„Darmowa” służba zdrowia za którą wszyscy płacimy naszą godnością

Jak długo jeszcze będziemy sobie wmawiać, że możemy dostać cokolwiek w życiu za darmo? Jak długo będziemy tak naiwni?

battle portraits

Ludzie listy piszą

„Piszę do Ciebie, bo nie znam lepszej osoby do nagłośnienia sytuacji, o której usłyszałam wczoraj. A mianowicie w tym roku urodziła nam się druga córeczka. Gdy miała 3 tygodnie, wylądowałam z nią w szpitalu. Na szczęście nic poważnego, po kilku dniach byłyśmy już w domu. Miesiąc później zachorował starszy synek. W związku z tym, że ja byłam z młodszą w domu, ze starszakiem w szpitalu został mąż. Wczoraj opowiadałam o tym koleżance, która też jakiś czas temu była z synkiem w szpitalu, a ona na to „no to dobrze, że pozwolili mu zostać, bo na akademii [chodzi o szpital Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego] tylko mamy mogą zostawać z dziećmi!”. I opowiedziała mi historię swoich współlokatorów ze szpitala, którzy mieli dokładnie identyczną sytuację jak my, tylko że w ich przypadku skończyło się tak, że o godzinie 1 w nocy do pokoju wparowała pielęgniarka i wyrzuciła ojca!!! Uznała, że na oddziale zostawać na noc mogą tylko mamy, a ojcowie to w odwiedziny. I ta biedna kobieta musiała zostawić maluszka w domu, facet w środku nocy kupował jakieś butelki, ona odciągała mleko itd.

Jestem skrajnie oburzona tą historią!!! Jakim prawem pielęgniarka wyrzuciła tego ojca z oddziału??? Czy ojciec jest rodzicem drugiej kategorii??? Osobiście w życiu bym nie pozwoliła na taką akcję, ale jak widać są ludzie, którzy dają sobie robić taką krzywdę, bo przecież personel medyczny jest święty i ma zawsze rację. Trzeba takie sytuacje nagłaśniać! Żeby ludzie nie dawali sobą pomiatać!”

Druga historia

Z mojego bliskiego otoczenia. 3 latek wylądował w szpitalu. Historia jakich wiele. Wyobrażacie sobie, że z jednej strony szpital wymaga, aby mama lub tata był z dzieckiem 24 godziny na dobę, a z drugiej strony, nikt im nic nie zapewnia? Jedyne co taki opiekun dostaje, to krzesło. Nie ma dla niego łóżka, nie ma jedzenia (w całym szpitalu nie ma nawet stołówki), nie ma nawet przerwy na na wyjście do toalety! Przez cały czas masz być przy dziecku i nigdzie się nie możesz ruszyć. Nigdzie. Raz mama wyszła na dosłownie minutę (toaleta), to dziecko sobie prawie wenflon wyrwało, a gdy spytała pielęgniarki o przypilnowanie dziecka na tą minutę, to jej powiedziały, że jest wyrodną matką.

Jest wyrodna, bo chciała być traktowana jak człowiek. Jest wyrodna, bo chciała, aby umożliwić jej zaspokojenie podstawowych potrzeb. Nie sądziłem, że w jakimkolwiek cywilizowanym kraju coś takiego jest możliwe.

Już trzy dni tam jest. Na krześle. W dzień i w nocy. Jedyne chwile wytchnienia ma, gdy przychodzi ktoś w odwiedziny. Darmowa, tfu, służba zdrowia. Większego szyderstwa z ludzi już dawno nie słyszałem.

Państwo opiekuńcze…

Czy tego chcemy czy nie, żyjemy w państwie opiekuńczym. Ono się nami opiekuje, bo my jesteśmy jak dzieci we mgle i bez naszego wspaniałego państwa, nie przeżylibyśmy nawet jednego dnia. Potrzebujemy go, żeby o nas zadbało, gdy jesteśmy chorzy. Potrzebujemy go, żeby nam przypomniało, który rodzic jest ważniejszy (oczywiście matka, bo przecież tak powiedziała pielęgniarka, która miała dość władzy, żeby wyrzucić z sali kochającego ojca – tylko dlatego, że jej zdaniem miał nieodpowiednią płeć!). Potrzebujemy go, aby zmusiło nas do 24 godzinnej opieki nad dzieckiem, bez możliwości zaspokojenia naszych podstawowych potrzeb.

Całe szczęście, że mamy to państwo i całe szczęście, że pozwalamy mu się o siebie tak „troszczyć”.

…za które płacimy własnym potem…

Dlatego też cieszę się, że podatki w naszym kraju są tak wysokie. Dlatego cieszę się, że pracujemy pół roku na nasze kochane Państwo (Dzień Wolności Podatkowej wypada zwykle na koniec czerwca), a dopiero drugie pół na nas samych, bo my przecież nie jesteśmy godni zaszczytu otrzymywania własnych pieniędzy! Gdyby to nie miało miejsca, to wtedy musiałbym sam wydawać swoje pieniądze i pewnie owe zadanie przerosłoby moje skromne możliwości umysłowe. Na szczęście nie muszę się o to martwić. Nie muszę spędzać czasu i męczyć moich szarych komórek (w końcu nie mam ich tak wiele, jako zwykły, szary obywatel), aby poszukiwać kliniki rodzinnej, w której potraktowali moje dziecko z szacunkiem. Nie muszę. Bo mam państwo, które „za darmo” mnie wyleczy. Potraktuje zarówno mnie i moje dziecko gorzej niż traktuje się zwierzęta, ale mnie wyleczy. W majestacie prawa. Ze złamaniem wszystkim zasad etyki i moralności. Ze zeszmaconymi służbistami, dla których jesteśmy niczym więcej niż pieprzoną niedogodnością (nie mówię o wszystkich, ale takich przypadków jest zdecydowanie zbyt wiele). Na całe szczęście dostajemy to wszystko „za darmo” i to jest w tym najważniejsze, prawda? Kogo obchodzi to pół roku pracy, które najpierw musimy oddać naszemu państwu? Kogo obchodzi nasz pot wylany za nasze państwo, skoro ono zapewnia nam w zamian tak wspaniałą opiekę?

 …i godnością

Niestety w tym wszystkim zapominamy, że jest też jeszcze jedna cena, którą musimy ponieść, oprócz naszej pracy, aby mieć tą „wspaniałą opiekę”. Może dla niektórych nie jest ona wielka, jednak dla mnie niewiele jest wartości ważniejszych. Tą ceną jest nasza godność. Godność, którą tracimy, gdy jako ojcowie zostajemy wyrzuceni ze szpitala, bo nasza płeć jest nieodpowiednia. Godność, którą tracimy, gdy nasz trzylatek zachoruje i cała państwowa służba zdrowia ma go zwyczajnie w dupie, bo dla nich to jest jedynie kolejna cyferka, a nie człowiek. Godność, którą tracimy, gdy jako młode matki, trafiające na sale porodowe, jesteśmy traktowane gorzej niż bydło w rzeźni (o historiach kobiet, które jeszcze przez pół roku po porodzie budziły się z płaczem, pisałem tutaj).

Wreszcie godność, którą tracimy bezpowrotnie, gdy rozumiemy, że nie nie możemy z tym nic zrobić. Nic. Bo nie mamy pieniędzy na prywatną opiekę. Bo zaufaliśmy naszemu państwu i to jemu oddaliśmy nasze pieniądze, wierząc że się nami zaopiekuje. Zaufaliśmy, że jacyś urzędnicy będą wiedzieli lepiej od nas, jak zaopiekować się nami i naszymi dziećmi. I tak się zastanawiam, jak długo jeszcze będziemy im ufać, widząc na własne oczy, że oni wykorzystują nasze zaufanie, aby co najwyżej wytrzeć sobie nim tyłki?

Prawa do zdjęć należą do U.S. Army.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

21
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
boćSanji02933Blog OjciecAngelika BerdzikAneta Kicman Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mama za miastem
Gość
mama za miastem

Właśnie dziś rozmawiałam o tym z partnerem. Oboje rodzice powinni mieć takie samo prawo do opieki nad dzieckiem. Szczególnie gdy ono cierpi. Podobno kobiety to słaba płeć, dlaczego więc to na ich barki zrzuca się cały ciężar?
Dobrze, że mówi się o tym coraz więcej, i że ojcowie sami chcą o swoje prawa walczyć.

Blog Ojciec
Gość

Największy absurd jest jednak wtedy, gdy obok wisi Europejska karta praw pacjenta, na której czarno na białym pisze, że masz prawo. A pielęgniarki i tak ciągną swoje, bo one przecież są ponad prawem…

Angelika Berdzik
Gość

Przykra to rzeczywistość. Pamiętam, jak mniej więcej w liceum błagałam lekarkę o skierowanie do kardiologa, bo czułam, że coś ze mną nie jest ok, ale ona się kilka miesięcy wzbraniała twierdząc, że nie ma potrzeby. Dopiero kiedy jej udowodniłam, że w dzieciństwie miałam problemy z sercem napisała nieszczęsny papierek. To był czerwiec. Poszłam się umówić do kardiologa, kazano mi przyjść w listopadzie, żeby wtedy umówić się na marzec następnego roku. W międzyczasie, we wrześniu, wylądowałam w szpitalu z podejrzeniem zapalenia mięśnia sercowego, 130 uderzeń na serca na minutę w trakcie siedzenia… spędziłam 9 godzin na izbie przyjęć, zrobili mi prześwietlenie,… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Właśnie jestem w trakcie poszukiwania ubezpieczenia prywatnego, więc na pewno zacznę od Luxmedu. Dzięki za polecenie.

Ten tekst się rozjeżdża na jakimś konkretnym urządzeniu? Coś więcej możesz napisać?

Ka Ro
Gość
Ka Ro

LuxMed odradzam. Jakoś usług wcale nie lepsza a terminy znacznie gorsze niż na NFZ – nawet w Warszawie.

Angelika Berdzik
Gość

Ja korzystam z Luxmedu na Śląsku i nie mam mu nic do zarzucenia :) owszem, bywają specjaliści, do których kolejki abstrakcyjne są czasami, ale nie są niemożliwi do odwiedzenia i są to pojedyncze przypadki.

Kamilu, co do tekstu. Na komputerze, na chromie mi się rozjeżdża o tak:

Blog Ojciec
Gość

Dzięki za polecenie Luxmedu i za informacje o tekście – już nad tym pracujemy, ale idzie ciężko, bo tylko na chrome występuje problem.

Dagmara Gdala
Gość

Niestety sama dosyć boleśnie przekonałam się o tym ile warte jest nasze zdrowie okiem nfz, od pół roku staram się wrócić do zdrowia i niestety w dużej mierze od tego jak szybko uda mi się do niego w pełni wrócić zależy pojemność mojego portfela… moja historia http://silesiastreetlook.pl/2015/02/ile-warte-jest-twoje-zdrowie.html

siewca zamętu
Gość
siewca zamętu

służba zdrowia jest patologiczna, na badania trzeba czekać miesiącami a gdy pójdzie się do tego samego lekarza prowadzącego prywatną praktykę, to okazuje się za pieniądze można badania zrobić w tydzień, jest tu logika? Inna sprawa to diagnozy lekarzy. Co inny lekarz to inna diagnoza. Pielęgniarki też są dobre, jak pójdę do przychodni czy szpitala to wydaje mi się, że one potrafią tylko wkur… ludzi a jeszcze teraz pojechały do Warszawy żądać podwyżek, od razu dla każdej 1000 zł więcej chcą, strzykawy. Temat podjąłem ostatnio na swoim blogu.

Blog Ojciec
Gość

Spotkałem się nawet z tym, że lekarka mówiła, że ona L4 kobiecie w ciąży nie wystawi w przychodni, ale gdyby przyszła do jej prywatnej kliniki (100zł/wizyta), to nie ma żadnego problemu. I to nie był odosobniony przypadek. Patologia.

Aga
Gość
Aga

Przykre, że nadal uważamy osoby pracujące szpitalach za „służbę” Może stąd takie ich czasem zachowanie? Winę za cały system zwalamy na pielęgniarki, bo są ogniwem z którym pacjent i jego rodzina ma najbliższy kontakt. Na nie można wylać wszystkie pomyje, za to jakie przepisy wydaje dyrektor szpitala..bo przecież do niego nikt z mordą nie poleci. Na pielegniarce najłatwiej się wyżyć. Popracujcie za ich marne pensje, poczujcie się jak służba. I nie opowiadajcie, że e wszędzie jest tak okropnie. Bo naprawdę mimo warunków wszędzie znajdzie się garstka takich, którym nadal się chce być przyzwoitym człowiekiem. Pozdrawiam

Blog Ojciec
Gość

Ja nie zwalam winy na pielęgniarki. One nie są niczemu winne. Winny jest system, który dopuszcza do takich patologii. Bo ja też spotkałem w swoim życiu wspaniałe pielęgniarki i wspaniałych lekarzy. Problem jest jest w tym, że tak jak piszesz – jest ich ledwie garstka. A opinie o tej garstce są szargane przez całą resztę, która już tak wspaniała nie jest.

Sylwia
Gość
Sylwia

Do Agi – nie przesadzajmy. Chyba jak ktoś idzie pracować w danym zawodzie, to wie, co go tam czeka, wie, ile będzie mniej więcej zarabiać, jak mogą zachowywać się pacjenci… Jak nie wie – gratuluję. Poza tym, nie chodzi tutaj tylko o pielęgniarki, a ogół polskiej służby zdrowia. Co się odpierdziela teraz w przychodniach i szpitalach publicznych – to są po prostu kpiny.

Aga
Gość
Aga

Mając 16 lat i idąc do szkoły medycznej nie mialam zielonego pojęcia co mnie czekać będzie w tych czasach, więc pisanie takich bzdur, że miało się czegokolwiek świadomość jest śmieszne. To tak jakby sobie kupić dom na przedmieściach i po 20 latach zdziwić się że budują obok obwodnicę, albo pas startowy. W życiu nie przypuszczałam że za psie pieniądze mój zawód będzie tak poniżany i źle opłacany. Po 20 latach pracy zabrano mi pełen etat i do ręki dostaję 900 zł Spełniam się w tym zawodzie, choć sama już zdrowa nie jestem nie rozumiem jak ktoś może mieć za złe,… Czytaj więcej »

Aneta Kicman
Gość

Ok, ale nie są temu winni pacjenci, którzy mają wykazywać się współczuciem dla pielęgniarek i ich marnych zarobków, gdy właśnie mdleją w izbie przyjęć, ale tak jak napisał Blog Ojciec system, a więc politycy. Zwłaszcza teraz, przed wyborami, warto się zastanowić nad przyczynami takiego stanu rzeczy.

Sylwia
Gość
Sylwia

Lądowałam na izbie przyjęć kilka razy w ciągu ostatnich lat. No cóż, po prostu mam pecha w życiu. Opowiem dwie historie, które często do mnie wracają. Pierwszy przypadek – ostry atak alergii po soku z Biedronki. Wieźli mnie ledwo przytomną, bolał mnie żołądek, wymiotowałam, biegunka rozdzierała mi tyłek, gorączka, na całym ciele piekąca opuchlizna. Mało nie ważyłam, lat miałam 16 – tata mnie musiał na rękach niemal nieść. W poczekalni jedna osoba. Czekaliśmy godzinę, zanim dostałam zastrzyk, zapełniłam całą miskę (wziętą z domu) wymiotami i nie zdążyłam doczłapać do łazienki na czas. Rany, co za wstyd… Babka w gabinecie nawet… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Znam kilka osób pracujących w szpitalach i niemal każda powtarza mi jedno. Jeśli jedziesz na pogotowie, bo coś się stało, to wchodzisz i drzesz ryja po wszystkich. Po wszystkich. Rzucasz mięsem na lewo i na prawo, a jak widzisz, że nie działa to od razu straszysz prawnikami. Bo inaczej niestety nic nie zdziałasz i nawet jak zemdlejesz w poczekalni, to nikt nie zwróci na to uwagi (autentyczny przypadek). Tak już nasza służba zdrowia o nas dba, że jak się człowieka nie boi, to go oleje.

Ka Ro
Gość
Ka Ro

3 razy z córką, dwuletnią – byłem na SOR w Warszawie. Dziecko duszące się i kaszlące, czerwone i ledwo żywe, przelewające się przez ręce. Nigdy nie udawało nam się wejść do lekarza szybciej niż po 5 godzinach bo ludzie z oddziału ratunkowego robią sobie przychodnie i przychodzą tam z katarem albo bólem nogi a przypadki wymagające fachowej pomocy są obsuwane na koniec kolejki, nawet jeśli jest to małe dziecko. Dopiero wyzywanie lekarzy, roszczeniowe zachowanie i pyskowanie przynosi rezultaty i po kilku godzinach faktycznie cierpiące dwuletnie dziecko może zostać przyjęte, zaraz po 17 latku z temperaturą 38 stopni.

Blog Ojciec
Gość

Aż mnie krew zalewa jak się takie historie słyszy.

Sanji02933
Gość
Sanji02933

Tak .. Żeby ci się trafił debilu taki lekarz który akurat w dniu pogrzebu swego dziecka urwie się z pogrzebu bo trzeba będzie ratować twoje dziecko! Co za paranoiczny blog pelen skrajności. Tu wyrzuca ludziom klapsa a tu namawia do krzyczenia na lekarzy. To idź postudiuj medycynę 9lat i zrób jeszcze 2 lata praktyki żeby normalnie zacząć zarabiać! Spróbuj czy to tak łatwo.
Chciałbym widzieć jak rzucasz mięsem i straszysz lekarza a potem pielęgniarki ci mówią „ale on dla pana córki specjalnie zjechał z pogrzebu własnej”. Wtedy przestałbyś oceniać ludzi z góry, stereotypowo. Jakie to Polskie ;/ aż mi wstyd

boć
Gość
boć

Dlatego chodzę na wybory.