Czujesz się czasami nieidealnym rodzicem? Obwiniasz się o coś? Ten tekst jest dla Ciebie

Zrobiliście coś złego? Wydaje się wam, że poprzez swoją niewiedzę, mogliście skrzywdzić wasze dziecko? A może obiecywaliście sobie, że już więcej nie będziecie krzyczeć, a jednak krzyknęliście? Mam dla was dwie wiadomości. Dobrą i dobrą. Pierwsza jest taka, że większość pojedynczych zdarzeń nie ma znaczenia – znaczenie ma całokształt. Druga wiadomość brzmi: Nie jesteście w tym sami.

„Dawałem klapsy przez kilka lat i teraz widzę, że to nie był (łagodnie mówiąc) najlepszy pomysł. Dzieci czują się skrzywdzone. Co teraz?”

„Nie wiedziałam, że nie wolno pozwolić się dziecku wypłakać. Czy da się to jakoś naprawić, jeśli one mają już po kilka lat?”

„Znowu mnie poniosło i nawrzeszczałam na córkę. Wydaje mi się, że ona się mnie teraz boi. Jak mogę jej pomóc?”

Takie pytania (mniej więcej, to są ich streszczone wersje) coraz częściej pojawiają się na mojej skrzynce odbiorczej. Niestety nie jestem psychologiem (pedagogiem jeśli już) i nie mam kilkudziesięciu lat doświadczenia w pracy z maluchami, bądź ich rodzicami, więc moje porady opierają się wyłącznie na moim (nie tak znowu wielkim) doświadczeniu oraz zdrowym rozsądku i warto wziąć to pod uwagę, przed potraktowaniem ich jako jedynego słusznego sposobu na rozwiązanie jakiegokolwiek problemu. Ja tylko dziele się tym, co działa u mnie.

Podobno kobieta zmienną jest. Ja na pewno.

Wiele osób zarzuca mi, że zdarza mi się zmieniać poglądy. I jest to prawda. Ja jednak wierzę, że tylko świnia poglądów nie zmienia. Odkąd zacząłem prowadzić bloga, wywrócił on moje spojrzenie na rodzicielstwo o 360 180 stopni. Nie sam blog jednak, ale drogi na które mnie pokierował. Ludzi, z którymi mnie zapoznał. Książki, które kazał mi przeczytać (a potrafi być bezlitosny). To zmienia światopogląd i nie wstydzę się tego, że jestem obecnie bardziej dojrzałym rodzicem niż byłem rok, dwa czy pięć lat temu. Nie wstydzę się i potrafię się przyznać do porażki. Porażką było dawanie klapsów. Porażką były krzyki. Porażką było wypłakiwanie się moich dzieci (chociaż tutaj akurat chyba najmniejszą, bo nie było to tak drastyczne, jak u wielu osób, które się do mnie odezwały). Porażką były sytuacje, w których straciłem panowanie nad sobą. Nie jestem doskonałym rodzicem (przepraszam, że zawiodłem tych, którzy myśleli inaczej). Jako rodzic przeżywałem porażkę, za porażką. I właśnie dzięki temu, zacząłem się w swoim rodzicielstwie rozwijać.

Nie jest problemem popełnianie porażek. Problem jest wtedy, kiedy nie wyciągamy z nich wniosków.

Świadome rodzicielstwo

Na tym właśnie polega rodzicielstwo. Na popełnianiu porażek i na wyciąganiu z nich wniosków. Są rzeczy na które nijak się nie przygotujemy. Nawet gdybyśmy wzięli roczny kurs rodzicielstwa, a ktoś by nam to tłumaczył godzinami i pokazywał wykresy, to nie ma szans, żebyśmy byli w pełni przygotowani. Nikt nie wie jak zareagujemy po trzeciej nieprzespanej nocy, gdy nasz dom będzie wyglądał jak po napadzie rabunkowym, a nasze dziecko akurat postanowi rozrzucić swoją zupę po całej kuchni. I przy okazji zapełni pieluchę tak, że mu wyjdzie na plecy. Nikt. Dopiero po takim doświadczeniu możemy się zastanowić co zrobić, żeby takich sytuacji unikać. Jakie kroki możemy przedsięwziąć, żeby sytuacji konfliktowych pojawiało się mniej. Dlatego nie obwiniajmy się, za to, że coś nam się nie udało. To droga donikąd.

Wybaczmy sobie

To jest jedyny sposób, żeby ruszyć naprzód. Jeśli zrozumiecie już swój błąd i wiecie, że nie chcecie drugi raz dopuścić do danej sytuacji, to jesteście na najlepszej drodze. Dlatego szarpnijcie się na ten gest i wybaczcie sobie. Będziecie jeszcze mieli tysiące, a może nawet setki (#matematycznyżart) sytuacji w których wasze dziecko będzie was potrzebowało. Skupcie się na tych chwilach. Nie pozwólcie, żeby jakieś wydarzenie z przeszłości miało negatywny wpływ na wasze obecne rodzicielstwo. Zróbcie coś wręcz przeciwnego. Pozwólcie waszej przeszłości uczynić się lepszymi rodzicami. Bo gdyby nie wasza przeszłość, nie bylibyście tu, gdzie teraz jesteście i nie wiedzielibyście tego, co wiecie teraz. Nawet ta negatywna. Wiele jej zawdzięczacie. Wasze dzieci również.

Dziecięcymi oczami

Wasze dzieci widzą nie tylko sytuację, w której straciliście panowanie. Widzą też to, co zrobiliście później. Widzą w jaki sposób odzyskujecie kontrolę i opanowujecie się. W jaki sposób rozmawiacie z osobami, które mogły się poczuć skrzywdzone waszym zachowanie. One obserwując, uczą się tego samego. Nie utraty panowania (to im przychodzi naturalnie). Uczą się, jak sobie poradzić z silnymi emocjami. Jak zachować się w takich sytuacjach. Gdybyście byli doskonałymi rodzicami lub udawali takich, mogłyby nie rozumieć własnych emocji, które się u nich pojawiają.

„- Moi rodzice nigdy nie płaczą, więc może płacz jest czymś niewłaściwym? Może lepiej schować swoje emocje głęboko, tak jak robią to moi rodzice?”

To w nas dzieci mają wzór, który musi im pokazać, jak radzić sobie z nadmiarem emocji. Niewiele jednak można się nauczyć od rodzica, którego emocjonalnym odpowiednikiem jest R2D2.

Nikt nie jest doskonały

„Jeśli potrafisz być spokojnym, kochającym i rozumiejącym rodzicem przez 100% czasu, to proszę napisz książkę. Z pewnością ją kupię.” Casey O’Roarty

Z tą doskonałością to wytarty slogan, wiem. Jednak czasami trzeba takie wytarte slogany odkurzyć. Jesteśmy ludźmi. Ba, nawet pójdę dalej. Jesteśmy rodzicami. Zmagamy się dziennie z dziesiątkami problemów, którzy ludzie bezdzietni w większości nie są sobie w stanie nawet wyobrazić. Do tego często jesteśmy pozbawieni snu, jedzenia i ciepłej kawy. Jeśli ktokolwiek potrafi być doskonały w takich warunkach, to ja mu szczerze zazdroszczę. Ja nie potrafię. Cały czas jednak się staram być lepszy. I wiecie co? Cały czas popełniam przy tym błędy. Nie obwiniam się jednak za to (przynajmniej staram się, chociaż nie zawsze się to udaje), bo wiem, że to nikomu w takiej sytuacji nikomu by nie pomogła. To, co może pomóc to praca nad sobą. Nad wytrwałością, cierpliwością, nad gotowością do popełniania błędów i do ich naprawiania.

W końcu sztuką nie jest unikanie błędów, bo błędy są nieodłączną częścią życia. Sztuką jest umiejętność podnoszenia się po każdym błędzie i po każdej porażce. I to właśnie dzięki tym wszystkim popełnionym przez nas rodzicielskim błędom i sposobie w jaki je naprawiamy, uczymy tej samej sztuki nasze dzieci.

 Prawa do zdjęcia należą do Mike M.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

19
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
Kamil NowakBogumiła AdamskaBlog OjciecKatarzyna Trudnoslavinka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Bartnik
Gość

Wiesz, ja nigdy nie uderzyłam i nie uderzyłabym dziecka. Tłumaczenia ludzi pt. „jestem tylko człowiekiem” są po prostu z dupy za przeproszeniem. Właśnie dlatego, że jesteśmy ludźmi, istotami rozumnymi musimy tych błędów popełniać jak najmniej. Zwłaszcza względem dzieci. Bo wbrew pozorom pewnych rzeczy dzieci nie zapominają i nie wybaczają. My możemy sobie wybaczyć, ale one nie.

Blog Ojciec
Gość

Ja nie mówię, że bicie dzieci jest ok. Ten blog aż w niektórych momentach krzyczał, że to nie jest ok. Mówię jedynie, że jeśli już się komuś przytrafiło, to niech weźmie się w garść, wyciągnie wnioski i zrobi wszystko, żeby więcej do tego nie dopuścić. Samobiczowanie i stany depresyjne mogą mieć jeszcze bardziej zgubne konsekwencje, niż kilka klapsów, których żałujemy.

Anna Bartnik
Gość

No i tu masz rację.
Chociaż mam drgawki przy samym słowie klaps ;).

Beata Kurgan-Bujdasz
Gość

bardzo mądry i dojrzały tekst- doceniam tym bardziej, że mało który facet potrafi się przyznać do błędów. BRAWO!!!

Sabina Gatti
Gość
Sabina Gatti

Te dzieci co już są na świecie mają „przerąbane” niestety ale fajnie, że coraz więcej rodziców pracuje nad sobą i chcą przerwać to błędne koło przemocy. Nie zgadzam się z tym, żeby używać dzieci jako „worka treningowego” to znaczy własnego rozwoju. Najpierw rozwijamy się, przerabiamy nasze traumy, stajemy się świadomi a potem dopiero kolej na dzieci a nie odwrotnie. Zgadzam się z Danielem Macklerem i o tym fajnie byłoby
też pisać na takich blogach jak ten. http://sabinagatti.blogspot.com/2014/01/jedenascie-teraz-dwanascie-sytuacji-w.html.

Blog Ojciec
Gość

Niektórych sytuacji nie da się przewidzieć. Doskonały rodziców nie ma. Są tacy, którzy nie biją, ale nie ma takich którzy nie krzyknęli. A krzyk, podobnie jak klaps, krzywdzi. Ale w tym tekście nie chodzi o to, żeby krzyczeć i bić, a potem się uczyć. Bo nikt z nas takich sytuacji nie planuje. Ten tekst mówi, żeby wybaczyć sobie, nawet jeśli nie zrobiliśmy wszystkiego doskonale, bo nie wszystko jest stracone. Pojedyncze negatywne sytuacje, nie definiują nas jako rodziców. I nie można na nich opierać wewnętrznej oceny nas samych. To może tylko jeszcze bardziej zaszkodzić naszym dzieciom.

Ania
Gość
Ania

Witam, do tej pory tylko sobie podczytywałam, ale teraz muszę się pochwalić :) Ja właśnie mam takiego Tatę, który nigdy w życiu mnie nie uderzył, ale też nigdy na mnie nie krzyknął, nie wiem jak wygląda Jego krzyk. Jest najwspanialszym Tata na świecie – wiem, brzmi jak banał, ale dzisiaj takich ludzi nie ma, nie spotyka się. Dzisiejsi rodzice spieszą się, nie mają czasu zatrzymać się i ze spokojem spojrzeć na swoje dzieci, słuchać ich, choć spróbować zrozumieć ich potrzeby. Wiem co piszę, bo mam czteroletnią córeczkę, dla której chciałabym być takim rodzicem jakim dla mnie jest mój Tato. Nie… Czytaj więcej »

Kinga
Gość
Kinga

Aniu jest dokladnie wrecz przeciwnie do tego co mowisz. Twoj Tata byl wyjatkiem w owczesnym rodzicielstwie gdzie na porzadku dziennym byla przemoc wobec dziecka jako kara. Do dzis wielu w to wierzy, ale teraz przynajmniej nie wypada o tym mowic. To znaczy zwolennicy bicia zawsze twierdza, ze sa jedynie platonicznymi zwolennikami a wlasnych dzieci nie bija. Takze jestem i ja pod wrazeniem twojego Taty. Taki skarb w owczesnej dobie powszechnej przemocy wobec dziecka, to rzcz warta odnotowania. A wspolczesni rodzice, sa rozni. Ale wielu zaczyna tak jak autor bloga i jego czytelnicy bardzo solidnie przykladac sie do swojej roli rodzica… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

Kinga, o przemocy też coś wiem, ale nie chcę tego wywlekać na forum. Zazdroszczę Ci, że Twój mąż jest takim właśnie Tatą dla Waszej Córci, to bardzo szczególna więź, całkiem inna niż z Mamą. Nawet dziś, jako kobieta bardzo się cieszę, że Go mam, zawsze mogę liczyć na mojego Tatę i z każdym problemem do Niego pójść, to bardzo ważne. Do tego umie mi tak doradzić, że nie narzuca swojego zdania jako jedyne i słuszne. Myślę, że my, póki nasze dzieci są małe, możemy jeszcze wiele w sobie zmienić, musimy nad sobą pracować, obserwować siebie, swoje reakcje, zastanowić się dwa… Czytaj więcej »

Kinga
Gość
Kinga

Dodam jeszcze, ze moj maz jest takim wlasnie przykladem, ze wspolczesnie tacy ojcowie jak Twoj Tata istnieja i to wcale nie jest wyjatek. Wlasnie mala szaleje z nim w basenie ogrodowym. Po pracy jest juz tylko corcia: na plac zabaw, na tance, na basen, na ryby tylko tata. Mala go uwielbia i kocha pasjami.

lavinka
Gość

Mój partner jest dokładnie taki. Nie ma potrzeby krzyczenia na dziecko w ogóle. Ja jeszcze czasem podniosę głos, ale to też nie jest krzyk, tylko coś pośrodku – takie wyraźne powiedzenie stop, co w moim odczuciu już jest podniesieniem głosu, ale pewnie większość ludzi uzna to za „nadal cicho”. Ale my mamy łatwiej z Niemałżem. Nasi rodzice nas nie bili.

Kinga
Gość
Kinga

Wiesz Sabino, ja nie znam nikogo kto by swiadomie rodzil/plodzil dzieci, aby stanowily dla niego „worek treningowy” w jego rozwoju osobistym. Znam wielu ktorzy maja dzieci bo „chca i juz”, bo „nie chca umierac same”, bo „ktos im ma podac szklanke wody na starosc”, „bo kolezanki juz maja”, bo „on sie nie chce zenic, a jak bedze dziecko to pewnie sie ozeni” i tym podobne wcale nierzadkie powody. Ale nikt nigdy nie twierdzil, ze dziecko bedzie jego workiem treningowym dla jego rozwoju. Tak sie w rzeczywistosci dzieje, ale jest wrecz odwrotnie, to nie egoizm pcha rodzica do takiej sytuacji tylko… Czytaj więcej »

Kinga
Gość
Kinga

Zgadzam sie. Ja sama miewam (na szczescie nie czesto) problem z krzykiem. Po pierwsze zawsze przepraszam corke, wyjasniam jej, ze mama popelnila blad, bo nikt, ani mama ani tata ani nikt inny nei ma prawa na nia krzyczec. I musze o tym zapomniec, bo przeciez nie bede sie samobiczowac do smierci. Lepiej sie skupic na przyszlosci, aby bylo coraz mnie powodow do przepraszania.

PasjoMatka
Gość

Potrzebowałam tego artykułu – dla siebie, i dla męża, bo oboje mamy problem z krzykiem, bo (niestety) wyjściowo mamy dość donośne głosy, więc podniesienie głosu bywa już krzykiem. Staramy się nad tym panować i idzie nam to coraz lepiej, ale nadal zdarzają się potknięcia, będące przyczyną wielkich wyrzutów sumienia, dołków. Teraz chyba będziemy sobie lepiej radzić z potknięciami.

Blog Ojciec
Gość

Kurcze, takie komentarze sprawiają, że warto pisać. Dzięki :)

Katarzyna Trudnos
Gość
Katarzyna Trudnos

Może i dobrze ,że nie jesteśmy idealni. Idealna wersja rodzica nie istnieje, jesteśmy tylko ludźmi ,popełniamy błędy, nasze dzieci widzą w nas wzory ,które potem, w swoim dalszym życiu, będą powielały. Gdyby były przekonane ,że są idealne i my jesteśmy idealni rosła by nam w siłę era społeczeństwa zadufanego w sobie, przekonanego ,że błędów nie ma ,a rzecz jasna tak nie jest . Grunt by pracować nad sobą, i nie popadać w skrajności. Ja na szczęście mało krzyczę ,jestem osoba w miarę spokojną ,lubię mieć wszystko poukładane, ale nie raz natłok zadań, brak jakiegokolwiek wsparcia robi swoje i cierpliwość się… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

To ja dziękuję :) i cieszę się, że mogłem pomóc :)

Bogumiła Adamska
Gość
Bogumiła Adamska

Dziękuję, właśnie teraz potrzebowałam tych słów.

Kamil Nowak
Gość

Każdy ma chwile, w których ich potrzebuje.