Dzień, w którym mój syn ze mnie zrezygnował

To był najgorszy dzień w moim życiu

5646829664_aedb670811_b

Poniższy tekst jest autorstwa Lauren, prowadzącej bloga Oh, Honestly, która zgodziła się, aby go przetłumaczył. Tekst w oryginale dostępny jest tutaj.

Dzień, w którym mój syn ze mnie zrezygnował

„Odkąd tylko dwójka naszych synów zaczęła dzielić pokój, ich wieczorna rutyna wyglądała tak samo. Kąpiel, piżamy, zęby, bajki, przytulanie. I każdej nocy, gdy opuszczałam ich pokój, Eli mówił mi „Pamiętaj, żeby do nas przyjść, przytulić się i przynieść wodę!”

Kiedy schodziłam po schodach rzucając szybkie „Dobra!”, miałam pełną świadomość, że prawdopodobieństwo wypełnienia tej obietnicy jest bliskie zero. Dni są długie i kiedy nadchodzi wieczór, jestem gotowa na chwilę dla siebie. Zresztą nawet wtedy ciągle jeszcze muszę posprzątać kuchnię, pozbierać zagubione zabawki z salonu i spakować śniadanie moich przedszkolaków, zanim w spokoju usiądę.

Od czasu do czasu, po kilku minutach ciszy, rozpoczynają się nawoływania. Na początku ciche, jednak szybko stają się coraz głośniejsze i coraz częstsze. „Mamo. Maaamooo. MAAAAAMMMOOOOO!!!”

Staję więc na dole schodów i odkrzykuję zirytowana: „Co!?”

„Możesz przynieść nam wodę?”

„Będę tam za kilka minut.”

Wtedy też kończę moje aktualne obowiązki, napełniam kilka butelek wody i niechętnie wspinam się po schodach, zdenerwowana, że „mój czas” właśnie został okrojony. Szybko podaje wodę, rozdaje ostatnią serię buziaków i uciekam stamtąd tak szybko, jak to możliwe, wmawiając sobie, że moje dzieci potrzebują snu. Ja tylko dbam o to, aby im było dobrze.

Coś się zmieniło

Przez ponad dwa lata, różne wersje tego scenariusza odbywały się w naszym domu niemal każdej nocy, co tylko dodatkowo potęguje moje zaskoczenie, gdy odkryłam, że w ostatnim czasie coś się zmieniło i nawet nie zwróciłam na to uwagi.

Przytulałam Samuela i słuchałam jednym uchem, jak opowiada mi swoją ostatnią opowieść o superbohaterach, podczas gdy drugim uchem usłyszałam urywki rozmowy pomiędzy Elim i moim mężem. „Mama” oraz „zrzęda” to były dwa słowa, które wychwyciłam. Żartobliwie wyciągnęłam rękę ponad łóżkami, aby połaskotać syna i zapytałam „Hej, kogo nazywasz zrzędą?”

Niedługo później, znalazłam się w salonie obok mojego męża. Kiedy tylko usiadłam, powiedział mi „Słyszałaś co powiedział Eli? Powiedział:

Mama zawsze była strasznie zrzędliwa, gdy prosiłem ją, aby nas przytuliła, więc przestałem o to pytać.”

Natychmiastowo poczułam stare znajome poczucie winy, które zaczęło wdrapywać się na moje ramiona, niczym niechciany koc w gorący dzień. Zerwałam się, popędziłam po schodach i wpadłam do sypialni chłopców. Eli właśnie się zdrzemnął. Kiedy położyłam się na łóżku, a on się poruszył, wykorzystałam ten moment, aby wyszeptać mu do ucha „Uwielbiam cię przytulać”.

Odburknął coś przez sen w odpowiedzi i ponownie odpłynął, z ręką dokoła mojej szyi, twarzą blisko mojej, tak jak lubił. Wszystko zostało wybaczone; sytuacja wróciła do normy.

Jednak dopiero gdy leżałam obok niego, uderzyło mnie prawdziwe znaczenie jego słów.

„Więc przestałem pytać.”

Nigdy nie poświęcałam wiele myśli sposobowi, w jaki on postrzegał nasz wieczorny rytuał, zawsze zakładając, że moje słowa i czyny są niespójne. Niestety nie wiedziałam o tym, że zarówno mój pośpiech, aby być gdzie indziej, jak i moje negatywne nastawienie, mu nie umknęły. I w pewnym momencie zdecydował, że jego starania nie są warte zachodu.

Wtedy też zaczęłam się zastanawiać o co jeszcze mógłby przestać pytać.

„Mamusiu, poczytasz mi książkę?”

„Pobawisz się ze mną?”

„Mamo, posłuchaj tego żartu!”

„Zgadnij co się stało dzisiaj w szkole.”

„Popatrzysz jak rzucam do kosza?”

„Co myślisz o tej dziewczynie?”

„Mogę z tobą porozmawiać o czymś ważnym?”

I jaka byłaby moja odpowiedź? Jakie byłoby moje nastawienie?

„Za minutę.” Która zmienia się w trzy, cztery, dziesięć, dwadzieścia minut.

„Nie mam teraz czasu,” rzucone we frustracji.

„Zrobimy to później.”

I w ten sposób sterta złamanych obietnic rozrasta się i rozrasta.

Moje wymówki mogą być słuszne i czasami nawet niezbędne. Dzieci muszą nauczyć się cierpliwości i tego, że czasami musimy zrobić również inne rzeczy. Jednak to są moje słowa, połączone z moim nastawieniem, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku: I możliwe, że w pewnym momencie on znowu przestanie pytać. Jednak wówczas może to dotyczyć czegoś znacznie ważniejszego niż szklanka wody i jeszcze jedno przytulenie.

Dlatego też ostatnio przytulam ich nieco dłużej i upewniam się, że gdy mówię „Za minutę”, to naprawdę jest to minuta.

Mój syn ze mnie zrezygnował, jednak uświadomiłam sobie to dość wcześnie, aby udało mi się to naprawić. Przechodzi mnie dreszcz na myśl, jak nasze życie mogłoby się potoczyć, gdybym zrozumiała to zbyt późno.”

Prawa do zdjęcia należą do Lance.

  • dajesz do myślenia…

  • Zawsze warto znaleźć złoty środek (choć gorzej z tym w rzeczywistości), dlatego dziękuje, że przypominasz o tym co naprawdę ważne w życiu.

  • Basia Szmydt

    moja pierwsza myśl – poczucie winy (wobec siebie, rzecz jasna), bo przecież ta historia jest prawie o mnie. Prawie, bo ostatnio obiecałam sobie, że nie będę się karać w każdej sytuacji i na koniec dnia, cholernie ciężkiego dnia, kiedy ich tata jest za granicą, a ja zlepiam naszą dobę w całość, obiecałam sobie przypominać o tym, co dobrego dziś się wydarzyło, i o tym, że ten młodszy głaskał mnie po policzku gdy zasypiał, a ten starszy objał za szyję na dobranoc, choć tak rzadko to robi. Za rzadko…
    ps. dziękuję :)

    • Joanna Kazmierczak

      U mnie jest to samo Basiu od 5 lat .Mam prace na 3 zmiany i jestem tym faktem zmęczona ale staram się pewne rzeczy dopuszczać aby zadbać o relacje z dziećmi,ale i z tym różnie bywa

  • Kurcze, jak zwykle w dziesiątkę.
    A nie dalej jak wczoraj myślałam sobie, podczas usypiania na drzemkę syna, że już bym chciała uciec z tego łóżka, wyskoczyć jak z procy, a on nie kwapi się do uśnięcia. I nerwy mnie brały już trochę, bo wiadomo „robota czeka”. I przeszło mi właśnie przez myśl, że tak często się próbuję wymiksować właśnie z takich momentów, w których moje dziecko mnie najbardziej potrzebuje. I teraz Ty mi z tym tekstem… Dziękuję.
    Od jutra celebruję bardziej te momenty!

    • Ja sam muszę sobie czasami o tym przypominać. Zatrzymać się i zastanowić. Szczególnie wtedy, gdy zaczynam się złościć czy niecierpliwić ostatnio mnie to uderza, że przecież można inaczej, bez nerwów, na spokojnie. Z korzyścią dla mnie i dla dzieci. Kiedyś tak nie potrafiłem.

  • camillecamus

    Szkoda, że moja mama tego nie zrozumiała… Prawie zawsze były tylko ‚obiecanki cacanki’, wieczne zmęczenie i oczywiście, to co powiem – głupie i nie warte słuchania. Teraz się dziwić, że nie mamy o czym rozmawiać ?

    • Niestety obecnie mamy mnóstwo właśnie takich relacji między dziećmi i rodzicami. Relacji płytkich, bo rodzic przez wszystkie te lata nigdy nie spojrzał na dziecko jak na partnera do rozmów. I później jeszcze często owi rodzice są oburzeni, że syn/córka tak rzadko przyjeżdża. Może gdyby poświęcili mu trochę czasu, gdy mieli ku temu okazję, przyjeżdżałby częściej?

  • Wstrząsające przebudzenie – lepiej późno niż później :)

  • Lilith890502

    Bardzo dobra przypominajka o tym, co naprawdę ważne. Ja często też gnam gdzieś przed siebie za rzadko zauważam te małe momenty i dobroci. A przecież to tylko chwile, bardzo ważne chwile, które nie wiadomo ile razy zdołają się jeszcze powtórzyć.

  • Małgosia Jarosz

    Ja zorientowałam się niedawno, że pośpiech jest złym doradcą, jeżeli chodzi o dzieci.
    Dzisiaj celebruje z nimi każdą chwilę, bo ona mija tak szybko i ani sie obejrzę, a przytulanie będzie obciachem. I widzę, że moje małe brzdące chętnie do mnie przychodzą, bo wiedzą, że mama ich wysłucha.
    Osobiście wolę sie spóźnić do pracy, na tramwaj, do lekarza, niż powiedzieć, że nie mam teraz czasu na buziaki i przytulanie. Staram się też spełniać każdą składana obietnicę, chociaż czasem w natłoku próśb z częstotliwością jednej na minutę, te pierwsze gdzieś się gubią. Na szczęście nie tylko mnie… :)

    • Jak napisałaś o tym obciachowym przytulaniu, to kolejna rzeczy mi gdzieś w głowie wskoczyła na miejsce. Chociaż może jak nam się uda to całe rodzicielstwo, to nawet nasze dorosłe dzieci nas czasem przytulą? :)

      • Małgosia Jarosz

        Oby, Kamilu, oby! Mnie osobiście nic nie poprawia nawet najbardziej podłego nastroju tak, jak małe łapki moich dzieci na mojej szyi. Może być z soczystym buziakiem, ale i bez niego jest cudownie. To naprawdę rewelacyjna terapia na wszystko.

      • natalia

        Myślę, że nie trzeba być idealnym rodzicem, żeby dzieci w dorosłości przytulały swoich rodziców, wystarczy im pokazać, że przytulać można się w każdym wieku. Przytulanie dzieci jest najważniejsze, ale przytulający się rodzice to też ważna sprawa. Ja mam już męża i dzieci, ale nie widzę problemy w przytuleniu rodziców i nigdy nie widziałam. Z kolei mój mąż twierdzi, że jego rodzice nie przytulali tak więc mam troje ludzi do nauczenia, że przytulanie jest ważne :)

        • Iskra

          O Natalia to samo u mnie 3 a nie 2 do tulenia

      • Lynx

        Przytulą :) Spontanicznie, a czasami z wyrachowaniem, ale przytulą. Już dorosłe, będą potrafiły powiedzieć: Potrzebuję Cię, Mamo (Tato), bądź ze mną w (tej ważnej, lub błahej) chwili. Ale, jako rodzice, też powinniśmy dać im tego spontanicznego przytulasa, lub niespodziewanie pojawić się przy nich w ważnej chwili, kiedy się nas nie spodziewają. :) Przeżyłam to sama, zrobiłam córce niespodziankę – przejechałam 700 km, żeby być z Nią w dniu jej obrony licencjatu. Ale warto było. Jej mina i radość, kiedy wyszła z sali po egzaminie – bezcenne. :D

      • Iskra

        Kamil masz racje, ja majac 16 lat potrafilam ojca pocałować na przystanku i przytulic gdy szlam do technikum a on na spotkanie czy do pracy i moje koleżanki dziwnie sie patrzyly mówiąc ” to obciach” a ja odp „dla mnie nie!”

  • Dorota Pietruszewska

    jak bym czytała opowieść o sobie i mojej córce…. czuję się okropnie..

  • Kamila Malwina Olszewska

    Czytałam i łza zakręciła mi się w oku choć tekst zupełnie mnie nie dotyczy, no może nie zupełnie ale … ja po przytuleniu, przykryciu i ucałowaniu moich dzieci mimo, że bardzo chciałabym już znaleźć się w drugim pokoju siadam na podłodze obok łóżek moich dzieci trzymamy się za ręce i czekam aż zasną. Pierwsza z reguły zasypia córka wtedy synek prosi żebym położyła się do niego i go przytuliła – robię to, choć chciałabym żeby zasypiał już sam bo ma prawie siedem lat, mówię jednak sobie, że skoro potrafi zasnąć sam (bo są czasem takie sytuacje że oboje idą spać sami) to jeśli chce żebym z Nim była to znaczy, że mnie potrzebuje. I tak jak juz wspomniałam mimo,że chciałabym zająć się juz soboą to cieszy mnie to bo czas szybko leci i dzieci dorastają i kiedyś jak przyjdę dać buziaka na dobranoc usłysze „mamo no co ty ” – wiem bo już to kiedyś usłyszałam ,ale wtedy szybko mu przeszło a ja mogę jeszcze trochę być potrzebną mamą :-D

    • Ten czas, kiedy dzieci będą już na niektóre rzeczy zbyt duże, nadejdzie wcześniej niż się spodziewamy. Niestety. Dlatego też powinniśmy korzystać, póki możemy z tych małych przyjemności o których często zapominamy, że przyjemnościami są, bo zaczynają wyglądać na obowiązki.

    • Iskra

      Masz racje! Mimo ze moj syn ma 10,5l to wciaz chce byc tulonym i calowanym rano i wieczorem ( tata mu rzekl ze faceci sie nie tula -to brednie dla mnie, ale tak tata byl wychowany przez swojego ojca). Gdy corcia zasnie wtedy mam wiecej czasu dla niego. I mimo iz warczymy nie raz w ciagu nia na siebie to on wie ze go kocham.Po kłótni potrafi mi rzec „nie lubie cie i jestem na ciebie wściekły jak na mnie krzyczysz” a ja mu mówię to samo ale zawsze koncze „nawet jak bede sie darla na ciebie jak opetana przez szatana to i tak cie kocham, moje wrzaski nie zmieniaja moich uczuć do ciebie”.

      • Kamila Malwina Olszewska

        U mnie również nie ma sielanki 24h jednak mimo gorszych słów bo mój synek jak mną coś się nie zgadzam potrafi krzyczeć „nienawidzę”cie ale i tak przechodzi i przytulasek buziaczek i wszystko gra.

  • Jak wiele dzieci rezygnuje ze swoich rodziców. Jak wielu rodziców nie jest tego świadomych, nie zabiega, nie ma czasu…

  • Monika Kpns

    A ja siedzę i płaczę. Może i trochę nie na temat ale sobie uświadomiłam co się u mnie dzieje. Moja półtoraroczna córcia zostaje z opiekunką, dziś wróciłam z pracy a ona już spała. Po kolacji, przebrana w piżamkę, ale bez buziaka, bez przytulenia :( Przelatują mi dni i tygodnie przed oczami, niunia jest wspaniała, tyle się uczy, tak bardzo chce ze mną być a mnie przy niej nie ma cały dzień. Niemalże codziennie. A tu kredyty i rachunki, niska pensja więc w drugim miejscu dorabiam. Nienawidzę swojego życia. Chciałam być mamusią a jestem robotem. A mamusią rano i wieczorem. Dziś już nawet i to nie.

    • Przykro się czyta takie historie. Oby z czasem sytuacja się poprawiła.

  • Bardzo dobry tekst. Ja się czasem tak zastanawiam patrząc na moich chłopaków, ile to jeszcze czasu mi zostało, ile jeszcze będę wiedziała o nich wszystko, ile jeszcze będą ze mną rozmawiać… Ale oczywiście w natłoku zajęć każdy ma czasami dość i marzy o chwili spokoju, tylko dla siebie.
    Tylko zastanawiam się na ile my sami sobie tego nie robimy. To znaczy – oglądałam ostatnio taki filmik gdzie mama goryl zajmuje się małym, dopiero co urodzonym gorylontkiem. Zajmuje się, to w dużej mierze leży spokojnie i daje mu leżeć na sobie, nosi go ze sobą, daje mu mleko. Cały czas ma dla niego. Bo zasadniczo to chyba w naturze ssaków zapisane jest tak, że jak się dziecko rodzi, to matka zajmuje się dzieckiem. Poświęca mu swój czas – to jest jej główna praca. A dopiero kiedy dziecko się usamodzielnia – matka zajmuje się czym innym. A u ludzi jest odwrotnie – dzieci się rodzą, rodzice nie mają dla nich czasu, bo są na dorobku, bo trzeba mieć jakieś życie poza dziećmi, trzeba się rozwijać, trzeba to, trzeba tamto… A jak dzieci dorastają, to nam się dorobek kończy, chęć do rozwoju spada i wtedy to byśmy sobie mogli na spokojnie porozmawiać z naszymi dziećmi i mieć dla nich więcej czasu. Tylko, że one już dla nas go nie mają. Nauczyły się funkcjonować bez nas. I tak naprawdę tracą na tym nasze dzieci, które potem czują się niedowartościowane czy maja jakieś problemy emocjonalne. I tracimy my, bo ucieka nam tyle pięknych chwil i tyle ważnych momentów, których powtórzyć nie ma jak.

    • Iskra

      Olu masz 100% racji! Alez zeby jakos zyc musimy pracowac bo PL realia nie sa piekne! Gdybym ja tak mogła byc bogatsza o ta wiedzę co teraz mam 8 lat temu! Za duzo za szybko wszystko chcialam miec! A należałoby się zwolnic i cieszyć chwila. Dobrze ze jeszcze troche czasu mi zostalo

      • W takim razie – dużo spokojnych i radosnych chwil z dzieckiem życzę :)

  • Pół biedy, kiedy dziecko potrafi mówić o swoich uczuciach i daje nam możliwość naprawienia błędu. Gorzej, jeśli „rezygnuje z rodziców” po cichu, a oni w codziennym pędzie nawet tego nie zauważą, albo tłumaczą sobie, że np. dziecko „wyrosło” z przytulania i już tego nie potrzebuje.

    • Iskra

      Ooo! Masz racje slyszalam we własnej rodzinnie jak ojciec dziecka powiedzial mi ze dziecko 5letnie chłopiec nie potrzebuje juz przytulania, bo ma byc mezczyzna a nie ci…! I dziecko przestalo sie tulic do rodziców. O dziwo czulo sie dziwnie gdy ja jako ciocia przytuliam bo mial wypadek i plakal. Teraz juz wie ze do cioci zawsze moze sie przytulic.

  • Bardzo przejmujący tekst i bardzo smutny, bo myślę że niewielu rodziców ma szansę „ogarnąć” się w porę. Nastały czasy, że gubi nas pośpiech i wszystko jest ważniejsze od dziecka, a jego potrzeby często są zbywane i traktowane jako fanaberie, bo nam się wydaje że robimy wystarczająco dużo. Dodatkowe zajęcia, przeinwestowane dzieci, pokoje tonące w zabawkach, tablety i x-boxy nie zastąpią uwagi rodzica, a gdy dziecko przejdzie pewną niewidzialną granicę, może okazać się, że nie ma powrotu a my jesteśmy tylko obcym domownikiem, współlokatorem i niewiele mamy wspólnego z rodzicem.

    • Iskra

      Dobrze powiedziane „zabawki” nie zastąpią im nas. Ja mam jedna zasade w domu gdy chcesz byc przytulonym poprostu przyjdz lub powiedz. Ja tak robie mowiac ” kto przytuli mamę” albo „kto kocha mamę”. Wtedy moje stworki wiedza ze mama chce byc przytulona i czasem jest wrzask/”bójka”/ przepychanie kto pierwszy przytuli mamę

  • Fantastyczny i szczery tekst, niestety ja też mam czasem wiele za uszami mówiąc „za minutę” muszę to zminimalizowaća nie szukać wymówek przy każdym pytaniu, bo tak czasem niestety się zdarza…

    • Warto nawet czasami po prostu dokładniej się określić. Bo czasami naprawdę potrzebujemy jeszcze kilku minut i dzieci też czasami muszą zrozumieć, że w życiu istnieją też inne priorytety. Najważniejsze to jednak być szczerym i dotrzymywać słowa.

  • nostalgia

    Przytulajcie swoje dzieci i okazujcie im uczucia, bo później mogą mieć wiele problemów w dorosłym życiu. Mnie nigdy nie przytulano. Przez długie lata miałam problem z dotykiem innych ludzi. Przywitanie znajomych w formie przytulenia było dla mnie czymś potwornym i nadal mam z tym problem (choć mniejszy).

    • Iskra

      Wiem o czym mowisz, ja nie pamietam by mama mnie przytulala czy mowila „kocham cie” za to duzo czasu spedzilam u ojca na kolanach i to on nauczyl mnie miec otwarte serce. Czasami mam manie tulenia swoich stworkow nawet na ulicy gdy ludzie patrza sie dziwnie

    • Kamila Malwina Olszewska

      Współczuje, ja do dziś (choć dużo rzadziej) przytulam się do rodziców. Buziaki na do widzenia czy przywitanie to równie normalne … Jednak wiem i pamiętam , św miałam okres gdy mowy o tym nie było – siatra i wstyd jak urodziłam pierwsze dziecko to już wiedziałam co to znaczy i wróciłam do tego miłego gestu przytulania się :-D

  • Artur Sobko

    Ja czytając ten tekst czuję się troche jakbym był z obcej planety… Dla mnie rodzice zawsze mieli czas na rozmowy, przed snem czytali bajki, generalnie dużo czasu spędzaliśmy razem. Co prawda dopiero spodziewam się synka (termin na luty) ale nie wyobrażam sobie nie mieć dla niego czasu… Czytając ten tekst drugi raz nasuneło mi sie pewne pytanie. Autorka napisała bowiem ” Dni są długie i kiedy nadchodzi wieczór, jestem gotowa na chwilę dla siebie.” Czy zatem jest to historia rodzica który generalnie nie miał czasu dla swoich dzieci? Czy jest to historia rodzica który spędzał z dziećmi cały długi dzień, przytulał, rozmoawiał a wieczorem chciał mieć czas dla Ciebie- i to wywołało takie drastyczne konsekwencje?

  • polskatrudnajęzyk

    Panie Kamilu, cenię Pana życiowe podejście do ojcostwa, ale o powyższym poście muszę się wyrazić krytycznie. Opisana historia jest bez wątpienia wzruszająca i z ważnym przesłaniem, ale moja uwaga dotyczy strony czysto technicznej: tłumaczenie jest niestety fatalne. Niby „nic takiego”, a jednak razi…

    • Aż tak źle? Wydaje mi się, że sens dobrze oddany, a niektóre zdania były zwyczajnie nieprzetłumaczalne, w taki sposób, aby zachowały odpowiedni wydźwięk.

      • monika piktel

        A co ma zrobic ktos kto jest sam z dziecmi, scigaja go komornicy bo zeby miec na pieluchy trzeba bylo wziac pozyczke. I tak pozyczka goni pozyczke, robia sie dlugi nie do splacenia a na prace nie ma szans bo jak pojsc do pracy z dwojka dzieci gdzie jedno nie ma pol roku a drugie codziennie chodzi na zajecia b nie mowi. Potem tak samo z mlodszym trzeba chodzic na zajecia. W tym czasie dlugi zaczynaja byc nie do splacenia. Nie ma na zaplacenie za przedszkole. Probujesz dorobic i tez nie masz jak. do pracy nie pojdziesz bo jak jak mozesz pracowac tylko trzy dni w tygodniu do 15. Rekodzielo nikomu jest niepotrzebne. Komu potrzebna tona bizuterii albo innych rzeczy.

      • polskatrudnajęzyk

        Zacznijmy od tego, że dobre tłumaczenie, czy raczej przekład, jest niezwykle wymagającą sztuką. Pozwolę sobie się odwołać do obrzydliwie seksistowskiego porównania, że przekład jest jak kobieta – albo wierny, albo piękny ;) Mam wrażenie, że w tym wypadku za bardzo zainwestował Pan we wierność i dla mnie to był błąd. Dlaczego? 1). W tekście źródłowym mamy mnóstwo przykładów mowy niezależnej, co jest z resztą bardzo popularne (a nawet nadużywane) zwłaszcza w tekstach amerykańskich. Natomiast po polsku MN stosuje się trochę inaczej. Warto na taki drobiazg zwrócić uwagę czytając prasę albo powieść polskiego autora. 2). „Nieprzetłumaczalne” to fascynujący temat. „Give up on somebody” jako „zrezygnować z kogoś” brzmi dla mnie jak średnio udane zapożyczenie (google podpowiada, że taki zwrot się już pojawił kilka razy). Nie mniej jednak raczej mówi się „zrezygnować z czegoś”. Proponowałabym na przykład: „mój syn postawił na mnie kreskę/krzyżyk” albo „spisał mnie na straty”. Mamy też „dać sobie z kimś spokój”, „mieć dość” albo „przestało mu na mnie zależeć” i wiele innych synonimów. Podsumowując, chciałam powiedzieć, że mój powyższy komentarz to było czepialstwo. Problem zaniedbanych emocjonalnie dzieci jest na pewno ważniejszy od sprawności w posługiwaniu się językiem. Chociaż może mógłby się Pan do tej kwestii odwołać przy okazji posta o nauczaniu dzieci języków obcych? ;)

        • Czepialstwo czepialstwem, ale przyznam, że żadne z tych tłumaczeń tytułu nie brzmi moim zdaniem tak dobrze, jak to którego użyłem. Jasne, „give up on somebody” brzmi dużo lepiej i ma też dodatkowe znaczenia, ale postawienie kreski czy danie sobie spokoju, w ogóle nie pasuje. Ewentualnie spisanie na straty, ale to też nie oddaje dobrze sensu. Także ja chętnie się nauczę czegoś i poprawię jakieś konkretne zdania, bo wiem, że było tam mnóstwo mowy potocznej, z którą nie jestem na bieżąco, ale akurat tytuł uważam za bardzo wiernie oddany :)

  • Marcin Wielgus

    Jak mowie synowi „Za minute…” to jest to dokladnie minuta. Jak syn prosi mnie o wode to ja dostaje. Takie drobiazgi sa bardzo wazne dla dzieci i musimy o tym pamietac. Dbam o to zeby syn mial we mnie wsparcie. Zawsze staram sie dotrzymywac slowa, nawet jezeli mowa jest o „drobiazgach”. Mam nadzieje ze nigdy moje dziecko ze mnie nie zrezygnuje, to bylaby dla mnie najwieksza porazka.

  • Vampirre_69

    Popłakałam się :(

    Cholernie prawdziwe – krzyknięte z nerwami ” nie mam teraz czasu” „później” „idź już spać !” I czekanie byle w końcu „uciec” od dziecka :(

    Płaczę a tekst dał dużo do myślenia … :(

  • Mario
  • Iskra

    Szczera prawda. Tylko ze ja czesto tule i czesto tez na moje krzycze. Corka do dzis potrafi ze mna spac bo czuje sie bezpiecznie. Jak rano chce tate tak w nocy woli mame. A ja szczerze nie raz mam ochote od niej uciec a czasami gdy nie moge w nocy spac ide do niej i zasypiam ja male dziecko, bo ona ma ten dar, dar milosci poczucia bezpieczeństwa i ukojenia.siedzi mi właśnie na kolanach opatulona w kocyki i udaje ze jest moim malym baby :)

  • To bardzo smutne, jak w biegu nie wsłuchujemy się w potrzeby najbliższych. Takie sytuacje zdarzają się między rodzicami, a dziećmi, ale też w związkach. Czasami w tym pędzie codziennego dnia, odwlekamy na potem to co najważniejsze. Błędy popełniamy wszyscy, ale najważniejsze, żeby jak najszybciej się zorientować, że coś jest nie tak…

  • Aneta Paluch

    Jakie to smutne i prawdziwe ……. .

  • Matylda

    Dziękuję za ten artykuł. czasem „Dobrze widzi się tylko sercem Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” Dziś pomogłeś znów bardziej otworzyć moje serca dla syna… Ma już 13 lat i myślałam, że nie potrzebuje już tak bardzo mnie, rytuałów, jest na tyle dorosły, że potrafi zrozumieć, że jeszcze to muszę zrobić, tamto skończyć i mieć chwilę odpoczynku… cieszę się, że jest uparty i łatwo nie rezygnuje z tego na czym mu zależy… ze mnie też jeszcze nie zrezygnował… gdy następnym razem poprosi o wspólną chwilę -rozmowę o błahostkach, przytulenie, potrzymanie za rękę, czy po prostu o to żebym była blisko – będę :-)

    • Obym też o tym pamiętał, gdy moje dzieci będą już takie duże :)

  • Gabriela Oleszek

    Zapisuję. By nie zapomnieć w biegu między pracą a studiami, kiedy moje dziecko będzie prosiło o przytulanie.

    • Ja też sobie od czasu do czasu przypominam…

  • Grzegorz Anuszkiewicz

    Miałem przyjaciółkę, matkę 10 letniego dziś chłopca. Chłopak ojca nie ma, więc jak mógł kleił się do mnie jak do ojca. A moja przyjaciółka? Pyta kuźwa syna- czy Ty jesteś pedałem??? Zachowujesz się jak debil. Do wszystkich przestał się przytulać, i do matki, i do dziadka, i wujka. Ale jak był u mnie to mu wytłumaczyłem o co chodzi, bo był skrępowany. Przytulać i chichrać się lubił, ale tylko do mnie i jak nikogo nie było w pobliżu.
    Przytulam swoją córkę, śpiewam, czytam bajki, bo mała to lubi. Nie mówię zaraz, za minutę. Jak palę szluga i chce kanapkę to przerywam, myję ręcę i robię. Chyba, że rozmawiam z szefem przez telefon, a i wtedy tłumaczę.
    Żyjemy w biegu, nie mamy czasu dla dzieci..Ale…spieszmy się przytulać dzieci- tak szybko pyskują i mówią potem- nie rób mi wstydu, jestem za duża/y.
    Pozdro Kamil :). Śmigam do pracy.

    • Początek ciężki do przeczytania – całe szczęście, że ten chłopak miał Ciebie. Natomiast końcówka niezwykle wręcz prawdziwa :)

  • Iwona

    Dziękuję ci za ten tekst… nasz dzisiejszy dzień w skrócie, zostawilam moja trzylatke w domu , tak dużo ostatnio pracuje myślę sobie ten dzien będzie nasz mam wolne pobedziemy razem bo jutro znów 12h pracy…ale wyszlo inaczej, od rana nerwowka wszystko na nie….to i moje rozczarowanie ze miało być inaczej, krzyczałam na nią, zero zrozumienia, ciepła…w ciągu dnia może parę chwil bliskości,a tak to obiad, jakieś sprzątanie i ciągle pytanie mamo kiedy się pobawimy,…jak zrobię zupę, jak coś tam innego……i tak zleciał dzień , mała się przeplatala kolo mnie , koło domowników. Moje rozgoryczenie i złość najbardziej na siebie ze nie potrafiłam się przełamać w tej złości na nią i zacząć dzień od początku nawet o tej 15….kolejny dzień stracony, ogrom wyrzutów sumienia i ta myśl że któregoś dnia może przestać chcieć się ze mną pobawić itp….Jeszcze raz dzięki za ten tekst , dziś wypadłam źle jako matka ale wyciągam wnioski na przyszłość…