Kochając własne dzieci, przyczyniamy się do społecznych nierówności?

Do takich wniosków dochodzą angielscy psychologowie.

14219644407_05c59301b8_k

Kochające rodziny krzywdzą innych

W ostatnim wywiadzie dla ABC Radio, filozof i profesor Adam Swift powiedział, że rodzice, którzy kochają swoje dzieci i tworzą kochające rodziny, pośrednio krzywdzą wszystkie dzieci, które nie mają takich rodzin. Uważa on również, że o ile nie powinno się zakazać owym kochającym rodzinom dbać o swoje dzieci (serdecznie dziękuję za przyzwolenie!), to powinniśmy się chociaż czuć źle z tym, że za naszą przyczyną, zwiększają się społeczne nierówności.

Sposób wychowania ma bardzo duże znaczenie

Wszystko zaczęło się od tego, że pan Adam i jego kolega Harry Brighouse badali przyczyny nierówności społecznych (źródło). Jak się okazało, jedną z podstawowych przyczyn, według których jednym w życiu wiedzie się lepiej, a innym gorzej, jest to w jaki sposób jesteśmy wychowywani. Okazało się, że nie tylko prywatne szkoły, prywatni korepetytorzy czy dom w dobrej dzielnicy ma wpływ na nasze życiowe szanse, ale przede wszystkim to, co się dzieję na linii rodzic-dziecko. Począwszy od czytania dzieciom bajek na dobranoc, przez wspólne zabawy, aż po codzienny szacunek okazywany dzieciom. Odkryli nawet, że czytanie bajek ma większy wpływ na życiowe szanse dziecka, niż elitarna szkoła.

Jaki byłby więc najlepszy sposób, aby przywrócić społeczną sprawiedliwość i wyrównać szanse wszystkich dzieci? Całkowicie zlikwidować rodzinę!

Czujmy się winni

Na szczęście nawet oni nie są tak szaleni, żeby taką ideę promować. Zresztą po długich namysłach doszli do wniosku, że rodzina jednak jakiś tam sens ma i w najlepszym interesie dziecka, jest to, aby taką rodzinę mieć (szokujące odkrycie!). Przyznali nawet, że nie można odebrać rodzicom wieczornego czasu spędzanego z dziećmi. Im chodzi jedynie o to, abyśmy się od czasu do czasu poczuli źle z faktem, że jesteśmy dobrymi rodzicami. Żeby sumienie nam podpowiadało, że nasza miłość, powoduje społeczne nierówności i krzywdzimy przez to inne dzieci.

A ja na to mówię: takiego wała.

Świat nie jest sprawiedliwy

„Życie jest ciężkie. Włóż kask.” John Wick

Świat nigdy nie był i nigdy nie będzie sprawiedliwy. O ile nie urodziliśmy się z nazwiskiem Rockefeller, to bardzo możliwe, że nasze życie przez sporą część będzie po prostu ciężkie i czasami będziemy musieli się metaforycznie czołgać przez bagno, aby przeżyć kolejny dzień. Tak już jest zbudowany ten świat. A na domiar złego, możemy być niemal pewni, że nasze życie wielokrotnie okaże się zwyczajnie niesprawiedliwe.

Nie równajmy w dół

Jednak mimo wszystko, nigdy nie poprę równania w dół, aby stworzyć jakąś sztuczną sprawiedliwość. Nigdy nie będę równał w dół, tylko po to, aby inni nie czuli się źle z tym, że ktoś ma lepiej. Nigdy nie zostawię mojego dziecka samego wieczorem, gdy mnie potrzebuje, bo ktoś inny zaniedbuje swojego dziecko. Nie wyobrażam sobie też, abym miał uderzyć swoje dziecko tylko dlatego, że ktoś inny swoje bije. To jest nadzwyczajnej chora logika.

Wszyscy mamy w sobie ten „blask”

Dla tych, którzy nie mogą obejrzeć, najważniejszy fragment:

„Osiąganie minimum naszych możliwości, nie służy światu. Nie ma żadnej zalety w zaniżaniu własnej wartości tylko po to, aby inni nie czuli się źle w naszym towarzystwie. Wszyscy przyszliśmy na ten świat, aby lśnić, tak jak robią to dzieci. Ten blask nie występuje tylko w nielicznych, lecz jest w każdym z nas. I kiedy pozwalamy naszemu własnemu światłu lśnić, dajemy podświadomie innym ludziom przyzwolenie, aby mogli zrobić to samo. Uwalniając się od strachu przez własnym blaskiem, automatycznie uwalniamy od tego strachu również innych ludzi.”

Nie dajcie sobie wmówić jakichś pseudo-psychologicznych bzdur

Dlatego też chciałbym wam powiedzieć, żebyście nigdy nie dali sobie wmówić, że robienie czegoś dobrego i powyżej przeciętnego poziomu jest powodem do poczucia winy. Uczucie winy powinno się pojawiać tylko wtedy, gdy nie robimy wystarczająco. Nigdy nie pozwólcie sobie też wmówić, że bycie dobrą osobą i kochającym rodzicem, powoduje nierówności społeczne. Nierówności społeczne powstają, bo zbyt wielu ludzi staje się obojętnych i nie widzi sensu w działaniu. Zbyt wielu ludzi się poddaje.

Pozwólmy naszemu własnemu światłu lśnić

Zamiast więc równać w dół, musimy jako społeczeństwo równać w górę. To jest jedyna droga. Musimy stale pokazywać innym dobry przykład. Musimy pokazywać, że warto robić więcej, niż wymagane od nas minimum. Tylko w ten sposób uda nam się przekonać ludzi, żeby jednak spędzili ten wieczór ze swoimi dziećmi i tylko w ten sposób uda nam się przekonać innych, że bicie dzieci nie jest koniecznym elementem wychowania. Zamiast skazywać własne dzieci na równie złe dzieciństwo, na rzecz błędnie rozumianej równości, pomóżmy innym dzieciom mieć lepsze. Zamiast porzucać naszą miłość do własnych dzieci, pokażmy innym, jak bardzo można je kochać. To jest jedyna droga.

Prawa do zdjęcia należą do Regal+Lager.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

17
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
gość123Blog OjciecSosnowa 11www.kilkuetatowamama.comSylwia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andra
Gość

W życiu nie słyszałam większych bzdur niż słowa tego profesora. Może sam nie miał rodziny lub miał patologiczną? Mniejsza, mam nadzieję, że każdy widzi w tym niedorzeczność. Gdybyśmy mieli sprawić, żeby było po równo, to wszyscy albo byśmy siedzieli przed telewizorem i oglądali ten sam program lub siedzieli z łopatą za tę samą kwotę. Obie wersje wyglądają tak samo niezbyt ciekawie.

Blog Ojciec
Gość

„Aa, pozwoliłam sobie udostępnić ten tekst. Mam nadzieję, że nie będziesz zły. :)”

Nigdy ;)

Aneta
Gość
Aneta

Zgadzam się z Tobą w 100%. To smutne, że być może ktoś uwierzy w słowa takiego filozofa i wcieli je w życie. Choć szczerze mówiąc nie mieści mi się to w głowie.

Synafia
Gość
Synafia

A to nie był jakiś żart? Bo nie wierzę, że ktoś mógł wpaść na tak kretyński pomysł. To mam się też źle czuć, że nigdy nikomu niczego nie ukradłam? Bo jak ja nie ukradłam Kowalskiemu, to Kowalski ma się lepiej niż Malinowski, któremu ukradli. Albo mam się czuć źle, że nie zamordowałam Iksińskiego i Iksieńskiego rodzina ma się lepiej, niż rodzina Ygreka, bo jego zamordowali?

I wszystkie dzieci powinny być niekochane po to, żeby wszystkie miały w życiu źle – i wtedy będzie równo i sprawiedliwie?

To towarzysz Józef Stalin miał podobne poglądy, nieprawdaż. Każdemu po równo – wpierdziel.

Blog Ojciec
Gość

Nie on jeden jak widać miał takie poglądy. Nie on jeden. Niestety.

Ojciec M.
Gość

Filozof doszedł do wniosku, że Epikurem czy innym Arystotelesem nie zostanie. To była chyba jedyna dobra teoria na jaką wpadł, dlatego idąc po linii najmniejszego oporu, zastosował taktykę a’la celebryta „nie ważne jak o mnie mówią, ważne by mówili”.

Blog Ojciec
Gość

Co ciekawe, kiedy już mieszamy do sprawy starożytnych, podobne poglądy miał Platon i to właśnie Arystoteles się z nim nie zgadzał ;)

Gosia Skrajna
Gość

Cokolwiek profesor powiedział – nie rusza mnie to. Tylko dlatego, że się z nim po prostu nie zgadzam.
Rusza mnie za to co powiedział uczeń trenerowi. i dziękuje ci Kamilu za ten fragment. Bo nawet 40letnią babę potrafi zmusic do zastanowienia sie nad własnym postępowaniem…szkoda życia na staniu w cieniu . pzdr i miłej niedzieli

Blog Ojciec
Gość

Po usłyszeniu tego fragmentu, obejrzałem cały film. Warto.

www.kilkuetatowamama.com
Gość
www.kilkuetatowamama.com

Zgadzam sie z Toba, ale szkoda mi strasznie tych Aniedbanych Dzieci, ktore nie maja oparcia w swoich rodzicach..

Blog Ojciec
Gość

Niestety takie nierówności jeszcze istnieją… jednak im więcej będzie kochających rodziców i im bardziej tacy rodzice, będą traktowani, jako Ci normalni, tym mniej będzie patologii.

www.kilkuetatowamama.com
Gość
www.kilkuetatowamama.com

Jasne. Ale wg mnie to co my teraz robimy nie pomoze realnie tym Dzieciom, ktore nie maja komfortu posiadania kochajacych i troszczacych sie o Nie rodzicow. Trzeba chyba zrobic przynajmniej o jeden krok naprzod. Nie pytaj jaki, bo nie wiem. Ale moze warto zaczac od skali mikro: Widze ze ktos zaniedbuje swoje Dziecko to zagaduje. Nie musi to byc atak rodzica na rodzica ale sugestia podana w przyjazny sposob. Nie zawsze mi sie to udaje ale staram sie jak moge.

Blog Ojciec
Gość

Ja osobiście liczę na to, że ten blog też się czasami do tego przyczynia. Musimy pamiętać, że nawet malutkie gesty, wykonane przez miliony ludzi, przyczyniają się do zmiany świata :)

Matka Debiutująca
Gość

Kurczę, aż nie chce mi się wierzyć w to co piszesz. Zresztą myślę, że żadnemu w miarę rozsądnemu człowiekowi nie przyszłoby do głowy zaniedbywanie swojego dziecka, bo inne i tak mają gorzej, w imię jakiegoś rozmytego ogółu.
Rozważanie dla samego rozważania, z którego nic tak naprawdę nie wynika – tak rozpatruję tę dyskusję.

Sylwia
Gość
Sylwia

Co to za świat…

Sosnowa 11
Gość

Moja prababcia skwitowałaby tę teorię krótko i treściwie: „Myślał, myślał i wymyślił”.

gość123
Gość
gość123

Zabranianie kochania własnych dzieci tylko dlatego, że inni mają gorzej to oczywiście absurd. Nie zmienia to faktu,ze rodzina jako instytucja faktycznie generuje powstawanie nierówności społecznych. Zwłaszcza rodzina atomowa. Społeczeństwa o wysokiej pozycji rodziny to te o największym rozwarstwieniu społecznym jak np. państwa kastowe, USA, ale również Polska. Chodzi o to, co Pan wymienił, a więc dostęp do edukacji, dziedziczenie statusu społecznego, czytanie bajek, stosunki na linii dziecko rodzic. Ale również miejsce zamieszkania czy środowisko itp. Niestety wszystko to przekłada się na szanse startu życiowego młodego człowieka. Dużo prac na ten temat poświęciła swego czasu prof. Maria Jarosz. Oczywiście stygmatyzowanie miłości… Czytaj więcej »