Trzy słowa, którymi zabija się dziecięcego ducha

Jedne z trzech najgorszych słów, jakie może wypowiedzieć rodzic do własnych dzieci.

Kiedy zabiliśmy swoje wewnętrzne dziecko?

Kiedy w naszym życiu pojawił się ten moment, w którym powiedzieliśmy sobie, że „marzenia są dobre dla dzieci”? I po prostu odpuściliśmy? Kiedy odpuściliśmy wiarę w to, że możemy coś zmienić?

W swoim życiu, w życiu innych ludzi lub w życiu własnych dzieci? Kiedy „wydorośleliśmy” i stwierdziliśmy, że jednak czeka nas zwyczajne życie, niczym nieróżniące się od życia sąsiada czy koleżanki? Zwyczajne, pozbawione woli do działania i wiary we własne możliwości?

Czy jesteśmy świadomi, że nieświadomie przekazujemy te wartości swoim dzieciom?

W dzisiejszym świecie nie ma miejsca dla idealistów

Umieszczając wczoraj ten cytat na facebooku:

„Naszym zadaniem nie jest zahartowanie naszych dzieci, aby radziły sobie w okrutnym i nieczułym świecie. Naszym zadaniem jest wychowanie dzieci, które uczynią ten świat mniej okrutnym i nieczułym.” L. R. Knost

spodziewałem się jakichś głosów, że takie podejście jest zbyt idealistyczne. Że ciężko jest czasami takie ideały wprowadzić w życie, kiedy widzimy jak w rzeczywistości wygląda nasz świat. I tym głosom przyznałbym rację. Trzymanie się takich zasad nie jest łatwe. Jednak nie spodziewałem się tego, że tak wiele osób napisze trzy słowa, których żaden rodzic nigdy nie powinien powiedzieć.

Trzy słowa

„Nie da się.”

Kiedy to się stało, że widząc słuszną ideę mówimy „nie da się”? Czy naprawdę wydaje nam się, że świat jest już taki brutalny, okrutny i niesprawiedliwy, że nie ma w nim miejsca na słuszność, na miłość, na współczucie i na dbanie o siebie na wzajem? Kiedy to się wydarzyło, że niczym zwierzęta, uznajemy za najważniejszą rzecz nasze przetrwanie?

Prawo dżungli, w którym przeżyją tylko najsilniejsi, nie powinno mieć miejsca w świecie cywilizowanych ludzi! Nie po to się rozwijaliśmy przez ostatnie kilka tysięcy ludzi, żeby nagle wrócić do czasów pierwotnych. I ma dla mnie znaczenia, że inni tak robią! Jak już pisałem ostatnio: czy ja mam bić swoje dzieci, bo ktoś bije swoje? Aby nie przyczyniać się do nierówności społecznych? Noszjapierdolę.

A może jestem zwyczajnie naiwny?

Podobno nauczanie swoich dzieci, że warto być dobrym, czułym i wrażliwym jest równoznaczne z byciem naiwnym. Jeśli tak jest w rzeczywistości, to ja jestem naiwny. Wręcz bardzo naiwny, bo uważam te cechy za fundament człowieczeństwa! Zresztą czym jest owa naiwność? Naiwnością było wierzenie w to, że ktoś będzie chciał czytać porady ojca, na temat wychowania dzieci. Przecież my, mężczyźni, kompletnie się na tym nie znamy, prawda? A jednak czyta mnie ponad 100 tysięcy osób miesięcznie.

Dlatego też jestem z tej mojej „naiwności” niezwykle dumny. Ja naprawdę „naiwnie” wierzę, że można zmieniać świat. Że wystarczy zacząć zmianę od siebie i ta zmiana zacznie się rozprzestrzeniać, a setki wiadomości mailowych od was jedynie to potwierdzają. Że wystarczy cierpliwie pracować nad sobą i nie oglądać się stale na innych, którzy postępują inaczej.

Co z tego, że wasza sąsiadka robi coś inaczej? Róbcie tak jak wy uważacie! To jest wasze życie, a nie waszej sąsiadki! I jeśli będziecie w takim podejściu wytrwali, to inni zaczną was naśladować, bo będą widzieli, że wasz sposób przynosi rezultaty. Tak właśnie zaczynały się wszystkie wielkie zmiany. Od jednej osoby, która silną wiarą we własne marzenia, inspirowała kolejnych do zmiany, a ci przekazywali wieść dalej. To dzięki tej jednej osobie, kobiety mają dzisiaj równe prawa. To dzięki tej silnej wierze we własne marzenia, wiemy kim był Nelson Mandela. To dzięki ledwie kilku osobom, istnieje dzisiaj Amnesty International. A takich przykładów są całe setki.

Nigdy nie odbieraj swojemu dziecku marzeń

Dlatego „naiwna dziecięca wiara we własne marzenia” jest czymś niesamowicie wartościowym. Czymś co powinniśmy wspierać, a nie czymś co powinniśmy niszczyć. Nie obdzierajmy dzieci z tej wiary. To nie dorośli, którzy zrezygnowali ze swoich marzeń, mają rację. To dzieci mają rację. Dzieci, które ciągle wierzą, że niemożliwe nie istnieje.

Jeśli natomiast uważacie inaczej – jeśli przestaliście wierzyć, tak prawdziwie, jeśli nawet w głębi was nie ma ani grama tej dziecięcej wiary, to jaki jest w tym sens? Nie żyje się po to, aby przeżyć i obejrzeć parę seriali. Żyje się po to, aby nadać własnemu życiu wartość i wnosić tę wartość w życie innych ludzi. A jeśli o tym zapomnieliśmy, to spójrzmy na swoje dzieci i przypomnijmy sobie o tym. Niech one będą naszymi nauczycielami, bo idealnie się do tej roli nadają. Przypomnijmy sobie własne dzieciństwo, własne marzenia i zainspirujmy się tą „naiwną dziecięcą wiarą”!

I nigdy, ale to nigdy nie pozwólmy sobie wmówić, że jest coś, czego nie możecie zrobić.

Na koniec zostawiam was z fragmentem jednego z moich ulubionych filmów:

Prawa do zdjęcia należą do Hartwig.

  • Ja mam nadzieję, że moje dziecko gdzieś jeszcze tam jest. Siedzi gdzieś po cichu w kącie i szykuje zamach na nasz system edukacji. Chociaż wszyscy wokół mówią – nie da się:)

    • Oj taka rewolucja to by się przydała :)

      • maja

        swietne i ….prawdziwe

  • Jakiś czas temu, kiedy jeszcze nie miałam dzieci, podjęłam jakieś kilkuetapowe wyzwanie kreatywne. Jeden z punktów brzmiał: „Moje marzenia”.
    – Ale ja nie mam marzeń – powiedziałam do mojego małżonka.
    – Jak to nie masz marzeń?
    – No nie mam marzeń. Ja mam plany!

    • I takie podejście jest mi bardzo bliskie :) Chociaż moim zdaniem marzenia brzmią piękniej :)

  • Sylwia

    „Podobno nauczanie swoich dzieci, że warto być dobrym, czułym i wrażliwym jest równoznaczne z byciem naiwnym”.
    Nie tylko z byciem naiwnym. Również to czynie Ciebie i dzieci słabymi i nieprzystosowanymi do dzisiejszego świata. :P…
    Bardzo się cieszę, że cenisz w życiu swoim i swoich dzieci prawdziwe wartości jak dobro i nie jest to powód do wstydu. Ja osobiście nienawidzę, kiedy widzę dziecko znęcające się lub oszukujące inne dzieci, a rodzice mu przyklaskują, że to dziecko „takie życiowe będzie””poradzi sobie w życiu”… Przykro mi, że żyję w takim świecie.

  • Czasami jedno słowo, bądź zdanie powiedziane dziecku „owocuje” na lata…

    • Na szczęście działa to też w przypadku tych dobrych słów. Poradzisz sobie, uda się, dasz radę.

      • Matka Pisząca

        dokładnie :)

      • Daria Szlachetka

        Nie „uda sie” tylko jak będziesz ciężko pracował, trenował, systematycznie dążył do celu. Nie uczmy dzieci ze coś im się udaje bo to sugeruje, że nie mają na to wpływu. Pod artykułem podpisuje się cała sobą.

  • To często spotykane zjawisko u ludzi, którzy nie odważyli się spróbować nawet spełnić swoje marzenia, więc aby nie czuć się z tym źle – próbują przeszkodzić innym. Czasem Ci inni, to ich dzieci. Wpajają więc im swój własny strach przed porażką i nazywają to ostrożnością i troskliwością. Nadmierna ostrożność i troskliwość o dziecko często działa jak hamulec jego rozwoju.

    • Czasem te wzorce przekazujemy niestety nawet nieświadomie, opowiadając o tym jak zrezygnowaliśmy z własnych marzeń czy jak nie podjęliśmy takiej czy innej decyzji. Zdarza się nawet, że nie musimy nic mówić, a dziecko i tak wszystko widzi…

  • Marzena

    Kilka dni temu moja pięcioletnia córka tańcząc po pokoju powiedziała: „Mamo, nie mogę się zdecydować! Być malarka czy tancerka? Kocham jedno i drugie!”, odpowiedziałam: „Kochanie, nigdy nie musisz wybierać. Możesz być i malarką i tancerką jednocześnie tak długo, jak Ty będziesz chciała. Rano namalujesz obraz a wieczorem będziesz tańczyć.” „To teraz tańczę!” :) Na szczęście nie dałam się mojemu Tacie, który chciał bym skończyła prawo albo medycynę ;)

    • Rodzice zawsze chcą najlepiej dla swoich dzieci. Jedyny problem tkwi w tym, że oni niestety nie zawsze wiedzą co jest dla nich najlepsze, dlatego dobrze jest czasami ich nie posłuchać ;) Bo poza medycyną i prawem są jeszcze miliony innych wspaniałych możliwości :)

      • Marzena

        Dokładnie :) wspomnienie tego, jak bardzo było mi przykro, kiedy Tato mówił mi, że zajęcia z tańca są mało pożyteczne i nie dadzą mi w przyszłości zawodu pomaga mi teraz nie mówić w ten sposób do mojego dziecka. Kiedy córa krzyczy do mnie „nigdy mi sie to nie uda” pytam, „a chcesz, żeby się udało?” „Chcę” „więc się uda, jeśli tylko będziesz ćwiczyć (albo trochę urośniesz)”. Z wielką satysfakcją przypominam jej o tym, kiedy jednak da radę :) Kocham tą jej radość :) Ciekawe kim bylibyśmy dzisiaj, gdyby nasi rodzice tak z nami rozmawiali?…

        • Gdybanie lepiej zostawić filozofom ;) W końcu gdyby coś w naszej przeszłości było inne, dzisiaj nie bylibyśmy tymi samymi osobami, którymi jesteśmy, a ja siebie całkiem lubię ;) Może nawet nie wiedzielibyśmy wtedy jak ważne jest wspieranie tej wiary u naszych dzieci?…

        • KAmil Ostapczuk

          a ja niestety dałem sobie wmówić, że po skończeniu ASP będę co najwyżej stróżem nocnym..
          że to studia bez przyszłości..
          a na dodatek materiały kosztują…

          w efekcie studiowałem jakieś 10 lat ekonomię – i jej nie skończyłem

          a teraz wykonuję pracę, której nie lubię
          i chyba nie mam już marzeń :(

          • Adrian Kajman Lutyński

            Kolega skończył ASP, jest informatykiem…

          • delfine

            Tak. Ten bol znam. Tez 10 lat studiowalam jakis idiotyczny kierunek bo dalam sobie wmowoc ze psuchologii nigdy nie skoncze a po asp bede pracowac w przedszkolu a wogole to na asp sie nie dostane :( .

          • MlodaMama

            Przeciez jeszcze nie jest za późno :-) pomyśl ile mozesz zmienić w 1 rok, a nawet w 1 dzień :-) czas i tak upłynie. Wiem co mówię, bo od jakiegoś zasu realizuje moje wszystkie marzenia , ktore na szczęście nie są lotem w kosmos;-) to np. kurs szycia, fotografii, decoupage, joga, taniec… Zacznij od czegoś, bo NIGDY nie jest za późno. powodzenia

          • KAmil Ostapczuk

            Staram się coś zmieniać, ale marzenia.. trzeba je mieć, żeby realizować. Chyba po prostu muszę nauczyć się marzyć :)

          • Bierz przykład z dzieci :) One potrafią marzyć jak nikt inny :)

          • Sanders miał 62 lat jak otworzył KFC ;)

          • Iwona Smoter

            Kamil, wróć do marzeń. Mnie życie ciągle nie oszczędza i wciąż jestem na początku drogi ale się nie poddaje chociaż czasami mam ochotę wyć do księżyca. Teraz, w wieku 40 lat ponownie zostane samotną matka (15l i 4l) z wielkimi problemami finansowymi (nietrafiony biznes) jednak się nie poddaję bo wiem, że moim dzieciom potrzebny jest inny wzorzec niż zgorzkniała matka.

  • wpisofsernik

    Marzę do dziś – o lepszym jutrze, o lepszych perspektywach dla rodziny, o zobaczeniu Galaktyki Andromedy z pokładu statku kosmicznego. Serio ! mam tylko 35 lat i nikt mi nie zabroni takich marzeń. Tak samo nie zabraniamy marzyć naszej córce, niech marzy o czym tylko zechce. Ja i żona mamy zamiar pomóc jej w realizacji tych marzeń jak tylko starczy sił.

    Polecam wszystkim takie podejście ;)

    • I to mi się podoba! Ja myślałem, że już moje marzenia o prywatnej wyspie były przegięte, ale Twoje przebiło moje na głowę! Wow! Zazdroszczę :) i jak już tylko tą wyspę będę miał, to może właśnie o takim widoku sam zamarzę? :)

      • wpisofsernik

        Tego Ci życzę ! Nie można się ograniczać, nigdy :)

  • Stvorki

    Nie wydoroślałem i jestem z tego dumny :) Dobry tekst Kamilu.

  • zawsze chciałam dać gdzieś pięćsetnego lajka! dziękuję, że pozwalasz mi spełniać marzenia! :D

    • #przyjmęlajki #ikomcie #sprzedamopla #iudostępnienia ;)

  • OMG..kocham tę scenę z Pursuit of Happiness..Od wielu lat mnie nakręca i ostro mi się wryła w pamięć, tak, że moja córka już ma zakodowaną moją reakcję na trudne problemy. To trochę może tak po amerykańsku, ale to never give up no matter what jest wg mnie osią poczucia własnego sprawstwa u dzieci, i potem dorosłych. Poza tym bardzo jest to ważne, żeby dom i rodzina to była taka oaza bezpieczeństwa i wsparcia, bo od całego świata i tak dziecko dostanie mocno w kość, a to my mamy w nie wierzyć i je wspierać w trudnych sytuacjach i na przekór światu… :)

  • Pingback: Fajne Internety: 24 maja 2015 - Irydowy WujekIrydowy Wujek()

  • Wspaniały tekst!!! Pozdrawiamy!

  • Kinia

    Dorzucam tylko, że owo rodzicielskie „nie da się” niezależnie od sposobu przekazania działa bez względu na wiek.. niejednokrotnie widziałam jak mój mąż, który ma bliżej do 40 niż do 30, człowiek o wysokim poczuciu własnej wartości zbiera pióra ze swych skrzydeł po rozmowie z ojcem lub mamą.. cieszę się tylko, że dziś to raptem parę piór, a nie całe skrzydła :)

  • Karo Lina

    Zazwyczaj nie komentuje.
    Nienawidzę gdy ktoś mowi „nie da się”. Znam jedną osobę, ktora nie potrafiac tego zrobic, tak wlasnie mowi. Kiedys nie wytrzymalam i powiedzialam aby miala odwage przyznac sie do niewiedzy, braku umiejetnosci. Sposob zawsze sie znajdzie.

    Swojemu dziecku mowie, aby sprobowalo. Nie uda sie, trudno, nie wszystko sie udaje, ale jesli pocwiczy, wszystko mozna osiagnac. Ma 4 lata. Pol roku temu, gdy byla dosc ciezko chora, powiedziala, ze gdy dorosnie to bedzie leczyla dzieci. Przytaknelam, ze to bardzo dobre marzenie, ale bedzie musiala duzo sie uczyc.
    Corka bardzo szybko zniecheca sie, gdy cos jej nie wychodzi, z trudem podejmuje kolejna probe. Wspieram, pomagam, dodaję skrzydel.

    Co do marzen- ja je mam. Jedne bardzoej, inne mniej realne do spelnienia. Nikt, absolutnie nikt nie powiemi, ze nie da sie, ze jestem dorosla i nie moge lub nie powinnm marzyc. Marzenie = cel = sens. Jest po co pracowac, starac sie i robic kolejne kroki. A kazdy krok to wspniale uczucie!

    • Mi się niesamowicie spodobał kiedyś napis na ścianie: Dream – plan – do – repeat ;)

  • Katarzyna Skiwska

    Świetny tekst! Myślałam, ze tylko ja jestem naiwna, a wręcz głupia myśląc, ze nalezy kierować się wrażliwością , dobrem, czułością. Nieraz, jakby to inni powiedzieli, źle na tym wyszłam. Ale ja i tak wiem swoje, chociaż przyznam bywały chwilę zwątpienia ☺

    • Ci którzy kierują się tymi gorszymi wartościami, wychodzą na tym źle jeszcze częściej, więc nie ma co się załamywać :)

  • Ola Kamila Gałwa

    Ja dalej mam nadzieję, że dostanę Nobla ;)

  • W kontekście marzeń – zgadzam się mówienie „nie da się” jest po prostu złe.
    W kontekście przyziemności, codzienności – czasem są rzeczy których się nie da zrobić, wtedy trzeba zaproponować coś innego:)

    • Z parasolem się czegoś podobno nie da :)

  • Marzena Nina Szewczuk

    Zmianę świata trzeba zacząć od siebie. Mocno w to wierzę. I wolę być naiwna niż zrezygnować ze swoich idei. Im więcej ludzi z wiarą, że można, tym świat lepszy.

  • Moim zdaniem tylko Ci dochodzą na szczyt, którzy potrafią marzyć, którzy wiedzą gdzie idą. „Nie podcinaj małych skrzydeł” mówi tytuł jednej z najlepszych książek, które czytałam na temat wychowywania dzieci. A więc nie podcinam, wierzę, że moje dzieci będą marzyć tak jak ja do końca swoich dni i tymi marzeniami przeniosą góry :)

    • Muszę zatem poszukać tej książki, bo wcześniej o niej nie słyszałem, a tytuł ma bardzo zachęcający. Polecasz? :)

  • Nie rozumiemy słowa naiwny w takim sensie jakie to słowa ma: naiwny to ufny, naiwna osoba kocha ludzi i widzi w nich przede wszystkim dobro, liczy, że zawsze spotka go dobra, a nie zła reakcja ze strony drugiej osoby. Taka postawa najbliższa jest bardzo bardzo znanej postaci: Jezusowi :) Naiwnych ludzi na pewno należy chronić, ale też i cenić. Pokazują jak dobrzy potrafimy być jako ludzie :) Pozdrawiam i dziękuję za dobry tekst.

  • Każdy dorosły człowiek, powinien mieć w sobie cząstkę Piotrusia Pana. Idąc przez świat z marzeniami w głowie, niesiony magicznym pyłem Dzwoneczka. Bo jeśli faktycznie, wiara w nie istnienie Nibylandii wygra, to nasze dzieci zobaczą w nas jedynie Jakuba Haka – Smutnego Kapitana.

  • Katarzyna Siekierska

    Nie ma rzeczy niemożliwych. chcieć to znaczy móc.

  • rilwen

    „Kiedy to się wydarzyło, że niczym zwierzęta, uznajemy za najważniejszą rzecz nasze przetrwanie?
    Prawo dżungli, w którym przeżyją tylko najsilniejsi, nie powinno mieć miejsca w świecie cywilizowanych ludzi!”

    Zwierzeta inne niz czlowiek rowniez maja wysoko rozwinieta kulture i zwiazki spoleczne (a podejrzewa sie, ze wiele z nich nawet bardziej) – to tak na marginesie… a moze jednak to znacznie bardziej istotne, zeby uczyc dzieci szacunku do wszystkich istot zywych, roznych od nas, ktorych zachowan nie do konca rozumiemy (albo nie chcialo nam sie o nich poczytac ;-)), zamiast stawiac granice na tak wazne odruchy jak szacunek?

    • Jak najbardziej szacunek nie powinien ograniczać się jedynie do innych ludzi, ale też do zwierząt czy również do samej natury, która jest niezwykle istotną częścią naszego świata.

  • Paweł Cz

    Czytając ten tekst przypomniałem sobie, jak kiedyś porzuciłem marzenia, bo ktoś mi tłumaczył, że… Na szczęście ktoś inny pomógł mi je odnaleźć. Cieszę się, że mogłem przeczytać taki fajny tekst. To mi przypomniało, żebym nigdy nie zrobił córce takiego świństwa, mówiąc jej „to się nie da”.

    • Sobie też tego nie róbmy. Szkoda życia na przejmowanie się opinią innych ludzi :)