Sprawdzona technika, która pomaga mi, gdy mam już wszystkiego dosyć

Poradnik dla wszystkich, którzy podobnie jak ja – mają czasami ochotę wyjść z siebie i nie wracać.

Przeczytałem właśnie u Matka Córek jak powiedziała na głos (ale nie do dzieci, tylko do osoby dorosłej, dzieci tego nie słyszały), iż ma dość swoich dzieci i usłyszała w odpowiedzi, że ona nie ma prawa tak mówić. NIGDY. Że tak po prostu nie wolno. I to bezdyskusyjnie.

Chciałem więc poświęcić temu chwilę.

Temu jak sami wzajemnie się krzywdzimy jako rodzice. Właśnie w powyższy sposób. Mówiąc sobie nawzajem, że nie wolno nam się złościć na dzieci, nie wolno nam mieć ich po dziurki w nosi i nie może nam nawet być smutno, gdy czujemy się tym wszystkim przytłoczeni.

Otóż po pierwsze – to nieprawda

Mamy prawo do smutku, mamy prawo czuć się przytłoczeni i tak samo mamy prawo do złości, bezsilności czy gniewu. To wszystko są emocje i każdy człowiek na świecie powinien mieć prawo do własnych emocji. Dziecko, nastolatek i ludzie dorośli.

Nie mówiąc już o tym, że jeśli jestem wściekły, a ktoś mi powie, że mam nie być wściekły albo że nie wolno mi być wściekłym to wiecie jaki będzie efekt? Będę jeszcze bardziej wściekły. Nie dolewajmy więc oliwy do ognia. Jeśli natomiast ktoś tak robi, to trzeba zrobić jedną z dwóch rzeczy.

Po drugie – co zrobić z ludźmi, którzy nie dają nam prawa do naszych uczuć?

Rozwiązania są dwa. Albo powinniśmy z nimi poważnie porozmawiać albo zasadźmy im porządnego kopa z naszego życia, bo takie osoby będą jedynie wysysać z nas energię (której przy dzieciach i tak nie mamy w nadmiarze). Takie osoby nie mówią „nie masz prawa się złościć”, bo chcą dla nas dobrze. One tak mówią, bo IM przeszkadza, gdy tak mówimy. Bo one się z tym źle czują. Bo to obnaża ich idealne rodzicielstwo i pokazuje jego prawdziwe oblicze. Tak, dokładnie – prawdziwe oblicze. Oblicze, w którym bywamy wściekli, w którym zdarza nam się płakać z bezsilności i w którym mamy czasami ochotę wyjść z domu i nigdy nie wracać.

Takie. Są. Fakty.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dajemy naszym dzieciom prawo do gorszych dni, ale już dla siebie samych nie mamy takiej taryfy ulgowej. Dla mnie jest to kompletnie niezrozumiałe. Zamiast się wspierać, ciągniemy się w dół. Dlaczego na siłę próbujemy udawać tych nieskazitelnych i doskonałych rodziców, którzy nie mają trudniejszych chwil? Nie mówiąc już o tym, że sztuczne podtrzymywanie tego kłamstwa nikomu jeszcze nie pomogło.

Jest natomiast coś innego, co może nam wszystkim pomóc

Coś zupełnie przeciwnego do tego, z czym spotkała się wcześniej wspomniana Matka Córek. Chodzi o WYGADANIE się drugiej dorosłej osobie, która nas uważnie wysłucha. Bez oceniania, bez przewracania oczami, bez zmieniania tematu. Która wysłucha tego jak czasami jest nam ciężko, jak trudne czasami bywa to całe rodzicielstwo i jak bardzo chcemy wszystkiego co najlepsze dla naszych dzieci, ale czasami już zwyczajnie brakuje nam sił. Ktoś kto wysłucha i zrozumie.

Taka rozmowa zdejmuje znaczny ciężar z naszych rodzicielskich ramion i pozwala nam z nowymi siłami przywitać kolejny dzień. Taka rozmowa jest właśnie tym, czego tak naprawdę potrzebujemy. Rozmowy, zrozumienia i poczucia, że inni rodzice też przez to przechodzą, a nie konkursu na idealnych, podręcznikowych rodziców, którzy nie mają żadnej skazy, bo takie jednostki zwyczajnie nie istnieją (a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to znaczy, że łże w żywe oczy i można go ze spokojnym sumieniem zignorować).

Ja sam nie jestem idealny, też miewam gorsze dni i absolutnie nie zamierzam tego ukrywać (zresztą niektóre wpisy są właśnie takim wygadaniem się, jak np. ten czy ten). Nie mówiąc już o tym, że ukrywanie tego faktu nie pomogłoby ani mi, ani moim dzieciom, ani nikomu innego. Wręcz przeciwnie – takie podejście dalej niosło by w świat obraz lukrowanego macierzyństwa, który jest równie fałszywy, jak szkodliwy.

Jeśli i wy uważacie podobnie i uważacie, że warto byłoby nieco odczarować ten obecny u niektórych wyidealizowany obraz rodzicielstwa, to będę wdzięczny za udostępnienie tego tekstu dalej. Może dzięki niemu chociaż niektórzy z nas zaczną się wzajemnie wspierać i sobie pomagać, zamiast tylko utrudniać sobie i tak wcale niełatwe zadanie, jakim jest rodzicielstwo. Oby.

Prawa do zdjęcia należą do madstreetz.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

29
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
katyaKamil NowakNiewyspanaMarta KojderDagmara Ewa Schulta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Krzysztof Jokisz
Gość

Problem z oczekiwaniami i akceptacją zewnętrzną i wewmętrzną zwłaszcza jeśli chodzi o emocje to temat rzeka i to taki w którym wszyscy brodzimy, niektóży po kostki a inni po szyje.

SandraKK
Gość
SandraKK

Ja jak mam gorszy dzień to mówię, że sprzedam córkę na bazarze. Na początku reakcją otoczenia był lekki szok i konsternacja, teraz już się tylko śmieją. Mi daje to możliwość do wygadania się bo zawsze pitem pada pytanie „a co zrobiła? ” :-D

Kamil Nowak
Gość

Jak ja mam gorszy dzień, to mówię, że jeszcze bym dopłacił, a nie sprzedał :D

Magdalena Zawadzka
Gość
Magdalena Zawadzka

Z jenej strony tak, a z drugiej.. tak bardzo ocenny był Twoj niedawny wpis o metodach uspokajania dzieci.. I komentarze pod nim – od samych idealnych rodziców macierzyństwa bliskości, które swojemu dziecku nie pozwalają płakać nawet przez minutę. Po przeczytaniu ich cały wieczór analizowałam swoje zachowanie. Sama stosowałam metodę 3-5-7 uważając ją za dobrą, stopniowa naukę uspokajania emocji przez dziecko i zasypiania. Robiłam to dla niego, czując że mechaniczne ziuzianie jako metoda na zaśnięcie to droga do nikąd. Ale tez dla siebie (o zgrozo) by dzięki temu w przyszłości – zamiast godzinę ziuziać – odzyskać czas na tak potrzebną regenerację.… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Z tym, że ja na końcu tamtego wpisu celowo dodałem informację, że nie piszę tego tekstu, bo uważam rodziców nieświadomie stosujących te techniki za gorszych – w końcu ja sam do nich należę/należałem. Ja go pisałem, bo uważam, że duże portale internetowe powinny brać odpowiedzialność za to co piszą.

Marta Kojder
Gość
Marta Kojder

Musimy chyba zacząć od tego, że bardzo często ciężko jest być rodzicem. Zarówno jak sie tego bardzo chce jak i wtedy gdy się nie chce wcale. Zarówno jak się człowiek nad wyraz stara jak i nie stara ani trochę. Sytuacje pośrednie zdarzają się może równie często ale tacy rodzice po prostu uważają bycie rodzicem jak oddychanie i rzadko mają pomysł żeby się dzielić z innymi tym co jest naturalne. Pewnie też rzadko czytają tego typu blogi. Już sam fakt czytania tego typu bloga wskazuje zwykle na jakąś potrzebę utwierdzenia się w przekonaniu czy postępuję dobrze. Przecież nie będę czytać dla… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

„Przecież nie będę czytać dla relaksu bloga o rodzicielstwie do cholery.” No wiesz co?! :D

Tutaj specjalnie dla Ciebie tekst, który sprawi, że zmienisz podejście ;) http://www.blogojciec.pl/dzieci/jak-naprawde-wyglada-dzien-rodzica/

Marta Kojder
Gość
Marta Kojder

Kurcze strzeliłam sobie w kolana tym tekstem :). Na pocieszenie dodam, że dla relaksu potrafię wieczorem włączyć sobie odcinek „Peppy” lub ukochanego „Peep in the big wide world”. Na pocieszenie dodam, że jak wreszcie raz na dwudziesty weekend zostaniemy z mężem sami bez dzieci (córa głucha, synu już prawie zdiagnozowany Asperger) to po jednej nocy skorzystania z wolności czekamy na te małe wredne pierdołki jak na zbawienie. Dom pusty, nie taki. Nie wesoły. Ani trochę.
Zarzucamy ich dziwnymi zachowaniami lub cytatami i nie umiemy sobie miejsca znaleźć.

Dagmara Ewa Schulta
Gość
Dagmara Ewa Schulta

„Przecież nie będę czytać dla relaksu bloga o rodzicielstwie do cholery.” Robię to trzeci dzień z rzędu, ale możliwe, że jestem dziwna ;)

Słowo w słowo
Gość
Słowo w słowo

Kiedyś gdy moje dzieci były bardzo małe wpadła mi do ręki fajna książka o wychowaniu. Z niej nauczyłam i zapamiętałam jedną prostą technikę. Stosuję ją do dnia dzisiejszego. Wypowiadam swoje uczucia. Proste. Chodzi o to, że mówię. ” ja” jestem zła, zmęczona, boli mnie głowa. Itp a nie wyrażam się do dzieci ” ty ” ty jesteś dziwny, niegrzeczny, uparty. Bardzo mi to pomogło. Nie jesteśmy idealni. Sama popełniam błędy. A i swoje nerwy mam.

Kamil Nowak
Gość

Też znam tą technikę i też polecam, chociaż obecnie staram się zgłębić NVC (porozumienie bez przemocy), co jest w moim odczuciu kolejnym poziomem tego rodzaju podejścia, które jeszcze lepiej pomaga nawiązać kontakt z drugą osobą.

Art
Gość

Ja, gdy mam wszystkiego dosyć – nawet swoich ukochanych dzieci – to idę się po chłopsku sponiewierać – najlepiej tak: http://przechadzka.pl/wyprawy/sponiewierac/

Kamil Nowak
Gość

Prawidłowo :) Ja mam podobno plan na weekend, z tym, że bez śniegu :D

karina
Gość
karina

Jestem tego samego zdania.Jeśli dzieci nie będą widzieć emocji u rodziców i to w jaki sposób sobie z tym radzą ,to jak te nasze pociech w przyszłości mają sobie radzić z własnymi problemami,złością…..a tak w ogóle to Panie Kamilu chciałam powiedzieć,ze bardzo cieszę się,ze trafiłam na Pana blog…….czasami mam myśli,ze jestem złą mamą a tu proszę ….okazuje się,ze wcale tak nie jest.dziękuję za to co Pan robi …..jesteś WIELKI.dziekuje

Kamil Nowak
Gość

Ja też dziękuję, że wy jesteście :) Dla mnie to też sygnał, że nie jestem odosobniony w swoim podejściu :)

Magda T.
Gość

Od dawna powtarzam, że największym wrogiem matki jest inna matka. Niestety. Są to wyjątki, ale wyjątki, które potrafią kiepski dzień przekształcić w tragiczny. Dlatego trzeba wiedzieć, komu się wyżalić ;) A w takie dni szczególnie szerokim łukiem omijać matki idealne. Kiedy mam dość mówię moim starszym dzieciom, żeby mi zeszły z pola widzenia, bo muszę pobyć chwilę bez nich. Młodszemu puszczam bajkę. A najmłodszy jest cudem, który wie, kiedy spać ;) Sobie puszczam w słuchawkach dobrą muzę albo biorę książkę i znikam. A dzieci nauczyły się to akceptować. W końcu rodzic też człowiek

Kamil Nowak
Gość

Rodzic też człowiek, a rodzic wielodzietny, to człowiek pomysłowy i przedsiębiorczy, bo jeśli taki by nie był, to by go dawno w kaftanie do zamkniętego ośrodka wywieźli panowie w białych kiltach ;)

Magda T.
Gość

Dokładnie :)

Czarny Motyl
Gość

Gorzej jak tą osobą do wygadania będzie ta osoba której powinniśmy zasadzić kopa z naszego życia. Ja czasem mówię, że mam serdecznie dość nie swojego dziecka ale tej całej chorej sytuacji która wypłynęłam np. bezsensownego wymuszanego przez nią płaczu.

Adrianna Cie
Gość

Nikt tak nie umie mnie wyprowadzić z równowagi, jak moje dzikusy :) i nie wstydzę się do tego przyznać. Najważniejsze jednak jest to, zeby umieć się wyciszyć, zapanować nad emocjami, odreagować poza oczami dziecka :)

Zdzisław K
Gość
Zdzisław K

Polecam NVC albo Porozumienie Bez Przemocy Marshalla Rosenberga, to o uczuciach, kontakcie z nimi i potrzebami, które za nimi stoją. I o tym, że nie ma złych i dobrych uczuć, uczucia po prostu są i lepiej być blisko z nimi niż je wypierać, wrócą z chorobą… pozdrawiam i dziękuję za wartościowy blog

Kamil Nowak
Gość

Właśnie staram się wprowadzać je w życie z pomocą książek Marshalla i z książką „Dialog zamiast kar”. Jak narazie jeszcze trochę nienaturalnie to wychodzi, ale zauważam, że mimo wszystko jest to skuteczne.

Zdzisław K
Gość
Zdzisław K

Cieszę się, że ta praktyka się rozszerza, też mogę potwierdzić skuteczność. Poza tym daje z czasem inny kontakt. :-) To działa nie tylko w rodzinie ale wszędzie, w tak zwanym środowisku pracy potrafi czynić „cuda”.

Darek1985
Gość
Darek1985

problem też tkwi, że inne matki potrafią wygarnąć innej, że jak nie karmi piersią to jest złą matka. My karmimy butelką Naszego miesięcznego synka, żona miała cesarkę choć plan był naturalnego porodu. Ale sytuacja była dynamiczna i trzeba było szybko podjąć decyzje. A pokarm po tygodniu dalej się nie pojawiał/lub w małej zawartości przez co nasz synek non-stop płakał czy to dzień czy noc. Był dokarmiany butelką ale podjęliśmy wspólną decyzję, że będzie karmiony mlekiem modyfikowanym. Ile ja tez się nasłuchałem od innych ojców, że rolą mamy jest m. in karmienie a nie taty (wymieniamy się z żoną raz ja… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Sami sobie największą krzywdę robimy, nie ma co ukrywać. Właśnie piszę na ten temat, może komuś otworzy oczy.

Darek1985
Gość
Darek1985

Kamil, cieszy mnie bardzo, że o tym piszesz bo nawet tak myślałem aby przez Facebooka Cię zapytać o opinię na temat karmienia butelką zamiast piersią i związany z tym temat sortowania rodziców na tych lepszych i tych gorszych. Z góry dziękuję :)

Niewyspana
Gość
Niewyspana

Cieszę się że tu trafiłam. Jestem mamą półrocznego ząbkującego belzebuba. Niestety moje najbliższe otoczenie(rodzice partnera wpraszający się co chwila pod pretekstem zobaczenia wnuka), nie mogą pojąć jakim cudem ja mogę się na niego złościć! Przecież on jest takim spokojnym, pogodnym i uśmiechniętym rozkoszniakiem! Owszem, jest, lecz chyba każdy rodzic wie jak nastrój takiego malucha rozkłada się w ciągu dnia i od ilu zmiennych jest zależny. Nie raz i nie dwa po dwóch godzinach ciągłego wycia sama siadałam obok łóżeczka i płakałam jak bóbr, zaciskając zęby i sycząc ze złości. Raz nawet do młodocianego powiedziałam że sprzedam go Cyganom.(Były też gorsze… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Znaczy denerwowanie się na dzieci jest normalne, ale ze straszeniem go, że zostanie sprzedany cyganom bym się wstrzymał. Później dziecko może się bać, że jak nie będzie grzeczne, to rzeczywiście je oddamy, a chyba nie na tym nam zależy. Może lepiej w takiej sytuacji wygadać się jakiemuś drugiemu dorosłemu (chociażby przez telefon), a dopiero po uspokojeniu wrócić do dziecka?

katya
Gość
katya

Jestem w 38tygodniu ciąży od 3tygodni mam problemy z ciśnieniem mój ginekolog mnie wysyła do kliniki a za trzy dni oni mnie odsylaja. Wczoraj mój ginekolog postanowił wywołać poród ponieważ skoki ciśnienia są niebezpieczne, dzisiaj rano przeszła wizyta lekarzy jutro mam wyjść zadzwoniłam do lekarza zmienił decyzji czekamy do ostatniego dnia a ja już wiem że za tydzień wrzucę do szpitala. Mam dość jestem zmęczona jest mi ciężko naprawdę do tego mam małą córeczkę która zaczyna mnie nie rozpoznawać już nie daje rady mąż zamiast wesprzeć jeszcze bardziej denerwuje