Co zrobić z dziadkami, którzy „wiedzą lepiej” jak wychowywać nasze dzieci?

Sprawdzone sposoby.

dziadkowie

List z pewnym problemem

„Na wstępie dziękuję za całą Twoją pracę i wiele artykułów=inspiratorów naszych dyskusji, moich z mężem; tematów, które skłoniły do refleksji. Pozwalam sobie napisać, gdyż mam problem z moją mamą (babcią dziecka) i pomyślałam, że może nada się na wpis :) i może będzie Pan umiał „podpowiedzieć” rozwiązanie.

Mieszkamy daleko od siebie i nie widzimy się często, ale jak już się widzimy…

Zdarzają się sytuacje, w których ja mówię dziecku „nie”, a moja mama „tak”. Np. prosiłam ją, by nie częstowała go czekoladą, jak przyjeżdżamy na obiad, a już na pewno nie w drzwiach na początku wizyty, bo tego obiadu nie zje…, a ona uparcie od progu wita go słodyczami… Proszę ponownie, a ona nic… że przecież dziecku czekolada nie zaszkodzi (ja mam inne zdanie). Wiele jest sytuacji tego typu, gdzie ona jest świadoma tego, jakie jest stanowisko, moje i męża, a i tak nie szanuje naszych reguł i stawia nas w niezręcznej sytuacji jest sporo. Przy stole, przy ubieraniu…

Syn ma 2,5 roku. Czasem się buntuje i potrzebuje wyjaśnienia słuszności danego postępowania. Jak sama, bez niej, mu tłumaczę, dlaczego decydujemy się np. zwrócić zabawkę dziecku w piaskownicy, nim pójdziemy do domu, to zawsze wychodzimy z małych kłopotów bez łez i bez stresu. Z nią w pobliżu nigdy nie wiadomo.

Pytałam bliskich koleżanek. Mają podobne problemy, tym bardziej, ze mieszkają z mamami czy teściowymi. Nasi rodzice przy dzieciach stawiają nas w sytuacjach, gdzie my mówimy jedno, a oni drugie; gdzie wręcz przy dzieciach nas upominają. Jak przetłumaczyć własnym rodzicom, że mogą z nami dyskutować, ale nie przy dzieciach, a ustalonych reguł nie powinni łamać, że to my mamy głos decyzyjny.

Nie wiem, czy udało mi się nakreślić problem (ale się starałam). Lezy mi on na sercu, gdyż moje „uprzejme” rozmowy z mamą nic nie dają. Ustalamy jedno (czasem i jej uwagi czy spostrzeżenia są okey), ale ona i tak wie swoje.

Pozdrawiam i dziękuję raz jeszcze :) za cierpliwość :)”

Kto się z tym nie spotkał?

To nie jest pierwszy list, który dostałem z zapytaniem o to jak sobie radzić z dziadkami, którzy zaczynają wchodzić na nieswój teren. Zresztą nie będę ukrywał, że sam miałem chwilowe problemy podobnego rodzaju i w zasadzie chyba każdy, kto utrzymuje kontakty z dziadkami, spotkał się z tym chociaż raz.  Jak sobie z tym poradzić? Czy jest cokolwiek co możemy zrobić, żeby utrzymać kontakt z naszymi rodzicami i jednocześnie nie znaleźć się w roli ofiary, która jedynie potulnie kiwa głową i nie ma nic do powiedzenia?

Ustalenie granic

Na początku musimy między sobą (jako rodzice) ustalić granice ostateczne, których nie pozwolimy dziadkom przekroczyć, chociażby się waliło i paliło. U nas na przykład taką granicą jest podniesienie ręki na dziecko (co na szczęście nigdy nie miało miejsca). U moich znajomych jest to z drugiej strony podawanie słodyczy opartych na mleku, dziecku z silną alergią na nie (nie uwierzycie ilu krewnych uważa, że przecież od czekolady jeszcze nikomu się nic nie stało i o mały włos nie wysyłają dziecka na ostry dyżur). I kiedy już ustalimy takie reguły, przekazujemy je dziadkom i trzymamy się ich bez wyjątków. A jeśli dziadkowie przekroczą wyznaczone linie? Zabieramy dzieci i wychodzimy. Po prostu. I jeszcze trzaskamy drzwiami, żeby mieć pewność, że wiadomość dotarła. Nawet jeśli wyjście jest tylko metaforyczne i tak naprawdę wychodzimy do drugiego pokoju, to innego sposobu nie widzę. Ochrona naszych dzieci przez niebezpiecznymi wpływami, jest jednym z naszych głównych zadań.

Skazani na dziadków?

Jeśli natomiast mieszkamy z dziadkami, którzy opiekują się w trakcie dnia naszymi dziećmi i jednocześnie przekraczają owe ostateczne granice, to niestety nie widzę innej opcji niż przeprowadzka. To oczywiste, że nie są oni (nie ubliżając nikomu) w pełni władz umysłowych, bo dosłownie każdego dnia ryzykują zdrowiem naszego dziecka (czy to podnosząc na nie rękę czy też podając mu czekoladki, na które jest uczulone).

Samopas

Na szczęście przekraczanie takich ostatecznych granic to raczej wyjątkowe sytuacje. Dużo częściej zdarzają się mniejsze „wykroczenia”, typu puszczanie dużej ilości bajek, granie całymi dniami na komputerze czy też faszerowanie słodyczami w ilościach ogromnych. Na to na szczęście jest znacznie łatwiejszy sposób, niż wychodzenie i trzaskanie drzwiami, tudzież wyprowadzka. W przypadku tych lżejszych „wykroczeń”, wystarczy pozostawić swoje dziecko u dziadków na kilka dni. Poważnie. Wystarczy kilka dni (a najczęściej nawet jeden dzień), w którym dziecko pobudzone cukrem i elektroniką da dziadkom popalić, żeby zrozumieli to, co my próbowaliśmy im od lat powiedzieć i bardzo szybko wprowadzą swoje limity. Obiecuję.

Ludzie najlepiej uczą się na własnych błędach, czego my sami jesteśmy najlepszym przykładem, bo przecież ilu z nas słuchało kiedyś wszystkich rodzicielskich rad? No właśnie :) Historia zatacza koło nawet w tym przypadku :)

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania lub własne historie dotyczące tego jak sobie radzić z dziadkami, to zapraszam do komentowania.

 Prawa do zdjęcia należą do Nick.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

62
Dodaj komentarz

avatar
20 Comment threads
42 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
25 Comment authors
Urszula KuśmierczykAgnieszka CiecierskaKamil NowakGrzegorz AnuszkiewiczEwa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nasze Kluski
Gość

Łatwo nie jest. U nas czasami jest problem z teściami, bo u nich zawsze strasznie dużo komunikatów na raz powstaje, o wielu zapominają z czasem i ogólnie jest jeden wielki chaos. Mnie po wizycie często boli głowa. Klusek kilka razy wrócił taki trochę zdziczały od nich. Ale jak mówię – nie dziwie się. Oni inaczej nie umieją niestety. Z resztą, myślę, że nie moja rola ich wychowywać. Staram się tylko reagować w sytuacji, kiedy już Klusek naprawdę nie wyrabia emocjonalnie i nie wie kogo słuchać. Zabieram do oddzielnego pokoju, chwila rozmowy i mu przechodzi i znów ma siłę, żeby wejść… Czytaj więcej »

Aneta Błąd
Gość
Aneta Błąd

Przyłapałam kiedyś teściową jak pozwalała mojemu kilkunastomiesięcznemu synkowi chodzić po stole w kuchni. Powiedziałam jej że krzywdzi go w ten sposób bo jak mały wróci do domu to my jako rodzice mu na to nie pozwolimy i będzie sfrustrowany. Zadziałało. Teraz często kieruje się tym argumentem. W kwestii słodyczy tesciowie są bardziej oporni na racjonalne argumenty i tutaj pomagają juz tylko awantury. Drastyczne ale skuteczne.

Blog Ojciec
Gość

Dla dziecka też istotne jest zobaczenie, że na świecie są inni ludzie, którzy się inaczej zachowują. Dzięki temu mogą zacząć bardziej doceniać to, co mają w domu :)

Sosnowa 11
Gość

Z własnego doświadczenia wiem, że w porównaniu z pradziadkami dziadkowie to bardzo rozsądne istoty. Ileż na miałam kłótni – przy dzieciach – że przecież ja wiem, że oni mają racje a sprzeciwiam się tylko przez przekorę, albo złośliwość. Wciąż się wkurzam na samą myśl.

Blog Ojciec
Gość

Oj potwierdzam. Wszystko zależy od konkretnego przypadku, ale pradziadkom coś przetłumaczyć to jest wyzwanie na skale rozwiązania Enigmy.

Domi
Gość
Domi

Oj, skad ja to znam. :) U nas to troche mamy napieta sytuacje czasem, poniewaz mieszkamy za granica wiec wizyty nie sa czeste ale jesli juz to zostajemy na ten tydzien lub dwa u mojej mamy i sie zaczyna rozpieszczanie naszego 4 latka; albo babcia odwiedza u nas i to samo. Musze przyznac,ze nasz syn uwielbia swoja babcie i zawsze sie rozwija i jest taki szczesliwy jak sie z nia widzi co utrudnia mi stwarzanie regul.

Blog Ojciec
Gość

Akurat w Twoim przypadku, myślę że nie ma tragedii, bo jednak wizyty są (jak sama piszesz) rzadkie. Więc nie sądzę, że masz się czego obawiać ;)

Matka Debiutująca
Gość

Och. Jest to temat który mocno mocno siedzi mi w głowie i zaważył na stosunkach z teściową (dziadki mieszkają prawie stówę km od nas). Ja uważam, że zasady rodziców to rzecz święta, chyba że są obiektywnie głupotą. Co u nas stało się największą kością niezgody? Podanie starszej suplementów diety bez mojej zgody a raczej mimo moich wcześniejszych zapowiedzi i wyraźnie artykułowanych próśb że na tym etapie i zgodnie z zaleceniami pediatry jest to niewskazane/niepotrzebne. Wystarczyło, ze zostawiłam na dwa dni dziecko z mężem i dziadkami a po powrocie zastałam dwie czy trzy otwarte buteleczki. Wewnętrznie trafiła mnie kurwica, zewnętrznie jak… Czytaj więcej »

moniowiec .
Gość

Znam to. Na info że jadę z małą do szpitala (silna alergia) otrzymałam informację zwrotną „poszłabyś z nią w końcu do lekarza”. Czasem wydaje mi się, ze rodzice słyszą co chcą usłyszeć i tyle.

Ika
Gość
Ika

Sory, ale to mąż zawalił sprawę.

Matka Debiutująca
Gość

Nie twierdzę, że mąż jest bez winy. Z nim rozmowa też została przeprowadzona. Ale główna wina i tak leży po stronie babci. To była jej decyzja by podać i ona to zrobiła, wiedząc jakie mam na to spojrzenie.

Ika
Gość
Ika

Dyskutowałam na ten temat z moim mężem :) I on się nie zgadza ze mną do końca ;) Moje zdanie wynika z założenia, ze tam, gdzie jest rodzic – to on ponosi podstawową odpowiedzialność za dziecko. Dziadkowie, ciocie itd mają dopiero dalsze miejsce no i powinni szanować i respektować decyzje rodziców, nawet jeśli się z nimi nie zgadzają (pomijam ewidentne krzywdzenie dziecka przez rodziców.) Jeśli się nie zgadzają – mogą rozmawiać, argumentować – ale ostatecznie to rodzic odpowiada za dziecko.

Matka Debiutująca
Gość

Wiesz, ja piszę w tym sensie, że w całej sprawie główną winowajczynią, jakkolwiek to brzmi, to zawsze będzie babcia, bo to ona podała, nie ja, nie mąż, nie dziadek. Zgadzam się z tobą, że ostatecznie za dziecko odpowiada rodzic i jego decyzje o ile nie krzywdzące dla dziecka muszą stać na pierwszym miejscu. Dodatkowo tu wchodzi również kwestia dogadania się z samym mężem, bo on też na początku nie widział problemu w tym, ze babcia podaje coś bez mojej zgody. Dopiero potem po rozmowie ogarnął, że nie jest to dobra sytuacja.

Leeni
Gość
Leeni

Trudniej przetłumaczyć w drugą stronę, gdy dziadkowie nie widzą nic złego w krzyku, niedopuszczaniu dziecka do głosu etc. Wizyta raczej ich do zmiany zdania nie przekona…

Blog Ojciec
Gość

W takim razie zalecam brak wizyt.

Zofia Bogusławska
Gość
Zofia Bogusławska

Aj i niestety zgodzić się nie mogę. Mmay w domu zasade „słodycze tylko w niedziele”. Babcia wprowadziła OFICJALNIE zasade ze u niej niedziela jest codziennie. 10 dni na wakacjach z 2 dzieci utwierdziły ją w tym ze to dobre! Wcale nie było efektu „teraz widzisz co sie dzieje jak mu dajesz słodycze”. Co jest ważne? Czasem nie chodzi o przetłumaczenie babci!!! A dziecku. Na wakacjach zjadły. Ale jak idą do babci na dzień czy noc i nie jest to niedziela to po prostu ODMAWIAJĄ. Raz tylko jeden dziecko mi prawie z płaczem w oczach powiedziało ze „mowilem ze nie moge… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

A ja się z Tobą zgodzę, bo nauczenie dzieci podstawowych zasad dbania o własne zdrowie jest zdecydowanie ważniejsze, niż pilnowanie wszystkich dookoła. Jednak to można wprowadzić dopiero od pewnego wieku, bo taki trzylatek raczej się nie da przekonać, że ta czekolada to taka strasznie niezdrowa jest ;)

Zofia Bogusławska
Gość
Zofia Bogusławska

Oj mylisz sie. Mam 3,5 lerltnia corke ktora od roku zna te zasade i sie jej trzyma. Tak samo jak wbilam jej do glowy ze mcdonalds jest niezdrowy i nie tknie z niego w zasadzie nic procz frytek ze dwa rady do roku. ale frytki to ona w kazdej postaci zje. Wiadomo, roczniak wszystko przyjmie. czasem trzeba po prostu przetrwac ten okres ograniczajac jak sie da sytuacje ktore moga wprowadzic takie łamanie regul. poza tym nie zamierzam nigdy dzieciom wmawiac ze czekolada to straszne zlo. bo to nie prawda :p ale umiar, w produktach niezbyt zdrowych – to jest to,… Czytaj więcej »

Urszula Kuśmierczyk
Gość
Urszula Kuśmierczyk

O ile to starsze dziecko, to na pewno lepszy sposób wytłumaczyć dziecku :) bo z maluchem, to już niekoniecznie :)

www.kilkuetatowamama.com
Gość
www.kilkuetatowamama.com

Przeszlam takie sytuacje z pradziadkami a wlasciwie prababciami moich Dzieci. Usilnie probowaly karmic tona czekoladek, pomadek, cukierkow i innych smieci. Nie jestem za totalnym ograniczniem slodyczy, bo to tez przesada tylko w druga strone, ale jak juz mam Im cos dac slodkiego to dobrej jakosci czekolade a nie badziewie. Jednak jak widzialam, ze babcia probowala karmic slodyczami np przed obiadem to tlumaczylam, ze najpierw obiad, ze nie jestem za tym zeby sie obiadaly slodkim, ze potem mam problem z kolacja itd. Dlugo trwalo zanim to doszlo i zrozumialy. Ale jest to jakis sukces. Wydaje mi sie, ze w przypadku z… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Nie zgodzę się, że dziecko powinno mieć kontakt z dziadkami. Tak samo jak są rodzice, którzy nie nadają się do swojej roli, tak samo są dziadkowie, którzy się do niej nie nadają. I nie mają tutaj znaczenia geny.

www.kilkuetatowamama.com
Gość
www.kilkuetatowamama.com

Ja uwazam, ze rodzice i dziadkowie to dwie rozne bajki. Rodzicow sie nie wybiera i jest kontakt non-stop, nie wspominajac o roli wychowawczej, opiekunczej po prostu rodzicielskiej. Dziadkow tez sie nie wybiera ale mozna wybrac pore i dlugosc spotkania. Mozna tez je kontrolowac ale to znaczy, ze rodzic aktywnie przejmuje role ‚moderatora’ spotkania. Zazwyczaj wystarczy rozmowa: jakie sa metody rodzicow, na co pozwalaja, na co nie, jakie sa ich oczekiwania w stosunku do dziadkow. Takie rozmowy sprawiaja trudnosc dla wiekszosci i stad sa problemy. Gdyby wszyscy byli na tyle ‚odwazni’ zeby powiedziec o tym wprost nie byloby takich niekomfortowych sytuacji.… Czytaj więcej »

Marlena | Mamy się
Gość

Chyba to faktycznie problem, bo poproszono mnie o podobny tekst.

Na etapie wniosków i przeżyć własnych – u nas wybrzmiewa zasada: „Rodzice są od wychowania”. Aby nie wchodzić w szczegóły, trzeba zawsze jasno trzymać się swojego stanowiska i być zgodnym w małżeństwie. Działa, choć oczywiście jest to ogromne pole dyskusji i tłumaczenia niemal wszystkiego.

Blog Ojciec
Gość

Małżeńska zgodność jest bardzo istotna, potwierdzam całkowicie.

moniowiec .
Gość

Moi dziadkowie zrozumieli żarłoczność moich dzieci i problem z tym jak jedno z nich objadło się czekolady i potem płakało z zatwardzenia, a drugie wspięło na stół, wysypało cukier z cukiernicy i lizało ze stołu…

Blog Ojciec
Gość

Rozpieszczać to by każdy chciał, ale później są jeszcze konsekwencje.

Urszula Kuśmierczyk
Gość
Urszula Kuśmierczyk

Właśnie… skoro dziadkowie coś zdecydują mimo naszego sprzeciwu, to najlepiej dać je odczuć dziadkom, jeżeli to możliwe :) :-D szybko się nauczą, bo z takimi, to trzeba jak z dziećmi ;-)

calareszta.pl
Gość

Obserwując różne rodziny widzę, że problem jest głównie w braku konsekwencji i nieumiejętności rozmowy. Tak samo jest z teściowymi. Jeśli coś nam nie pasuje, najlepiej z bliskimi porozmawiać. Przytoczyć sensowne argumenty, nie gorzkie żale. Wyjaśnić, wytłumaczyć, pokazać swój punkt widzenia. Taki jest nasz sposób – nie dajemy słodyczy, ponieważ…Nie podnosimy na dzieci ręki, bo…Wyznaczamy granicę, jak dzieciom, jeśli inaczej się nie da. I kategorycznie mówimy – nie będziemy tego tolerować. Jeśli nie działa, to tak jak napisałeś – trzeba podjąć kategoryczne działania. Naszym obowiązkiem jako rodziców jest dbanie o dobro naszych dzieci i ich ochrona, nawet przed dziadkami.

Blog Ojciec
Gość

Dokładnie tak jak napisałaś. W zasadzie te metody na dziadków przypominają bardzo często te metody, które stosujemy z dziećmi, więc przynajmniej mamy w tym trochę doświadczenia :)

Tedi
Gość

U mnie właśnie jest zakaz podawania czegokolwiek z mlekiem (młody ma alergię) i na szczęście do tego i moi rodzice i teściowa się stosują. Niestety nie mogę wymusić na moich rodzicach żeby przestali przy moim dziecku mówić jakim to ja byłam nieznośnym dzieckiem. Synek już jest coraz większy i jak tak dalej pójdzie może przestać mnie przez to szanować. Będę musiała kilka razy chyba trzasnąć drzwiami… :-D. Za to niestety moja koleżanka ma większe kłopoty, bo jej teściowa co chwilę coś wpycha córeczce, a ta jest uczulona na wiele produktów. Efektem są wizyty w szpitalu praktycznie zawsze, gdy dziecko ma… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Mnie tam nie rusza, jak moi rodzice opowiadają historie z mojego dzieciństwa. Byłem jaki byłem i się z tym pogodziłem – raczej autorytetu nie utracę, bo nie zdobyłem go opierając się na własnym dzieciństwie, tylko na czym innym ;) A że w dzieciństwie każdy był lekko szalony i popełniał mnóstwo błędów to tylko pokazuje dzieciom, że ich rodzice też są ludźmi i to takimi samymi jak one.

Agnieszka Ciecierska
Gość
Agnieszka Ciecierska

Nastepnym razem jak coreczka kolezanki sie rozchoruje po wizycie w szpitalu, to niech kolezanka zadzwoni do tesciowej by przyjechala do szpitala, zaplacila za leczenie itp.

moje-waterloo
Gość

Temat stary jak świat i zawsze tak samo aktualny.
Co by Wam tu na pocieszenie… Otóż być może za jakiś czas, powiedzmy króciutkie dwadzieścia lat, usłyszycie od swoich rodziców „dobrze wychowałaś/eś dziecko”. To wiele wynagradza.
Ja usłyszałam. Zaledwie 20 lat, kiedy to codziennie chciałam zamordować ich oboje! Niewarte uwagi ;)

PS Trzymam kciuki. Pamiętajcie, że to Wasi rodzice i przecież bardzo ich kochacie. A oni Was. Tylko ta komunikacja taka trudna.

Blog Ojciec
Gość

Ja myślę, że jednak bardziej byłbym zadowolony, gdybym te słowa usłyszał od własnego dziecka ;)

moje-waterloo
Gość

Aaaa… Bo ja myślałam, że ten akurat post to o rodzicach. Sorry.

Blog Ojciec
Gość

Ten post jest o rodzicach (w sensie dziadkach), ale nie uważam, że byli oni jakimś specjalnym wyznacznikiem tego czy dobrze wychowałem dzieci. I że ich zdanie w tym zakresie ma jakieś wielkie znaczenie.

moje-waterloo
Gość

Przykro mi, że zdanie Twoich rodziców w sprawie wychowania Twoich dzieci nie ma dla Ciebie znaczenia. W końcu są ludźmi, którzy sprowadzili Cię na świat, wychowali i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stali się mniej istotni niż obcy przechodnie. To dość smutne. Ale, widzisz… Okazuje się, że dla większości rodziców zdanie dziadków ma jednak jakieś znaczenie. Gdyby tak nie było, nie zadawaliby Ci pytań, które sprowokowały napisanie tej notki. Gdyby tak nie było, nie szukaliby dróg do wyznaczania granic. Zwyczajnie przestaliby się z dziadkami widywać. Oczywiście rozumiem uciążliwości związane z relacjami międzypokoleniowymi. Warto jednak pamiętać, że nie tylko dzieci… Czytaj więcej »

Cukromania
Gość
Cukromania

U mnie musztra dziadków jest straszna :P Powód? Prosty – syn ma cukrzycę. Nawet nie wiecie jaka moja teściowa jest niezadowolona z faktu, że Wnusio nie może jeść jej ulubionych ciasteczek a na obiedzie nie może mu wrzucić na talerz dodatkowej kluseczki czy kolejnych 10 łyżek sosu. Bo przecież surówki i surowe warzywa biedulek je, żeby dojeść (a wcale tak nie jest). No i jest ciągła walka… „na soku pisze przecież, że jest bez cukru” albo „oj tam przesadzasz, od wafelka w czekoladzie nic mu nie będzie”. Ich upór i zupełny brak akceptacji dla faktu, że dziecko po porostu nie… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Niestety takie rozwiązanie okazuje się czasami najlepsze. Dla dobra dziecka. Dlatego też nie lubię powiedzenia, że dziecko musi mieć kontakt z dziadkami. Jak dziadkowie nie są odpowiedzialni i nie nadają się do swojej roli, to dziecko nie musi mieć z nimi kontaktu. Żadne geny tutaj nic nie zmieniają.

Matka Debiutująca
Gość

Trudno mi się jednak zgodzić, że dziecko nie musi mieć kontaktu z dziadkami. Jak dla mnie, nawet z punktu widzenia dziecka którym byłam, kontakt z dziadkami, spędzanie z nimi czasu jest bardzo cenne. W mojej opinii „przewiny” dziadków musiałyby być potężne, typu przemoc (fizyczna i psychologiczna, również w kierunku rodziców), molestowanie, ewidentne działanie na szkodę dziecka itp. by zakazać kontaktu z wnukami. To ze dziadkowie nie słuchają się np. naszych zaleceń żywieniowych to nie jest taki powód, bo oprócz tego że wepchną w dziecko tony słodyczy czy rozpieszczą zabawkami to w pakiecie dziecko otrzymuje różnorodne często ciekawsze zabawy, mnóstwo czułości,… Czytaj więcej »

Ika
Gość
Ika

Karmienie chorego dziecka tym, czego nie może/nie powinno jeść -jest przemocą. Karmienie nadmierne, zmuszanie do jedzenia – jest przemocą. Dotykanie (nawet przytulanie) wbrew woli dziecka – jest przemocą…

Matka Debiutująca
Gość

Teraz wchodzimy w zakres czym jest przemoc. Nie jestem tutaj specjalistką, ale nie potrafię się zgodzić z tymi przykładami które podajesz. Wydaje mi się, że istotny jest również zamiar wyrządzenia krzywdy, bądź chęć uzyskania konkretnego celu w wyniku zastosowania przemocy. Wedle tego co piszesz również ja regularnie byłabym jej sprawcą, bo czasem przytulam dziecko na siłę (by się uspokoiło), odpycham jej rączki od drapania się (ma AZS), gdy wpadnie histerię zabieram siłą z miejsca gdzie ta histeria się rozpoczęła, by straciła z oczu bodźce które wywołały zdenerwowanie. Jestem za zdrowym rozsądkiem w definiowaniu przemocy.

Ika
Gość
Ika

Jasne, że w pewnym stopniu uogólniłam. Ale trzeba jasno powiedzieć, ze zbyt łatwo nam, dorosłym, przychodzi przedmiotowe potraktowanie dziecka. Nazwanie czegoś (może i dla niektórych brutalnie) przemocą ma nam pomóc uświadomić sobie, ze ten mały bezbronny – to CZŁOWIEK. Ja definiuję przemoc tutaj jako działanie wbrew woli dziecka (jeśli można mówić o woli), jako naruszanie jego granic. Inna sprawa to intencja dorosłego. Czasem muszę coś zrobić, jak w podanym przez Ciebie przykładzie z AZS, choć naruszy to granice dziecka. (Innym przykładem będzie odepchnięcie dziecka, w przypadku gdy na chodnik wjedzie auto itp). Ale jest to usprawiedliwione większym dobrem, czyż nie?… Czytaj więcej »

Matka Debiutująca
Gość

Wiesz, nawet ciężko mi na ten temat dyskutować, bo z jednej strony się zgadzam, patrząc na sprawę czysto teoretycznie, słownikowo, ale z drugiej strony patrząc tak na to to czułabym ciągle wyrzuty, że dziecko otacza przemoc nie tylko z mojej strony ale wszystkich innych. Ja myślę, że trzeba wypośrodkować, w interakcjach z innymi ludźmi rzadko jest miejsce na definiowanie zerojedynkowe, zawsze pewne granice będą łamane. I tak sobie myślę nad przykładami które podajesz, np. przytulanie. Jeśli nie ma podtekstu seksualnego to nie widzę nic złego w tym, ze nawet na siłę przytulę moje dziecko, bo ja mam na to ochotę.… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Amen.

Agnieszka Ciecierska
Gość
Agnieszka Ciecierska

Ja wychowalam sie bez dziadkow z jednej jak i z drugiej strony (pomarli zanim sie urodzilam albo jak bylam malutka ze nawet ich nie pamietam) i jakos bez tego „dobrodziejstwa” zyje, dałam sobie rade, po nauke siegalam sama bo chcialam sie uczyc, duzo ciepla dawala mi moja mama, na tysiac pytan odpowiadal tata…

Urszula Kuśmierczyk
Gość
Urszula Kuśmierczyk

Amen.

patibloguje
Gość

A jak poradzić sobie z dziadkami, którzy sami mnie traktują jak dziecko i NAPRAWDĘ wiedzą lepiej, jak wychować moje dziecko? Zbliża się lato, więc oni już wiedzą, że trzeba kupić małemu sandały, a jak mówię, że do pierwszych kroków ważna jest elastyczna podeszwa, to posądzają mnie o herezje „bo buty muszą być usztywnione”. Wiele innych takich sytuacji się zdarza. Latem chciałabym ich odwiedzić, ale wiem, że wcale nie będą liczyć się z moim zdaniem w takich sprawach, bo uważają, że ja się nie znam. Co robić, jak żyć? Rozmowy nie pomagają – jak wyżej.

Blog Ojciec
Gość

Ja bym polecał skupienie się na dziecku, gdy jedziesz do dziadków. Cały czas bycie obok. Robią coś złego? Reagujesz. Mówią coś złego? Reagujesz. Komentują to, że skupiasz się na dziecku, a nie na nich? Mówisz im, że przynajmniej Ty o swoje dziecko dbasz. Innego wyjścia nie widzę.

Karolina Kafka
Gość
Karolina Kafka

jak pomóc dziecku w nauce??
Język angielski to dla mnie nie tylko język obcy – to moja pasja i miłość, która zajmuje znaczące miejsce w moim życiu od wielu lat. Zapraszam na http://www.sic-egazeta.amu.edu.pl/index.php?t=2737 Jeśli chcesz nauczyć się tego wspaniałego języka angielskiego w sposób inny niż w niejednej szkole językowej… jeśli chcesz płynnie mówić po angielsku
i poznać go w sposób atrakcyjny, nowatorski i ciekawy – zapraszam na angielski konwersacje.

Andżelika
Gość
Andżelika

Takie małe ingerencje ze strony dziadków nie traktowałabym powodem do zerwania kontaktów. Dla mnie jedynie kiedy zagrożone jest zdrowie dziecka to tak kontakt jest wskazany do zerwania. Jednak nie wpadajmy w przesadę dzieci często są bardzo zżyte z dziadkami i nie zachowujmy się jak fanatycy, którzy na każdym kroku patrzą na ręce babci czy dziadka. Często spojrzenie się zmienia kiedy sami zostaniemy babciami, dziadkami

Blog Ojciec
Gość

Nikt nie mówi, żeby zrywać kontakty, gdy dziadkowie dadzą dziecku jedną czekoladkę ;) Raczej chodzi o uporczywe niszczenie więzi między rodzicem czy dzieckiem czy też bezpośrednie narażanie dziecka na utratę zdrowia.

Renata
Gość
Renata

To może jeszcze ja opiszę naszą sytuację z teściową.Jest to kobieta, która ZAWSZE ma racje i która ZAWSZE musi wrzucić swoje 3 grosze. Mam z nią same problemy. Zaczynając od tego, że nie widzi nic złego w tym żeby 9-miesięcznemu dziecku dać landrynka (bo czemu odbieramy mu radość ze słodkości), kawę, czy 5 miesięcznemu np orzechy. Teraz dziecko ma 3,5 roku i babcia kojarzy mu się tylko z zabawką, bo zawsze jak się widzimy to musi mu coś dać. Najczęściej nieodpowiedniego do jego wieku (hitem było ogromne auto na akumulator, z karabinami z przodu, przeznaczone dla dzieci od 5 lat,… Czytaj więcej »

Mama z prądem i pod prąd
Gość
Mama z prądem i pod prąd

Sami dziadkowie z piekła rodem. Ciekawe jakimi my będziemy dziadkami?
Jeżeli dziadkowie nie przewalaja na całego czyli, że dzieciaka nie uszkadza, to myślę, że należy zamknąć oczy i uszy. Oni nie będą dokładnie wychowywać tak jak my chcemy. Tak jak my chcemy to u nas w domu. U dziadków jest inaczej… Dajmy im pożyć…
A jak dzieciak raz i dwa się przezre słodyczy i się zrzyga to sam się nauczy, że nie opychamy się do nieprzytomności…

Agnieszka Ciecierska
Gość
Agnieszka Ciecierska

No ja znam osobiscie taki przypadek gdzie dziadkowie upaśli slodyczami wnuczke ze ta aż rzygala, bolal brzuch itp. To nie pomoglo, nastepnego dnia dalej podkarmiali wnuczke slodyczami mimo kategorycznego zakazu ze strony matki. Wnuczka dalej domagala sie od dziadka cukiereczka a pozniej przyszla do babci po dropsika-3 osoby bedace swiadkiem powiedzialy by babcia nie dawala a tak jak glucha.
A pozniej babcia dziwi sie ze obiadu wnusia nie chciala jesc- wiec przekupstwo „jak zjesz obiad to dam ci dropsika”…
Bledne kolo.

Urszula Kuśmierczyk
Gość
Urszula Kuśmierczyk

nie ma jak to nie potrafiący zdobyć miłość i zaufanie dziadek czy babcia, którzy chcą przekupić dziecko słodyczami, czy zabawką… porażka moim zdaniem, z takimi się nie dyskutuje…

Urszula Kuśmierczyk
Gość
Urszula Kuśmierczyk

nie sądzę… mój się przejadł, nawet wymiotował, ból brzucha, a dzień później jeszcze sam wolał… trzeba jeszcze znać swoje dziecko, bo każde jest inne!

Ewa
Gość
Ewa

A co Pan powie na wszech wiedzącego dziadka któremu po raz setny się powtarza jakie są zasady i ze to my wychowujemy nasze 7 miesięczne dziecko, na co on reaguje ze wychował już dwójkę wnucząt to i trzecie czyli nasze wychowa!!! Tracę powoli cierpliwość bo nie będę za każdym razem mu powtarzała co wolno a co nie! Czasami wydaje mi się ze robi mi poprószy na złość! Ograniczyłam już nawet spotkania z dziadkiem bo widzę po sobie ze złe to wpływa na moje zdrowie psychiczne a mianowicie gdy mamy zaplanowana wizytę dziadka lub u dziadka dostaje bólów brzucha jak gówniarz… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Ciężko mi w ogóle komentować sytuację, w której ktoś chce wychowywać 7 miesięczne dziecko. A co tu jest w ogóle do wychowywania przy takim maluchu?…

Niestety jeśli sytuacja wygląda tak jak opisałaś, to czasami trzeba ją postawić na ostrzu noża, bo inaczej niektórych ludzi się nie zmieni. A jeśli miałbym wybierać kto jest dla mnie ważniejszy, to za każdym razem wybrałbym własne dziecko.

Ewa
Gość
Ewa

Dziękuje za odpowiedz, czasami wydaje mi się ze z dziadkami jest więcej problemu niż z dziećmi! Dziecko ważniejsze bez żadnej dysusji…

Grzegorz Anuszkiewicz
Gość
Grzegorz Anuszkiewicz

Kamil, ja naprawdę Cię lubię, ale nie zgadzam się z Tobą. Rozumiem, że jak jak rodzice nas krytykują przy dzieciach, wyzywają, to można walnąć drzwiami i wyjść. Bebechy mi się przewracają jak czytam to dzisiaj. Najlepiej dziadków w ogóle oddzielić od wnuków. Moja matula też nie jest święta, ale nie widzę nic złego w tym, że da mojej córce cukierka, czekoladę czy batona przed obiadem. Najwyżej córka obiadu nie zje. Świat się nie zawali. Słowem mówiąc dzisiaj- bredzisz jak nawiedzony.Sorry Kamil- nie do końca masz rację.

Kamil Nowak
Gość

Nie wiem gdzie wyczytałeś, ża ja widzę coś złego w tym, aby dać dziecku czekoladę czy cukierka przed obiadem. Ja pisałem o sytuacji, w której podaje się dziecku produkty, na które jest uczulone, a nie o zwykłe rozpieszczanie, które jest nieodłącznym elementem relacji wnuczki – dziadkowie.