Dajesz klapsa, bo jesteś nieudacznikiem

Nie masz pojęcia o wychowaniu dzieci. Całą wiedzę którą masz, czerpiesz od swoich rodziców, którzy też zbyt wiele o wychowaniu nie wiedzieli. Nie dokształcasz się w tym zakresie, bo i po co? Wydaje Ci się, że wiesz już wszystko, a w rzeczywistości dalej zachowujesz się jak bezmózgi neandertalczyk, od którego wziąłeś swojego zachowanie.

livingroomokZanim zaczniesz czytać dalej:

Jeśli uważasz, że klaps nie jest przemocą, zastanów się co byś czuł, gdyby to Ciebie bito. Jeśli uważasz, że krzyk nie jest przemocą, przypomnij sobie jak się czujesz, gdy ktoś na Ciebie krzyczy. Że z dorosłymi jest inaczej? Przestań się oszukiwać. Tylko słabi ludzie tak robią.

Mesjasz

Naprawdę myślałem, że moim poprzednim tekstem o przemocy wobec dzieci (Już nie biję dzieci), coś zmieniłem w świadomości rodziców. Że skoro ująłem wszystko, co na ten temat wiedziałem, podparłem się własnym doświadczeniem i na koniec pokazałem sposób jak sobie radzić ze złością, to ludzie zrozumieli, że bicie dzieci jest złe i nie jest konieczne. Czułem się tak, jakbym uleczył jakiś mały fragment świata. Po czasie jednak zrozumiałem, że długa droga przede mną, jeśli mam zamiar nauczyć wszystkich ludzi, że klapsy nie muszą być częścią procesu wychowania. Grono sympatyków wychowania bez przemocy jest całkiem spore, lecz ilość ludzi, którzy uważają bicie za konieczne, wydaje się równie wielka. Po tym ostatnim wpisie zrozumiałem też, że nawet jeśli tylko jedna osoba, dzięki mojemu tekstowi przestała dawać klapsy, to wykonałem dobrą robotę. W końcu taki jest cel tego bloga. Uczę się wychowywać dzieci i jednocześnie staram się pomagać w tym zadaniu innym. Dlatego jeśli przeczytacie u mnie coś, co wam pomogło w ten czy inny sposób stać się lepszymi rodzicami, śmiało podajcie temat dalej. Nie wszystko. Tylko te wartościowe treści. Napisanie jednego tekstu występującego przeciwko przemocy, nie zamieniło mnie jednak w mesjasza. Nie zbawiłem całego świata i nie uwolniłem go od problemu, jakim jest przemoc wobec dzieci. Postanowiłem się więc nie poddawać. Mam zamiar walczyć z tą głupotą, z tym ciemnogrodem i na swojej drodze mam zamiar wykarczować tyle chwastów ile trzeba będzie, żeby dotrzeć do ludzi z informacją, że to co robią jest złe.

Świat się zmienia

Kilkadziesiąt lat temu, rodzice bili dzieci. Wtedy to było normalne. Dyscyplina polegała na zlaniu pasem krnąbrnego dziecka, żeby zrozumiało swój błąd. Rodzice robili to dla ich dobra, nieświadomi tego jak wielką krzywdę im wyrządzają. Była to metoda, która działała, więc nikt się nad nią nie zastanawiał. Nikt zresztą nie traktował wówczas dzieci, jak ludzi. Świat jednak się od tego czasu zmienił. Każdy poszczególny aspekt naszego życia się rozwinął, a wszystko po to, żeby sprostać wyzwaniom nowoczesnego i ciągle ewoluującego świata, który nas otacza. Obecnie zamiast przemocy, naucza się dialogu. Dlaczego więc nie uczycie tego waszych dzieci? Dlaczego tak wielu z was w kwestii wychowania swoich dzieci, dalej żyje w średniowieczu? Dlaczego nie dopuszczacie do siebie informacji, że Twoje dziecko też jest człowiekiem i jako człowiek, ma konkretne prawa?

Daj klapsa szefowi

Albo żonie. Albo koledze. Wyzywam Cię. Jeśli bijesz dzieci, kiedy zrobią coś złego, uderz dorosłego w podobnej sytuacji. Dlaczego miałoby to nie zadziałać? Działa przecież „doskonale” w przypadku Twoich dzieci. Na pewno znajdziesz setki powodów, dla których, ktoś dorosły zasłużył sobie na uderzenie, więc dlaczego nie? Bo dorośli nie rozwiązują w ten sposób problemów. Ty jesteś dorosły, a dzieci bijesz, więc to nie może być ten powód. Bo to niezgodne z prawem. Bicie dzieci też jest niezgodne z prawem. Następny. Bo dorośli mogą oddać. Czyli bijesz dziecko, bo lubisz się znęcać nad kimś kto jest słabszy? Bezbronny? Bo to jest łatwiejsze, niż zastanowienie się jak pomóc swojemu dziecku. Chyba trafiłem w sedno. Bardzo dokładnie zastanów się, dlaczego uważasz, że danie dziecku klapsa jest w porządku, ale w stosunku do dorosłego, takiego zachowanie jest nieakceptowalne. Ewentualne wnioski proszę kierować do komentarzy.

Twoja nauka

Często słyszę, że przecież jak dziecko wyleci na ulicę, to należy mu się klaps. „Przecież inaczej się nie nauczy!”. A próbowaliście? Albo jak niedajboże, bawi się gniazdkiem elektrycznym. „Jak dostanie lanie, to zapamięta sobie na całe życie, że tego nie wolno robić”. Skąd to wiecie? To chyba najbardziej pozbawione podstaw kłamstwa, jakie powtarzają sobie od lat rodzice. Kłamstwa przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie mające w sobie żadnej głębszej psychologii, niż tej zawartej w tresurze zwierząt. Czego więc naprawdę uczy klaps, który częścią owej tresury jest?

Czego uczy klaps?

Rodzice mogą nas skrzywdzić, jeśli zrobimy coś źle. Powinniśmy się bać rodziców. Nie powinniśmy próbować nowych rzeczy, bo może czekać nas kara. Skoro jesteśmy mniejsi i słabsi, to można nam robić krzywdę. Nowych rzeczy należy próbować tylko wtedy, kiedy rodziców nie ma w pobliżu. Przemoc jest odpowiednią reakcją, na uczucie złości. Przemoc jest rozwiązaniem naszych problemów.

Moim zdaniem są to najgorsze lekcje, jakiej możemy przekazać swoim dzieci. Twoim zadaniem jako rodzica nie jest wyłącznie wychowanie dziecka do pewnego wieku. Twoim zadaniem jest wychowanie świadomego dziecka, które pewnego dnia zostanie świadomym dorosłym. Jak jednak myślisz skończy dziecko, nad którym w pewnym momencie przestanie stać rodzic z pasem? Będzie potrafiło się pohamować, kiedy zniknie jego jedyny ogranicznik? Czy może będzie próbowało wszystkiego (naprawdę wszystkiego), czego rodzice do tej pory mu zakazywali?

Bezmózgie Yeti

„Mój ojciec tak robił, to i ja tak będę robił. Przecież wyrosłem na normalnego człowieka”.

kitchenok

Plakat promujący myślenie „Mój ojciec tak robił…”

Twój ojciec tak robił, jego ojciec tak robił i jego ojciec też tak robił. To prawda. Nie wiedziesz jednak życia swoich rodziców, dziadków, ani pradziadków. Potrafisz robić wiele rzeczy, których Twoi przodkowie nie potrafili. Dlaczego więc nie potrafisz powstrzymać się od bicia dzieci? To jest jak zły nawyk, którego musisz się pozbyć. Wiem, że wychodzenie z uzależnienia, które przetrwało w Twojej rodzinie pokolenia, jest czymś, na co tylko silny człowiek może się zdobyć. Wiem o tym. Jeśli jednak chcesz wychowywać szczęśliwe dzieci, musisz się na ten krok zdobyć. Jeśli jednak jesteś zbyt słaby, bądź zbyt leniwy (lub zbyt głupi – to tez możliwe), żeby to zrobić, to chociaż przyznaj to na głos. Nie próbuj racjonalizować swojej przemocy. Przyznaj, że jesteś gównianym rodzicem, zamiast ciągle powtarzać, że dzieci trzeba bić. Nie wmawiaj sobie i innym, że inaczej się nie da, bo dziecko wyrośnie na rozwydrzonego bachora. To jest kłamstwo oparte na Twojej niewiedzy i przykro się słucha osoby dorosłej z tak wyraźnymi brakami umysłowymi..

Nie szukaj wymówek. Szukaj odpowiedzi.

O tym jak wychowywać, a nie tresować dziecko, napiszę w osobnym poście. Jeśli nie możecie się doczekać, a potrzebujecie odpowiedzi „na już”, polecam książkę „Positive Parenting in Action: The How-To Guide for Putting Positive Parenting Principles into Action in Early Childhood”. Polecam też akcję „Kocham. Nie daję klapsów.”.

Dodane: obiecany tekst juz jest. Nie trzeba bić, żeby dyscyplinować.

Prawa do zdjęć należą do www.adsoftheworld.com.

  • wiesz, myślę, że cała mądrość zawarta jest w tytule.
    To bezsilność rodzica. brak argumentów, przegrana z małym człowiekiem, który tak naparwdę calą nauke czerpie od nas.

    Głośno mówię, że sie nie zgadzam. Pokolenie naszych rodziców – kiedyś tak było, takie metody. To może po nowoczesnemu elektryczny pastuch ?

    Porażka.

  • Art

    Grafiki we wpisie są bardzo wymowne. Aby przerwać ten krąg, moim zdaniem trzeba wiele lat pracy, chęci i świadomości społeczeństwa. Idzie ku dobremu, niestety to musi potrwać, może jedno, może więcej pokoleń.
    A tutaj tekst o karach:
    http://rodzice.net/news/kara/

    • Świetny tekst o karach. Żałuję, że nie rozdają go na każdej porodówce. Sam mógłbym z niego skorzystać.

      To prawda, że każdego dnia musimy się pilnować. Czasami sądzę, że wiem z jakimi problemami muszą sobie poradzić Anonimowi Alkoholicy. Oni każdego dnia walczą, żeby się nie napić. My walczymy, żeby nie bić. Na szczęście, naszym dzieciom będzie już łatwiej.

      PS. Przyznaję, że grafiki są doskonałe.

  • Lena

    najgorsze, że wiele bitych dzieci wyrastających na „normalnych” ludzi ma głębokie przekonanie, że sobie zasłużyły

    • Dokładnie. Znam to z autopsji. Więcej napisałem na ten temat w poprzednim tekście, do którego link jest w pierwszych akapitach.

  • ja dostałam raz w życiu klapsa od mamy- byłam na tyle duża że się spytałam czy jej ulżyło :) Nigdy więcej nie dostałam i sama po sobie wiem że to sensu nie ma.

    • Śmiechłem :)

      U nas w rodzinie krąży historia, jak to babcia opowiadała wnuczce, że jej mama biła ją ścierką, gdy była niegrzeczna. Sama babcia jednak nigdy nie uderzyła dziecka. I ta wnuczka tak chodziła i chodziła „babcia, uderz mnie ścierką. Chce zobaczyć jak to jest. Chociaż jeden raz, proszę”. No i babcia się zlitowała i jeden raz ją uderzyła. Chciała lekko, ale tak się złożyło, że ścierka była mokra i akurat trafiła kantem. Później rodzice musieli dziecku zwolnienie z WFu pisać, bo pręga przez plecy nie chciała zniknąć przez kilka dni :) A najlepsze, że wnuczka była zadowolona jak nigdy :)

      • nieźle- dzieci mają pomysły :) to była zabawa dla małej

        • Marcin

          A ile radości. Moja biła mnie tluczkami, a ojciec kablami i pasami. Ich zas bili w szkolach linijkami i kablami. Takie byly czasy. Zawsze mi to sprawialo taką radosc że śmiechalem, jakie to cudowne uczucie dostac kawalkiem zelaza w zgiete kolano :) A teraz okazuje sie ze to bylo cos zlego i do niczego nie prowadzilo wiec po co to bylo…

  • Jest jedna rzecz, którą wspomniałeś tylko połowicznie, a warto się nad nią skupić szerzej, bo wydaje mi się kluczowa. Racjonalizacje. Uzasadniamy wiele rzeczy, które robimy nie korzystając z rozsądku, logiki czy empatii. Przykład „bo mój ojciec tak robił” jest tego ukoronowaniem. Warto takiej osobie zadać pytanie „a może Twój ojciec się mylił?”.

    Jak słyszę „biegaliśmy na podwórku za sobą z kijkami i w kałużach, a ojciec dał nam solidnie po dupie i wyrośliśmy na porządnych ludzi”. Zawsze sobie myślę wtedy: dobra twoja, masz szczęście, że wyrosłeś na porządnego ignoranta, który nie widzi setek innych tak samo chowanych dzieci, które nabawiły się depresji, kompleksów, nałogów, patologii (w tym bicia rodziny) i niskiego poczucia wartości, które uniemożliwia im formułowanie opinii, o tym, że oto „przetrwałem mojego ojca i dzięki temu jestem super”. Racjonalizacje i skróty myślowe są mocnym przeciwnikiem empatii i jeśli walczyć z czymś, to właśnie z brakiem rozsądku i ignorancją.

    • Świetne spostrzeżenia. W końcu zawsze znajdą się jednostki, które przetrwają nawet najgorsze warunki. W tym bicie przez rodziców. Trzeba jednak zauważyć też całą masę tych, którzy cało z tego nie wyszli i zamiast opierać się na doświadczeniu jednostki, warto spojrzeć z szerszej perspektywy.

      • Agnieszka

        Mój życiowy partner był bity przez swoich rodziców, głównie matkę – codziennie i za wszystko, np. za to, że się po czasie dowiedziała, że dostał z czegoś pałę i ją poprawił na dobrą ocenę, ale za tą pałę dostał, choć już była dawno nieaktualna. Miała taki specjalny kijek do bicia, który swego czasu z braćmi ukryli czy też zniszczyli (nie pamiętam), za co oczywiście dostali – pasem. Ma teraz 33 lata, a dalej matka na niego potrafi się wydrzeć za głupotę (bo jest przykładowo nieogolony – co mi osobiście nie przeszkadza, a jak staję w jego obronie za te „nieogolenie” to obraża się, a po czasie mi jeszcze wypomina, że „się do niej rzuciłam, a ona tylko mu zwracała uwagę”). Ten jej wpływ irytuje mnie okropnie, ponieważ po spotkaniu/rozmowie z nią jest zły do końca dnia. Mamy 7-miesięcznego syna. Z całego serca pragnę być innym rodzicem niż ona.

        • Niestety rodziców sobie nie wybieramy. I czasami najlepiej jest ograniczyć takie wizyty do minimum, żeby uniknąć nieprzyjemności i toksycznych relacji. Czasami jest to jedyny sposób.

  • W The Walking Dead był motyw kalendarza „X Day Without Accident”. Chyba sobie taki zrobię, by wzmocnić przekaz i świadomość oraz zrobić sobie dodatkową motywację. Bo czasami muszę się BARDZO pilnować. Na przykład, gdy moje starsze dziecko specjalnie przewraca i próbuje zdeptać moje młodsze dziecko, bo ono tak fajnie płacze.

    Tak wiem, agresja na agresję to nie sposób.

    Niemniej instynkt bitej dziewczynki podpowiada „Jakbyś mu przylała, to by od razu przestał”

    • Pomysł może działać jako świetna motywacja. „Skoro wytrzymałam już 10 dni, to wytrzymam jeszcze jeden”. Tym bardziej jeśli będzie w widocznym miejscu, kiedy akurat instynkt będzie chciał przejąc kontrolę.

  • Paweł

    Moim zdaniem każdy bodziec, każda emocja i każda myśl kreuje człowieka od maleńkości do samej śmierci. Im więcej każdej z osobna, tym szybciej dorastamy, rozumiemy. Nie jestem zwolennikiem kar cielesnych i staram się ich nie używać ale empatia jest kluczowym czynnikiem w życiu i wychowaniu. Niekiedy należy użyć „siłowych” rozwiązań żeby przywrócić pierwotny stan zasad. Nie ma nic złego w dyscyplinie i konsekwencji. Czasami to i tylko to jest w stanie przywrócić poczucie bezpieczeństwa u dziecka. Niestety, natura ludzka nie odeszłą jeszcze tak bardzo od drzewa żeby karmić ją utopiami na jej własne unicestwienie. ;)

    • Postaram się w najbliższym czasie rozwinąć temat alternatywnych rozwiązań, które wcale nie polegają na głaskaniu po głowie. Mam nadzieję, że to też pomoże zrozumieć, że jednak nie ma żadnej sytuacji, w której bicie jest jedynym rozwiązaniem.

      • Paweł

        W pierwszym poście miałem oczywiście na myśli przysłowiowego „klapsa” kiedy inne środki perswazji nie działają a dziecko jest w stanie skrajnej histerii na przykład ;). Nie mówię o biciu jako kary cielesnej za popełnione błędy czy zachowania, typu lanie za dwóję lub za wybitą szybę u sąsiadki ;). Absolutne średniowiecze i zgadzam się, że z tym patologicznym zjawiskiem należy walczyć. Oczywiście, istnieje pełna gama rozwiązań „nie siłowych” i rozwijanie tematu jest jak najbardziej wskazane.

      • Marcin Chmiele-wski

        Jestem zdecydowanym przeciwnikiem rozwiązań siłowych jeśli chodzi o kształtowanie umysłu młodego człowieka.
        Ale łatwo sobie wyobrazić sytuacje zagrożenia życia, kiedy klaps jest jedynym możliwym posunięciem aby wyrobić odruch Pawłowa, a dzięki temu pomóc maluchowi przeżyć.

        Czekam z niecierpliwością na rozwiązania alternatywne. Szczególnie interesuje mnie notorycznie powtarzająca się sytuacja zagrożenia zdrowia lub nawet życia u malca 1,5 – 3 lata.

        Dla ułatwienia przedstawiam sytuację czysto hipotetyczną:
        Dziecko (załóżmy 2 lata) zawsze wskakuje pod coś co akurat przejeżdża (rower, samochód, taczka, skuter itp.). Robi to już piętnasty raz z rzędu, za każdym razem udaje mu się uniknąć konfrontacji z pojazdem i oczywiście za każdym razem post factum odbywa się wykład o zagrożeniach.

        Można by oczywiście prowadzać na smyczy zamiast dać klapsa, ale smycz jest takim samym rozwiązaniem siłowym.
        Tak naprawdę wszystko co fizycznie ogranicza jest rozwiązaniem siłowym, ba nawet krzyk jest rozwiązaniem siłowym..

        Naprawdę jestem ciekawy alternatywy dla klapsa w moim przykładzie.

        • Tata Domin

          Zakłada pan, że dwuletnie dziecko skojarzy to, że zostało zbite z tym, że próbowało wskoczyć pod auto? To daleko idąca ignorancja, bo dziecko dwuletnie nie połączy tych dwu sytuacji ze sobą – no chyba, że będzie je pan bił regularnie kilkanaście razy, po każdej próbie wskoczenia pod auto (na tej samej zasadzie jak tresowane zwierzę). Ale wtedy ryzykuje pan kilkanaście razy jego śmiercią.
          Alternatywa jest jedna i jedyna. Zawsze w pobliżu ruchliwej drogi, miejsca gdzie przejeżdżają skutery, auta, taczki i Bóg wie co jeszcze – trzyma pan nad dzieckiem pieczę. Pilnuje pan, by nic dwuletnie dziecko nic głupiego nie zrobiło. Trzyma pan za rękę lub bierze na ręce. I cierpliwie milion razy tłumaczy, że auta są niebezpieczne (auła!). Tak samo jak przy ognisku nie czeka pan, aż dziecko wejdzie w ogień, przy wrzątku nie czeka pan aż dwulatek się obleje, a przy żelazku aż się poparzy – żeby mu potem wlać dla nauczki. PILNUJE PAN, by do tego nie doszło. A jak dojdzie, to nie ma co bić dziecka, bo winny jest pan, a nie dwulatek i to pan powinien dostać (za przeproszeniem) w dupę.
          Dotarło???

          • Marcin Chmiele-wski

            Generalnie to spodziewałem się tego typu odpowiedzi więc odpowiadając na pytanie czy dotarło to nie, nie dotarło. :-)

            „Zakłada pan, że dwuletnie dziecko skojarzy to, że zostało zbite z tym, że próbowało wskoczyć pod auto?”
            Oczywiście, że tak. Przecież wspomniałem o odruchu Pawłowa. Dokładnie taki sam odruch ma każdy z nas jeśli chodzi o odczuwanie gorąca czy zimna. To są odruchy warunkowe.

            Np.gdyby ktoś postawił przed Tobą talerz z knedlami, z których widać że coś paruje zjadłbyś czy najpierw sprawdził czy nie są za gorące?

            „Zawsze w pobliżu ruchliwej drogi, miejsca gdzie przejeżdżają skutery,
            auta, taczki i Bóg wie co jeszcze – trzyma pan nad dzieckiem pieczę.
            Pilnuje pan, by nic dwuletnie dziecko nic głupiego nie zrobiło.”
            To oznacza, że muszę to robić wszędzie, bez względu na to czy stoję tuż przy autostradzie, czy np. w parku na placu zabaw. Tam przecież dzieci jeżdżą na rowerach.

            „Trzyma pan za rękę lub bierze na ręce.”
            Czyli stosuję przemoc fizyczną, bo ja trzymam za rękę a dziecko się szarpie. Czym to się różni od klapsa?

            „Tak samo jak przy ognisku nie czeka pan, aż dziecko wejdzie w ogień,
            przy wrzątku nie czeka pan aż dwulatek się obleje, a przy żelazku aż się
            poparzy”
            Ja czasem nawet zachęcałem. Np. na stole stoi gorąca herbata, a dziecko koniecznie chce sprawdzić co oznacza gorąca. Więc mówię dotknij kubka i zobacz.
            Oczywiście w granicach rozsądku, nie pozwoliłbym dotknąć rozgrzanego do czerwoności metalowego prętu, bo to by się skończyło katastrofą.

            ” A jak dojdzie, to nie ma co bić dziecka, bo winny jest pan, a nie
            dwulatek i to pan powinien dostać (za przeproszeniem) w dupę.”
            A ja uważam, że powinien dostać ten, który doprowadził do sytuacji kiedy 2 sekundy nieuwagi zakończyły się tragicznie. Np. osoba, która za wszelką cenę nie chciała stosować metody klapsa :-) tylko milion razy tłumaczyła chociaż widziała, że to nie skutkuje i że za milion i pierwszym razem może wydarzyć się tragedia.

            I na koniec film pod tytułem „5 Dangerous Things You Should Let Your Children Do” (napisy tylko po angielsku)
            http://www.youtube.com/watch?v=NXhddUqNNjo

          • soh

            „”Zakłada pan, że dwuletnie dziecko skojarzy to, że zostało zbite z tym, że próbowało wskoczyć pod auto?”
            Oczywiście,
            że tak. Przecież wspomniałem o odruchu Pawłowa. Dokładnie taki sam
            odruch ma każdy z nas jeśli chodzi o odczuwanie gorąca czy zimna. To są
            odruchy warunkowe.”

            Ale mowimy tu o tresowaniu dziecka czy wychowaniu dziecka?

            Odnosnie zbicia po wybiegnieciu na ulice, to moim zdaniem takiej sytuacji pierwsze co dziecko zalapie, to ze taty trzeba sie bac. A czy zalapie, ze ulicy i samochodow tez nalezy sie bac, to juz inna sprawa. Moze tak, moze nie.

            „”Zawsze w pobliżu ruchliwej drogi, miejsca gdzie przejeżdżają skutery,
            auta, taczki i Bóg wie co jeszcze – trzyma pan nad dzieckiem pieczę.
            Pilnuje pan, by nic dwuletnie dziecko nic głupiego nie zrobiło.”
            To
            oznacza, że muszę to robić wszędzie, bez względu na to czy stoję tuż
            przy autostradzie, czy np. w parku na placu zabaw. Tam przecież dzieci
            jeżdżą na rowerach.”

            Bardzo m przykro, ze zapisujac sie na rodzicielstwo nie przemyslal pan, ze zajmie to troche czasu. Dwulatkow trzeba pilnowac 24/7. Dziesieciolatkow juz niekoniecznie.

            Przyklad z herbata bez sensu – jest roznica pomiedzy „chcesz dotkac to dotykaj, szczeniaku, ale potem nie przychodz z placzem, ze bolalo” a „to jest herbata, uwazaj, jest goraca i moze bolec jesli sie oparzysz”.

            Z mojego doswiadczenia w przypadku wychodzenia na ulice wystarczy za pierwszym razem krzyknac za dzieckiem. Proste „nie” wystarczy. Ale nie ze zloscia, ale ze strachem o dziecko. Dziecko uslyszy strach w glosie rodzica i nie bedzie sie pchalo gdzie mama/tata uwaza, ze niebezpieczne. Inna sprawa, ze jesli dziecko ma niedosyt uwagi rodzicow to wlasnie bedzie sie pchalo, jesli jest to jedyny sposob na uzyskanie jakiejkolwiek reakcji ze strony tegoz, w koncu lepiej, zeby tata krzyczal niz ignorowal.

            Przyznam, ze mezowi zdarzylo sie kilka razy dac klapsa. W sumie moze 2-3x i za kazdym razem potem zalowal, bo strach przed ojcem w oczach dziecka i odbudowanie nadszarpnietej wiezi nie byly warte „nauczenia” ich czegokolwiek. Innych efektow klapsow nie bylo.

            A ten film to na pewno dla dwulatkow propozycja?

          • Marcin Chmiele-wski

            „Ale mowimy tu o tresowaniu dziecka czy wychowaniu dziecka?”
            W tym wypadku, w wątku o używaniu przemocy fizycznej, próbujemy rozważyć problem jak w skuteczny sposób zapobiegać bardzo nieszczęśliwym wypadkom bez użycia tejże przemocy.

            „A czy zalapie, ze ulicy i samochodow tez nalezy sie bac, to juz inna sprawa.”
            Na pewno złapie odruch Pawłowa, taki sam których Ty posiadasz bardzo dużo, chociaż prawdopodbnie nie masz świadomości ich istnienia.
            Nie napisałem nigdzie, że to jest najlepsza metoda, tak samo jak nie napisałem że najgorsza. Jest jedną z wielu.

            „Bardzo m przykro, ze zapisujac sie na rodzicielstwo nie przemyslal pan, ze zajmie to troche czasu.”
            Bardzo proszę o rozwinięcie myśli. Najbardziej interesuje mnie skąd tak daleko idące wnioski, skoro przedstawiłem zupełnie hipotetyczną sytuację. Ja nie miałem nigdy takiego problemu :-)

            „Przyklad z herbata bez sensu – jest roznica pomiedzy „chcesz dotkac to
            dotykaj, szczeniaku, ale potem nie przychodz z placzem.”
            Przykro czytać, że ludzie w ten sposób potrafią zwracać się do dzieci.

            „to jest herbata, uwazaj, jest goraca i moze bolec jesli sie oparzysz”
            Zastanawiałaś się co to dla niego znaczy oparzyć się? Co to znaczy boleć? A może jeśli tata coś zakazuje to jest to fajne. Przecież tata to pije!

            Jeśli dwuletniemu dziecku tak tłumaczysz to życzę sukcesów, ale zakładam raczej że chowasz wszystko co wydaje Ci się niebezpieczne, zakładasz blokady na szuflady, schody itp. i czekasz. Czekasz aż dziecko podrośnie i będzie w stanie zrozumieć ale jednocześnie zrobić wiecej niż teraz. Tylko uważaj, bo wtedy zrobi sobie też większą krzywdę jak zacznie w końcu eksperymentować.

            „Z mojego doswiadczenia w przypadku wychodzenia na ulice wystarczy za pierwszym razem krzyknac za dzieckiem.”
            Z Twojego doświadczenia może tak, ale ja pisałem o sytuacji kiedy to nie wystarcza. Zaznaczam jeszcze raz, że to nie jest sytuacja w której się znalazłem, tylko hipotez do rozważenia!

            „A ten film to na pewno dla dwulatkow propozycja?”
            Film nie jest dla dwulatków, tylko dla dzieci od pierwszego dnia narodzin.
            Rozumiem, że odebrałaś go jako instrukcję którą należy wykonać krok po kroku, a to nie o to chodziło.
            Podrzuciłem go, żeby uświadomić dlaczego pozwalam mojemu dziecku dotknąć gorącego kubka itp. Jak widać nie do końca się zrozumieliśmy.

            Ogólnie to wszystko jest indywidualną kwestią podejścia do dziecka i naszego życia. Ja traktuję swoje jak Kolumba i Newtona w jednym. Daję mu możliwość poznawania i doświadczania. Przeprowadzania eksperymentów.
            Jak na prawdziwego „naukowca” przystało także tych, które nie zakończą się sukcesem.

            „Gdyby porażka nie znała kary, sukces nie byłby nagrodą” – Terry Pratchett

            Dzięki temu osiągnąłem bardzo wiele, ale nie będę tego tu opisywał bo bym wyszedł na zarozumialca.

            Może w jakimś innym wątku typu chwalipięta ;-)

          • Iwona Wardal

            Panie Marcinie, pracuję w przedszkolu właśnie z dziećmi dwu- i trzyletnimi i wszyscy moi uczniowie doskonale rozumieją, co to znaczy „gorące”. Kiedy zrobię sobie herbatę, to specjalnie siadam przy stole z dziećmi (one piją swoją wodę albo soczki) i one już same pytają: „Ciociu, gorące?” albo „Ciocia, si?” (te mniej sprawne językowo). To „si” to jest w ogóle ciekawy konstrukt, ponieważ moi uczniowie mówią „si” również na szpilki, duże nożyczki i nóż do obierania owoców – jak widać, nie mają na myśli słowa „gorące”, ale „niebezpieczne/może powodować ból/zabronione”. Naprawdę rozumieją, że nie wszystkie rzeczy, których używają dorośli, są przeznaczone dla nich. I wie Pan co? Mimo wszystko, jak potrzebuje na chwilkę pójść do sali obok, to przestawiam tę herbatę na biurko albo biorę ze sobą – bo wolę zapobiegać poparzeniom, niż bić „nieposłusznych”.

          • Klaps to nie przestepstwo

            Aby wyuczyć odruchu Pawłowa dziecko musi wpaśc ze 3 razy na coś. Najlepiej na cos co mu krzywdy za wielkiej nie zrobi. Ja oparzyłem Lekko swoje dziecki kiedy były małe piekarnikiem, gorącym kubkiem, zostawilem na kilka sekund (mlodsza siostre 30 lat temu) kiedy weszla za głeboko do wody. Wszystko zadzialalo po 1 razie.

          • Iwona Wardal

            Bzdura. Nie ma Pan pojęcia, co to jest odruch warunkowy. Jeśli coś działa po pierwszym razie, to to nie jest żaden odruch, tylko normalne uczenie się na doświadczeniu.

          • JaToJa

            Nie wierzę, że to czytam…:(((((

          • Kinga

            Doprawdy bede dawac, ze nie wiem dlaczego Pan koniecznie chce bic dziecko (aby wyrobic w nim odruch Pawlowa) zamiast … po prostu trzymac za reke.

          • Iwona Wardal

            Myli Pan dwa pojęcia: odruchu warunkowego i odruchu bezwarunkowego, co dowodzi Pana nikłej wiedzy psychologicznej. Odruchy bezwarunkowe są wrodzone: takim odruchem będzie zabranie ręki z gorącego przedmiotu lub cofnięcie jej po ukłuciu się – te odruchy są wspólne dla wszystkich ludzi, można je zaobserwować już u noworodka. Odruchy warunkowe, tzw. „odruchy Pawłowa”, polegają na konsekwentnym łączeniu bodźca obojętnego z bodźcem, który odruch wywołuje. Gdyby dziecko doznawało bólu (odruch unikania) za każdym razem, kiedy wyjdzie na jezdnię, to w końcu na sam widok jezdni reagowałoby tak, jak na ból, czyli unikaniem. Nie życzę Panu z takim dzieckiem przechodzić przez ulicę, bo prawdopodobnie wpadnie w histerię, próbując uniknąć przewidzianej kary (wchodzenie na jezdnie=ból, sam Pan tego dziecka nauczył). Niestety, warunkowanie jest zwykle uogólnione – można „nauczyć” psa, żeby się ślinił na dźwięk dzwonka, ale nie można go nauczyć, żeby się ślinił na dźwięk dzwonka tylko w nocy, tylko kiedy mu pozwolimy albo tylko wtedy, kiedy ma na sobie obrożę. Można nauczyć dziecko kojarzyć wchodzenie na jezdnię z bólem, ale raczej nie uda się ograniczyć strachu przed jezdnią do sytuacji niebezpiecznych, bo dziecko nie ma dostatecznego doświadczenia, by oceniać niebezpieczeństwo – gdyby je miało, to nie byłoby potrzeby go chronić i uczyć. Pański przykład z knedlami dowodzi kompletnej ignorancji – dorosły człowiek nie wkłada gorącego pokarmu do ust nie ze względu na wyuczone odruchy, ale ze względu na swoje doświadczenie i zdolność oceny sytuacji – nigdy Pan nie ugryzł czegoś gorącego, bo się Pan zagapił albo spodziewał się Pan, ze potrawa została podana na zimno?

          • Iwona Wardal

            Dziecka MUSI Pan pilnować wszędzie. Na ulicy czy na placu zabaw jest Pan odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo. Nie wiem, skąd tu Pańskie oburzenie. Żaden klaps nie zdejmie z Pana tej odpowiedzialności.

          • JaToJa

            Ja nie wiem jakie wy macie dzieci, ale naprawdę 2 latek rozumie już bardzo dużo. Uczyłam swojego synka słowa „niebezpieczne” od samego początku i teraz on doskonale wie że to oznacza zagrożenie. Jeśli dziecko wybiega na ulicę to najlepiej wozić je w wózku w pobliżu jezdni do czasu aż zacznie łapać o co chodzi. Ale przede wszystkim tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć. Spokojnie, prosto, na przykładach…Są dzieci które wymagają więcej pracy, można ćwiczyć „na sucho” podczas zabawy samochodzikami, omawiać zagrożenia, zachęcać do właściwych zachowań. Jest cała masa i gama różnych metod które działają jeśli się CHCE i jeśli rodzić naprawdę się angażuje w wychowanie.

        • Zrobię co w mojej mocy, żeby zaspokoić Twoją ciekawość i (mam nadzieję) pomóc Ci.

          • Marcin Chmiele-wski

            Tak dla przypomnienia to napisałem na wstępi „Jestem zdecydowanym przeciwnikiem rozwiązań siłowych jeśli chodzi o kształtowanie umysłu młodego człowieka.” ;-)

            Wpis zrobiłem trochę dla draki, żeby rozpocząć dyskusję. Wcześniej widziałem tylko zwolenników jednej frakcji – bezprzemocowej.

            Inni siedzą cicho, bo chyba wszyscy oprócz mnie są idealni i nigdy w życiu nie dali dziecku klapsa, nie odciągali go od czegoś za rękę, nie musieli wziąć na ręce żeby oderwać pociechę od nieprawidłowego zachowania.

            Chyba że wszyscy zabierający tu głos są hipokrytami i mówią że przemoc fizyczna jest „be” ale i tak ją stosują (być może nieświadomie), bo z tego co zauważyłem to tylko klapsy są „be” natomiast cała reszta zmuszania dziecka do zmiany zachowania przy użyciu własnych rąk już jest „cacy”. :-)

          • Trzymanie dziecka za rękę czy branie go na ręce, nawet wbrew jego woli, przemocą nie jest. Zwłaszcza jeśli robimy to w celu odciągnięcia dziecka od zagrożenia lub od sytuacji, w której to dziecko stanowi zagrożenie i naszym celem jest jego uspokojenie.

            Sądzę, że większości rodziców kiedyś się zdarzyło. Chodzić jednak o świadomość, że to jest złe i walkę z tym.

          • Marcin Chmiele-wski

            Skoro trzymanie za rękę wbrew woli nie jest przemocą to rozumiem, że przykucie kajdankami do płotu za tą samą rękę też przemocą nie będzie.

            To w takim razie kiedy zaczyna się przemoc, dopiero jak damy klapsa?

            Mi właśnie chodzi o świadomość, że jakakolwiek manifestacja siły fizycznej jest zła. Nie tylko klaps.

          • Jeżeli nie robimy dziecku krzywdy, to nie jest to przemocą. Klaps robi krzywdę, wzięcie na ręce już niekoniecznie. To tak jak postawienie bramki zabezpieczającej. Czasami, żeby zapewnić dziecku bezpieczeństwo musimy użyć siły, ale należy zrobić to z umiarem i tylko w celu uniknięcia zagrożenia. Nie w celu ukarania.

          • Kinga

            A czemu Pan chce przykuwac dziecko do plotu … skoro go mozna po prostu trzymac za reke, na rekach, przy okazji przytylac, rozmawiac z nim, tlumaczyc. Tak po prostu, jak dobry czlowiek.

          • Kinga

            Nie nie dali, sa tacy co nie dali klapsa, choc mieli ochote milion razy sie wyzyc na wlasnym dziecku, ale tego nie robili.

        • Nie rozumiem klapsa nawet w sytuacji, gdy dziecko leci pod samochód, nawet ten 15 raz. Tak małe dziecko (niech się nikt nie obraża) ma zdolnosci kojarzenia podobne do psich. Wie jakimi zachowaniami coś od rodzica wyciągnąć, ale kary kojarzy z ostatnią rzeczą, jaką wykonało. Wyjaśnię na przykładzie karygodnego błedu, który miałam okazję obserwować – szczeniak uciekł, bawi się w najlepsze, biega i nie reaguje na wołanie, w końcu przybiega i …dostaje smyczą przez grzbiet. Pies nie kojarzy, że dostał za to, że nie reagował wcześniej, tylko za to, że przybiegł. Dziecko skojarzy z tym, że dało się zlapać. ;)

          • Marcin Chmiele-wski

            „Tak małe dziecko (niech się nikt nie obraża) ma zdolnosci kojarzenia podobne do psich.”

            Bardzo słuszne porównanie. I teraz pytanie czy taki pies będzie słuchał jak mu się będzie coś pokazywało 15 razy czy nie?
            Odpowiedź jest prosta, niektóre psy będą, inne załapią później a jeszcze inne w ogóle nie załapią o co chodzi. I to bez różnicy czy będziemy im dawać za każdym razem kiełbasę czy smyczą przez plecy.

            Chciałbym zauważyć, że ogólnie w całej dyskusji wszyscy bardzo mocno skupiliśmy się na tym czy klaps pomoże czy nie oraz czy to jest dobre czy złe.

            Niestety nie mamy rozwiązania przedstawionego problemu.

          • Nie ma rozwiązania, bo nie ma idealnej „recepty” na ogarnięcie dziecka, bo każde jest inne. Może mi samej ciężko jest pojąć akurat ten problem, bo wychodzę z założenia, że małe dzieci w ruchliwych miejscach powinny być odpowiednio zabezpieczone przez rodziców (trzymane za rękę, nauczone by trzymać się wózka, w wózku, czy nawet od biedy w kontrowersyjnych szelkach, do których mam obojętne nastawienie), a nie latać samopas. Znow wrócę do porównania – tak jak psa nie powinno prowadzić się luzem w takich miejscach. A starszakowi już można wytlumaczyć.

        • Kinga

          Jako mama 3.5 latki (niezywkle ruchliwej, ciagle uciekajacej, lobuzerskiej, ciekawskiej) zapewniam, ze da sie przejsc ten okres bez uzywania klapsa. Wlasna reka przytrzymujaca przed wyskoczeniem na ulice jest wystarczajaca. Chyba Pan Panie Marcinie jest silniejszy od swojgo dziecka i potrafi go skutecznie wziac za reke? Ja w kazdym razie choc mikrych rozmiarow jestem jeszccze dosc silna aby to zrobic.
          Jakby tak rodzice bijacy swoje dzieci, z taka energia szukali alternatywnych nieprzemocowych rozwiazan wychowawczych jak usilnie staraja sie szukac wymowek dla swojego zachowania to mogliby wiele osiagnac.

    • Kinga

      Dyscyplina i konsekwencja wcale nie musza byc egzekwowane metoda silowa. Patrz na najlepszych w twoim zyciu nauczycieli: tych do ktorych miales najwiekszy szacunek, bo byli konsekwentni i zazwyczaj potrafili utrzymac doskonala dyscypline w klasie. Czy oni uzywali przemocy? Jakos sie udawalo bez. Wymaga to wysilku, niektorym sie nie chce i trzeba wtedy jasno sobie powiedziec: bije bo jestem leniwy.

  • Oq_Larry

    Sporo bzdur ubranych w piękne słowa.Temat poruszony w sposób wyniosły, patetyczny. Styl „fejsbukowych” złotych myśli, generalizowanie, trafiające do wąskiego targetu.
    Nie pisz że białe jest białe a czarne jest czarne … napisz o tych wszystkich odcieniach szarości.
    Pozdrawiam

    • Odcienie szarości w bicu dzieci? W sensie mam napisać kiedy wolno bić, a kiedy niewolno? Nigdy nie wolno. Nigdy nie ma sytuacji, w której jedynym rozwiązaniem jest przemoc wobec dziecka. A jeśli chodziło Ci o coś innego, to będziesz musiał rozwinąć.

      • str

        Moje doświadczenia dobitnie pokazują, jak konieczne ciągle nowe i nowe
        artykuły na ten temat. Kilka lat temu pracowałam z około 15osobowym
        zespole, gdzie jedna z dziewczyn (jedyna z nas posiadająca dziecko)
        opowiedziała, że jak odbierała małego z przedszkola, to zachowywał się
        tak okropnie, że dała mu kilka szybkich na pupę i był spokój.
        Wystarczyło może jedno zdanie, że ja nie uznaję klapsów, żeby wywołać
        burzę, koleżanka odebrała to jako osobisty atak, wszystkie osoby, które
        zabrały głos w dyskusji, twierdziły, że klaps to nie bicie, każdy miał
        do przytoczenia historię z dzieciństwa, jak to ich rodzice dobrze
        zrobili, że w jakiejś sytuacji im przylali i oni się w ten sposób czegoś
        tam nauczyli (zadziwiające, że każda osoba, która sporadycznie
        dostawała lanie, zawsze doskonale pamięta każdą z tych sytuacji, więc
        chyba nie jest ona taka obojętna dla psychiki). Jakiś czas później
        pracowałam z inną grupą ok 10 osób (wszystkie bezdzietne) i ta sama
        sytuacja, każdy uważał, że klaps to nie znęcanie się, że są wręcz
        wskazane w określonych sytuacjach. Szczytem było to, że koleżanka
        obraziła się na mnie, zupełnie przekręcając moje słowa i uznając, że
        uważam, że skoro ona dostawała klapsy, to teraz jest psychicznie chora!
        Zawsze pojawia się argument, że skoro nie mam dzieci, to nie wiem, co
        mówię (oni też nie mają a już wiedzą, że najlepszą metodą wychowania
        będą klapsy). Zawsze też słyszę, że jak będę miała dziecko, to na pewno
        też dam klapsa i ja nigdy nie zaprzeczam, tylko przyznaję, że uznam to
        za moją porażkę a nie za sposób wychowania. Po jakimś czasie pracowałam w
        dziale, gdzie część osób było świadkami poprzedniej rozmowy, część
        było nowych i gdy znów wypłyną ten temat, nauczona poprzednim
        doświadczeniem, siedziałam cicho i zostałam dosłownie „wywołana do
        tablicy”, sprowokowana do przedstawienie swojego zdania, wytknięta
        palcem jako dziwadło, które nie podniesie nigdy ręki na dziecko.
        Zostały nawet zaproszone osoby z innego działu, żeby mnie uświadomić. To
        pokazuje, jaka jest świadomość młodych 20-30letnich, bezdzietnych,
        wykształconych, mieszkańców dużego miasta. Chcę zaznaczyć, że w moich
        wypowiedziach nigdy nikogo nie atakowałam, używałam komunikatów „ja” (ja
        uważam, wg mnie, a nie np. ale jesteście głupi, że tak chcecie robić i
        dzieci wam za to zapłacą w przyszłości, a już nigdy dajesz klapsa, bo
        jesteś nieudacznikiem :) ),
        całą rozmowę opierałam na rzeczowych
        argumentach (jakby żywcem wyjęte z akapitu Daj klapsa szefowi, bądź o
        przewadze fizycznej osoby dorosłej, która zwłaszcza w momencie
        wzburzenia nie potrafi panować nad swoją siłą, o tym, że dorosły
        odpowiada za bezpieczeństwo dziecka a nie dziecko samo za siebie i dużo
        innych.) Widząc reakcję otoczenia nawet starałam się jak najbardziej
        łagodzić swoje wypowiedzi a i tak byłam dosłownie linczowana. Teraz
        oczekuję własnego synusia i już za 2,5 miesiąca na własnej skórze
        przekonam się, jakimi metodami będzie starał się naruszyć moje
        przekonania i silną wolę ( wbrew pozorom już takie małe dzieci są
        narażone na agresję rodziców np. syndrom dziecka potrząsanego).

  • Tata Domin

    Warto o tym pisać, żeby docierało do ludzi. Niestety bardzo wiele osób, z którymi rozmawiam powołuje się na to, że oni sami dostali w dzieciństwie ostre lanie – i że było to bardzo słuszne i skuteczne. I dzięki temu nie wyrośli na rozkapryszone bachory w przeciwieństwie do obecnej młodzieży. Bardzo ciężko się z takimi stereotypami dyskutuje, bo ciężko jest oskarżać czyjegoś ojca czy matkę. Ciężko tłumaczyć komuś, że został w dzieciństwie poszkodowany czy też obarczony jakimś ciężarem, bo Ci ludzie uważają, że zostali świetnie wychowani. Ale tu się kłania głębsza psychologia i jakaś forma syndromu sztokholmskiego…

  • Ola

    Jak dziecko dostanie klapsa, bo wybiegnie na ulicę, to nauczy się tego, żeby następnym razem na ulicę wybiegać, jak rodzic nie będzie patrzył :( Skończy się, jak się skończy… Tak samo, jak dziecko wychyli się z balkonu, czy do studni. Pewnie stąd tyle wypadków z udziałem dzieci. Ja synkowi dosadnie wytłumaczyłam, co mu grozi, jak będzie się wyrywać na ulicy… I zdarzyło mu się to tylko dwa razy, później grzecznie chodził ze mną na spacery za rękę. Nie mówiąc, że nigdy nie miałam zatkanych gniazdek, a dziecko też nie próbowało nic tam wkładać… Bo nieprawdą jest, że dwulatek nie rozumie. Nie zrozumie półroczne niemowlę, którego nie zostawia się samego poza kojcem. I tyle w temacie bicia. Każde jest złe!!!

  • Marek Migacz

    Ciekawy, ważny i bardzo potrzebny tekst. Zastanawia mnie tylko stereotypowe podejście do tematu, tj. przemoc płci męskiej. W przemocy wobec dzieci, zwłaszcza tej psychicznej, ale nie tylko, ponoć przodują kobiety. W przypadku ALIENACJI RODZICIELSKIEJ: http://pl.wikipedia.org/wiki/Alienacja_rodzicielska to już bezwzględnie. Obawiam się, że takie ukazanie problemu jak w artykule, sprzyja utrwalaniu stereotypów. Nie zmienia to faktu, że problem przemocy wobec dzieci uważam za bardzo ważny i wymagający wielotorowych działań, ku zmianom obecnego stanu rzeczy.

    • Starałem się z całych sił, żeby nie określić płci adresata tego tekstu. Jeśli gdzieś sugeruję, że chodzi o mężczyznę, to mogło to było niedopatrzenie. Nawet specjalnie szukałem dwóch grafik, żeby ukazać, że przemoc ma zarówno męską, jak i żeńską formę.

      • Marek Migacz

        Grafiki ok. – pełna zgoda. Natomiast teks zdecydowanie już nie, np. „Twój ojciec tak robił, jego ojciec tak robił i jego ojciec też tak robił.”, a szkoda :-(

        • Jakoś nie skojarzyłem, że odnosząc się do ojca, odnoszę się do płci. Po prostu to jest koronny argument zwolenników bicia. Oni zawsze odnoszą się do ojca, nigdy do matki. „Ojciec mnie bił i wyrosłem na porządnego człowieka”. Stąd wziąłem to powiedzenie. Jednak poza tym fragmentem byłem raczej genderobojętny.

          • Marek Migacz

            To jest włąsnie błędne koło i utrwalanie stereotypów niestety :(. Widoczne jest to szczególnie przy rozpadzie związku, wystarczy cień wątpliwości i tata jest podejrzany o wszelką możliwą przemoc, a dziecko zostaje półsierotą (obecnie ponad MILION dzieci w Polsce wychowuje się bez taty – dane GUS). Polecam szczególnie: https://www.facebook.com/PrzemocNieMaPlci?fref=ts oraz http://www.cda.pl/video/1283482f/Reakcja-na-przemoc- jak również https://www.facebook.com/tata.jest.ok

          • Mitsuo

            Dżizas, jakiś obrońca praw mężczyzn się znalazł. Widać, że nie chodzi ci o przemoc wobec dzieci, tylko o to, żeby pokazać, że to kobiety są gorsze. Jakiś uraz z dzieciństwa? Matka cię zostawiła i teraz uważasz, ze wszystkie jesteśmy be? Boże, jak mi cię szkoda. Możemy się zamienić, chętnie zostanę facetem, już dosyć się nacierpiałam jako kobieta i mam również dosyć facetów-chujków któzy próbują mi udowodnić, że to oni mają gorzej. Stereotypy SKĄDŚ SIĘ BIORĄ. Z tego, że to faceci są agresywni i częściej biją, gwałcą. Taka jest prawda, a prawda boli, wiem.

          • JaToJa

            Ten pan należy za pewne do stowarzyszenia „dzielny tata”, jeden z takich dzielnych tatusiów walczy ze mną w sądzie o małe dziecko stosując przy tym najgorsze chwyty, kłamstwa, nagrywanie, włamywanie się na pocztę itp…w ich mniemaniu dzieciom lepiej jest z tatusiami, powinna nastąpi zamiana ról bo żeby było sprawiedliwie to teraz sądy mają przyznawać dzieci ojcom. Albo opieka naprzemienna, niech dzieciak mieszka 2 dni tu 2 dni tam. A potrzeby dziecka są dla nich an ostatnim miejscu…nie mówię że dla wszystkich ale niestety wielu z tych ojców tylko gra pokrzywdzonych.

          • Akurat opieka naprzemienna, czyli dwa tygodnie u taty i dwa tygodnie u mamy, jest praktykowana w większości krajów cywilizowanych. Bo tylko ona uwzględnia prawdziwe potrzeby dziecka, z czym zgadzają się psychologowie. Dzieci niemal zawsze wolą mieć dwóch rodziców, nawet jeśli będą miały też dwa domy.

      • Kinga

        Przemoc ma czesto forme i meska i zenska za jednym zamachem. Bo jest tak, ze jesli jeden rodzic stosuje przemoc czynna: bije, poniza psychicznie, to drugi rodzic na to patrzy i nic z tym nie robi, udaje, ze nie widzi, albo widzi i zrzuca wine na dziecko (zasluzeles sobiie). I wtedy jest to przemoc bierna, wlasciwie rownie wstretna.

  • Bardzo fajny tekst, a jako lekturę uzupelniającą polecam książkę „Jak mowić, żeby dzieci nas sluchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mowiły” (oraz inne książki tych autorek) i czytając ją uruchomić w sobie to wewnętrzne dziecko. Sama podczas lektury przypomnialam sobie jaką złość i bunt budziły we mnie pewne słowa rodziców, choć są naprawdę wspaniałymi ludźmi, ale nie jest się idealnym rodzicem od razu – to praca nie tylko z dzieckiem, ale i nad sobą. Klaps czy bicie jest często wyrazem bezsilności, ale też oznaką że rodzic nie potrafi rozmawiać z dzieckiem.

    • Ta książka, to była jedyna dobra rzecz jaką przeczytałem obowiązkowo na studiach :) Także podpisuję się pod tym poleceniem.

    • Marek Migacz

      „Jak mowić, żeby dzieci nas sluchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” książkę tą poznałem na warsztatach dla rodziców w Poradni Psychologiczna-Pedagogicznej pod tą samą nazwą. Takie warsztaty organizowane są cyklicznie (dwa razy w roku) praktycznie w każdej PPP. Informacje na ten temat rozpowszechniane są w szkołach, przedszkolach, itd. Zdecydowanie polecam i książkę i udział w warsztatach.

    • mmm

      Nie ma to jak komentować wypowiedź sprzed 2 miesięcy, ale dopiero wczoraj poznałam to miejsce :). Pamiętam jak lata temu moja mama kupiła właśnie tę książkę. Wtedy sama byłam dzieckiem. Zaraz zabrałam się do kolorowania komiksów i przy okazji przeczytałam całość, bo tak bardzo mnie ta książka już wtedy wciągnęła :).

  • Kinga

    Ciesze sie, ze poruszasz ten temat tak stosunkowo czesto. Trzeba o tym mowic jak najwiecej, aby nikt nigdy nie powiedzial: a nie wiedzialem. Otoz zwolennicy bicia/klapsowania/poszturchiwania itp. musza wiedziec, ze bicie jest zle. Musza slyszec to 100 razy dziennie. Musza wiedziec, ze nikt nie kupuje ich cienkich wymowek i nie beda rozgrzeszeni ze swojego niechlujstwa wychowawczego.

  • Dominika

    Kilkaset razy rozmawiam z rodzicami którzy dają „klapsy”- przytaczam te argumenty, o których napisałeś i nic! Ich argument jest zawsze podobny – ja byłem bity/a i jestem porządny i drugi – mówię dziecku 100 razy i nie słucha a jak dam klapsa to zrozumie! Ciężko przez to przebrnąć – tacy ludzie to ściana i mur – żaden argument nie przemawia… ręce opadają…

    • Ja dostałem właśnie po tym wpisie kilka wiadomości, w których ludzie dziękowali, bo to im pomogło. Więc nie ma co się poddawać. Trzeba próbować. Ja próbuje na najróżniejsze sposoby i wiem, że jeśli za danym razem uda mi się przekonać chociaż jedną osobę, to było warto :)

      Co do Twojej sprawy, spróbuj ich przekonać pokazując też co można robić zamiast tego. Polecam też komentarz Leszka powyżej.

      • Dominika

        Widziałam Leszka komentarz- zapamiętuję „nowe argumenty” i przekazuję je- ale jeśli jakaś matka/ojciec była bita przez 15 lat swojego dzieciństwa i rozumie że to złe – a sam/sama tak robi… JA bita nie byłam nigdy więc nie wiem jak to jest i na ile jest to silne – może dlatego abstrakcją dla mnie jest uderzyć kogokolwiek! Ale staram się nie odpuszczam.
        Tak btw w 2010 roku kiedy mój Syn miał 1,5 roku byłam świadkiem jak na parkingu pod hipermarketem ojciec bił po twarzy swoje dziecko (ok.1-1.5 roku) bo płakało, za nim szła kobieta- być może matka dziecka która w ogóle nie reagowała. Jak mu powiedziałam co o nim myślę to wyrzucił w moją stronę wszystkie najgorsze rzeczowniki. Spisałam numery rejestracyjne, pojechałam na policję, złożyłam zeznania ( 2,5h) – policjant bardzo się przyłożył, moja mama była również świadkiem – nikt inny bo było przed 21:00. Jakaś Pani wychodząc ze sklepu jak „akcja” się kończyła mówiła że to dziecko płakało już w hipermarkecie… Prokuratura umorzyła śledztwo..Ręce opadają i myślę że to TAKICH ludzi nic nie przemówi….
        Nie mogłam wtedy spać całą noc – patrzyłam na mojego Synka i nie mogłam opanować emocji jakim trzeba być „czymś” aby tak się zachowywać. Żałowałam że nie byłam po kursie boksu bo gościa bym skatowała…

  • Sabina Gatti

    Ja polecam poczytać książki Alice Miller http://mediarodzina.pl/autorzy/281/Alice-Miller.

  • vkg

    autor jest chyba debilem . każdy niech wychowuje dzieci jak chce i niech innych nie poucza. pozjadał wszystkie rozumy. każde dziecko jest inne, jedne nie wymaga klapsów a inne wręcz przeciwnie bo potem rosną typy bez szacunku dla starszych. śmiech ze zmarnowałem te 3 minuty bo mi żona podesłała linka. komplentnie się nie zgadzam, autor sam sobie zaptrzecza…

  • Paweł Leszczak

    Mam 20 lat. Nie raz dostałem klapsa od rodziców jak byłem mały, tak samo jak wiele moich koleżanek i kolegów.
    Dziecko jest głupie, nierozważne i rozmowa nic nie daje bo i tak zrobi
    swoje (sam tak robiłem). Psychologia mówi że dziecko powinno bać się
    rodziców bo przez to rodzi sie szacunek. Autor myli danie klapsa z
    maltretowaniem i znęcaniem się na dziecku, oraz chęcią pokazanie własnej wyźszości. System nagród i kar jest jak najbardziej skuteczny.
    Od tysiąca lat dzieci były karane czasem srożej czasami łagodniej. Czy
    to ma wpływ na psychikę dziecka? Kompletne nieporozumienie. Klaps nie
    zniszczy psychiki dziecka, wyrośnie ono na przykładnego człowieka
    któremu wpojono kodeks moralny. Autor sugeruje rozmowę. Ok, ale czy policja, sądy gdy zrobisz cos źle porozmawiają z tobą? Nie, dostaniesz karę. Prawdą jest że lepsze posłuszeństwo uzyskuje się dzięki karze cielesnej niż przez jaką kolwiek inną
    i wykazało to parę ciekawych ekseperymentów psychologicznych jak i
    przykładów z życia i historii. Autorze czy żal który żywisz do rodziców
    ma podłoże w kilku klapsach, nie wydaje mi się. Nie chce żeby uważano że
    popieram bicie dzieci, ale klaps lżejszy czy mocniejszy jest konieczny
    przy wychowaniu. Ja jestem wdzięczny rodzicom że dostawałem lanie, bo
    nauczyłem się dzięki temu 1. przestrzegnia pewnych zasad, 2. szcunku i
    3, posłuszeństwa. Na końcu chciałbym zadać pytanie czy jak dziewczyna
    mnie „pacneła” ręką w ramię za to że jej zjadłęm kanapkę jest oznaką że
    mnie maltretuje? Proszę by kolejny artykuł był o przemocy w związkach.

    • Kary mają wpływ na psychikę dzieci. To nie jest nieporozumienie, to jest fakt. Dzieci karane, mają niższą samoocenę i nieraz inne głębsze problemy, włączając w to fobie, wady wymowy takie jak jąkanie się czy depresje. Częściej też wpadają w nałogi i łatwiej nimi manipulować.

      Psychologia nic nie mówi o tym, że dziecko powinno się bać rodziców, chyba że odwołujemy się tej sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy jeszcze niewiele ludzie wiedzieli. System kar i nagród jest skuteczny, ale to nie znaczy, że powinno się go stosować. Niewolnictwo też było skuteczne. Zasada „oko za oko” też była skuteczna. Jednak nie jesteśmy już barbarzyńcami i nie powinniśmy traktować naszych dzieci jak zwierząt. A do zwierząt właśnie skierowana jest zasada kija i marchewki.

      Sąd i policja wymierzą sprawiedliwość, ale najpierw wysłuchają Twojej wersji. Mało kto słucha wersji dzieci i próbuje je zrozumieć. Gdyby tak było, nie byłoby potrzeby dawania kar (o klapsach nawet nie mówię). Dzieci nie rodzą się złe. One rodzą się z określonymi potrzebami. Jeśli te potrzeby będą zaspokojone, to będzie ono „grzeczne”. Jedyne pytanie pozostaje, czy jesteś jako rodzic zdolny zapewnić swojemu dziecku wszystko czego potrzebuje, jednocześnie nie dając mu wszystkiego czego chce? To jest właśnie prawdziwa sztuka wychowania.

      Co do mojej osoby – ja w ogóle nie mam żalu do rodziców o to jak mnie wychowywali. To były inne czasy. Teraz jednak mamy dostęp do wiedzy, której oni nie mieli. Która mówi nam wprost „da się inaczej”. Mimo to wielu ludzi nie chce tego przyjąć, bo bicie dziecka jest łatwiejsze niż skorzystanie z metody „da się inaczej”. Dlatego jeśli ktoś jest leniem, to niech to przyzna, a nie próbuje na siłę udowodnić swoje średniowieczne poglądy.

    • Kinga

      Pani Pawle, jako pedagog i psycholog z wyksztalcenia zapewniam Pana, ze psychologia absolutnie nic takiego o czym Pan pisze nie mowi, nie wie skad Pan wzial twierdzenie, ze dziecko powinno sie bac rodzica bo to rodzi szacunek, ale nie z psychologii. Jesli sie Pan w tym pomylil to prosze dobrze pomyslec ile jeszcze pomylek kryje sie w Panskich przekonaniach.
      Policja i sad wymierza kare a nie rozmawia z przestepca, bo ma do czynienia z doroslym juz uksztaltowanym czlowiekiem. Przy czym nalezy zaznaczyc, ze policja i sad nie bije/nie szturcha/nie krzyczy/nie klapsuje.
      A skad Pan wie, ze tego wszystkiego czego Pan sie nauczyl w wyniku strachu nie nauczylby sie Pan szybciej i przyjemniej podczas zwyklej wyjasniajacej rozmowy z rodzicem? Sprawdzil to Pan gdzies?

    • Iwona Wardal

      „Psychologia mówi że dziecko powinno bać się rodziców bo przez to rodzi sie szacunek.” Nie mogę. Nie zdzierżę. Proszę o usunięcie komentarza, jeśli jest nazbyt wulgarny – JA SIĘ PYTAM, JAKA PSYCHOLOGIA, DO K…Y NĘDZY?! Takiej bzdury nie czytałam dawno! Zaraz napiszą, że Kroczak dzieci bił i przykład z niego biorą! Dowód na to, że papier i internety przyjmą wszystko!

    • Iwona Wardal

      „Prawdą jest że lepsze posłuszeństwo uzyskuje się dzięki karze cielesnej niż przez jaką kolwiek inną i wykazało to parę ciekawych ekseperymentów psychologicznych jak i przykładów z życia i historii.” – te same eksperymenty wykazały, że kary fizyczne są skuteczne tylko TU I TERAZ, nie wychowują, nie chronią na przyszłość i mają SZEREG SKUTKÓW UBOCZNYCH! Jeśli się już przywołuje jakieś mityczne badania, to powinno się przywolywać KOMPLETNE wnioski z nich wyciągnięte!!!

    • JaToJa

      To bardzo smutne…ja też byłam bita w dzieciństwie, klapsy, pasem na gołą pupę, w twarz też oberwałam parę razy i wesz co? Nauczyło mnie to tylko, że jestem mało warta, można mnie bić a mój rodzic nie jest kimś komu się ufa. Takie wychowanie zaowocowało depresją, buntem, problemami w dorosłym życiu (pakowanie się w toksyczne, przemocowe związki). Dziś sama jestem mamą i nie biję mojego dziecka a mimo to (a raczej właśnie dlatego) jest mądrym, rozsądnym chłopcem i mimo że czasem napsoci lub nie posłucha dogadujemy się świetnie. Dziecko chce widzieć w rodzicu dobrego, kochającego człowieka, ostoję mądrości, wiedzy i cierpliwości. Kochajmy swoje dzieci na prawdę, bez przemocy!

  • Ani

    „Mama, jak na mnie krzyczysz i mówisz, że ryczę bez powodu to mi się chce umrzeć”

    • Iwona Wardal

      Gdyby każde dziecko potrafiło tak trafnie i odważnie mówić o swoich uczuciach, to może więcej rodziców zawahałoby się przed spuszczeniem ręki na ich bezbronne ciała. :( Niestety, większość maluchów cierpi bez słowa skargi, w przekonaniu, że w każdym domu dzieje się to samo… Miałam kiedyś z grupą pięciolatków pogadankę na temat praw dziecka – taką podręcznikową pogadankę, bez fajerwerków, bez oglądania bajek, bez warsztacików, bez malowanek, mieliśmy tylko wspomnieć że coś takiego istnieje. Jak zaczął się temat prawa do nietykalności cielesnej, to się zaczęły zwierzenia, a nawet płacze – a zapewniam, że większość moich dzieciaków pochodziła z tzw. dobrze sytuowanych rodzin, nie ze stereotypowej „patologii”. :/

  • Pingback: Co Sądzisz O Klapsach ?()

  • pawel ggg

    to może inaczej,jak ktoś jest leniwym studencikiem który nie wie co może robić z swoim czasem to może pisać takie brednie…..życie jest inne,ale trzeba je najpierw poznać,niż pisać takie banały. Byłem wychowany w bardzo ostry sposób i byłem „prany” i to pożądnie a jednak wyrosłem na normalnego faceta,prawdziwego POLAKA i mogę śmiało dziękować moim rodzicom za to jaki jestem. Więc co mam zrobić,gdy czas goni,zostało mi 20 min.a moje dziecko ma focha na cały świat??? Może je przeprosić że nie dam rady być na czas u lekarza na wizytę na którą czekałem 5 miesięcy???? Czy mam się bawić w prośby i błagania,aż
    może w główce coś przeskoczy i pozwoli się ubrać????? No bo ja mam czas aby przejechać 1245km z pracy………a za tego Yeti to dostałbyś w pysk,ale pewnie z płaczem pobiegłbyś na policje………ot cały dorosły facet…………..pozdr.

  • Beata Błaszczak

    Takie artykuły zawsze przekazuję dalej. Niejednokrotnie słyszałam od znajomych, że pomogły spojrzeć na problem z drugiej strony. Często polecam Pana artykuły, ponieważ znam wielu rodziców którzy poszukują pomocy by
    dobrze spełniać swoją rolę.
    A jeśli chodzi o temat klapsów wypowiem się jako niania , która pracuje z dziećmi od kilku lat codziennie. Pewnie nie jeden rodzic stwierdzi, że co może powiedzieć na ten temat bezdzietna osoba? oj wiele można by o tym mówić. Jako osoba kochająca cudze dzieci proszę nie krzywdźcie ich klapsami. Serce mi pęka kiedy widzę dziecko dostające na tyłek za to, że przeszkadza w rozmowie, ucieka na spacerze czy np za rozlanie picia na podłogę. Dla wszystkich rodziców, którzy uważają, że klaps jest metodą wychowującą dziecko w danych sytuacjach mam pytanie: czy jako opiekunka twojego dziecka mogę dać mu klapsa jeśli ucieka mi na spacerze, wkłada palce do kontaktu, jest agresywne wobec innych? Przypuszczam, że większość rodziców pozwała by mnie za to do sądu, bo przecież mi nie wolno bo to ich dziecko. A teraz mam pytanie: czym się różnię od rodziców? przecież też jestem dorosła osobą i pomagam wychowywać ich dziecko, obdarzam je swoją miłością i chcę dla niego jak najlepiej. Nikt nie chcę być bity i nikt nie powinien bić. Prosta zasada. Dziecko nie jest naszą własnością, to nie rzecz którą można przestawiać tam gdzie nam wygodnie i ustawiać, tak by było naszym wymarzonym ludzikiem, który będzie robić co mu każę. Tu pewnie odezwa się osoby , które powiedzą, że jest to bezstresowe wychowanie z którego wyrosną małe
    potwory. A to nie prawda. Dziecku należy ustalać granice zasady. A im mniejsze dziecko tym bardziej próbuje zbadać gdzie kończy się dana granica. Podstawą wychowania jest konsekwencja działania, w której nie stosujemy przemocy fizycznej i psychicznej. Kto najlepiej zna swoje dziecko jak nie rodzic. Wystarczy chwilę pomyśleć, stać się na chwilę dzieckiem i spojrzeć na siebie jego oczami.

    • Bardzo podoba mi się Pani przykład i na pewno go wykorzystam w przyszłości. Bo rzeczywiście – rodzice sami wymierzają klapsy, ale niani się na klapsy nie pozwala – a niby dlaczego? Gdzie jest właśnie ta różnica? Bardzo dziękuję za ten komentarz.

      • Iwona Wardal

        Pracuje w przedszkolu z niesfornymi dwu- i trzylatkami. Szlag mnie trafia, jak rodzic jednego czy dwojga dzieci twierdzi, że „musi bić”, a ja potrafię ośmioro nakarmić, położyć spać, pobawić się w kółeczku, pomalować farbkami (jedzą te farbki, niech to jasna Aniela, czasami mam ochotę przez kolano przełożyć, żeby „oduczyć” – ja też nie jestem odporna na stereotypy i społeczne naciski, chociaż sama nie byłam bita), ba! na spacer wziąć i żadnego na jezdnię nie puścić… Ale jak chcę się podzielić tą wiedzą tajemna, dzięki której mi się udaje, a im nie, to napotykam na mur wrogości i tępego uporu…

  • Kamila Elwart Bemka

    popieram w 100000% nigdy nie uderze swojej córeczki… nie chce i mam nadzieje ze mi się uda!!!. ja byłam bita przez moją matkę przez co nie czuje w niej kochanej matki przy której czuje się bezpiecznie choć jestem juz dorosła kobieta czuje do niej respekt… ale boję się o mają )mała… właśnie babcia (moja matka) ja pilnuje w ciągu dnia jak muszepracować nie wiem co robi jakie ma zasady pozostaje mi zaufac . moze będzie inna do wnuczki choć „wątpię ” i nie wiem jak mam z nią zaczac rozmowę na ten temat… uraz zostaje do końca …

    • Znam to uczucie. I sam nie wiem co bym zrobił w takiej sytuacji. Może po tylu latach uda się z nią porozmawiać? Pokazać dowody na słuszność swoich racji?

    • Agata Pasternak-Komska

      boże, kobieto, opłać lepiej nianię i zamontuj kamery, nie zostawiaj jej z taką babunią

  • Zagubiona Mama

    Jeśli chodzi o krzywdzenie drugiego człowieka zawsze przypomina mi sie Dekolog „Nie rób drugiemu co Tobie nie miłe”.
    Nie jestem zagorzałą katoliczką ,ale to do mnie przemawia..
    Pozdrawiam

  • Zagubiona Mama

    „Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe..” tą zasadą się kieruję w życiu i tym samym nigdy nie zastosowałabym wobec moich dzieci klapsa”…

  • Pingback: Blogerki i blogerzy przeciw przemocy wobec dzieci | Anna Golus()

  • Właśnie wczoraj w TVN Style w Miasto Kobiet był program na ten temat. Gdzie była niejaka p. Falandysz, która to chełpi się tym że bije swoje dzieci. Był jeszcze jeden nauczyciel/wychowaca – byli święcie przekonani, że ich metody są skuteczne i neutralne dla psychiki dziecka…..

    • Ja siedziałem na kanapie zaraz obok nich – więc wiem doskonale co mówili. Nawet te fragmenty, które były poza wizją. Jednym słowem: masakra.

  • Świetny tekst. Popieram w całej rozciągłości.

    ___
    http://www.mandarynkizmlekiem.pl

    • Będę wdzięczny za niewklejanie swojego linku.

  • Agata Bielak

    co zrobić w sytuacji kiedy to mój partner wymierza dziecku kare cielesna a ja sie na to nie zgadzam? Działać tu i teraz tzn. złapać za rękę i powstrzymać go jak najszybciej przy dziecku? Czy raczej pozwolić mu to zrobić i porozmawiać o tym jak dziecko pójdzie do pokoju?

    • Chyba byłbym za tym, żeby wpierw obronić dziecko, a później porozmawiać. Lepiej dla dziecka było mimo wszystko nie oberwać i zobaczyć, że choć jeden rodzic jest po jego stronie.

  • BossXaero

    W kółko ta sama mantra na wszystkich blogach.
    Dawanie klapsa jest równie słuszne jak i nie dawanie – wszystko zależy od człowieka i od tego jak do tego podejdzie.

    U mnie w domu klapsy za złe zachowanie były czymś normalnym – razem z rodzeństwem nie czuliśmy się przez to jakoś gorsi czy mniej kochani przez rodziców. Wiedzieliśmy że nie oddamy rodzicom za klapsa bo wiedzieliśmy że rodzice zasługują na SZACUNEK (tak zostaliśmy wychowani, za co bardzo im dziękuję) oraz że jak ktoś dostawał klapsa to już było wiadome że faktycznie „przegięliśmy pałę” i faktycznie należało nam się – to nigdy nie ulegało wątpliwości.

    Dzisiaj, po 30 latach życia bardzo dziękuję rodzicom za to jak mnie wychowali – myślę, że ludzie którzy myślą podobnie po prostu byli wychowywani w podobny sposób.

    A patologie gdzie dzieci się BIJE a nie DAJE KLAPSY to już wiadomo zupełnie inna sprawa.

    Pozwólmy ludziom wychowywać dzieci jak chcą, dopóki nie robią temu dziecku krzywdy – nie decydujmy za nich jeżeli totalnie ich nie znamy.

  • Paulina Janowska

    No niestety ale jeszcze wielu rodziców uważa, że klaps to nie bicie.. Bronią się tym, że to TYLKO w ostateczności.. a ja się pytam kiedy jest ta ostateczność?

  • Aga War

    Zastanawiam się jakim bym była człowiekiem, jakby mnie (i mojego rodzeństwa) nie raczono klapsami za młodu. Mam 26, najmłodszy brat 22 lata i dostawalismy ręką, kapciem, czasem i pasem po dupie, rękach, udach itd…
    Teraz wiem, że jest ze mną w miarę ok. Choć dalej mam kłopot z wyrażeniem własnej opinii wśród obcych ludzi, to mnie najbardziej boli, że od małego boje się, że jak powiem coś nie tak, to mnie zlinczują.
    W dzieciństwie niskie poczucie własnej wartości, gdy miałam kłopoty z rówieśnikami z klasy, bo mnie wysmiewali czy coś, nie byłam w stanie podzielić się tym z rodzicami. Tylko tlumilam to w sobie i miałam ciągłego „doła”, jeśli nie depresję…na samą myśl odrzuca mnie od tych czasów. Jaka bym była, gdyby mnie nie bito? Może bardziej pewna siebie, nie byłabym się nowych wyzwań. Siegnelabym po marzenia, po które już za późno. Co by było gdyby…smutne, że dopiero teraz ludzie się ogarneli, że bicie dzieci jest złe. Ja mam żal do swoich rodziców za to, że jestem złamana, w ten zły sposób.
    Swojej córeczki nie wyobrażam sobie, żebym mogła bić. Nigdy w życiu. Niech przynajmniej ona będzie zdrowa psychicznie.

    • Znam to aż za dobrze. Też „wyszedłem” na ludzi, ale też mam okresy, które wspominam z myślą, że przecież wcale niewiele brakowało, a mógłbym skończyć zupełnie inaczej… gdyby nie odpowiedni ludzie, gdyby nie różne niedestruktywne sposoby na odreagowanie… a i tak do dzisiaj wiele z tego się za mną ciągnie. W każdym krzyku, w każdym wybuchu. Rodziców nie winię, bo to niczego dobrego nie przynosi, a oni starali się jak mogli i naprawdę jestem im wdzięczny. Jak na tamte czasy i tak wykonali naprawdę kawał dobrej roboty. Nie zmienia to jednak faktu, że jest z czym walczyć i jest co zmieniać.

  • Justyna Karczewska

    Jestem nieudacznikiem. Daję klapsy. Nie uważam że to dobrze. Nie nadaję się na matkę, bo nie umiem swoim dzieciom nic wytłumaczyć. One nie rozumieją. Myślę, że może powinnam je komuś oddać, kto lepiej by je wychował. Ale dla nich to byłoby porzucenie. Cierpiałabym chyba bardziej od nich. I chociaż staram się tłumaczyć, to nie radzę sobie z moimi emocjami i kilka razy w życiu poległam – uderzyłam swoje własne ukochane dziecko.

  • Justyna K

    ​Zgadzam się, że bić dzieci nie wolno. Nie czytałam wszystkich komentarzy, nie jestem stałą czytelniczką.
    Moim zdaniem słowa „Dajesz klapsa, bo jesteś nieudacznikiem” ” zachowujesz się jak bezmózgi neandertalczyk” absolutnie nie zachęcają do jakiejkolwiek dyskusji tylko tą dyskusję zamykają. Bo ktoś już od początku został osądzony i skrzywdzony słowem. Jak ja słyszę takie słowa w moim kierunku to chce się bronić i to jest naturalne. Za wszelka ceną będę bronić swoich racji i nigdy nie przyznam się do błędu, bo jestem atakowana i naturalne jest to, że to nie są warunki do refleksji i do przyznania się do błędu. Nawet jeśli te słowa są prawdą to tylko jeśli ja je powiem sama przed sobą będą ok, usłyszane z jakichkolwiek innych ust będą obrazą i będą potęgować wrogość wobec takiej osoby. Zresztą nawet sama przed sobą wole powiedzieć, że byłam słaba i niedoskonała, a teraz już jestem inna niż kiedyś, bo się staram i zmieniam, ale nigdy nie powiedziałbym sobie, że „jestem nieudacznikiem”. Bo „jestem” zamyka drogę do zmiany, nie motywuje, po co mam się starać skoro po prostu i tak „jestem nieudacznikiem” więc i tak mi się nie uda – wszytko mi się nie udaje…
    I z doświadczenia wiem, że agresja i bicie dzieci nie bierze się tylko z przekonania, że to jest dobre, bierze się z tego, że nie wiadomo jak inaczej wychowywać dzieci​ i też że nikt nas nie nauczyć co robić z własnymi emocjami.​

    ​Brakuje alternatywy​: nie wolno bić, nie wolno krzyczeć, ale co wolno? jak nauczyć dzieci np porządków…​ zdecydowanie za​ mało się mówi o​ czymś w zamian​…
    ​Szczególnie w tzw rodzicielstwie bliskości bardzo dużo mówi si​ę​ o potrzebach dziecka, niektórzy błędnie pojmując idę totalnie ignorują potrzeby rodziców i taka sytuacja to​ ​istne pole minowe- frustracja rodzica rośnie, bo nie jest np w stanie wytrzymać chaosu w domu, nie jest w stanie wyjść z domu na czas itp, nie może krzyczeć, nie może bić, a po prostu nie wytrzymuje​,​
    więc prędzej czy później wybucha i to rodzi jeszcze większa frustrację , bo raz że wybuchł i zranił dziecko – wyrzuty sumienia, dwa że sobie nie radzi, a trzy ze nie wie co z tym zrobić- brak nadziei i perspektyw na zmianę.​
    Nikt nas nie nauczył jak kontrolować emocje, w ogóle po co one są i do czego są nam potrzebne, jak z nimi sobie radzić. O tym tak mało się mówi…. Co zrobić gdy dziecko totalnie się nas nie słucha – testuje granice do maksimum, a nas wewnętrznie rozsadza…​

    Mówienie o tym, ze dzieci nie wolno bić- tak, ale to nigdy nie daje prawa do obrażania ludzi, do ich oskarżania („jesteś nieudacznikiem”, „zachowujesz się jak bezmózgi neandertalczyk”). To zamyka dyskusję, a nie ją otwiera. I moim zdaniem na 1 artykuł „nie wolno bić” powinno się co najmniej 4 razy tyle opublikować o tym co mamy w zamian i o tym jak radzić sobie w trudnych momentach np. jak kontrolować emocje itd…

  • Karolina

    Pochodzę z rodziny w której bicie dzieci to norma,a ich obecność ogranicza się do tolerowania ich obecności w innym pokoju. Moi dziadkowie od strony mamy byli bici potem bili swoje dzieci czyli moją mamę i jej dwie siostry, a te siostry biły swoje dzieci, moja mama biłą mnie i moją siostrę itd. Zawsze uważałam,że to normalne. Zwyczajnie należało mi się bo nabroiłam. Nie będę wymieniać jak absurdalne powody wyprowadzały moją mamę z równowagi żeby na mnie podnieść rękę, ale było takich sytuacji z milion, a najwczesniej sięgam pamięcią jak miałam 3 lata. Po tych doświadczeniach pozostały mi tiki nerwowe,strach przed przebywaniem samej w domu( to akurat dlatego, że od małego zostawiali mnie sama w domu w ciągu nocy. Ja za każdym razem się budziłam i wpadałam w panikę,m że rodzice mnie zostawili. Raz nawet wyskoczyłam przez okno z pierwszego piętra. Miałam wtedy 5 lat, ale to już inna historia), niska samoocena i wycofanie społeczne, brak ufności do ludzi- bardzo długo zajmuje mi nawiązywanie znajomości. Dzisiaj jestem świadoma dlaczego taka jestem, a nie inna. Jeszcze nie tak dawno miałam inne podejście i sama otwarcie twierdziłam, że niegrzeczne dzieci to trzeba potraktować ręką. Zdanie zaczęłam zmieniać sama kiedy poznałąm mojego męża i zobaczyłam jak u niego w rodzinie traktuje się dzieci. Ile miłości jest w jego rodzinie i jakie to jest normalne. Na początku czułam się z tym dziwnie. 5 lat zajęło mi zrozumienie czegoś co było zawsze oczywiste. Dzieci się nie bije. W tej całej historii mam żal do obojga rodziców. Mimo, że mój tata nigdy na mnie nie podniosł ręki, to zawsze pozwałał na to mojej mamie..Próby rozmów z moją mama na ten temat są bez sensu . Ona nigdy nie przyzna się do błędu i nie przeprosi. Za każdym razem jak rozmawiamy o tym to zawsze zwala winę na mnie. Nawet wtedy jak wyskoczyłam z tego okna i mogłam się zabić, nie przyznaje,że to była jej wina, że mnie zostawiali samą w nocy. Mówi,że to ja byłam dziwnym dzieckiem bo inne dzieci takich cyrków nie robiły. Moja babcia też tak twierdzi. Walczę z przekonaniami mojej mamy i jej mamy ale niestety jest to walka z wiatrakami…. Dzisiaj sama jestem matką 4-miesięcznej córeczki i nie wyobrażam sobie podnieśc na nią głos a co dopiero rękę.

    • Aż się nie chce wierzyć, że niektórzy ludzie mogą być tak zaślepieni, żeby narazić swoje dziecko na niebezpieczeństwo i mimo wszystko winę przerzucać na dziecko. Szczególnie, że dzisiaj by pewnie poszli za to siedzieć… współczuję i jednocześnie gratuluję, że udało Ci się przerwać ten krąg i zrozumieć tę fundamentalną prawdę, że dzieci też są ludźmi i też na szacunek zasługują. Czasami dla poprzednich pokoleń nie ma już ratunku, ale ten ratunek istnieje dla pokoleń następnych.

  • ZbyszekM

    Od dziś Pański blog jest pierwszą moja pozycja po odpaleniu internetu.
    Dziękuję!!