12.000 zł becikowego jako kolejne wsparcie dla patologii?
Czy może jeden z lepszych pomysłów na jakie stać nasze światłe, rządowe umysły?
Nowy pomysł
Kilka dni temu ogłoszono, że od przyszłego roku, rząd będzie oferował „wybranym” rodzicom nowo narodzonych dzieci 1.000 zł miesięcznie. Takie becikowe, tylko że przez rok. Słowo „wybranym” wziąłem w cudzysłów, bo to świadczenie będzie wypłacane wyłącznie tym, którym nie przysługuje urlop macierzyński. Czyli dla tych, którzy są na umowie o dzieło lub są bezrobotni i nie szukają pracy. I oczywiście trafi się 1% ludzi, którzy naprawdę tej pomocy będą potrzebować i na niej skorzystają. Czy to jednak oznacza, że warto wspomóc jednocześnie 99% patologii w naszym kraju?
Ludzie nie szanują „darowanego”
W ubiegłym roku, głośna była sprawa pewnej paczki. Na pewnej grupie na Facebooku kilka osób postanowiło pomóc innym na święta i powysyłać paczki, tym którym się gorzej w życiu wiedzie. Oto jedna z reakcji:
Ona się kurwa nie gniewa, wyobrażacie to sobie? Dlatego też ja przestałem pomagać byle komu. Wspieram Szlachetną Paczkę, Akademię Przyszłości, WOŚP i Pajacyka. I tyle. Bo ilekroć dołączyłem do jakiejś akcji i wspomogłem losową osobę, to okazywało się, że wyrzuciłem pieniądze w błoto lub wręcz wspomogłem patologię, bo później okazywało się, że zamiast pieniądze na dzieci, to poszły na używki.
Żeby nie szukać wielu przykładów, polecam jeszcze spojrzeć na to jak zadziałało wydanie 2,5 miliona złotych na mieszkania socjalne. Dla najbiedniejszych. Cztery lata temu były piękne i pachnące nowością. Obecnie wyglądają tak:
Niestety żeby pomagać, trzeba wiedzieć jak to robić. Trzeba mądrze pomagać. Mieszkania socjalne, nowe becikowe – to wszystko nie jest pomoc. To jest zupełne przeciwieństwo pomocy. Równie dobrze nasze państwo mogło by rozdawać litr wódki i rewolwer w pakiecie.
Mądra pomoc
Pozwolę sobie tutaj zacytować wywiad z osobą, która na mądrym pomaganiu zna się jak nikt inny, założyciela Szlachetnej Paczki:
„Ksiądz Jacek przyznaje, że kilkanaście lat temu sam nie wiedział, jak mądrze pomagać. Musiał się tego nauczyć. Teraz, kiedy dobrze zna to środowisko wie, że dawanie pieniędzy na ulicach nie jest pomaganiem ani dobrym, ani efektywnym. Organizując akcje pomocowe, często przypomina się, że nie należy dawać ryby, ale wędkę. Jeśli jednak ktoś nie ma mentalności wędkarza, to sprzeda wędkę i kupi ryby. Po zjedzeniu ryb będzie tak samo biedny.
Zresztą znamy wiele takich historii. Ktoś zdobył pieniądze dla rodziny wielodzietnej. Przekazał i po kilku tygodniach ją odwiedził. Niewiele się zmieniło. W brudnym pokoju nadal stało tylko jedno łóżko, pod ścianami leżały sterty ubrań. Za otrzymane środki rodzina kupiła nowy telewizor.
W mądrym pomaganiu chodzi o to, żeby ludzie, do których kierujemy pomoc, nauczyli się samodzielności i odpowiedzialności. Żeby wstali z kolan i sami radzili sobie w życiu. Dlatego tak ważne jest, by dobrze poznać tych, którym się pomaga. Chodzi o to, by pomoc której udzielamy, dobrze odpowiadała potrzebom, ale przede wszystkim, by stymulowała aktywność i zachęcała do samodzielnego przezwyciężania problemów.” (źródło)
Becikowe na patologię
Niestety 12.000 zł becikowego, to jest właśnie ta zła pomoc. Pomoc, która zostanie przeznaczona na telewizory i wycieczki, zamiast na stymulowanie aktywności. Taka pomoc nie zachęca do niczego innego, jak do wyciągania ręki po więcej. Ludzie się śmieją, że ta pomoc to sprytny zabieg rządu, bo te pieniądze i tak do nich w większości wrócą w postaci akcyzy na alkohol i papierosy. Jednak czy to jest tak bardzo absurdalne jak brzmi? Czy może jednak to właśnie będzie nasza przykra rzeczywistość?
Jak zatem pomagać?
„Jeśli mówimy o biedzie, nie zanotowano nigdy efektywniejszego mechanizmu eliminowania biedy, niż wolna przedsiębiorczość i wolny rynek.” Milton Friedman
Polecam obejrzeć całe wystąpienie Miltona Friedmana (5 minut), w którym mówi o odpowiedzialności za biedę i o tym jak państwo poprzez „opiekuńcze” regulacje krzywdzi swoich obywateli i uzależnia ich od ofiarowanej pomocy.
Nasze pieniądze
Ja nie mówię, że te pieniądze się nam nie należą. Oczywiście, że one nam się należą. To są przecież nasze pieniądze. I powinniśmy je dostawać. Każdego miesiąca, gdy przychodzi nasza wypłata. Dzieciaci i bezdzietni, starzy i młodzi, niscy i wysocy. Wszyscy. Niestety obecnie te pieniądze przechodzą przez wiele rąk po drodze i ledwie ułamek wraca ponownie do ludzi w postaci „pomocy”. I nawet nie pomaga się tym, którzy tego rzeczywiście potrzebują, lecz tym, których akurat rząd uzna za wartościowych w nadchodzących wyborach.
To już niestety jest zabawa ludzkim życiem. Niemoralna, nieetyczna zabawa ludzkim życiem. I nie potrafię znaleźć zrozumienia dla ludzi, którzy taką zabawę popierają.
Zabijanie z dobroci
W USA jest taka kampania „zabijanie z dobroci”, która próbuje uświadomić ludziom, że pomaganie w taki sposób, jak robi to właśnie nasze państwo (m. in. dając biednym gotówkę), w rzeczywistości czyni więcej szkód, niż niesie wsparcia. Ludzie uzależniają się od takiej pomocy i z dnia na dzień, stają się coraz bardziej bierni. Myślą jedynie o tym, żeby przetrwać – wszystkie wyższe potrzeby, przestają mieć dla nich znaczenie. Oni umierają wewnętrznie. Oddychają, poruszają się i czasem nawet coś powiedzą, ale to już nie jest życie. To jest wegetacja.
Dokładnie to samo robi z nami nasze państwo. Z tym, że akurat w jego przypadku, nie byłbym taki pewny czy czyni to z dobroci.
Godne życie, to nie życie na czyimś garnuszku
Zamiast becikowego dla świeżo upieczonych rodziców, zdecydowanie bardziej wolałbym, aby mój kraj dał ludziom możliwość samodzielnego zarabiania na godne życie. Godne życie nie uzależnione od pomocy. Życie, w którym sami jesteśmy sobie panami i sami decydujemy na co wydajemy nasze pieniądze. Życie, w którym nie musimy się od nikogo dopraszać o pieniądze, które nam się przecież i tak należą. Szczególnie, że wtedy byłoby ich kilkukrotnie więcej, bo nie potrzeba by było miliona urzędników do ich obsługi. Dlatego życzę sobie i wam, aby ten pomysł upadł, zanim jeszcze wszedł w życie. Bo nie przyniesie on nikomu nic dobrego.
Musiałem poruszyć ten temat, bo zwyczajnie wkurwia mnie fakt, że po raz kolejny wspiera się tych, którzy i tak w większości nic nie robią, a jednocześnie ciągle zabiera się tym, którzy pracują nieraz i na dwa etaty, po to tylko by udało im się ledwo związać koniec z końcem. To jest zwyczajnie chore.
Prawa do zdjęcia należą do 401(K).










Zgadzam się z Tobą w 100%
Mnie jeszcze wkurza w tym wszystkim jedno, że tym, którzy pracują, którzy płacą największe podatki, im nie należy się z tego nic… ani becikowe, ani ulga na dzieci, ani żłobek, przedszkole… Bo przecież mają macierzyńskie, przecież ich stać… A stać ich, bo sobie na to zapracowali, nikt im nie dał… Rozumiem pomoc, ale wiem też kto co miesiąc wystaje pod MOPS’em po zasiłek…
Zgadzam się z Tobą. To wesprze w największej części patologię. Głupota i bezsens. Zamiast tego powinno się wspomagać matki w powrocie do pracy, zapewniać niedrogie żłobki i przedszkola, zmniejszyć VAT na ubranka dziecięce itp. Krótko mówiąc zmniejszać koszty utrzymania dziecka, a nie rozdawać kasę na prawo i lewo.
Zgadzam się jak najbardziej!
Ja sama nie wiem. Czytałam też wypowiedź Kamili z Archiwum Chaosu i ciężko mi się również z nią nie zgodzić. Może takie wsparcie obwarować warunkami, dać osobom, nie wszystkim z urzędu, ale takim, które potrafią wykazać, że nie siedzą na dupsku tylko coś robią, umowy o dzieło, zlecenia itd. Ale cały czas – czemu nie wydać tych pieniędzy chociażby na bezpłatne albo mocnoniskopłatne ale szerokodostępne żłobki? Albo w formie dofinansowania jakichś bardziej konkretnych potrzeb typu wydatki na leczenie itd.
Też czytałem wypowiedź Kamili i mimo wszystko, ona stanowi ten 1%. I dalej uważam, że są lepsze sposoby na pomaganie, niż rzucanie na oślep pieniędzmi i trafianie do dobrych ludzi w jednym przypadku na sto.
Tak, tu się z tobą zgadzam. W cholerę nieprzemyślany pomysł. Kluczem byłoby znaleźć sposób weryfikacji komu taki pieniądz mógłby się przyznać. A może te pieniądze przeznaczyć np. na dodatkowe składki emerytalne/zdrowotne/rentowe bezrobotnych matek? Czemu na takie nieoczywiste pomysły nie wpadają miłościwie nam panujący?
jestem samotna matką, córcia konczy w lipcu 5 lat, od wrzesnia 2014 poszła do przedszkola, marzyłam zeby isc do pracy niestety choruje co chwila na leki poszło juz z 5 tys chyba, perspektyw pojscia do pracy brak, bo nie ma kto zostac mi z dzieckiem, a nawet jesli byłaby zdrowa gdzie dostane prace w rozsadnych godzinach co by dziecko nie musiało siedziec w przedszkolu od 6-18? takie becikowe byłoby pomocne, ale czy dobre?wolałabym chyba dostać jakies malutkie mieszkanko i prace w rozsadnych godzinach np 8-16. wiekszosc to 3 zmiany lub po 12 godzin co w mojej sytuacji nie wchodzi w gre
Aż mi szczęka opadła jak o tym przeczytałam …. Mam nadzieję, ze teraz właśnie ta „patologia” nie wpadnie na pomysł zarobienia na dzieciach…. dziecko dla pieniędzy a później co ????
Zawsze staram się pomagać na ile mogę ale ten pomysł uważam za śmieszny!!
Mnie też przeszło przez myśl to, że może dojść do sytuacji, w której zaczną wpadać na to, że na dziecku można zarobić.
Przykre po prostu.
Tak już robili jak wprowadzili becikowe, jednorazowy 1.000 zł.
teraz jest 12tys ….. także będzie gorzej ….
Świetny post Ojciec. Chyba każdy rodzić z tym tematem zderzył się niejednokrotnie. Dobitnie. Patologia jest i będzie i szerzyć się będzie szybciej niż osobniki mądre i zaradne, które liczą w życiu na swoją ciężką pracę. Bo oni pracują. Zastanawiam się czy wiele osób czytając Twój artykuł wkurzało się na patoli czy na nasz rząd, który jest łagodnie ujmując „nieefektywny”. I czy przy najbliższych wyborach skłonią się ku bardziej prawicowym rozwiązaniom, o których piszesz – czy po prostu nie będą widzieć związku i znowu zostanie to samo. Żebyśmy mieli na co narzekać.
Korzystałam ze świadczeń socjalnych na dziecko i powiem tak – zwykłych ludzi ten 1000 zł co miesiąc bankowo nie przekona do powiększenia rodziny. Bo co po roku? Prywatny żłobek i brak perspektyw na utrzymanie rodziny? Tą kasę można by mądrzej rozdysponować… Dofinansowanie do obiadów dla WSZYSTKICH uczniów bez względu na dochody rodziny, dofinansowanie dla KAŻDEGO dziecka do podręczników szkolnych… Możliwości są miliony….
Warto zadać pytanie: Czemu rozdawanie pieniędzy ma służyć?
Ale po kolei: obiecałem, że nie będę udzielał się w tym temacie, ale jak ja sobie coś obiecam, to zawsze wychodzi odwrotnie.
„sprytny zabieg rządu, bo te pieniądze i tak do nich w większości wrócą w postaci akcyzy na alkohol i papierosy” tak to chyba nie działa, bo „rząd” jak każdy, kto działa na rynku musi skądś te pieniądze brać – mówiąc po chłopsku. Jeśli (nie)rząd ma tysiąc, da komuś tysiąc i ten tysiąc wróci to zgodzimy się, że to żaden dochód dla rządu nie jest. Bo jak mam 10 zł, dam je synowi, a on mi je odda to na tej transakcji nic nie zarobiłem (czytaj: nie zgarnąłem do kieszeni większego podatku, a wciąż mam to co miałem). Z tą różnicą, że kasa obiegła 10 rąk zanim znów do mnie trafiła.
Pomoc nie jest rozdawanie pieniędzy. Pomaga się obywatelom przez stwarzanie warunków do otworzenia biznesu, podjęcia pracy – poprzez „naprawę” prawa podatkowego – mniejsze podatki – chociażby.
Czemu rozdawanie pieniędzy ma służyć? Kupowanie głosów, ot co! Wszak wybory parlamentarne tuż tuż…
Ciemny lud najłatwiej przekonać pieniędzy, a że są to pieniądze zabrane od ciemnego ludu? No cóż…
„Ciemny lud najłatwiej przekonać pieniędzmi, a że są to pieniądze zabrane od ciemnego ludu? No cóż…”
Podsumowałeś właśnie „genialny” plan rządu na wygrane wybory 🙂
Ależ oczywiście! To jest kiełbasa wyborcza. PO straciło wkurzonych frankowiczów, to próbuje podebrać innym elektorat. Nikt tu nie myśli o gospodarce, o długoterminowych skutkach takiej „pomocy”. Szkoda dzieci, które przyjdą na świat dla tego 1k miesięcznie, a po roku będą samotnie wałęsały się między nogami pijanej mamy…
Kamil, a dlaczego Ty nie kandydujesz w wyborach prezydenckich? Serio pytam.
Bo cała rodzina mi zawsze mówiła, że zostanę politykiem, a ja jestem z tych dzieci, które zawsze robią odwrotnie, niż im się mówi 😉
Sama prawda!!! Kiedyś czytałam,że jak tylko wprowadzili becikowe i po kilku latach zrobili badania na co najczęściej rodzice przeznaczali tą jednorazową pomoc, to okazało się że na zakup DVD….
Uważam, że ten pomysł jest nie przemyślany i niesprawiedliwy. Faktyczniee pomoże niewielu osobąnaprawdę potrzebującym, na pewno powinny być spełnione jakieś warunki. Osoby w trudnej sytuacji życiowej np. zajście w ciążę na studiach czy po stracie pracy mogą na tym skorzystać bo wiadomo różnie bywa w życiu. Tak samo osoby na umowach zlecenie czy umowy o ddzieło tym bardziej że w tych czasach trudno o umowę o pracę
Jednak fakt, że z tej pomocy mogą skorzystać wszystkie rodziny patologiczne wzbudza we mnie złość, że tak bezmyślni ludzie rządzą naszym krajem. Dawanie pieniędzy żadna pomoc. lepiej przeznaczyć je na jakieś dopłaty do żłobka czy właśnie takie bony na zakup wybranych rzeczy. Dawanie pieniędzy za nic to wzmacnianie biernej postawy- po co się starać i coś zmieniać i tak to dostanę. Kiedy myślę o sposobie pomocy potrzebującym odrazu przypomina mi się film pt. Wielki Mike, żeby pomóc trzeba poznać sytuację rodziny.
Zgadzam się, powinny być jakieś warunki spełniane, osoby uczące się i pracujące na te tak zwane śmieciowe umowy nie przepiją tego tysiąca co miesiąc, ale tych, co nie mają zamiaru pracować nie powinno się w ten sposób wspierać. Teraz to dopiero będzie się szerzyć bieda, jak te patologiczne rodziny zaczną „produkcję” dzieciaków rok po roku, bo 12 tysięcy za każdego dostać będzie można…
Takka pomoc z tego wyjdzie, że na końcu ucierpią na tym wyłącznie dzieci..
Mówi się, że w Polsce jest duże bezrobocie. Ale cała maaaaaasa ludzi po prostu nie chce pracować. Ok, czasem płaca bywa kiepska, ale chyba lepiej popracować za takie sobie pieniądze, ale się ruszyć, zebrać trochę doświadczenia, niż leżeć plackiem przed TV popijając piwo z Biedronki.
Właśnie problem pojawia się, gdy idąc do pracy zarabiamy 1200 zł, a nie idąc w ogóle, zarabiamy 1000 zł. Bo to oznacza, że w istocie pracujemy cały miesiąc na 200 zł. I ja się nie dziwie ludziom, że im się za te 200 zł nie chce pracować. Też by mi się pewnie nie chciało (z tym, że ja nie potrafię wysiedzieć w miejscu).
Największy jednak problem jest w tym, że rząd to cały czas wspiera – bo tych wszystkich ludzi nie do końca można winić za to, że korzystają z otwartej furtki.
Zajebiście dosadnie napisane!!! Zgadzam się w 120!!
Aż się boję za kilka miesięcy wracać do pracy-znam to od środka i na co dzień widzę jak ludzie kombinują by „socjal” dostać i jak go marnotrawią.
Niestety pierdoly piszesz. Oczywiscie, ze ćzesc wykorzysta pieniądze zle. Ale nie przyszło ci do głowy, ze dwójka studentów mających małe dziecko, nie do konca moze sobie finansowo poradzić? A pójście do pracy i oddanie dziecka do żłobka, no coz… To jest patologia. Wiesz… Jak zaszłam w ciąże pracowałam po 300 godzin w miesiacu, ale w trzech miejscach z umowa na 1/4 etatu. Guzik dostaje od państwa, wydałam wszystkie oszczędności i zaczęłam zarabiać w domu. Uwierz, ze ten tysiąc przydałby mi sie na czynsz, a nie na wino. Czasem widze, ze pierwsze u Ciebie jest SŁOWO, a powinna byc MYŚL.
Gdyby Państwo Ci nie zabierało najpierw tego tysiąca, to teraz nie musiała byś się o niego dopraszać. I nie musiałaś byś pracować w trzech miejscach na 1/4 etatu. Przeczytaj cały tekst zanim skomentujesz, bo za to lecą bany.
Przeczytałam. Państwo guzik mi zabiera, chyba nie wiesz na czym polega umowa na 1/4 etatu…koszty tego żadne i dlatego pracodawcy tak je lubią. Dlatego miałam ta garstka oszczędności. Moge dostać bana za zmuszenie Ciebie do myślenia. Trudno.
Jestem pracodawca i doskonale wiem ze taka umowa niczym sie nie różni od normalnego etatu. Straszne bzdury piszesz.
A co z matką która nie może pracować ponieważ zajmuje się w domu osoba niepełnosprawna? To też patologia? Trochę opanowania.
Przecież opieka nad osobą niepełnosprawną, to zupełnie inny temat. Mieszasz pojęcia.
Zgadzam się w 100%. Ciekawe ile teraz urodzi się dzieci tylko po to, żeby dostać kasę przez rok. Zapomnieli już jak to było jak becikowe wprowadzili? Drażni mnie to, bo jestem matką pracującą (aktualnie w drugiej ciąży) i mnie nic od państwa nie przysługuje oprócz macierzyńskiego, które wezmę 80%na rok. Chcą pomagać ludziom bez pracy? Ok fajnie. Ale niech nie dyskryminują osób pracujących, którzy naprawdę nie zarabiają grubych tysięcy.
Nasz rząd i te jego pomysły….
Nie zgadzam się! Do 7 miesiąca ciąży pracowałam po 12 godzin na zleceni I pewbnie pracowalabym tak do rozwiązania ale zdrowie nie pozwoliło. Musialam sie zwolnic bo chorobowe mi sie nie należało. Narzeczony pracowal wtedy na 2 etaty zeby nas utrzymac bo wiadomo zycie kosztuje. Łącznie mielismy 2,5 tys zl. Po porodzie dostalam 1000zl becikowego i 77 (!) zl rodzinnego.
Nie jestesmy patologia tylko normalnymi ludzmi. 1000zl co miesiac przez rok
to niezla pomoc. Mozna spokojnie dziecko odchowac. Roczne dziecko jest na tyle kumate ze mozna podrzucic na pol dnia babci, cioci czy nawet opiekunce (nigdy nie posle dziecka do zlobka).
Awanturujesz sie ze patologia dostanie te kase, a czy czasem nie jest tak, ze złości Cie to bo Tobie sie taka kasa nie będzie nalezala?
W dzisiejszych czasach kobiety uczciwie pracujace nie zawsze mogla isc na macierzyński bo maja umowe o dzielo. A studentki? Wpadki chodza po ludziach.
Dlatego powinny być jakieś warunki kto te pieniądze będzie dostawał. Bo to nie fair, że będą wspierać rodziców którym się nie chce pracować, a którzy zaraz się wezmą za produkcję dzieciaków rok po roku żeby te 12 tysięcy dostać na każdego
Ale gdyby wam nie zabierali, to z tych dwóch etatów narzeczonego mielibyście pieniędzy jak lodu. I nie potrzebowalibyście tego tysiąca. To jest główny przekaz tego tekstu.
I nie – absolutnie nie złości mnie, że ja tej kasy nie dostałem – od wielu lat radzę sobie bez państwowych dotacji i dobrze mi z tym 🙂
Nie, to tak nie działa. Gdyby tych podatków nie „zabierali”, to pracodawca narzeczonego kupiłby sobie jeszcze jeden jacht, albo nowszy samochód. Zadziwiająca jest ta wiara w „niewidzialną rękę rynku”.
Zastanawiam się ile będzie przypadków zrobienia dziecka dla tej kasy, a po roku czy kilku latach odbierania praw rodzicielskich rodzinie…
Obecnie mam pomoc z MOPS. Nie dlatego, że nie chce mi się pracować. Dlatego, że pensja nie starczyła by mi na opłacenie żłobka i przedszkola – prywatnego, bo jestem za mało biedna i za mało samotna czy niepełnosprawna by dostać państwowe w mojej miejscowości – oraz dojazdy. Zwyczajnie zarabiam za mało. Więc został wychowawczy. Szkoda, że nie jest płatny, choćby połowa tego, co pensja, niejedną matkę skłoniłaby do tzw. siedzenia w domu, a żłobki nie byłyby już tak potrzebne.
Inna praca? Nie tu. No chyba że w jakiejś fabryce na system 3 zmianowy. Nie potępiam nikogo, ale z jakimś tam doświadczeniem i wykształceniem mogę jednak robić co innego. Tyle, że gdzie indziej.
A mimo wszystko twierdzę, że rozdawanie pieniędzy to błąd. To dofinansowanie comiesięczne powinno objąć tylko pracujących – nieważne od umowy. Tylko tyle i aż tyle.
Albo jak zauważył ktoś na fb, powinno być przeznaczone na państwowe przedszkola i żłobki. Lub nawet na zwiększenie subwencji oświatowej dla prywatnych przedszkoli, żeby obniżyć w nich czesne i niech już ludzie sobie sami je budują.
W cywilizowanym kraju taka pomoc to normalna sprawa która ma za zadanie stymulować przyrost naturalny(nie ma znaczenia czy to patologia czy nie, człowiek to człowiek liczy się każdy), a wy narzekacie. Wyczuwam u was ból dupy, że nie dostaniecie tych pieniędzy. Rząd nas rżnie na podatkach cały czas i czy da te pieniądze komuś czy nie będzie tak samo źle w kwestii podatków więc nie wiem w czym jest wasz problem oprócz bólu d.. Jeśli Ci potrzebujący ludzie nie dostaną tych pieniędzy to nikt inny ich nie dostanie oprócz rządzących wiec albo jesteście tak zazdrośni albo głupi płodząc te komentarze o tym że te pieniądze można spożytkować inaczej. Tu chodzi o to by w Polsce rodziło się więcej ludzi którzy będą się dokładać do emerytur i budżetu państwa nawet przez konsumpcje jeśli nie pracują. Bo jeść każdy musi a w jedzeniu są przecież podatki 5-23%. Cel i założenia programu zostaną osiągnięte z lepszym lub gorszym skutkiem. A to że mamy w naszym kraju jest tyle patologii to głownie wina naszego rządu, że jest anty obywatelski i nie potrafi zapewnić godnego życia obywatelom chociażby podnosząc kwotę wolną od podatku do europejskich standardów bo obecne są na poziomie biednej Afryki.Też jestem ojcem i akurat jestem w takiej sytuacji, że otrzymał bym taką pomoc bo studiuje z narzeczoną i żadnemu z nas nie przysługuje macierzyńskie ale to świadczenie nas nie obejmie ponieważ program rozpoczyna się od 2015 roku. Program ten ma też za zadanie pomagać ludziom w takiej sytuacji jak nasza… A nie tylko patologii. Może zaliczam się do tego jednego 1% o którym pisał autor ale mimo wszystko ludzie nie bądźcie tacy zawistni bo jak nie oni to nikt tych pieniędzy nie dostanie tylko zostaną w rządzie…
Taka pomoc nie jest normalna w cywilizowanym kraju. Pomoc studentom – ok, pomoc osobom na umowie o dzieło – ok, ale pomoc bezrobotnym? Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że cały ten program to zwykła kiełbasa wyborcza, która ma kupić parę głosów więcej, a nie realny plan pomocy. Bo realny plan pomocy składałby się z czegoś sensowniejszego, jak na przykład zwiększenia (co najmniej dziesięciokrotnie) kwoty wolnej od podatku. Niestety rząd wybrał dojenie przedsiębiorców i wspieranie patologii, bo to zdobywa więcej głosów.
Obraża mnie Pan. Urodziłam dwójkę dzieci rok po roku ( z powodu wieku i planów na przyszłość zdecydowaliśmy z mężem, że tak będzie najlepiej). Przy pierwszm dziecku otrzymywałam macierzyńskie, bo pracowałam przed zajściem i w trakcie ciąży. Niestety umowę miałam na czas określony. W trakcie drugiej ciąży byłam na bezrobociu i byłabym szczęśliwa, gdybym teraz otrzymywała tą gotówkę (córka ma 9 miesięcy). Na pewno byłaby to niesamowita pomoc. Nie jestem osobą która z założenia nie pracuje, tylko wyciąga „łapę” po kasę. Nie tylko wspomniani tu na forum studenci są ok. Podejście jakie Pan prezentuje (moim zdaniem) jest krzywdzące. Świat nie jest tylko czarno biały. Osoby, które dostaną tą gotówkę to nie sama patologia. Nie wiem skąd Pana dane o 99% procentach. Bzdura kompletna. Zgadzam się z Panem w wielu kwestiach, ale to wiadro pomyj na ten program pomocy to trochę za dużo. Zdziwiona jestem. Skąd w Panu tyle złości i goryczy? Świat nie dzieli się tylko na „patologię” i tych „lepszych” w Pana odczuciu. Rozumiem złość na luki w państwie i nie zawsze mądre posunięcia rządu, ale nie koniecznie ta ustawa jest z gruntu zła.
Skoro już się Pani tak zaangażowała emocjonalnie, to proszę mi odpowiedzieć dlaczego akurat Pani się należą te pieniądze, dlaczego za urodzenie dziecka i dlaczego przez rok? Dlaczego nie powinny trafić na przykład do ciężko chorych dzieci? Czy Pani zasługuje na nie bardziej? Druga rzecz: dlaczego Państwo ma płacić za urodzenie dziecka, skoro to nie jest jakaś wybitna umiejętność? A jeśli już wspieramy dzietność, bo zakładamy, że to dobry pomysł (wybitnie niebezpieczne założenie, ale co tam) to co będzie po tych 12 miesiącach? Nie ma żłobków, nie ma przedszkoli, więc i tak trzeba zostać z dzieckiem w domu. Co wtedy? Dlaczego nie wspierać rodziców także wtedy? Może należałoby wspierać niepracujących rodziców tym 1.000 zł do czasu, aż dziecko ukończy naukę? Tylko wtedy wystarczyłoby zrobić piątkę dzieci i da się godnie żyć, więc po co w ogóle iść do pracy?
Warto też pamiętać, że aby te pieniądze Pani dać, trzeba je najpierw zabrać komuś innemu (jak Janosik). Więc zabierze się pracującej osobie w rodzinie 100 zł i później się tej samej rodzinie zwróci aż 1.000 zł. Brzmi nieźle, prawda? Tylko, że to 100 zł będzie się zabierać przez 40 lat pracy (48.000 zł, a jeśli dwie osoby pracują to 96.000 zł), bo dzieci się będą cały czas rodzic i trzeba będzie je cały wspierać, podczas gdy rodzina ten 1.000 zł będzie dostawać jedynie przez rok (12.000 zł). W końcu trzeba za coś opłacić urzędników, którzy tak wspaniałomyślnie będą te pieniądze „rozdawać”.
Nie mówiąc o tym, że wszystkie osoby bezdzietne są w takiej sytuacji na przegranej pozycji i są obarczane podatkiem za nie posiadanie dzieci. Popuszczając więc nieco wodze wyobraźni, takie osoby najprawdopodobniej wyjadą z kraju (czemu mają płacić, skoro w innym kraju nie muszą?). Zostanie więc mniej podatników, co oznacza, że zwiększą się podatki, żeby utrzymać te same przywileje. Wyższe podatki spowodują kolejną emigrację i znowu będzie mniej podatników i podatki znowu pójdą do góry. I znowu i znowu i znowu. Aż w końcu podatki będą wynosiły 100% i wyjadą wszystkie osoby pracujące, a wszyscy Ci którzy tylko czerpali z opieki socjalnej nagle się zorientują, że zostali z ręką w nocniku.
Socjalizm ma niestety to do siebie, że działa tylko wtedy, gdy ludziom nie wolno wyjechać w kraju. W obecnej sytuacji (co zresztą widać po ilości emigrujących ludzi), socjalizm (bo w nim obecnie żyjemy) jest bardzo krótkotrwały i jest niczym więcej jak kiełbasą wyborczą, którą wymachuje się przed nosem tych, którzy nie zastanawiają się zbyt wiele nad tym skąd politycy biorą te wszystkie pieniądze.
Panie Kamilu, ma Pan 100% racji, przykład z życiem z 5x1000zł jest jak najbardziej realny i rzeczywisty. Są rejony w kraju gdzie ludzie mają właśnie taki pomysł na życie, może nie jest to tysiąc za dziecko ale kilkaset złotych, jak się ma kilkoro dzieci na codzienne wino wystarczy. Urodzone w takich patologiach dzieci nigdy nie zostaną „kwiatem narodu” z ledwością skończą zawodówkę i pójdą w ślady rodziców…
A do Pani Ani… chodzi o to że te pieniądze powinny pójść na przedszkola, żłobki i trwałą pomoc rodzicom. A jak by odebrać wszystkim którzy byli by sobie w stanie sami zarobić (czyli nie są chorzy lub niepełnosprawni) i zainwestować w gospodarkę może Pani mąż może mógł by znaleźć lepszą pracę i przez czas kiedy Pani wychowuje dziecko zarobić tyle żeby utrzymać całą rodzinę?
To może ja się wypowiem, bo choć obecnie jestem na wypracowanym macierzyńskim, to gdybym chciała mieć dwoje, a nie jedno dziecko, to mogę się znaleźć w podobnej sytuacji. To jest pomoc w czasie, kiedy kobiecie bardzo trudno jest podjąć pracę. Panowie, jeżeli są ojcami, powinni to rozumieć. Pierwszy rok życia jest kluczowy i właśnie wtedy jest potrzebna właśnie tego typu pomoc. Żłobki też są potrzebne i choć ciągle za mało jest w tych miejsc, to jednak dla osób zdeterminowanych jest jakaś szansa na dostanie się, a będzie z tym coraz lepiej. Moim zdaniem połączenie tej pomocy przez pierwszy rok życia dziecka oraz dostępności żłobków, może naprawdę ułatwić wielu kobietom podjęcie decyzji o pierwszym, czy kolejnym dziecku, a przypomnę, że u nas przyrost naturalny jest na wyjątkowo niskim poziomie.
Jeszcze jedna sprawa: to nieprawda, że brak tego „nowego becikowego” spowoduje, że wszyscy będą mieli etat. Teraz tak jest – nie ma jeszcze becikowego, a jakoś dziwnie, przedsiębiorcy, jak tylko mogą, to zatrudniają na śmieciówkach, o ile w ogóle nie na czarno.
Jest i zdjęcie mieszkań socjalnych z profilu prezydenta Nowej Soli. Tutejszy patos nie docenił dachu nad głową, mało tego nie płacili żadnych rachunków, więc miasto zmuszone było do montażu automatów od wszystkiego w tych mieszkaniach. Czyli chcesz się kąpać- wrzuć monetę i tak dalej. Byłem w szoku, bo myślałem, że cebularnia w Polsce w końcu się ucywilizuje i odpazerzy. Niestety widzę już jak bardzo się myliłem..
Może i rozumiem twoje argumenty,ale nie do końca się zgadzam. Owszem w Polsce pełno jest patologii, ale bez przesad żeby było to az 99%. Nie popadajmy w skrajności. Sama gdy zaszłam w ciążę studiowałam, pracowałam. Ale niestety na umowę zlecenie. Mimo że, pracowałam do 4 miesiąca ciąży potem nie miałam prawa do niczego. I chyba nie chodzi o to by dla 1000 pln miesięcznie decydować się na dziecko ( choć pewnie znajdą się i tacy), ale takie wsparcie finansowe może dużo ułatwić. Bo przez rok nie musiałabym sie martwić o kase na mleko, pampersy, leki, szczepionki. A potem spokojnie można wrócić do pracy . Ja myślę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I jak słysze komentarze bezdzietnych typu : niby czemu moje podatki mają isć na takie coś? to tak się zastanawiam w jakim t5a osoba żyje świecie. Dobra zrezygnujmy z takiego becikowego, jeśli w tym kraju znajdzie się etat dla każdego !
Jeśli zrezygnujemy z takiego becikowego, zrezygnujemy z zasiłków, zrezygnujemy z całej tej pseudo opieki społecznej to przede wszystkim zrezygnujemy też z niemal całej administracji. I wtedy znajdzie się etat dla każdego. Bo państwo nie będzie nam zabierać połowy wypłaty – w efekcie będziemy zarabiać dwukrotnie lepiej. I nikt takich dodatków nie będzie potrzebował.
duch korwina-mikke wstąpił w bloga ojca, łolaboga
Raczej pani Margaret Thatcher, ale on ma w zasadzie podobne poglądy gospodarczo (niemniej w innych strefach powinien milczeć na wieki).
No niestety, to tak nie działa. Jeżeli zmniejszymy te mityczne „koszty pracy”, to niestety praktyka pokazuje, że przedsiębiorca nie zwiększy pensji pracowników, ani ich liczby, tylko zwiększy swoje zyski.
Zamiast tego becikowego wolałabym żłobek i przedszkole dla dzieci, pracę dzięki której będę mogła zarobić więcej niż 1000 zł i dzięki której dochód będę miała dłużej niż rok. Bo po roku co? Dziecko sprzedac? Rząd myśli bardzo krotkowzrocznie! Jakby tam nikt dzieci nie miał :/
Również w pierwszym miesiącu życia dziecka chce Pani ten żłobek? Właśnie złożyłam papiery do żłobka, dziecko jeszcze nie skończyło miesiąca. Dowiedziałam się, że mam szansę – za rok. Do tego czasu cieszę się, że mam wypracowany wcześniej zasiłek macierzyński.
Osiemset siedemdziesiąt milionów złotych. Tyle środków z budżetu państwa trafi do osób nie ubezpieczonych, które zdecydowały się urodzić dziecko. Każda matka, która do tej pory pracowała na umowie o dzieło, lub nie pracowała dostanie 1000zł netto miesięcznie, przez okres dwunastu miesięcy. Rząd policzył, że takich osób jest 74000 w skali kraju.
Patologią nazywasz ten projekt, uważając że podobne pomysły sprzyjają pogłębianiu bezrobocia, w tym przypadku motywowanego środka finansowymi kierowanymi przez Państwo do wybranych osób. Ile z tych 74000 osób rzeczywiście nic nie robi tylko siedzi i czeka na państwowe pieniądze – nie wiadomo. Ty twierdzisz, że 99%. Ja twierdzę, że 1%. Ty nie masz żadnych danych na poparcie podanej przez siebie wartości, ja nie mam żadnych danych na poparcie swojej.
Według mnie ponad 73000 osób z grupy osób nie ubezpieczonych to nie są lenie, które pogłębiają patologię. To są po prostu osoby nie ubezpieczone – tyle o nich wiemy. Wszystko ponad to dywagacje, często dla nich krzywdzące.
Mi chodzi przede wszystkim o to że są setki lepszych sposobów na wydanie tych pieniędzy niż ich losowe rozrzucanie byle komu, z nadzieją że trafią do odpowiednich ludzi.
Przede wszystkim pisałeś o patologii, zaczynając od tytułu. Rozumiem, że są lepsze sposoby na wydawanie pieniędzy w ramach polityki prorodzinnej, rozumiem, że dla wielu osób ten pomysł jest niepraktyczny, jednak nie rozumiem czemu od razu mówisz o patologii. Nie podzielam Twoje zdanie w ocenie tego projektu ponieważ jestem za tym, aby osoby, które pracują np. na umowy o dzieło miały dostęp do tych środków. A co za tym idzie, skoro one mają mieć prawo do macierzyńskiego, to powinny mieć również inne osoby, które także nie odprowadzały składek.
Zamiast walczyć o dobre inicjatywy, które rzeczywiście mogą wpłynąć na korzystną zmianę w polityce prorodzinnej, skupiamy się na tym, żeby torpedować inne pomysły, twierdząc, że te drugie są zamiast tych pierwszych. Nie są. Są obok.
Tam na końcu jest znak zapytania. Chciałem, aby czytelnicy mogli sobie sami odpowiedzieć na to pytanie. I nie chodzi mi tylko o to, że są lepsze sposoby – chodzi mi o to, że ten pomysł przyniesie więcej złego, niż dobrego. Tak jak wszystkie sytuacje, w których pieniądze się po prostu ludziom daje. Za nic. Dlatego uważam, że ten pomysł należy storpedować, jak to określiłeś.
Widzisz, mi się jednak wydaje, że nie daje się za nic. Oczywiście, też widzę kilka innych inicjatyw, które byłby w moim odczuciu korzystniejsze, nie mnie uważam, że urodzenie dziecka to nie jest nic, tak jak wychowanie. Wiem, że oczywiście też tak uważasz, jednak ja idę dalej – bez względu na to gdzie dziecko jest urodzone, czyli w jakiej rodzinie, jest to korzyść dla społeczeństwa. Druga rzecz, to rola Państwa zapewnieniu żłobków i przedszkoli. To jest coś dodatkowego. Ta propozycja rządu być może tylko w niewielkim stopniu wpłynie na wzrost urodzeń, jednak każda taka zmiana jest pożąda. Oczywiście w kraju potrzebujemy jeszcze kilku innych.
Korzyść dla społeczeństwa jest tylko wtedy, gdy to dziecko dorośnie i będzie pracować w naszym kraju. Niestety dzieci wychowane w rodzinach żyjących na zasiłku, bardzo często same idą na zasiłki. A spora część po prostu wyjedzie. Więc korzyści wydają mi się niestety iluzoryczne.
Być może tak jest. Być może też jest tak że z tych 74000 większość to matki, które może nie pracują, ale wychowują dzieci na których utrzymanie pracuje ojciec. Być może za dużo jest tutaj domysłów, aby mówić o patologii. Być może gdyby państwo najuboższym gwarantowało lepszą edukację, przedszkolną i szkolną, to miałbyś o nich inne wyobrażenie. Połowę swojego życia spędziłem mieszkając na małej wsi na Lubelszczyźnie, z tych kilkuset rodzin tam żyjących, utrzymujących się wyłącznie na zasiłkach i nie zainteresowanych pracą było może kilka. Jak teraz patrzę na tę społeczność, to większość została, pracuje, założyła rodziny i pobudowała domu. Dlatego nie potrafię myśleć o tym, że z 74000 osób nieubezpieczonych, 99% to po prostu lenie. Moje doświadczenia mówią mi inaczej.
Ja teraz mieszkam na takiej właśnie małej wsi. I jest tutaj masa osób, które dostały: działki, domy, samochody czy po prostu kasę (ze sprzedaży działek najczęściej). Gdybyś wszystko to podliczył, to kwoty w pojedynczej rodziny szły w miliony. Obecnie nie mają nic, a ich własne dzieci wyrzucają ich z jedynego domu, jaki im pozostał. Więc nie wierzę we wdzięczność za „darowane”. Nie wierzę, że „darowane” pomaga.
A to 99% wziąłem stąd, że w USA są badania (w tekście jest link – zabijanie z dobroci), które pokazują, że ludzie wyciągający rękę po pieniądze, to są osoby niemal w całości patologiczne, które nie dość, że nie są bezdomne, to mają co jeść. Tylko po prostu nie chce im się pracować i lubią dostawać.
Widzisz, nie napisałem tego, bo nie o to mi chodziło, ale zgadzam się z Tobą, co do osób, którzy przyzwyczajone są do życia na czyjś koszt. Wiem, że są patologiczne rodziny, które korzystają z dobrodziejstw wadliwego systemu w ten sposób, że tylko udowadniają jego wadliwość swoim pasożytnictwem. Tutaj mamy poglądy podobne.
To o czym pisałem, że w moim odczuciu za często widzimy patologię tam gdzie jej nie ma i za dużo ludzi wrzucamy do jednego worka, z krzywdą dla wielu. Ja w gronie beneficjentów tej ustawy widzę głównie ludzi pracujących na umowy o dzieło lub na czarno, Ty widzisz głównie rodziny patologiczne – być może wynika to z tego, w jak równych wioskach przyszło nam żyć 🙂
Tylko fakt że ludzie pracują na umowę o dzieło lub na czarno, jest spowodowany niesamowicie wysokimi kosztami umowy o prace. Wiec zamiast pracować za 1200 na minimalnej oni sami wybierają prace za 2000 na czarno. Bo dla pracodawcy koszt jest ten sam. Sami wiec rezygnują ze swoich uprawnień (L4, macierzyński) i są za to odpowiednio „rekompensowani”. Nie rozumiem wiec dlaczego zatem nagle mają dostać jeszcze więcej. Jeśli Państwo naprawdę chciałoby pomoc to obniżyli by koszty etatu i w ten sposób rozwiązali problem szarej strefy.
Kamil, to nie oni najczęściej rezygnują, to pracodawcy rezygnują ze względy na te wysokie koszty, o których wspominasz. Ale to już temat na trochę inną dyskusję. Możesz ją zapoczątkować w nowym poście to będziemy kontynuować.
Też tak uważałem, dopóki nie zostałem pracodawcą. Połowa osób nie chce żadnej umowy, bo oprócz tego, że chcą więcej kasy, to jeszcze mają jakiegoś komornika, alimenty itp. I teraz jest chora sytuacja, gdzie ja chce umowę, bo mi łatwiej, a nie mogę zatrudnić człowieka, bo jemu umowa nie pasuje.
Jak kiedyś założę bloga dla przedsiębiorców (a może kiedyś to naprawdę nastąpi ;), to tam z chęcią o tym mogę podyskutować 😉
Zgadzam się z autorem w 100%. Mam już dosyć „wspierania” nierobów i darmozjadów z pieniędzy uczciwych obywateli. Chcą mieć dzieci, to niech to odpowiednio zaplanują. Mnie nikt tego nie dał – sama na to zapracowałam, a i na becikowe też się nie zakwalifikuję, bo mam zbyt wysoki dochód. Za to ktoś, kto nie przepracował dnia ma dostać z moich podatków 12 tys. tylko dlatego, że urodziło mu się dziecko? To jest skandal! Za rok będziemy czytać, że po 12 miesiącach dzieci będą wylatywały przez okno, bo nie przynoszą dochodu…
Zgadzam się w 100%. Sama działam w Paczce i niestety wiele osób, z którymi się spotykałam jest już zepsutych pomocą państwa i ma bardzo roszczeniową postawę (takie osoby ze względów oczywistych nie zostają zakwalifikowane do projektu). Jestem zwolenniczką dawania wędki a nie ryby. Ten temat był już u Nishki i tam pisałam – pomoc w godzeniu pracy i życia rodzinnego, ulgi podatkowe, niższy VAT na artykuły dla dzieci – tak, zasiłki nie. Wyjątkiem jest oczywiście sytuacja mam pracujących na śmieciówkach, skoro ja na etacie mogę iść na macierzyński, to i one powinny mieć taką możliwość.
A ja nie mam absolutnie nic przeciwko takiemu pomysłowi.
Czy nie widzicie, że nasze społeczeństwo się starzeje i już teraz nie ma większych szans na jego odmłodzenie. Gdyby każda rodzina miałaby przynajmniej troje dzieci to może miałby kto zapracować na nasze emerytury.
Nie dziwię się pomysłom rządu, bo od czegoś trzeba zacząć.
Żyję na emigracji, ponieważ w PL nie byłoby mnie stać na dziecko. To cała prawda. Tu z jednej pensji i zasiłków moja trzyosobowa rodzina dobrze żyje. Jak Mała będzie starsza wrócę do pracy zawodowej a tak prowadzę dom. Z ręką na sercu przyznajcie, czy można żyć godnie z jednej pensji 1500 PLN na przez miesiąc (tj. 500 PLN/osobę). Odpowiedź brzmi – NIE!
Niech nie opowiadają bzdur ci, którzy nigdy nie mieli sytuacji kryzysowej, byli bez pracy lub zachrzaniali na śmieciówkach aby tylko było na jedzenie. Nazywacie patologią rodziny, które po prostu nie mają możliwości pracy godnej? Jakim prawem oceniacie rodziców kilkorga dzieci? Zejdźcie na ziemię, odejdźcie od komputera, popatrzcie przez okno, porozmawiajcie zamiast obmawiania. Skoro młodym jest trudno znaleźć pracę, myślicie, że łatwiej jest niewykształconym czterdziesto- i więcej-latkom? Rany, mam wrażenie, że od netu straciliście zdrowy osąd.
Pochodzę z Warmińsko-Mazurskiego, gdzie stopień bezrobocia to ponad 30 %, czyli co trzecia osoba zdolna do pracy jej nie ma. I to, przeważnie, nie dlatego, że nie chce. Młodzi uciekają za granicę, zostają starzy i zależni, których się niemiłosiernie wykorzystuje na zasadzie „jak ci się nie podoba to na twoje miejsce mam…” Więc dają się wykorzystywać.
Uważam, że o dobrobycie społeczeństwa świadczyłby dobrowolny wybór czy pracować, czy wychowywać dzieci i zajmować się domem.
Ja też się obawiam, że przy tym pomyśle głównym celem nie była faktyczna pomoc rodzinom w Polsce, ale to jak przyciągnąć wyborców lub uciszyć tych niezadowolonych. A czy Panowie Posłowie zachęcając nas do powiększania rodziny – bo pomoc od Państwa jest – zastanowili się co dalej? Przedszkola, żłobki, wychowanie dziecka nie trwa rok….. Ach no tak wtedy najwyżej zabierzemy becikowe i damy na przedszkola czy coś innego – ile razy już tak było? Dać coś za darmo jest łatwo, ale czy to zmieni sytuację polskiej rodziny…..obawiam się, że myśląc krótkofalowo może tak, ale jak już się zastanowimy nad konsekwencjami długofalowymi to może niekoniecznie! Jestem jak najbardziej za pomaganiem i wiem ile osób tej pomocy potrzebuje….ale tak jak napisałeś pomagajmy mądrze!
Państwo: tak wspiera małe firmy, samozatrudnienie, że mój mąż nieudacznik nie był w stanie utrzymać firmy. Ja: matka dwuletniego dziecka – pracuję, utrzymując w ten sposób naszą trzyosobową rodzinę. Bezrobotny mąż jest z córką w domu (w tym czasie ucząc się języka i robiąc kursy celem przebranżowienia się). Nie mamy po 20 lat, bywało lepiej, bywało gorzej, ale zarobiliśmy wspólnie na mieszkanie. Żyjemy spokojnie, bez wakacji, ale do kina czasem pójdziemy 😉 Biorąc pod uwagę mój wiek, (skończone 30 lat) zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Przysługuje mi urlop macierzyński, jestem szczęśliwą posiadaczka umowy o pracę. Dostanę 80% wypłaty, alleluja. Myślę, ze wezmę 100% i wrócę po pół roku. Jak myślicie pożyję sobie dużo lepiej od tej matki, co nigdy nie pracowała? Bo wydaje mi się, ze tylko gorzej na tym wyjdę;)
No to jeszcze kolejna chora sytuacja. Mąż pracuje, żona nie – 12.000 zł się należy. Żona pracuje, mąż nie – 12.000 zł się nie należy. Równouprawnienie pełną gębą.
A wiesz, co jest jeszcze irytujące? Możesz prowadzić swoją działalność od dwóch lat, płacić niższe składki które przez te dwa lata ci przysługują, a gdy pójdziesz na macierzyńskie, to państwo co miesiąc będzie ci wyplacalo…(uwaga, uwaga) 300 zł. A bezrobotnym matkom, które nic nie robiły, 1000 zł. A potem wielkie oburzenie, gdy matki w ciąży zwiększają sobie składki zdrowotne.
Czepianie się mam, które zwiększają sobie składki, to jest taki typowy objaw polaczkowatości. Ona ma lepiej niż ja, więc na pewno kradnie. W rzeczywistości ta mama bierze to, co jej się należy i nie powinna musieć kombinować, żeby to dostać. Jako ojciec mający firmę też jestem przez państwo traktowany z buta, więc doskonale rozumiem to o czym piszesz.
Jak do tej pory lubiłam wszystkie Twoje wpisy, które udało mi się przeczytać. Dziś krew się we mnie gotuje. Jedyne co podoba mi się w nim, to to, że potrafisz stanowczo wyrazić swoje zdanie. Jednak ja w tej chwili „stoję po drugiej stronie barykady”. Jestem studentką, która „wpadła”. Odkąd się dowiedziałam, że jestem w ciąży, wiedziałam, że będę samotną matką. Nie będę wnikać w historię mojego życia, ale zapewniam Cię, że gdybym nie miała takiej rodziny jak mam dziś byłabym w domu samotnej matki, albo (co bardziej prawdopodobne) nie urodziłabym syna. Okej – może uznasz mnie za patologię trudno. Ale zapewniam Cię, że jest więcej matek – studentek, które na ten moment nie mają szans na żadną pomoc od państwa (ustawa ma wejść w styczniu 2016) i muszą szukać pracy w trakcie ciąży, udawać, że w niej nie są, żeby potem mieć JAKIEKOLWIEK macierzyńskie. Mi się udało znaleźć pracę na umowę o pracę na najniższą krajową na pół etatu. Z tego mam teraz całe 530 zł miesięcznie. Uhuuu!
Uważam, że pomoc należy się wszystkim, od studentów, przez osoby czasowo bezrobotne (heloł umówmy się, że nie wszyscy niepracujący to patologia, czasem trudno znaleźć pracę), po osoby na umowach „śmieciowych”. Patologię powinno się zwalczać w inny sposób. Ale pomoc się należy wszystkim. Państwo powinno wspierać obywateli. Umówmy się, że 1000 zł miesięcznie mając na utrzymaniu dziecko, to nie są duże pieniądze, ale kiedy nie masz nic pozwalają Ci przeżyć. Uwierz, że ta horrendalna kwota 1000 zł miesięcznie przez rok nie zachęci nierobów do zakładania rodziny, bo po tym, roku, dalej mają dziecko na utrzymaniu, ale ludziom, którzy z jakiegoś powodu nie mają umowy o pracę może pomóc wystartować…
Rozumiem Twój punkt widzenia, ale co mają zrobić osoby, będące w podobnej sytuacji jak moja? Usunąć ciążę? Iść do przytułku?
Mówisz, że 12.000 zł nie zachęci do zakładania rodziny? W komentarzach na fb pod tym tekstem wypowiadała się Pani z ośrodka pomocy społecznej, która zna przypadki zachodzenie w ciążę dla 1000 zł becikowego. A teraz ta kwota się dwunastokrotnie zwiększyła.
„Ale pomoc się należy wszystkim.”
Tylko, że ta ustawa nie wspiera wszystkich. Nie wspiera ludzi pracujących. I to jest patologia. Ja jestem za tym, żeby wspierać m. in. samotne matki, ale nie alkoholików i narkomanów. A w znacznej części na to pójdą te pieniądze. Gdyby zrobić selekcje i wspierać wyłącznie rodziny prawdziwie potrzebujące (jak Twoja sytuacja na przykład), to pewnie można by im nawet 5.000 zł dać. A tak, dostaną tylko tysiąc, bo reszta trafi do meneli.
Niestety państwo woli rozrzucać pieniądze i zaciskać mocno kciuki, że chociaż część trafi do odpowiednich ludzi, zamiast przemyśleć co robi. Tak to jednak nie działa i pokazuje jak bardzo upośledzony jest nasz system i ludzie nami rządzący.
Kilka ciekawych wpisów zachęciło mnie do czytania tego bloga, niestety w kwestii tego wpisu nie mogę się zgodzić z autorem. Zacznijmy od tego, że mowa jest o 12000 zł, jakby to była jednorazowa wpłata, gdy w rzeczywistości jest to co miesiąc 1000 zł. Niby to samo, ale jednak nie w przypadku opisywanej tutaj „patologii”. Przypomnę, że mowa jest o dawaniu tych pieniędzy matkom niemowląt, tuż po urodzeniu. Tak, ja wiem, że zdarzają się bardzo medialne przypadki matek, które upijają się nawet w ciąży, a swoje dzieci krzywdzą, jednak większość, nawet jak nie radzi sobie zbyt dobrze w życiu, to na samym początku przynajmniej próbuje zapewnić temu dziecku opiekę – to jest działanie instynktowne. Czy naprawdę autor chce bezrobotnej matce noworodka dawać „wędkę”? Czy oczekuje, że prosto z porodówki wyjdzie i przyjmie pierwszy oferowany przez urząd pracy staż za stawkę niższą niż najniższa krajowa? Otóż: moim zdaniem przynajmniej pierwsze pół roku, jeżeli nie rok, to czas, kiedy kobieta powinna mieć możliwość poświęcenia się dziecku. Ten 1000 zł to nie jest dużo, ale na przeżycie może wystarczyć. Przypomnę, że adresatkami tej pomocy są nie tylko bezrobotne, ale też studentki, a przede wszystkim kobiety zatrudnione na umowy o dzieło – czyli pracujące ofiary wyzysku, które w normalnej sytuacji nie mogłyby sobie pozwolić na dziecko, bo z dniem porodu, albo jeszcze w ciąży, gdyby nie dały rady pracować, straciłyby natychmiast źródło utrzymania. To z myślą o nich jest ta pomoc i moim zdaniem tak powinno być. Mimo wszystko po roku od urodzenia dziecka, łatwiej już może być o pracę no i jest większa szansa, że taka kobieta będzie mogła oddać dziecko do żłobka – tu kolejny postulat: jeżeli chcemy dawać „wędki”, to najpierw musimy zapewnić dzieciom opiekę, inaczej matka nie będzie miała możliwości skorzystania z oferty pracy.
Teraz trochę Pan przesadził. Na początku kwietnia przyjdzie na świat moje pierwsze dziecko, prowadzę własną działalność gospodarczą, mam za sobą dwa lata płacenia tzw małych składek zusowskich i pół roku normalnych. Gdyby nie owo Kosiniakowe, czy jak Pan to ujął, becikowe wspomagające patologie, mój miesięczny zasiłek macierzyński wyniósłby około 200 złotych. Ale rozumiem, że żyje Pan w magicznym świecie, gdzie każda młoda, pracująca osoba ma dostęp do etatu i wszelkich osłon socjalnych. Prawda natomiast wygląda na tak, że młode matki-przedsiębiorcy często są zdane wyłącznie na siebie. Wypraszam sobie natomiast zrownywanie mnie z „niepracującą patologią”!
Znaczy traktowanie osób (a szczególnie matek) na działalności gospodarczej zakrawa w tym kraju na kpinę, więc to że w takim przypadku należy owo Kosinakowe uważam za całkowicie słuszne.
Trochę czasu minęło już od Waszej dyskusji . Ale wydaje mi się że teraz po kilku latach becikowe które jest w naszym kraju , można chyba stwierdzić że tytuł artykułu jest jak najbardziej na miejscu . Odnoszę wrażenie że wielu patologicznych rodziców zrobiło sobie z becikowego prosty sposób na uzyskanie dochodu bez wychodzenia z domu . Coraz częściej słyszy sie o pijanych kobietach w ciąży , które jeszcze maja nie mała gromadkę małych dzieci , z różnymi partnerami . Jak wiem że patologia była zawsze , ale teraz jest tego chyba znacznie więcej
Jasne, niech dają patolom kasę, jeszcze wiecej. Ja zostałam wyekspediowana ze swojego mieszkania , zmuszona wynając inne i czekac aż ktoś kupi /wynajmie moje. Patole z 500+ x 5 + wszelkie dodatki dla „rodziny”, konkubina i zawsze w ciązy jego „kobiety , wszczynają awantury, burdy, niszczą wszystko na swojej drodze, przez 24 h piją , biją sie i wrzeszczą. Od 4 lat tam znosiłam gehennę. Nikt nie chciał mi pomóc, pisma, wizyty wszędzie, nawet w biurach poselskich. Wszyscy wypinali się. Teraz mieszkanie stoi puste, bo nie ma chętnych na bliskość tych szmat.A wspólnota? Boi się, wymienili drzwi i mieszkają. Wczoraj ze znajomym przez 1 godz. używalismy wiertarki, o godz.12:00 w południe. Wyszedł nierób zasilany przez RP i puścił wiązankę,że przeszkadzamy mu spać. Bezsilność. Tak patole są rozbestwieni przez państwo.
jak dla mnie jedyne dodatki powinny dostawać osoby pracujące, aby te pieniążki można było przekazać na przedszkole czy nianie… a nie fundować spokojne życie patologii… gdyby nie dostawali kasy, to może mieliby motywację do podjęcia pracy 🙂