Nie bójcie się pomocy

Jako rodzice, macie wręcz obowiązek z niej korzystać.

6947435171_465587a2d4_k

Oni też biegną, by wam pomóc :)

Na początek, żenujący żart prowadzącego:

„U nas w domu panuje straszna bieda. Wszyscy są biedni. Lokaj jest biedny, kamerdyner jest biedny, szofer jest biedny, pokojówki są biedne sprzątaczki są biedne, kucharki i podkuchenne też są biedne…”

To naturalnie nie przestawia mojej obecnej sytuacji (my nie mamy kamerdynera), ale skojarzyło mi się z tematyką. Kiedyś, posiadanie pomocy domowej, oznaczało niesamowity luksus i był on niemal w całości przeznaczony dla klasy wyższej. Na szczęście te czasy odeszły już w niepamięć.

Tik, tak, tik, tak…

Tak jak pisałem w tekście Dzieci są na chwilę: dzieci są tylko na chwile (zaskakujące?). Nie jestem pewny czy nie podjadają czegoś jak nie patrzę, ale tempo ich dorastania mnie zaczyna lekko przerażać. Dopiero były pieluchy, nocne wstawanie i wielogodzinne powtarzanie „TA-TA”, a już zaczynam powoli żałować, że kiedykolwiek nauczyłem ich tego słowa. Jeszcze „parę dni temu”, szukaliśmy naszego pierwszego przedszkola dla córki, a ona obecnie już nawet nie potrzebuje mojej pomocy przy szkolnym zadaniu domowym. Jak z perspektywy patrzę, na to jak szybko biegnie czas, to czuję się, jak gdyby lada dzień córka miała przyjść i oświadczyć, że się wyprowadza. Całe szczęście, że to nastąpi najwcześniej za kilkadziesiąt lat :) Zmierzam jednak do tego, że czas gna jak oszalały. Jeśli dzisiaj nie spędzę z dziećmi czasu, to kiedy?

To, co przychodzi razem z dzieckiem

A to nie jest takie proste, jak się wielu początkującym rodzicom wydaje. Nie wystarczy po prostu być z dzieckiem. Ono przychodzi na ten świat z całym pakietem: gotowaniem, sprzątaniem, praniem, prasowaniem, myciem, szorowaniem, usuwaniem Sudocremu, wyciąganiem dziwnych rzeczy z nosa i wieloma innymi czynnościami obsługowymi. I kiedy już je wykonamy, często nie starcza nam siły, żeby jeszcze być z dzieckiem (czy też raczej być dla dziecka). Przecież dopiero co spędziliśmy parę godzin, robiąc tak wiele właśnie dla niego, prawda? Jak ono może jeszcze czegoś chcieć?

Wtedy właśnie się na tym łapiemy. Że „czynności obsługowe” nie są tym samym, co czas spędzony z dzieckiem. Że ono potrzebuje bliskości znacznie bardziej niż czystych okien. W końcu ta więź łącząca rodzica z dzieckiem, nie powstanie samoistnie i trzeba nad nią pracować. Wtedy też zaczynamy rozumieć, że coś musimy zmienić.

Ale co?

Łatwo powiedzieć, gorzej z wykonaniem. W końcu jak można znaleźć czas dla dzieci, kiedy człowiek wraca zmęczony do domu, a tam okazuje się, że mityczne miasta Sodoma i Gomora, nie były tylko fantazją pisarza. Sterta brudnego prania, które zdążyło już przerosnąć pralkę (jeśli jest jedna rzecz, która rośnie szybciej od moich dzieci, to jest to właśnie ilość prania), a obok niego zalotnie spogląda na nas druga podobna sterta, gotowa do prasowania. Gdy podchodzimy bliżej, czujemy że podłoga zaczyna się powoli kleić, ale nie zauważyliśmy tego wcześniej, bo okna mamy tak brudne, że Edward Cullen nie musiałby się obawiać słońca. Gdy natomiast przychodzi pora obiadu, to zamawiamy pizzę, bo i tak nie ma żadnego czystego talerza. O garnku nie wspominając. I kiedy chowamy resztę pizzy do lodówki, w oczy rzucają nam się dwie małe, żółte karteczki z napisami: „Leje się ze zlewu” i „W aucie coś trze”.

Motywacja

Pomińmy na chwilę kwestie tego, kiedy mielibyśmy znaleźć czas i energię, żeby ogarnąć opisany powyżej („nieco” przekolorowany) dom. Skupmy się na tym, jaka atmosfera musi w nim panować. Czy choć przez myśl wam przeszło, że mieszkańcy tego domu są tak radośni, jak aktorzy w telewizyjnych reklamach? Ja osobiście widzę to raczej albo w wersji zupełnie pozbawionej emocji rodzinki, niczym Rodzina Adamsów albo w wersji całkowicie otwartej walki, w stylu Mortal Kombat. Tylko brutalniej. Wszystko przez to, że brakuje nam w życiu tego jednego, bardzo ważnego czynnika. Czasu.

Nie chcę was teraz zanudzać tekstami o tym, jak to dobra organizacja potrafi rozwiązać wszystkie powyższe problemy. Jak to trzeba przełamywać brak energii i przeć do przodu mimo wszystko i spać po trzy godziny na dobę. Zupełnie nie o to mi dzisiaj chodzi. Myślę, że nawet najbardziej zmotywowany człowiek, straciłby chęć do życia i zacząłbym łykać antydepresanty, gdyby tylko wszedł do opisanego wyżej domostwa. Ja wiem, że ja pewnie bym tak skończył. Może nie po jednym dniu, ale gdybym miał tak żyć kilka lat, to mógłbym na to postawić pieniądze.

Pozwólcie sobie pomóc

Dlatego pozwólcie sobie pomóc. Raz na jakiś czas wynajmijcie osobę z zewnątrz. Pomoc domową, ogrodnika, złotą rączkę – wszystko jedno. Naprawdę nie musicie robić wszystkiego sami. Ja wiem, że to wiąże się z wydatkami. Że z czegoś będziecie musieli zrezygnować. Ale z drugiej strony, jest mnóstwo sposobów, żeby zaoszczędzić parę groszy (http://jakoszczedzacpieniadze.pl – naprawdę trzeba go reklamować? :), a nawet te parę groszy może wystarczyć, żeby raz w miesiącu ktoś nam podał pomocną dłoń. Nie macie pomysłu na prezent dla kogoś bliskiego (w końcu idą święta)? A co powiecie na voucher zapewniający więcej rodzinnego czasu, bo ktoś przyjdzie wykonać za was, wasze obowiązki? Sami sobie odpowiedzcie co jest waszym dzieciom bardziej potrzebne – kolejna zabawka czy więcej czasu z rodzicami? Rezygnacja z czegoś, wydaje się ciężka, ale musimy pamiętać, że gdy z czegoś rezygnujemy, to jednocześnie zyskujemy coś innego w zamian. A zyskać możemy w tym przypadku naprawdę wiele. Nie tylko czas wolny dla nas czy dla naszych dzieci. Zyskujemy też spokój i zdecydowanie przyjemniejszą atmosferę w domu. Przestajemy się martwić, że mamy nieposprzątany dom, a jutro przyjeżdżają goście. Przestajemy się martwić tym, że żona pół roku temu poprosiła nas o wymianę żarówki i od tego czasu przypomniała nam o tym już dwa razy (!). Zamiast myśleć o sobocie, jak dniu w którym wreszcie można trochę posprzątać, zaczynamy myśleć o sobocie, jako o dniu idealnym na rodzinną wycieczkę. Dlatego nie bójcie się korzystać z pomocy. Wasze dzieci wam jeszcze za to podziękują.

Prawa do zdjęcia należą do Geraint.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

11
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
EwciaBlog OjciecSposobyNaDzieciBartłomiej PanekGosia Skrajna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mateusz Żłobiński
Gość

zawsze też można zrobić ze sprzątania w domu świetną zabawę, w której uczestniczą i dzieci i rodzice, polecam :)

Blog Ojciec
Gość

Jasna sprawa :) Podobnie jest z gotowaniem, które moje dzieci uwielbiają :)

Mateusz Żłobiński
Gość

dokładnie :)

Ewcia
Gość
Ewcia

Mój trzylatek uwielbia ze mną sprzątać,gotować,a ostatnio prać …
Odkryłam,że znikające ręczniki odnajdują się w pralce. :D

juti
Gość
juti

U mnie właśnie od niedawna przychodzi pani, która raz w tygodniu ogarnia chałupę. dzięki temu mamy wolne sobotnie przedpołudnie :)

Sosnowa 11
Gość

Zgadzam się ze wszystkim. Poza małym drobiazgiem – Edward Cullen był z tego odłamu wampirów, którym słońce nie szkodziło. Nie, żebym była fanką, takie rzeczy się wie jak człowiek ma dorastające siostrzenice ;)

Blog Ojciec
Gość

Ale i tak unikał słońca, bo mogłoby odkryć jego naturę (czy coś tam) :)

SposobyNaDzieci
Gość

Unikał słońca bo zaczynał się mienić (błyszczeć) i to zdradzało kim jest.

Blog Ojciec
Gość

Ja tylko udaję, że nie wiem :)

Gosia Skrajna
Gość

Oki, to by usprawiedliwiało czemu nasze dzieci chodzą tak późno spać :)
Chcą się Nami nacieszyć, a najlepsza zabawa jest na łóżku :)..rodziców :D

Bartłomiej Panek
Gość

Gdy zacząłem pisać bloga, to sobie pewne rzeczy dopiero w głowie poukładałem i zrobiło mi się wstyd. Przestałem marudzić, że dzieci sporo czasu zajmują, że są kłopotem itd. Przeliczcie sobie drodzy rodzice, ile tak naprawdę czasu poświęcacie dziecku w ciągu doby. Ponieważ oboje z żoną pracujemy, a dzieciaki chodzą do przedszkola, to wychodzi, że w dzień powszedni mam 5 godzin kontaktu z dzieckiem! Tylko tyle czasu jest pod naszą opieką gdy nie śpi. A jeszcze w tym czasie trzeba zjeść, posprzątać, zrobić zakupy… dziecko, to nie koniec świata, to dopiero początek.