Pięć rzeczy, których nigdy nie zrobię własnym dzieciom

Z którymi ciągle się niestety jeszcze spotykam u innych rodziców i którzy uznają je za skuteczne sposoby na wychowanie własnego dziecka.

Wybaczcie, ale już nie daję rady, gdy czytam w komentarzach wypowiedzi niektórych ludzi o tym, jakie to mają „cudowne” sposoby na wychowanie własnych dzieci. Normalnie włos się jeży na głowie. Nie tylko dlatego, że ci ludzie krzywdzą swoje dzieci, ale też dlatego, że jeszcze się tym chwalą i polecają te swoje patologiczne metody innym!

Przestaliśmy już częściowo stosować kary cielesne i coraz silniej je piętnujemy, gdy się pojawiają, ale to do czego jesteśmy zdolni jeśli chodzi o dziecięcą psychikę, przekracza moje najśmielsze wyobrażenia. Oto kilka najlepszych pomysłów, których ja osobiście nigdy nie zastosuję i każdemu będę je odradzał:

Cytaty w swojej niezmienionej formie pochodzą z portalu Facebook i portalu Kafeteria.

1. Zostawianie dziecka samego w sklepie (czy też w parku, na ulicy albo gdzieś indziej)

„Zostawiłam Młoda na podłodze w ” dronce” i poprosiłam ochrone żeby na nia lukali i co wstała otrzepała sie przyszła w kolejke z tekstem ” przepraszam ja juz nie bende ale mnie niezostawiaj” działa po dziś dzień jedno spojrzenie i już wie o co chodzi”. 

Czujecie? Kobieta zastraszyła własne dziecko do tego stopnia, że jest jej całkiem podporządkowane i jeszcze się tym chwali?

Jeśli o mnie chodzi, to równie dobrze mogłaby napisać: „Widzisz kochane dziecko. Ja cię kocham, ale tylko jak jesteś grzeczne. Jak jesteś niegrzeczne, to ja cię już nie kocham i jestem gotowa zostawić cię w środku sklepu, z zupełnie obcymi ludźmi. Tyle jesteś dla mnie warte.” 

2. „To nie moje dziecko”

„Ja udaje ze to nie moje dziecko a po chwili moj syn biegnie za mna i krzyczy mamusiu przepraszam nie chcialem on wie ze mnie nie ruszaja takie rzeczy u nas dziala to super”. 

Dokładnie ten sam przypadek co wcześniej. Jak dziecko wpada w furię, to udaję, że go nie znam, aby wysłać mu wiadomość: „Moja miłość do ciebie jest warunkowa i musisz się cały czas starać, aby jej nie stracić. Musisz być mi podległe i zawsze mnie słuchać, a złość to jest twój najgorszy wróg. Jak tylko zaczniesz zadymiać, to pamiętaj – będę udawała, że cię nie znam”.

3. Nauka Tresura zasypiania

„Na początku jak plakala to brałam do sypialni ale nie wysypiałam więc po nakarmieniu odkładam do łóżeczka i stosuję metodę 3 5 7. Co prawda drze sie czasami nawet przez godzine nawet i jest cała w gilach, wie cnie jest łatwo, ale przynajmniej pozniej spi całą noc (i ja też :).” 

O tym to niektórzy nawet całe książki napisali. M. in. „Każde dziecko można nauczyć spać”. Tam jest też owa metoda 3-5-7, czyli zostawiamy dziecko, żeby samo płakało w swoim łóżeczku, a po trzech minutach do niego idziemy. Później po pięciu, po siedmiu i tak dalej. W wolnym tłumaczeniu chodzi o to, aby wytresować sobie dziecko, które będzie ładnie zasypiało i jednocześnie zagłuszyć wyrzuty sumienia spowodowane tym, że dziecko traci do nas zaufanie i może nabawić się innych zaburzeń behawioralnych.

Zresztą o tym jak z naukowego punktu widzenia działa na rozwijający się mózg dziecka metoda na „wypłakiwanie się”, pisałem już w tekście Zasypianie ze łzami w oczach i Nowe metody zasypiania dzieci, których powinno się zabronić. W skrócie: nie chcecie zrobić tego własnemu dziecku.

Ostatnio czytałem nawet o sytuacji, w której mama prosiła o radę, bo jej partner twierdził, że ich MIESIĘCZNE dziecko powinno spać samo, a jak płacze to nimi manipuluje. MIESIĘCZNE dziecko!

4. Szacunek zdobywany przez strach

„szlak mnie trafia gdy widze tych wszystkich rodzicow, ktorzy pozwalaja swoim dzieciom się wydzierac plakac czy kłasc na ziemi w sklepie i robi sceny. takie dzieci robia co chca i wchodzom rodzicom na glowe. dziecko musi wiedziec czym jest szacunek i jak mowie ze ma siedziec cicho to ma siedziec cicho. kropka. a jak nie to ono juz wie co go czeka w domu.”

Gdy straszymy dziecko, tym „co go czeka w domu”, to uczymy go jedynie tego, że silniejsza osoba ma prawo znęcać się (mówimy o znęcaniu się, bo z wychowaniem to nie ma nic wspólnego) nad słabszą osobą. Że rodzic może pomiatać dzieckiem. Niestety gdy nauczymy dziecko, że ma być posłuszne, to gdy nas nie będzie już obok, ono będzie dalej posłuszne, tylko że innym ludziom – rówieśnikom, partnerowi, przełożonemu itp. Z szacunkiem do innych czy do siebie, niewiele ma to jednak wspólnego.

Wiecie kiedy dziecko naprawdę uczy się szacunku? Kiedy ma okazję go doświadczyć. Kiedy inni okazują mu i sobie samym szacunek. Kiedy inni w jego otoczeniu szanują zarówno JEGO, jak i SWOJE granice. Gdy go nie bijemy, ale też nie pozwalamy mu uderzyć samych siebie. Gdy go nie poniżamy, gdy go atakujemy, gdy go nie straszymy, ale też odpowiednio reagujemy, gdy on próbuje zrobić to w stosunku do innych. To wtedy dziecko uczy się tego wszystkiego. Przez doświadczanie tych sytuacji. A nie poprzez doświadczanie upokorzenia, krzyków czy ciosów.

5. Publiczne żartowanie/ośmieszanie/straszenie dziecka

Wydawało mi się, że to jest dostępna wszystkim informacja, że robienie naszemu dziecku rzeczy podłych, jest… podłe (nie mówiąc już o robieniu ich publicznie). Tymczasem na Youtube aż roi się od filmów, na których wszystko to występuje:

  • dawanie beznadziejnych prezentów i wyśmiewanie dzieci, które płaczą z tego powodu
  • straszenie dzieci potworami typu wilkołaki czy gonienie za nimi z piłą mechaniczną
  • wrzucenie dzieciom do wanny żaby/węża/homara (co filmik, to inne zwierzę, jest cała seria), których dzieci się diabelnie boją
  • nagrywanie śpiewającego pod prysznicem dziecka (nagranie jest od pasa w górę, ale dziecko jest nagie i ma już ok. 8-10 lat)
  • podłożenie konsoli, który wygląda jak ta należąca do dziecka i niszczenie jej na oczach dzieci
  • publiczne niszczenie rzeczywistych przedmiotów należących do dziecka i pokazywanie tego „jaką daliśmy mu nauczkę”

Niestety często owi rodzice mówią o tym, że to ma podstawy terapeutyczne. Że uczą ich podejścia niematerialnego czy że hartują swoje dzieci przed ich wejściem w rzeczywisty świat. Jednak im dłużej oglądałem te filmy, tym bardziej moja wiara w ludzkość zanikła. Tak wrednych, nieczułych i podłych rodziców nie widziałem już bardzo długo, a fakt, że próbują się usprawiedliwiać, działa dodatkowo na ich niekorzyść. Poniżej umieszczam tylko jeden film, aby pokazać skalę problemu (choć jest on tylko jednym z wielu):

Ale przecież trauma jest przecież taka śmieszna

Ta, słyszałem już takie opinie, że przecież „traumy z tego powodu dziecko mieć nie będzie, więc wyluzuj”. Wybaczcie, ale nie wyluzuję, bo mam ostrą alergię na pieprzenie głupot przez ludzi, którzy nie mają pojęcia o czym mówią. Bagatelizowanie trudnych doświadczeń tylko z tego powodu, że ktoś ma mniej lat niż my jest zwyczajnie chamskie i prostackie.

To wszystko może ciągnąć się za dzieckiem bardzo długo

Mam znajomego. Gdy miał trzy, może cztery latka wybrał się z rodzicami i ich znajomymi na wycieczkę do lasu. Wtedy też zachciało mu się sikać. Poszedł więc pod drzewko, a w tym czasie wszyscy „dorośli” (cudzysłów nieprzypadkowy) się dla żartu przed nim schowali. Gdy wrócił nie było nikogo. Rozpłakał się i gdy rodzice wyszli, długo nie mogli go uspokoić. To jest jego jedyne wspomnienie z tamtego okresu, następne zaczynają się kilka lat później, w wieku sześciu, siedmiu lat. Tymczasem to jedno wydarzenie, było dla niego tak silnym przeżyciem, że pamięta o nim po dziś dzień i po dziś dzień reaguje bardzo silnie w sytuacji, gdy ktoś komu ufa, zmówi się z innymi, aby zrobić mu często jakiś nawet niewinny żart. Parędziesiąt lat minęło, a to dalej się za nim ciągnie i dalej ma problemy z zaufaniem, co bezpośrednio rzutuje na jego relacje z innymi ludźmi.

Bo to wszystko dzieje się naprawdę

To są prawdziwe łzy, to jest prawdziwy strach i to wszystko są prawdziwe uczucia, których nasze dziecko nigdy nie powinno doświadczać dla „żartu”. Tym bardziej, że tych wszystkich negatywnych uczuć jest aż nadmiar w prawdziwym świecie i nasze dzieci poznają całą ich paletę, więc tym bardziej nie widzę potrzeby, aby nasze dziecko doznawało ich od osób, których bezgranicznie ufa i które powinny przede wszystkim zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa.

To jest w mojej opinii okrutne, bo nasze dziecko w przypadku silnych przeżyć powinno mieć jakąś bliską osobę do której mogłoby przybiec i z którym mogłoby porozmawiać. Gdy jednak rodzic staje się osobą, która powoduje te uczucia, to dziecko zostaje z tym wszystkim zupełnie samo. Samotne, małe, nieważne, nie do końca rozumiejące jeszcze dlaczego je to wszystko spotyka.

Naprawdę chcemy, aby ten opis dotyczył naszego dziecka?

Prawa do zdjęcia należą do Jorge.

  • Jak zawsze ciekawy i trafny punkt widzenia. Osobiście traktuję dzieci tak jak ja sama chciałabym być traktowana. I nigdy w życiu nie zostawiłabym dziecka samego czy w domu czy w sklepie. Jak można patrzeć na łzy strachu u najukochańszego skarbu jaki się ma.

    • Dosia

      Dokładnie, jak moje dziecko płacze to we mnie od razu hormony robią rewolucję i pomoc dziecku to jest pierwszy odruch!

  • Pamiętam jakim strasznym przeżyciem było dla mnie rozegranie pierwszej wizyty w przedszkolu. Mama mnie zostawiła z przedszkolanką i powiedziała, że idzie na chwilę do sklepu i że za 5 minut wróci. Oczywiście siedziałem w przedszkolu kilka godzin. Potem było już normalnie i wiedziałem po co idziemy do przedszkola, ale byłem niesamowicie wystraszony przy takim zostawieniu mnie w przedszkolu po raz pierwszy z myślą, że to tylko na chwilkę.

    • Mi to bardzo przypomina podejście wielu rodziców do szczepienia czy wizyty u dentysty, gdy obiecują dziecku, że nie będzie bolało – ja rozumiem chęć nie wystraszenia dziecka, ale w rzeczywistości pojawia się i strach i ból i jeszcze utracone zaufanie. Moim zdaniem nie warto.

      • To w ogóle bezsensowne nastraszanie dziecka, nie chodzi tylko o zaufanie (choć też) – po prostu mądrzej jest wyjaśnić sprawę, a nie kłamać. Lepiej jest przygotować dziecko, niż rzucić na głęboką wodę.

        • Ewka Niefka

          Zawsze mówiłam dzieciom, że będzie bolało, że nie będzie miło, ze muszą zostać. Zaliczyliśmy szpitale, operacje, zabiegi. Bez płaczu. Ze strachem i smutkiem. ALe co wtedy czuć? To normalne, że się boisz, że nie chcesz, że tęsknisz. Wiesz dlaczego tak trzeba zrobić? I moja niespełna dwuletnia córcia potrafiła to zrozumieć. Ja byłam spokojna – wiedziała, że nic strasznego nie będzie. Że poboli „to igła jest, przecież cię nie pocałuje, tylko ukłuje, no nie?” :) Prawda jest ok. Dzieci to łapią.

          • Artur

            Z moja Bubą jest tak, że zawsze ją chwalę jaka jest odważna i śmieję z siebie, że boję się bardziej od niej, ostatecznie cała uwaga schodzi na mnie. Mała ma 5 lat i nie ma problemów z dentystą.

    • Łukasz Karolewski

      Pamiętam mój pierwszy dzień w przedszkolu „tylko zobaczysz, jak tam jest” – no to myślałem, że jak Cezar, przyjdę, zobaczę i wyjdę – a tu zonk, ledwo się obejrzałem, matka drałuje do wyjścia. Drobiazg? Jak dla kogo :P

      • Z drugiej strony dalej rodzice mówią „jak pójdziesz do szkoły to dopiero zobaczysz – wtedy Ci się zacznie prawdziwa jazda”. I później takie dziecko idzie do szkoły i z automatu ma negatywne nastawienie.

        • Aluszka

          Jak pójdziesz do szkoły :D
          Story of my life do tej pory:
          – w szkole to będzie trudno
          – teraz jest banał, ale w gimnazjum zobaczycie jak to jest
          – liceum to prawdziwa szkoła życia, nie to co tu
          – no jeszcze się bawicie, ale matura za pasem, a to nie przelewki
          – zobaczysz na studiach, tam nikt za tobą nie chodzi
          – zobaczysz po studiach, w pracy to będziesz miała
          – o dobrze ci idzie w pracy, zobaczysz jak będą dzieci

    • StrawCherry

      To jeszcze nic. Jeżdżę jako opiekun na kolonie. Słyszałam raz od koleżanki historię o tym, jak rodzice wysłali dziecko na tygodniowe kolonie, mówiąc mu, że… (UWAGA!!!) jedzie do babci.
      Wpakowali malca do autokaru i powiedzieli, że jedzie do babci.
      Dziecko przerażone i zrozpaczone, wychowawca przy nim non-stop, a rodzice zadowoleni z siebie. No pogratulować.

  • Paulina Raszeja

    Kilka dni temu w centrum handlowym mój trzyletni syn dał wyraz swoim emocjom z powodu dla siebie widocznie ważnego – tortilla odwinięta z folii wbrew ostrzeżeniom nie poszła po jego myśli ;) był krzyk, tarzanie się po podłodze, płacz. To nie nasz pierwszy raz, więc zareagowałam jak zwykle, spokojnie. Miałam przy sobie jeszcze drugie dziecko w wózku, mąż za rogiem rozmawiał z klientem przez telefon. Nagle obcy facet zaczął z wielką dezaprobatą i podniesionym głosem straszyć mojego syna, że „zaraz go zabierze, jak się będzie tak zachowywał”. Widać było, że ma już na końcu języka te wszystkie „bezstresowe wychowania” „niewychowane bachory” etc. Stanęłam w obronie swojego dziecka, instynktownie. Uważam to za jedyną dopuszczalną reakcję. Pan rzucił, że jego dzieci są dobrze wychowane i oddalił się, a ja do dziś zastanawiam się co to znaczy „dobrze wychowane”? Bojące się wyrażać emocje? Apatyczne, zestresowane? Potulne?

    • Małgorzata Jankowiak

      Placz,tarzanie sie itd takie zachowania nie biora sie z nikad u dziecka. Stwierdzenie lekko iz nie byl to syna pierwszy raz w dodatku z „zadnego” powodu mysle ze wymaga przemyslenia i zaczecia pracy z dzieckiem.

      • Nie ma w tym nic dziwnego. Małe dzieci uczą się świata, a ponieważ mają jeszcze mały bagaż doświadczeń, ciężko im jest sobie poradzić w stresowych sytuacjach nawet tak błahych dla dorosłych jak zbity talerz czy kanapka pokrojona a nie cała.

      • Paulina Raszeja

        Wie Pani co, nastąpiła tu chyba nadinterpretacja. Ani to nie miało być lekkie, ani sugerujące mój lekceważący stosunek do sprawy. Zachowanie mojego syna i jego podłoże jest mi znane i rozpracowywane, począwszy od jego narodzin w 26 tyg. ciąży. Nie chciałam tu natomiast wybebeszać całego ogromnego „problemu”, tylko nawiązać do tematu „straszenia dzieci”.

        • Magda S.n

          akurat faktycznie bezczelny ten koles zwrocil pani bachorowi uwage,a achor drze sie tak tylko godzine czy cale 15minut,gratuluje luzu
          inni ludzie moze nie zycza sobie darcia ryja i tyle mogla go pani odciagnac na bok w ustronne miejsce jesli komunikacja z dzieckiem i ruszenie dupy gdzies dalej jest dla mamusi problemem

          • MAK

            Za wiele to Pani nie zrozumiała. Ten obcy mężczyzna mógł zawsze powiedzieć dziecku że jego krzyki przeszkadzają innym i to byłby jakiś argument. Strasząc zabraniem tak naprawdę wyjasnił dziecku, że owszem można krzyczeć, tylko trzeba uważać czy akurat „pana zabierającego” nie ma w pobliżu. Dzieci mają bardzo precyzyjną logikę dopóki nie nauczymy ich czytać między wierszami.

          • Paulina Raszeja

            Szanowna Pani, jeśli rodzice nazywali Panią w dzieciństwie bachorem – przekazuję wyrazy współczucia. Jest już Pani jednak, jak mniemam, dorosła i potrafi przeanalizować co się powinno a czego nie, w odróżnieniu od trzyletniego dziecka. To, że piszę, że zareagowałam spokojem, nie znaczy, że nie zareagowałam. Wręcz przeciwnie, w momencie gdy ten „pan” zwrócił się obcesowo do mojego dziecka, było ono już przy mnie i tłumaczyłam mu, że krzykiem i histerią nic nie wskóra, że mu POMOGĘ z jego kłopotem. Bo chyba taki jest sens wychowania, a nie tresura bulteriera.

          • Pani Magdzie już podziękowaliśmy.

      • Dawid Grajdek

        Oczywiście dzieci mają różne charaktery. Wszystkie są słodkie i urocze – to je łączy, ale są ludźmi i dlatego każde z nich ma osobne cechy. Jeśli dziecko pani Małgorzaty jest spokojne, to nie znaczy, że każde inne będzie dorastało w ten sam sposób. Nietaktem jest więc twierdzić, że w każdym przypadku to wina rodziców. Może pani Małgorzata spróbuje poczuć się w sytuacji pani Pauliny i pomóc swoją wielką wiedzą i doświadczeniem, bo krytyką niczego nie wniesie ;). Mam syna w wieku trzech lat z twardym i stanowczym charakterem. Obecnie domagają się respektowania swoich żądań potrafi kilka godzin płakać i fochać się w łóżeczku. Niestety tłumaczenia i proszenia nie pomagają, najlepszą metodą jest ignorowanie zachowania młodego. Gdy ma dość i dochodzi do wniosku, że nic nie osiągnie swoim krzykiem, przychodzi z zupełnie innym nastawieniem. Dla mnie to plus dla syna, że tak długo potrafi walczyć, aby osiągnąć cel, ale muszę też postawić na swoim jeśli próbuje go osiągnąć niewłaściwą drogą. Myślę, że pomoże mu to w przyszłości szukać humanitarnych rozwiązań problemu, a nie iść po najlżejszej drodze oporu – wymuszaniu…

    • co CI ludzie mają z tym” ja Cię zabiorę”, „chodź ze mną”?
      W przeciągu miesiąca spotykam na swojej drodze ze dwie takie osoby?
      Ostatnio przed przejściem, gdy moja prawie 2 letnia córka za 1 razem nie chciała mi dać ręki bo chciała coś sprawdzić na ziemi – podeszła jakaś kobieta i zaczęła do niej mówić „ja Cię zaraz zabiorę bo nie słuchasz mamy”.

  • Pingback: Blog Ojciec – 5 rzeczy.. – Zdigitalizowany Pamiętnik()

  • Maguda

    Przypomina mi się małżeństwo Japończyków, które za karę zostawiło na drodze przy lesie małego synka, bo był niegrzeczny. Gdy po niego wrócili, chłopca nie było. Poszedł ich szukać. Rodzice zaalarmowali policję i służby (o zaginięciu). Chłopca znaleziono. Gdy prawda wyszła na jaw – że oni sami go tak zostawili, publicznie przepraszali.
    Szkoda dziecka, choć może rodzice się czegoś nauczyli..?
    To całkiem niedawna sprawa.

    • Joanna

      A wyobrażasz sobie podobną sytuację w Polsce? Nie dość, że nie byłoby publicznych przeprosin, to jeszcze rodzice wymyśliliby piętrową historię o tym, że ich napadnięto, a dziecko porwano i kazaliby szukać złoczyńcy.

      • Maguda

        Tak, dokładnie tak sobie wyobrażam. Niestety.

  • Anna Bączkiewicz

    Ja natomiast pamiętam, ze rodzice zostawili mnie kiedys samą w samochodzie i gdzieś poszli, np na zakupy. Miałam wtedy około 5 lat. I jakąś młodzież weszła do naszego auta (to były wczesne lata 90 te wtedy nikt nie zamykał fiacika 126 p na klucz). Wyobraźcie sobie mój traumę gdy dla żartu próbowali mnie z samochodu wyciągnąć a ja ze wszystkich sił sie broniłam… Do dzis miewam sny przypominające o tamtym wydarzeniu i nie obrażając moich rodziców to przykład ich skrajnej bezmyślności…

  • To bardzo wazne, o czym piszesz.. ale to tak bardzo boli, kiedy sie to czyta, az nie chce sie wierzyc, ze ktorykolwiek z rodzicow moze sie tak znecac nad swoim dzieckiem… I jak w ogole taki ktos, smie sie nim nazywac…
    Dziecko Kocha nas bezwarunkowo I taka sama milosc powinna istniec w sercach rodzicow. Dlaczego dla mnie to tak cholerne oczywiscie, a dla kogos nie?!!!! Nikt tak jak dziecko nie zasluguje na Cale dobro tego swiata…

  • Świetny i b. wartościowy tekst. A smutne i tragiczne, że to matki są takie okrutne. Ja kilka dni temu też taką słyszałam. Wychodzę na balkon a chłopczyk 2/3 latka przykuca co chwilę i wyciąga rączki i histerycznie płacze i krzyczy: „na rączki” a matka z daleka. – nie była widoczna już z balkonu- wrzeszczy, że ma przjść – nie wróciła się do malucha, słuchała jego tragicznego płaczu a on stawał na nóżki i przykucał i wyciągał rączki i szedł do niej :( dzieci nie mają wyboru. Ciekawe co funduje taka matka dziecku w 4 ścianach. Ile kobiet nie powinno nigdy zostać matkami!

    • Monika Chmielewska

      A Pani zawsze ma taki power i każde na rączki realizowała?
      Te maleństwa potrafią dać w kość i czasami warto dziecko zostawić samego ze sobą, żeby młody na spokojnie pobył w swoim towarzystwie. Ale nie w miejscach publicznych.

    • MaryJ

      Może była w ciąży i po prostu nie może nosić dziecka. Nie miałam takiej sytuacji, ale staram się zrozumieć matkę

      • Jak była w ciąży albo nie miała siły wziąć dziecka na ręce powinna być przynim i starać się uspokoić go, przytulić s nie zostawić dziecko i wymagać, żeby do niej doszło. Najpierw należy rozumieć dziecko a nie matkę

  • Marta Barska

    Mój trzyletni wówczas synek miał wycinany trzeci migdał. Podobno byłam pierwszą (na prawdę trudno mi w to uwierzyć) mamą, która powiedziała „zostaniesz teraz z panią doktor, która naprawi ci uszy, a ja będę cały czas czekała pod drzwiami. Będziesz spał, ale jak się obudzisz, to będę już obok”. Podobno wszyscy rodzice mówią, że zaraz przyjdą…

  • Magdalena Zajdzińska

    Mialam ze 4 lata, mimo matczynych zakazow i ostrzezen fikalam w najlepsze na wersalce, pociagnelam za kabel i strącilam lampke, tlukąc klosz. Moja matka zaczela udawac, ze dostala jakiegos ataku, potem rzucila sie na podloge u udawala martwą. Dlugo. Calą wiecznosc. W zyciu nie bylam tak przerazona.

    • Niektórzy naprawdę nie wiedzą jaką krzywdę wyrządzają dziecku.

  • Aleksandra_kk

    Ja do dziś pamiętam swój pierwszy dzień w przedszkolu jak szykowalismy się do leżakowania. Ja rozebralam się jak w domu cała i zaczęłam ubierać pizame a Pani zaczęła się ze mnie nasmiewac przed cala grupa ze nie rozbiera się tu nikt do naga tylko śpi się w majtkach żebym zobaczyła ze nikt oprócz mnie się nie rozebral. Do dziś pamiętam uczucie wstydu…:(

    • Nienawidziłem takiego uczucia i do dzisiaj mam wielkie wyrzuty sumienia do wszystkich nauczycieli, którzy w stosunku do mnie czy do innych uczniów robili takie rzeczy. Za takie coś powinno się odbierać prawo wykonywania zawodu, bo taki nauczyciel to najgorsze co może nas spotkać na szkolnej drodze.

    • Beata_K

      Ja jestem nauczycielką przedszkola i z całą świadomością słów stwierdzam, że takim nauczycielom powinno się dać zakaz zbliżania do dzieci, skoro nie potrafią uszanować ich intymności. Opiekując się 3-latkami zdarzało się wiele takich krępujących dla dzieci sytuacji, gdy się któreś zsiusiało albo znalazło w sytuacji gdy pozostałe dzieci zaczynały się śmiać z niego, wtedy brałam je w bezpieczne miejsce i udzielałam potrzebnej pomocy. Często też tłumaczyłam innym dzieciom, że ich zachowanie jest niewłaściwe i że gdyby znaleźli się w podobnej sytuacji na pewno nie czuliby się dobrze.

    • Anna_CH

      moiim jedynym wspomnieniem z przedszkola jest jak nie chcialam zjesc zupy ogórkowej i Pani „nauczyciela” wsadziła mi głowę do talerza z zupą…

    • Ja jak dzisiaj pamiętam, jak dostawałam zjebę (tak, to była zjeba, krzyk, wrzask, czerwone poliki i kurwiki w oczach) od wychowawczyni w pierwszej czy drugiej klasie podstawówki. Bo pisałam brzydko. Zostawałam na przerwach, rysowałam szlaczki, jako jedyna w klasie nie mogłam pisać długopisem ani piórem, bo pisałam brzydko, ciągle byłam porównywana do innych, mówili mi, że bazgrolę jak kura pazurem, że dziewczynce nie przystoi (wtf w ogóle) tak brzydko pisać itp. Do dzisiaj wstydzę się pokazywać ludziom swoje notatki czy coś i zawsze przepisuję je na komputer. Jest mi też przykro, że nie mam ładnego podpisu tak jak inni. W liceum dowiedziałam się, że po prostu nie umiem trzymać poprawnie długopisu bo ktoś mnie źle nauczył/nie poprawił i to wszystko przez to.

      Dzięki, nauczyciele, dobra robota :P

  • Tak myślałam, że nie będę w stanie „normalnie” przebrnąć przez ten tekst.
    Trzeci podpunkt to już dla mnie za wiele – u mnie zawsze był problem z zasypianiem, zarówno starszej jak i młodszej – mam dzieci, które zwyczajnie mało śpią.
    Rady, które słyszałam od ludzi przerażały mnie do tego stopnia, że nie mogłam uwierzyć w to, co mówią. Wrzucenie dziecka do pokoju, z zasłoniętymi roletami i zamknięcie za sobą drzwi, to jeden z pomysłów.

  • Dawid Grajdek

    Pierwsze dwa punkty to zdecydowana przesada, szczególnie u mojego trzylatka to naprawdę jedyna metoda. Bunt trzylatka to niestety zachowanie pozostawione przez naturę dziecku, aby mogło ustalić hierarchię w stadzie i oczywiście w tym wieku nie może zostać dominatorem. Gdy krzyczy najlepszą formą zachowania otoczenia jest ignorancja, bo prośby i tłumaczenia jedynie nasilają stan dziecka. Pozostałe punkty są dla mnie jak najbardziej zgodne z dotychczasowym doświadczeniem.

  • Dorota Wojciechowska

    Kiedy byłam bardzo małym dzieckiem, moja mama miała metodę wychowawczą „na obrażanie się”. Kiedy byłam niegrzeczna, przestawała się do mnie odzywać i ignorowała mnie. Ja zaczynałam ryczeć, cała w spazmach nie mogłam się uspokoić, a ona dalej swoje. Do dziś pamiętam koszmary, które wtedy mi się śniły o odchodzącej ode mnie matce. Co ciekawe z tego samego powodu złamałam kiedyś rękę, nie mogąc samodzielnie wyjść z autobusu (byłam za mała i bałam się zeskoczyć). Moja mama nie zauważyła tego, a ja myślałam, ze jest na mnie o coś zła i chce mnie zostawić. Zeskoczyłam w końcu i niestety upadłam łamiąc rękę. Podobnie niestety było z wyśmiewaniem i bagatelizowaniem moich problemów i głośnym strofowaniem na ulicy.
    To niestety kompletnie niszczy zaufanie dziecka do rodzica i ciągnie się przez całe życie. Dziecko rzeczywiście nie czuje się pewnie, nie czuje, ze rodzic jest dla niego oparciem i unika mówienia o swoich problemach ze strachu przed wyśmianiem lub zbagatelizowaniem. Co więcej później przekłada się to takze na relacje z innymi osobami w dorosłym życiu.

    • Pozwolę sobie zapytać: czy Twoja mama wie teraz, co wtedy czułaś? Czy też uznałaś, że nie ma sensu wracanie do czegoś, czego i tak się nie odwróci?

      • Dorota Wojciechowska

        Nie nie wie, i nie dowie się, ponieważ nie żyje. Z resztą raczej bym jej tego nie wypominała. Podałam to tylko jako przykład, bo zauwazyłam analogię. Tekst Kamila jest bardzo ważny i rzeczywiście nie są to rzeczy wyssane z palca. Spodziewając się obecnie dziecka dużo myślę na temat wychowania, dlatego przypominają mi się błędy własnych rodziców, których chciałabym nie popełnić, chociaż wiem, ze to będzie trudne.

  • Przyznaję, że z lekkim „strachem” zabierałam się do lektury tego postu, ponieważ łapię się na tym, że zdarza mi się stosować metody wychowawcze, które stosowano wobec mnie, a w sumie niekoniecznie się z nimi zgadzam (siła nawyku, z którą walczę). Ale mogę westchnąć z ulgą, ponieważ żaden z pięciu punktów mnie nie dotyczy :D Nie robię takich rzeczy mojemu dziecku, a już na pewno nie uważam, że byłby to powód do dumy :/

  • Prawie sie poplakalam czytajac ten wpis. Dzieci sa takie niewinne i jedyne czego chca to czuc sie bezpiecznie. metody CIO (cry it out) sa bardzo bardzo popularne w UK. ciesze sie w Polsce nie. dla mnie to tortura. nie wyobrazam sobie tego robic wlasnej coreczce

  • Anna Magdalena Suska1234

    Mnie moja babcia która ma 92lata i która oczywiście szanuje. Ale gdy byłam mała i byłam niegrzeczna to babcia mnie duchami straszyła np. że po mnie przyjdzie i zabierze;( . to jest tylko jeden przykład z wielu. A po dziś dzień mam chwile gdzie boje się sama zostać w domu ;(.
    Mam również synka który ma skonczone 6lat i gdy zobaczyłam że babcia chce robić to samo to automatycznie zakazałam. Bo może by nie miał z tym w przyszłości problemu tak jak ja ,ale wole dmuchać na zimno.
    Pozdrawiam.Ania.

  • Agnieszka Raven

    mam 6 miesięczną córeczkę,śpi ze mną praktycznie od samego początku, zasypia utulona przeze mnie,albo kołysana w wózku. Nie wyobrażam sobie uczyć jej spania w łóżeczku metodą 3 7 10 czy jak to się tam nazywa ten czysty przejaw sadyzmu wobec tak małej istoty. Nie uważam siebie za jakąś totalnie zbzikowaną mamuśkę która musi robić wszystko książkowo. Dziecko ma swoje potrzeby, nie płacze bez powodu. Nie można oskarżać kilkumiesięcznego niemowlęcia o manipulacje! (a takie teorie też słyszałam). Słucham z niedowierzaniem koleżanek które stosowały tą metodę i jeszcze miały pretensje,że nazywano je sadystkami bez serca…niestety tak po części jest.

  • Gertruda Gałek

    A ja pamiętam moje pierwsze publiczne wystąpienie: dzień mamy w przedszkolu, w połowie wierszyka zapomniałam tekstu, niektórzy z obecnych zaczęli się śmiać, uciekłam z płaczem. Przez wiele, wiele lat miałam problemy z publicznymi wystąpieniami

    • Ilvi

      Miałam podobnie. Tylko ja dostałam wierszyk w ostatniej chwili, bo okazało się, że koleżanka zachorowała i jej nie będzie. Ponieważ zawsze umiałam wszystkie wierszyki (bardzo łatwo je zapamiętywałam na próbach) pani postanowiła mnie obdarować tym zaszczytem. Oczywiście nie miałam czasu na przygotowanie i zapomniałam jego drugiej części a widownia mam się śmiała. Do dzisiaj mam problemy, nie tylko z wystąpieniami publicznymi. Zawsze gdy nie jestem czegoś pewna, tak bardzo boję się zrobić z siebie idiotkę, że nawet nie podejmuję próby. Dotyczy to w szczególności prób porozumiewania się w języku angielskim. Mimo, iż wszystko rozumiem i wydaje mi się, że potrafię odpowiedzieć, nie robię tego tylko dlatego, że boję się, że ktoś się będzie śmiał ze mnie, bo coś źle powiedziałam. Miałam jednak przyjaciela swego czasu, który był anglikiem. Nigdy nie odważyłam się z nim porozmawiać, jedynie pisałam. Jak twierdził, mój angielski jest bardzo dobry i nie rozumiał mojego lęku przed rozmową z nim. A ja nie czuję się źle jeśli chodzi o wymowę, tylko właśnie układanie zdań. Nie jest to jednak jedyna rzecz. Boję się zaciąć przy np. rozmowach telefonicznych. Często, gdy mam coś do załatwienia piszę na kartce o co mi chodzi, żeby się nie pomylić.
      Przeżyłam tą pierwszą porażkę w wieku 5-6 lat, dziś mam 24 i nadal czuję, że to za mną chodzi…

    • Dlatego też ja się cieszę, że u nas w przedszkolu jest zawsze pani w roli suflerki, która podpowiada dzieciom zapomniane kwestie.

  • mamii

    Ten artykuł przypomniał mi sytuację w której nasz syn mając 4,5 roku mimo wielokrotnego powtarzania żeby nie chasał między półkami sklepowymi bo się może zgubić – dosłownie odwrócił się w złą stronę i nie zauważył nas z mężem, przekonany że strona w którą patrzy jest tą właściwą puścił się pędem przez sklep z takim wrzaskiem, że nawet idiota usłyszał by w nim przerażenie. Trwało to pewnie kilka sekund zanim usiłując przekrzyczeć jego krzyk zdołałam go złapać – a traumę ma do dziś. Minął rok. Nie chce zostać sam w absolutnie żadnej sytuacji – nawet kiedy w naszym domu wychodzę z praniem na piętro zabiera zabawki i idzie na tą chwilę bawić się na górę. Jak można coś takiego zrobić dziecku specjalnie?????? Trzeba być Idiotą nie rodzicem.
    Swoją drogą może ktoś z Was ma jakąś radę jak odbudować to poczucie bezpieczeństwa?

    • mono

      No, trzeba brac sie do pracy, w koncu nie bedzie takiego komfortu zeby byc przy dziecku 24h. Po 1. Zawsze wyjaśniają gdzie i po co idziesz i za ile wrocisz. Zacznij od krótkich momentow, np. 2 minuty gdy idziesz do sasiadki czy wynieść śmieci. Daj dziecku np. klepsydrę i powiedz ze wrocisz zanim piasek przesypie się z jednej strony na druga i oczekujesz ze dziecko będzie w pokoju. Koniecznie wróć! Bez tego nie będzie poczucia bezpieczeństwa. Możesz stopniowo wydłużać ten czas, np. trzy obroty klepsydry czy cos. To daje dziecku poczucie kontroli i buduje świadomość czasu. Po 2. Odgrywajcie scenki np wyjścia do sklepu. Zrob z tego zabawe czy wasz rytual przed wyjsciem. Daj mu jasne instrukcje – proste instrukcje – co ma zrobić, gdy cie nie widzi. Przecwicz w domu, potem w sklepie się umów na to, ze sprawdzicie czy potrafi sobie poradzić. (Powiedz, ze będziesz za regalem a dziecko ma zrobić to na co się umowiliscie. Nie zmieniając niczego, trzymaj się scenariusza). Po 3. Wyjaśniają zasady zachowania w nowym miejscu – gdzie ma dziecko być, co może robić a czego nie. Daj mu zajęcie, umozliwiaj mu powodzenie (nie skazuj na porażkę oczekując ze przez godzinę będzie grzecznie słuchać jak gadasz ze znajomymi w restauracji, przynies zabawki czy kredki).

    • Magdalena Korzeniewska

      Chyba oprócz tego, żeby wytłumaczyć, że nawet jeśli się zgubi (sytuacja zagrażająca jaką przeżył), jest wyjście z tego, że zawsze może się zapytać jakiegoś ochroniarza, że oni są tu też po to, żeby dzieciom pomagać, rozwinąć tą sytuację stresową, jaką przeżył. Nawiększy strach budzi się jeśli jest jakaś niewiadoma, i zero rozwiązania. Brak nadziei, że jak się wydarzy taka sytuacja, jest się bez wyjścia. Tylko w żadnym wypadku nie ćwiczyć tego na żywo! Wystarczy że tą sytuację i jej rozwiązanie dziecko wyraźnie zobaczy w myślach. I po jakimś czasie, jak uzna, że tak by właściwie było, przestanie się bać takiej podobnej sytuacji. A z czasem, może mu się zabliźni rana na sercu, tego co już przeżył. Pozdrawiam.

  • Patrycja Maria Poszwa

    Straszne ale prawdziwe. Opowiem może sytuacje z przed wczoraj. Spacerujemy deptakiem z moją córeczką, kawałek przed nami z wózkiem idzie reszta ekipy (kratki ściekowe są mega interesujące) obok przechodzi para z 2 dziewczynkami, starsza (ok 3-4 lat) potyka się i przewraca, tuż obok nas, płacz niesamowity (aż byłam zdziwiona bo wcale mocno nie gruchnęła), mama podnosi ją i przytula mówiąc „moja biedna, nic takiego się nie stało, już nie płacz” i poszła z dzieckiem na rękach. Po 5-6 min kratki przestały być ciekawe i doszliśmy do reszty, okazało się że ta sama mama mijając naszych mówiła do córki ” zamknij wreszcie tą mordę bo cię tu zostawię i Cię zabiorą obcy ludzie”. Byłam w takim szoku, że mi mowę odjeło ;-(

  • Jeszcze bym dodała robienie zdjęć płaczącemu z jakiegoś – choćby najbardziej absurdalnego – powodu dziecku i umieszczanie go na portalach społecznościowych z opisem jaki to durny powód dziecko znalazło sobie do płaczu. Tak bardzo ostatnio popularne i tak bardzo… niskie. Chociaż można to chyba odciągnąć pod ostatni podpunkt. Aczkolwiek moda na to mnie ostatnio poważnie zszokowała.

  • MAK

    Jestem w stanie zrozumieć że rodzica czasem nerwy poniosą, powtórzy jakąś kalkę z własnego dzieciństwa. Nie ma ludzi idealnych, mnie też się zdarza np. robię się zrzędliwy jak mój ojciec :) Ale nie umiem zrozumieć „żartów” stanowiących 3/4 przytoczonego filmu. Jak można na własną prośbę niszczyć ten cudowny okres, kiedy jesteśmy dla dziecka całym światem, nadzieją i obroną w jednym? Niektóre z tych dzieci być może za kilka lat będą rozmawiały już tylko z rowieśnikami, a rodzice będą spełniać rolę bankomatu i hotelu, narzekając na „dzisiejszą młodzież”.

    • Takich rodziców też jestem w stanie zrozumieć, którzy jak to ująłeś, powtórzą kalkę z własnego dzieciństwa. Sam takim jestem i z tym walczę, ale jednak czasami jest to silniejsze. Więc zrozumienie jak najbardziej. Ale w przypadku tego filmu zrozumienia kompletnie mi brak.

  • Ewa Złośnica

    Jezu jakim trzeba być zwyrolem, żeby przez godzinę słuchać jak dziecko płacze i nie zrobić nic….

  • nataliat77

    Bardzo wartosciowy tekst, przeczytalam tez komentarze. Jestesmy tylko ludzmi, kazdy z nas ma inna historie, byly tez inne czasy, inna swiadomosc wsrod naszych rodzicow. Jak dobrze, ze jest tylu mlodych rodzicow, ktorzy widza bledy i chca dla swoich dzieci inaczej. Moja corka jeszcze nie ma 2 lat, a slyszala juz tak czesto od swojej prababci i babci, ze ja zostawia i inne takie. Kiedy jestem w poblizu reaguje, mowie, jej ze mama jest obok i nikt jej nie zostawi. Musze sie jednak zdobyc na odwage i powiedziec babciom, ze nie chce aby tak sie zwracaly do mojej corki. To jest tez jakas pozostalosc z tego jak mnie wychowali rodzice, ze starszymi sie nie dyskutuje, bo maja zawsze racje. Pozdrawiam

  • Marciszon 88

    Uwielbiam , każdy Twój post – każdy . Czerpie ogromne inspirację z każdego wpisu :) Mam 4letnią córkę …. chcę ją wychowywać ‚ po swojemu ‚ nie tak jak to było 20lat temu … na każdym kroku słyszę … ” jak to dziecko może mieć swoje zdanie , za dużo jej pozwalasz , na głowę Ci wejdzie , niegrzeczne dziecko ( nienawidzę określenia niegrzeczne dziecko . Niegrzeczne czyli jakie ?? a jak dorosły zachowuje się niegrzecznie to też chodzimy i mówimy ‚ Ale Ty jesteś niegrzeczny ? ‚ wrrr )…. włosy jeżą się na głowie … ale jestem wytrwała w swoim postanowieniu … wolę 1000000……. razy wytłumaczyć niż dać klapsa, a słyszę to : ‚ od klapsa nic jej nie będzie, będzie wiedziała za co ‚ albo ‚ Ty dostawałaś na tyłek i co stało sie coś ? ‚ owszem stało – zrozumiałam , że to wcale mi nie pomogło. Nie lubię straszenia dzieci … a zdarzyło się nawet , że przedszkolanka straszyła moją córkę , iż zadzwoni po mamę ( córka coś przeskrobała, a Pani nie potrafiła wytłumaczyć dziecku tylko nastraszyła mamą :O )… ach…. co do starszych , zgodzę się , że ciągle maja te swoje metody … ‚ jedz , bo przyjdzie baba jaga i Cię zabierze ‚ …. a zwróć uwagę …. Tak jesteśmy młodzi , może i mniej doświadczeni … dziękujemy za rady , ale nasze dziecko chcemy wychować sami .. po swojemu … choćbyśmy popełnili 1000 błędów – pozwólcie nam być rodzicami !

  • barrtekk

    Szok. Właśnie to czuję, bo nr 5 mnie wcisnął w fotel. Na prawdę nie wiedziałem że można coś takiego zrobić i do tego to udostępnić innym.
    Jednak jestem niedzisiejszy, znowu…

  • marmar

    Ja jednak usunęłabym link do youtuba- nie ma zwiększać liczbę wyświeteń tego typu filmików, nawet „ku przestrodze”. Opis w zupełności wystarczy.

    • Niestety takie filmy mają już po parędziesiąt, a nawet paręset milionów wyświetleń. Myślę, że te kilkaset czy kilka tysięcy ode mnie niewiele zmieni w tej liczbie, a jednak przestrzeże rodziców przed takim zachowaniem.

      • marmar

        Nie zgadzam się. Na ten wpis zareagowało na fb 1,5 tys. osób – wystarczy, że każda z nich raz kliknie i oglądalność wzrośnie, a duża liczba wyświetlen zachęci kolejne osoby do nagrywania dzieci i umieszczania takich filmików w sieci.

  • SAga

    Przerażające jak wiele złych, głupich, wręcz okrutnych czynów mogą się dopuszczać rodzice w stosunku do własnych dzieci i jeszcze twierdzą, że wszystko to czynią dobrze!!!

    Płakać mi się chce i dosłownie wysyłałabym takich „mądrych” na obozy socjalizujące – jak być rodzicem, człowiekiem…

    • SAga

      Nawet nie uruchomiłam filmów, bo wtedy płacz jak w banku. Wystarczy mi streszczenie i przykłady… :(

  • Katarzyna Trudnos

    Ja pier…le jak można takie coś zrobić dziecku? te filmiki z prezentami to dobiły mnie kompletnie nie sądziłam, że którekolwiek z rodziców może być takim zwyrolem, przecież to podłe! czy tylko mnie sie tak wydaje?
    W ogóle traktuj dziecko jak siebie samego chciałbyś by traktowano.
    Jak słyszę poniżanie czy zastraszanie dzieci to od razu zwracam uwagę, bo aż się we mnie gotuję ,oczywiście niejednokrotnie usłyszę salwę pięnych Ka i Ha w moją stronę, ale może chociaż da do myślenia. Najgprsze są teksty „w domu zobaczysz” „albo cicho bądź bo popamietasz” .. co to ma na celu? spowodowanie strachu u dziecka przed powrotem? dom ma być bezpiecznym azylem! No kurde… szkoda słów.

  • Beata_K

    Bardzo POTRZEBNY artykuł. Oby więcej było takich rozsądnych rodziców! Pozdrawiam :)

  • Agnieszka Walkowiak (Zaiana)

    To o czym piszesz jest straszne i jest to przemoc w najgorszym możliwie wydaniu bo doznawana przez bezbronne dzieci od osób którym bezgranicznie ufają. A ten filmik, który umieściłem. … nie byłam w stanie go do końca obejrzeć :-(

  • Drogi Ojcze, szanuję Twoje zdanie, co wiecej zgadzam się z wieloma punktami, jednak zamiast piętrowych pewne zachowania rodziców warto byłoby napisać co polecasz w zamian :-)

    • Chyba najwyższa pora napisać własny poradnik, bo w pojedynczych postach na blogu ciężko będzie ten temat dokładnie ugryźć :)

  • Kasia Wawrzycka

    Metoda 3 5 7, kiedyś o niej przeczytałam i, nie znając innych sposobów oraz będą ogłupiałą z niewyspania, stwierdziłam, że spróbuję. Wytrzymałam dokładnie 45 sekund płaczu mojej córki i nigdy więcej nie próbowałam. Przestałam też słuchać gadania typu „Nie bierz jej do swojego łóżka” albo „Nie noś na rękach za każdym razem jak płacze”. A argument był taki, że jak będę tak robić to ona się przyzwyczai. No do czego kurcze ona się przyzwyczai, że mam ją kocha i się o nią troszczy kiedy jest jej smutno i źle?!

  • Sylwia

    Jest to chyba najlepszy tekst, który przeczytałam w tym roku w internecie. Serio. Nie komplementuję cię, żeby było ci miło.Jest niezwykle poruszający i ważny. Chyba każdy ma jakieś demony w szafie, które siedzą tam od dzieciństwa.
    Proponuję, abyś zgłosił ten artykuł na tekst roku w corocznym konkursie Blog Roku (teraz chyba ma inna nazwę, nieważne). Myślę, że masz wielką szansę wygrać. No i przy okazji przeczyta go więcej rodziców. Pomyśl o tym.

  • kakuro

    Zgadzam się z tekstem choć przyznam, że nie znam osoby o silniejszej psychice niż mój ojciec. Nie wiem na ile wpływ na to miało, że jako niemowlę na noc matka miała odcinany dostęp do niego a ojciec tylko sprawdzał czy ma sucho i czy nie chce butelki.

  • Kata

    Dodać do tego śmiech z płaczącego dziecka i lista zamknięta.

  • Karolina Gerlich

    Dla mnie i tak zawsze najgorsza będzie przemoc słowna, przypomniało mi się: Stoje na stacji s-bahn, obok rodzinka, babcia, jej corka i dwojka dzieci,chlopcy, jeden ok 2,5 w wozku, drugi moze 11 letni. Starszy cos mamrocze pod nosem o tym jak jechal juz s-bahnem, na co matka odpowiada: i na ch**j mi to opowiadasz, co ty k***a myslisz ze jestes jakims j**anym kierownikiem Deutsche Banu? Chlopak zmieszany pod nosem: z tata jechalem. Matka: Ch*j mnie to obchodzi, jechal jechal, po kiblu szmata jechal. Wtraca sie babcia: ale on tylko… Matka: co k****a tylko, jak p***doli to niech to robi z sensem. Mlody ma lzy w oczach, a matka zupelnie zmienionym przeslodkim glosem do mlodszego: chcesz soczku?

    • Aż się wierzyć nie chce, że takie sytuacje mają miejsce…

  • Satya Samuel Shining

    Fantastyczny wpis, dziekuje. Ja tu pokaze jeszcze glebsza skale tego problemu, otoz ja ide dokladnie przeciwna droga od terroru, ktory Pan opisuje, czyli cudownym pelnym szacunku rodzicielstwem bliskosci i dziele sie tym w sieci i ktos mnie podal na policje, po czym natychmiast wytoczono mi proces o podejrzenie pedofilii i przyznano kuratora, ciagnie sie to od 10 miesiecy…Choroba, ktora toczy zachodnia cywilizacje jest nie do opisania…. Pozdrawiam z glebi serca Pana serce. Patrycja

  • Joanna Korzeniewska

    Jestem może podła, bo przez chwilę poczułam się lepiej, że żadnej z tych rzeczy nie robię. Nie okłamuję też dziecka, że będę za 5 minut, jak go zostawiałam w przedszkolu, a mówiłam, że przyjdę po obiedzie. Nie rozumiem, nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy robią rzeczy opisane w tym tekście, dla mnie to nienormalnie. A byłam niekiedy uważana za głupią, bo nie daję dziecku się wypłakać i się męczę z usypianiem będąc przy dziecku, zamiast zostawić i niech sobie płacze. To było na pewno wymagające i męczące, ale cieszę się, że tak robiłam i robię.

  • Artur

    Nie wyobrażam sobie, żeby zostawić dziecko samo na sekundę, pamiętam jakie straszne było czekanie na mamę w przedszkolu, kiedy już wszystkie dzieciaki wyszły; tak samo nienormalne jest zostawianie dzieci w wózku przed sklepem, to jak przehandlowanie za kilo kartofli…

  • Joasia Ambro

    Szczerze mówiąc dopóki nie urodziłam dziecka te youtubowe żarty wydawały mi się śmieszne. Przy dziecku zaczęłam jednak więcej interesować się psychiką dziecka, więcej czytać i zaczęły mi przypominać się różne rzeczy z dzieciństwa. Kiedyś rodzice dla żartu postawili mnie na półce meblościanki, była to mala wąska półeczka, wydawało mi się to strasznie wysoko, bardzo bałam się ruszyć i rozpłakałam się a w tym czasie tato robił mi zdjęcie. Mam je do dzisiaj… Może dlatego jestem trochę strachliwa jeśli chodzi o różnego rodzaju „niebezpieczne” sporty jak narty, wspinaczki itp. Nie chcę zrobić tego samego swojemu dziecku. Jeśli chodzi o bicie to widzę, że moi rówieśnicy okolo 30, też są za biciem, bo to wejdzie dziecko na głowę, bezstresowe wychowanie itp. Jeśli powiesz im, że to nie działa, to powiedzą że oni dostawali i żyją. Tylko jak mi jedna koleżanka broniła bicia jako metody i opowiadała jak kiedyś ojciec ją sprał, to tylko chciałam ją spytać, dlaczego ma taką bardzo niewyraźną minę jak o tym mówi.

  • Ewa

    Większość sytuacji z filmiku jest niedopuszczalna, ale jeśli chodzi o prezenty mam mieszane uczucia. Nie mówię o pomysłach rodziców, bo to inna para kaloszy, ale sama reakcja dzieci… Mnie rodzice uczyli, że nawet jeśli prezent mi się nie podoba, powinnam za niego podziękować, bo ktoś się postarał i inaczej będzie mu przykro. Rozpłakanie się i wyjście bo prezent jest inny niż oczekiwałam nie mieści mi się w głowie.
    Inna sprawa, że nam też kiedyś rodzice zrobili psikusa. To było już po Wigilijnej kolacji, każdy dostał swój prezent, ale pod choinką był jeszcze jeden – niepodpisany. Z siostrą zachodziłyśmy w głowę, co to jest, przecież już każdy ma swój? Rodzice twierdza, że nie wiedzą, no to sprawdzamy. Z zapałem odpakowujemy małą paczuszkę (pięknie była zapakowana), a tam… nic. Puste pudełko. Jak rodzice zobaczyli nasze zdziwione miny, wybuchnęli takim śmiechem, że mało się nie posikali. A my? A my się po sobie spojrzałyśmy i też zaczęłyśmy się śmiać. Tak – śmiać! Nie było płaczu, obrażania się, ani traumy na całe życie. Do tej pory wspominam tę sytuację z uśmiechem i widzę oczyma wyobraźni zdziwioną minę swojej siostry – moja musiała wyglądać podobnie. Wiem, że sytuacja była trochę inna niż na filmiku, bo dostałyśmy już wcześniej właściwe prezenty, a ten był dodatkowy, niepodpisany i nie sugerował co jest w środku, ale mam wrażenie, że tamte dzieciaki i tak by zrobiły aferę. Jak nie nauczymy dzieci śmiać się z samych siebie, to kto to zrobi?

    • Jasne, są żarty nawet na tym filmie, które są akceptowalne. Jednocześnie jest wiele okropnych i okrutnych. Reakcja dzieci też pozostawia wiele do życzenia – to rozwydrzenie i ta roszczeniowość jest aż nad wyraz widoczna i moim zdaniem wystawiają one rodzicom tych dzieci tym gorsze świadectwo.

  • Dominika Bereżańska-Masiewicz

    Zgadzam się z Tobą, oglądając zamieszczony powyżej film zastanawiałam się jakim trzeba być zwyrodnialcem, żeby robić tak głupie żarty swoim dzieciakom…. tak skrupulatnie zapakować prezent i patrzeć na to jak dziecko z wielka radością go rozpakowuje a później …. czuje się jakby dostało w twarz i to od kogo …od swoich rodziców, po prostu brak słów. Z radości wpada prosto w rozgoryczenie i żal. Ja mam 3 synów w wieku szkolno-gimnazjalnym i nigdy nie wycięłam im podobnego numeru. Raz wspólnie z jednym synem pakowaliśmy prezent dla jego koleżanki do szkoły, no fakt wiele miało pudełek :), ale jak koleżanka doszła w końcu do ostatniego pudełka, to -to co tam znalazła( z tego co pamiętam to sporo przekroczyliśmy założony budżet i prezentów było w sumie kilka + słodycze) bardzo się jej podobało, po prostu tryskała radością…chwaliła się tym na pół szkoły.

    Wracając do ww. filmu…debilnieje nam społeczeństwo… takie traumatyczne wspomnienia zostają w głowie na całe życie, a później rzutują na resztę naszego życia, a to z czasami zatacza coraz większe kręgi, więc jak ktoś będzie miał ochotę zrobić taki głupi numer swojemu dziecku lub komu komukolwiek z rodziny, może warto najpierw zadać sobie pytanie” A jak ja bym się poczuł w takiej sytuacji ?” po prostu empatia.
    Pozdrawiam Dominika

  • Michał

    Jak czytam o takich zachowaniach rodziców to ciężko mi bardzo wyhamować z emocjami – tak bardzo szkoda mi tych maluszków i tak wyprowadza mnie z równowagi taka głupota, bezmyślność i, przepraszam, skurwysyństwo.

  • Niezbędnik Kobiety

    Ja miałam taki oto przypadek w przedszkolu: Podczas leżakowania dwoje przedszkolaków rozmawiało, śmiało się i przeszkadzało innym dzieciom – niekoniecznie mi, bo ja zawsze zasypiałam bardzo szybko. Pani nie mogła zlokalizować, które z dzieci rozmawiało więc profilaktycznie zbiła wszystkie dając siarczystego klapsa w pupy. Mnie i innych dzieci tym klapsem obudziła :( Przykre, smutne ale takie mam wspomnienie z przedszkola :/ Jestem ogromną zwolenniczką Rodzicielstwa Bliskości i traktowania dzieci z takim samym szacunkiem jak osoby dorosłe, chociaż nie mogę należeć do żadnej tego typu społeczności, bo nawet w takich grupach zdarzają się komentarze, które mnie przerastają :) Mam nadzieję, że moja córeczka jest szczęśliwym, małym człowiekiem. Rzadko płacze, nie siusia w nocy (co czytałam może być objawem stresujących sytuacji w ciągu dnia – nie tylko problemów z utrzymaniem moczu), głośno wyraża swoje opinie i zdanie. Ma do tego prawo. Jest w końcu człowiekiem :)

    • Każde dziecko jest człowiekiem i byłoby nam wszystkim lepiej, gdybyśmy się starali o tym nie zapominać :)

  • Audumia

    Rany, nie jestem w stanie nawet opisać co zrobił ze mną ten tekst.. przypomniało mi się tyle beznadziejnych sytuacji z dzieciństwa, że nawet nie będę próbowała ich przytaczać bo brakłoby miejsca.. nie wiem.. nie umiem zrozumieć jak można robić takie rzeczy nie tylko swoim dzieciom, ale w ogóle komukolwiek.. to chore, bezduszne i niesamowicie przykre.. :(

  • Rita

    Moj ojciec zakresla praktycznie wszystkie nazistowkie „taktyki” wspomiane wyzej. Wyedukowany i bystry facet, acz jednak z glebokiej polskiej wsi z tendencjami do znecania sie psychicznego i czasem fizycznego. Mysle, ze to jak mnie wychowal przyczynilo sie do tego, ze nie osiagnelam w zyciu 100% swojego potencjalu. Moje skrajne posluszenstwo i strach przed nim staly sie poczuciem potrzeby sluzalnosci i strachu przed innymi ludzmi i problemami w relacjach interpersonalnych, ktore trwaja ad do dzis (mam 29 lat z czego 10 lat juz z nim nie mieszkam.) Moja siotra cierpi tak samo i mimo, ze ma matke lekarza i ojca architekta nie udaje jej sie zdawac z klasy do klasy, ma duza nadwage i niewielu znajomych bo w domu sa regularne awantury, znecanie sie psychiczne, brud, smrod i chaos.

    Ludzie tutaj opisuja jakies pojedyncze epizody zawstydzania, ktore pozostaly z dziecinstwa – moje i siostry dziecinnstwo to byly w 70% takie „epizody” – najazd na pokoj gdzie cichutko w kacie czytalam gazete i wrzask „CO ROBISZ! CZYTASZ JAKIES GOWNO ZAMIAST SPRZATAC BEKARCIE!”, muzyka ktorej sluchalam byla idiotyczna, moi znajomi byli marni, ojciec mogl na mnie nawrzeszczec, zbic i napluc a nie mialam prawa plakac („POZWOLILEM PLAKAC??”), szczycil sie do znajomych jak terroryzowal mnie juz od niemowlaka („Jak rzuce jej „SPAC” to wie, ze ma byc posluszna i juz zamyka oczy!”)

    Boze ludzie, nie robcie czegos takiego swoim dzieciom. Z jednej strony mysle, ze takie „wychowanie” produkuje ludzi w jakims sensie przydatnych w swiecie – starajacych sie, poswiecajacych sie dla innych ale SORRY w naszym swiecie niestety takie dzieci beda zawsze ostatnie i wykorzystywane przez innych.

    • Rita

      Chcialam jeszcze dodac, ze ojciec tez na tym nie skorzystal dlugoterminowo (no moze poza tym co sobie pouzywal wyzywajac sie na nas) bo teraz gdy zakladam wlasna rodzine nie lubie z nim rozmawiac (zreszta strach bo jak sie z czyms nie zgadzasz to masz wyzwiska albo „w morde”), nigdy mi go nie brakowalo i jego los jest mi mniej lub bardziej obojetny. Mysle, ze i tak jestem dobra corka bo odbieram gdy do mnie dzwoni i jezdze do niego w odwiedziny, nie wylewam swoich urazow na niego bezposrednio i jakby cos mu bylo trzeba to bym pomogl – ale to raczej z tego poczucia sluzalnosci i zobowiazania niz z jakiejkolwiek przyjemnosci czy milosci. Nie znam drugiego czlowieka tak wrednego i brutalnego dla swoich wlasnych dzieci i rodziny.

    • Znaczy o ile produkuje takich ludzi jak piszesz, to z punktu widzenia społeczeństwa nie jest jeszcze tak źle. Gorzej, że ta osoba będzie miała przez sporą część życia zwyczajnie ciężko. Natomiast zdarza się z sporej części przypadków, że takie wychowanie nie powoduje przemiany w tzw. rolę ofiary, ale powoduje powielenie zachowań nabytych w domu – większość zbrodniarzy były właśnie tak wychowywanych. Dlatego mimo tego, że nie zawsze, to jednak takie wychowanie dzieci bywa skrajnie niebezpieczne i tym bardziej należy tego unikać.

      • Rita

        Za pewne zależy to od wrodzonego temperamentu dziecka – zabrzmi kontrowersyjnie ale ja bym chyba wolała przeobrazić się w takiego samolubnego, władczego człowieka jak ojciec. Zamiast tego całe życie jedyne czego chciałam to akceptacji otoczenia, której praktycznie nigdy nie osiągnęłam mimo licznych prób. Nigdy nie potrafiłam i dalej nie potrafię po prostu śmiać się z grupą znajomych z prostych rzeczy, czuje stres że coś źle powiem, nie będę dla nich dostatecznie zabawna, fajna, ciągle czuję, że muszę się starać. Miałam te same problemy z facetami mimo bycia bardzo atrakcyjną, wykształconą dziewczyną – czułam się jakaś gorsza i ciągle miałam niedosyt od nich dowodów przywiązania i miłości. Nie chcę się nad sobą użalać bo ostatecznie udało mi się w życiu – mam już własny dom, dobrze płatną pracę, mówię płynnie dwoma językami, dyplom z zagranicznej uczelni – mimo to od najmłodszych lat towarzyszą mi epizody depresji i poczucia bezsensu.

        No ale dosyć już mojego biadolenia – dzisiaj pierwszy raz trafiłam na pana bloga i jest naprawdę świetny. Myślę, że będę tu stałym bywalcem. Pozdrawiam serdecznie.

        • Takie historie tym dobitniej udowadniają mi jak ważne są te pierwsze lata życia i to jakimi ludźmi są nasi rodzice. Mogę też z niejaką pewnością powiedzieć, że zdecydowana większość osób z naszego pokolenia boryka się jakimiś problemami nabytymi właśnie w okresie dzieciństwa. Jedni z większymi, inni z mniejszymi, ale jednak rzeczywistość jest jaka jest. Dlatego też tak kluczowym jest, aby mieć świadomość tego i powoli sobie z tym radzić. Dzień po dniu.

          Do lektury przyszłych testów oczywiście zapraszam :)