Rodzic w roli służącego, dziecko w roli niewdzięcznego – jak uniknąć tego losu?

Jak nie doprowadzić do sytuacji, w której wszyscy będą czuli się pokrzywdzeni?

Mały tyran

Dostałem kolejnego już maila z zapytaniem, które w dużym skrócie można streścić do:

„Co zrobić, jeśli moje dziecko chce (przykładowo) kanapkę, a gdy ja mu ową kanapkę przygotuje, to ono tej kanapki jednak nie chce?”

Niestety czasami te historie są znacznie dłuższe i mają mnóstwo mniejszych etapów. Najpierw rodzic przygotowuje trzy rodzaje kanapek, później podaje dziecku sześć razy napój, bo tak chce dziecko, a na koniec jeszcze talerz musi wymienić, bo dziecko jednak chciało fioletowy. Nie masz fioletowego? To nie jem! I płacz!

I teraz jest pytanie: co taki biedny rodzic ma zrobić?

Otóż mam na to sprawdzoną odpowiedź:

Przestańmy w końcu wyręczać dziecko we wszystkim!

No, powiedziałem to.

Od razu mi lepiej.

Naprawdę już trochę nie daję rady z takim podejściem. Najpierw robimy za dziecko wszystko, a później dziwimy się, że nasze dziecko jest wybredne jak księżniczka na ziarnku grochu.

Otóż musimy sobie zapamiętać, że jeśli będziemy traktowali dziecko jak królewicza, który nic nie potrafi, to ono samo też będzie siebie tak traktowało. W efekcie, będzie wszystkiego wymagało od innych. Ubierania, jedzenia, nawet bawienia się. I tak też później mamy ośmiolatków, którzy nie potrafią się sami ubrać czy nawet szesnastolatków, którzy zadania domowe dalej odrabiają z rodzicami.

W ten sposób marnujemy niesamowity dziecięcy potencjał

Paradoksalnie, te wszystkie momenty, w których nasze dziecko chce czegoś, są najlepszymi na świecie okazjami do nauki samodzielności. Okazjami, które bezpowrotnie tracimy, jeśli dziecko wyręczamy.

W końcu jeśli dziecko chce kanapkę, to dlaczego miałoby sobie jej samo nie zrobić? Głód jest tak samo dobrą motywacją, jak każda inna. Trzylatek może nie da rady świeżo wyciągniętym z lodówki masłem kromki posmarować, ale szynkę czy ser wyciągnąć da radę, chleb znaleźć również, więc gdzie jest problem?

Dziecko chce się bawić kolejną zabawką? W takim razie ma motywacje do posprzątania poprzedniej.

Chce iść ulepić bałwana? Do przedszkola? Do kolegi? Jest motywacja do nauki ubierania się.

Dziecko nie chce, żeby mu bakterie chodziły po zębach? Jest motywacja do nauki mycia zębów.

Przykłady można mnożyć.

Wiecie dlaczego to jest takie ważne?

Otóż w sytuacji, w której dziecko musi chociaż część rzeczy zrobić samodzielnie, to momentalnie zaczyna być dużo bardziej zdroworozsądkowe. Już nie jest takie skore do „zdziwiania” i „gwiazdorzenia”. Nagle nie zależy mu na tym, aby jego kromki miały okrojoną skórkę czy aby jeść na fioletowym talerzu (o ile wiązałoby się to z koniecznością jego wcześniejszego umycia).

Nagle przestaje chcieć co 5 minut nowej zabawki. Nagle bałagan we własnym pokoju nie jest już jego ulubionym widokiem. Nagle zaczyna szanować pracę innych ludzi, bo w końcu zaczyna rozumieć czym owa praca jest. Zaczyna rozumieć, że dorastanie wiąże się z tym, że możemy więcej, ale też więcej się od siebie powinno wymagać.

Mały hrabia?

Zresztą nie będę ukrywał, że wyboru zbyt wielkiego nie mamy. Albo będziemy systematycznie, z biegiem lat, przekazywać dziecku kolejne obowiązki/umiejętności i uczyć je jak radzić sobie w życiu albo przyzwyczaimy je do tego, że wszystko robi za nie rodzic i wychowamy sobie małego hrabiego, któremu będziemy usługiwać jeszcze przez długie lata.

Takim postępowaniem skrzywdzimy jednak nie tylko siebie, ale skrzywdzimy również samo dziecko, pozbawiając je samodzielności i przy okazji mnóstwa przydatnych życiowych umiejętności.

Niestety takie historie bardzo często kończą się tym, że z jednej strony mamy dziecko, które jest niesamowicie roszczeniowe, mimo że samo nic nie oferuje w zamian – a z drugiej strony mamy rodziców, którzy nie mogą uwierzyć, że mimo wszystkich „poświęceń”, wychowali tak niewdzięczne dziecko.

Która strona ma rację?

Nie mnie oceniać. Jedyne co ja mogę, to pokazać rozwiązanie, które ma szansę spowodować, że takich sytuacji, jak opisane powyżej, będzie jak najmniej.

Jeśli powyższy artykuł Ci się spodobał i uważasz, że inni mogliby skorzystać go czytając, będę wdzięczny za jego dalsze udostępnianie.

Polecam też powiązane wpisy:

Dlaczego moje dzieci sprzątają, mimo tego, że nie muszą.

Terroryzowanie dzieci obowiązkami domowymi.

Prawa do zdjęcia należą do Craig.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

39
Dodaj komentarz

avatar
15 Comment threads
24 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
28 Comment authors
MartaRyskaMartaAgaAlicja Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna Jaskółka
Gość

Heh, z ust mi ten tekst wyjąłeś. Kiedy mój syn zaczął się lubować w jogurcie z z muesli i dżemem, każda porcja stawała się coraz bardziej wymyślna. A to w niebieskiej misce, a to z muesli [sama je robię i wrzucam tam wszystko, od rodzynek, po suszone banany i jabłka] mam wydłubać załóżmy suszoną żurawinę, a to jednak dodać. I w końcu pewnego dnia w sobotę [:)], gdy obudził mnie rano [bo głodny], powiedziałam: – Zrób sobie sam. I poszło mu to wyjątkowo szybko. Sam wyciągnął jogurt, miseczkę, sam sobie nałożył muesli i włożył do niego pół słoika dżemu z… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Myślę, że u większości rodziców, to właśnie sobota lub niedziela jest tym dniem, kiedy zaczynają stosować tą metodę. Szczególnie rano ;)

Matka Debiutująca
Gość

No to u nas z tym wykonaniem jednak gorzej, bo panna potrafi własnoręcznie wykonaną kanapką (jeszcze bez krojenia, ale z posmarowaniem, położeniem itd.) efektownie wzgardzić. Gdzie sens, gdzie logika? Chociaż u nas jeśli nawet ja zrobię coś co najpierw chce, a potem ona zmienia zdanie to mówię: sorry gregory, chciałaś to masz, innego nie zrobię. I rzeczywiście po kilku minutach nagle pannę ochota nachodzi. Więc może też nie proponować tysięcy rozwiązań, co do kanapek, a w reszcie kwestii: pal sześć nauczenie wartości pracy, samodzielność dziecka to jaka moja wygoda (bo ja z natury leniwa jestem ;))

Kamil Nowak
Gość

Sorry Gregory :D Ale rzeczywiście – żeby własnoręcznie wykonaną kanapką wzgardzić, to musi być wyższy poziom :)

Joanna Dąbrowska
Gość
Joanna Dąbrowska

Mój czterolatek ma tak z obiadem, który pomagał przygotowywać i sam sobie taki wybrał. Eh….

Agata Siewierska
Gość
Agata Siewierska

u mnie córka 21 miesięcy i kiedy ja jej dam serek to gardzi, pózniej karzę jej sobie samej wybrać co chce jeść i również gardzi! Ale w końcu kiedy widzi, że mi to „wisi” czy zje i co zje, to nabiera ochoty ;)

Dagmara Godleś
Gość
Dagmara Godleś

Mój synek – 2l i 2 miesiące fantastycznie smaruje chleb masłem. Tylko masło musi być miękkie, więc 3 latek na pewno da radę, tylko trzeba mu pozwolić. I nie bać się dać dziecku nóż do masła. Jak miał niecałe 2 latka to już sypał mamie kawę i cukier do kubka, potem z odrobiną wody mieszał. Trzeba tylko stać z boku i pilnować, ale to prawda, trzeba dziecku pozwalać, żeby uczyło się samo robić różne rzeczy.

Jerry Smith
Gość

Wszyscy rodzice powinni sobie to wydrukować. Kropka.

Marta Sobczyk-Ziębińska
Gość

Jasne, że trzyletnie, nawet młodsze, kanapkę posmaruje :) nasze weekendowe śniadanie to prawie szwedzki stół, maselko, chlebek, ser, wedlina, pomidory, ogórek jakiś i co tam jeszcze w lodowce jest. Zasada prostą – co sobie z tego poskaladasz to zjesz :) Rozala najbardziej lubi smarowanie kanapek właśnie, smaruje dla wszystkich :)

Kamil Nowak
Gość

Się uczepili tego trzylatka i masła ;) Jakoś tak sobie wyobraziłem takie wyciągnięte z lodówki masło i malucha przy nim, który raczej rady nie da, stąd ten przykład :) Jeśli będzie miękkie, to rzeczywiście będzie bez problemu :)

A co do noża do masła, mój wówczas trzylatek kroił takim ogórka i mimo to, że ostrza nie ma ten nóż w ogóle, to dał rade sobie nim przeciąć paluch ;)

Koziolek666
Gość
Koziolek666

> Chce iść ulepić bałwana? Do przedszkola? Do kolegi? Jest motywacja do nauki ubierania się.

To nie działa. Młody i tak nie ma zamiaru się ubierać. Nie działa argumentacja, motywacja ani przekupstwo. Jak się spóźnisz kilka razy do pracy przez fochy jaśnie hrabiego (i zbierzesz burę od szefa + na koniec miesiąca na koncie będzie mniej mamuta) to możemy pogadać o metodach wychowawczych opartych o psychogierki.

Szymon Kuźniak
Gość

Ta metoda zadziała tylko w przypadku kiedy dziecko czegoś CHCE :) Na zasadzie: chcesz lepić bałwana to się ubierz, a jak nie, to twoja sprawa i możesz śnieg oglądać przez szybę. (przykład z przedszkolem trochę nieszczęśliwy bo musisz trafić na model, który lubi tam chodzić).

Jak dziecko NIE CHCE, to oczywiste, że trzeba wymyślić coś innego (można na przykład zacząć od wcześniejszego budzenia – jak chce sobie następnym razem pospać to niech się ubiera szybciej). Pewnie od razu nie zadziała, ale w przypadku dzieci cierpliwość potrafi czynić cuda :) O ile ma się czas na tę cierpliwość.

Koziolek666
Gość
Koziolek666

Panie Szymonie, „wcześniejszego budzenia”… Dziś było „późne budzenie” szczypiorek przyszedł do nas o 5:30 :) Zazwyczaj mamy pobudkę zaraz po 5 rano. W weekendy bywa, że startujemy wcześniej (co nie oznacza, że śpimy o 20). Moim zdaniem znacznie ważniejsze jest wyciąganie konsekwencji niż cierpliwe tłumaczenie.

Szymon Kuźniak
Gość

I teraz mam problem :) bo chciałbym odwzajemnić grzeczność, ale nijak nie przechodzi mi na poważnie wpisanie „Panie Koziołku”, może więc dla ułatwienia zrezygnujmy z przedrostków, w końcu jesteśmy w internecie :) Cóż, ile dzieci, tyle problemów z ich wychowaniem i nie ma jednej uniwersalnej metody, która zadziała. Chodziło mi o pokazanie, że sposób Kamila może zadziałać w przypadku, kiedy dziecko czegoś chce, a jak nie chce to można próbować inaczej (no akurat z Waszym dzieckiem i mój sposób nie zadziała). I żeby nie było, że się mądrzę, to doskonale wiem o czym mówisz – też się permanentnie spóźniamy wszędzie,… Czytaj więcej »

znafca
Gość
znafca

Po pracy, na spokojnie, znajdź czas tylko dla siebie i dziecka, żeby Wam nikt nie przeszkadzał. I z prawdziwym zainteresowaniem powiedz: „Synku/Córciu, codziennie rano bardzo długo się ubierasz. Przez to spóźniam się do pracy i na mnie krzyczy szef i mam zepsuty humor. Rozumiem, że bardzo nie lubisz chodzić do przedszkola?” – i niczego więcej nie mów. Nie dopytuj, NIE DORADZAJ, nie komentuj, jak coś powie, nie drąż. Tylko słuchaj. Jedynie w razie czego powiedz: „hmmm, aha, rozumiem”. Jeśli za pierwszym razem dziecko się nie otworzy, to znaczy, że potrzebuje najpierw od Ciebie się nauczyć, jak to robić, więc spontanicznie… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Tylko jak napisał Szymon, tutaj jest inny problem, a mianowicie – dziecko nie chce iść do przedszkola (czy gdzie tam indziej). Sam mam obecnie z tym problem z moim najmłodszym i testuje już pięćdziesiąty ósmy sposób, żeby go do tego przekonać (jest lepiej, ale bez stałych sukcesów), więc nie jestem w stanie z tym pomóc. Szczególnie, że w różnych przypadkach jest ta dziecięca niechęć inaczej uwarunkowana.

Niemniej akurat powyższy tekst dotyczył nieco innego zagadnienia.

Agata Jakóbczyk
Gość
Agata Jakóbczyk

Ja poradziłam sobie i z takim problemem, mój ośmiolatek nie chciał chodzić do szkoły. Codziennie rano była wojna, włącznie z wynoszeniem dziecka na autobus szkolny. A teraz wstaje rano, ubiera się sam, je i wychodzi wraz z siostrą, sporadycznie zdarzają się sytuacje, że głowa boli, czy brzuszek, czy noga, czy paluszek… Zrezygnowałam z tłumaczenia dziecku, że musi, bo obowiązek itp. Nie, po prostu wstaję z dzieciakami, ubieram się, szykuję śniadanie i nie dyskutuję. Zadziałało :)

Marta
Gość
Marta

Moja przyjaciółka z pracy, zgarnia nieubranego syna do auta, wrzuca za nim ubrania i mówi „jak dojedziemy, to wysiadasz, nieważne, czy będziesz ubrany, czy nie, bo ja do pracy jadę”. On ma lat 9. Sposób działa, zawsze wysiada ubrany, w końcu nie będzie sobie robił wstydu przed kolegami ;)
Ale też miała milion sto dziewięćset prób z innymi sposobami i nic nie działało. Aż znalazła to, nieco drastyczne, ale pomaga. Tylko na razie nie robiła tego zimą… :P

Iga Będkowska
Gość

Podpisuję się obiema rękami! Niektórzy rodzice, jakby mogli, to by jeszcze za dziecko zjedli :)

Kamil Nowak
Gość

Heh, dokładnie :)

Mama notuje
Gość

A ja widzę też że samodzielne dziecko to zadowolone dziecko. Bo przecież one chcą robić to co mama i tata i być duże.
Moja ma dopiero 1,5 roku więc jeszcze wszystko przede mną. Ale już teraz widzę jak ją cieszy że sama potrafi otworzyc i zjeść jogurt albo że pozwalamy jej pomagać w nakrywaniu do stołu itp. Dziecko jest z siebie dumne że tyle już potrafi i cieszy się jak rodzice pozwalają „być dużym”.

calareszta.pl
Gość

Pierwszy hejt na blogu spotkał mnie po tekście, w którym opisałam obowiązki moich czterolatków. Drugi po tym, kiedy napisałam, że nie pozwalam moim dzieciom na terror wchodzenia sobie na głowę i że umiem powiedzieć nie. Wiesz jaki komentarz się pojawiał najczęściej? Że jestem czarownicą, matką wyrodną i w ogóle złą kobietą, bo każę coś moim dzieciom robić albo odmawiam robienia czegoś za nich. To chyba stąd te mity o zimnej kawie i nieszczęśliwych rodzicach, którzy stali się niewolnikami. Każdy ma obowiązki i każdy musi przestrzegać zasad, nawet jak ma 98 cm wzrostu.

Kamil Nowak
Gość

Ja tam dzieciom obowiązków wykonywać nie każę :) Po prostu mamy zasady, że jak są na swoim terenie, to ich sprawa, a jak są na moim, to wiedzą co grozi za przykładowo nieposprzątane zabawki (ja je sprzątam i nie oddaje zbyt łatwo :).

Ale to fakt, że są rodzice, którzy stają się niewolnikami dzieci niestety. A najgorsze jest to, że nigdy nikt im za to nawet nie podziękuję.

calareszta.pl
Gość

Najgorsze jest to, że są niewolnikami, którzy POŚWIĘCILI się dla dzieci, z czasem wpędzając te dzieci w poczucie winy.

Kamil Nowak
Gość

I później niektóre dzieci wprost mówią, że nie chcą mieć dzieci, bo nie chcą pójść w ślady swoich rodziców.

Justyna Pajda
Gość
Justyna Pajda

pewnie tak jest…ale czy na pewno zawsze? moje dziecko ma 10 mcy i dużo muszę robić za nie, a właściwie to prawie wszystko… samo potrafi tylko zjeść, i niedawno nauczyło się pełzać, czytaj przemieszczać tam gdzie chce.
czasami czuję się jak niewolnik, małej idą ząbki, chce wtedy się przytulać, nie wytłumaczę za chiny 10 miesięcznemu dziecku, że mama zrobi obiad i wtedy się poprzytulamy…na szczęście jest chusta… ale kiedy zacząć stawiać te granice w niewolnictwie rodziców?>

Kamil Nowak
Gość

Na pewno nie w wieku 10 miesięcy :) Granice należy stawiać wtedy, gdy zauważamy, że dziecko jest w stanie robić niektóre rzeczy samo i nie prosi rodzica o pomoc po to, aby nawiązać z nim kontakt, lecz prosi o pomoc, bo mu się zwyczajnie czegoś nie chce zrobić.

Pete Solferno
Gość
Pete Solferno

Jeszcze o tresowaniu dziecka można usłyszeć :> Znam te teksy z autopsji.

Bazarek.net.pl
Gość

Artykuł ciekawy. Warto dać dziecku trochę samodzielności.

Monika Gogolewska
Gość
Monika Gogolewska

Proszę uważać na ” i zrób też dla nas” ;) Motywacja u dziecka wzrasta pod sufit, a rodzice faktycznie stają przed wyzwaniem… zjedzenia kanapek z ogromną ilością masła i ketchup’u

Kamil Nowak
Gość

Albo z ketchupem i musztardą :)

Krzysztof
Gość
Krzysztof

Witam, moja córka ma 12 lat i gardzi mną. Kiedy musi odrobić lekcje i płacze, proponuję pomoc i słyszę: co ty tam wiesz, a za 20 minut skruszona przychodzi i prosi o pomoc. Zawsze wiem i pomagam. Wychowałem ją w szacunku do wszystkich, do każdej żyjącej osoby na kuli ziemskiej, nie wiem skąd ta pogarda względem mojej osoby. Bywa też apodyktyczna względem swoich przyjaciół, ale dla osób dorosłych jest grzeczna i posłuszna. jest wychowana w spokoju, miłości i szacunku, razem z żoną zapewniamy jej uczucie bezpieczeństwa i służymy pomocą. Co się dzieje, że mną gardzi? Z Żoną wzajemnie szanujemy się.… Czytaj więcej »

Alicja
Gość
Alicja

Proszę Pana, brzmi to jakby Pan pisał o mnie w wieku 12lat (tylko względem mamy a nie ojca)! Dziewczyny szybciej dojrzewają, to po prostu taki czas…Moi rodzice wychowywali mnie w miłości i szacunku, a przede wszystkim w ogromnej wolności. Mam z nimi wspaniałą relację (a lat mam 33), ale i tak był czas (12-14lat), że bylam wobec mojej kochanej mamy okrutna. Bez powodu!

Aga
Gość
Aga

Mam podobnie… moja córka ma silny charakter i pomimo ze doskonale odróżnia dobro od zła mam wrażenie że źle mnie ocenia. Generalnie uważa że jestem za dobra a złym jest łatwiej i nie m7szą b6ć mili. Uważa że dobroć to słabość i dlatego mnie lekceważy. Ostatnio usłyszałam że źli ludzie mają dobre dzieci bo muszą być grzeczne. Przykre to było i czuje sie przegrana jako rodzic. Też chciałabym zrozumiec swój błąd. Pewnie nie pomogłam ale może pocieszajace będzie źe jest nas wiecej…

Ryska
Gość
Ryska

Nie jest to prosta sytuacja, rozumiem jak dużo trudu wymagało właściwie napisanie takiego komentarza. Obserwuję podobną relację w rodzinie. Chłopiec 12-letni, z podobną pogardą odnosi się do opiekunów (dziadkowie zostali rodziną zastępczą). Niby wszystko zapewnione, jak na sytuację dziecka bez rodziców, ale jednak pogarda do opiekunów i nauczycieli się pojawia. Nie rozwiązaliśmy problemu, więc złotej metody polecić nie mogę. Proponuję się dobrze przyjrzeć w jakim środowisku się córka obraca, jacy są koledzy, jak wyglądają relacje szkolne. Wspomniany chłopak, bardzo źle się czuł w swojej klasie, nauczycielka mocno podkreślała że jest „gorszy” bo z rodziny zastępczej, każdą szkolną sytuację przekuwali na… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

Nie widzę pogardy córki w opisanym zachowaniu. Raczej złość, może źle wyrażoną, że nie umie zrobić sama. Takie w złości odreagowanie na rodzicu. Kompletnie bym tego nie łączyła z pogardą.

Dorota
Gość
Dorota

I dlatego bardzo się cieszę, że moja dwójka dzieci chodzi do żłobka. Wszyscy pukali się w czoło, bo ja „i tak siedzę w domu, więc co mi dzieci szkodzą”, ale mój trzyletni syn nauczył się tam robić siusiu, rozbierać się, ćwiczy aktualnie ubieranie, obiad już dawno nakłada sam. Córka jest w innej grupie wiekowej, więc jeszcze nie ma takiego poziomu opanowanego, ale pomimo tego, że ma niecałe dwa latka, bezproblemowo zrozumiała wieczorne hasło „zabawki do sprzątania” , a chodzi od 3 tygodni :) Dużo rodziców (jak ja do niedawna) myślę nie potrafi dostrzec tego problemu, ja osobiście w moich kurczakach… Czytaj więcej »

Przyszła mama
Gość
Przyszła mama

Obecnie jestem w ciąży, moja teściowa ma 6 letnią córkę i aż sie boje co to będzie jak nasz synek podrośnie… Teściowa rozpieszcza ją na każdym kroku. 6-latka decyduję czy pojadą gdzieś czy nie, bo na przykład jej się tam nie podoba i płacz, bo ona nie chce jechać. Jak się jej jeść nie chce samej to mama przecież nakarmi, po co dziecko ma się męczyć… Nie pójdzie sama siku, bo nie potrafi, w życiu nie widziałam zeby cokolwiek w kuchni Zrobiła, żeby posmarowała chociaż chleb masłem, co się kończy potem krzykiem bo ona nie zje tego chleba bo jej… Czytaj więcej »

Izonka
Gość
Izonka

Ost sytuacja przy sniadaniu: Mamo, podaj mi picie. – Na co ja odpowiadam: przeciez mozesz wziac sam. – On po chwili: przeciez to Twoje zadanie. Ja: jak to moje?! Synek po chwili: przeciez jestes kelnerką :-S :-D… Rece mi opadly bo jak tu teraz wytlumaczyc to dziecku skoro wykonuje się taki zawod ;-):-)