Nie będę przepraszał za to, że moje dzieci są dziećmi!

Dostałem wczoraj maila od czytelniczki:

„W skrócie zarysuję tylko, co przydarzyło się mnie i mojej trójce dzieciaków dzisiaj w kościele, by jako wierzący, byliśmy świętować niedzielę Zmartwychwstania.

A wytrącił mnie z równowagi starszy mężczyzna, który pod koniec mszy, najwyraźniej wściekły, nachylił się do mojego dwuletniego syna i powiedział, cytuję, Jeżeli się nie zamkniesz, to odgryzę ci uszy!

Zdołałam jedynie powiedzieć, że on ma tylko 2 lata, bo odjęło mi mowę i dwójce moich starszych, siedzących obok dzieci – 8 i 10 lat – także, ten najmłodszy oczywiście niczego nie zrozumiał.

Rozumiem osoby, którym rozrabiające dzieci przeszkadzają w skupieniu się na modlitwie i jeżeli tylko mogę, zajmuję z moimi miejsca jak najbardziej z tyłu i też staram się jak najciszej rozpraszać mojego najmłodszego, jeżeli widzę, że jest już znudzony czy zmęczony i zaczyna dokazywać.

Tym razem jednak znaleźliśmy wolne miejsca już tylko w środku rzędu ławek, jednak ja mogłam jak zwykle skupić się bez większych przeszkód ze strony syna na przeżywaniu Eucharystii. Jedyne, co robił, że mógł przeszkadzać, to nie siedział na miejscu, jak student na wykładzie, tylko bawił się książką albo pieniążkiem pod naszymi nogami lub próbował wspinać się na klęcznik lub nasze siedzenia. Czasami oczywiście coś skomentował głośno. Już pod koniec zaczął bardziej marudzić, ale rozpraszałam go przytulaniem, braniem na ręce i zwracaniem szeptem uwagi na coś interesującego w otoczeniu.”

Czyli podsumowując, jak na dwulatka w kościele, zachowywał się naprawdę całkiem w porządku i bez większych zastrzeżeń.

Niestety to nie pierwszy raz, kiedy ktoś nie potrafił się zachować

Jeśli miałbym tutaj wybierać strony i decydować, kto zachował się niewłaściwie, chamsko i powinien więcej się w owym kościele nie pokazywać, to nie będę pokazywał palcami, ale ów „starszy mężczyzna” musiałby szukać innej parafii.

Niestety to nie jedyna taka historia.

Kilka dni temu natrafiłem na historię, w której rodzina z czwórką dzieci przeprowadziła się do nowej dzielnicy i jedna ze starszych sąsiadek kilka razy dopytywała ze zdziwieniem, pomieszanym ze złością, czy na pewno tych dzieci mają AŻ cztery. I w końcu z niechęcią stwierdziła, że może jakoś to przeżyje.

O ile będą cicho.

Natomiast najlepszym podsumowaniem tego dokąd zmierza ta fobia, jest obraz, który wyraża więcej niż tysiąc słów:

Nie pamięta wół, jak cielęciem był

Warto mieć na uwadze, że każdy z tych dorosłych, zarówno ten „starszy pan”, jak i „ta sąsiadka” czy też osoby, które stworzyły ten zakaz gry w piłkę, też byli kiedyś dziećmi. Najczęściej w czasach, gdzie nie tyle grzecznie biegali po boisku i kopali w piłkę z kolegami (bo to raczej późniejsze pokolenia), ale raczej w czasach, gdzie ganiało się po lasach wygrzebując powojenne niewypały albo skakało po zamkniętych placach budowy, gdy tylko schodzili z niego robotnicy.

W sensie bardzo często ci, którzy obecnie udają świętszych od papieża, to są ci sami, którzy za młodu łamali najwięcej zakazów i najczęściej popadali w konflikt z prawem. Wtedy nie potrafili żyć w społeczeństwie i jak widać, obecnie dalej nie potrafią.

I teraz oni będą mówili mi i innym rodzicom, co moje dzieci mogą, a czego nie?

Haha.

Nie.

Nie lubisz dzieci? Masz do tego prawo

Ba! W dzisiejszych czasach masz nawet mnóstwo miejsc, gdzie dzieci nie wpuszczają albo gdzie po prostu dzieci nie ma.

My zresztą również, gdy z żoną jedziemy gdzieś sami na wakacje, to ZAWSZE wybieramy hotele „tylko dla dorosłych”, bo dzieci na co dzień mamy pod dostatkiem i ja muszę powiedzieć, że uwielbiam to rozwiązanie. Dlatego też absolutnie rozumiem wszystkich, którzy również z takich przybytków korzystają. Nie lubicie dzieci? Korzystajcie z takich miejsc do woli.

Tylko miejcie na uwadze jedną rzecz.

Dzieci są częścią naszego świata

Możecie za nimi nie przepadać, możecie nie być fanami i niekoniecznie musicie mieć kubki oraz koszulki z napisem „Wszystkie dzieci nasze są” (wręcz gdy nie macie dzieci, to mogłoby to być lekko przerażające). Tylko wasza niechęć do dzieci nie oznacza, że teraz cały świat ma się do was, wielmożnych państwa dostosować, żeby zrobić wam przyjemność i żebyście nie musieli sobie nimi zawracać głowy.

Dzieci są nierozerwalną częścią naszego świata. Niemowlaki, dwulatki, pięciolatki oraz nastolatki. One wszystkie są naszą przyszłością. I jak wspomniałem, są miejsca gdzie można ich uniknąć, ale to nie znaczy, że ja teraz nie będę pozwalał moim dzieciom chodzić do parku, do sklepu, na plażę czy do restauracji, bo ktoś może poczuć się z tym źle.

Oczywiście będę pilnował tego, aby zachowywał się adekwatnie do sytuacji, czyli np. nie krzyczały w lokalu albo nie wchodziły na stoły (WTF?), ale nie będę przepraszał, gdy na przykład głośniej się zaśmieją albo zaczną płakać, bo to są rzeczy, których bardzo często w tak młodym wieku kontrolować się nie da i jest to coś całkowicie normalnego (nie mówiąc o tym, że wielu dorosłych też tego nie potrafi).

Zresztą, gdy się nad tym głębiej zastanowić, to najczęściej właśnie dorośli, którzy nie radzą sobie z własnymi emocjami, mają problem z tym, że dzieci sobie z tymi emocjami próbują poradzić (często z lepszym skutkiem). Widzicie o jak absurdalnej sytuacji my tutaj mówimy?

„Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz.” 

Myślicie, że wam jest ciężko, gdy lecicie samolotem z płaczącym dzieckiem?

To może zaskoczcie samych siebie i pomyślcie dla odmiany o tym, co czuje drugi człowiek? Co czuje to dziecko? Albo rodzice? Przecież ono nie płacze, żeby wam zrobić na złość, tylko najprawdopodobniej dlatego, że czuje ból (fizyczny lub innego rodzaju).

Kiedyś znajomy opowiadał, że był z siebie bardzo dumny, bo jechał pociągiem w jednym przedziale z płaczącym dzieckiem i w ogóle się nie zdenerwował. Taki był zadowolony, że postanowił się tym podzielić ze znajomą psycholożką dziecięcą i ona w odpowiedzi tylko zapytała:

– A czy gdyby w tym przedziale płakał dorosły, to też byłbyś z siebie taki dumny, że się nie zdenerwowałeś?

Ta sytuacja idealnie obrazuje jak łatwo zachowania, które u dorosłego człowieka wywołałyby w nas współczucie czy nawet chęć pomocy, w przypadku dzieci, wywołują u nas najczęściej jedynie złość.

Dlatego też ja się wypisuje z klubu przepraszających za to, że moje dzieci istnieją

Oczywiście jak wspomniałem, będę się starał pilnować, żeby nie przekraczały pewnych granic, ale nie zamierzam przepraszać za to, że żyją i że zachowują się dokładnie tak samo, jak my wszyscy zachowywaliśmy się, gdy byliśmy dziećmi (!).

Jeśli chcemy wychować dojrzałych członków społeczeństwa, to musimy im pozwolić zobaczyć jak to społeczeństwo działa, musimy im pozwolić na to, aby powoli do tego społeczeństwa wchodziły, a nie chronić je pod kloszem z obawy, że ich zachowanie może komuś zepsuć humor.

Szczególnie, że jeśli są dorośli ludzie, którym jeden głośniejszy dziecięcy krzyk czy jeden głośniejszy płacz, może zepsuć humor, to oni nie mają problemu z naszymi dziećmi, tylko mają problem sami ze sobą (co z kolei oznacza, że to nie jest nasz problem).

Nie dajmy się więc ludziom, którzy straszą nasze dzieci odgryzieniem uszu, bo dwulatek nie zachowywał się w kościele jak student na wykładzie (zresztą wtedy najpewniej, wcale by w kościele nie było :).

Nie dajmy się ludziom, którzy oczekują, że nasze dzieci będą cały czas siedziały w domu i nawet nie zagrają w piłkę, bo to zbędny (!?) hałas.

Pozwólmy dzieciom być dziećmi, tak jak nasi rodzice pozwalali nam

Zaakceptujmy to, że dzieciństwo to okres, który rządzi się chociaż w części swoimi prawami i nasze dzieci będą miały jeszcze całe życie, by być dorosłymi. A w międzyczasie doceńmy to ile radości i ile uśmiechu potrafią te maluchy (i nie tylko maluchy) wnieść do naszego życia, ilu rzeczy możemy się od nich dowiedzieć o świecie i o sobie samych i jak wspaniale potrafią zmienić nasze spojrzenie na wiele spraw, znacznie wzbogacając nasze życie. Bo dzieci, to nie tylko małe biegające generatory hałasu, ale też bardzo często przewodnicy po tym, co naprawdę istotne.

Jeśli też nie zgadzasz się na takie traktowanie dzieci i też wypisujesz się z klubu przepraszających za to, że dzieci istnieją, będę wdzięczny za udostępnienie tego tekstu dalej, bo dzięki temu ma szansę trafić do ludzi, do których powinien trafić i razem mamy szansę na zmianę tego, jak zaczynają być traktowane dzieci współcześnie.

Prawa do zdjęcia należą do Joe.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

99
Dodaj komentarz

avatar
37 Comment threads
62 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
76 Comment authors
AnnaAniaLucynaPerspectivaNatalia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
torero
Gość

Powoli, powoli, nie mieszajmy wątków… Czym innym jest generalne nielubienie dzieci i krańcowe nieogarnianie ich psychiki – zatrącające niekiedy IMO o chorobę psychiczną i tutaj się z Tobą zgadzam w 100% – a czym innym oburzanie się osób postronnych na ich zachowanie w kościołach chociażby. Ten pierwszy przypadek dowodzi pewnego niezrozumienia świata przez nielubiących (łagodnie mówiąc), ten drugi – prostej nieumiejętności wychowania dziecka (przypadki ekstremalne pominę). Brak boisk, miejsc do grania w piłkę do czyjąś ansę na krzyki na podwórku czy płaczące dziecko w przedziale skrytykuję razem z Tobą. Nawet dwulatek jednak – jako ojciec podrośniętej dwójki wiem, co piszę… Czytaj więcej »

Gina
Gość
Gina

Czy możesz podać sposób na nakłonienie dwulatka do wysiedzenia całej mszy w ciszy i skupieniu?

Marcin
Gość
Marcin

To bardzo proste. Nie zabierać go na mszę. Nie w tym wieku. Każda przedszkolanka Pani powie, że dziecko w tym wieku nie skupia się nawet na fajnej zabawie dłużej niż 10 min

Iza
Gość
Iza

A kiedy zabrać dziecko do kościoła? Na jego własną komunię? Wtedy już będzie wiedziało jak się zachować?! WTF?! Kosciol jest dla wybrańców? Nie zabierać dwulatka, a 5latek, czy 12latek to niby jest w kościele skupiony i z pełną świadomością głęboko przezywa Eucharystię?🤔😱 A z innej beczki, jeśli nawet nie zabierac, to co niby rodzice mają z dziećmi zrobić żeby pójść do kościoła?! kościół jest tylko dla dorosłych? Bulwersujące.

Marcin
Gość
Marcin

Nie bardzo wiem czym się Pani tak bulwersuje. Nik nie napisał, że kościół jest dla dorosłych lub dla wybrańców. Oczywiście, że i 10 latek może nie wiedzieć do końca po co jest w kościele (nie jeden dorosły nie wie po co jest w kościele) ale przynajmniej zachowuje się tak jak sytuacja tego wymaga. Proszę ze zrozumieniem przeczytać o czym jest artykuł. Nikt nie miał pretensji, że dziecko było w kościele tylko jak się zachowywało. Proszę zabrać 2 latka do kina i pozwolić mu choćby tylko gadać. Z miłą chęcią przeczytam kolejny artykuł zbulwersowanej matki: „Byłam w kinie z dwulatkiem i… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

W nas w kosciele jest msza dla rodzicow z malymi dziecmi. I problem z glowy.

Katka
Gość
Katka

Gdyby msza nie byla taka nudna dzieci chetnie by siedzialy sluchaly. Ja to tylko wejde do kosciila id razu chce mi sie ziewac a ci takie dziecko ma zrobic ? 😂

Bartek
Gość
Bartek

Zaproponuję konsensus. Dorośli niech chodzą na msze dla dorosłych, a dzieci powinno starać się zabierać raczej na msze skierowane do młodszych osób.

Hubert
Gość
Hubert

Mi ksiądz powiedział, że dzieci do 7 lat generalnie nie muszą chodzić do kościoła. W związku z tym ja też nie chodzę, bo nie mam z kim dzieci zostawić.

Iwona
Gość
Iwona

Niestety, ja też jestem zdania, że tak małych dzieci nie powinno się zabierać do kościoła. Nie tylko takie dziecko nie umie wysiedzieć przez godzinę, ale także narażone jest na infekcję wśród tłumu ludzi. Podstawy wiary i religii przekazujemy dziecku w domu, a do kościoła może po raz pierwszy pójść tak jak do szkoły. Natomiast jeżeli rodzice nie mają z kim zostawić dzieci, to niech idą do kościoła pojedynczo. I sprawa załatwiona.

Paweł
Gość
Paweł

Najlepiej wtedy, kiedy będzie na tyle mądry i doświadczony, żeby samemu ocenić, czy warto tam chodzić. Narzucanie dzieciom praktyk religijnych uważam za szkodliwe.

Aracha
Gość
Aracha

Świetnie, niech rodzice w takim razie przestaną chodzić na mszę przez kilka lat.. nie każdy ma z kim zostawić maluchy w niedzielę. Po to są msze dla dzieci, żeby co wrażliwsi mogli ich unikać. Jeśli mamy dziecko nauczyć jak się w kościele należy zachować, to musimy je tam zabierać. Niepoważny jest ten, kto sądzi, że ta nauka poskutkuje już po pierwszej wizycie.

Anna
Gość
Anna

No tak, ale z drugiej strony jeśli nie ma innego wyjścia to co? Zrezygnować z uczestnictwa w mszy? Ja mam taką sytuację. Mąż najczęściej poza domem, a ja sama z dzieciakami. Zabieram od samego początku, bo nie wyobrażam sobie zrezygnować z niedzielnej mszy na powiedzmy 4 lata, aż dziecko będzie się mogło skupić. Od początku staram się je uczyć, że należy być cicho (co nie znaczy, że siedzą w miejscu – zazwyczaj zabierają jakąś zabawkę, żeby nie było nudy). I zawsze staram się chodzić na mszę dla dzieci. Mam dodatkowo to szczęście, że Proboszcz jest cudny i zawsze nawołuje do… Czytaj więcej »

Miki
Gość
Miki

Zgadzam się z Tobą, ja za to wywaliłabym stare dziady moherowe z kościoła, bo akurat pasuje im godzina mszy dla dzieci to idą pół godziny przed i zasiadają w ławkach a potem pretensje

Lucyna
Gość
Lucyna

starość nie radość ale młodość nie wieczność

Marek K.
Gość
Marek K.

,,Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie,, to słowa Pana Jezusa. Też jestem ojcem 3 latki i 1,5 rocznego malucha. I nie wyobrażam sobie nie brać ich w niedzielę na mszę. Bo co? Bo starsza Pani krzywo się na mnie popatrzy jak dziecko coś głośniej powie? Tylko w Polsce jest taka sztywna atmosfera w kościele. Nawet w Afryce dzieci w kościele śpiewają, bawią się klaszczą-chwalą Boga. Dzieci modlą się na swój sposób. Ciekaw jestem kiedy sami nauczycie dzieci modlitwy. Przed pierwszą komunią żeby na egzaminie dobrze wypadły? Więc wróćcie z tego zacofania i ogarnijcie się ,,tatusiowie,, od siedmiu boleści co się własnych… Czytaj więcej »

Krystian
Gość
Krystian

Chyba nie masz dzieci, bo pi…lisz jak poj…ny

Marek K.
Gość
Marek K.

,,pitolisz jak pojarany,,? Możliwe. Dzięki za cenną uwagę, wezmę ją sobie do serca:)

torero
Gość

@Gina @Szymon: zapewniam Was, że pomiędzy wysiedzeniem całej mszy w ciszy i spokoju, a ganianiem bez ograniczeń i generalnie niezważaniem na nic istnieje cała masa stopni pośrednich – czego część matek (przechodząca często w „madki”, niestety) zdaje się nie dostrzegać. Postępując na zasadzie: „Skoro nie umi wysiedzieć całą godzinę skupione, niech robi co chce !!!oneoneone!!” Sposobu 100% działającego oczywiście nie umiem podać, w naszym przypadku podejrzewam, że zadziałał splot kilku rzeczy: – co do ogólnego wychowania: unikanie jak ognia wszelakich kreskówek „nowożytnych”, gdzie kamera lata jak popieprzona, a animator nie potrafi zrobić ujęcia dłuższego, niż dwie sekundy – całkiem prywatnie… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

A czy dwulatek koniecznie musi być na całej Mszy? Czasami lepiej być tylko chwilę i z czasem wydłużac modlitwę niż zakłócać modlitwę innym bo samemu się chce wypełnić niedzielny obowiązek kosztem nudy dziecka i ludzi, którzy, przyszli do miejsca świętego, gdzie się modli. Szanujmy fakt, że w kościele ludzie chcą skupienia tak jak szanujemy to, że na placu zabaw jest głośno. Takie prawa miejsca.

Szymon
Gość
Szymon

„Nawet dwulatek jednak – jako ojciec podrośniętej dwójki wiem, co piszę – z grubsza zrozumie, jeśli poda mu się czytelny komunikat, że teraz trzeba być w zasadzie cicho (oczywiście z grubsza). To nie jest tylko i wyłącznie kwestia takiego czy innego wychowania – również nauki samoopanowania, wyciszenia czy szacunku do innych.”

Mnie bardziej ciekawi, jak wyegzekwowałeś od dwulatka zachowania, których nazw nie jest w stanie ani powtórzyć, ani zapamiętać. Już widzę tę rozmowę:
” Dziecko, idziemy do kościoła. Proszę, bądź opanowane i wyciszone, z szacunku dla innych.”
„Dobrze, tato.”

Mat
Gość
Mat

Ale tak to mniej więcej wygląda! :D Serio, piszę to jako Ojciec dwuletniej z 3 miesięcznym hakiem Eli. Trzeba wam wiedzieć, że Ela to rogata dusza. Czasem kiedy widzimy, że ma gorszy dzień zostaje w domu bo chcemy z żoną skupić się na Mszy (chodzimy na zmianę). Czasami z nami chodzi, to oczywiste, bo chcemy wychować ją tak jak sami byliśmy wychowywani. Ela wie już czym jest psalm i zawsze słucha w skupieniu, po prostu lubi to (nie żartuję!), reszta często średnio ją interesuje. Na „Ojcze nasz” drze się na cały głos MAMO TO NASZA PIOSENKA!!! a potem zaczyna śpiewać… Czytaj więcej »

Lucy
Gość
Lucy

A co z dziećmi które nie rozumiana emocji i nie umią sobie z nimi radzić? Z autystykiem np.lub dzieckiem z ZA.No przykro mi take dziecko nawet jak ma 10 lat nie umie sobie poradzić z emocjami.I wtedy zachowuje się dla postronnych”niegrzecznie” A z nim trzeba wychodzić do ludzi,wdrażać w środowisko bo jak zamkniemy go w domu wśród znajomych mało stresujacych rzeczy to tylko krzywdę mu zrobimy.I niczego się nie nauczy.Musi np.jechać pociągiem i będzie wtedy wyło bo boi się ruchu,odgłosów,nowego otoczenia .I wtedy trzeba spokoju,a nie porad że źle się dziecko wychowało.Trzeba empatii dla matki lub ojca które z nim… Czytaj więcej »

Monika
Gość
Monika

Wszystko sie zgadza, tylko moze ktos zaproponuje co takiemu starszemu panu odpowiedziec, zeby do niego dotarlo? Mi wogole nie podoba sie jak ktos mi mowi, co moje dzieci powinny robic a co nie. Np uwazam, ze moj synek 3 latek, jesli tylko jest mozliwosc to lepiej zeby zostal w domu zamiast jechac do kosciola (chyba, ze sam by tego chcial). Jesli ide do kosciola to chce sie skupic na mszy i modlitwie a nie musiec uspokajac i uciszac albo zabawiac dziecko co chwile. On nie rozumie jeszcze co sie dzieje na mszy i na pewno nie potrafi skupic sie na… Czytaj więcej »

Michał
Gość
Michał

Tylko czy kiedykolwiek zrozumie, jak nie będzie chodził i nie będzie mu tłumaczone, co się dzieje i ile do końca? Jeśli dwulatka nie weźmie się na basen „bo on nie umie pływać” to on pływać nigdy się nie nauczy i potem piętnastolatek też na basen nie pójdzie, bo wciąż nie będzie umiał…

Marcin
Gość
Marcin

Obawiam się, że nie był Pan nigdy z dwulatkiem na basenie. Ja byłem i powiem Panu co się z nim robi. Pozwala mu się być w brodziku, gdzie wody jest wystarczająco żeby mógł się bawić (oswajać z nią) i żeby się nie utopił.

hel
Gość
hel

Mnie rodzice zabierali żebym zrozumiala. Tlumaczyli. W końcu zmuszali. Nie musze pisac chyba z jakim skutkiem. Czyli jak chcemy się wyrwać do fryzjera czy koleżanki to udaje sie jakos zostawić dzieci a raz w tyg do kościoła to juz nie ma opcji. Swoja droga kazda parafia powinna zorganizować choc 1 msze dla dzieci w tygodniu i po sprawie.

qqłka
Gość
qqłka

Ja bym zacytował co bym takiemu staruchowi odpowiedział ale niestety publikowanie takich treści w Internecie jest karalne..

Kasia
Gość
Kasia

Dziecko zabiera sie do kosciola po to, by calym soba chlonelo atmosfere, by czyli zapach swiec, widzialo mnostwo ludzi spiewajacych, modlacych sie, by oswajalo sie z byciem wsrod innych i uczylo zasad. Dziecko zabiera sie do kosciola, bo to tez jego kosciol! Jego miejsce! Ma takie samo prawo do niego jak kazdy dorosly! Jak nauczyc dziecka obcowania wsrod innych jesli ciagle jest izolowane.. „bo jest za male”! Paranoja..to jak nauka jazdy autem na papierze. Nie da sie! Dzieci do kosciolow, muzeow, galerii sztuki! Niech chlona calym soba I wyrastaja na pewnych siebie, cuekawych i wrazliwych ludzi!!

Hanna
Gość
Hanna

tak, ale na wszystko jest czas. Tak jak uczymy sie jezdzic samochodem dopiero w wieku 18 lat tak do kosciola mozemy isc z dzieckiem dopiero jak bedzie rozumialo co sie wokol niego dzieki.

Agata
Gość
Agata

Bardzo mądrze napisane. Zauważyłam, że coraz częściej ludzie, nawet najbliżsi, oczekują od dzieci, że będą zachowywać się jak perfekcyjni dorośli. Dzisiaj z przykrością obserwowałam takie zjawisko w swoim domu. Aby zarysować sytuację: jestem 28letnia kobietą, która przyjechała z zagranicy na 2 tygodnie odwiedzić swoich Rodziców mieszkających z moja Babcią. W odwiedziny przyjechała tez Kuzynka, 10letnia dziewczynka. Ot, dziewczynka jakich wiele. Pewnie, ma swoje wady- wielkie upodobanie do jedzenia, stąd lekka nadwaga, może jest troszkę pyskata i niespecjalnie lubi sprzątać i się czesać. Ale w ogólnym rozrachunku to bardzo bystre dziecko, przemiłe i śliczne. Tymczasem od Babci cały dzień słyszała że… Czytaj więcej »

Pola
Gość
Pola

Mój mąż zeszłego lata dał upust swojej złości na sąsiadkę, która z balkonu głośno zwyzywała dwóch chłopców kopiących piłkę na trawniku pod blokiem. Nie przebierając w słowach dał jej do zrozumienia, że jest wrednym babsztylem, który z innymi babsztylami pewnie narzeka, że „dzieci to teraz tylko w komputerach, a za moich czasów…” – za naszych czasów osiedla nie były obklejone zakazami, boiska nie były zamykane na klucz, a place zabaw dla wybranych dzieci, bo osiedle jest prywatne. I moje dzieci będą bawić się jak na dzieci przystało – głośno, bo mają do tego święte prawo.

Daria
Gość
Daria

Niektórzy idą o krok dalej. Mam sąsiadkę, której przeszkadza płacz mojej 19 miesiecznej córki (mieszkamy w bloku i niestety ściany są cienkie). Według niej płacze 24h na dobę (co oczywiście nie jest prawdą), a ja nie potrafię jej uspokoić. Więc nawet w domu dziecko nie może być sobą. Ta sama sąsiadka wyzywa swoich nastoletnich synów od debili…

Monika
Gość
Monika

OOO kolejna życzliwa sąsiadka. Moje dziecka też lubiło popłakać, także w nocy niestety. Sąsiadka piętro niżej uderzała w kaloryfery, gdzie rozum ???

Magda
Gość
Magda

Najgorzej, ze czasem rodzice niektórych dzieci nie rozumieją, ze dzieci to tylko dzieci albo aż dzieci, i tez ludzie …:/

Basia
Gość
Basia

U nas ksiądz na święceniu jajek powiedział że jeśli rodzice nie umieją uspokoić dzieci to niech wyjdą na dwór :/

RENATA
Gość
RENATA

czas zmienić kościół… nasz ksiądz nigdy na żadne dziecko płaczące albo chodzące po kościele nie narzeka :) wręcz przeciwnie nawet do niego gada :)

Marcin
Gość
Marcin

Już na samym wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie popieram ani zachowania dziecka ani zachowania starszego Pana. I tak jak powinniśmy szanować dzieci i ich zachowanie tak samo tyczy się to dorosłych i starszych ludzi, którzy rządzą się swoimi prawami. A list rozżalonej matki uważam za tendencyjny. Kościół to nie plac zabaw. Jest to miejsce gdzie ludzie przychodzą się modlić, wyciszyć, skupić. W ogóle się nie dziwę tej starszej osobie, że zwróciła uwagę temu dziecku (choć zrobiła to w sposób chamski). I Tak jak ten dwulatek nie zrozumiał tego co powiedział do niego ten starszy pan, tak samo nie rozumiał nic… Czytaj więcej »

Ewa
Gość
Ewa

A nie przyszło Ci do głowy że nie miała z kim tego dziecka zostawić i musi je wszędzie brać ze sobą? Nie każdy ma babcię, ciocię i inne osoby do pomocy przy dzieciach, a mąż od rana do do wieczora w pracy/albo nie ma męża/ojca i tak bywa w życiu. Wiem bo sama to przechodziłam. Moja koleżanka, samotna matka również swoich synów zabierała wszędzie z sobą do urzędu, na szkolenia, na rady pedagogiczne. Bo z kim miała ich zostawić w domu ? Na opiekunkę nie było ją stać!

Marcin
Gość
Marcin

Droga Pani, szczerze współczuję, że nie ma/ nie miała Pani wsparcia w wychowywaniu dziecka/dzieci. Nie twierdze, że źle zrobiła ta Pani zabierając dziecko do kościoła. We wszystkim trzeba mieć umiar, może wystarczyło wyjść na chwile przed kościół.
Ja też zabieram swoje dziecko gdzie się da i nie mam z nim problemów bo nie prowokuję sytuacji, w której 3 latek mógłby się nudzić.

Miki
Gość
Miki

Jest Pan tak idealny i zna receptę na każde zachowanie dziecka, że aż mdli, a gwarantuję, że gdyby ktoś z bliska przyjrzał się Pańskiej rodzinie znalazłby pewnie kilka elementów, które przemawiają za tym, że jednak idealny Pan nie jest. Nie pozdrawiam, nie cierpię takich hipokrytów, którzy twierdzą, że z dziećmi nie mieli żadnych problemów, a potem się okazuje, że bywali w delegacjach, albo do domu wracali po pracy o 18 to i problemów nie mieliście, bo zwyczajnie tego co się dzieje nie doświadczyliście, bo wszystko na klatę brała żona, nie wpędzaj Panie kobiety w poczucie winy, że źle wychowują swoje… Czytaj więcej »

Kate
Gość
Kate

„Jedni mają lepiej, bo…” po prostu mają, trudno żeby wszyscy żyli w biedzie, bo niektórym się nie wiedzie. Ci co to mają lepiej, też zazwyczaj niosą swoje krzyże- nie oceniaj, nie wiesz wszystkiego.
Co do pana zwracającego uwagę, to nie wiem, czy odpowiedziałabym mu równie grzecznie.

Konrad
Gość
Konrad

Do kościoła wychodzi się całą rodziną.
A Mi przeszkadza, że Pan fałszuje i strasznie mi to przeszkadza w modlitwie.
Czy mogę zagrozić obcięciem uszu?

Ola
Gość
Ola

Tej pozostalej dwojce nikt nie zwrócil uwagi, bo zapewne mama zabierala ich od malego do kosciola i mialy duzo czasu, zeby się nauczyć zasad panującyh w tym akurat miejscu. Jak dziecko będzie trzymane pod kloszem to niby co? Nagle w wieku dajmy na to, 6 lat, nagle pojmie wszystkie zasady panujące w kosciele??

Ania
Gość
Ania

pewno, że pojmie. nie brałam moich dzieci do Kościoła, bo uważam, że to nie ma sensu. a jak 6 latka zachciała na roraty, a potem była na jakiejś Mszy to wiedziała jak się zachować. bez przesady, nie jest to takie trudne do ogarnięcia.

Karina
Gość
Karina

Na żadnym kościele nie zauważyłam ograniczeń wiekowych, mniemam że 2 latek ma prawo tam być

Piotr | Tato na Wyspach blog
Gość

Niestety opisane zdarzenie z kościoła jest dość nagminne. Dla mnie super podsumował to ks. Jacek Stryczek w jednej ze swoich homilii – jeśli chcesz sobie pobyć w ciszy, modlitwie i skupieniu to idź na adorację, msza św jest liturgia wspólnotową gdzie wiele się dzieje, wiele mówi i w założeniu jest pewna interakcja. Naszym zadaniem jest sobie pomagać w przeżywaniu tej liturgii i – uczyć innych przeżywania tej liturgii. Gdyby ten maluch (był może starszy o 10 i) zrozumiał to co ten głęboko wierzący starszy pan mu powiedział, to jest szansa, że w kościele by się już nie pojawił. Czysty faryzeizm…

Marcin
Gość
Marcin

Gdyby ten maluch był o 10 lat starszy nie zachowywałby się tak jak się zachowywał ;) A tekst traktuje o 2 latku. Dla przypomnienia dodam, że pozostałej dwójki rodzeństwa nikt nie musiał uciszać.

Marta
Gość
Marta

Takich ludzi, jak Pan Marcin, nie mogę po prostu słuchać… Jak byłam dzieckiem, też mnie rodzice zabierali do kościoła, dzięki czemu nauczyłam się, jak się w takim miejscu zachowywać. Podobno zajęło to trochę czasu, ale kiedy starsi ludzie jeszcze pomogli mojej mamie zająć mnie czymś, a nie strofowali! Panie Marcinie, jeśli Pana dzieci są Alfami i Omegami we wszystkich dziedzinach życia, to super, ale Panią już podziękujemy, bo tu nie miejsca na chorobliwe przechwałki. Pozdrawiam.

Miki
Gość
Miki

Zgadzam się z Panią absolutnie, teraz to się dzieci do kościoła nie zabiera, do restauracji i na zakupy też nie, ale walczą, żeby psy do sklepów wchodzili i jeszcze się dziwią, że sprzedawca się buntuje, bo psy sikają gdzie popadnie.

Anna
Gość

Można by jeszcze podać przykład ks. Tischnera, który dzieci spacerujące pod ołtarzem brał na ręce i kontynuował z nimi czytanie… :)

Matka
Gość
Matka

Czego oczekiwac od obcych jak tego typu ludzie potrafią byc w najbliższej rodzinie. Babcia moich dzieci a moja teściowa dzień w dzień poucza moją 4-latkę: dziewczynka musi byc czysta. Dziewczynka musi być grzeczna. Siedź cicho, dziewczynka nie powinna kłapać jęzorem. Dziewczynka musi umiec sprzątać gotować itp itd. Córka to typowe high need baby. Głośna, pełna emocji, żywa energiczna wesoła, trochę histeryczka. Wulkan energii ktory ciezko okiełznać. Cudowne dziecko ktore od babci słyszy ciagle: ty jestes nienormalna,niegrzeczna,matka z tobą powinna isc do lekarza po środki uspokajające, co za okropne niewychowane dziecko, moje były grzeczne. Na córki „nie kocham cie” odpowiada „ja… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

Ja bym jej powiedziała : „Spieprzaj głupia babo! Najpierw sama się naucz pewnych zasad, a dopiero potem upominaj moje dziecko!”

Maria
Gość
Maria

Nie lubić dzieci to znaczy nie lubić człowieczeństwa i ludzi w ogóle… To oczywiście dozwolone, ale warto by to przyznać przed samym sobą, a nie uciekać się do takiego zawężania obiektu nienawiści. Mnie osobiście denerwuje i jakoś dotyka ten podział: dzieci i cała reszta. Dzieci to przecież kwintesencja człowieczeństwa, przede wszystkim w sferze emocji. To są takie kiełki roślin, by tak rzec – samo zdrowie (psychiczne)! Pewnie, że denerwujące; pewnie, że kto nigdy nie liczył do prawie-trzech niech pierwszy rzuci kamieniem; pewnie, że trzeba ujarzmiać, bo inaczej będą tańcować po stołach…ale to ludzie. Prezentują formy emocjonalne, których w życiu dorosłym… Czytaj więcej »

Egoistka
Gość
Egoistka

Nie lubię dzieci, i nie zamierzam ich mieć, co wcale nie znaczy, że nie lubię, jak to Pani określiła, „człowieczeństwa i ludzi w ogóle”. Lubię swoje życie bez dzieci i mam do tego pełne prawo. To po pierwsze. Po drugie kultura i normy społeczne odróżniają nas od zwierząt, więc mogą być nieszczęściem tylko dla pewnej grupy. Doskonale rozumiem, że dzieci potrzebują się wyszaleć, ale podstawowych zachowań w bardzo młodym wieku uczą się przez naśladowanie dorosłych. Doskonale rozumiem też, że do pewnego momentu rozwojowego nie są w stanie opanować swoich odruchów i sygnalizują swoje potrzeby płaczem, bądź krzykiem. Dlatego też dopóki… Czytaj więcej »

Maria
Gość
Maria

Nie sądzę, żeby nielubienie dzieci (nielubienie ludzi i człowieczeństwa), było wyrazem egoizmu. Nie widzę związku. Szkoda, że ocenia Pani siebie w ten sposób, że ocenia siebie w ogóle… (a potem pisze Pani o kochaniu swojego życia…). Poza tym, coś tu nie gra: „nie lubię dzieci” / „moim ciepłym podejściem…”. Ja nie lubię naleśników, ale mam je jeść na ciepło i to wtedy będzie ironia mojej sytuacji? No i kucharze będą zachwyceni… Jak nie lubię to nie lubię. Nic nikomu do tego a i tłumaczyć się nie muszę… Nie rozumiem, dlaczego Pani to próbuje robić. Naprawdę uważam, że nie musi Pani.… Czytaj więcej »

Angelika
Gość
Angelika

Niestety na dorosłych bez kultury nie ma ja już lekarstwa. Niestety to dorośli potrafią człowieka wkurzyć bardziej niż dzieci.

Agnes
Gość
Agnes

Jestem ewangeliczką i u nas funkcjonuje tzw. Szkółka niedzielna, dzieciaki przychodzą z rodzicami na nabożeństwo i przy pierwszej pieśni wychodzą z „ciocią” ze szkółki do salki obok kościoła i tam spędzają czas ucząc sie o Bogu w sposób odpowiedni do ich wieku, spiewaja piosenki, słuchają historii biblijnych, kolorują, a rodzice mogą sie skupić na kazaniu. Cieszę sie,że ktoś to kiedyś wymyślił, jest to rewelacyjne rozwiązanie, kiedy nie ma się z kim zostawić dziecka, a chce się pójsc do kościoła i nie stresować 4latkiem leżącym pod ławką.

Konrad
Gość
Konrad

U nas jest specjalna msza dedykowana dla dzieci.
Ale i tak znajdą się stare zgredy, którym dzieci przeszkadzają.

Anna
Gość

Zauważyłam bardzo dużą różnicę odkąd zostałam ewangeliczką. Moje dzieci są jeszcze za małe na szkółkę, więc czasem spacerują po kościele. Stresuje mnie to, bo pamiętam takie opowieści jak ta powyżej, ale ludzie zazwyczaj się uśmiechają, a jeden starszy pan (żeby tak dopełnić tę historię) powiedział mi kiedyś: Spokojnie, to tylko dziecko. Niech sobie łazi…
Poza tym w naszym kościele jest stolik z kredkami, a dzieci mogą w kościele jeść i nikt się nie oburza.
Inna sprawa, że u nas nabożeństwo niedzielne nie jest obowiązkowe, więc jak nie mam siły biegać za dziećmi mogę po prostu nie iść.

Matka
Gość
Matka

„Rozumiem osoby, którym rozrabiające dzieci przeszkadzają w skupieniu się na modlitwie i jeżeli tylko mogę, zajmuję z moimi miejsca jak najbardziej z tyłu i też staram się jak najciszej rozpraszać mojego najmłodszego, jeżeli widzę, że jest już znudzony czy zmęczony i zaczyna dokazywać.” Pierwszy podstawowy błąd – z dzieckiem zajmuje się miejsce jak najbardziej Z PRZODU, tak by mogło śledzić akcję liturgiczną. Nawet dorosły, jesli nie widzi tego, co się dzieje, po pewnym czasie zaczyna umierać z nudów, a co dopiero dziecko. Dobrze jest też brać dziecko na kolana i szeptać mu do ucha, tłumacząc, co się dzieje na ołtarzu.… Czytaj więcej »

Marysia
Gość
Marysia

Popieram – zawsze z przodu, inaczej nudy i dokazywanie gwarantowane.

Nina
Gość
Nina

To nie my musimy zastanawiać się czy zabrać dziecko na mszę, ale ksiądz, jak zrobić aby kościół był również dla dzieci i nikomu one nie przeszkadzały… Mieszkając w Chicago, chodziłam czasem na mszę do jezuitów. Były tam specjalne msze dla rodziców z dziećmi. Dzieci biegały po całym kościele, nie były strofowane, ksiądz z nimi śpiewał, zadawał pytania, rozmawiał, żartował… Nikt nie był oburzony, wręcz przeciwnie. Lubiłam czasem pójść na taką mszę-nie mając dziecka bo było na luzie, wesoło i wzruszająco…

Pawel
Gość
Pawel

Dzieci to tylko jeden z przykladow szerszego problemu, ktorego Pan dotknal. M.in. po 11 latach w UK i przygladaniu sie tutejszej edukacji uwazam, ze nam Polakom brakuje narzedzi do innego rozwiazywania konfliktow niz autorytarne oswiadczenia i wyladowanie emocji, ktore Pan opisal. Nie ma refleksji o skutecznosci, nie ma analizy ludzkiej wrazliwosci. Trzeba nabyc pewne umiejetnosci spoleczne zeby poprzez dialog naciskac odpowiednie przyciski prowadzace do pozadanych efektow. Nie ‚zapomnial Wol…’ jest kluczowe w tej historii lecz jednostronna, zamykajaca dialog, na wskros autorytarna forma informacji zwrotnej.

Wojtek
Gość
Wojtek

dziwie się ludziom którzy siadają z dziećmi do ławek… spoko rozumiem że można usiąść i dziecko ma miejsce docelowe. ale jeszcze bardziej nie rozumiem jak chcecie żeby dziecko siedziało 1h w skupieniu. ma poznawać Boga? to mu go pokaż!!! przecież ile to z dzieckiem pochodzić po kościele pokazać mu ołtarz pokazać drogę krzyżową pokazać obrazy pokazać organy dać książkę religijną dla dzieci. Byłem swego czasu we Francji. dzieci tam siedziały grzecznie i jak chciały czymś się zająć to czytały lub oglądały. łatwiej jest nie zabrać dziecka (moja Teściowa tak robi, bo ona musi się skupić) masakra. dziecko ma się nauczyć… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Niestety starsi ludzie już zupełnie nie rozumieją maluchów… Zacytuję sąsiadkę moich przyjaciół, mających wówczas 4 letnią córkę: „Ja już naprawdę nic więcej nie powiem, ale zdejmijcie ten wiatraczek z balkonu, bo robi mi taką dyskotekę w mieszkaniu, że żyć się nie da!…” Długo się zastanawialiśmy, czymże ten wiatrak aż tak podpadł? No bo hałasu przecież nie robi nie wiadomo jakiego. Doszliśmy w końcu do tego, że chyba musiał rzucać światełka (tzw. zajączki) na ścianie jej mieszkania, bo był taki błyszczący i ładnie odbijał światło:)

Anna
Gość
Anna

Dziwi mnie troche pierwsza sytuacja gdy mama pisze wytracil mnie z rownowagi tekst pana z kosciola pt odgryze ci ucho jak sie nie zamkniesz do dwolatka. Po takich slowach wypowiedzianych do mojego dziecka ten Pan mialby powazne problemy. Ludzie nie bojmy sie reagowac bo to nie ladnie itd Jesli ktos tak sie zachowuje to tylko odwazna reakcja i pokazanie granicy jest jedynym mozliwym zachowaniem

Lenka
Gość
Lenka

Sama jestem mamą 1,5-rocznego dziecka i od początku zabieram je do kościoła. Od jakiegoś czasu staram się go uczyć, że w kościółku jest Bozia i trzeba być grzecznym (dziecko w tym wieku już naprawdę dużo rozumie, tym bardziej proste komunikaty rozumie 2-latek i nikt mi nie wmówi, że tak nie jest). Wiadomo, że konsekwencja przynosi efekty najszybciej. Nie wiem, może mam po prosty grzeczne dziecko, ale stosowane przez nas metody zabawiania/tłumaczenia/uspokajania przynoszą efekty i nasze dziecko nikomu jeszcze nie zakłóciło spokoju podczas mszy. Niestety często obserwuję w dzisiejszych czasach (już zresztą od paru ładnych lat) rodziców, którzy we wszystkich widzą… Czytaj więcej »

Emm
Gość
Emm

Ja jestem z tego pokolenia, w którym bylo lepiej. Jak zachowywalam sie niewlasciwie w kosciele, to po mszy dostawalam od taty w twarz reka na odlew.Moj brat tez. Pare razy poszla mu farba nosem od uderzen. No potem przez jakis czas bylismy bardzo grzeczni. Czy o takie zasady z przeszlosci Pani chodzilo?

Inna
Gość
Inna

Przecież Bozia wcale nie jest w żadnym kościółku, bo po pierwsze nie ma żadnej Bozi, tylko Bóg i jest wszędzie, a nie w kościele. A potem się księża dziwią, że jest tylu ateistów.

Lucjan
Gość
Lucjan

Nie tylko twoje dziecko jest najważniejsze. Nie każdemu się podoba to, że ławkę dalej, zaraz za plecami hałasuje dziecko w miejscu tego typu niezależnie od tego czy to kościół czy kino czy cokolwiek innego. Zabierz je do lasu.

Anna
Gość
Anna

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie usprawiedliwiam tego mężczyzny. Jego zachowanie było niedopuszczalne i nie miał prawa straszyć w ten sposób (lub jakikolwiek inny) chłopca. Artykuł moim zdaniem został napisany w silnym wzburzeniu. Do tej pory nigdy nie spotkałam się z tym na tym blogu. Osoby które nie lubią dzieci zostały niesprawiedliwie wrzucone do jednego worka razem z ludźmi którzy za młodych lat igrali z prawem. Razem z osobami chorymi psychicznie i razem z tym panem od odgryzionych uszu. Ogólnie stwierdzone zostało że jeśli ktoś nie lubi dzieci to coś jest z nim nie tak. Osobiście nie… Czytaj więcej »

Kiti
Gość
Kiti

Jak ja to rozumiem! Moja czteroletnia córka chodziła sobie od końca kościoła do powiedzmy 1/3 jego długości, nie wydając przy tym dźwięków. Na zewnątrz wiatr urywał głowy. Słodki proboszcz (Liszki pod Krakowem) skomentował to z ambony z wyraźną złością i naganą, że będzie musiał bieżnię zamontować. Po mszy poszłam do niego. Nie chciał mnie przyjąć! Ale byłam nachalna. Spytałam go a co ze słowami „nie zabraniajcie dzieciom przychodzić do mnie”? Niestety z tym „betonem” nie było dyskusji. I jeszcze jedno- ludzie! nie gapcie się od razu w kościele jak dziecko tylko kwęknie! No bez przesady.

Marysia
Gość
Marysia

Zgadzam się w 100%, bardzo dobrze napisane. Uwaga o dorosłym płaczącym w przedziale do bólu celna. Jednego tylko nie kumam – tego fragmentu:
„Nie dajmy się więc ludziom, którzy straszą nasze dzieci odgryzieniem uszu, bo dwulatek nie zachowywał się w kościele jak student na wykładzie (zresztą wtedy najpewniej, wcale by w kościele nie było”.

Czemu jakby był studentem, to by go w ogóle wtedy nie było w kościele?

BartekBB
Gość
BartekBB

Drodzy Ludzie , każdy z nas stara się w społeczeństwie znaleźć przestrzeń , zatem każdy będzie stawiał granice…ale nie dzieci ! Dziecku granice trzeba postawić jako rodzic i opiekun – nie jest łatwo bo… dziecko się nie daje, ale trzeba tłumaczyć i taka rola rodzica. Funkcjonowanie w społeczeństwie jest trudne i bywa frustrujące. Trzeba jednak rozmawiać, ale…w kościele to…niewykonalne :-) .Dlatego jedynie msza dziecięca i ksiądz, który wyraźnie powie – dziadki i babcie wynocha – będzie rozwiązaniem. Taka msza to dla dzieci radość zabawy, rodzice nie mają stresu, ksiądz jest wniebowzięty ! Szukajcie takich mszy i księży – są bo… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

Jakiś czas temu, synek miał wtedy 3 latka,byliśmy w Niedzielę Palmowa na mszy, z palma oczywiście, którą pod koniec mszy synek zaczął się bawić,jakie było nasze zdziwienie, gdy Pani stojąca za nami rzekła „ja bym mu tą palmą w łep dała a nie do zabawy” 🙄😵🤔👏

Magdalena
Gość
Magdalena

Pragnę zwrócić uwagę na fakt, że coraz mniej ludzi uczestniczy w coniedzielnych mszach…i to są osoby, które właśnie wychowywały się w czasach, kiedy dzieci były grzeczne… W piśmie Świętym jest napisane „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”, „usta dzieci i niemowląt oddadzą mi chwałę”, najważniejsze przykazanie, to przykazanie miłości Boga i bliźniego. Ktoś już tu przypomniał, że Msza św. jest modlitwą wspólnotową, a nie indywidualną… Każdy ma prawo przyjść na mszę i powinien być mile widziany. My z mężem staramy się zabierać dzieci (2 i 4 lata) na mszę św. Też miałam sytuacje, kiedy inni zwracali nam uwagę, niestety.

Baś
Gość
Baś

A co powiecie na dziecko przychodzące do kościoła z dwójka rodziców. Wiek ok 5 lat. Walizka bądź plecak za zabawkami w którym grzebie wydając głośne dźwięki i biega od mamy do taty do taty stojącego kilka metrów dalej krzycząc i śpiewając czasami. Tato daj portfel! Tata daje. Biegnie do mamy.Mamo daj kluczyki! Mama daje. Je cukierki, szeleści papierami. Biega depczac nogi kleczących. Jezdzi samochodzikiem miedzy ich nogami.Zupelnie normalne zdrowe dziecko ktore nie wie nawet ze powinno mowic nieco zciszonym glosem. Serio proszę o radę bo widzę tą rodzinę co tydzień i nie wiem, reagować czy nie. Inne dzieci patrzą i… Czytaj więcej »

PawełOFMConv
Gość
PawełOFMConv

To jeszcze głos z drugiej strony ołtarza :D mam do czynienia zarówno z mszami z udziałem dzieci, jak i z tymi „typowymi”, gdzie także są obecne dzieci. Zacznę od tego, że – choć być może się to komuś nie podoba – nie zawsze obecność (a w zasadzie sposób obecności dzieci) jest dobra, mam na myśli zgodę na pewne zachowania. I uwaga, NIE OBWINIAM DZIECI, ale rodziców. Nie przeszkadza mi absolutnie, wręcz przeciwnie, kiedy dziecko chodzi sobie po kościele, eksploruje świat (kiedyś jeden 2- 3- letni chłopiec usiadł sobie koło mnie na krześle za ołtarzem:), dopóki nie zacznie absorbować na sobie… Czytaj więcej »

Aga
Gość
Aga

Myślę, że każdy z piszących tu ma po trochę racji. Sama mam ponad dwuletniego synka i chodzimy w trójkę do kościoła. Na szczęście synek lubi tam bywać i generalnie znosi dobrze mszę. Ale staramy się mu jakoś tłumaczyć, że to jest dobre, a tego nie rób itd. Na spokojnie. Kiedyś zdarzyło się że marudził mocno i naprawdę nie widziałam problemu w tym, że wyjdę do przedsionka i tam przeczekam aż się uspokoi. Po prostu szanuję to, że ktoś inny chce się w tym momencie skupić. Z drugiej strony ile ludzi tyle zachowań. Mimo, że jestem wyrozumiała dla dzieci i rozumiem,… Czytaj więcej »

mamii
Gość
mamii

Przeczytałam artykuł i komentarze pod nim….. Szczerze mówiąc jestem załamana przerażona i wściekła. Większość wypowiadających się tu osób „ekspertów” od dzieci delikatnie mówiąc chyba z chioinki się urwała. Jako matka trójki (1, 3, 7) pozwolę sobie tylko do kilku stwierdzeń nawiązać: – można zabrać dziecko na mszę dla dzieci i spokój- a no nie spokój, bo moje i wiele innych pociech, o godzinie 12 w południe, gdy jest msza św dla dzieci dostaje już małpiego rozumu, dodatkowo z doświadczenia wiem, że najlepiej wziąść dzieci do kościoła zanim zaczną się bawić w najlepsze (my chodzimy na 7:30, bo ekipa i tak… Czytaj więcej »

Natalia
Gość
Natalia

Też jestem mamą dwójki dzieci. Takich już trochę większych bo mają teraz 9 i 11 lat. Od początku były z nami w kościele. Dzieci mają prawo przychodzić do kościoła. Nasz proboszcz był zdania, że jak im nie damy biegać po kościele jako dzieci, to nie przyjdą tam jako dorośli. Oczywiście jeśli widzieliśmy, że dziecko jest marudne, nie wyspało się czy ząbkowało to bywało, że chodziliśmy z mężem osobno zostając z dziećmi w domu. Też były książeczki, kolorowanki czy pluszaki. Były chrupki (takie ciche w konsumpcji:-)) i picie. No i chodzenie po kościele (akurat u nas są nawy boczne więc nie… Czytaj więcej »

Gośka
Gość

Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się z Tobą zgadzam i jak bardzo odnajduję się w tym co piszesz. Dozgonne dziękuję – pisz dalej. :)

Kalina
Gość

Ja napisze tak. Nie lubię dzieci i drażnią mnie w sklepie, w autobusie i innych miejscach gdzie muszę z nimi przebywać. Ale uwagi nikomu nie zwracam, bo wiem, że dzieci mają swój świat i czasami nic nie można im przetłumaczyć. Ale tych co reagują nie neguje, moim zdaniem nic się takiego nie stało. A jak się sama opiekowałam dziećmi to pozwalałam im na dużo, sama przy tym też się wygłupiałam. Wtedy mi to nie przeszkadzało, ale po pracy to mam też ochotę nakrzyczeć na głośne bachory. Chociaż 2 latka to jednak mało, krzyki i tak nic nie pomogą. Ale tak… Czytaj więcej »

Oliwia
Gość
Oliwia

Nie, nie nie. Nie po to nie robię sobie bachora, żeby musieć wysłuchiwać ryków wszędzie gdzie sie da. Rodzice nie muszą latać samolotem z dzieciakiem, zwłaszcza że one źle znoszą takie podróże. Zdaje się, że bolą je uszy itd, więc rodzice powinni się wstydzić, ze celowo i z premedytacją na ból skazują dziecko i współpasażerów. Jeżeli chcą jechać do innego miasta, niech użyją samochodu. A jak nie mają, znaczy ze nie stać ich na dziecko. A w ogóle, najbardziej już nie rozumiem zaberania gówniaków do sklepów. Serio, po co? Z podziwem patrzę na madki, które są w stanie wybrać buty… Czytaj więcej »

Perspectiva
Gość

Ja żyłem w czasach, że jak się szło na boisko to było 10 drużyn. Graliśmy do dwóch bramek i zmiana. Wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na swoją kolej. Dzisiaj przejeżdżam obok różnych boisk i jest pusto… Mają pięknie przygotowane obiekty, my zdzieraliśmy kolana na betonie. Rodzice smarowali gencjaną i dalej się grało… Te czasy chyba nie wrócą…

Róża
Gość
Róża

Dziękuje za ten wpis !!

Natalia
Gość
Natalia

Chciałam tylko dodać, że pewna siostra zakonna widząc, jak jakiś pan denerwuje się, gdy dziecko biega po kościele, odwróciła się do niego i głośno i dobitnie powiedziała :”Dziecko modli się jak umie” :) Pan się z miejsca uspokoił )

Ania
Gość
Ania

Jak ktos ma brzydkie wnetrze, to powinien sie jeszcze w domu w ciszy i skupieniu modlic, bo w kosciele bylo modlitwy najwyrazniej za malo. Widac, ze do doroslych nauki kosciola tez kiepsko trafiaja, przynajmniej ja nie slyszalam, zeby Jezus komus ze zlosci odgryzal uszy :)

Nie do konca zgadzam sie z tym, ze ZAPOMNIAL WOL, JAK CIELECIEM BYL. Czasy byly inne, dziecko dostalo pare razy ” po dupie” i siedzialo jak trusia. Nie przypominam sobie jakiejs wielkiej tolerancji w stosunku do dzieci.