Poronienie to nie powód do wstydu

Poronienie to nie jest czyjaś wina.

15807902729_3abbb049ad_k

Selekcja naturalna

Około 50% zarodków i 15% rozpoznanych ciąż kończy się w Polsce poronieniem (źródło). To przekłada się mniej więcej na poronienie dziecka w co szóstej ciąży. Dzięki współczesnej medycynie, mamy już świadomość, że w zdecydowanej większości powody poronienia dziecka są całkowicie naturalne i bardzo często nie mają one nic wspólnego z zachowaniem matki w trakcie ciąży.

Niestety mimo upływu lat i zdobywania coraz lepszej wiedzy w tym zakresie, w dalszym ciągu aż 74% kobiet, które poroniły, czują się częściowo winne owemu poronieniu (źródło, dokładnie 11:05). Bo wydaje im się, że mogły zrobić coś jeszcze. Że mogły się bardziej postarać. Że mogły o siebie i o dziecko bardziej zadbać. Czują się więc winne. Czują wstyd, bo wydaje im się, że zawiodły. Siebie, męża, dziecko, rodzinę.

Dlatego też chciałbym dzisiaj o tym porozmawiać i powiedzieć, że poronienie, to nie jest powód do wstydu.

Samotność poronienia

Kiedy kobieta dowiaduje się, że dziecko w jej łonie jest martwe, nagle traci grunt pod nogami. Nawet jeżeli zaraz obok ma męża, który ją stale wspiera i który przeżywa to wszystko razem z nią. Bo niestety bardzo często tylko oni rozumieją swoje cierpienie. Cierpienie po stracie dziecka. Dla innych osób jest to w dalszym ciągu temat tabu, którego nie rozumieją i którego zrozumieć nie chcą. Wręcz zamiast wsparcia potrafią oni jeszcze potęgować poczucie winy, sugerując, że coś jest nie tak z którymś z rodziców. Oto jeden z wpisów jakie znalazłem, gdy szukałem informacji na ten temat:

„Kilka dni temu poroniłam 12 tygodniową ciążę, wczoraj rano wyszłam już ze szpitala. Jest mi bardzo, bardzo smutno, ale nie o tym ten temat, nie tylko o tym. Otóż w następną sobotę w rodzinie męża jest wesele (jego siostry stryjecznej) i teściowie pokłócili się ze mną, że MAM IŚĆ na to wesele i koniec, bo oni nie będą każdemu tłumaczyć, że ja poroniłam i nie mam ochoty iść na wesele, bo TO TAKI WSTYD” (cały wpis)

Empatio, gdzie jesteś?

Kiedy urodzi się dziecko i niestety nie przeżyje, to wszyscy rozumieją co się stało. Wszyscy starają się współodczuwać cierpienie rodziców, którzy nagle poczuli niesamowitą wręcz pustkę w sobie, której już nigdy nic nie wypełni. Otrzymują oni możliwość pożegnania się z dzieckiem, przy wsparciu całej swojej społeczności.

Nie rozumiem więc zupełnie dlaczego takiego samego wsparcia nie powinni otrzymywać rodzice, którzy poronili dziecko. Przecież ich więź z tym dzieckiem mogła być już równie silna, a jej zerwanie równie bolesne. Dziecko, które utracili mogło przecież mieć już imię, mogło istnieć już w marzeniach rodziców.

„Poradź sobie z tym”? „Następnym razem wam się uda”? To nie brzmi jak dobra rada, ale raczej jak wyrzut. Jak oskarżenie, które sugeruje, że to przecież nasza wina i nasza odpowiedzialność, więc powinniśmy ją zatrzymać dla siebie i nie obarczać nią innych. Ale my przecież potrzebujemy innych. Szczególnie w takich chwilach.

Szpitalne procedury

Niewyobrażalne dla mnie jest również to, że kobiety po poronieniu, nie otrzymują natychmiastowej pomocy psychologicznej. Wręcz już w momencie stwierdzenia śmierci dziecka, taka pomoc powinna być dostępna. Nie narzucona, bo każdy inaczej sobie radzi w takich chwilach, ale dostępna. Zamiast tego otrzymujemy często brak informacji na temat naszych możliwości i przedmiotowe traktowanie. Ja rozumiem, że takie sytuacje są rutynowe i jest ich naprawdę wiele. To nie jednak nie zmniejsza na gram cierpienia rodziców i jeśli nie możemy im pomóc na poziomie fizycznym (poprzez zapewnienie im osobnych sal czy indywidualnego traktowania), to powinno się ich wesprzeć na poziomie psychicznym.

Strata, której nie widać

Oczywiście nie każdy z nas jest psychologiem i nie każdy wie co i jak może powiedzieć osobie, która poroniła dziecko. Jest jednak jedna rzecz, którą wszyscy możemy zrobić. Wszyscy możemy być wsparciem. A żeby być wsparciem, bardzo często wystarczy po prostu być. Nie dawać rad, nie tłumaczyć, nie uzasadniać. Po prostu być obok.

Wszyscy też możemy zacząć dostrzegać tą stratę, która do niedawna była niemal niewidzialna. Stratę nienarodzonego dziecka. Stratę, o której prawie nikt nie mówił. Stratę, której ludzie się wstydzili. Jednak, gdy zaczniemy o niej mówić, gdy zaczniemy tłumaczyć, że to jest działanie niezależne od nas i nie można nikogo za to obwiniać – dokonamy pozytywnej zmiany. Dokonamy wreszcie odczarowania tego tematu tabu i umożliwimy rozmowę o nim. Pomożemy też szerzyć się informacjom na temat wsparcia dla takich osób, a w efekcie zmniejszymy ich poczucie odosobnienia i ułatwimy im powrót do naszego świata. A to jest coś, o co moim zdaniem warto walczyć.

Strona ze wsparciem dla ludzi, którzy doświadczyli poronienia: http://www.poronienie.pl/

Prawa do zdjęcia należą do Phil.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

28
Dodaj komentarz

avatar
20 Comment threads
8 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
SandraAgaMonikaWiktoriaKasia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka
Gość
Agnieszka

Ja usłyszałam, że powinnam się cieszyć, że „to” tak wcześnie się stało za każdym (3) razem, bo przynajmniej nie mam trzech grobów tak jak żona brata ciotecznego – że się tak wyrażę „mega” wsparcie. Bo na słowa: „następnym razem się uda” już nie reagowałam.

Blog Ojciec
Gość

No rzeczywiście wielkie wsparcie :( Empatii powinno się uczyć w szkole i powinna być to obowiązkowa lekcja.

AA
Gość
AA

Bardzo, ale to bardzo polecam przeczytać komentarze do tego posta na FB:

https://www.facebook.com/QuirkyMomma/posts/10152725711175845

Osoby, które przeżyły poronienie lub martwe urodzenie opowiadają, co najbardziej pomogło im przetrwać trudne chwile. Mnie wyjątkowo poruszyły te świadectwa i płakałam jak bóbr.

Myślę, że w społeczeństwie nie ma świadomości, jak należy się zachować w takiej sytuacji. Komentarz „Następnym razem się uda” niestety nie przynosi ulgi.

Alice
Gość
Alice

Z jednej strony tyle osób sprzeciwia się aborcji, a jednak mam wrażenie, że poronienia nikt nie traktuje równie poważnie jak śmierci dziecka, które już się pojawiło na świecie.

A słowa „następnym razem się uda” wypowiedziane w takiej sytuacji ciężko mi zrozumieć. Przecież kiedy dziecko już się urodzi i nie przeżyje, nikt nie mówi „Eee tam, kolejne przeżyje”. Dziecko to nie zabawka do zastąpienia. Nawet jeśli urodzimy kolejne dziecko, to tamto poprzednie przecież wciąż będzie martwe…

Piotr | artTATA.pl
Gość

Smutne, że tacy rodzice są traktowani często rutynowo. Że nie zauważa się ich cierpienia. Otoczeniu wydaje się, że to nic takiego, uda się następnym razem. A dla rodziców tego dziecka jest to dramat tu i teraz.

Beata Redzimska
Gość

Przez wszystkie moje ciaze to cos czego panicznie sie balam, ale natura wie lepiej. Czasami trzeba przez to przejsc, bo to jedyne rozwiazanie. Pozdrawiam serdecznie Beata

Blog Ojciec
Gość

Myślę, że ten strach jest obecny podczas każdej ciąży. I wydaje mi się, że m. in. dzięki niemu możemy jeszcze bardziej docenić sytuację, gdy wszystko idzie po naszej myśli.

Mar
Gość
Mar

Moja pierwsza ciąża się tak skończyła, szczęście w nieszczęściu, że na samym początku, ale co mnie najbardziej dobiło w szpitalu? Przyjechali chłopak i dziewczyna, ona z brzuchem takim dość sporym, 6 miesiąc jak nie więcej. Ona zapłakana na całego, gość jeszcze się jakoś trzymał, ale widać było po nim, że w zasadzie niewiele brakuje. A lekarka co? Cytuję „Niech nie ryczy, zrobi se następne”. Psychologa na stanie szpitala brak. Zachowania pani [!] anestezjolog, która przygotowywała mnie do zabiegu, szkoda opisywać. Mam nadzieję, że w przypadku tej dziewczyny zachowała się bardziej po ludzku.

Blog Ojciec
Gość

Kontakt z ludźmi powinien być nauczany na studiach medycznych na równym stopniu co umiejętność posługiwania się skalpelem. Niestety chyba musimy jeszcze na to poczekać.

Sosnowa 11
Gość

Na zajęciach u medyków prowadzący powiedział, że lekarz powinien zacząć od przedstawienia się i podania ręki, na co jeden ze studentów zaprotestował, że takie spoufalanie się podważa autorytet lekarza…

ugotowani.tv
Gość

Ja usłyszałam to samo. Lekarz na badaniu powiedział „Z tego już nic nie będzie”. „To” miało imię…

Agnieszka
Gość

Poronienie(a) i pogrzeb własnych dzieci to najtrudniejsze i najbardziej osamotniające doświadczenia w moim życiu. Nic już nigdy nie było takie samo… I nigdy nie będzie. Dlatego po miesiącach „wstydu” odważyłam się poruszyć ten temat między innymi na moim blogu, bałam się strasznie, ale dzisiaj wiem, że było warto.

Kamil Nowak
Gość

Trzeba być silnym, żeby o tym napisać, tym bardziej się cieszę, że to zrobiłaś. Ja też kiedyś ten temat poruszałem, bo im więcej się będzie o tym mówiło, tym mniejszy wstyd będą odczuwały kolejne kobiety.

Diana
Gość
Diana

To co ja przezylam w szpitalu po poronieniu nie nadaje sie nawet do opisywania. A bylam w dwoch.W jednym popis braku empatii dal na wstepie sam wielki Pan Ordynator – nie chcialam tam zostac ani minuty dluzej. W drugim, gdzie przeszlam cala , nazwijmy to „procedure” (bo tym to niestety jest tylko dla personelu szpitala) nie bylo lepiej. Owszem, byly osoby wspolczujace, ale byly tez takie, dla ktorych wazniejsze bylo, „zeby nie siadac na wolnym lozku!!!!” itp. Trauma, tylko tak moge to wszystko opisac. Gdyby nie moj maz, ktory dzielnie mnie wspieral, mimo ze dla niego byla to nie mniejsza… Czytaj więcej »

trackback

[…] Tytuł posta zaczerpnięty z tekstu Blog Ojciec na ten sam temat -zajrzyjcie koniecznie KLIK […]

MartynaG.pl
Gość

Co by tu nie napisać, to za mało. Ale naprawdę zgadzamy się z Twoim zdaniem. Często nie dostajemy żadnej pomocy ze strony szpitala który (o zgrozo!) umieszcza nas po zabiegu na sali z kobietami szczęśliwie czekającymi na poród z podłączonym KTG, w którym rytmicznie dźwięczy tętno dziecka. SERCE PĘKA! Nie dostajemy wsparcia od najbliższych bo często nie zdają sobie sprawy jak bardzo matka czy ojciec przywiązani są już do dziecka. Niestety również i Państwo nie pomaga… bo niestety nie każdy wie, że kobiecie należy się skrócony urlop macierzyński po urodzeniu martwego dziecka lub zgonu dziecka przed upływem 8 tygodni życia… Czytaj więcej »

Tedi
Gość

Znam dokładnie ten ból i to poczucie winy. Już dawno się z tym pogodziłam chociaż ciężko z tym żyć. Najlepiej by było, aby nikt nie musiał tego przeżywać.

Kamil Nowak
Gość

Wiele jest takich chwil, których chciałoby się najbliższym oszczędzić.

Ela Gaszyńska
Gość
Ela Gaszyńska

Ja również przeżyłam stratę dziecka, bardzo wcześnie, w 8 tygodniu. Wsparciem był przede wszystkim Mój Mąż, ale i bliscy przyjaciele. Mimo, że tak wcześnie poroniłam, w badaniach genetycznych z martwej kosmówki udało się ustalić płeć. Nasz syn jest zapisany w USC i miał prawdziwy pogrzeb. Ja czuję ogromny spokój w sercu, że zrobiliśmy dla Niego wszystko co najważniejsze.

Agnieszka MI
Gość
Agnieszka MI

…5 tydzień, Wcześnie ale i tak bolało, bardzo staraliśmy się o dziecko, w szpitalu obojętnie ale bez obrażenia tekstem „czego ryczy, nie pierwsza i nie ostatnia „, ale po wyjściu ze szpitala masakra… Nikt nie powiedział nam że przy przyjęciu możemy poprosić o zabezpieczenie materiału do badań, że tylko po takich badaniach dadzą nam zaświadczenie do USC i tylko tak Będziemy mogli dostać odszkodowanie, ja macierzyńskie i możliwość pochówku…. Jak po tygodniu poprosiłam o zaświadczenie to usłyszałam że nie bo nie można określić płci po za tym nie wiadomo czy to była ciąża bo 5 tydzień to wcześnie…. Nie wiadomo… Czytaj więcej »

Monika
Gość

A ja po poronieniu sama się pocieszałam słowami: następnym razem się uda i w końcu się udało, po trudnym leczeniu, ale się udało :).

Patrycja
Gość
Patrycja

Dziękuję za tekst
Właśnie przechodzę to drugi raz A dla ludzi już powinnam funkcjonować normalnie. Ale jak gdy po raz kolejny odeszło moje szczęście.

Kasia
Gość
Kasia

Prawo Polskie jest jeszcze gorsze. Mi lekarz powiedział że dopóki biochemiczne nie udowodnie że mam w sobie martwe dziecko to nie zrobią mi lyzeczkowania. Więc chodziłam 5 dni z martwym dzieckiem 12 tyg. Aż poronilam samoistnie. Na dodatek usłyszałam że może to potrafią nawet tygodnie. !! Nie zapomnę tych słów nigdy

Wiktoria
Gość
Wiktoria

Jestem kobietą po stracie, 12 i 13 lipca 2018r. straciłam dwóch synów (bliźnięta urodzone w 23 tygodniu). Minęły dopiero 4 miesiące a ja znów jestem w ciąży i mam nadzieję że tym razem szczęście nam dopisze i maleństwo się urodzi.

Monika
Gość
Monika

Dziękuję za ten artykuł. Przez dobrych kilka lat borykałam się z tym. Przez lekarkę jeszcze bardziej siebie obwiniałam, że to moja wina, że to przeze mnie, a do tego jestem kiepska słaba i nie mam mocnego organizmu, bo straciłam w 9tyg ciążę. Gdy się zdecydowałam na zmianę lekarza, dowiedziałam się po pierwsze, że to nie moja wina (chociaż nadal ciężko mi z tym), że to naturalne do 3 miesiąca i żadne moje postępowanie tak na prawdę nie miało znaczenia. Mój ginekolog wysłał nas do psychologa. Kiedy drugi raz straciliśmy dziecko, będąc w szpitalu i rozpłakując się w nocy w ramię… Czytaj więcej »

Aga
Gość
Aga

Dla mnie ten temat jest bardzo trudny, bo choć sama nigdy nie poroniłam, to moja mama ma za sobą kilka poronień i trzy martwe porody. Nienawidzę pytań dlaczego jestem jedynaczką. Nienawidzę ludzi pytających dlaczego moi rodzice nie chcieli więcej dzieci. Nienawidzę pytań dlaczego moi rodzice czekali z dzieckiem do czterdziestki. Mimo że nie opowiadam całej prawdy, bo też rodzice tego nie chcą to warto też trzymać język za zębami kiedy spotyka się jedynaków urodzonych po wielu latach małżeństwa, bo rzadko kiedy taka jest fanaberia małżonków, najczęściej są to tragedie nie do opisania

Sandra
Gość
Sandra

Chciałbym Ci podziękować za ten tekst. Poroniłam 3 lata temu.. Nawet najgorszy wróg nie potraktował mnie tak ja moja „rodzina” * będziesz miała kolejne dzieci * dobrze, że tak się stało, bo może byłoby chore * przecież nie chciałaś tego dziecka ( ciąża była nieplanowana) * masz problem z głowy!!!? * to Twoja wina, bo kilka godzin przed krwotkiem siedziałaś po turecku, a ciężarne tak nie powinny.. To tylko te lżejsze epitety.. A usłyszałam wiele gorszych słów, pretensje, że dzień po zabiegu i wyjściu ze szpitala nie chce iść na imprezę ” rozerwać się i zapomnieć” W jednej sekundzie z… Czytaj więcej »