Czasami dzieci muszą się same przewrócić

Nie zależnie od tego jak bardzo dbamy o ich bezpieczeństwo.

8140618153_764e5c029c_b

Błąd sportowca

Zanim przejdziemy dalej, chciałbym żebyście obejrzeli film o pewnym sportowcu. Sportowcu, który popełnił w swoim życiu błąd, którego nigdy nie zapomni. Błąd, którego nigdy sobie nie wybaczy. I jednocześnie błąd, którego nikt nie musi mu wytykać, ani tłumaczyć, bo wszyscy są zgodni, że on sam go doskonale zrozumiał (jedyne 28 sekund, dacie radę):

https://www.youtube.com/watch?v=lpRR8DTprkY

Błąd dziecka

Teraz wyobraźcie sobie, że wasze dziecko zaczęło wspinać się drzewo i spadło. Tak po prostu spadło i się potłukło. Jak myślicie: czy ono dzięki temu zdarzeniu zrozumiało, że wchodzenie na drzewo grozi upadkiem? Czy może musimy podejść i mu to wytłumaczyć? A może wręcz konieczne jest, abyśmy wygłaszali swoje „mądrości”?

„Tyle razy Ci mówiłam, żebyś nie wchodził na to drzewo, bo spadniesz!” – rodzic wróżbita.

„No co za ciamajda.” – rodzic smerfolub.

„Znowu zrobiłeś sobie krzywdę?” – rodzic przypominacz.

Jak myślicie: jak zareagowałby ten sportowiec pokazany wcześniej, gdyby ktoś się do niego tak odniósł? Gdyby ktoś podzielił się z nim taką „mądrością”? Myślę, że określenie jego uczuć jako wściekłość, to spore niedopowiedzenie. On doskonale wie co zrobił i nie potrzebuje nikogo, kto by mu o tym przypominał. Dokładnie tak samo jak nasze dziecko po upadku. Ono również zrozumiało, że zrobiło coś źle. Zderzenie z ziemią ma taki niezwykły wpływ na człowieka. Ono już zrozumiało, że było nie dość ostrożne i nie dość uważne. Zrozumiało, że grawitacja nie zawsze jest jego przyjacielem. Ono to wszystko już wie. Dlatego zalecam wsadzenie sobie takich „mądrości” w tyłek i po prostu przytulenie naszego dziecka, gdy spadnie z drzewa. To wystarczy.

Opowiem wam pewną historię

Był sobie pewien chłopak. Spadł w swoim młodzieńczym życiu z drzewa setki razy, a dwa razy złamał sobie przy tym rękę. I dwukrotnie w dniu, w którym zdjęli mu gips, on już wdrapywał się na kolejne drzewo. Ten chłopak to ja. I wiecie co? Jestem niesamowicie wdzięczny moim rodzicom, że nie powiedzieli mi wtedy czegoś w stylu „nie wolno Ci wchodzić na drzewo, bo sobie zrobisz krzywdę”. Bo wtedy poczułbym, że traktują mnie trochę jak debila. Przecież ja doskonale wiedziałem czym grozi chodzenie po drzewach i nie potrzebowałem dorosłego, żeby myślał za mnie. Ja potrafiłem myśleć samodzielnie i znałem ryzyko, jakie to za sobą niesie. A każdy kolejny upadek sprawiał jedynie, że byłem w tym coraz lepszy i ryzyko było coraz mniejsze.

Gdzie jest sens?

Tymczasem ledwie kilka dni temu widziałem mamę, która zabrała dziecko z placu zabaw, zaraz po tym, jak ono spadło z budowli (bez jakichś większych ran, jedynie małe odarcia). Jaki jednak był cel takiego działania? Przecież on i tak już spadł i krzywda została już wyrządzona. Gorzej być nie będzie, prawda? Teraz wręcz zabawa stałaby się dla niego bezpieczniejsza, bo on sam byłby znacznie ostrożniejszy (dzieci z reguły nie lubią upadków). Więc po co go zabierać? Żeby go dodatkowo ukarać? I ta kara miałaby go niby nauczyć ostrożności? Moim zdaniem jeśli już czegoś go taka kara nauczy, to że lepiej w ogóle nie wchodzić na ową budowle (bo można za karę wrócić do domu), a może nawet lepiej w ogóle nie iść na plac zabaw (bo to taaakie niebezpieczne).

One same muszą upaść

Przyznaję, że piszę ten tekst też trochę dla siebie. Bo ja też czasami jestem nadopiekuńczy w stosunku do moich dzieci. „Jak wejdziesz za wysoko, to możesz spaść”. „Jak będziesz szła za blisko, to wpadniesz do wody”. „Jak będziesz jechał za szybko, to się przewrócisz”. Nie są to zakazy, ale są to wiadomości, których moje dzieci w większości już nie potrzebują. Szczególnie te starsze. Przy małych dzieciach oczywiście warto zwracać na takie rzeczy uwagę i pilnować, ale przy starszych, trzeba po prostu powoli zacząć odpuszczać. Trzeba nauczyć się dawać im coraz więcej swobody. Musimy im zrobić miejsce, aby mogły się rozwijać i aby mogły zacząć same popełniać swoje błędy. Bo one muszą same spaść z tego drzewa, same muszą wpaść do tej wody i same muszą się przewrócić. One same muszą tego doświadczyć. I my musimy im na to pozwolić.

Dzieci są na chwilę

 

Pisałem już o tym. Dzieci są przy nas tylko na chwilę. Ja wiem, że to może być ciężkie, gdy orientujemy się, że nasz mały pisklaczek ma wylecieć sam z gniazda, ale tak to już jest w naszym świecie. A im starsze będą nasze dzieci, tym bardziej nasza rola powinna się ograniczać wyłącznie do bycia blisko i okazywania wsparcia. Bez prowadzenia za rękę. Jak to ktoś kiedyś ładnie określił: „Zadaniem rodzica jest sprawienie, aby jego usługi nie były już dłużej potrzebne”. Dlatego cieszmy się byciem blisko, póki ono trwa, ale bądźmy też gotowi wypuścić dziecko w świat, gdy ono będzie tego potrzebowało i nie krzywdźmy go naszą nadopiekuńczością.

Prawa do zdjęcia należą do FromSandToGlass.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

26
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
16 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Blog OjciecSzczypasKasia HarężlakKinga WójcikJustyna S. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marta Kordys
Gość
Marta Kordys

film niedostępny z powodu roszczenia dotyczącego praw autorskich… bla… bla

Blog Ojciec
Gość

Poprawione.

Ojciec M.
Gość

BlogOjciec – pytanko mam :) Jedna sytuacja i dwaj dorośli o skrajnych zachowaniach (mówiąc krótko – odnieś się do tej konkretnej opisanej przeze mnie, jeśli możesz): Dziecko biegnie za piłką nagle.. bach! Leży. I dorosły mówi: – Złapałeś piłkę? Spróbuj dalej, już prawie ją miałeś. – zupełnie bagatelizując upadek, nie odnosi się do niego, udaje, że nikt się nie przewrócił, chociaż rodzic dobrze widział całą sytuację. Nie ukrywam, że często też tak robię. II dorosły, oczywiście z wrodzoną empatią leci i mówi: – Uu…. Bolało? Nic Ci się nie stało? Kolanko boli? Nóżka boli? – wtedy dziecko płacze jak na… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Wszystko zależy od rodzaju upadku. Lekki upadek, nie reaguje w ogóle. Silny upadek i płacz, korzystam z drugiego rozwiązania (czyli empatia).

Trzeci rodzaj upadku, czyli najczęstszy, ten gdzie dziecko samo nie wie czy się rozpłakać (i chyba właśnie ten, o który pytasz) – wtedy najczęściej odwracam uwagę dziecka od upadku :) Czyli „o rany, patrz jaką dziurę w chodniku zrobiłeś!” – coś co rozśmieszy dziecko i odwróci uwagę dziecka od „strasznej” krzywdy jaka mu się przydarzyła :)

Ojciec M.
Gość

O to chodziło :)
Wiadomo: jak dziecko upada, ziemia się trzęsie, krew się leje to tylko szaleniec nie zareaguje :)

Agnieszka M Sikorska
Gość

Lepiej zamiast „nie wchodź na drzewo bo spadniesz”, powiedzieć „tylko uważaj żeby nie spaść”. Pamiętam że takie ostrzeżenia jakoś mnie nie wkurzały jak byłam mała ;) a mama tak czy siak coś musiała zawołać i to była ta dużo lepsza opcja ;)

Blog Ojciec
Gość

Muszę chyba po prostu zapytać dzieci czy im przeszkadza jak tak mówię :) Bo może się okazać, że to zależy od charakteru i jednemu dziecku będzie przeszkadzać, a drugiemu nie :)

Agnieszka M Sikorska
Gość

Po za tym zwrot „uwazaj żeby nie spaść” albo bardziej konkretne: „uważaj na tamtą gałąź bo wygląda podejrzanie” daje informacje dziecku że mimo wszystko mu ufamy, że widzimy zagrożenie o którym informujemy i że się martwimy o nie. To daje dziecku wsparcie, wie że rodzic daje szanse mimo że się boi, dowód na to można usłyszeć czasem w odpowiedzi „nie martw się mamo/tato, uważam” zamiast „stary, nic nie wiesz o życiu” ;)

Rodzinne porachunki
Gość

Kamil,
Im więcej czytam Twoich wpisów tym więcej muszę nad sobą pracować. To niedopuszczalne…wydawało mi się, że jestem idealny :-)

Blog Ojciec
Gość

Ja po paru miesiącach wracam do takich swoich wpisów i sam od siebie się uczę ;)

Lefti
Gość

Wyjaśniałam to kiedyś u siebie na przykładzie przywództwa sytuacyjnego, niestety wielu rodziców utknęło w drugim etapie i tłumaczą to troską o dziecko: „Mniej więcej około 5 roku życia, przywództwo rodzicielskie powinno zacząć wchodzić w przedostatni etap, który jest jednocześnie ostatnim, w którym jako rodzice bierzemy czynny udział. Ten trwa najdłużej i z nim rodzice mają najwięcej problemu. Przejście do tego etapu odbywa się oczywiście stopniowo, rodzice powinni płynnie wycofywać się z poszczególnych obszarów funkcjonowania dziecka. Dziecko zdobyło już niezbędne umiejętności, teraz musi nauczyć się je wykorzystywać. To jest okres kiedy powinniśmy przyjąć rolę coacha, motywującego dziecko do zastanowienia się nad… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Od 5 roku życia? Chyba będę miał ciężko :) Tak 6-7 lat, to już spoko, ale z pięciolatkiem myślę, że sam miałbym kłopot tak naturalnie przejść do oddania mu władzy :) Ale to też myślę, że zależy od dziecka :)

Lefti
Gość

Masz rację to na pewno zależy od dziecka i każdy rodzic najlepiej wie kiedy ten moment powinien nastąpić. Najpóźniej tak jak piszesz 6-7 rok życia i jeśli w tych latach się nie uda to dla mnie jednak znak, że jesteśmy na najlepszej drodze do pozostania w drugim etapie :)

Hexe
Gość

Często moi znajomi widząc jak zachowują się nasi synowie, kręcą głową z niedowierzaniem. Skaczą po murkach, drzewach, krawężnikach, jeżdżą na krześle obrotowym , zjeżdżają na pupie z poręczy przy schodach, zeskakują zamiast schodzić i biegają zamiast chodzić. My jesteśmy spokojni, bo jesteśmy do tego przyzwyczajeni, a poza tym mamy do nich zaufanie. Oboje (9 lat i 3,5 roku) znają swoje ciała i jego możliwości. Wiadomo, ze nie siedzę spokojnie na ławce kiedy moje dziecko wspina się na 2 metrowy mur, stoję obok i w razie czego asekuruję. Ale mogłabym policzyć na palcach jednej ręki kiedy któryś z nich upadł. A… Czytaj więcej »

Justyna S.
Gość
Justyna S.

Sytuacja przykładowa, dziecko np. 4 letnie, pod opieką mamy w domu uderza się o coś w głowę, po czym zaczyna płakać. Zakładam, że matka nie dopuściła się rażących zaniedbań w opiece. Uderzenie jest silne, ale nie widać zagrożenia dla życia, ani poważnego urazu u dziecka. Reakcja ojca: najpierw robi awanturę matce, wyzywa ją od idiotek i oskarża, że nie przypilnowała dziecka, następnie ogląda nerwowo dziecko i robi mu zimny okład na urażone miejsce, ewentualnie w nerwowej atmosferze zarządza wyjazd do lekarza/ na ostry dyżur. Co o tym sądzicie ?

Blog Ojciec
Gość

Sądzę, że rodzice mają jakieś problemy i to był tylko punkt zapalny. Matka winna uderzenia dziecka nie jest.

Justyna S.
Gość
Justyna S.

No tak, na pewno mają. Z drugiej strony ojciec jest bardzo nadopiekuńczy i nie uznaje zasady, że dziecko musi się przewrócić, uderzyć itd. Jak coś się stanie – szuka winnego. Zastanawiam się jaki to będzie miało wpływ na dziecko i jak powinna w takiej sytuacji reagować matka ?

Blog Ojciec
Gość

Może rozmowa z dziecięcym psychologiem? Żeby ojciec zobaczył, że dziecko rzeczywiście może się przewrócić i to jest w porządku? Na dziecko to może mieć o tyle niebezpieczny wpływ, że zacznie obwiniać wszystkich dookoła, za to, że się przewróciło – tak jak robi to ojciec. Czyli jak zrobi sobie krzywdę, to już nie będzie jego wina, tylko wina mamy, babci albo pani w przedszkolu.

Justyna S.
Gość
Justyna S.

Ojciec niestety jest z betonu i o żadnej rozmowie czy psychologu nie chce słyszeć. Ewentualnie jak nie ma na kogo zwalić winy to dziecko słyszy – „ile razy Ci mówiłem, nie biegaj”

Blog Ojciec
Gość

Skoro ojciec tak troszczy się o dobre zdrowie dziecka, to trzeba spróbować to ugryźć od strony zdrowia psychicznego? Że skoro chce dla niego tego co najlepsze, to musi przestać?

Justyna S.
Gość
Justyna S.

To jest jakiś pomysł. Spróbuję się przebić z takim argumentem. Myślę, że on nie potrafi po prostu zapanować nad własnym stresem, ciągle obawia się, że dziecku może się coś stać.

Blog Ojciec
Gość

Jest takie powiedzenie, że ludzie, którzy nie doświadczyli w swoim życiu żadnej większej porażki, nie zaczęli jeszcze żyć. A wychowanie pod kloszem może niestety doprowadzić do tego, że nasze dziecko będzie się całe życie bało podejmować ryzyko.

Kinga Wójcik
Gość

Pozwalajmy naszym dzieciom popełniać błędy ale zawsze stójmy obok i w razie gdyby potrzebowały naszej pomocy po prostu bądźmy.

Kasia Harężlak
Gość

Rodzic powinien być obok, obserwować i czuwać. Wcale nie musi być w centrum wydarzeń. Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje i często gęsto potrafią rodziców zaskoczyć :) Nic tak nie uczy jak doświadczenie i samodzielnie wyciągnięte wnioski.

Szczypas
Gość
Szczypas

Twój tekst – w mojej ocenie – ma troszkę męskiego pierwiastka. Chodzi mi o to, że (jak to wyczytałem w jednej z książek dla młodych rodziców): mama jest tą, która daje ciepło, bezpieczeństwo i ukojenie, a tata tym, który pokaże coś nowego, pozwoli na większe ryzyko, weźmie dziecko na ręce w mniej typowy sposób czy jako pierwszy będzie je nosił przodem do kierunku chodzenia :) Oczywiście, to stereotyp, ale coś w tym jest… Ale są (jak widać po komentarzach) mamy, które też z tym nie mają problemu…. Zresztą przypomnijmy sobie latanie po podwórku do późnych godzin i klasyczne: MAMOOOOOOO MOGE… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Jak dostałem pierwszy rower w wieku 7 lat, to wyszedłem rano nie umiejąc na nim jeździć, a wróciłem o 20:00, z rozwaloną nogą, mnóstwem siniakiem, zdartą ręką i największym uśmiechem na jaki potrafiłem się zdobyć :) Bo po całym dniu prób i błędów, nauczyłem się jeździć :) I chyba mi po prostu coś z tego podejścia zostało :)