Lanie dziecka jest zasadne. Gdy rodzice są neandertalczykami.

„9-latek zgłosił się na komendę policji i poinformował, że biją go rodzice. Gdy policjanci i pracownicy GOPS pojechali z nim do domu okazało się, że rodzice zabronili chłopcu grać w gry komputerowe, bo nie chciał odrabiać lekcji.”

Ta historia jest niewłaściwa na tak wielu poziomach, że aż ręce opadają. Najbardziej jednak przeraża mnie ubogi poziom umysłowy naszego społeczeństwa, które taką sytuację odbiera jako winę dziecka, a nie jako winę rodziców, którzy przecież do takiej sytuacji (możliwe, że nieświadomie, ale jednak) doprowadzili.

Co jest niewłaściwego w tej historii?

Po pierwsze i najważniejsze – przerażające jest to, że 9-latek poczuł, że potrzebuje zadzwonić na policję, bo jego kontakt z rodzicami był tak zaniedbany (lub wręcz wcale go nie było). Wychodzi na to, że albo tak bardzo się bał cokolwiek powiedzieć (wynik nadmiaru przemocy i karania) albo wręcz przeciwnie – sądził, że czego by nie zrobił, to i tak nie spotkają go żadne konsekwencje, więc „nastraszy” rodziców policją (brak wyznaczania jakichkolwiek granic, nazywany wychowaniem bezstresowym, chociaż właściwsze określenie to brak wychowania).

Jakakolwiek więc sytuacja by to nie była – nie była ona w pełni prawidłowa. Winić jednak za to dziecko? 9-letnie? Może od razu przed sąd go postawić? Jak wspomniałem – rodzice mogli być nieświadomi tego co robią i nie chcieli doprowadzić do takiej sytuacji, ale jeśli już ktoś chciałby szukać winnych, to powinien ich szukać wśród dorosłych.

Specjaliści od wychowania pojawią się za raz, dwa, trzy…

Oczywiście zaraz znaleźli się specjaliści od wychowania, jak na przykład pani Ewa, która w komentarzach doradziła:

„W głowie się nie mieści ! Swoją drogą porządne lanie by się mu przydało, nauczył by się czegoś może. Nawet sobie sprawy taki dzieciak nie zdaje, że mógł kłopotów poważnych narobić…”

A gdy ktoś się zdziwił, że bicie miałoby być rozwiązaniem:

„Och, faktycznie, pogłaskać go jeszcze pewnie mają… Tak właśnie się dzieje, jak dziecku na wszystko się pozwala. Ja nie rozumiem tego oburzenia? Jak to ?! Bicie ?! Przecież ja nie mówię żeby go tłuc tylko dać mu porządną nauczkę. Tyle w temacie…” (źródło)

Czyli skoro kary nie działają (czyt. zabranie komputera), to pani Ewa ma lepszy pomysł – więcej kar! Geniusz jak się patrzy, tylko czekać na Nobla. A zresztą co ja mówię, wróć! Ona nie chce go tłuc, tylko „dać mu porządną nauczkę” – nie ukrywam, że zawsze mnie fascynowało to bajkopisarstwo zwolenników przemocy. Jak bijesz, to chociaż miej na tyle odwagi cywilnej, żeby się do tego przyznać, a nie odwalacie takie perfumowanie gówna, bo to jest cecha wyłącznie ludzi słabych i niezbyt rozgarniętych (chociaż w sumie bicie mniejszych od siebie również, więc to by się akurat zgadzało).

Wracając jednak do właściwej historii.

Co jeszcze mi w tej historii nie pasuje?

Czytamy, że 9-latek dostał szlaban na komputer – dowiadujemy się również, że jego reakcja była zdecydowanie przesadzona. Znamy więc dwa fakty.

Dla mnie osobiście taka przesadzona reakcja wskazuje na jakiś stopień uzależnienia od komputera (chociażby lekki). Jeśli więc owo dziecko w opisany sposób zareagowało na szlaban, to wcześniej na pewno podobną wściekłością reagowało na inne rzeczy związane z graniem i rodzice powinni podjąć związane z tym działania (jak chociażby natychmiastowe ograniczenie do minimum czasu spędzanego przy komputerze – 9-latki naprawdę mają mnóstwo ciekawszych sposobów na spędzanie wolnego czasu).

Jeśli nic nie zrobili to znaczy, że albo nic nie zauważyli (czyt. dostęp do komputera był dla dziecka nielimitowany i/lub czas przy komputerze był nienadzorowany, co raczej w tym wieku nie jest „zalecane”) albo zauważyli i zignorowali. Niestety w żadnym z tych wypadków nie potrafię przypisać winy dziecku, bo dzieci potrzebują granic i jeśli im ich nie stawiamy, to może się to właśnie tak skończyć.

No i to zakichane zadanie domowe

W artykule czytamy, że dziecko nie chciało odrabiać zadania domowego, więc rodzice go chcieli do tego zmusić, zabierając mu komputer. Tymczasem ja się przewrotnie zapytam: A po co?

Po co zmuszać 9-letnie dziecko do odrabiania zadania domowego? Wybaczcie, ale ja osobiście się już w życiu naodrabiałem dość zadań domowych i nie mam zamiaru odrabiać zadań za moje dzieci, ani nawet im o tym przypominać. Jasne, w pierwszej klasie jak najbardziej, bo na początku każde dziecko potrzebuje pomocy (nawet my dorośli jej potrzebujemy, gdy zaczynamy coś nowego). Może czasami na początku drugiej również. Jednak później?

Współcześni rodzice mają jakąś manię przejmowania na siebie odpowiedzialności za dziecięce obowiązki i traktowania dziecięcych porażek jako swoje porażki. „Jeśli moje dziecko nie odrobi zadania, to znaczy, że jestem złym rodzicem” – to jest guzik prawda i najlepszy sposób na nadgorliwego rodzica-helikoptera. Ja osobiście tylko wybiórczo sprawdzam zadania mojego 6-latka (lub gdy rzeczywiście potrzebuje pomocy), a co robi w szkole moja 9-latka to znam tylko z jej opowiadań. Dopóki nauczyciele nie zwracają mi uwagi na jakieś niepokojące i powtarzające się sytuacje, to ja nie widzę powodów, aby ingerować w życie szkolne mojego dziecka. Jego szkoła, jego zadania, jego odpowiedzialność, jego sprawa. Proste. Mnie rodzice tak traktowali i mimo paru potknięć, bardzo dobrze na tym wyszedłem.

Powinniśmy się zapytać: Jak takie dziecko, któremu w wieku 9-lat rodzice boją się przekazać odpowiedzialność za jego zadania (a niech paru nie zrobi – co z tego?!) ma w przyszłości wziąć odpowiedzialność za własne życie?

Rodzicu: żyj i daj żyć (i popełniać błędy) swojemu dziecku.

Nikt też jeszcze nie umarł z braku zadania.

Niestety społeczeństwo widzi w tej całej sytuacji tylko winę dziecka

Postronni ludzie winią 9-latka, który w przypływie złości, nienauczony panowania nad własnymi emocjami, zrobił coś głupiego. Pani Kasia sugeruje na przykład, abyśmy podobnie jak ona stali się neandertalczykami, rozwiązującymi nasze problemy siłowo, bo kiedyś tak było i było super:

„macie to bezstresowe wychowanie. bachory robia co chca.na glowe wchodza doroslym.sa bezkarne. lanie powinno wrocic wtedy wszystko by bylo po starem,szacunek i posluszenstwo wobec doroslych.” (źródło)

Szkoda, że pomiędzy tymi wszystkimi wspaniałymi cechami, jakie nabyła, nie wbito jej pasem do głowy zasad poprawnej pisowni – wszyscy, włącznie z nią samą, bardzo by na tym skorzystali. Natomiast wszystkim tym, którzy wyznają podobne wartości jak pani Kasia, polecam ten obrazek, z Zapisz obrazek jako ahgsfds:

my urodzeni

Niestety osób sugerujących, że najlepszym lekarstwem dla chłopaka byłby wpierdol lub jemu podobne przyjemności jest znacznie więcej

Bicie tak, bo jest dobre, bezstresowe wychowanie – nie, bo jest złe. Na nic tłumaczenia, że jedno i drugie jest złe. Na nic tłumaczenia, że da się stawiać granice, trzymać zasad i nie pozwalać dziecku na robienie rzeczy, których nie powinno robić (czy to dla bezpieczeństwa swojego, innych czy jego otoczenia, wszystko jedno) i to wszystko BEZ BICIA. Da się. Ale wychodzi na to, że dla wielu ludzi to jest zbyt wielki abstrakt. Ostatecznie i tak usłyszymy od nich, że młodemu trzeba spuścić lanie, łomot czy właśnie wpierdol jak sugerowali komentatorzy pod wpisem (źródło).

To nic, że klapsy (nie mówiąc już o biciu czy laniu) nie są skuteczne i nie mają żadnych pozytywnych efektów (za to mnóstwo negatywnych), a wiara w to, że jest inaczej jest jak wiara w to, że ziemia jest płaska (co ostateczne potwierdziły 50-letnie badania, przeprowadzone na ponad 160.000 dzieci – pisałem o tym tutaj).

Kiedyś było lepiej? Kiedyś dzieci usypiało się smarując dziąsła spirytusem lub dając dziecku do ssania mak. Kiedyś dzieci pracowały po kilka, a czasem nawet kilkanaście godzin dziennie. Do tego wszystkiego też mamy zamiar wrócić?

To nie jest więc tak, że ja nie bijąc moich dzieci sprzeniewierzam to, co wypracowaliśmy jako społeczeństwo przez całe stulecia. Nie. Ja po prostu chciałbym podczas podejmowania decyzji opierać się na danych dostępnych w XXI wieku, a nie na tych dostępnych w średniowieczu, bo nie lubię się czuć jak zacofany i niedouczony ignorant. Szczególnie, gdy sprawa dotyczy moich własnych dzieci i gdy zamierzam się moim stanowiskiem w tej sprawie podzielić z innymi.

To jednak nie zdanie ludzi boli mnie w tej całej historii najbardziej

Najbardziej w tym wszystkim jest mi wstyd za Radio ZET, które napisało przy tym artykule na Facebooku: „Tego chłopca lepiej nie drażnić! Doniósł na własnych rodziców…” i przez to jednoznacznie przypisało winę za całą sytuację chłopcu. Po jednej z największych rozgłośni radiowych w naszym kraju spodziewałem się czegoś więcej. Tymczasem po raz kolejny udowadniają oni, że zrobią dosłownie wszystko, byleby tylko „klikalność się zgadzała”. Wszystko byleby tylko zgadzały odsłony i pieniądze. W końcu ich lukratywni sponsorzy od środków na erekcję czy „niezbędnych” suplementów dla dzieci mają swoje potrzeby (a mówi się, że to blogerzy są sprzedajni, ech…).

Gardzę takim podejściem i ludźmi, którzy je wyznają. Gardzę każdym, kto nie dostrzega i nie chce dostrzec (nawet jeśli mu się to wytłumaczy), że aby doszło do takiej sytuacji jak opisana, potrzebne są lata zaniedbań i dziecko jest tutaj naprawdę najmniej winne. To nie była zemsta rozpuszczonego bachora na rodzicach, w pełni świadomego daleko idących konsekwencji swoich działań, który mimo wszystko postanowił ich skrzywdzić. Nie.

To był krzyk dziecka, które ma w swoim życiu wiele problemów, z którymi sobie nie radzi i które potrzebuje pomocy. Naprawdę ktokolwiek chciałby bić dziecko, które wysyła do niego taką wiadomość?

Prawa do zdjęcia należą do Andrey.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

65
Dodaj komentarz

avatar
29 Comment threads
36 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
34 Comment authors
Kamil NowakAnna RadzikowskaPatrycjaSabina GattiKasia Żądło Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fabich Beata
Gość
Fabich Beata

No. Nie ma z czym dyskutować. Oby dotarło.

Marta Błażejewska
Gość
Marta Błażejewska

Doskonały wpis. W punkt!

Marta Błażejewska
Gość
Marta Błażejewska

Doskonały wpis. W punkt!

Kinia
Gość
Kinia

Najbardziej zadziwia mnie fakt, że „wpierdol” ma nauczyć szacunku.. Naprawdę niby jak? Czyżby nasze społeczeństwo właśnie szacunek odczuwało do np. rozjuszonego przegranym meczem i alkoholem kibola bo przecież taki kolo też często właśnie wpierdol ma do zaoferowania? Cholera ja czuję coś innego ! a przy okazji czy Ci ludzie jak w pracy chcą kogoś zmobilizować do swojego toku postępowania to też załatwiają to porządnym laniem?

Kinia
Gość
Kinia

Najbardziej zadziwia mnie fakt, że „wpierdol” ma nauczyć szacunku.. Naprawdę niby jak? Czyżby nasze społeczeństwo właśnie szacunek odczuwało do np. rozjuszonego przegranym meczem i alkoholem kibola bo przecież taki kolo też często właśnie wpierdol ma do zaoferowania? Cholera ja czuję coś innego ! a przy okazji czy Ci ludzie jak w pracy chcą kogoś zmobilizować do swojego toku postępowania to też załatwiają to porządnym laniem?

ania
Gość
ania

Brawo! Świetny tekst!

Basia N (Basidrak)
Gość
Basia N (Basidrak)

Koniec i kropka. Świetny tekst.

Dorota Wojciechowska
Gość
Dorota Wojciechowska

Najłatwiej uderzyć, trudniej porozmawiać i wytłumaczyć

Tomasz Ciosek
Gość

Bardzo dobry tekst. Najważniejsze wg mnie zdanie: „Bicie tak, bo jest dobre, bezstresowe wychowanie – nie, bo jest złe. Na nic tłumaczenia, że jedno i drugie jest złe.” Swoją drogą uzależnienie dzieci od gier komputerowych i w ogóle od samego komputera to coraz większy problem. Limitowanie czasu jest jakimś rozwiązaniem, choć możemy tutaj wylać dziecko z kąpielą. Temat na dłuższą pogawędkę. Prace domowe – tak jak piszesz, najlepiej gdy dziecko samo ogarnia swoje obowiązki. Niestety nie każde jest sobie w stanie z nimi poradzić. Pojawiają się niekiedy nagromadzenia zaległości, dziecku psuje się nastrój, robi się bardzo drażliwe i wtedy rodzic… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Myślę, że najlepszym co można zrobić w sprawie komputera, to pokazać, że alternatywy mogą być równie ciekawe. Niestety na inny skuteczny sposób jeszcze nie wpadłem.

Co do obowiązków – jak najbardziej zdarzają się sytuacje, że potrzebna jest reakcja rodzica – tak jak piszesz, gdy obowiązki się nagromadzą, gdy dziecko ma kilka gorszych dni czy chociażby wtedy, gdy jest chore. Każdy jednak wydaje mi się zna swoje dziecko najlepiej i sam powinien ocenić czy potrzebuje pomocy czy jednak da sobie radę samo.

Tomasz Ciosek
Gość

Tak jest. Chodzi mi o to. aby rodzicie nie zakładali klapek na oczy. Taka metoda jest jedyną słuszną i inaczej nie działamy choćby się waliło i paliło.
Dzieci są (stety albo niestety) bardzo różne. I to nawet w obrębie jednej rodziny. Ten sam klucz nie zawsze zadziała na różne osobniki ;-)

Magdalena.
Gość

Chyba jedną z najlepszych metod wychowawczych jest zasada „przykład idzie z góry”. Własnych dzieci nie mam ale obserwuję to u znajomych, świetnie działa. Więc jeśli dziecko widzi rodziców spędzających większość czasów przy komputerze to samo też tak zacznie robić, z drugiej strony pokazywanie alternatyw czy też zainteresowanie nimi poprzez aktywność rodziców. Dla małego dziecka rodzice są super i pociecha chce być jak oni (w normalnych warunkach, umówmy się).

Patrycja
Gość
Patrycja

Strzał w 10!! Znajomi są w szoku, że mój syn (2,5 roku) potrafi zebrać ze stołu naczynia, mówi „dziękuję”, „plosię”, myje rączki po powrocie z podwórka czy zdejmuje buty w korytarzu. Ale czemu to robi? Bo ja tak robię, bo widział, uczył się. Mieszkamy na wsi, często żeby dojść do lasu idziemy poboczem. Moje dziecko jak widzi auto schodzi jak tylko się da wgłąb pobocza. Dlaczego? Bo jak tylko miał tydzień chodziłam z nim takimi drogami i ZAWSZE zjeżdżałam wózkiem ile dałam radę. Rósł, widział i teraz powiela to. Ale niestety rodzice żyją nadal „co wolno wojewodzie…”. Sami robią na… Czytaj więcej »

Ciekawostka
Gość
Ciekawostka

Trochę racji Pan w tym ma. Ale pisząc, by nie wracać do metod jakich dawniej stosowano? A Pan co zrobił? Napisał Pan, że postąpił Pan ze swoim dzieckiem tak jak postępowali Pana rodzice z Panem. Czyli, że nie wtrąca się Pan w szkołę dziecka,chyba, że szkoła Pana powiadomi, że są jakieś problemy… Błąd! Jak można nie interesować się co dziecko robi w szkole,jak sobie radzi,jakie ma stopnie. Czy ma znajomych,czy nic złego mu się w szkole nie dzieje. co to za wychowanie,gdzie tu jest zainteresowanie dzieckiem,poczucie bezpieczeństwa? A gdy nie dopilnują rodzice z zadaniem domowym jak to Pan napisał,żeby nie… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

To, że nie wtrącam i nie narzucam swojego zdania czy nie zmuszam dziecka, to nie znaczy, że nie wiem co się dzieje w życiu mojego dziecka. Po prostu zamiast nadzorować jego naukę, rozmawiam z nim – i jeśli ma jakiś problem, to mi o tym mówi albo to zauważam. Raz na jakiś czas spotkam się z nauczycielem czy to na jakimś apelu czy na jakimś festynie i zapytam czy wszystko w porządku. Tyle A jak moje dostanie jedynkę, to dostanie jedynkę. Nikt od jedynki jeszcze nie umarł i normalny nauczyciel raczej nie wezwie mnie do szkoły z tego powodu ;)… Czytaj więcej »

Ciekawostka
Gość
Ciekawostka

Tak jak myślałam… Patrzy Pan a nie widzi. Bez sensu jest pisanie do Pana własnych wypowiedzi gdy Pan odpowiada tylko na co się Panu podoba a nie na całość.A Ostatnie zdanie Pana wypowiedzi to zwykła złośliwość.Pan albo coś minimalizuje albo wyolbrzymia. Albo czarne albo białe jest u Pana. Od jednej jedynki zagrożenia nie będzie. Ale też o jednej nie pisałam. Niech Pan przeczyta moją wypowiedź jeszcze raz,ale ze zrozumieniem. Nic nie pisałam o wtrącaniu się lecz o zainteresowaniu dzieckiem,nic nie pisałam o narzucaniu swojego zdania a pokierowanie nim w odpowiedni sposób a tym bardziej nic nie pisałam o zmuszaniu dziecka… Czytaj więcej »

Iwona Skorzec-Małolepsza
Gość
Iwona Skorzec-Małolepsza

Podoba mi się zwrot : ” perfumowane gówna „, często się takie spotyka. Masz rację, trzeba się uczyć być rodzicem i korzystać ze współczesnej wiedzy. Nie pisz jednak, że kimś gardzisz, możesz się z kimś nie zgadzać, ale pozwól ludziom zmieniać zdanie. No chyba, że ktoś jest wybitnie oporny na postępy w tej dziedzinie. Ja czytając Twoje wypowiedzi analizuję swoje postępowanie jako matki małych dzieci , które są dorosłe i teraz mogą mnie martwić lub zachwycać swoimi postawami. Cieszę się, jeśli bez oczytania wprowadzalam takie zasady stawiania granic i dogadywania się z całą trójką. Nasze porozumienie było nieodzowne, nie dałabym… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Pewnie masz rację, z tym, żeby nie używać słowa gardzę, ale wzburzony byłem wczoraj podczas pisania. Poza tym niektóre osoby są naprawdę odporne na wiedzę i nawet jak im się wytłumaczy milion razy na różne sposoby, to do nich nie dotrze, bo oni mają już tak zakorzenione swoje poglądy na temat bicia dzieci i jakie to nie jest wspaniałe, że naprawdę ciężko o szacunek do takiej osoby.

Patrycja
Gość
Patrycja

Ale z tego co pamiętam sam jeszcze nie tak dawno byłeś po tamtej stronie… pamiętam Twój tekst o tym, że zdarzało Ci się klapnąć dziecko… Ty nawróciłeś się, inni zapewne też to zrobią, ale w innym czasie. Zapewne w tamtych momentach też czułeś irytację, gdy nazywano Cię „cieniasem”, bo bijesz dzieci. Teraz łatwiej ocenić, ale czemu wtedy nie przestałeś? Ja teraz też jestem mądrzejsza, choć pod skórą nadal drzemie „wychowanie twardą ręką”. I to jest codzienna walka, którą muszę zmierzyć by moje dziecko było szczęśliwe. Chcę w to wierzyć.

AfterKorpo
Gość

Ja byłam w szoku jak znajoma kiedyś pochwaliła mi się, że dziecko przyszło z przedszkola i zagroziło jej, że jak będzie się na nie drzeć i je bić może zadzwonić na policję i to zgłosić, bo tak ich nauczyli w przedszkolu, a jej reakcją na to było uświadomienie, że wtedy przyjdzie taki pan i go zabierze i pójdzie do domu dziecka. Z satysfakcją podsumowała, że problem zniknął…Dlaczego ludzie nie myślą o tym, że ich dziecko też jest człowiekiem i nie zastanowią się, czy w chcieliby być tak traktowani w innej grupie społecznej w której aktualnie funkcjonują ????!!!!

Kamil Nowak
Gość

Szantażujące przedszkolaki ;) Niemniej uważam takie rozmowy o prawach dzieci za ważne. Może niekoniecznie powinno się mówić o dzwonieniu na policję, bo to może się obrócić przeciwko dziecku, ale raczej o rozmawianiu z zaufanymi osobami o swoich problemach.

AfterKorpo
Gość

Co do szantażujących przedszkolaków to trzeba przyznać, że manipulować potrafią te małe bestie. Moja córka ma takie metody na babcie, że nam z mężem kopara opada.

Scrapnica Pomysłów
Gość

Do Ciekawostka: Ejjj, no bez jaj!! A ja uważam, że pan ma rację, bo nie biciem wychowamy dziecko! Mało tego, pan BlogOjciec szanuje zdanie innych, ale nie nie popiera bicia dzieci czy braku wychowania. Skąd mniemanie, że nie dba o dzieci, ma je gdzieś? Że nie podchodzi do swoich dzieci indywidualnie. Przecież rozmawia z nimi o szkole, zna swoje dzieci i na bank wie jak wygląda sytuacja dzieciaków w szkole. I co ważne: ufa im, ma do nich zaufanie, a jak dziecko poprosi o pomoc w odrobieniu zadania, to na pewno pomoże. Obraża ludzi? W którym momencie? Twierdząc, że bicie… Czytaj więcej »

Szaroki
Gość
Szaroki

Use Condons. Naprawde, ta historia może nauczyć tylko tego.

zefir
Gość
zefir

Jeśli ktoś wyciąga z tej historii tylko to, to faktycznie powinien używać.

Pi Wo
Gość
Pi Wo

Popieram zdanie Pana Kamila w 100%. Od siebie dodam, że 9-latek w ogóle nie powinien sam grać na komputerze!!! Dostęp do komputera (i w ogóle nowych technologii) tylko pod ścisłą kontrolą rodziców! A taka reakcja 9-latka na zakaz, jak najbardziej świadczy o problemie ze strony rodziców, którzy już chyba utracili kontrolę nad dostępem dziecka do gier komputerowych. Przypadki takich zachowań ze strony dzieci mogą eskalować do zabójstwa rodziców włącznie, choć ujawniały się do tej pory w późniejszym (nastoletnim) wieku. Głównie USA i także na dalekim wschodzie.

Kamil Nowak
Gość

Widziałem kiedyś (już dobre parę lat temu) jakiś program o niemieckich rodzicach, gdzie dzieci normalnie tłukły mamę krzesłem za to, że im wyłączyła komputer. Więc to wcale aż takie odległe geograficznie od nas niestety nie jest.

Pi Wo
Gość
Pi Wo

Problem narasta i będzie eskalował w coraz młodszym wieku. Idzie pokolenie „tabletu” dzięki „nowoczesnym” rodzicom. I może dawać zupełnie nieoczekiwane rezultaty:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12649221,Psycholog__Moi_pacjenci__8_letnie_dzieci_uzaleznione.html

Aga Mat
Gość
Aga Mat

Mysle, ze problem jest wszedzie, tylko ludzie wstydza sie o tym mowic. Tu reportaz o UK: https://www.youtube.com/watch?v=F9nmZbvIvuM

Kamil Nowak
Gość

To jest przerażające.

Aga Mat
Gość
Aga Mat

Co Twoim zdaniem zle zrobili/robia Ci rodzice? Jedna z mam nadmiernie kontrolowala syna ale reszta?

Kamil Nowak
Gość

Brak granic. Dziecko, które bije i atakuje innych, musi być powstrzymane. Nawet jeśli wymaga to przytrzymania go. Nawet jeśli będziemy musieli go trzymać przez kilkanaście minut i z całych sił. Dziecko nie ma prawa bić innych i musi o tym wiedzieć.

To tak tylko na początek, bo całego programu nie obejrzałem.

Róża Turowska
Gość
Róża Turowska

W Finladii nie ma prac domowych.. i bez problemu :p
Nie wiem, czy Pan zgłębiał zagadnienie związane z pracami domowymi, ale uważam, że idea niezadawania ich tak małym dzieciom ( nie wiem jak to jest jak dzieci są starsze) jest całkiem ciekawa i warta analizy. Oni liczą na jakość, a nie ilość. Dziecko ma jak nawięcej wynieść z lekcji, umieć skópić się. Pomóc w tym ma np. czas wolny spędzony na zabawie.

Kamil Nowak
Gość

Słyszałem o tym, podziwiam i uważam za godne naśladowania jeśli rzeczywiście daje to takie same lub wręcz lepsze wyniki, ale i tak przed opisaniem chyba chciałbym to zobaczyć na własne oczy :)

Paula
Gość
Paula

Szczególnie, że teraz w naszym kraju system nauki i podziału lekcja-praca domowa jest dziwnie zachwiany. Dawniej program nauczania był skonstruowany tak, by jak najwięcej wiedzy przekazać na lekcjach, a do domu zadawało się kilka zadań na utrwalenie. Teraz program jest rozdmuchany i rozciągnięty – jeden temat wałkuje się kilka lekcji, a następnie zadaje dzieciom kilka stron pracy domowej, która głównie składa się z bzdurnych zadań na jedno kopyto. Nie uczy myślenia, tylko schematu, zresztą jak cała szkoła w ogóle. Nie jestem może odpowiednią osobą do wypowiadania się na ten temat, ale to słowa nauczycielki z 30-letnim stażem – miała więc… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Ja tam pamiętam, że już 15 lat temu tak było – wszystko zależało od nauczyciela. Byli tacy, co traktowali zadania domowe jako dodatek i byli tacy, co numery zadań podawali jak serię z karabinu, a w magazynku zwykle mieli kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt pocisków. Mnie na szczęście ominęło, ale równoległe klasy wyły niejednokrotnie.

Iwona Skorzec-Małolepsza
Gość
Iwona Skorzec-Małolepsza

Finlandia reformowana swój system szkolnictwa ok.40 lat i teraz mogą być dumni, bo przynosi efekty w postaci najlepiej wykształconych ludzi. U nas stawia się chyba na dofinansowanie coraz ” mądrzejszych ” autorów podręczników, które oczywiście są „coraz lepsze”. Nie możemy się porównywać z Finlandią, ale moglibyśmy się wreszcie wzorować, choć pewnie niektórym trudno przyznać , że jest ktoś od nas lepszy w czymkolwiek.

Basia | Racjonalna Mama
Gość

Dorośli często zapominają, że dzieci to mali ludzie… Według logiki tych osób ofiary bite przez partnerów darzą ich większym szacunkiem. Cieszę się Kamilu, że cały czas poruszasz ten trudny temat.

Marzena H.
Gość
Marzena H.

Problem polega na tym, że przeróżne newsy, które do nas docierają, nie są podawane jak suchy fakt, obiektywnie. Stało się to a to, ale wiadomość musi być okraszona odpowiednio naładowanym tytułem, tekst musi być tak napisany, by zwykłe wydarzenie stało się sensacją, a ludzie dają łapać się na emocje jak muchy na lep i jadą ze swoimi mądrościami. Dziecko miało inne zdanie niż jego rodzice i poszło z tym na policję. Ot co. Serio nic ciekawego. Wg mnie nie ma na świecie takiej rodziny, która byłaby w 100% idealna i absolutnie każdą sytuację rozpracowywała perfekcyjnie z pełnym zadowoleniem wszystkich. Jedni… Czytaj więcej »

Ziemowit Jastrzębski
Gość
Ziemowit Jastrzębski

Dorośli, Rodzice! Jesteście winni Waszej bezradności! Jesteście winni braku wzorców i braku świadomości społecznej! Jesteście winni błądzenia w skrajnych sposobach! Mądrzejsi od Was skazują Was na potępienie!

Uff… Jak dobrze, że Autor dorzucił jeszcze tych kilka kamieni potępienia, bo mógłby ktoś jeszcze podźwignąć te, które dotąd oberwał, w dzieciństwie i nie tylko.

Pionierka
Gość
Pionierka

Hmm… a może w tym nie ma żadnego drugiego dna? Może to nie jest żaden krzyk dziecka, które sobie nie radzi, które ma nadmiar kar albo za mało kar. Może po prostu i zwyczajnie ten chłopak zadziałał impulsywnie bo np. mieli dzień wcześniej lekcję z policjantami i mówili, że policjant zawsze pomoże, jak dziecko jest krzywdzone. Po prostu, bez specjalnego rozkminiania, walnął głupotę i tyle. Co wcale nie wyklucza, że może też być zwyczajnie rozpuszczonym bachorem. Bachory też istnieją na świecie :) Niestety. Ja byłam mocno bita w dzieciństwie i pamiętam, że jedynym efektem było moje przekonanie, że dorośli to… Czytaj więcej »

Gosia Drzeżdżon
Gość

Odniosę się do jednej wypowiedzi z zadaniami domowymi : „Jasne, w pierwszej klasie jak najbardziej, bo na początku każde dziecko potrzebuje pomocy (nawet my dorośli jej potrzebujemy, gdy zaczynamy coś nowego). Może czasami na początku drugiej również. Jednak później? Współcześni rodzice mają jakąś manię przejmowania na siebie odpowiedzialności za dziecięce obowiązki i traktowania dziecięcych porażek jako swoje porażki. „Jeśli moje dziecko nie odrobi zadania, to znaczy, że jestem złym rodzicem” – to jest guzik prawda i najlepszy sposób na nadgorliwego rodzica-helikoptera.” Otóż niestety tutaj jest chyba kwestia szkoły, bo ja również staram się nie pomagać, aby nauczyła się sama, ale… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

To jest aż niesamowite jak nauczyciele potrafią być różni. U nas mówili coś wręcz przeciwnego i jutro postaram się to właśnie stanowisko podeprzeć solidnymi argumentami, bo obecnie piszę tekst na ten temat.

Gosia Drzeżdżon
Gość

Oj potrafią być różni, moja córka zmieniła szkołę i w obecnej jest całkiem inaczej niż w poprzedniej. Ale o tym mogłabym elaborat napisać.

Olga
Gość
Olga

Mnie bito, gdy bylam mala. Do teraz pamietam panike, przerazenie, niemoc i bezradnosc, jakie wtedy czulam. Oprocz bolu, oczywiscie. Reka, pasem, przedluzaczem – co sie nawinelo. Najgorsze bylo, gdy musialam liczyc na glos razy – 10, 20, w zaleznosci od przewinienia. I tak sie teraz zastanawiam – te nauczki to jak mialyby niby wygladac, jesli chodzi o tego chlopca? :) Prosze mi powiedziec, jak powinno sie go bic? W twarz? Ile razy? Reka? Pasem? Z rozmachu? Tak, zeby cicho plakal, czy glosno krzyczal? Czy zeby blagal o to, aby przestac? No nie wiem, zaprawde, a tyle mam doswiadczenia. Moze ktos… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Niby ironia, a mimo wszystko mam ciarki na plecach… słuszne pytania.

Olga
Gość
Olga

To nie jest ironia. Na sama mysl o biciu dziecka robi mi sie slabo. Zastanawiam sie jak ktos tlumaczylby kumplowi majacemu dziecko, jak bije:

„- Ja zamykam okna, zeby sasiedzi nie slyszeli, biore kabel, chwytam za reke, zeby sie nie wyrywala, albo za ubranie na karku. Zalezy czy dostala dwoje czy troje, to zza ucha, albo tylko z lokcia. Po nogach, po plecach i po dupie. Bije, az zacznie plakac, albo lepiej, jak juz sie nie wyrywa i tylko zaslania rekami. A potem jeszcze z liscia, ale lekko, zeby sladow nie bylo.”

Joanna D
Gość
Joanna D

Olga, skąd ja to znam? U mnie sie mówiło, że „du*a nie szklanka, nie pęknie”… chociaż czasem się kabel wymsknął na plecy, czy nogi… i później matka sprawdzająca czy są ślady (wstyd?). Nigdy nie zrozumiem swoich rodziców. Woleli spuścić tzw „wpierdziel” niż usiąść i spytać dlaczego? Pomijam czekanie na ojca, który wróci z pracy, wysłucha skarg matki, i bez zająknięcia wymierzy sprawiedliwą karę… Zamiast szacunku nauczyli mnie pogardy do siebie i tego, że chętnie mieszkam 2 tyś km od nich i niechętnie wracam do rodzinnego domu. też zastanawiałam się co czuje taki rodzic który tłucze swoje dziecko, a ono krzyczy… Czytaj więcej »

Olga
Gość
Olga

To idzie dalej – nie mam dzieci. Nie dlatego, ze boje sie, ze bede zla matka. Marze o rodzinie, wiem, ze bede czula i wyrozumiala, ale i stanowcza gdy bedzie trzeba. Ja nie bede mogla im dac z mojej strony ani babci kochajacej, ani dziedka, ani kuzynow, niczego. Tylko potworni, brutalni, histeryczni ludzie, ktorym nie dalabym mojego dziecka ani na chwile!

Joanna D
Gość
Joanna D

Ja się panicznie bałam, ze będę jak moi rodzice. No bo dzieci głosu nie maja, są glupie i rodzice ogólnie wiedzą lepiej.a do tego pasek czy inne narzędzie może im o tym przypomnieć.
Moja matka się dziwi że słucham co mówi do mnie kilkulatek, ba! Dziwiła się ze tłumacze rocznemu dziecku dlaczego nie wolno czegoś robić. Dziwi sie, ze mowie do dziecka „przepraszam”. Chyba w ogóle dziwi się,, że go słucham.
Ale chyba są efekty. Bo robi coś czego ja nigdy nie robiłam: przychodzi, sam z siebie, wdrapuje się na kolana i mowi: „kocham cię, wies?” :)

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

O matko dziewczyny strasznie Wam wspolczuje, że musiałyscie przejść coś takiego. Samo wyobrażenie tego jest bolesne. Ja tez czasem dostałam w tylek, ale nie było to aż tak straszne jak w waszym przypadku. Jednak nie wyobrażam sobie ze można w jakikolwiek sposób usprawiedliwić bicie dziecka. Tata mój opowiadał ze jego ojciec bił ich dopóki zaczynali płakać wiec szybko się nauczyli i płakali od razu. A mimo to mojemu tacie było ciężko z tym biciem. Czasem mu się to zdarzało jednak był to efekt tego ze on tak był wychowany, że inni tak robili. Mój brat urodził się 14 lat po… Czytaj więcej »

Patrycja
Gość
Patrycja

Olga, moje dziecko też nie ma rodziny. Moja mama nie żyje, ojciec udaje, że nie ma dzieci, a rodzina męża to nawet nie ma o czym pisać… Na początku przeżywałam, teraz widzę, że w każdej rodzinie jest coś na rzeczy. Wolę nie mieć rodziny niż namieszać dziecku w głowie i tłumaczyć potem czemu „babcia” nazywa go bachorem i wyzywa za byle co. Twój tekst trafia głęboko. Może zamiast porównywać ludzi do NEANDERTALCZYKÓW czy nazywać cieniasami (sorry, dla mnie to żałosne i kompletnie do mnie nie trafia) warto publikować takie wspomnienia jak Twoje?? Daje do myślenia, chwyta za gardło i dopiero… Czytaj więcej »

Kasia Jeżykowska
Gość
Kasia Jeżykowska

Witam. Nie zgodzę się tylko z jednym stwierdzeniem, a mianowicie: „Jego szkoła, jego zadania, jego odpowiedzialność, jego sprawa” , oczywiście że nauka odpowiedzialności to podstawa, ale każda pociecha jest indywidualnym człowiekiem. Mój starszy Syn, lat 12, do dziś potrzebuje „kontrolowanej” samodzielności, oczywiście my jako rodzice często rozmawiamy z nim, próbujemy na kierować go na zwiększenie uwagi m.in.na systematyczność czy notowanie tego co mu umyka, nie zawsze wychodzi, jednak gdybyśmy całkiem odpuścili „strzelił by kibla” na 100% , niby żadna tragedia, ale po co ? I tak w końcu pozna smak porażki, takie życie, my mamy wtedy być przy nim. Dodam… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Ten fragment wzbudził tyle kontrowersji, że właśnie tworzę artykuł na ten temat. Powinien być jutro :)

ewa
Gość
ewa

Witam, osobiście uważam że naszą największą wadą jest ocenianie innych i dawanie rad, nie znając obiektywnych faktów. W tym jesteśmy pierwsi i „najmądrzejsi”. Mam nadzieje, że rodzice jak i młody wyciągnęli z tego jakieś konstruktywne wnioski, bo zarówno mam dorosłym jak i dzieciom zdarzyć się może popełniać błędy. Nie jesteśmy wszystkowiedzący i czasem postępujemy pod wpływem impulsu czy emocji. Ja po przeczytaniu tego artykułu zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno wystarczająco rozmawiam z moją trójką (16, 7 i 4 lata), czy wyznaczam im odpowiednie granice i obowiązki. A najważniejsze czy sama wyznaczam ich sobie odpowiednio.

Kamil Nowak
Gość

Mimo wszystko jest duża różnica między ocenianiem konkretnego człowieka, a ocenianiem zachowania.

Magdalena Zinczuk
Gość
Magdalena Zinczuk

Jak to mówi mój znajomy: „Grubo…”
Ale za to m.in. Cię lubię czytać. Nie owijasz :)

Marta Olczuk
Gość
Marta Olczuk

we Włoszech pewna nauczycielka z matematyki powiedziała, że prace domową ona zadaje i na lekcji je sprawdza, ale kto nie chce ten nie musi jej robić, potem są oceny ze sprawdzianu, który jest jak gdyby powtórka prac domowych. …i słusznie nie ma przymusu, nie mogą wszyscy być inżynierami. Co do rodziców, to za dzieci odpowiedzialni są rodzice (tak jest wszędzie napisane) i powinni dopilnować dzieci, aby nie zboczyły z prawidłowej drogi (do czego jak wiemy są bardzo skłonne). Wychowanie to proces gdzie jest nagroda i kara.(kar cielesnych nie uznaję)

Kamil Nowak
Gość

Wychowanie to proces, w którym niektórzy ludzie wykorzystują kary i nagrody, ale to nie znaczy, że to podejście jest podejściem najlepszym czy w ogóle potrzebnym. Pisałem o tym tutaj: https://www.blogojciec.pl/dzieci/czy-da-sie-wychowac-dzieci-bez-karania-i-bez-nagradzania/

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

Nie zgodzę się z Tobą niestety ze wychowanie to proces kar i nagrod. Można dużo lepsze efekty uzyskać bez tego. Ja na początku mojej drogi rodzicielskiej stosowałam kary i nagrody jednak dawno je porzuciłam jako tak naprawdę nieefektywne. Mam znajomych, którzy opierają wszystko na tym systemie i ciężko na to patrzec. Dziecko robi o co oni je proszą tylko jeśli zgroza mu jakaś kara albo coś obiecaja. Nie rozmawiają z dzieckiem, ciągle tylko slysze: Nie rób tego bo kara! Kara! Kara! I tak na okrągło dzień za dniem. A dziecku trzeba wytłumaczyć czemu coś jest zle, a coś właściwe i… Czytaj więcej »

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

„Perfumowane gowna”- idealne okreslenie, szukałam go od dawna. Jak czytam czasem komentarze dotyczące bicia dzieci i zapewnienia ze klaps to nie bicie to mi jest zwyczajnie przykro z powodu tych dzieci, których rodzice to pisza. A czasem jestem wsciekla. Czasem zastanawiałam się nad tym jak to jest jak dzieci dzwonia na policje i skarżą się na rodziców i nigdy by mi nie przyszło do głowy ze dziecko jest winne sytuacji, że woli „naskarzyc” na rodzica zamiast z nim porozmawiać albo i się poklocic. Szacunku i miłości nie można wymusic.

Kamil Nowak
Gość

Ja też tak mam. Czasem jest mi przykro, a czasem jestem wściekły – wszystko zależy od tego jak dokładnie dany rodzic odnosi się do całej sytuacji. Czy jest świadomy tego co robi czy po prostu uważa, że dziecko jest podczłowiekiem i nie należą mu się podobne prawa jak innym. Tacy niestety też się zdarzają.

Sabina Gatti
Gość

Ja też zaraz pomyślałam o dziecku jak mu musi być ciężko. Świetny tekst !

Anna Radzikowska
Gość
Anna Radzikowska

A ja od innej strony zahaczę, bo zastanawiam się (z punktu widzenia rodzica dziecka w wieku jeszcze nieprzedszkolnym), czy (oby) warunki w placówkach opieki nad dziećmi się zmieniły od „moich czasów”. Największa traumą było dla nas zawsze leżakowanie po obiedzie. Obowiązkowe dwie godziny, kiedy mieliśmy się nie ruszać i leżeć cicho, a panie przedszkolanki miały wtedy czas na kawę. Co roku też wymyślały coraz bardziej fantazyjne kary dla „niegrzecznych” dzieci. Pamiętam je do dziś – a rzecz działa się prawie 30 lat temu. Jedna z nich było bicie łapka na muchy (oczywiście tą twardszą częścią), która wisiała nad drzwiami pokoju… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Mnie osobiście na szczęście przedszkole czy żłobek z tamtych czasów ominął, ale jak słucham większości historii to naprawdę mrożą krew w żyłach. Aż się nie chce wierzyć, że to w sumie tak niedawno było i do takich rzeczy tam dochodziło.