Co zrobić, gdy dziecko preferuje jednego z rodziców? Sposób do zastosowania od ręki

Czyli odpowiedź na jedno z najczęściej zadawanych mi pytań.

Co zrobić, gdy dziecko woli spędzać czas z jednym rodzicem bardziej, niż z drugim? I skąd się to w ogóle bierze?

Z tego co zauważyłem w czasie rozmów z rodzicami, którzy się na ten problem uskarżali, to najczęściej w pierwszych latach takie dziecięce przywiązanie skupia się na mamie, a w późniejszych na tacie (chociaż to też jest pewnie zależne od mnóstwa czynników).

Co ciekawe czasami dostaję maile od rodziców z takim przyklejonym do nogi dzieciątkiem, że oni nic nie mogą zrobić w trakcie dnia, bo cały czas dziecko musi być przy nich i że proszą o ratunek, a czasami maile przychodzą od tej drugiej strony, która chciałaby spędzić czas ze swoim potomstwem, ale jest to niewykonalne, bo ilekroć próbują, tyle razy dziecko zaraz ucieka do drugiego rodzica.

Jak zatem można skutecznie przełamać to dziecięce zauroczenie i sprawić, aby drugi rodzic też został zauważony?

Kolejna wizyta u psychologa

Ten akapit jest takim małym dodatkiem dla stałych czytelników, którzy wiedzą, że zdarzyło się nam odwiedzić gabinet psychologa (patrz: Czy wizyta u psychologa dziecięcego oznacza rodzicielską porażkę?). No więc byliśmy znowu (tacy już z nas nieidealni rodzice). Pomiędzy głównym tematem rozmowy pojawił się również temat tego, że bywają takie okresy, w których dzieci wybierają częściej jednego rodzica lub drugiego. W związku z tym, że mamy trójkę to tego specjalnie nie zauważyliśmy, bo i tak zawsze któreś dziecko gdzieś było w pobliżu, ale wtedy też przypomniałem sobie o tych wszystkich pytaniach i zapytałem Panią Psycholog czy zna jakiś sposób, aby sobie z tym poradzić, że dziecko woli jednego rodzica bardziej.

Miała.

To nie stało się samo i samo się nie odstanie

Jeśli dziecko wybiera jednego rodzica częściej niż drugiego, to znaczy, że ma do tego jakieś podstawy i skądś to się wzięło. Dlatego warto na początku się zastanowić co może być powodem tego, że dziecko wybiera jednego rodzica ponad drugiego?

Zdarza się na przykład, że dziecko wybiera częściej rodzica, który jest bardziej „uległy” – na przykład pozwala jeść więcej słodyczy czy częściej oglądać bajki. Nie ma co się zresztą w takim przypadku dziwić dziecku – wybiera ono to, co dla niego w danej chwili jest lepsze. Jeśli w waszym przypadku właśnie to jest problemem, to wtedy najważniejsza staje się rozmowa między rodzicami na temat wspólnego podejścia do wychowania dzieci, bo bez tego raczej zmienić tej sytuacji się nie uda i żaden magiczny sposób nie pomoże.

Znacznie jednak częściej powodem tego, że dziecko będzie bardziej wolało jednego rodzica będzie fakt, że ten jeden rodzic spędza z dzieckiem dużo więcej czasu niż drugi, który w tym czasie pracuje. Ja sam pamiętam z własnego doświadczenia, że ilekroć zamienialiśmy z żoną się tym, kto miał akurat zajmować się dziećmi przez parę najbliższych miesięcy, a kto pracować, to dzieci już po kilku dniach preferowały tego rodzica, który z nimi przebywał, a drugi lądował na bocznym planie.

Co więc możemy zrobić, jeśli nam ten stan rzeczy nie odpowiada?

Przede wszystkim musimy wyjść z inicjatywą, a konkretnie musi z nią wyjść ten rodzic, który jest spychany na drugi tor. Przykładowo załóżmy, że w naszej hipotetycznej rodzinie to mama jest osobą, która zawsze wieczorem czyta dziecku bajki i później je usypia, więc dziecko tylko ją widzi w tej roli, a gdy tata próbuje robić to samo, to jest przeganiany.

W takiej sytuacji Pani Psycholog zaleciła, aby tata poszedł do dziecka i powiedział mu, że on wie, że zawsze mama czytała, ale on poszedł do mamy i bardzo ją poprosił o to, aby to jemu dzisiaj wyjątkowo pozwoliła na czytanie bajek, bo on bardzo by chciał, bo się stęsknił za dziećmi i chciałby z nimi spędzić czas.

Rola mamy w naszej hipotetycznej sytuacji sprowadza się w zasadzie do ewentualnego potwierdzenia słów taty, gdy dziecko takiego potwierdzenia potrzebuje.

Wiecie co Pani Psycholog powiedziała, było najczęstszą reakcją dziecka (nawet jeśli nie natychmiastową)?

Szok. Zdziwienie. To tata też chce z nami spędzać czas? To on też chce nam czytać bajkę? Bądź w alternatywnych sytuacjach: to mama też chce z nami pograć w piłkę? Nie wiedziałem, że aż tak jej na nas zależy.

Z oczywistych względów ten sposób nie zadziała z zupełnymi maluchami, których umiejętności komunikacji nie są jeszcze wystarczająco rozwinięte, ale widzicie jaki odbiór takiej sytuacji mają starsze dzieci? One często myślą, że ten drugi rodzic po prostu nie lubi spędzać z nimi w dany sposób czasu i dlatego też wybierają osobę, co do której mają pewność akceptacji i przy której nie ryzykują poczucia odrzucenia, gdy okazałoby się, że rodzic jednak nie ma na to ochoty.

W rzeczywistości dzieci były najczęściej tak zaskoczone tym podejściem drugiego rodzica, że bez problemu zgadzały się na zamianę, nawet jeśli owi rodzice już od dłuższego czasu bezskutecznie próbowali innych sposobów. Natomiast dzięki temu przedstawionemu powyżej w końcu udało się im przebić przez tę dziecięcą barierę niedostępności, która tak bardzo im przeszkadzała, a w efekcie każdy kolejny dzień i każdy kolejny krok ku silniejszej relacji był już coraz łatwiejszy.

Naturalnie pewnie nie zadziała tak samo u każdego, ale myślę, że jest to narzędzie, które można do swojej rodzicielskiej skrzynki narzędziowej włożyć, szczególnie gdy ten problem dotyczy właśnie nas. W końcu do stracenia mamy tylko parę chwil, a do zyskania mnóstwo wspaniałego czasu z naszymi dziećmi, w którym zobaczą nas jako zupełnie innych i bliższych im ludzi, niż do tej pory im się wydawało.

Prawa do zdjęcia należą do Valentina.

  • Alicja Wojtasiak

    A co jeśli dziecko (roczne) woli dziadków i płacze kiedy mama je zabiera do siebie , dodam że mieszkamy z teściami pod jednym dachem :/. Ja wracam do pracy za tydzień a mała zostaje z babcią , boje się że będzie uważać babcie za mame :(

    • Martyna

      żłobek ;P

  • Kasia

    U nas Tata był odpychany i tak wpadliśmy na pomysł zaznaczenia w kuchennym kalendarzu,kto danego dnia wybiera myjącego i usypiającego. Mama,Tata i Córa(wtedy 3 lata), każdy z nas miał inny kolor. Nagle problem przestał istnieć, bo Tata nabrał odwagi pod przykryciem, że on dziś decyduje :) A córa tylko patrzyła na kolejne dni i wiedziała co i jak. Dodatkowo przeniosło się to też na to,że Tata „mógł” ubrać, pomóc w toaletowych sprawach itd. Powodzenia dla wszystkich Rodziców.

  • u nas zawsze pilnowaliśmy, żeby córa miała rodziców po równo, nawet po karmieniu jak nie zasnęła usypiał ją częściej wieczorem tata, bo ze mną spędzała dzień. Gorzej teraz z synem, twarda z niego sztuka, wystarczy, że wyjdę z pokoju i już płaczki :-)

    • Cóż, młody pewnie wyczuwa jedzenie ;) Za jakiś czas mu przejdzie ;)

      • ok, skoro tak mówisz ufam, masz większe doświadczenie :P Ja się młodemu nie dziwię, jakbym ja trafiła na jakąś wyspę gdzie miałabym nieograniczony dostęp do ulubionego koktajlu na jedno pstryknięcie, masażyki, bujanie, ciągłe atrakcje na zamówienie też bym się wkurzała gdyby ten wielofunkcyjny obiekt znikał z zasięgu mojego wzroku :P.

      • Estera Milewska

        A ja mam podobny problem z ośmiomiesięczną córką. O jedzenie nie może chodzić, bo mała jest karmiona butelką prawie od początku. I co w takiej sytuacji? Mała najchętniej wisi na mnie jak mała koala przez cały dzień, a ja nie mogę nic zrobić zwłaszcza, że ona ma ekspresowe dżemki w ciągu dnia. Jej tata nie ma takiego problemu z nią. 🙁

  • U nas równowaga jest zachowana – raz ja jestem be, raz M. wszystko zależy od tego kto w danej chwili wprowadza ograniczenia.
    Wcześniej było z tym różnie.
    Był moment, kiedy M. zostawał z Zo na L4 (ja miałam działalność gosp a potem nową pracę etatową), że nie miałam prawa się do niej zbliżyć, bo dostawała ataków histerii… na szczęście udało się to ogarnąć, głownie przez to, że kiedy tylko mogłam zamieniałam się z M. rolami.

    • Częsta zamiana ról myślę, że działa bardzo dobrze na to, aby zachowana była w domu równowaga i aby dzieci miały poczucie, że mają dwoje rodziców. Fajnie byłoby, gdy więcej rodziców mogło (i chciało) tego doświadczyć :)

  • Przy najstarszym synu, kiedy mój mąż dużo pracował, wprawdzie w domu, ale to był przełomowy czas, więc był prawie całkowicie nieobecny, przynosiłam Mu dziecko tylko, kiedy było w dobrym humorze. Myślę, że to pomogło obojgu zbudować fajną więź. Choć mnie było ciężej, warto było, ale to była wyjątkowa sytuacja. Przy młodszej trójce staramy się jak najbardziej dzielić zarówno obowiązkami, jak i przyjemnościami. Czyli obydwoje jesteśmy jednocześnie „dobrymi i złymi policjantami”, tak w dużym uproszczeniu ;)