Jak zostawić dziecko?

Zawsze chciałeś zostawić swoje dziecko? Teraz już możesz!

Wpis będzie dotyczył pozostawienia swoich dzieci pod profesjonalną opieką, na czas krótkiego wyjazdu wakacyjnego, na podstawie m.in. naszych doświadczeń z wyjazdu do Kenii. Jeśli zrozumieliście cokolwiek innego pod pojęciem, pozostawienia dzieci, to niestety(?) nie znajdziecie tutaj odpowiedzi.

2

Wypoczynek z dziećmi

Puśćcie wodze wyobraźni. Gorący piasek pod waszymi plecami, słońce osłaniane częściowo przez parasole i zimny wiatr, który jest jedyną rzeczą, dzięki której wytrzymujecie te ogromne temperatury. W tle słychać kojący wasze umysły szum morza i delikatne odgłosy bawiących się dzieci, które od rana do wieczora, skrupulatnie noszą wodę z morza do wykopanej nieopodal dziury, w sobie tylko wiadomym celu. A wieczorem padają na swoje małe twarzyczki i przesypiają całe noce. Sielanka. Arkadia mogłaby być wzorowana na miejscu w którym jesteście. Jest pięknie.

Niestety w pewnym momencie, wakacje się kończą, a wy wracacie do waszych codziennych obowiązków. I już w czasie podróży powrotnej, gdzieś tam z tyłu głowy marzy się wam, rodzicom wyjazd tylko we dwoje. Chociaż na tydzień. Żeby ochłonąć, wyciszyć się i w końcu chociaż jednego dnia spać dłużej niż do 6:45. Optymalnie to dwa tygodnie, ale nie jesteście zachłanni. Prawdę powiedziawszy nawet weekendem się zadowolicie. Wasze pociechy jednak samowystarczalne nie są. Karmić trzeba, czasami ubrać (w coś czystego najlepiej), upewnić się, że spać poszły o odpowiedniej porze i przy okazji ograniczać ich kreatywność w wykorzystywaniu na swoje cele gniazdek elektrycznych, środków czystości etc. Jak więc to zorganizować? Czy jest to w ogóle możliwe?

Na początku musicie przekonać samych siebie, że jesteście gotowi na taki krok. W końcu dziecko pozostawione poza waszą jurysdykcją, na tak długi czas, może spowodować spory stres nawet u ludzi o całkiem mocnych nerwach. Z jakimi problemami ja się zmagałem jadąc do Kenii możecie przeczytać tutaj: Jak poradzić sobie z samym sobą, kiedy zostawiamy dzieci. Jednym słowem, ten krok jest najtrudniejszy. Później leci już z górki.

Rodzina

Pierwszym nasuwającym się pomysłem, jest skorzystanie z pomocy rodziny. Babcia, ciocia, a nawet rodzeństwo – każda możliwość jest dobra. W przypadku osób pracujących, można połączyć siły dwóch babć czy jakichkolwiek innych kombinacji krewnych. Idealnym rozwiązaniem jest znalezienie kogoś w rodzinie, kto również ma dzieci i zaproponować układ działający w dwie strony. Najpierw my zaopiekujemy się waszymi dziećmi, a później wy naszymi. Im więcej dzieci, tym ciężej jest to zorganizować, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Nam udało się zaangażować aż dwie osoby, na cały tydzień, ale do opieki była trójka dzieci, więc i tak łatwo nie było.

Obóz

Rozwiązanie kolejne, działające jednak niemal wyłącznie w okresie wakacji lub ferii. Wysyłamy dzieci na obóz, a siebie na wczasy. Optymalne rozwiązanie jest wtedy kiedy wspomniany obóz dziecięcy znajduje się nieopodal miejsca do którego my jedziemy. Jeśli jednak nasze dziecko lubi wycieczki w góry, a nam marzy się plaża, to niestety nie mamy co liczyć na takie połączenie. Przed wybraniem tej opcji, warto wysłać dziecko raz czy dwa na jakikolwiek obóz czy kolonię, żeby sprawdzić, jak mu się podoba i czy odpowiada mu taka forma wypoczynku. W końcu żaden rodzic nie będzie się bawił dobrze, nawet na Hawajach, jeśli codziennie będzie odbierał telefony oo zapłakanego dziecka, które nienawidzi kolonii.

To rozwiązanie działa również wtedy, kiedy dzieci są już nieco starsze i jechanie na wczasy z rodzicami, zaczyna powoli pachnieć obciachem. Chociaż wtedy to już dzieci mogą najczęściej zostać same na te kilka dni i o ile nie zapomną o jedzeniu, to przeżyją.

Niania

Najdroższe z rozwiązań, z jakim się spotkałem i jednocześnie najbardziej niepewne. W końcu niania, to niania. Może się rozchorować, wyjechać, zrezygnować itp. Nie mówiąc już o ewentualnych problemach wychowawczych czy innych, jeszcze bardziej ekstremalnych sytuacjach, o których się słyszy. Ten problem można (podobno) rozwiązać korzystając z usług profesjonalnej firmy oferującej opiekę nad dziećmi, zamiast korzystać z usług „sąsiadki” czy „koleżanki”, ale wtedy cena zwiększa się jeszcze bardziej. Nawet jednak wtedy czułbym się… niedobrze z samym sobą. Nie wiem do końca dlaczego, ale chyba zwyczajnie bałbym się oddać dziecko obcej osobie, nawet jeśli miałbym jej referencje od samego Obamy.

Inaczej ma się sytuacja, kiedy macie już sprawdzoną i godną zaufania nianię, która od lat z wami jest. Wy znacie ją, ona zna wasze dzieci i ogólnie dobrze się dogadujecie. W takim układzie, cała sytuacja jest łatwiejsza do zaakceptowania. Jeśli nie macie takiej osoby, warto porozmawiać z paniami w przedszkolu, gdyż one bardzo często dorabiają sobie jako nianie właśnie. Znacie je często po kilka lat, a o doświadczenie zawodowe pytać raczej nie trzeba.

Jak ułatwić życie nowym opiekunom?

Najlepiej pod opieką zostawić nie tylko dzieci, ale i mieszkanie, tudzież dom. Dzięki temu dzieci pozostając w swoim naturalnym środowisku, łatwiej przyzwyczają się do zmian. Warto też ewentualną opiekę rozpocząć na parę dni przed wyjazdem, żeby dzieci zdążyły zaakceptować nowych opiekunów. U nas ten problem się nie pojawił, bo babcia mieszka z nami i procesu asymilacji przeprowadzać nie trzeba było.

W związku z tym, że zostawiamy naszych opiekunów często z nie jednym, lecz kilkoma małymi problemami, warto zastanowić się czy możemy ich wyręczyć w innych pracach domowych. Jeśli nam się uda, będą oni mieli więcej czasu dla naszych dzieci i jednocześnie będą mieli większą ochotę, żeby to ewentualnie kiedyś powtórzyć. U nas zorganizowaliśmy kogoś do sprzątania (jedna, dwie wizyty na tydzień spokojnie wystarczą) i oprócz tego dogadaliśmy się z okoliczną stołówką na codzienny dowóz obiadów. Przy koszcie całej wycieczki, takie udogodnienia zwykle stanowią mały procent, ale zdecydowanie ułatwiają opiekunom zadanie, jakim jest opieka nad kilkoma dziećmi. My po powrocie dowiedzieliśmy się, że babcia z ciocią, z przyjemnością mogłyby tak jeszcze tydzień powychowywać nasze dzieci. Zresztą nie ma co dziwić, dzieci od 8 do 16 w przedszkolu, obiadek był przywożony, a co trzy dni ktoś sprzątał dom. Też bym nie narzekał :).

Czy dziecko też z tego korzysta?

Ktoś mógłby mi zarzucić egoizm. W końcu pozostawiam dzieci po to, żebym ja mógł się wybawić. Bez nich. Ależ to okrutne. Ja jednak zauważam też, całą masę plusów takiego rozwiązania (oczywiście jeśli jest to rozwiązanie stosowane sporadycznie, a nie co drugi tydzień). Jakie są zatem zalety? Dzieci mają możliwość obcowania z nowymi dla siebie ludźmi, poznają inne wzory zachowania, uczą się nowych rzeczy, nowych zabaw, nowych piosenek i wybierają się do miejsc, w których nigdy wcześniej nie były. Dla dzieci te kilka dni, jest jak jedna wielka wycieczka, podczas której stale odkrywają coś, czego nie znały wcześniej. Nawet tęsknota którą odczuwamy jest zaletą. Każdy wie, że czasem nie docenia się tego, co ma się na co dzień. Taki tydzień przerwy, może zdziałać wiele dobrego w życiu niejednej rodziny.

Kiedy nie zostawiłbym dzieci?

Najważniejsze w takiej sytuacji jest dla mnie dobro moich dzieci. Wiedziałem, że wyjeżdżając do Kenii, zostawiam je w bardzo dobrych rękach i będą miały równie dobrze, a czasem nawet lepiej, niż wtedy, kiedy my z żoną jesteśmy na miejscu. Bo my mamy zwykle jeszcze inne obowiązki i nie możemy całej naszej uwagi poświęcić dzieciom.

Na pewno nie zdecydowałbym się na ten krok, jeśli wiedziałbym, że zostawiając dzieci z kimś innym, nie otrzymają przynajmniej równie dobrej opieki jak na co dzień. Albo wiedziałbym, że są tak blisko z nami związane, że będą codziennie płakać. Albo cokolwiek innego, co nie pozwoliłoby mi zasnąć w nocy. Gdybym miał jakiekolwiek wątpliwości odnośnie ich bezpieczeństwa lub komfortu psychicznego, wolałbym zostać w domu. Dlatego najpierw warto zapewnić dzieciom udany i spokojny tydzień, a dopiero później martwić się o samych siebie. W końcu jeśli już uda się wyjechać, to na prawdę ma to znaczenie gdzie dokładnie pojedziemy?

Gdzie byście pojechali?

Gdybyście mieli pewność, że waszym dzieciom będzie jak w niebie podczas waszej nieobecności i jednocześnie możecie wyjechać gdziekolwiek chcecie, gdzie byście pojechali? Fidżi? Australia? Dominikana? Hawaje? Ja jestem mocno niezdecydowany czy wybrałbym się do Kraju Kwitnącej Wiśni czy może jednak do Nowej Zelandii. A może Nowy York?

Prawa do zdjęcia należą do aaron gilson.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

13
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
8 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Nudy nie maBlog Ojciecjustyna qPasjoMatkatomek q | jakchcemy Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
PasjoMatka
Gość

Z takich miejsc, gdzie bałabym się dziecko zabrać, a chciałabym pojechać, to chyba tylko Wielki Kanion Kolorado i Park Yellowstone. :)

Blog Ojciec
Gość

Do Misia Yogi, pojechałabyś bez dzieci? :)

PasjoMatka
Gość

Wszystko zależy od wieku dziecka. :)

Strzyga
Gość

Ja bym pojechała do Rio de Janeiro :)))

Tedi
Gość

Ja bym pojechała na Bougainville, ale poczekam aż dziecko (dzieci?) będzie dorosłe, bo to wyprawa na przynajmniej miesiąc :-)

tomek q | jakchcemy
Gość

Wybrałbym się z ukochaną żoną na tydzień w Bieszczady :)

A jeszcze pytanie (z ciekawości):
Czy robiliście przed wyjazdem kenijnym jakieś ‚zabezpieczenia’ prawne typu testament?

Blog Ojciec
Gość

Ubezpieczenie (porządne) – tak.
Najważniejsze informacje spisane i posegregowane – tak.
Testament – nie.

Raczej żadnego dziecka nie chcemy (jeszcze ;) wydziedziczyć, więc testamentu pod uwagę nawet nie braliśmy.

justyna q
Gość

O słodka naiwności :)

Nudy nie ma
Gość

Rejs w Chorwacji, aahhh…. :-)

Blog Ojciec
Gość

Dzisiaj poczytałem o takim rejsie u Michała Góreckiego i też się rozmarzyłem :)

Nudy nie ma
Gość

A ja u Mamy Gadżety i mi wróciło :-)

Blog Ojciec
Gość

To jest jego żona :) I ona tam linkuje do bloga Michała :)

Nudy nie ma
Gość

Nie! You kidding’ me! Nie wiedziałam!
Jego bloga czytam od dawna, ale tego drugiego.
Teraz widzę, faktycznie :-))) Poczytam i tego wyjazdowego :-)