Gimnazjum ujawnia wychowawczą porażkę naszego społeczeństwa

Ale nie jest w żadnym wypadku jej przyczyną!

4080698059_c939d06da6_bLotnisko

Kilka dni temu stałem na lotnisku gotowy, aby powrócić w objęcia mojej ojczyzny i nagle, zupełnie niespodziewanie usłyszałem taki oto dialog:

– Coś tam, coś tam… gimnazjum. (początku nie słyszałem)

– No właśnie! Mój znajomy ma syna, który do szóstej klasy świetnie się uczył, a poszedł do gimnazjum i nagle wagaruje, słabo się uczy i nie wiadomo czy przejdzie do następnej klasy.

– To gimnazjum to w ogóle idiotyczny pomysł. Psuje nasze dzieci – dorzucił trzeci, po czym jeszcze kilku zebranych polaków pokiwało głowami.

Czy jednak aby na pewno mają rację?

Przeciwnicy gimnazjum

„Ja nie chodziłem do gimnazjum, ale…” – jeszcze nie spotkałem przeciwnika gimnazjum, który nie zacząłby swojej wypowiedzi od tych słów.Nie znam się, ale się wypowiem. Bo tak. Bo sąsiad mi mówił. Nie mówię, że każdy krytyk powinien mieć praktyczne doświadczenie z zakresu który krytykuje, bo nie muszę być reżyserem, żeby powiedzieć, że jakiś film jest kiepski. Jednak już sam fakt, że chyba żaden przeciwnik gimnazjum, nie ma praktycznego doświadczenia, coś nam mówi.

Ja mam praktyczne doświadczenie

Ja chodziłem do gimnazjum. Ba, ja nawet uczyłem w gimnazjum, więc temat znam i z drugiej strony. Zatem chciałbym was drodzy czytelnicy uświadomić, że samo gimnazjum nie jest niczemu winne! To nie ono rozpuszcza dzieciaki. To nie ono wyzwala w nich agresję. To nie ono wlewa dzieciom do gardeł alkohol, wciska papierosy i narkotyki. To nie ono jest przyczyną tego, że nauczycielowi się wkłada kosz na głowę. Samo gimnazjum jest po prostu kolejnym etapem edukacji. Możliwe, że zbędnym pod względem budżetowym czy nawet edukacyjnym, ale daleko mi do stwierdzenia, że jest ono w jakikolwiek sposób szkodliwe. Bo ono po prostu jest. Wiem, bo tam byłem.

Moje gimnazjum

Moje gimnazjum jednak wcale nie było kolorowe. Nie będę nawet przesadzał, jeśli powiem, że było najgorszym etapem mojego życia. Dosłownie. Z ucznia piątkowego w podstawówce, nagle miałem średnią poniżej 3! Ledwo zdawałem z klasy do klasy. Nagle zacząłem mieć kompleksy, a w pewnym momencie nawet dość silną depresję. Do tego stopnia, że przestało mi zależeć na czymkolwiek i na kimkolwiek. Miałem problemy z nauką, z rodziną, z kolegami, ze wszystkim. To był bardzo nieprzyjemny moment w moim życiu. Ale wiecie co? Gimnazjum nie miało z tym nic wspólnego. Bo moje gimnazjum od mojej podstawówki nie różniło się niczym. Ten sam budynek, ta sama klasa, Ci sami nauczyciele. Nic się nie zmieniło. Nic. Zrzucanie więc winy za mój stan na „gimnazjum”, byłoby jak zrzucanie winy na pogodę. Byłoby tylko wymówką. A prawdziwy problem tkwił gdzie indziej.

Prawdziwa przyczyna

Na mój stan złożyło się wiele rzeczy jednocześnie. Duże znaczenie miał rodzaj wychowania jaki panował w tamtych czasach. Wychowania, któremu poddawany byłem ja i moi koledzy. Bo owo wychowanie, daje efekty właśnie w wieku nastoletnim. Jak pisze Jasper Juul:

„W okresie nastoletnim dziecko, które dotychczas było chętne do współdziała, często robi się nieustępliwe, a to, którego integralność była często gwałcona, zaczyna wykazywać zachowania destruktywne lub autodestruktywne.”

I teraz, po ponad dziesięciu latach dokładnie widzę te destrukcyjne i autodestrukcyjne zachowania u zdecydowanej większości moich kolegów i koleżanek. Widziałem je też u uczniów, których uczyłem kilka lat temu.

Tak się kończy bicie dzieci

Pamiętacie raport TNS, mówiący że ponad 60% społeczeństwa daje dzieciom klapsy? I że te 60% owe klapsy akceptuje? To są efekty! To właśnie w nastoletnim wieku, owo bite dziecko zaczyna się buntować. Psychologia to potwierdza. Klapsy i związana z nimi kontrola dziecka przemocą, sprawia że przez pierwsze dziesięć, dwanaście lat, mamy „cudowne i posłuszne” dziecko. Niestety później to się kończy. Jak dalej pisze Jasper:

„Kiedy dziecko kończy trzynaście-czternaście lat, zaczyna wysyłać nam jasny komunikat, który pokazuje, jak w jego przekonaniu było dotychczas traktowane. „

Zachowanie młodzieży

Dlatego wszystkie „gimnazjalne” problemy, są tak naprawdę wynikiem naszych rodzicielskich porażek, a nie winą systemu. To nie gimnazjum jest winne, tylko my. Rodzice. Przerzucanie odpowiedzialności na „gimnazjum” jest zwyczajnym kłamstwem, które my rodzice sobie powtarzamy, żeby uspokoić własne sumienie. A to nie jest właściwe. Nie tylko takie opinie są krzywdzące dla owej instytucji (nie żeby mi na niej jakoś specjalnie zależało), ale przede wszystkim nie pozwalają nam dostrzec naszych własnych błędów. A jeśli nie wiemy, że popełniliśmy błąd, to w jaki sposób możemy go naprawić?

Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina

Powtórzę to jeszcze raz: to nie w gimnazjum tkwi problem, tylko w nas. W naszych metodach. Zachowanie młodzieży jest bezpośrednim wynikiem naszego wychowania. Kiepskiego wychowania, co warto zaznaczyć, jeśli to co pokazują nam media jest choć w połowie prawdą. Dlatego uważam za tak istotne, aby o tym głośno mówić.

Może dzięki odpowiedniemu rozgłosowi uda się dotrzeć do niektórych rodziców. Może dzięki temu uda się jakiemuś nastolatkowi nawiązać z rodzicami dialog, którego nie udało mu się nawiązać od czasów dzieciństwa? Może dzięki temu uda się pomóc jakimś rodzicom, którzy nie wiedzą co się dzieje z ich dziećmi, skoro dotychczas wszystko było w porządku i oni wszystko robili w dobrej wierze? Może wreszcie dzięki temu uda się zawczasu pomóc dzieciom, które przestaną być bite, bo ktoś wreszcie dostrzeże jakie efekty niesie za sobą dawanie klapsów? To wszystko może się stać. Jednak najpierw musimy się przestać okłamywać i musimy zacząć zauważać własne błędy. I zacząć o nich głośno mówić.

Prawa do zdjęcia należą do Giacomo.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

40
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
24 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
SoyokazeKamil NowakKirley KuroshiKiedy przykręcić dziecku śrubę? - Ronja.plolala92 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kinga
Gość
Kinga

Trafiles w sedno. Moge sie podpisac rekami i nogami. Ja do gimnazjum nie chodzilam a ale za to nagle w wieku ok. 13 lat zaczelam miec problemy w szkole.Dlaczego? Ano wlasnie przyczyna bylo to co opisales, niewlasciwe przemocowe wychowanie plus beznadziejni pedagodzy w mojej podstawowce. Majac 40 lat i kupe doswiadczen wpelnym przekonaniem moge powiedziec, ze wiek 13-16lat byl najgorszym, najmroczniejszym okresem mojego zycia, w ktorym nikt mi nie pomogl. Wiadomo, ze to z racji biologicznych trudny sam w sobie wiek, hormony daja popalic, a jak jeszcze bardziej daja popalic zli rodzice i olewajacy nauczyciele to taki mlody czlowiek, ktory… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Dla wielu jest to bardzo trudny wiek i zarazem jest on szczególnie istotny. To w tym właśnie wieku, odnajdujemy samych siebie. Dlatego metaforycznie to ujmując, jest to wiek, w którym musimy się wyzbyć (nadwyraz często następuje to poprzez cierpienie wewnętrzne lub zewnętrzne), wszystkich krzywd jakich doznaliśmy wcześniej. Abyśmy mogli iść dalej w życie wolni od tego ciężaru.

Lefti
Gość

U nas dzisiaj między innymi o gimnazjum z innej perspektywy – zapraszam. Wiesz Kamil niestety Ci rodzice którzy ponieśli porażkę widoczną w zachowaniu dziecka w okresie gimnazjalnym nigdy się do tego nie przyznają. Zastanawiam się nawet czasami, czy może oni rzeczywiście są tego nieświadomi, bo przecież ich dzieci dotąd nie mówiły. Wychowywali niemowy, którym klapsami pozamykali buzie. Te dzieci nie pyskowali, nie wyrażają własnego zdania. Gdy w końcu zaczynają się buntować i temu przeciwstawiać rodzice obwiniają wszystkich tylko nie siebie. Co gorsze te dzieci często później bronią swoich rodziców powołując się na szacunek do nich. Znasz pewnie doskonale to zdanie… Czytaj więcej »

Kirley Kuroshi
Gość
Kirley Kuroshi

Mam 18 lat i nie lubię rozmawiać z rodzicami na tematy mnie dotyczące. Moja opinia/działania/przemyślenia/propozycje zawsze były głupie, dziecinne, nie takie vel nie takie jak oni sobie życzyli (co ja, kurna, jasnowidz?!), „trzeba było pomyśleć wcześniej” – a jak zrobiłam coś nie tak i mówiłam, ze „myślałam, ze tak bedzie dobrze” to dostawałam „to trzeba było nie myśleć. LOGIKA.
Tak, boję się rozmawiać z rodzicami. Zawsze będę skrytykowana, zwłaszcza że na ostre słowa od nich jestem wręcz przewraźliwiona. Czekam na przeprowadzkę daleko od nich min. po to, by… iść do psychologa/psychiatry, bo nie odważyłabym sie im powiedzieć, że czuję taką potrzebę.

Kamil Nowak
Gość

Każdy taki głos jak Twój jest niesamowicie ważny i bardzo za niego dziękuję. Może dzięki niemu otworzą się oczy kolejnym rodzicom, podobnym do Twoich i kolejne dzieci nie będą musiały przez to przechodzić.

Joanna Sudak
Gość

Hmm chodziłam do gimnazjum i miałam w nim praktyki na studiach (w gimnazjum specjalnym) no i zgadzam się z tym co piszesz.. ja byłam wychowywana pasem, dostawałam za wszystko. Pierwsze porządne lanie w wieku 6 lat bo koleżanka z podwórka okradła moich rodziców. Nigdy nie zapomnę. Trochę zawsze usprawiedliwiam moich rodziców – matka wychowywana w domu dziecka, ojciec przez alkoholików. Dwójką ludzi bez żadnego pojęcia o rodzinie i wychowaniu próbująca wychować swoje dzieci. Mój ojciec tez jest alkoholikiem, najbardziej lubil wychowywac mnie po alkoholu. zaczęłam się buntować mniej więcej w 6 klasie. Gimnazjum to był czas ciągłej „walki”, nie uczyłam… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Problem tkwi jednak głębiej. W dziecięcej, infantylnej wręcz, mentalności dorosłych. Niestety wielu bitych dorosłych, dalej myśli jak dziecko: „Rodzice mnie bili, bo sobie zasłużyłem”. I przenosi tą zasadę na kolejne pokolenie. „Bo moje dziecko sobie zasłużyło”. Zapominając (lub w ogóle nie mając pojęcia) o tym, że dziecko nie może być obwiniane za swoje błędy, a już szczególnie nie powinno być za nie karane. W końcu popełnianie błędów, to jest jedyny sposób, żeby się czegoś nauczyć!

Aga
Gość
Aga

I znowu rację prawisz. Cieszy mnie ogromnie fakt, że są osoby, moi rówieśnicy, którzy MYŚLĄ. To pokazuje, że społeczeństwo się zmienia. Że w końcu dziecko nie jest tylko dzieckiem. Jest przede wszystkim człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. A ludzie widzą to coraz szerzej.
Okres buntu czeka mnie za dekadę. Mam nadzieję nie ponosić porażki.

Blog Ojciec
Gość

Okres buntu na szczęście nie jest obowiązkowy. Odseparowanie się od rodziców i usamodzielnienie na pewno nastąpią, ale da się nawet to osiągnąć, jednocześnie współpracując :)

Kinga Piątkowska
Gość
Kinga Piątkowska

Ok, zgadzam się. Ale to nie zmienia faktu, że gimnazjum było najgorszym okresem w moim zyciu! Podstawowka mala, mala zbita grupka zaprzyjazniona a tu raptem trafiam do gimnazjum i zaczely sie wtedy moje problemy. Po co te gimnazjum?

Blog Ojciec
Gość

Żeby dzieci mogły się na nowo odnaleźć? Żeby mogły zacząć z czystą kartką w wieku, w którym jest to istotne?

Soyokaze
Gość
Soyokaze

To żaden argument. Masz nową kartę, gdy przeprowadzasz się z małego miasta do dużego. Co ci to daje? Poczucie osamotnienia? Fajnie jest móc żyć z czystą kartą pod warunkiem ,ze jesteś dorosły i chcesz żyć na własny rachunek i masz pracę, jednak bzdurą jest, że człowiek się zmieni w nowym otoczeniu na lepsze lub w ogóle zaistnieją jakieś zmiany. Wręcz wyjdą nasze przyzwyczajenie z całego życia. Praca nad sobą odbywa się cały czas bez względu na wiek i środowisko. To trudna rzecz. Czyste konto tylko dla ludzi po liceum/technikum. Uczenia się „dorosłości” przez duże D, a nie prze małe d… Czytaj więcej »

Ojciec M.
Gość
Ojciec M.

Dokładnie. Byłem w gimnazjum, uczyłem się i… czy nauczyciele byli gorsi? Nie. Nie czułem różnicy. Dzieci w gimnazjum zauważają, że już trzeba liczyć się z ich zdaniem i starają się to wykorzystać (jak każdy, to oczywiste). Przypominam, że najwięcej „problemów” sprawiają dzieci, których rodzice już od przedszkola powtarzają:
– Nie daje sobie z nim rady. W podstawówce to się zmieni…
W podstawówce wmawiają sobie, że w gimnazjum to się zmieni. Nie, nic się nie zmienia. W gimnazjum rodzic przestaje karmić swój mózg utopijnymi zmianami dziecka i dochodzi do wniosku, że „od teraz” jego potomek to samo zło.

Blog Ojciec
Gość

Obwinianie dziecka. Takie proste i zarazem takie popularne w naszym leniwym społeczeństwie. Winne są dzieci, winne jest gimnazjum, tylko ja rodzic, jestem bez winy, bo jestem taki kurwa doskonały. Bleh. Niedobrze mi się robi jak patrzę na takich nieudaczników, którzy nawet odpowiedzialności za dziecko nie potrafią na siebie wziąć.

Matka Antyterrorystka
Gość

Nie mogę się zgodzić. Moi rodzice nie stosowali wobec mnie przemocy- nigdy. Byłam pierwszym rocznikiem, który poszedł nowym systemem- czyli znienawidzone gimnazjum. U nas to wyglądało tak- przepełnione klasy ( rocznik 86- wyżowy) nauczyciele ( nie wszyscy) znudzeni pracą niepotrafiący za bardzo zainteresować tematem. Co robi uczeń na takiej lekcji- albo przeszkadza, albo wagaruje. Wagary- wiadomo towarzystwo wpada na różne pomysły i zaczynają się eksperymenty. Generalnie jest to też taki wiek kiedy dzieciak często czuje się już dorosły- dodatkowo zmienia szkołę i myśli, że mu wszystko wolno. Rodzic może stawać na rzęsach ale w tym okresie najsilniej działa grupa rówieśnicza…

Blog Ojciec
Gość

Tym lepiej dla dziecka. Dzięki zmianie środowiska, ma szansę się usamodzielnić w jeszcze większym stopniu, niż gdyby cały czas tkwiło w tej samej klasie. Może nie jest to dobre dla rodziców, może nie jest to dobre dla nauczycieli, ale na pewno jest to (w perspektywie), dobre dla dziecka. A o to tutaj chodzi.

Sosnowa 11
Gość

Nie znam się, więc się wypowiem. Zawsze wydawało mi się, że problemy w gimnazjum biorą się stąd, że w nowej klasie trzeba od nowa ustalać hierarchię w stadzie, a człowiek jednak o 2 lata młodszy niż w pierwszej klasie liceum (wcześniejszego systemu) i o 2 lata głupszy, chociaż o tym nie wie.

Blog Ojciec
Gość

Dopóki nie zacząłem czytać Juula też tak myślałem.

Sosnowa 11
Gość

Juul mnie dołuje, po lekturze mam zawsze uczucie „cokolwiek zrobię i tak będzie źle”. Co nie zmienia faktu, że paru rzeczy mnie nauczył.

Pracoholiczka w domu
Gość

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam Twój post. Sama do gimnazjum nie chodziłam, byłam bowiem ostatnim rocznikiem „starego systemu”. Aktualnie pracuję w szkole ponadgimnazjalnej i z tymi „efektami” gimnazjum mam na co dzień do czynienia. Zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o fakt, że to głównie rodzice wychowują dzieci. Szkoła w tym procesie ma być jedynie narzędziem pomocniczym. Niestety uważam jednak, że wsadzenie w jeden budynek dzieciaków w okresie najgorszego buntu i największych przemian nie jest do końca dobre. Sama kwestia zmiany szkoły czy towarzystwa dodatkowo potęguje stres i „kociokwik” w głowie :) Ty akurat pozostałeś w tej samej szkole, z tymi… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

„Po staremu” było łatwiej, to prawda. Ale czy lepiej dla dzieci? Mam trochę mieszane uczucia. Tym bardziej cieszę się, że wypowiedziałaś się jako nauczyciel. Żeby mieć pewne informacje należałoby prawdopodobnie zrobić badanie samopoczucia młodzieży w liceum (czyli już po tym najgorszym okresie) sprzed i po reformie gimnazjalnej, uwzględniającej dodatkowo inne czynniki (takie jak rozwój technologii), które mogłyby wpłynąć na wynik. A niestety to chyba jest niemożliwe.

Pracoholiczka w domu
Gość

Na szczęście nie jestem nauczycielem. Takiej cierpliwości w sobie nie mam. ;) Pracuję w sekretariacie szkoły i od zaplecza obserwuję uczniów i ich historie… Myślę jednak, że dzieciaki były, są i będą zawsze takie same. Czasy się zmieniają… buntowanie się jest naturalne. Aktualny system szkolnictwa zakłada silne zmiany co 3 lata: 3 lata w przedszkolu, 3 lata nauczania wczesnoszkolnego, 3 lata realnej podstawówki, 3 lata gimnazjum, 3 lata liceum… każdej zmianie towarzyszy zmiana znajomych, nauczycieli, a często nawet samej szkoły. Zawsze jest to stres. Ośmioletnia podstawówka dawała większą stabilizacje i mniej okazji do buntowania się. Nie wiem czy było lepiej… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Pytaniem pozostaje jednak czy to gimnazjum zachęca do buntowania się, czy ten bunt jest raczej naturalnym elementem dorastania i po prostu wcześniej był tłamszony.

PS. I jak pisałem wcześniej daleki jestem od chwalenia reformy gimnazjalnej. Po prostu nie uważam, że ona stoi za tymi wszystkimi problemami, które się jej przypisuje.

Pracoholiczka w domu
Gość

według mnie gimnazjum jest lepszym polem do buntowania się… ale to tylko subiektywna ocena, bo jak wcześniej pisałam sama absolwentką gimnazjum nie jestem… ja również nie obwiniam tylko reformy. Od wychowania są przede wszystkim rodzice… ale niestety przychodzi moment, w którym na nasze dzieci ogromny wpływ ma ich otoczenie… i przed tym nie ma ucieczki. Musimy budować silne fundamenty dla relacji rodzic-dziecko od samego początku i liczyć na to, że wszystko będzie dobrze. Z moich obserwacji wynika jednak, że nie tylko dzieci gnębione w dzieciństwie mają potem problemy. Często te rozpieszczane lub mocno kochane trafiają w takie środowisko, które bunt… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Chęć odseparowania się od rodziców jest naturalna i nie zależy od wychowania. Jest naturalną koleją rzeczy i dzieci, które z jakiegoś powodu nie przejdą przez ten etap, nigdy nie wyrosną na samodzielnych i odpowiedzialnych ludzi. Jednak jak piszesz – ważne są silne relacje, żeby pomóc dziecku przejść przez ten trudny dla niego okres. Nawet jeśli pomocą będzie usunięcie się w cień.

A co do dzieci rozpieszczanych, to one niestety najczęściej kończą znacznie gorzej, niż te, które były bite.

Pracoholiczka w domu
Gość

zgadzam się w 100% :) nikt nie mówił, że wychować dziecko będzie łatwo. Ciężko zachować równowagę w każdej dziedzinie… kochać, ale nie rozpieszczać, nie bić, ale jednak dyscyplinować. Ciężkie życie rodzica :)

moniowiec .
Gość
moniowiec .

Masz rację, to nie szkoła jest winna. Do tego należy jednak dołączyć informację, ze jednak nie zawsze to ta sama szkoła i klasa co 6 podstawówki.
Nie, nie byłam w gimnazjum. Moja siostra była. I uważa że to najgorszy wiek, w którym dzieciom każe się dojeżdżać autobusem do oddalonej szkoły, z nowymi uczniami. Niezmieszane były tylko klasy podstawówki obok tegoż gimnazjum.
To dziecko tłamszone, bite, dla którego było to normą, które nie wiedziało ze może być inaczej, nagle jest NOWE. A nowi koledzy mają inaczej. Mają normalnie. I rodzi się bunt…

Sabina Gatti
Gość
Sabina Gatti

Dokładnie – okres dojrzewania jest podsumowaniem dla rodziców, ocena rodzicielstwa dla wielu, niestety, negatywna. W naszym chorym, przemocowym, nie rozumiejącym dzieci społeczeństwie cieszymy się jak małe dzieci są grzeczne i wytresowane jak psy przez nas rodziców. Ale dzieci to nie psy, tresować je można jak są małe ale jak dorosną zaczynają szukać wsparcia wśród kolegów i koleżanek i dobiero wtedy zaczynają się problemy, które mogą trwać już do śmierci. tak zwane „kujony” to dzieci też z problemami, zamiast uciec w picie, palenie, sex, narkotyki, itp… Uciekają w naukę. Każda przechyła świadczy o jakimś zaburzeniu, tylko równowaga świadczy o dobrym zdrowiu… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Wiesz, gdyby Ci ludzie po prostu byli leniwi i stwierdzili: „jesteśmy beznadziejnymi rodzicami i co nam zrobisz?” to przynajmniej czułbym, że mam z kim rozmawiać. Miałbym kogo nawracać. Niestety obecnie na wszystko ludzie mają wymówkę i nie potrafią się przyznać do błędu. Gimnazjum, dojrzewanie, bunt trzylatka… setki wymówek. Zero odpowiedzialności.

Sabina Gatti
Gość
Sabina Gatti

Daniel Mackler (były psychoterapeuta) którego teksty uwielbiam i z którym w 100% zgadzam się tak pisze o okresie dojrzewania
…”Lie #6: Teenagers Are Inherently Difficult.

Teenagers are only difficult when their parents have: 1) failed them miserably, and, 2) now blame them for being the cause of the problem. Teenagers are still expected to be good little boys and girls, despite their correct, rebellion-inducing realization that living up to this expectation does nothing to prepare them for the painful transition into adulthood…”

http://wildtruth.net/fifteen-lies-debunked-in-sixty-five-words-or-less/

Paula
Gość
Paula

Jak dalej pisze Jasper: „Kiedy dziecko kończy trzynaście-czternaście lat, zaczyna wysyłać nam jasny komunikat, który pokazuje, jak w jego przekonaniu było dotychczas traktowane. „ Dokładnie tak. Chodziłam do gimnazjum,w którym mocno dawałam odczuć rodzicom jak mi jest źle i jak bardzo sprzeciwiałam się chorej dyscyplinie. Skutkiem tych głośnych kłótni był dystans i milczenie. I jeszcze roczna depresja w liceum… Uważam,że nigdy te relacje już się nie poprawią. Gdzie oni byli,gdy umierałam z samotności? Gdy napominałam,że chodzę do psychologa? Gdy płakałam na ich oczach,bo nie mogłam wytrzymać ich krzyku? To tak boli.. Nie są alkoholikami, nie bili mnie. To była subtelna… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Nie wyobrażam sobie, że mógłbym zrobić coś takiego dziecku. Odsunąć się, gdy mnie potrzebuje. Zignorować wizyty własnego dziecka u psychologa.

Z drugiej strony, dzięki takim doświadczeniom, nigdy nie zrobisz czegoś takiego własnym dzieciom. I jest w tym jakaś wartość.

Paula
Gość
Paula

To właściwie jedyna korzyść z takich zachowań rodziców. Dla wzmocnienia pamięci (a wiadomo,że z czasem człowiek idealizuje dzieciństwo albo bagatelizuje problem) spisałam to wszystko na wielu stronach. Nie zapomnę.

Blog Ojciec
Gość

Brzmi jak duża ilość determinacji.

pat
Gość
pat

A ja uwazam, ze nie masz racji i ze wine za „gimbusy” nalezy zrzucic przede wszystkim na gimnazja wlasnie. Uwazam, ze przyczyna tej demoralizacji wsrod dzisiejszej mlodziezy jest odseparowanie dzieci zarowno od rocznikow mlodszych i starszych. Kiedys chlopak w osmej klasie czul sie prawie dorosly i taki dojrzaly, madry na tle malych dzieci biegajacych po korytarzu. Mlodziency nie mogli doczekac sie liceum/technikum, bo wtedy nauczyciele zwracali sie do uczniow per pan, pani, a uczen do nauczyciela profesorze (nie mylic z „sorem”, „psorem”) Wtedy osmoklasista pamietal, ze sam byl niedawno „gnojkiem” i ja wrecz pamietam, ze mlodsze roczniki bralo sie na… Czytaj więcej »

olala92
Gość

A czy chodziłaś do gimnazjum? W ilu szkołach gimnazjalnych są powtórki bądź program z historii jest okrojony? Masz jakies dane – choćby ankiety z kilku szkół bądź przegląd choćby 10-20gimnazjow by stwierdzić te procedery?
Pozdrawiam

Soyokaze
Gość
Soyokaze

Ja chodziłem i miałem powtórki. Jestem 2 rocznikiem, gdy to gimnazjum powstało. Najgorszy okres w moim życiu, ale biorąc pod uwagę to co teraz inni robią wobec innych, to ja miałem luksus. W podstawówce mogłem liczyć na kilku znajomych, nawet w gimnazjum, gdy ktoś mnie zaczepił. W gimnazjum? Nikt! Bycie wyśmiewanym, poniżanym itd. Nauka poszła w kąt. Druga rzecz. Były u nas powtarzające roczniki. Starsze nawet o 2-3 lata, palące ale po za klasą i szkołą. Czy coś robiły nam? Nie! Człowiek czuł się bezpieczniejszy wśród starszaków, niż teraz wśród rówieśników z gimnazjum. Pamiętam uczniów w podstawówce, którzy chodzili do… Czytaj więcej »

trackback

[…] ku temu żadnej moty­wa­cji, a zranione dziecko poczeka i odbije to sobie kiedyś (na przy­kład w gimna­zjum […]

olala92
Gość

Uwaga(!) byłam w gimnazjum. Mleko pod nosem wprawdzie bo mam 22lata. Ale ten okres życia wspominam lepiej niż „elitarną” podstawówkę.Liceum? Na dwoje babka wróżyła w sumie też w miarę okay. Byłam naprawdę przeszczęśliwa,ze idę do nowej szkoły – i z rozmów ze znajomymi też wynikało,ze to wcale taka zła szkoła nie była. Po prostu szkoła. I to ucząca wiele. Tego,ze ktos jest slabszy i trzeba pomóc czy wytłumaczyć zadanie,a w zamian tak klasowy rozrabiaka się odwdzięczy pomocą gdy ktos Cie zaczepi. Że to wybór dziecka czy sięgnie po fajki czy alkohol- kiedy odmawiałam nikt mi niczego nie wlewał do gardło… Czytaj więcej »

trackback

[…] Wolimy przykręcać śrubę stopniowo, po milimetrze. A nie na odwrót: przykręcić śrubę mocno na początku, zdławić bunt w zarodku, złamać dziecko i wpoić mu raz na zawsze, że nie ma nic do gadania. Raz na zawsze – właśnie tak. Potem już nie będzie szansy tej śruby odkręcić. Rodzic nie będzie miał ku temu żadnej motywacji, a zranione dziecko poczeka i (o zgrozo!) kiedyś to sobie odbije, na przykład w gimnazjum. ;) […]