Dlaczego nie poślę moich dzieci na studia?

Pomimo tego, że sam jedne skończyłem.

4998473663_7ce553c966_b

Dlaczego?

Nie poślę własnych dzieci na studia, dokładnie dlatego, że sam skończyłem jedne. I niemal wszyscy w mojej okolicy jakieś studia skończyli. I wiecie co mają po tych studiach? To, co mieli po liceum. I to, co po gimnazjum. Do podstawówki się nie zapędzę, bo tam faktycznie czegoś uczą. Mają jedno wielkie nic. Mają dyplom, który leży w jakiejś szufladzie i nikt o nim nie pamięta. A człowiek przypomina sobie o nim, tylko wtedy gdy wybiera się na Państwową posadę. Mają jeszcze czasem koszmary i budzą się w środku nocy zlani potem, bo wydaje im się, że jutro jest kolokwium. I to mniej więcej tyle. Dlatego jeśli wybieracie się na studia, nie spodziewajcie się zdobyć wiele ponad to.

Przygotowanie do przeciętności

Bo szkoła, sama w sobie, w naszej polskiej wersji (jak mówiłem – omijamy podstawówkę), jest jedynie przeszkodą na drodze. Ona nie jest ucieczką od dorosłości, jak wielu uważa. Nie zapewnia beztroskiego dzieciństwa tak długo jak trwa. Ona nie chroni dzieci przed pójściem do pracy. Wręcz przeciwnie. Ona jest pracą. Ona jest stworzona właśnie po to, by w coraz większych dawkach stopniowo podawanych obowiązków, przygotowywać do pójścia do pracy. Ona jest tym, co zamienia dziecko w osobę dorosłą (a raczej tym, co powolnie zabija dziecko, aż zostanie tylko dorosły). To dzięki niej tak wielu ludzi staje się przeciętniakami, wykonującymi pracę której nienawidzą i narzekającymi na wszystko dookoła. To właśnie dzięki naszemu systemowi edukacji.

Konfucjusz

Dlatego tak się cieszę, że obecnie dzieci idą do szkoły wcześniej (patrz też: Dlaczego zamierzam posłać 5-latka do szkoły). Będą mogły o rok wcześniej zakończyć tą wątpliwą przygodę. O rok wcześniej będą mogły opuścić mury, w których i tak, poza kursem „jak przeżyć wśród rówieśników”, niczego specjalnego się nie nauczyły (a nawet jeśli, to zapomną wszystko za miesiąc).

W końcu przywołując słowa Konfucjusza:

„Po­wiedz mi, a za­pomnę. Po­każ mi, a za­pamiętam. Pozwól mi zro­bić, a zro­zumiem.”

Nie mamy w polskiej szkole szans na zrozumienie czegokolwiek.

Alternatywa

Z tego też powodu, ja jestem zwolennikiem wszystkiego, co nie jest standardową edukacją. Domowe nauczanie, szkoły demokratyczne i szkoły Montessori. Bo gorzej być już nie może. Wszystko co jest inne, musi być chociaż troszeczkę lepsze. Zwolennicy domowego nauczania (tzw. homeschooling) często przyznają, że wystarczy poświęcić 3 godziny tygodniowo (30 minut dziennie) na naukę, aby przez być na bieżąco. To jest 1/8 czasu, który spędza się w budynku szkoły. Domowo nauczani byli m. in.: Elijah Wood, Julian Assange, Thomas Edison i Albert Einstein.

Szkoły demokratyczne i Montessori, to już w ogóle bajka, bo tam dziecko zajmuje się niemal wyłącznie tymi tematami, które go aktualnie interesują. Mnie przykładowo interesowała matematyka, gdy byłem mały, ale nikt nigdy nic z tym nie zrobił (poza rodzicami, którzy kupowali mi książki z Mensy), bo w szkole nie było na to czasu. Także odkąd pamiętam, na matematyce umierałem z nudów, a domu rozwiązywałem dla przyjemności, zadania dwa lata starszego brata (przyznaję – byłem dziwnym dzieckiem). Jednak w tych „nowych” szkołach, talent każdego dziecka zostałby rozwinięty do granicy możliwości. I to jest piękne.

Teoria czy praktyka?

Ostatnio podczas spotkania znajomych, wywiązała się dyskusja czy studia są nam do czegoś potrzebne. I podobno większość ludzi nie poszłoby się leczyć do lekarza bez studiów i nie skorzystałoby z usług prawnika bez dyplomu. Prawnik i lekarz. Dwa sztandarowe przykłady, których zawsze używa się w dyskusjach o sensowności studiowania. I mimo, że początkowo przyznawałem im rację, po głębszym zastanowieniu się, nie potrafię. Bo jeśli miałbym wybrać operację robioną przez kogoś, kto dopiero wyszedł z uczelni medycznej po 6 latach teorii lub kogoś, kto nigdy na takiej uczelni medycznej nie był, ale spędził 6 lat wykonując zawód praktycznie (pod okiem specjalisty), to wybrałbym tego drugiego. Wyobraźmy sobie zresztą sytuację, w której po studiach prawniczych nie idziemy na prawo, lecz w innym kierunku (np. gastronomia). I po 20 latach jednak się na to prawo decydujemy (w końcu dyplom nie ma terminu ważności). Czy taki prawnik różni się czymkolwiek od pierwszego lepszego fana Sędzi Anny Marii Wesołowskiej? Wątpliwe. Ja na pewno prędzej zaufałbym asystentowi dobrego prawnika z paroletnim stażem, niż komuś, kto przez 20 lat zdążył zapomnieć wszystko co było istotne (nie mówiąc już o całkowitej zmianie przepisów), a jedyne co mu umożliwia pracę w zawodzie, to dyplom (na szczęście to już przeszłość, bo zawód prawnika został od tego uwolniony).

Praktyka, praktyka, praktyka

Bo widzicie, bez praktyki, każde studia są bezużyteczne. Co nam po teorii, gdy nie potrafimy jej zastosować w rzeczywistości? Dlaczego jest tak, że większość zawodów można wykonywać zaraz po studiach, a autem nam po egzaminie teoretycznym nie wolno jeździć? Bo musimy mieć praktykę. Natomiast jeśli mielibyśmy samą praktykę, kilkuletnią dajmy na to, to żadne studia potrzebne nam nie są. Ba, studia mogłyby nam jeszcze przeszkodzić, bo często uczy się tam wiedzy oderwanej od rzeczywistości lub nieaktualnej. W końcu ilu z nas ZAWSZE trzyma dwie ręce na kierownicy? A tego właśnie tego rodzaju wiedzy uczy się na studiach.

Paradoksem w Polsce jest to, że płacimy za studia, na których najczęściej niczego się nie uczymy, a oczekujemy wypłaty, gdy idziemy na staż do firmy, w której mamy szansę zdobyć prawdziwe umiejętności. To jest porównywalne do sytuacji, w której oczekiwalibyśmy zapłaty od firmy uczącej nas jeździć samochodami. W końcu jesteśmy ich szoferami, prawda?

Nie taki bloger straszny

Dlaczego nie poślę moich dzieci na studia? Przede wszystkim dlatego, że jak moje dzieci będą w wieku 16-18 lat, to ja będę miał najprawdopodobniej guzik do powiedzenia w kwestii ich dalszych wyborów. Same zdecydują co chcą zrobić i czy studia są dla nich. I nie jest nawet tak, że nienawidzę polskiej edukacji, bo jak pisałem wcześniej – podstawówkę, uważam za całkiem niezłą. Może nawet w niektórych przypadkach na gimnazjum przymknąłbym oko. Jednak edukacja licealna czy studia, w obecnej formie, są reliktem przeszłości. Reliktem, który się nie sprawdza. Uczy się przestarzałej wiedzy, przestarzałymi metodami i bardzo często wykładają je emerytowani nauczyciele, którzy sami nie pamiętają już po co tego uczą.

Nie wszystko stracone

Nie mówię jednak „nie” studiowaniu jako takiemu. Mówię nie studiowaniu na zwykłej uczelni. Bo są uczelnie dobre. Uczelnie, które inspirują. Których wykładowcy są ludźmi sukcesu, a nie odpadami, którzy nigdzie indziej nie mogli znaleźć pracy. Uczelnie, które załatwiają świetne praktyki i na których można nauczyć się wszystkiego od ekspertów ze swoich dziedzin. I jedyne na co mam nadzieję, to że jeśli moje dzieci kiedyś wybiorą się na studia, to wybiorą właśnie taką uczelnię.

Prawa do zdjęcia należą do .

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

69
Dodaj komentarz

avatar
31 Comment threads
38 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
36 Comment authors
AgaMartynaStudentAgnieszkaPatrycja (Chustodzieciaki) Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ilona Popławska
Gość

Dlatego tak lubię działać coś w domu z mym dzieciem. Wiedzę co lubi, co go kręci i staramy się to rozwijać. A co wybierze w wieku 16 lat? Mam nadzieję że podejmie dobrą decyzję

Ojciec M.
Gość
Ojciec M.

Nie poślę swoje dzieci na studia, bo jak będą miały 18 lat same będą wiedziały co dla nich lepsze?
Dlaczego tego zdania nie przeczytałem od razu?! No przecież to klucz, podsumowanie dzięki któremu wszystkie rozmowy na ten temat mogą się kończyć, zanim się zaczną.

Nudy nie ma
Gość

Powiem Ci, że ja z ideą szkół demokratycznych i homeschoolingu zetknęłam się parę miesięcy temu. Mam dwie córki w wieku przedszkolnym. Edukacja demokratyczna mnie zachwyciła. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi za parę lat odwagi, żeby do takiej właśnie szkoły wysłać dziewczyny.

Blog Ojciec
Gość

Odwaga to jedno. Z dostępnością jest znacznie gorzej.

Szymon Kuźniak
Gość

Eh, chciałem polemizować, ale ostatnim akapitem powiedziałeś w zasadzie wszystko. Więc dorzucę swoje trzy grosze o moich studiach. Nie były idealne. Co więcej nie były mi do niczego potrzebne (no ok, 26 dniu urlopu mam po 2, a nie po 8 latach pracy), bo w moim zawodzie 21-letni chłopak, który rzucił automatykę (to nie ja), może ze spokojem zrobić oszałamiającą karierę w ciągu niecałego roku. W programie było sporo rzeczy, których obecnie nie wykorzystuje, a które coraz bardziej zamazują się w mojej pamięci. Ale też sporo się nauczyłem – szukania rozwiązań na własną rękę, współpracy w grupie czy umiejętności sprzedaży… Czytaj więcej »

Marzena H.
Gość
Marzena H.

Szkoły demokratyczne, Montessori, waldorfskie… dostępne są tylko w największych miastach po jednej, góra trzy, więc ogromna większość skazana jest na zwykłe tradycyjne państwowe i to jest smutne, bo praktycznie nie ma alternatywy. Studia? Zależy jak do nich podejść. Ja byłam na takich, które mnie interesowały, były pewną inspiracją i nie, nie wykładano tam wiedzy, która wylatuje drugim uchem, raczej wskazywano mniej więcej kierunek co trzeba wiedzieć/umieć, a dalej już działał system RSS (radź se sam), bo nie było czasu tej tony wiedzy przekazać na zajeciach, chociaż to studia dzienne (państwowe). Wspominam miło, nie żałuję, było super, aczkolwiek dyplom standardowo się… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Własnie niekonieczne dobra szkoła (w sensie prywatna) zapewnia dobry start. Znam masę dzieciaków, które po prywatnych szkołach kończyły na zasiłkach (jak nie na odwykach), bo nikt o nie nie dbał. Kasa to wszystko. Nawet nie mając grosza, można dobrze skończyć, bo jak piszę – studia szczęścia nie dają. Choć zgadzam się, że jeszcze kilka lat temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej i wtedy na pewno taki post by nie powstał.

Ela
Gość
Ela

A ja….poślę syna do tradycyjnej szkoły, niech się uczy prawdziwego życia. Niech nauczy się systematyczności, pracy, niech wie, że czasami trzeba ugiąć się i robić coś, na co nie ma się ochoty, że czasami nie zawsze jest się dobrze zrozumianym, że nie spełnia się jego każdej zachcianki. Kocham moje dziecko nad życie. Ale znam życie – nie jest różowe, dopasowane do aktualnych zachcianek człowieka, trzeba umieć poradzić sobie ze stresem, trzeba umieć przebić się ze swoimi pomysłami, poznać wielu różnych – słabszych i mocniejszych od siebie zdolnościami ludzi, trzeba się nauczyć pomagać i prosić o pomoc, trzeba się nauczyć znosić… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

„Nie zostawię młodego człowieka samego sobie w wyborze” Nikt nie mówi, żeby zostawić człowieka samego w wyborze. Chodzi jednak o to, żeby to on podjął decyzję. I żeby niezależnie od tego, jaka ona będzie – rodzice ją zaakceptowali. A posyłanie dziecka do zwykłej szkoły czy na studia, TYLKO dlatego żeby się nauczył „twardej szkoły życia”, jest jak codziennie bicie go po głowie, żeby uodopornił się na uderzenia. W takim podejściu zapomina się, że jeśli położymy na dziecku zbyt duży ciężar, to ono może się złamać. Może zapomnieć, że istnieje coś innego. Jeśli co chwila będzie musiał się uginać i robić… Czytaj więcej »

Ela
Gość
Ela

Jeśli zbadasz proces rekrutacji do szkół, dowiesz się, że dziecko już w wieku 15 lat decyduje o swojej przyszłości – musi wybrać szkołę średnią, w której rozszerzone będą przedmioty, z których matura umożliwia mu dostanie się na studia. Dlatego uważam, że obowiązkiem rodzica jest pokazać dziecku wachlarz możliwości – w tym przedmiotów szkolnych, z których wybierze te, które go zainteresują. Jeśli w konkretnej dziedzinie poczuje się lepiej, rodzice i szkoła będą je wspierać, natomiast jeśli inne są dla niego mniej ważne, według mnie rodzice powinni zachęcać dziecko do pracy, ale nie nalegać na spektakularne efekty, po prostu zaakceptować to, co… Czytaj więcej »

Iwona Wardal
Gość
Iwona Wardal

Matura rozszerzona nie jest potrzebna do rekrutacji na większość kierunków studiów (w dobie niżu uczelnie przyjmują „jak leci” – obracam się nieco w środowisku akademickim i obserwacje moich znajomych potwierdzają tę tezę), zaś do matury podstawowej nie potrzeba rozszerzać materiału – większość liceów prowadzi zajęcia dodatkowe przy tym dla trzecioklasistów zajęcia dodatkowe, czasami nazywane przez uczniów fakultetami, na których można powtórzyć materiał z danego przedmiotu pod kątem matury. Nie ma żadnej potrzeby po trzeciej klasie gimnazjum decydować o wyborze studiów. Ponadto wybór profilu klasy w liceum najlepiej (moim zdaniem) jest podporządkować zdolnościom i zainteresowaniem dziecka. Co z tego, że przemęczy… Czytaj więcej »

Nessie
Gość

Tylko, ze Ty nie możesz posłać lub nie posłać dzieci na studia, będą już wtedy dorosłe :-)

Blog Ojciec
Gość

Dokładnie to, napisałem w ostatnim akapicie.

Agnieszka Jakiel
Gość

Nasze dzieci dziś spędziły pierwszy dzień w przedszkolu Montessori❤

Mama Ka
Gość
Mama Ka

Znajomi skończyli studia, ja – nie. Przez moment żałowałam, teraz już wiem, że studia nic by w moim życiu nie zmieniły – moi znajomi z tytułem magistra pracują na umowach zlecenie tam, gdzie pracowali w trakcie studiów, bo innej pracy dla nich brak. Co więcej, z perspektywy czasu żałuję, że zamiast do liceum nie poszłam do zawodówki…

Blog Ojciec
Gość

Też czasami żałuję. Przynajmniej zamiast bezwartościowego papierka, miałbym fach w ręku.

lavinka
Gość

Nie wiem czy celowo pominąłeś w celowości całą Polibudę, ale zaręczam Ci, że studia inżynierskie dają dużo. Nawet bez dyplomu, a co dopiero z. Dzięki moim pięciu latom na archu (a właściwie 10 licząc powtórki, urlopy i inne wznowienia) mogę znaleźć pracę. Ale mam mniejsze szanse i jeszcze mniejsze na wyższe zarobki. Już ci z licencjatem mają lepiej, ja jednak szłam starym trybem i jestem z tego powodu wyrolowana (nie mam dyplomu). Na szczęście dużo umiem, a to w tym fachu cenniejsze niż papier (niemniej nadal umiem za mało, by przebierać w ofertach, a odkąd zostałam matką, mogę zapomnieć o… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

„Na szczęście dużo umiem, a to w tym fachu cenniejsze niż papier” – jak niemal w każdym. Ale przyznaję, że zawodówki i niektóre studia inżynierskie skupiają się na konkretnym zawodzie i to jest dobre. Bo tam teoria idzie w ramię ramię z praktyką.

lavinka
Gość

No niestety nie bardzo. Oczywiście sama idea słuszna. Tylko że szkolnictwo nie nadąża za rozwojem technologii i uczeń technikum jest uczony rysunku technicznego zamiast obsługi autocada. Przełóż sobie ten problem na każdą inną praktykę nauczaną zazwyczaj przez starych_ludzi i będziesz wiedział, ile czasu marnują teraz dzieciaki w szkołach ponadgimnazjalnych. Wszystkich jak leci, bo licea też na zbyt niskim poziomie, by dało radę z tego zacząć z marszu pracę gdziekolwiek, o studiowaniu nie wspomnę. Mogiła. Albo człowiek olewa szkołę i sam uczy się programowania, albo kończy na zmywaku w tureckiej knajpie w Londynie. Jest jeszcze nisza dla młodych przedsiębiorców, ale tu… Czytaj więcej »

Gosia
Gość

Hmm… ja jestem za a nawet przeciw. Faktycznie nasze uczelnie mają wiele do zrobienia w kwestiach praktycznych. Faktycznie system edukacji wydaje się być skostniały (choć opieram się na własnych doświadczeniach, może coś się przez kilkanaście lat zmieniło?). Ale… wiedza też jest istotna. A w zasadzie umiejętność jej zdobywania. Na studiach nauczyłam się samodzielności, nauczyłam się jak znaleźć potrzebne mi informacje (wtedy nie było internetu :)), przetestowałam swoje możliwości, zasmakowałam dorosłego życia. Myślę, że chociażby dlatego studia nie są z góry skazane na skreślenie. Aaa i najważniejsze, studiowałam to co chciałam i większość tematów zwyczajnie mnie ciekawiła.

www.dwapluscztery.pl
Gość

A my pozwolimy im wybrać drogę, którą pójść będą chciały. Nie zmusimy, nie namówimy..

tomek q | jakchcemy
Gość

Kamil, znowu czuję ‚układ planet’ jak sam to ‚coś’ nazwałeś. Tym razem słowo klucz to przeciętność ;)

Studia dzisiaj są rozumiane, jako miejsce zdobycia zawodu. To moim zdaniem jest błędem. Studia powinny być miejscem studiowania, pogłębiania wiedzy etc …

Przekonujesz się do ED :) Fajnie :)

Blog Ojciec
Gość

Układ planet mi się z waszym postem „Jak słońce” skojarzył :) Stąd porównanie :)

A studia powinny być faktycznie takim czymś, jak to o czym piszesz, ale jeszcze takich nie widziałem.

Bartłomiej Panek
Gość

I nie jest nawet tak, że nienawidzę polskiej edukacji, bo jak pisałem wcześniej – podstawówkę, uważam za całkiem niezłą. Może nawet w niektórych przypadkach na gimnazjum przymknąłbym oko. Jednak edukacja licealna czy studia, w obecnej formie, są reliktem przeszłości. A ja zawsze powtarzam, że najlepszymi nauczycielami są rodzice, a najlepszą szkołą rodzina. Przez podstawówkę i gimnazjum jeszcze zaglądasz dzieciom do zeszytów, a od liceum interesujesz się tylko czy zdał do następnej klasy – w końcu jest już prawie dorosły. Nie wiem jakie studia kończyłeś, ale to właśnie studia są przepustką do dobrej pracy. Poza tym to na studiach poznałem swoją… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

„Nie wiem jakie studia kończyłeś, ale to właśnie studia są przepustką do dobrej pracy” To jest już nieco średniowieczne myślenie. Wśród kilkudziesięciu osób, które znam, tylko jednej potrzebny był dyplom, a zaledwie co dziesiąta pracuje w swoim zawodzie (i zwykle pracuje na średnio lub nisko opłacanych stanowiskach). Natomiast wśród osób, które (świadomie!) olały studia na rzecz pracy, większość żyje obecnie na całkiem niezłym poziomie. Bo oni traktowali pracę jako studia i nawet jeśli przez pierwsze lata zarabiali grosze, to po 5 latach, gdy ich koledzy wychodzili z uczelni z niczym konkretnym poza wybujałym ego („Poproszę 5.000zł na dzień dobry, bo… Czytaj więcej »

Bartłomiej Panek
Gość

W czasach, gdy mamy w Internecie darmowy dostęp do niemal wszystkich możliwych wykładów i kursów – w większości przypadków (jak pisałem wcześniej – nie we wszystkich) wybieranie się na studia, jest pomyłką. to tylko dowód na to, że wiedza jest powszechna, ale nie oznacza, że jak sobie poczytam to będę lekarzem. Zauważ bum na studia inżynierskie – gdzie dobre przygotowanie teoretyczne jest potrzebne i dość praktyczne. Przecież rysunek w autocadzie wałka każdy głupi zrobi po przeczytaniu wpisu w wikipedii. Wiedza nie jest problem. Nigdy. Niewiedza owszem. Czy twoi znajomi gdyby nie poszli na studia zarabialiby teraz więcej? W końcu prawie… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

„to tylko dowód na to, że wiedza jest powszechna, ale nie oznacza, że jak sobie poczytam to będę lekarzem.” Znowu o tym lekarzu. Niemniej zdecydowana większość kursów online przebija na głowę wiedzę, którą otrzymamy na uczelni. Jak dobrze poszukasz, to nawet wiedzę medyczną otrzymasz pewnie lepszą. A moi znajomi zmarnowali swój czas, bo poszli na studia, które uczyły nie tego czego uczyć powinny. Idziesz na nauczyciela matematyki 1-6, a uczysz się całek. Albo fizyki. Albo chodzisz na niemiecki. Idziesz na informatykę i znowu fizyka. I wychowanie fizyczne. Raz nawet była chemia. A jak już jest informatyka to uczą np. HTMLa.… Czytaj więcej »

Ela
Gość
Ela

„Idziesz na nauczyciela matematyki 1-6, a uczysz się całek. Albo fizyki. Albo chodzisz na niemiecki. Idziesz na informatykę i znowu fizyka. I wychowanie fizyczne. Raz nawet była chemia.” Trzeba poszerzać horyzonty :) Osobiście – z perspektywy dwóch kierunków studiów – dobrze, że jest wiele przedmiotów, można je „przetrwać”, jeśli nie jesteś nimi zainteresowany, ale po latach widzę, że np po ochronie środowiska przydały mi się elementy prawa czy informatyka lub statystyka, które mieliśmy, laborki z fizyki nauczyły mnie metod badawczych i ich dokumentacji, łowiectwo było odjazdowe, zwłaszcza ćwiczenia w terenie :) A na filologii angielskiej nie cierpiałam historii UK oraz… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Jasne, tylko że przez całe studia nauczyciel matematyki miał dwa semestry po dwie godziny gdzie uczył się „jak uczyć”. A niemal wszystkie pozostałe zajęcia dotyczyły matematyki, która nigdy nikomu do niczego nie była i nie będzie potrzebna (poza 0,0001% populacji naszej planety, a do tej małej grupy nauczyciele matematyki się nie zaliczają). Ja uważam, że ogólniaki to strzał w stopę i jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. W obecnych czasach jedynie specjaliści się liczą.

Iwona Wardal
Gość
Iwona Wardal

Bardzo słuszne spostrzeżenie! Mam sporo kontaktu z dziećmi z klas IV-VI podstawówki i widząc ich problemy z matematyką jestem załamana poziomem nauczania tego przedmiotu – i nie mam tu na myśli poziomu WYMAGAŃ nauczycieli, bo ten jest zwykle „na poziomie”. Niestety, uczniowie w tym wieku skarżą mi się nagminnie na prowadzenie przez nauczycieli półgodzinnych wykładów połączonych z przepisywaniem notatki z tablicy – takie dziecko przychodzi do mnie przekonane, że musi wkuć notatkę na blachę i będzie dobrze, często też odmawiają nauki jakichkolwiek alternatywnych metod rozwiązywania zadań (mimo, że widzę, że danemu uczniowi dana metoda mogłaby znacznie lepiej „leżeć”, niż ta… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Jak będę pisał kolejny tekst o edukacji, to coś czuję, że będę korzystał z tych dzisiejszych komentarzy :)

Kinga
Gość
Kinga

Juz pomijajac fakt, ze w tym wieku dziecka, nie ma sie wielkiego wplywu na wybor drogi zyciowej dziecka. Jesli dziecko zdecydowanie odmowi studiowania to tak wlasnie sie stanie. Zalozmy jednak, ze mialabym na to jakis wplyw i biorac pod uwage, ze studia w Holandii gdzie mieszkam cos znacza i maja realne odbicie w zyciu zawodowym to moge powiedziec, ze … nie wiem jeszcze. Moja corka jest mala, a ja postanowilam, ze bede podazac za nia, za jej predyspozycjami, talentami, checiami, bede ja wspierac a nie wymagac (aby np zostala skrzyzowaniem lekarza z adwokatem, bo bede sie miala czym pochwalic). Otoz… Czytaj więcej »

Blanka
Gość
Blanka

Masz sporo racji. Jako przykład na to podam swój własny. Jestem inżynierem po Politechnice Warszawskiej. Wyobraźcie sobie, że przez 3,5 roku studiów nikt nie pokazał nam nawet żadnego programu projektowego! Za to 3 semestry rysowaliśmy ołówkiem na kartce. WTF?!

Super pro uczelnia techniczna, która wypuszcza inżynierów teoretycznych. Albo dokształcisz się sam, albo możesz pracować u boku socjologa w Mc Donaldzie. Hura.

Blog Ojciec
Gość

My kiedyś programowaliśmy na kartkach :) Także znam to bardzo dobrze :)

napoziomie.eu
Gość

Ja też programowałam na kartce i nawet kolokwia z kodami zdarzało się pisać ręcznie. Jeśli chodzi o studia to mnie nauczyły jednej, bardzo ważnej rzeczy: Wszystkiego jestem w stanie nauczyć się sama.

Kamil Nowak
Gość

Niestety taka jest prawda. Nie mówiąc już o tym, że najczęściej jest to znacznie przyjemniejsze i znacznie mniej czasochłonne.

Aga
Gość
Aga

Ja natomiast jedtem po 3 latach fizjoterapii i przez 3 lata mialam 15godz.cwiczen z masażu a np.30godz.ćwiczen z psychologii, gdzie babka nie potrafila nuc powiedziec od siebie tylko czytala dlajdy, ktore trzebs bylo przepisywać…masakra :oo)!

Matka Polki
Gość
Matka Polki

Na studiach w sumie nauczyłam się niewiele. Dziś pracuję w swoim zawodzie, co prawda wypłata nie powala i do pracy dojeżdżam, ale i tak jest spoko na małomiasteczkowe warunki. Skończyłam studia humanistyczne, na prywatnej uczelni, więc nawet po takich da się pracować w zawodzie. Jednak bez praktyki dają niewiele. Mam tylko licencjat, magistra nie robię- za dużo bezrobotnych :) Za to kończę technika administracji. I w czasie, kiedy koledzy ze studiów rozpoczynali magisterkę, ja wcale nie pracowałam- zajmowałam się domem i małym dzieckiem. Doświadczenie w zawodzie zaczęłam zdobywać zdalnie, później nisko płatny staż i tak w niecałe 2 lata mogę… Czytaj więcej »

Żelikowska
Gość

Kusi mnie homeschooling. Bo nie wierzę w system edukacji. Po pierwsze, moim zdaniem, skrupulatnie zabija indywidualność człowieka (jak się nie wstrzelisz w klucz to masz przechlapane), a po drugie to straszne marnotrawstwo czasu… tak jak wspomniałeś – czasami pół godziny wystarczy żeby przerobić calodniowy materiał. A dodając do tego fakt, że ciągle powtarza się to samo (zaczynając liceum znów trzeba wrócić do prehistorii i przerobić materiał od początku. Ten sam….. To samo w gimnazjum. A czasami i na studiach też…)

Blog Ojciec
Gość

Ja się chyba na homeschooling skuszę dopiero jak wyruszę z dziećmi w jakąś podróż dookoła świata :) Wtedy wyjścia nie będzie :)

juti
Gość
juti

Mimo tego, co mówisz, wyłania się z Twoich słów jakaś Twoja hmmm krzywda?- może nie krzywda w sensie dosłownym, ale jednak – dotycząca Ciebie, a doznana od polskiej edukacji. Szkoda, że tak było. Przykre, że tak było. Ale żeby zaraz zakładać, że tak jest zawsze? Ogólnie? Wszędzie? Bo taki jest SYSTEM? Jestem starsza od Ciebie, o jakieś 10 lat, nie byłam w gimnazjum (bo nie istniało wówczas) i żadne reformy szkolnictwa mnie nie trafiły (przynajmniej jako uczennicę), byłam w bardzo tradycyjnych, także małomiasteczkowych szkołach oraz na studiach. I jasne – trafiłam różnych nauczycieli. Nauczyłam się mniej lub więcej. Od niektórych… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

W sumie to całkowicie się z Tobą zgadzam. To prawda, że wszystko zależy od nauczycieli, bo dobry nauczyciel, nawet z nielubianego przedmiotu może uczynić coś wspaniałego. Pamiętam takich. Niemniej najbardziej „boli mnie” jak to określiłaś, fakt niedopasowania dzisiejszej szkoły do otaczającego ją świata. Bo ja nie mówię nie edukacji. Ja mówię nie edukacji w obecnej formie. Gdyby zamiast 15 przedmiotów, z których interesują mnie dwa, zrobić 15, z których interesują mnie wszystkie, to ja jestem za. W końcu po to się idzie na studia. Żeby się czegoś nauczyć. Takie jest moje zdanie. Jednak zdaniem większości uczelni, ludzie idą na studia,… Czytaj więcej »

juti
Gość
juti

Zakładam, że pisząc o 15 przedmiotach, które Cię nie interesują, masz na myśli studia? Bo jeśli chodzi o edukację ponadgimnazjalną, myślę, że warto pozostawić coś, co nazywa się „ogólnokształcącą”. Ja też musiałam się uczyć fizyki (której nie cierpiałam), matematyki (która wydawała mi się niepotrzebna, ale jednak okazała się ważna i postanowiłam z niej zdawać maturę – mimo że mogłam wybrać coś innego), chemii (która jak sądziłam jest kompletnie bezużyteczna, a obecnie bardzo mi jej brakuje! bo sama mieszam kosmetyki i muszę szukać, co się rozpuszcza w wodzie, co w tłuszczach i czego w jakim stężeniu użyć). I żałuję, że nie… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Tak jak Ty żałujesz historii, tak ja żałuję wielu przedmiotów. Bo z dobrym nauczycielem to można w ogień pójść. Ja się np. bardzo zafascynowałem językiem polskim w liceum dzięki odpowiedniej nauczycielce. I do dzisiaj jestem jej wdzięczny za wiele rzeczy. I w takim ujęciu (w sensie prowadzonym przez świetnych nauczycieli), to edukacja ogólnokształcąca jak najbardziej. Przynajmniej do tych 15-16 lat, po którym można by się zacząć ukierunkowywać – jesteś dobrym uczniem to zaczynasz uczyć się zaawansowanej fizyki czy matematyki, a jeśli nauka Cię nie pochłania, to rezygnujesz z części przedmiotów na rzecz przykładowo nauki obsługi wózka widłowego czy spawania. Takie… Czytaj więcej »

marta
Gość
marta

Jestem krótko przed trzydziestką i dopiero od niedawna naprawdę wiem, co chcę w życiu robić i co tak naprawdę powinnam robić. Ciężko oczekiwać po 16-latku takiej pewności, bo sama pamiętam, jak w tym wieku marzyłam o dziennikarstwie, 3 lata później o dekoracji wnętrz i po drodze miałam wiele innych szalonych planów. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby ktoś pozwalał mi te wszystkie pomysły realizowac na bieżąco ;) Dziś zawodowo robię rzeczy ścisle związane z matematyką, której nawet nie zdawałam na maturze, bo nie czułam takiej potrzeby i był to dla mnie przedmiot zbędny w tamtych czasach. Wiec rezygnacja z… Czytaj więcej »

Iwona Wardal
Gość
Iwona Wardal

Juti, widzisz – na tym polega właśnie PRAWDZIWA edukacja – na uczeniu się rzeczy przydatnych i ciekawych! Gdybyś na chemii mieszała kosmetyki – dzisiaj te wszystkie informacje miałabyś w małym palcu i nie musiała szukać. Skoro jednak uczyłaś się ich i NICZEGO NIE PAMIĘTASZ, to chyba oczywistym jest, że zmarnowano Twój czas – niezależnie od tego, jak przydatne i ciekawe były rzeczy, których Cię uczono, one były dla Ciebie bezużyteczne i Twój mózg się ich pozbył… Oczywiście, doskonałą sytuacją byłoby, by każdy miał wiedze ogólną z każdej dziedziny, jednak praktyka pokazuje, że jest to absolutnie nieosiągalne. Stąd moje zainteresowanie edukacją… Czytaj więcej »

Ogrodnik Roku
Gość

Ja też nie poślę syna na studia, to on sam musi zadecydować. Z drugiej strony obecny system jest wynikiem ewolucji edukacji, która trwała kilkaset lat. Ja tam nie miałbym nic przeciwko kształceniu klasycznemu, gdzie uczniowie na blachę wkuwają tony wierszy po łacinie i grece. Taka edukacja też była o niebo lepsza od tego co jest teraz.

Study4U
Gość

Chociaż polski system kształcenia pozostawia wiele do życzenia, a uczelnie polskie pozostają zdecydowanie poza rankingiem prestiżowych światowych uczelni to mimo wszystko z „dziecka” kaleki nie można robić. 19 letni młody człowiek swój rozum zdecydowanie posiada i sam powinien decydować o swoich wyborach. My studiowanie polecamy, w końcu do najfajniejszy czas w życiu!!! http://www.study4u.eu

Agnieszka Stefańska
Gość
Agnieszka Stefańska

Czytając początkowo twój wpis coś we mnie się wzburzyło… że niby jak to studia niepotrzebne?! Jednak gdy dobrnęłam do końca powiem- zgadzam się, masz rację. W Polsce nastała moda na posiadanie studiów w szkole lansu i bansu im. j. daniel`s. W tym przede wszystkim tkwi problem. Ludzie idą na jakieś studia- nieważne jakie, bo będzie mgr i lepsza praca, a jest dokładnie odwrotnie. Brak zaś jest kadry wyspecjalizowanych fachowców w postaci np. techników budownictwa, techników hotelarstwa, czy techników gastronomii, a nawet techników dentystycznych, czy po prostu zwykłych ślusarzy, hydraulików, którzy byliby świetni w tym co robią. Te zawody nie są… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Bardzo ciekawy komentarz, szczególnie, że piszesz go z punktu osoby, która nie tylko ukończyła studia prawnicze, ale jeszcze później podjęła się drugiego kierunku. Wow. Ja oczywiście też nie stanę na drodze moim dzieciom, jeśli zapragną studiować, ale uważam równocześnie, że wyjechać do innego miasta można równie dobrze do pracy i tak samo się rozwinąć, jak wyjeżdżając na uczelnię. Bo tego, że takie opuszczanie rodzinnego gniazda jest wartościowe, to nawet nie próbuję podważyć :)

Sosnowa 11
Gość

Mnie się strasznie nie podoba to, co się dzieje w naszej edukacji. Mamy mnóstwo magistrów pracujących fizycznie a znalezienie dobrego hydraulika graniczy z cudem (myśmy akurat znaleźli i czujemy się, jakby to był Święty Graal co najmniej). Magister się całkiem zdewaluował i jest rzeczą w pewnych kręgach oczywistą, że trzeba robić doktorat, bo przecież magisterium to nic. Ale co tam doktorat, przecież w instytucie wszyscy mają. Trzeba mieć habilitację! Lada moment namnoży nam się głupich niedouczonych profesorów, a tymczasem dobrego elektryka nadal szukam…

Kamil Nowak
Gość

Ja na szczęście po latach poszukiwań i sprawdzeniu kilkunastu ekip remontowych, w końcu trafiłem na takich, którym mogę zaufać. Ale łatwo nie było, więc doskonale wiem o czym mówisz.

Klaudia Machel
Gość
Klaudia Machel

Zwykle sie z Panem zgadzam,ale tu nie…Oczywiscie kazdy robi jak uwaza.Ja studiowalam,i to byly cudowne lata:-)I chocby dlatego chcialabym zeby moja corka ,jesli bedzie chciala,studiowala.Studiowalam pedagogike,z powolania.Studia byly super,nauczylam sie wielu rzeczy,poznalam wiele spojrzen na pedagogike (Maria Montessori to jedna z moich ulubionych postaci).Jesli chodzi o praktyke,rzeczywiscie byla bieda,i powinno byc jej wiecej,ale to nie oznacza ze studia sa be.Poznaje sie mnostwo ludzi ktorzy sa zainteresowani tematem,dyskutuje wiele,no i oprocz tego zyje sie swoim pieknym mlodym zyciem.Ja studia wspominam bardzo dobrze.

Chochlik
Gość
Chochlik

Zależy jak na te studia się spojrzy. Wspomniany lekarz czy prawnik musi mieć papier, żeby praktykować i koniec. Nie przeskoczysz tego i czy chcesz czy nie nie znajdziesz takiego z praktyką,a bez dyplomu ;) Jasne, że na początku nie będzie świetny,ale każdy z nas tak naprawdę uczy się wszystkiego dopiero w pracy, jak zaczyna praktykę. Zresztą nie każdy może mieć przecież prywatny biznes, a teraz patrząc na jakiekolwiek ogłoszenie wymagany jest właśnie papierek z uczelni. Ja po swoich studiach w sumie nie mam czego praktykować, bo nawet nie mam zawodu. Skończyłam bezpieczeństwo wewnętrzne, robiłam to samo co na prawie, a… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Jednak warto spojrzeć na to, że dalej jest spora grupa, która studiuje mieszkając w rodzinnym domu i tych zalet, o których piszesz (które jak najbardziej popiera) po prostu studia im nie gwarantują. W końcu podobnie można powiedzieć o ludziach, którzy wyjechali za pracą.

Chochlik
Gość
Chochlik

Wydaje mi się, że osoby, które mają u siebie uniwerek zwyczajnie idą dodatkowo do pracy ;) Nie muszą się o nic martwić i nie spędzają weekendów na dojazdach do domu. Na pewno nie 100%, ale jakaś część tak zrobi. Mają więc plus, bo zdobywają doświadczenie (jakiekolwiek, już nieważne gdzie pracują), zarabiają i są w trakcie wyrabiania dyplomu. Co do studiów ogólnie jeszcze. Są też osoby, u których dyplom zwyczajnie ustawia ich lepiej na rynku pracy. Mam przykład u siebie w otoczeniu-chłopak koleżanki pracował jako grafik/programista i kasował naprawdę duże sumy. Na tyle, że ma mieszkanie w Krakowie w wieku 24-25… Czytaj więcej »

zdt
Gość
zdt

Okropny tytuł sugerujący, że uzurpujesz sobie prawo do decydowania o życiu dziecka (już dorosłego). Dzieci nie są niczyją własnością. Powinny same decydować, a my rodzice musimy im tylko pokazywać wybory. A, co będzie, jeśli Twoje dziecko zechce pójść na studia?

Kamil Nowak
Gość

Przeczytałaś/łeś cały tekst? Nie? I dlatego dostajesz ban.

Patrycja (Chustodzieciaki)
Gość

Wszystko pięknie, tylko jeśli dziecko zadecyduje, że chce wykonywać zawody, o których wspomniałeś w artykule, np. zawód lekarza czy prawnika (może zawęźmy do adwokata, radcy prawnego, sędziego, komornika), to bez studiów wyższych zwyczajnie nie będzie miało prawa do jego wykonywania, bo tu potrzeba tzw. prawa wykonywania zawodu. O ile więc samą trafia mnie szlag na myśl o tradycyjnej edukacji, o tyle trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że pewnych rzeczy nie przeskoczymy.

Kamil Nowak
Gość

Ale przecież ja napisałem, że w przypadku moich dzieci ja ostatecznie pewnie będę miał mało do powiedzenia, więc tym bardziej nie będę im tego odradzał w takim przypadku :)

Patrycja (Chustodzieciaki)
Gość

Ha ha :-) Ja się domyślam, że im niczego nie będziesz kazał, a nawet jeśli, to jest duże prawdopodobieństwo, że i tak zrobią swoje ;-) Chodziło mi jedynie o zaznaczenie, że są zawody, do których studia są jedyną przepustką – nie do przeskoczenia.

Kalina Latosińska
Gość
Kalina Latosińska

Tak naprawdę studia są dobre wyłącznie wtedy, kiedy uda ci się je spieniężyć, czyli mówiąc krótko – jeśli zwróci ci się ta inwestycja. Każda otrzymana praca jest kwestią przypadku i znalezienia się w dobrym miejscu, we właściwym czasie. Niekoniecznie wiąże się to z największą wiedzą i z najlepszym przygotowaniem kandydata na dane stanowisko.

Kamil Nowak
Gość

A jednak znam co najmniej kilkoro ludzi, którzy poszli się „uczyć” do pracy i wprost powiedzieli, że mogą pracować za niższą stawkę lub nawet za darmo, byleby tylko się nauczyć. I bardzo często byli po 3-6 miesiącach zatrudniani w tej samej firmie, bo tyle czasu wystarczało, aby uzyskali wiedzę i umiejętności potrzebne do wykonywania zawodu, który chcieli wykonywać.

Kalina Latosińska
Gość
Kalina Latosińska

Oczywiście ja tego nie kwestionuję, że są tacy ludzie są i jest to w porządku jeżeli spotkają się z uczciwym pracodawcą (choć właśnie myślę, czy znam kogoś, kto pracowałby za darmo i jakąś taką pustę mam w głowie…). Popieram wszelkie bezpłatne praktyki i staże (a nawet umowy śmieciowe), ale jedynie wtedy, gdy intencje obu stron są partnerskie. Wracając do życiowych wyborów – nigdy nie uda się wszystkiego przewidzieć i najrozsądniej jest nie planować zanadto i nie patrzeć zbyt daleko w przeszłość, również w przypadku studiów, edukacji i naszego życia zawodowego za 10 lat. I jeszcze takie coś: Według mnie w… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Całkowicie się z tymi zawodówkami zgadzam. I strasznie mi się nie podoba jak bardzo one są poniżane, w czasie gdy byle jakie studia, potrafią być traktowane ze zdecydowanie zbyt dużą czcią.

Kalina Latosińska
Gość
Kalina Latosińska

Ministerstwo edukacji o zmienia wizerunku zawodówek mówiło jakiś rok temu. Aby coś w tej kwestii się zmieniło, niestety rząd (przyszły) będzie musiał wziąć się ostro do pracy. Moja znajoma już świetnie odnalazła się w swoim fryzjerskim fachu. W Holandii… :)

Agnieszka
Gość
Agnieszka

A ja bez studiów byłabym nikim. Na studiach nauczyłam się hiszpańskiego i się zainspirowałam. Twój tekst jest dla mnie hmmmmm krzywdzący. Krzywdzący nauczycieli, bo wyobraź sobie, że są też tacy z pasją. A czasem to uczniowie tego nie doceniają. Inny punkt siedzenia

Student
Gość

Ja się z Tobą nie zgodzę – w mojej opinii wystarczy ogarnąć w trakcie studiów jak znaleźć pracę na studiach – to jest podstawowa rzecz, której wielu studentów nie rozumie. Chodzi o to, żeby iść na kierunek, który nas interesuje a potem na studiach w tym kierunku zacząć zdobywać doświadczenie. Do tego nie jesteśmy skazani już na tylko publiczne uniwersytety, zobacz takie wsb.pl czy inne prywatne uczelnie, które też w ciągu ostatnich 10 lat przeszły ogromne przeobrażenie – wydaje mi się, że jest to gdzieś pomijane i wrzucasz wszystkich do jednego worka. Pozdr

Martyna
Gość

Ja myślę, że wszystko zależy od wybranego kierunku studiów. Jeśli faktycznie ktoś chce być lekarzem czy prawnikiem to bez studiów pracy podjąć nie może. Jeśli natomiast uczeń idzie na jakieś pierwsze lepsze studia, które zupełnie go nie interesują to jest to faktycznie strata czasu, bo raczej pewnym jest, że w „wyuczonym” zawodzie pracy niestety nie dostanie. Pozdrawiam!