstwo ma także swoje „cienie” i to jest jeden z nich. Choćbyśmy nie wiem jak próbowali wytłumaczyć dziecku, że posiadanie nowszego telefonu albo gry komputerowej nic nie wniesie do jego życia, to i tak nasza pociecha będzie chciała to samo co mają rówieśnicy. Jako rodzice musimy myśleć perspektywicznie i zapewnić swojemu dziecku jedzenie, ciepły kąt itp… Nic nam nie da chwilowa radość z prezentu, jeśli nie starczy nam do 1-go następnego miesiąca. Lepiej odmówić dziecku zachcianki niż kolacji. Wiem, że to trochę smutne, ale dziecko za nas o tym… Czytaj więcej »

Iwona
Gość

Pięknie napisane. Moi synowie mają 6 lat. Nigdy nie sądziłam, że 7 latkowi można pokazać GTA(!) A dać mu jeszcze w to grać!!!)

Zofia Bogusławska
Gość
Zofia Bogusławska

Ja nawet nie wiem co to GTA! Z przerażeniem ostatnio usłyszalam o 4-letnim synku znajomej który własnie dostał pierwszy telefon komorkowy na karte :/ i cyt. „odkleić go nie moge od tableta i komputera” !! Mój 6-cio latek czasem gra w angy birds albo wyścigi ale godzina w tygodniu to max absolutny!! Jak czasem słysze od syna, że Kacper ma swój tablet i ciagle gra w gry to jedyne co mogę mu powiedziec to „no trudno, skoro nie ma nic fajniejszego do roboty to moze nie ma wyjscia!”.

Zofia Bogusławska
Gość
Zofia Bogusławska

Pamiętam dzieciństwo. Pamiętam, że było u nas dość biednie i fakt, że bogate dzieci potrafiły pokazać że są „lepsze”. I do dziś pamiętam różne sytuacje które teoretycznie powinny sprawić że poczuję się „gorsza”. Problemem „bogatych” był fakt, że czuli sie lepsi od biedniejszych. Problemem wielu biednych dzieci jest fakt, że czują się gorsze od bogatych. I muszę powiedzieć że pod tym względem moi rodzice spisali się na medal, bo nigdy ale to nigdy nie poczułam się gorsza z powodu pieniędzy. Miałam pełną świadomość naszego statusu finansowego, ale kompletnie nie widziałam tego, jako „bycie gorszym”. I faktem jest że moi rodzice… Czytaj więcej »

Lefti
Gość

Tekst Kamila jak zawsze świetny, a Twój komentarza rewelacyjnie go uzupełnia. To bardzo ważne co napisałaś, bardzo często sami poprzez wyrzuty, że nie potrafimy zapewnić dziecku tego co ma reszta, robimy mu wielką krzywdę. Dzieciaki świetnie rozumieją to co do nich mówimy, wystarczy tylko im tylko wytłumaczyć.

mmm
Gość
mmm

Bardzo mądrze napisane. A co do emocji – ja zawsze wrażliwa byłam i gdy coś mi się przykrego przytrafiło to starałam się panować nad tym moim smutkiem i nie rozpłakać (bo wiedziałam, że nie warto). Wszystko jednak brało w łeb, gdy rodzina mnie pocieszała i komentowała moje szklące oczy :D

Sosnowa 11
Gość

Nie kupuję dzieciom wszystkiego, co by chciały mieć. Nie chodzi nawet o kwestie finansowe, ale o poziom zagracenia ;) Jakoś tak naturalnie i bez bólu nam to wychodzi, może rzecz w tym, że – jak wspomniała Zofia – robię to bez płaczliwego grymasu, usprawiedliwiania się i wyrzutów sumienia. Kiedy moje dziecko (lat 8) chce jakąś zabawkę, mówię mu, że ok, dostanie ją na urodziny, imieniny itp. Jeśli do tego czasu sprawa jest aktualna, to faktycznie ją dostaje (jeśli to coś drogiego, to składają się wszystkie babcie i ciocie i Misiek dostaje tylko jeden prezent, ale za to wymarzony i wyczekany),… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

U nas komputer/konsola też działa tylko w weekendy. Z oderwaniem się też mieliśmy problem, ale na szczęście znalazłem rozwiązanie. Zamiast ustalać czas gry (np. 30 minut), to ustalamy ilość etapów (np. 3 etapy). Wtedy dziecko dokładnie wie, kiedy musi skończyć. W przypadku Minecrafta chyba to nie zadziała, ale tam może własnie jakiś stoper? Który od razu wyłącza komputer z prądu? :)

taka_tam_myszka
Gość
taka_tam_myszka

A to ja jeszcze dodam jak to psycholgowie tłumaczą. Prezent-rzecz nie jest potrzebą dziecka (doczytaj do końca jeszcze nie krzycz) tylko strategią na zaspokojenie jakiejś potrzeby. Potrzebą nie będzie więc gra, ale to będzie strategia na zaspokojenie potrzeby: zabawy, albo uznania w grupie rówieśników itd. Więc warto się zastanowić właśnie na tą pierwotną potrzebą i poszukać innej strategi na jej zaspokojenie :) Czyli właśnie tak jak piszesz ;) A nawet szerzej, jeśli nasze dziecko ma samych bogatych znajomych wpatrzonych w iphony to może poszukać mu innej grupy, w której będzie się dobrze czuło? Zapisać go do harcerstwa albo kółka modelarskiego… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Poszukanie innej grupy znajomych jest bardzo dobrym pomysłem. Ja sam pamiętam jak pierwszy raz trafiłem do grupy ludzi lubiących to, co ja (czyli w tamtych czasach fantastykę) – czułem się jak pączek w maśle :)

Bardzo mi się też podoba to wyjaśnienie, że zabawka ma służyć zaspokojeniu potrzeby. Niby to oczywiste, ale jakoś po nazwaniu tego, zupełnie inaczej na to patrzę. I coś czuję, że mi się ta wiedza pomoże mi w podjęciu kilku rodzicielskich decyzji :) Dzięki!

mmm
Gość
mmm

Nie wiem czy to uniwersalna taktyka, wręcz mam wrażenie że niezbyt. U mnie z finansami to było tak.. że już jako brząc wiedziałam dokładnie jakie rodzice dostają wypłaty, ile wynoszą opłaty mieszkaniowe, benzyna, ile remont. Wiedziałam też, że są to sprawy rodzinne i nigdy w żaden sposób nie poruszałam tego tematu z nikim innym, a czułam się taka dorosła że mam TAKĄ wiedzę :)).Mimo wszystko dwa razy w życiu zrobiłam cyrk w sklepie, błagając na kolanach o wspaniałe klocki Cobi i MIAŻDŻĄCĄ sukienkę, nie żałuję tego po dziś dzień, te dwie rzeczy zrobiły mi dzieciństwo :D. Może po prostu warto… Czytaj więcej »

Matka Antyterrorystka
Gość

Wszystko ok ale ostatni fragment tekstu jest genialny:) Póki co nie mam jeszcze tego problemu, że moje dziecko chce to czy tamto, ponieważ jest jeszcze za mała. Ona w ogóle jest „dziwna” w pozytywnym słowa znaczeniu- ktoś przychodzi daje jej prezent. Mloda oddaje go mamie i ciągnie daną osobę do zabawy:) Zobaczymy co będzie za lat kilka:)

Blog Ojciec
Gość

Dziewczyna dobrze wie czego chce po prostu :)

Matka Antyterrorystka
Gość

Oj czasem aż za bardzo to pokazuje:) ale w życiu jej się to na pewno przyda :D

Joanna Julia Sokołowska
Gość

Niestety obawiam się, że w większości przypadków wygląda to tak, że rodzice kupują kolejne gadżety, by uciszyć dzieciaki. https://www.youtube.com/watch?v=V92tFAFvgEE

Anna
Gość
Anna

To nie jest problem pieniędzy, tylko braku miłości do dziecka. Nawet najbiedniejszy rodzic, jest w stanie spełnić marzenie dziecka w formie prezentu, klocków LEGO, czy lalki Barbie itp. Każda wymówka, że nie mam pieniędzy, albo udawanie, że się nie pamięta, że coś się dziecku obiecało, to tylko BRAK MIŁOŚCI. Nawet najbiedniejszy rodzic jest w stanie spełniać marzenia dziecka, ale do tego potrzebna jest miłość, można wziąć nadgodziny, dodatkową pracę, nawet w nocy, ale jest jeden warunek dziecko trzeba kochać, bo wtedy wszystko jest możliwe. Brak pieniędzy, to zawsze tylko wymówka.

Ula mamonik.pl
Gość

Trochę po czasie od opublikowania posta – ale jednak i ja 3 swoje grosze dorzucę. Mam 2 córki – 11 i 7 lat aktualnie. I one już teraz doskonale znają wartość pieniądza. A swoje marzenia – realizują sobie same. Jak? W bardzo prosty sposób poprzez kieszonkowe. Co miesiąc już od kilku ładnych lat otrzymują co miesiąc określoną ilość pieniędzy. Nie są to bajońskie sumy. W przypadku młodszej 50 zł, starszej 70 zł od niedawna. I same decydują co z tymi pieniędzmi robią. Czy oszczędzają na coś większego – czy wydają na drobiazgi w sklepie. Co śmieszniejsze – w swoich klasach… Czytaj więcej »