|

Kiedy wreszcie zaczniemy doceniać rolę ojca?

Zamiast ciągle tylko im umniejszać?

Żart jest dobry wtedy, gdy wszystkie strony się śmieją

Pamiętacie ten zabawny obrazek mówiący, że 98% uroku i inteligencji dziecko dziedziczy po mamie? Nic tylko kliknąć „lubię to”. Sama radość.

Albo inny żart, równie zabawny:

– Wiesz jak to jest, kiedy możesz spędzić 30 minut w wannie i nikt Ci nie przeszkadza?

– Nie wiem. Jestem mamą, a nie tatą.

I mam jeszcze jeden:

Co dzieci wiedzą o rodzicach?

Że mama wie wszystko, a tata wie tylko gdzie jest mama. 

Też uważacie je za niesamowicie zabawne? Pewnie gdyby te żarty napisała mama, to byłyby jeszcze zabawniejsze! Nie wątpię. Jednak gdy napisał je facet, to jakoś nie powodują rechotu. Wręcz przeciwnie. Budzą pewien dysonans. Zaczynamy czuć, że coś tu nie gra. I bardzo dobrze. Taki też był mój cel.

Najpopularniejsze treści na polskim Facebooku

Wiecie skąd wziąłem te żarty? Otóż pochodzą one z raportu Sotrender, który pokazuje jakie treści w różnych kategoriach są najbardziej popularne. I z pięciu najbardziej popularnych sierpniowych postów w kategorii Macierzyństwo (nazwa myląca, ale dotyczy ona całego rodzicielstwa), aż trzy zawierały powyższe „żarty”.

To są treści najlepsze, najtrafniejsze, najzabawniejsze. To są treści, które w sumie zdobyły kilkadziesiąt tysięcy (!) polubień i tyleż samo udostępnień. A ja mam tylko jedno pytanie: Poważnie?

Czy nie widzimy do czego takie podejście doprowadza?

Żyjemy w czasach, w których z jednej strony mamy kobiety chcące, aby partnerzy im pomagali, a z drugiej strony mamy mężczyzn, którzy chcieliby brać czynny udział w życiu domu i w wychowaniu dzieci. Wydawałoby się, że jest to sytuacja idealna i nic tylko ją wspierać. No i niestety tutaj pojawia się problem. Nazywa się on społeczeństwo. Społeczeństwo, które dalej uważa, że miejsce kobiety jest przy garach, a jak jest w salonie, to znaczy, że łańcuch z kuchni jest długi (też taki żarcik, co by wszystkie strony miały po równo). Z drugiej strony to samo społeczeństwo uważa, że ojciec, który zostaje w domu z dziećmi, podczas gdy żona pracuje na rodzinę, to nie jest pełnoprawny facet.

Dobra, ale kto to jest to społeczeństwo?

Niestety to my sami jesteśmy tym społeczeństwem. Może nie powiedzieliśmy tego nigdy wprost, ale pokazując jakie treści są dla nas ważne i jakie treści są popularne, pokazujemy, że tak jak jest, jest dobrze. Że chcemy utrzymać status quo. Chcemy, aby mężczyźni dalej byli samcami alfa, pracującymi na rodzinę i nie zajmującymi się domem, ani dziećmi i nie wspieramy ich ani trochę, gdy chcą się wyrwać z tego schematu.

Jednak takim podejściem nie krzywdzimy tylko mężczyzn. Krzywdzimy też kobiety, pokazując im, że ich miejsce jest w kuchni przy garach i przy dzieciach, bo przecież facet się do tego nie nadaje. Tak, krzywdzimy te same kobiety, które na co dzień mówią, że potrzebują pomocy od partnera i jej nie dostają.

Dokładnie dlatego jej nie dostają.

A skąd wniosek, że to rzeczywiście krzywdzi również kobiety?

Odpowiedziałbym na to własnymi słowami, ale uważam, że lepiej będzie, jeśli akurat to wytłumaczy kobieta:

„Mam już dość żartów na temat tego, jak to mężczyźni nie potrafią gotować, sprzątać, robić zakupów, wychowywać dzieci etc. Ten rodzaj seksizmu działa negatywnie nie tylko na mężczyzn i chłopców, ale jest też bardzo szkodliwy dla kobiet, gdyż sugeruje, że tylko one potrafią robić te rzeczy i w efekcie są zobowiązane, aby je robić.” Emmy Rinke

Jak więc długo, drogie panie, wychwalające pod niebiosa rolę matki i depczące rolę ojca, chcecie być zobowiązane do siedzenia w domu i zajmowania się nim samodzielnie? Hmm? Jak długo?

Moje doświadczenie

Moje kuchenne umiejętności są wątpliwe, ale cała reszta z powyższej listy pani Emmy już nie. Jest to też jeden z powodów, dla których zacząłem pisać bloga. Chciałem zlikwidować ten popularny, acz bardzo szkodliwy mit, że mężczyźni są nieudolnymi ojcami. Ojcami znanymi z tego, że jedyne co potrafią, to założyć dziecku rajstopy tył do przodu w taki sposób, aby stopki pasowały idealnie.

Chciałem pozbyć się tego mitu, że jesteśmy zapominalscy, że jesteśmy niezorganizowani, że nie potrafimy się zająć dziećmi. To nie jest prawda. Bardzo często jest tak, że chcemy się zajmować i domem i dziećmi (a już na pewno mamy ku temu predyspozycje), ale nie znajdujemy w nikim wsparcia.

Nie otrzymujemy wsparcia od społeczeństwa, co pokazały powyższe żarty. Społeczeństwo wręcz piętnuje ojców. Niemniej bez tego wsparcia bylibyśmy w stanie przetrwać i jakoś sobie poradzić. Niestety wielu z nas nie dostaje wsparcia nawet od własnej żony i tu jest prawdziwy pies pogrzebany. Bo kiedy wszyscy dookoła mówią ci, że się do czegoś nie nadajesz, to w końcu sam zaczynasz w to wierzyć.

Moja mała tajemnica

Widzicie, powiem wam coś, czego do tej pory jeszcze na tym blogu nie powiedziałem. Ja też się na ojca nie nadawałem. Absolutnie. Byłem zapominalski, byłem niezorganizowany, a dzieci to była dla mnie czarna magia. Wszystko wskazywało na to, że albo nie będę mieć dzieci albo jak już się pojawią, to będę fatalnym ojcem.

Aż pewnego razu moja żona powiedziała mi, że to wszystko nieprawda i że będę świetnym ojcem. Pokazała mi na początku jak mam się do tego zabrać i udowodniła mi, że to wcale nie takie trudne. To dzięki niej uwierzyłem, że to jest możliwe. To tylko dzięki niej jestem tutaj, gdzie jestem. I podejrzewam, że większość zaangażowanych ojców, może podzielić się podobną historią.

I moja mała prośba

Dlatego też drogie panie, proszę was: zastanówcie się dwa razy, zanim stwierdzicie, że ojciec to taki gorszy rodzic, który do niczego w zasadzie się nie nadaje. Zastanówcie się dwa razy, zanim odepchniecie jego początkowo niezdarną pomoc i zniecierpliwione zaczniecie go wyręczać. To w dużej mierze właśnie od waszego podejścia zależy czy wasz partner będzie prawdziwym, zaangażowanym ojcem czy raczej takim, którego idealnie opisują powyższe żarty. Bo jeśli w was nie znajdzie w oparcia, to w kim miałby je znaleźć?

Prawa do zdjęcia należą do Ray.

Podobne wpisy

0 komentarzy

  1. Mój mąż też się o to wkurza. Jak słyszy pytanie kierowane do mnie „czy mąż Ci pomaga” to się w nim gotuje. Nie mąż mi nie pomaga, mąż wychowuje nasze dzieci razem ze mną, po równo. Wkurza się też na teksty „tata jest tylko do zabawy” albo „Nie boisz się zostawić dzieci z tatą”. Nie, nie boję się, jest taki samym rodzicem jak ja, który popełnia błędy, ale też robi wszystko najlepiej jak umie!

    Wkurza mnie też „pokój matki z dzieckiem” zamiast „pokój rodzica”. Wkurza mnie, że przewijaki są zazwyczaj tylko w damskiej toalecie, bo zazwyczaj każde z nas bierze jedną z bliźniaczek i moglibyśmy przewijać je naraz, ale nie zawsze jest jak. Wkurza mnie jak matki mówią ” on to robi źle, za wolno, niedokładnie, itd….”

    A tak w ogóle to myślę, że mężczyźni są odważniejsi w podejściu do dzieci.

    Napisałam nawet parę słów tu http://jednojajowefajerwerki.blogspot.com/2015/09/prawdziwy-mezczyzna-dzieci-sie-nie-boi.html

    Jak zwykle tekst w punkt!
    Pozdrawiam

    1. w pełni się z panią zgadzam też mam blizniaki i mój mąz czasem radzi sobie lepiej ode mnie

  2. Bardzo się nie zgadzam! Mamy bliźniaczki. Jak pierwszy raz trzymałam jedynkę na rękach ważyła 1800g. Strasznie byłam przerażona. Nogi miałam jak z waty. Siostra kazała przewinąć. Udało mi się dobrnąć do przewijaka, a tam niespodzianka – można by pokusić się o stwierdzenie, że podwójna bo pierwszy raz oddział widział matkę lecącą do toalety (nie ojca!!). Tata dał radę! Był moim superbohaterem. I zawsze jest. Z czasem takich biegów do toalety było mniej – nadal się zdarzają, ale tylko czasami. Tata przewija, kąpie, ubiera, przebiera, gotuje, karmi, bawi się, tuli, posprząta mieszkanie, odkurzy, wstawi i wywiesi pranie, pośpiewa, potańczy, poczyta, poda lekarstwo. Bywa, że cały weekend jestem na uczelni, ale wiem, że dziewczyny są w najlepszych rękach i nic im nie grozi. Tata w nocy wstaje. Nigdy tego wstawania nie było zbyt wiele, bo dziewczyny przesypiały całą noc, ale zazwyczaj to Tata wstawał. Tata znosi moje fanaberie, moje zawirowane nastroje, fochy. W sumie ma to razy 3 – bo dziewczyny już potrafią pokazać charakterki. Cieszę się, że Tata zajmuje się dziećmi na równi ze mną, że mam wsparcie, oparcie, pomoc, że to wszystko nie jest tylko na mojej głowie, że mam komfort studiowania, czy komfort pracy. I tu niestety ale to ja na początku czułam się większą niedojdą jeśli chodzi o dzieci niż on.

  3. Starałam się zachęcić ojca mojego dziecka do bycia dobrym tatą. Nie wyszło. Woli swoją niezależność. Więc nie pisz, że to wina kobiet. Jak facet chce być dobrym tatą to będzie i kobieta mu w tym nie przeszkodzi.

  4. Oj racja. Postawa żony jest mega istotna. U nas od początku był podział obowiązków po równo i szybko okazało się, że przewijanie, czy podawanie dziecku butelki to nie jest fizyka jądrowa. Wręcz uwłaczające dla mnie by było przyznanie się, że czegoś nie potrafię przy dziecku zrobić.

  5. Kontekst biologiczny i w konsekwencji kulturowy tutaj wchodzi, mężczyzna musi się nauczyć więcej niż kobieta, która wiele rzeczy robi zupełnie instynktownie i jej więź z dzieckiem jest wrodzona. Tego się nie przeskoczy, czysta biologia ;). Tak było w czasach człowieka pierwotnego i tak było aż do niedawna, co teraz nazywamy tradycyjnym modelem rodziny (chociaż nie, coraz częściej tradycyjna rodzina to po prostu mama z tatą… nie, lepiej w to nie brnąć). Model równości rodzicielskiej zaczął wchodzić dosyć niedawno, wchodzi stopniowo i jest niewątpliwie najlepszy dla matki i dziecka, a dla ojca… Cóż, zależy od ojca ;). Ojcowie często zwyczajnie umywają się od odpowiedzialności i to jest przykry fakt. Szczególnie ci pochodzący z rodzin z tradycyjnym ścisłym podziałem ról. Tak się zrodziły stereotypy, które teraz są przyczyną dyskryminacji ojców (pamiętajmy: każdy stereotyp się skądś bierze, i stereotyp tatusia niedorajdy też ma swoją przyczynę). To świetne, że ojcowie zaczynają walczyć o swoje prawa i wykazują inicjatywę, jest to naprawdę cudowne zjawisko, jednak nadal nowe. Nie wiem czy wniosek jakoby wcześniej ojcowie byli stłamszeni i nie pokazali wcześniej na co ich stać był prawidłowy. Moim zdaniem wcześniej ojcowie w większości mieli to gdzieś, w końcu to faceci, głowy rodzin i nie wierzę że nie potrafili uderzyć w stół tak jak teraz się to dzieje. Nie ma co dramatyzować, mamy buzie, to mówmy co nam na sercu leży. Każda rodzina niech sobie ustali swój „system obsługi dzieciaka”, który jest najwygodniejszy i najefektywniejszy. Mój kuzyn panikuje przy dziecku do tego stopnia, że jego żona lepiej radzi sobie sama i tak woli. Nie wtrącam się. Osobiście wolałabym mieć pełne wsparcie i męża który zrobi przy dziecku wszystko, wychowałam się w rodzinie w której tata dziećmi się interesował i zajmował, każde z rodziców miało co prawda swoje „zarezerwowane” rytuały (tata kąpał każde z dzieci, ale już na przykład rzadko gotował), ale sumarycznie zainteresowanie obojga było mniej więcej takie same. Ale nie mi oceniać innych. Ważne aby nikt nie czuł się ani odepchnięty, ani przytłoczony.

    1. Czy to jest genetyczne i wrodzone, to bym polemizował. Moim zdaniem wynika to bardziej z tego, że dziewczynki od małego były do takiej, a nie innej roli przygotowywane, ergo lepiej się w niej odnajdywały i była ona dla nich bardziej naturalna. Ale czy geny mają tutaj aż tak duże znaczenie? Nie jestem pewny.

      1. Nie mogę się z tym zgodzić, nie bez powodu napisałam „kontekst biologiczny i w konsekwencji kulturowy”. Potomstwo w naturze w przytłaczającej większości przypadków jest dolą samic. Noworodek bezwarunkowo bezpiecznie czuje się w ramionach mamy, czując jej zapach i słysząc jej głos uspokaja się, bo czuje to co czuł w bezpiecznym brzuszku. To organizm mamy jest zalewany oksytocyną, która motywuje ją bezpośrednio do uruchomienia instynktownych, opiekuńczych zachowań. Uczucia ojcowskie są dużo bardziej skomplikowane i abstrakcyjne, matczyne – całkowicie prymitywne. Ojciec to początkowo intrygujący nieznajomy (określenie skądś ukradzione, nie wiem kto to napisał ale trafnie). Ponieważ na tych najwcześniejszych etapach życia dziecko lgnie do matki, matki w jakiś sposób się wywyższa, niesłusznie ale ma to swoją przyczynę. Dziecko zna matkę od zawsze, a ojca musi poznać. Nie wiem, jak to było przy Twoich dzieciach, ale ja obserwuję taką zależność – dla dziecka w wieku do roku, czasem trochę później, tata jest przystankiem następnym po mamie. Dopiero później ta kolej rzeczy może się odwrócić, dziecko zaczyna podziwiać tatę, obserwować jego zachowanie, traktować jako opokę rodziny. Tata może nawet stać się ważniejszy, szczególnie dla synka, gdyż synek zaczyna dostrzegać podobieństwa płciowe i obiera sobie tatę jako wzór. Oczywiście w czasach rozwinięta medycyna pozwala na stworzenie sztucznego pełnowartościowego mleczka dla dziecka co eliminuje wszystkie ograniczenia związane z ojcowską opieką, matka nie jest już wcale niezastąpiona. Ojciec oczywiście z powodzeniem, przy odrobinie chęci może się nauczyć wszystkiego co matka wie od pierwszej chwili i być równie dobrym rodzicem. Kultura jednak nie była od zawsze i wywyższanie matek w naszej kulturze ma swoje biologiczne korzenie, nie do końca uzasadnione na tym etapie rozwoju cywilizacyjnego i technologicznego, ale do pewnego stopnia słuszne.

        1. Ta wypowiedź jest dla mnie strasznie irytująca. Wywnioskowałem że niby ojcowie mogą być dobrzy w swojej roli jeżeli tego chcą, za to matka biologicznie jest uwarunkowana i z tym się nie dyskutuje. MASAKRA!
          Takie podejście kobiet utrudnia życie nie jednemu tatusiowi :/ najgorsze jest w tym to że nasze pociechy patrzą jak rola ich ojca jest umniejszana i utrwalają ten wzorzec

  6. W psychologii funkcjonuje pojęcie wyuczonej bezradności. Czasem widać, jak kobiety same wpychają mężczyznę w rolę ojca na chwilę i gdy ma on stawić czoła choćby niewielkiej trudności, jak płacz dziecka, to od razu zabierają mu dziecko z rąk, tak jakby bały chciały pokazać, że najlepiej cierpieć przy nich. To raz. Inna sprawa, że częściej obserwuję ojców, którym się po prostu nie chce, którym łatwiej jest stać z boku i udawać, że wszystko gra. Obie sytuacje jednak to zawsze element systemu rodzinnego na które trzeba patrzeć z szerszej perspektywy.

    Najlepsze jednak co mogą zrobić ojcowie, którym zależy, którzy chcą brać odpowiedzialność za opiekę i wychowanie dziecka, to dawać przykład innym ojcom. Dobry przykład najlepiej zmienia świat 🙂

    1. Też uważam, że najlepszy sposób, to dawać przykład i zamiast narzekać, pokazywać że to może sprawiać sporą radość i być ogromnym powodem do domu 🙂 Niemniej czasami można się wrócić do korzeni i odkryć skąd to się bierze – wtedy łatwiej jest o zmianę 🙂

  7. Jednak patrząc na temat szerzej świadome, zaangażowane ojcostwo to
    wyjątek. Nie można też obarczyć za to odpowiedzialnością kobiet. Wielu
    ojców po prostu nie chce, nie potrafi ale też nie ma w nich żadnej woli
    zmiany. W związku z tym dalej fajny, odpowiedzialny tata który wszystkim
    potrafi się zająć budzi sensację. Dla mnie osobiście to żadna sensacja,
    sama takiego ojca mam, teraz takim ojcem jest mój mąż ale trzeba jednak
    patrzeć szerzej. Jaki procent społeczeństwa stanowią mężczyźni którym
    się chce? Którzy się interesują, z własnej woli nie tylko zabawą z
    dzieckiem ale też wychowaniem, lekarzem, pielęgnacją? Niewielki. Głównie
    w okolicach 30stki, w dużych miastach, z mądrymi partnerkami/żonami.
    Tak
    trochę poza tematem np.na placach zabaw jeśli widuję dziecko z tatą to 9
    przypadkach na 10 jest on tak zapatrzony w swojego srajfona, że nie
    zauważa nic dokoła, nie na tym ma to polegać przecież. Nie jestem jakąś
    fanatyczną zwolenniczką quality time bo wygłupiać też się trzeba ale bez
    przesady. Ostatnio mi chłop zdeptał dziecko bo nie patrzył gdzie idzie.
    Czy jego dziecko ma coś z takiej obecności? Nie sądzę.

  8. Trochę się zgodzę, a trochę nie. Wydaje mi się, że wskazany przez ciebie problem istnieje, ale jest wyolbrzymiony. To nie jest jak dla mnie powód do irytacji oraz do stwierdzenia, że społeczeństwo piętnuje ojców. Osobiście nikt jeszcze nie podważył mojej roli bycia tatą, a przejąłbym się jedynie zdaniem mojej żony bądź też sądu:) Żaden dowcip nie podważy moich fundamentów:)

    Nie demonizujmy tych żartów. Można się uśmiechnąć z politowaniem i robić swoje, czyli dawać przykład ojcostwa.

    Trzeba też pamiętać, że niektóre rodziny świadomie dokonują podziału typu – > żona zajmuje się dzieckiem, mąż jest od tego, aby wszystkich utrzymać. Tacy ojcowie (których uważam za nieszczęśliwych) mają prawo do dwóch lewych rąk jeśli chodzi o wychowanie swoich dzieci. Z jednej strony jest to przykre, ale nikt nie ma prawa zabronić takiego podziału, który swego czasu był bardzo popularny i stąd takie stereotypy. Przeszłość odbija swoje piętno na teraźniejszości i trzeba dobrych wzorców, aby to zmienić, ale nie ma powodu do irytacji:)

    1. Znaczy jasne, nie chodzi mi o to, żeby ostracyzmem społecznym otaczać każdą osobę, która opowie żart o ojcu ciamajdzie 😉 Nie popadajmy w skrajności 🙂 Bardziej chodziło mi o to, że takie żarty mają też swoje odbicie w późniejszym zachowaniu i tego już nie pochwalam.

  9. Popieram wypowiedzi moich poprzedników. Zgadzam się, że rola ojców jest niedoceniana. Ja mam to szczęście (a raczej mój synek), że mąż od samego początku bardzo się garnął do opieki nad nim i ten zapał mu nie przeszedł, mimo że wychował się w rodzinie, gdzie mama (teściowa) to ta od garów i sprzątania a tata (teść) od zarabiania pieniędzy i przesiadywania przed tv.
    Mnie wkurzają hasła „mama to jednak mama”, „tata nie zastąpi mamy”, „u mamy najlepiej” – gówno prawda u każdego z rodziców może być najlepiej. Matki szybciej rozpoznają potrzeby dzieci, bo więcej czasu z nimi spędzają (chodzi mi o wiek niemowlęcy – urlop macierzyński itd.) Zakładając sytuację, że po porodzie to ojciec objąłby pełną opiekę nad dzieckiem i przebywałby z nim tyle czasu ile zazwyczaj matki – to właśnie on – OJCIEC „nauczyłby się tego dziecka” i byłby tym rzekomo niezastąpionym rodzicem.

  10. Ale ja nie rozumiem zwrotu do drogich pań. No nie rozumiem.
    Wszystkie matki umniejszają ojców? Wszyscy ojcowie są niepełnosprawni życiowo?

    Nie znoszę generalizacji.

    1. Nie widzę w tekście żadnego zwrotu do wszystkich pań, a jedynie do tych, które robią coś niewłaściwie. Jeśli się mylę, proszę mnie poprawić.

  11. Ja tam planuję być w domu na całym urlopie jaki będzie mi przysługiwał w domu. Z dwójką dzieci i jak ktoś mi powie, że nie jestem pełnoprawnym facetem to będę gryzł. Trzeba mieć nie lada odwagę i pewność siebie i swoich umiejętności, żeby się tego podjąć. Nie boję się przyznać, że moja żona lepiej zarabia, że lubię przewijać i karmić swoje dziecko i jest mi dobrze i czuję się spełniony jak się cieszy na mój widok. I tylko czekam, aż znów będę mógł zachustować małe dziecko i łazić z nim po lesie… już niedługo!

    Prawdziwym facetem nie jest ten, który ucieka z domu do pracy, żeby tylko nie zajmować się dzieckiem.

  12. Wspierająca żona to podstawa. A społeczeństwo też się powoli zmienia; z naciskiem na „powoli”. Siedzę teraz z córką w domu, a pracuje żona; ja mam możliwość pracy zdalnej, wieczorami. Nie oddaliśmy córki do żłobka, bo nie chcieliśmy i mieliśmy taką możliwość. I co? Dziecko jest radosne, wybiegane, nakarmione i brudne po uszy, bo lubimy taplać się w kałużach.

  13. Brzydkie te żarty na początku, mnie akurat w ogóle nie bawią – i to chyba dobrze świadczy zarówno o mnie, jak i o moim mężu 😉
    Podejście piętnujące ojców zarówno nas bawi, jak i wkurza. Mój mąż był bardzo zdziwiony, kiedy będąc kiedyś na spacerze z dzieckiem usłyszał komentarz, że „to taki rzadki widok”. U nas akurat rzadszym widokiem jestem na placu zabaw ja, niż mąż. Napiszę to, co już ktoś wcześniej napisał: Mój mąż mi nie „pomaga”, on wychowuje nasze dziecko (a już za 4 miesiące dwójkę 😉 ) na równi ze mną i na równi ze mną zajmuje się domem, pomimo, że on pracuje, a ja nie. Są rzeczy, które on potrafi zrobić lepiej niż ja. Tylko mleka w piersiach nie ma i to moja jedyna przewaga 😉 Mój mąż jest najlepszym mężem i ojcem, jakiego mogłabym chcieć dla siebie i swoich dzieci. I nawiązując to jednego z tych żartów – ja mogę się wylegiwać przez pół godziny w wannie 😉

  14. Nie oszukujmy się, stereotypy funkcjonują i jeszcze długo będą funkcjonować w naszym społeczeństwie. Wyplewienie tych, o których wspomniałeś jest, jak walka z wiatrakami. W każdym żarcie jest ziarno prawdy, a te nie wzięły się z powietrza. Niewielu jest ojców, którzy chcą wybiec z rzeszy pasywnych facetów, niezaangażowanych w kwestię wychowania dzieci. Dlatego my, jako ogół ojców – sami sobie taką opinię wystawiamy. Ponadto myślę, że żarty powinny być traktowane z przymrużeniem oka. Humor to w końcu nasza domena narodowa, a dystans do siebie to arcyważna cecha.

  15. ja mam meza i ojca idealnego , chodzi dzien w dzien do pracy a mimo to znajduje czas na zabawe i pieszczoty z naszymi blizniakami i to on nie ja pilnuje domowego budzetu i robienia zakupów chociaz te staramy sie robic razem, bo czasem to jest jedyny moment kiedy mamy czas spedzic razem, to jest nasz domowy bohater i nigdy nie powiem ze faceci sie do bycia ojcem nie nadaja, sa tylko tacy którzy nimi byc nie chca

  16. Coraz wiecej osob mysli tak jak Ty, Kamil. Spoleczenstwo faktycznie jest jednak dla nich bezlitosne. Moj maz uslyszal przed porodem pierwszego dziecka, ze zemdleje. Doskonale pamietam jak go to zabolalo. Nie zemdlal. Kolejny porod nawet sam odebral. Wspolczesni ojcowie to nowa jakosc.

    1. Ta, ja też słyszałem, że zemdleje. Bo przecież krew to taka straszna jest i nigdy jej na oczy nie widziałem, jak większość facetów, z których co drugi miał w życiu otwarte złamanie. Ale nie, poród to straszniejszy jeszcze jest i na pewno nie damy rady. Ech…

  17. a mnie bawi żart o tym, że tata wie tylko, gdzie jest mama (; i uważam, że ma prawo bawić, o ile ktoś faktycznie to traktuje w formie żartu, a wżyciu podwija rękawy i robi swoje. nie można też przesadzać, nie można zabronić sobie uśmiechnąć się po usłyszeniu głupawego dowcipu. ważne tylko, żeby rodzice to byli rodzice, a nie mama i „ten facet, co wraca wieczorem i widuję go tylko w weekendy”. ale niestety wiele kobiet na własne życzenie gotuje sobie ten los, bo ciągle tylko faceta strofują, że źle robi, że nie tak, nie umie i klasyczne „daj, ja to zrobię”. jak się komuś wystarczająco wiele razy powie, że czegoś nie umie, to w końcu w to uwierzy.

    niestety w wielu domach wciąż pielęgnuje się podział kobieta – mama, facet – żywiciel. nawet niedawno jedna znajoma opowiadała, że jak poprosiła męża o pomoc w przewinięciu syna, to usłyszała, że ma go nie budzić, bo on będzie do pracy niewyspany i „on nie od tego jest”. powstaje zatem pytanie: a od czego jesteś, cymbale?

    1. Biedny, będzie niewyspany… normalnie słabo się robi. Ile ten mąż ma lat? 70? Niektórym trzeba by chyba zaaplikować jakąś terapię szokową z napisem „weź się ogarnij, już nie jesteś nastolatkiem – do roboty!” 😉

  18. No wiesz, a ja się nie nadawalam na matkę. Nie wiedziałam niczego o dzieciach, nie interesowalo mnie to. Ale odkąd mam dziecko to się dowiedziałam i zainteresowałam, tak samo jak mój mąż. Osobiście mam alergię na tekst „wolę nie zostawiać męża samego z dzieckiem bo pewnie sobie nie poradzi”, niestety słyszałam go od wielu koleżanek. Dodam, że każdy z tych mężów to ogarnięty, inteligentny facet, który swoje dziecko kocha ponad życie. Z zaangażowania ojca w wychowanie dziecka są same korzyści – dziecko ma dwójkę rodziców, a matka trochę spokoju. Nie ma bardziej i mniej ważnego rodzica.

  19. Autentyczny autentyk:
    Trochę starsza, dzieciata koleżanka z pracy spotkała mnie (to już parę lat temu było) tuż po powrocie z macierzyńskiego i pyta:
    – O, a kto z dzieckiem?
    – Tata.
    – A kto przewija?
    Nie znam jej męża, ale po tej rozmowie strasznie jestem go ciekawa.

  20. Poruszony temat jest tak ważny, że postanowiłam napisać swój własny wpis, w którym przedstawiłam między innymi jak pomaga mi mąż. Podałam w nim link do tego wpisu. Uważam, że ważnym jest głos ojców mówiących otwarcie o problemach, jakie napotykają w dzieleniu obowiązków nad wychowywaniem dziecka, w próbie bycia pełnoprawnym rodzicem, jak i głos kobiet, które przyznają się do tego, że pomocy tej potrzebują i nie wstydzą się z niej korzystać.

  21. o jeny! od czego zaczac.. wiec kapie sie i czytam powyzszy tekst. maly (2l) wpadl 2 razy do lazieki 🙂 koncze kapiel, cisza, mysle maly juz pewnie spi uspany przez tatusia. godzina 20.30 maly wpatrzyny w tv a tata sklada SWOJE Lego. malemu zajmuje godzina zeby poszedl spac wiec teraz tatus czyta mu bajki 🙂 tata chetnie zajmoje sie synem. dzis na przyklad 🙂 tata poszedl dzis do pracy jak co dzien od pon do pt od 8 do 17. w przerwie wpada do domu na drzemke.. dzis przyszedl z pracy pozniej i zamiast zjesc jeszcze cieply obiad to zjadl drozdzowke a obiat powiedzial ze sobie odgrzeje (czyli nie zje). po ok 20 min w domu, przebral sie, pokrecil sie po domu, stwierdzil ze musi isc na drzemke (tak jest caly czas nawet w weekend). ostatnimi czasy syn ma jakas dziwna awersje do taty.. jak go widzi to sie krzywi i wydaje jekliwy krzyk (leee). tata tez czesto do puzna siedzi na komputerze i gra w roznego rodzaju gry. mowienie, tlumaczenie, kierowanie go na roznego rodzaju teksty ze dziecko potrzebuje rutyny, i inne ciekawe reportarze nie robia na nim wrazenia. stwierdza ty przeczytaj a potem mi to stresc albo najlepiej nic mi nie mow po co dwie glowy zaprzatac tymi samimi informacjami.. kazdy facet jest inny.. zanim pojawil sie syn nie widzialam problemow z drzemkami z siedzeniem do pozna ale od pewnego czasu (2 lat) drazni mnie to! jedni mowia ze faceta trzeba sobie wychowac (moze cos w tym jest) albo ze starego psa nowych sztuczek nie nauczysz… jesli mezczyzna ma byc dobrym ojcem to bedzie a jesli nie to nic mu nie pomoze.. ktos cos chcial by sie wypowiedziec chetnie poslucham 🙂

  22. Dziękuję za ten wpis, bo był mi on zwyczajnie potrzebny. Mój mąż był
    nieobecny przez całą ciążę, poród i pierwszy miesiąc życia naszej córki
    (nie dlatego, że nie chciał być przy nas! Chciał i chce bardzo. Po
    prostu – życie). Teraz wraca i oboje staniemy przed trudnym zadaniem:
    jak włączyć go w opiekę i wychowanie córeczki, gdy my (mama i córka)
    wyrobiłyśmy już sobie pewne nawyki, pewien rytm itp. A przecież nowa
    osoba zawsze wnosi coś od siebie, pojawia się nowa jakość. I lęk, czy
    nie przewróci do góry nogami tego, co z trudem zbudowałam ja – mama.
    Pana tekst przypomniał mi, że rola ojca jest ważna (a niby taka
    oczywistość!) i że trzeba na tę sytuacje patrzeć pozytywnie. Coś nowego
    może być pomocą i dopełnieniem, a nie szkodliwą rewolucją, której należy
    się bać. Nawet jeśli pierwsze kroki będą trudne, to z pewnością wspólna
    troska o dziecko przyniesie efekt w przyszłości i będzie wartością dla
    dziecka. Dziękuję!

  23. Dopóki nie przeczytałam ostatniego akapitu myślałam, że będzie to Twój 1 post, z którym zgodzę się w 100%.
    No… nie mogę jednak.
    Tak samo jak kobieta nie wie czy „nadaje się” na matkę, tak i mężczyzna nie wie czy „nadaje się” na ojca.
    Są osoby, które wchodzą w temat jak w masło. A są takie, które muszą się postarać. I dotyczy to obu płci.
    Kobiety mają hormony, które ułatwiają im nawiązanie więzi. Ale to za mało żeby być dobrym rodzicem, nawet „wystarczająco” dobrym.
    I tak jak ciężko obarczać mężczyznę za to, że kobieta jest niewydolną matką, tak nie należy obarczać kobiety za to, że facet nie ma ochoty być ojcem. To tylko kiepska wymówka.
    A skąd to wiem? Bo mam w swoim otoczeniu masę świetnych ojców, którzy nie byli „oswajani” przez partnerki z rodzicielstwem, a mimo to potrafili zrobić wszystko i mądrze kochać dzieci.
    Znam też kilka fatalnych matek, które były maksymalnie wspierane przez tabuny ludzi w ich macierzyństwie, a mimo to nie znalazły w sobie zasobów emocjonalnych żeby zajmować się dziećmi w sposób odpowiedni (samo nakarmienie, ubranie i wysłanie do przedszkola/szkoły to jeszcze nie jest wychowywanie dziecka).

    To, jakim się jest rodzicem zależy tylko i wyłączeni od samych zainteresowanych.

    Jeśli mężczyzna chce być ojcem to nim będzie.

    Owszem, łatwiej jest przy wsparciu partnerki. Ale kto mówił, że ma być łatwo?!

  24. Witam,
    mnie uczono że ojca się docenia po śmierci. Za życia to on odwala swoje i tak jak autobus codziennie wiozący nas do pracy narzeka się na niego dopiero jak ma czelność zawieść. Ja staram się 2 godziny dziennie rano żonę wyręczać przy małym jak ona śpi, potem po prostu idę do pracy. Od narodzin dziecka byłem 2 razy w biurze, cały czas na home office, toteż cokolwiek się dzieje wkraczam nawet gdy rozmawiam z przełożonym, który się na to godzi. Dalej słyszę pretensję od żony że powinienem wziąć wolne dni by spędzać więcej czasu. Mały woli mamę bo mama aktywnie się bawi, ja nie mam czasami siły. Ja kompie, ja noszę na rączkach i podrzucam, ale mama karmi więc kto jest doceniany? Mój tato nie wiedział nawet że dzień ojca istnieje, teść nigdy nie przeżył go, bo 10 miesięcy w roku pracuje w Niemczech. Dzień mamy jest nawet w wiadomościach zawarty. Wiem że to moja perspektywa, ale ja czekam aż spocznę w grobie bo wtedy doceni może ktoś.

  25. Fajnie słyszeć bunt od strony ojca o niesprawiedliwość. Hej my jesteśmy i jesteśmy tak samo ważni jak wy mamy. I to jest super naprawdę. Tylko takich ojców to ze świecą szukać Oby ich było jak najwięcej. Choć stwierdzić muszę, że pokolenie się zmienia. Kompletnie inaczej byliśmy wychowywani my 40 latkowie, a inaczej jest już u 20dziestolatków, którzy wzajemnie na siebie liczą i dzielą się obowiązkami. To widać. Ciekawą rzeczą jakie będzie myślenie z a 10 lat albo i dalej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *