Dlaczego nie ograniczam moim dzieciom słodyczy? 8 powodów

Tekst oparty na moich osobistych doświadczeniach.

Czy ograniczać dzieciom słodycze?

Wrzuciłem jakiś czas temu na Facebooka informację o tym, że jeśli ktoś ma nadmiar świątecznych słodyczy i nie bardzo jest zainteresowany tym, aby to jego dzieci zjadły wszystko, to zawsze można ich część przekazać dalej, na rzecz jakiejś akcji społecznej. Szczególnie, że w święta jest takich akcji sporo.

Wtedy też zobaczyłem komentarz, że przecież zawsze można dzieciom zabrać te słodycze, wydzielać wedle uznania i problemu nie będzie. Tymczasem ja osobiście staram się nie ograniczać moim dzieciom dostępu do słodyczy i robię coś zamiast tego. Co konkretnie? I czy słusznie? Taką mam nadzieję :)

Abstrahuję w tekście zupełnie od faktu, że można poprosić „darczyńców” o niedawanie słodyczy, bo nie tego ten tekst dotyczy, a oczywiście jest to jedno z dostępnych rozwiązań.

Dodam jeszcze, że jestem świadomy mojego wizerunku jako osoby walczącej z różnymi firmami produkującymi słodkości dla dzieci, ale chciałbym wyjaśnić, że ja nie jestem jakimś skrajnym przeciwnikiem cukru, bo czekoladę uwielbiam, a mleczko w tubce kocham całym sercem. Ja po prostu walczę albo z kłamliwymi reklamami (jak w przypadku Danonków czy Tulleo) albo z podawaniem dzieciom produktów niedostosowanych do wieku (jak niektórzy rodzice postępują w przypadku coli). Moim zdaniem wszystko jest dla ludzi, te produkty również, tak długo jak zachowamy zdrową równowagę.

Przejdźmy więc do tekstu właściwego i odpowiedzi na pytanie: dlaczego nie ograniczam moim dzieciom słodyczy?

1. Nie mają przeciwwskazań zdrowotnych do słodkich rzeczy

Moje dzieci nie są cukrzykami, ani nie mają innych przeciwwskazań przy spożywaniu żadnych innych produktów spożywczych. Nie mają też problemów z wagą czy ze sprawnością fizyczną. Piszę o tym, bo każda sytuacja wymaga indywidualnego traktowania i jeśli by się coś w tym temacie zmieniło, to nasze podejście do słodyczy pewnie też by się zmieniło.

2. Moje dzieci są już dość duże, aby zrozumieć jak działają słodycze

Wcześniej takiej możliwości do końca nie miałem, bo nie dałbym dwulatkowi kontroli nad słodyczami, tak jak nie dałbym mu niektórych zabawek, o których zniszczenie bym się obawiał. Moim zdaniem wiek ma w przypadku dostępu do słodyczy spore znaczenie.

Osobiście uważam, że taki cztero-, pięciolatek jest już na tyle rozumny, że potrafi zrozumieć nie tylko ewidentne walory smakowe słodyczy, ale też ewentualne, niewidoczne od razu szkodliwe konsekwencje ich nadmiaru. Uważam też, że dzięki temu jest on w stanie samodzielnie (może nie tak dobrze jak starsze rodzeństwo, ale chociaż w części) ograniczyć ich spożycie oraz pamiętać, aby jeść coś zdrowego przed i myć zęby po (o ile się mu o tym przypomina od czasu do czasu).

Oczywiście wiek jest podany orientacyjnie. U jednych będzie to wcześniej, u innych później. Jednocześnie warto też pamiętać, że im starsze jest dziecko, tym łatwiej będziemy mu w stanie wytłumaczyć obie strony tego czekoladowego medalu.

3. Posiadanie uczy odpowiedzialności

Moje dzieci mają swoje własne słodycze, tak samo jak mają swoje własne zabawki. Im są starsze, tym mają tych własnych rzeczy więcej.

Dla mnie osobiście, takie przekazywanie pewnej „własności” dzieciom, której jest wraz z wiekiem coraz więcej, jest fundamentem nauki samodzielnego decydowania i odpowiedzialności. Jeśli to rodzic będzie decydował za dziecko, w różnych błahych sprawach, to ono nie będzie potrafiło świadomie podjąć decyzji, gdy rodzica nie będzie. A im jest starsze tym, więcej takich okazji będzie.

Nie mówiąc już o tym, że ograniczenie dostępu do czegokolwiek powoduje często znaczne wyolbrzymianie zalet, co nie służy późniejszej zdroworozsądkowej ocenie.

4. Na co dzień staramy się jeść zdrowo

Ktoś kiedyś powiedział, że jeszcze nikt nie dostał cukrzycy od jednej czekolady czy jeszcze nikt nie oczyścił swojego organizmu po zjedzeniu jednej sałatki i ja osobiście uważam to za święte słowa. Jeśli więc na co dzień odżywiamy się odpowiednio, to te kilka słodyczy raczej nie zniweczy naszej dotychczasowej pracy i obowiązujących zasad żywieniowych w naszej rodzinie.

5. Rozmawiamy w domu o jedzeniu

Rozmawiamy o tym, jak konkretne produkty oddziaływają na nasz organizm i informujemy o tym, co może nam pomagać, a co niekoniecznie i o tym, że w nadmiarze niemal wszystko może być szkodliwe.

W rozmowach (szczególnie na temat oddziaływania słodkości na zęby) pomagał nam odcinek Było Sobie Życie o kubkach smakowych i o zębach, dostępny tutaj (chociaż niestety obecnie jest on obcięty o połowę, ze względu chyba na prawa autorskie). Nasze dzieci bardzo polubiły też książkę Przekroje. Warzywa i owoce, co do której byłem na początku sceptyczny, bo jej forma jest niecodzienna, ale muszę przyznać, że jest to chyba obecnie jedna z lepszych pozycji dla dzieci, opisująca co siedzi w popularnych warzywach i owocach.

Niemniej cały czas w tym rozmowach opieramy się na wskazówkach i radach, a nie na nakazach. I może nie zawsze to działa, ale jednak im dzieci są starsze, tym mniej takich rozmów musimy odbywać.

6. Podsuwamy dzieciom zdrowe jedzenie

Możecie mi zarzucić, że nie mam racji, bo badań na potwierdzenie tego nie mam żadnych, ale mimo wszystko uważam, że większość dzieci ma w sobie coś z lenia :) I jeśli podsunie się im na talerzyku, podczas zabawy, jakieś marchewki, jabłka, kiwi czy banany, to one je „wsuną” i nawet nie będą myślały o słodyczach. A nawet jak pomyślą, to czasami jednak ten wewnętrzny „leń” wygra i tak zjedzą to, co na talerzu. Prewencja rządzi :)

7. Widziałem skutki ograniczania słodyczy u innych dzieci

Oczywiście nie dotyczy to wszystkich dzieci, bo i moje czasami się tak zachowują (im młodsze tym większa szansa na to), ale jednak zauważalna jest tendencja do tego, że dzieci z domów, w których ogranicza się słodycze (szczególnie, gdy pomija się punkt piąty), gdy tylko są poza wpływem rodziców – jedzą co im tylko wpadnie w ręce. A takich sytuacji naprawdę jest sporo, szczególnie jak mamy starsze dzieci (wyjścia do kolegów, urodziny, wyjazdy na kolonie itp.). Dlatego też ja preferuję naukę samokontroli w warunkach domowych.

No i ostatni punkt, niemniej ważny niż pozostałe:

8. Bo nawet jak się napchają i będą je bolały brzuchy, to z tego?

No właśnie. Co z tego? Jak byłem mały, to raz się tak najadłem, że zwróciłem wszystko i było mi źle przez cały następny dzień. Pamiętam to do dziś, nauczkę mam, więc raczej nic strasznego się stało. Wiem, że nie powinienem na podstawie własnego przypadku tworzyć jakichś reguł dla całego świata, ale wydaje mi się, że najgorszą konsekwencją takiego działania, będą wymioty i ważna życiowa lekcja.

Nie mówiąc już o tym, że jak któreś dziecko zje swoje wszystkie słodycze od razu (czy po prostu szybciej niż rodzeństwo), to później nie będzie ich miało, co jak wiem już nawet po moim czterolatku – bardzo dobrze działa na wyobraźnie i wystarczy jedna, może dwie takie sytuacje, żeby dziecko nauczyło się szanować słodycze i rozsądnie nimi gospodarować :)

To ograniczać czy nie?

Nie mam tutaj jasnej odpowiedzi czy złotej zasady, bo wszystko zależy od konkretnego przypadku. Niemniej jeśli miałbym dać jakąś radę osobie szukającej odpowiedzi na to pytanie, to doradziłbym, że im starsze mamy dziecko, tym więcej powinniśmy mu dawać wolności wyboru. Nawet jeśli doprowadzi to do „paru” błędnych wyborów, to moim zdaniem lepiej, aby te błędy pojawiły się w bezpiecznym domu, z rodzicami w pobliżu, niż gdyby miały się ujawnić gdzieś, gdzie niekoniecznie będzie miało takie wsparcie. W końcu nie będziemy mogli całe życie chronić dziecka przed nim samym – wtedy też dziecko musi być gotowe przejąć na siebie ten obowiązek.

Prawa do zdjęcia należą do John.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

34
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
25 Comment authors
MamaAnnaPyszne KrówkiLucyna TörökKamil Nowak Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dominik z Rodzinne porachunki
Gość

Kamil, Lubię Twoje wpisy, bo dają sporo do myślenia. Jestem zwolennikiem „pilnowania słodyczy”. Raczej wydzielam moim dzieciom dzienną dawkę słodkości, niż zostawiam to do ich własnej decyzji. To dlatego, że młodszy syn ma 1,5 roku i mógłby pochłonąć każdą ilość cukierków. Z kolei starszy, choć nie jest zainteresowany przesadnie słodyczami, za każdym razem gdy widzi jak młodszy wsuwa kolejne słodycze, zaczyna domagać się swojej porcji :-) Ważne w polityce słodyczowej jest edukacja i dobry przykład. Nie może być tak, ze zakazujemy słodyczy, a sami się nimi objadamy. Książkę już zamówiliśmy, bo sporo rozmawiamy o warzywach i owocach, ale kwestie witamin… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Ja też do pewnego momentu byłem zwolennikiem pilnowania – ale jak dzieci podrosły, to zmieniłem podejście. Myślę, że ciężko jest też mieć inną politykę dla starszego dziecka, a inną dla młodszego (wykonalne, ale ciężkie), więc pewnie dlatego też czekałem z jej wprowadzeniem do momentu, aż najmłodszy będzie już wcale nie taki młody :)

Okiem Alexa
Gość
Okiem Alexa

Zdecydowanie się zgadzam! Nie raz widuje jak dzieci, którym ogranicza się słodycze gdy tylko spuści się je z oka rzucają się na nie i zjadają wszystko bez opamiętania!

anjanka
Gość

dokładnie o to chodzi! Wszyscy się dziwią, że moje dzieci nie piją coli, ani nic gazowanego. Juz na całą rodzinę jest sławne córki „nie, dzientuje, proszę wodę”. Jak ktoś mi się pyta jak to osiągnęłam, że nie piją gazowanego odpowiadam „pozwalam im”. Na tym to u nas polega. Cola ich nie podnieca, soki też nie. ewentualnie wypiją domowe, ale to głownie syn czasem poprosi. Jednak najczęściej piją wodę, bo chcą, nie zmuszam. Tak samo ze słodyczami. Są dni, że by byli w stanie zjeść całą paczkę ptasiego mleka, ale wystarczy, że powiem, ze będą bolały brzuchy i że jutro tez… Czytaj więcej »

Matka Debiutująca
Gość

Tak, masz chyba absolutną rację.I to co piszesz – rozmowa ze starszymi na temat skutków niezdrowego jedzenia – bo to nie tylko próchnica i otyłość, ale i mniej energii, większa apatia itd. U nas na razie raczej gospodarka rozdzielcza, ale pod tytułem np. nie kupię ci dzisiaj drugiego lizaka, bo czeka na ciebie niezjedzony pierwszy w domu. Albo „miałaś już żelki to mambę zostawmy sobie na jutro”. I nie widzę by się jakoś rzucała na słodycze gdy w gościach, tyle ze ona ze słodyczy to najchetniej paluszki, czekolady nie może, ciastek nie lubi. Bidne to moje dziecko ;)

calareszta.pl
Gość

Dotychczas ograniczałam, ale dzieci są coraz większe i widzę, że już jesteśmy na etapie, kiedy można im bardziej w tym temacie zaufać. Nawyki mają dobre, piją wodę i chętnie jedzą zdrowe jedzenie, więc od Świąt mam zamiar rozpocząć nowy etap. Ciekawe jak mi pójdzie. Pewnie nie obędzie się bez wpadek typu bolące brzuchy, ale to też lekcja. Sama mam takich kilka ze swojego dzieciństwa.

Kamil Nowak
Gość

Mi wystarczyła jedna taka lekcja, a moje dzieci jeszcze takiej chyba nie zaliczyły, więc może Twoim też się uda :)

Monika Kilijańska
Gość

U nas jeszcze nie czas, a poza tym mam alergika i ogólnie mniej wolno. Jak zrozumie kwestię swojej alergii to i zrozumie, ze cukru z cukiernicy nie trzeba wyjadać do ostatniego kryształka.

mówię co myślę
Gość

Moje dzieci są duże ale nigdy nie starałam się w jakiś drastyczny sposób niczego ograniczać słodyczy, tak jak i wielu innych rzeczy. Oczywiście jakieś tam ograniczenia zawsze miały ale nie na siłę i nie jakoś drastycznie. Uczyłam je po prostu „rozumieć to co robią”.

Kamil Nowak
Gość

Uczyłam je po prostu „rozumieć to co robią” – bardzo celnie to ujęłaś :)

mówię co myślę
Gość

Bo zauważyłam, że niektórzy narzekają na dzieci ale właściwie sami nie wiedzą czego chcą od swoich pociech. Jeśli rodzice nie wiedzą czego chcą, to i dzieci są „wygłupione” – nie mają pojęcia jak postępować. A ograniczenie to w zasadzie używanie psychicznej siły i oczekiwanie aż ta zadziała. Ale dzieci to nie marionetki, tylko trochę mniejsi ludzie. Nic więc dziwnego, że odpłacają późnij rodzicom w podobny sposób, skoro zostały nauczone, że właśnie tak mają postępować a nie inaczej. Przy wielu ograniczeniach dzieci nie czują potrzeby rozmowy, a jedynie uważają, ze mogą po prostu „chcieć” i że mają do tego prawo, skoro… Czytaj więcej »

Martyna
Gość
Martyna

Ja – zdecydowana przeciwniczka dawania dzieciom słodyczy – byłam troszkę w szoku czytając tytuł. Ale jak zwykle treść okazała się ciekawa i dająca do myślenia. Ja sama wiem, że gdy byłam dzieckiem dotyczył mnie punkt 7) – w gościach, gdy na stole stały słodycze zachowywałam się jak spuszczona z łańcucha :P
Na razie moje Szkraby mają 1,5 roku i 3 latka, więc jeszcze im trochę „poskneruję” słodyczy, ale niedługo.. kto wie;)

Głosujemy, głosujemy!!! :)

Marta
Gość
Marta

Kiedy bylam dzieckiem pojechalam na wakacje do rodziny. Nie pilnowano tam rygorystycznie jedzenia, „bo wakacje”. Przez jeden dzien jadlam same slodycze i nie wiem nawet czy ktos to zauwazyl, ale nastepnego dnia obudzilam sie tak glodna, ze az bylo mi slabo. Marzylam zeby dostac cos normalnego do jedzenia a wtedy dostalam… pączka! ;) zjadlam go z zoladkiem podchodzacym do gardla i do dzis pamietam, zeby w ciagu dnia zjesc przynajmniej jeden dobry posilek ;) Drugi przyklad: moja mama nigdy nie kupowala nam chipsow. Czasem zabierala do kfc, na pizze czy inne frytki ale nigdy nie kupila chipsow. Kiedy juz mialam… Czytaj więcej »

Ania Abakercja
Gość

najważniejsze są zdrowe nawyki panujące w domu, dawanie dobrego przykładu i rozmawianie z dziećmi o zdrowej diecie. o ile 4-6 latka można upilnować, to już 7-8 letnie dziecko jak będzie chciało to sobie załatwi dostęp do słodyczy. nie chodzi o to, żeby dziecku wydzielać, pilnować je i kontrolować, tylko żeby nauczyć je umiaru i właściwych nawyków. też myślę, że z ograniczania jest więcej szkody niż pożytku. w końcu zakazany owoc najbardziej kusi. no i wszystko jest dla ludzi. jeżeli sami uwielbiamy słodycze i wiemy jak ogromną potrafią sprawić przyjemność, jakim prawem odmawiamy tego dziecku. tak samo jak uważam, że zabieranie… Czytaj więcej »

Mamifinka
Gość
Mamifinka

Moja postawa względem dawania słodyczy na dzień dzisiejszy jest jasna, u Nas w domu ich nie ma, nie ma batonikow, żelków, gum rozpuszczalnych, nie uważam że wprowadzanie słodyczy jest kolejnym etapem żywieniowych w diecie dziecka.Gdzieś przeczytałam, że te podstawowe nawyki żywieniowe ksztaltują się u dziecka do 3 roku życia, czy tak jest nie wiem…Jednakże wiem jedno na pewno, że Nasze córki będą się stykać ze słodyczami na każdym kroku, szczególnie starsza, która pójdzie niebawem do przedszkola, wierzę jednak że jeżeli będzie je probować to z umiarem. My jej nie zakazujemy, lecz jej nie dajemy, ma świadomość, że istnieją lizaczki, cukierki… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Rocznemu dziecku słodycze zdecydowanie nie są potrzebne do szczęścia.

Mamifinka
Gość
Mamifinka

Ten przykład z żelkami oczywiście z życia, moja koleżanka dawała swojej corce.

Justa
Gość

Generalnie podoba mi się podejście, że żeby czegoś nie robić (nie jeść nadmiaru słodyczy) trzeba rozumieć dlaczego, że zjedzenie słodkiego od czasu do czasu nie wpłynie negatywnie na nasze zdrowie. Tylko pytanie ile to jest „od czasu do czasu” Ja np widzę problem w codziennym jedzeniu słodyczy (nawet jeśli jemy zdrowo) bo tworzy się nawyk. A my staramy się unikać rzeczy niezdrowych zarówno tych dla ciała, jak i dla ducha. Więc w ogóle nie kupujemy słodyczy sklepowych. Ale rozumiem doskonale potrzebę osłodzenia życia, małych przyjemności itd itp, dlatego na codzień robię zdrowe zastępniki, a naprawdę można zdziałac cuda. Moje dzieci… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Znam jednego mężczyznę (już po 50) u którego w domu mama dosłownie trzymała pieczę nad jedzeniem bo było zamknięte w spiżarce i udzielała go tylko na posiłki i tylko tyle, ile miało jej zdaniem być (co nie znaczy, że było mało – wręcz przeciwnie!). Jaki jest tego efekt? Żadne z domowników (może za wyjątkiem owej mamy) nie potrafi powstrzymać się od jedzenia – po prostu je z nudów i tyle ile jest! Serio! Zupa nie ma prawa zostać do dnia następnego a owoce są zjadane do końca – jeśli jest kilogram pomarańczy to jest cały zjedzony. Bez myślenia, że można… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Bardzo wielu ludzi znam, którzy wyszli z takich domów i niestety na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć tych wszystkich, którzy coś osiągnęli. Większość ma właśnie takie nastawienie, że „daj mi”, „zrób to” i „wszyscy dookoła są winni”. Nic ja, wszystko oni. Zero chęci do zmiany siebie, mnóstwo chęci do zmiany wszystkich innych. Masakra.

Anna
Gość
Anna

Na szczęście dzieci wychowywała właściwie żona (bo on ma zero chęci do wszystkiego) i one już są inne – czegoś chcą, do czegoś dążą, coś chcą zmienić na lepsze. I choć bez błędów się nie obyło to jednak są to ich błędy i nauczki na przyszłość :-)

mono
Gość
mono

Trochę tak mam, jeśli chodzi o jedzenie. W ogóle ten artykuł mocno odnosi się do mojego dzieciństwa. Zero kontroli nad tym, co jem – wszystko wyznaczała matka, nie tylko słodycze ale każdy inny posiłek, czy byłam głodna czy nie, miałam z góry wyznaczoną porcję i miała zniknąć cała (zazwyczaj było za dużo). Słodycze były trzymane pod kluczem, tylko w soboty i tylko w ilości wyznaczonej przez matke (jej zasada soboty nie dotyczyła). No i generalnie o innych materialnych sprawach (pieniądzach, ubraniach, zabawkach) też nie mogłam decydować. W efekcie jak już poszłam na studia to ani nie umiałam gospodarować pieniędzmi, kupować… Czytaj więcej »

TATI BEBY I BEBA
Gość
TATI BEBY I BEBA

Tylko mam pytanie, co dziś jest zdrowe?

zoska
Gość
zoska

Ale to jak z tym ograniczeniem jest w końcu? Z jednej strony pisze Pan o nieograniczaniu, a z drugiej jak dziecko zje wszystkie to mu się skończą. Czyli mają jednak pewien ograniczony zbiór słodyczy ;). Nie żebym się czepiała, ale dla mnie takie niedopowiedzenia są istotne, bo sama jeszcze jestem przed takimi doświadczeniami (czyli dziećmi). Jak to wygląda bardziej w szczegółach?

wolvverinepld
Gość
wolvverinepld

Apropo punktu 1 i 5 to zapomina autor o największym zagrożeniu ze strony słodyczy, cukrów prostych (dodawanych praktycznie wszędzie , nawet szynka jest z cukrem, a większośc produktów zawiera: syrop glukozowo-fruktozowy, fruktozę, dekstrozę/glukozę, sacharozę, itd), a mianowicie o INSULINOOPORNOŚCI powodowanej przez te cukry. To własnie jest największym zagrozeniem. Druga sprawa , większośc dzieci dopóki sa dziecmi i organizm ustawiony jest głównie na anabolizm nie ma problemów z waga o ile nie przekarmia ich się i nie funduje nadmiaru kalorii, efekty jednak spozycia cukrów prostych pojawiaja sie potem około 20-25-30 roku życia gdy zwalniać zaczyna metabolizm, wtedy też insulinooporność która dziecko… Czytaj więcej »

yennefer125
Gość
yennefer125

no właśnie, powiedzmy sobie jasno- cukier szkodzi. Smaczny, przyjemnie się je, ale jednak szkodzi. Ja sama uwielbiam słodycze, wiem, jak cięzko bez nich, tym bardziej mam nadzieję, ze mój synek nie będzie się za nie łapał za wszelką cenę :( Niestety ta epidemia cukrzycy typu 2 to efekt dobrobytu i wszędobylskiego CUKRU.
Oczywiście nie jestem za zabranianiem wszystkiego, ale ograniczanie cukru w diecie dziecka to praca nad jego zdrowiem.
Dlaczego uważa się że karmienie piersią to inwestycja w zdrowie dziecka na lata, a ograniczanie mu cukru to już psucie dzieciństwa?

Kamil Nowak
Gość

Nie chodzi o to, żeby dzieciom pozwolić spożywać cukier w nieograniczonych ilościach, ale by nie ograniczać im słodyczy całkowicie. Niech wiedzą co to jest i niech wiedzą jak z tego, w zdroworozsądkowy sposób, korzystać.

Lucyna Radziej
Gość
Lucyna Radziej

Bardzo dla mnie rozsądne podejście. Zgadzam się z kazdym punktem i tym,ze dziecko musi się w odpowiednim czasie nauczyc gospodarowac swoimi dobrociami i tym,ze jak przesadzi 1 dnia to na własnym przykładzie nauczy sie,ze lepiej zjeśc mniej.I to,ze jak ma je na własne gospodarowanie i może po nie siegnąc a normalnie odżywia się czyli je śniadanie,obiad,kolacje to bedzie sięgało po słodycz nie tak łapczywie ani często jak wtedy kiedy są one zakazane czy wydzielane.Moje dzieci tez nie miały ograniczanych słodyczy- w sensie zamykania i wydzielania,a tabliczka czekolady potrafiły się podzielic z rodzicami i same zjeśc jednego dnia 3 kostki innego… Czytaj więcej »

Lucyna Török
Gość
Lucyna Török

Bardzo spodobał mi się ten tekst, uważam podobnie, choć spotykam się często z krytyką rodziny czy znajomych: „jak to daję dziecku kinderki???przecież to sztuczne, zabronione, złeeee”. Mój synek ma 2 latka, w naturalny sposób interesuje się, chyba jak każde dziecko, tym co jedzą dorośli i uważam, że skoro dziecko widzi tatę pałaszującego chipsy to niedobrze jest odganiać go i dawać marchewkę do gryzienia „zamiast”, dostaje wtedy po prostu chipsa do spróbowania. Jeśli wujek na Wielkanoc da dziecku czekoladowego zajączka to jest to zajączek dziecka, może go zjeść. U nas generalnie je się zdrowo, większość jedzenia przygotowuję sama, jestem z tych… Czytaj więcej »

Sabina Iwaszkiewicz
Gość
Sabina Iwaszkiewicz

Witaj, od dłuższego czasu śledzę Twój Blog z radością :-) wpisy są wspaniałe i rady świetne. Dziś trafiłam na wpis na blogu – nie najnowszy ale cenny dot. wydzielania słodyczy… No ja jestem niestety w tej grupie, która wydziela słodycze (zbyt długo aby tłumaczyć jak do tego doszło :-) i widzie teraz problem, że dzieciaki reagują na nie jakby miały dostać jakiś skarb. Spodobał mi się Twój pomysł, aby każdy miał swoje słodycze (oficjalnie, bo nieoficjalnie 12 letnia córka ma je od dawna :-) – widzę po papierkach od słodyczy, ale piszesz tez o tym, że jeśli dziecko zje je… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

My ogólnie nie kupujemy dzieciom słodyczy niemal w ogóle. Jedyne okazje kiedy dostają, to kiedy ktoś przyjeżdża i akurat coś dla nich ma (oczywiście nie zawsze tak jest) albo kiedy są urodziny, święta itp. Ewentualnie mają swoje kieszonkowe, więc mogą sobie sami kupić. Także kiedy mam na myśli, że nie dostaną więcej, to oznacza, że od nas nie dostają wcale i jak coś mają to muszą oszczędzać ;)

Pyszne Krówki
Gość

Bardzo zdrowe podejście w kwestii słodyczy dla dzieci, popieram ; ) Są takie święta jak Dzień Dziecka albo urodziny, ze można pozwolić na chwilę rozkoszy w towarzystwie tradycyjnych krówek ; ) Pozdrawiam całą rodzinkę.

Anna
Gość
Anna

Tu ciasteczko, tam cukierek… Długo nie kupowałam dziecku żadnych słodyczy, a ono potrafiło jeść je codziennie. A to w przedszkolu były urodzinki, a to biszkopty czy herbatniki na podwieczorek. Na plac zabaw notorycznie rodzice przynoszą ciastka, paluszki i chrupki. Obcy ludzie częstowali moje dziecko słodyczami w różnych firmach i instytucjach. O lekarzach dających po wizycie lizaczka nie wspominając.

Ciągle panuje przekonanie, że dawanie dzieciom słodyczy ucieszy dziecko i rodzica. Nikt nie pomyśli, że dając dziecku kiepskiej jakości słodycze, robi mu krzywdę.

Mama
Gość
Mama

Zgadzam sie w pelni. Najlepiej smakuje zakazany owoc, jesli cos jest dostepne, predzej czy pozniej sie znudzi.