Zabawy z czasów mojej babci

O tym, jak bawiły się dzieci 50 lat temu. grandma W związku z tym, że coraz częściej pada argument „kiedyś było lepiej”, w odniesieniu do wychowania dzieci, postanowiłem pokazać jak naprawdę wyglądało kiedyś. Więc jeśli będziecie mieli ochotę stwierdzić, że dzisiejszy świat jest bardziej niebezpieczny niż kiedyś lub że obecnie dzieciom pozwala się na zbyt wiele, zapraszam do przeczytania tego, co ma na ten temat do powiedzenia moja własna babcia. Poniżej kilka zabaw popularnych w jej czasach.

Woźnica

Zaczniemy od najłagodniejszej z zabaw, w którą bawiły się dzieci w latach około pięćdziesiątych. Było nią wskakiwanie na tył jadącego wozu. Zadanie nie było wcale łatwe i nieraz kończyło się siniakami lub otarciami w przypadku nie udanego skoku. Jednak jazda na wozie nie była celem samym w sobie. Celem było jak najdłuższe wytrzymanie na wozie, podczas gdy woźnica starał się batem strącić krnąbrne bachory, które obciążały mu wóz. Po trafieniu, potrafiła podobno schodzić skóra z ręki. Później w domu oczywiście dostawało się drugi raz, od rodziców. Raz babci udało się wskoczyć na wóz, na którym jechał nieboszczyk. Nie ruszyło to jednak babci, która z nieboszczykami miała kontakt niemal na co dzień.

Kostnica

Mimo tego, że w tamtych czasach nieboszczyków trzymało się przed pochowaniem w domu i można było ich wówczas swobodnie oglądać, babci i jej znajomym było mało. Znaleźli więc wejście do pobliskiej kostnicy i w nocy zakradali się tam, aby pooglądać sobie trupy. Potrafili rozwijać zawinięte prześcieradła, dokładnie oglądając ciała i próbując zgadywać na co delikwent umarł. Jak usłyszałem, że obok dorosłych leżały tam też ciała małych dzieci, to zrobiło mi się słabo. Ta informacja myślę, że jest warta podkreślenia w temacie niedawno opisywanego Monster High i tego, że owe lalki podobno mają zły wpływ na dzieci. Moja babcia miała własne Monster High. Jedyna różnica była taka, że te w kostnicy były w skali 1:1.

Porażenie prądem

Jak można się dowiedzieć co robią dwa kabelki, kiedy się je złączy? Trzeba je złączyć, to oczywiste. A że może porazić prąd? Tym lepiej – więcej zabawy. Babcia i przyjaciele (brzmi jak nazwa gangu), co rusz bawili się różnymi kablami podpiętymi do sieci, nie zważając na możliwe skutki uboczne. Domofony w ich okolicy składały się z gołych kabli, które trzeba było połączyć, żeby u kogoś zadzwoniły. Fakt, że okupione to było lekkimi elektrowstrząsami, nie przeszkadzał dzieciom, w dzwonieniu po wszystkich mieszkaniach dla żartu. W końcu przypalone palce są zdecydowanie warte tego, żeby wkurzyć paru ludzi, prawda? No i nie trzeba było sobie robić trwałej.

Wykopki

Najciekawszym zajęciem były jednak wykopki. Co można było wykopać, w powojennej Polsce? Najciekawsze znaleziska to naboje, czasem jakiś nieboszczyk i jak mieli szczęście to części broni. Dzisiaj wezwałoby się saperów, ale wtedy? Naboje oczywiście trzeba było rozłupać nożem (!), wysypać proch i pobawić się alchemika. Nieboszczyka lepiej było nie ruszać, bo kto wie, jak długo tam leżał. A części broni należało połączyć z wcześniej znalezionymi i kto pierwszy złożył całość mógł rozstrzelać resztę. Żartuję. Cała jednak zabawa ze składaniem broni, przypominała do złudzenia popularne w latach późniejszych zbieranie znaczków, monet czy nawet Tazo Star Wars. Z tą różnicą, że dla mojej babci cały znany świat był placem zabaw, gdzie można było znaleźć kolejny element.

Sztuka przetrwania

Jeśli mnie zapytacie jakie szanse dawałbym mojej babci, jako dziecku biorącym udział w takich zabawach, odpowiedziałbym że niewielkie. Jednak jej się udało (w końcu gdyby było inaczej, nie czytalibyście tych słów). Jej znajomym też się udało. I mimo wszystkich tych zagrożeń, mało kto zrobił sobie jakąś większą krzywdę. Mimo tak niebezpiecznego świata, dzieci potrafiły się dostosować i przetrwać. Nie mówię, że powinniśmy robić, to co robili ludzie 50 lat temu. Nie mówię, że powinniśmy wychowywać dzieci tak samo. Ta historia pokazuje jednak, jak wielki potencjał tkwi w naszych dzieciach. Nie ograniczajmy go bez potrzeby.

Prawa do zdjęcia nalezą do Wineblat Eugene – Portraits.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

9
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Blog OjciecAgnieszkaTediKingadaybydaymum.blogspot.com Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Beata Kurgan-Bujdasz
Gość

sama pamiętam wiele zabaw z mojego dzieciństwa które wołają o pomstę do nieba :) Masz zajefajną babcię :)

Blog Ojciec
Gość

Dzięki :)

daybydaymum.blogspot.com
Gość
daybydaymum.blogspot.com

Strach pomysleć ile razy bym spadła z drzewa jak bawiliśmy się w Tarzana. Dobrze ze moja mama tego nie widziała, bo serce by jej stanęło.

Blog Ojciec
Gość

My mieliśmy takiego tarzana nad przepaścią. Jeden upadek lub urwana lina i lecisz jakieś 7-8 metrów w dół. Nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach. A jeszcze kilkanaście lat temu – norma.

Kinga
Gość
Kinga

Dobrze, ze ktos wreszcie napisal prawde. Ja jak slysze, jak to kiedys bylo lepiej (np. za moich czasow dziecinstwa) i jak to obecne dzieciaki sa beznadziejne i maja beznadziejnie to mi sie noz w kieszeni otwiera. Jak czytam w komentarzach jak to cud miod malina bylo w latach 70-80tych na blokowiskach, na trzepaku to rece mi opadaja. Zastanawiam sie wtedy czy ja jedyna nie mam amnezji, lub czy moze ja jedyna mam urojenia. Bo ja pamietam blokowiska w ktorych bylo tak pieknie, ze … nic nie bylo poza tym slawetnym trzepakiem, na ktorym dzieciaki wisialy bo nie bylo nic innego.… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Każdy ma swoje subiektywne odczucia dotyczące jego życia i jego dzieciństwa. Próba jednoznacznego określenia, które były lepsze, a które gorsze, mija się z celem. Ja myślę, że niektórzy mają po prostu problem z akceptowaniem zmian i stąd ich sprzeciw.

Tedi
Gość

Każdy zawsze będzie mówił, że za czasów jego dzieciństwa było lepiej. To normalne, bo przecież dzieciństwo zawsze się miło wspomina. Jest się wtedy beztroskim, radosnym i wszystko jest jakieś takie lepsze. Moja babcia też mi opowiadała historie mrożące krew w żyłach ;-)

Agnieszka
Gość

W naszej mentalności siedzi to, że „dobrze/lepiej tam gdzie nas nie ma/nie było”. Prawda jednak często wygląda inaczej. Poza tym punkt widzenia zmienia się przecież wraz z punktem odniesienia… Przyznaję otwarcie, że dziś jako rodzic nie byłabym zadowolona, by moje dzieciaki bawiły się w niektóre z zabaw, w które ja jako dzieciak się bawiłam. Pierwsza „z zakazanych zabaw”, która na myśl mi przychodzi to zabawa „w noża”. W piaskownicy siedzieliśmy w kręgu, a nóż opierało się na poszczególnych częściach ciała (brodzie, nosie, łokciu, kolanie, itp) i odbijało się go tak, by spadając wbił się w piach. Ile wtedy mieliśmy frajdy… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Jak usłyszałem historię mojej babci, to stwierdziłem, że muszę ją opisać, bo myślałem, że to ja miałem niebezpieczne dzieciństwo :)

Scyzoryk, shurikeny i nunchako – zestaw każdego dziewięciolatka na mojej ulicy :)