Katar to nie choroba. Przestańmy robić z polskich dzieci kaleki.

Bo chyba jeszcze tylko u nas panuje tak bzdurne przekonanie.

Mamadu postanowiło konkurować z BabyOnline pod względem najdurniejszego artykułu 2016 roku (a przypomnę, że mamy dopiero luty). Tym razem jednak nie chodzi o ciążę (klik), a o posyłanie dzieci chorych do przedszkola i apel, aby tego nie robić. Apel ze wszech miar słuszny, dopóki nie doczytamy, że dziecko z nawet małym katarem, to dziecko chore i powinniśmy z nim zostać w domu, bo ono tego od nas potrzebuje i tego też wymaga od nas autorka artykułu, która nie chce widzieć takich dzieci w przedszkolach.

Dlaczego to podejście jest… ekhem, błędne (chciałem określić to dosadniej, ale kultura nakazuje mi się wstrzymać) odpowiadam na blogu.

A zresztą co mi tam. Niektóre rzeczy trzeba nazywać po imieniu. To podejście jest po prostu głupie i chyba nawet redakcja Mamadu o tym wie, bo wstyd im się było pod tym tekstem podpisać.

Cytowany artykuł dostępny jest tutaj: http://mamadu.pl/123375,to-apel-do-ciebie-rodzicu-przestan-szkodzic-nie-chcemy-chorych-dzieci-w-przedszkolu

Zaczynamy

„Pierwsza sprawa to dobro własnego dziecka [i z powodu owego dobra nie powinniśmy puszczać dziecka z katarem do przedszkola – przyp. autora].”

Dobro własnego dziecka? Pokażcie mi gdzie mam podpisać! Oczywiście, że jest najważniejsze!1!!!111!one!11o1ne!! Dlatego nie możemy dopuścić do tego, aby nasze dziecko zaraziło się katarem! Albo jakąś inną, „równie niebezpieczną” chorobą.

Tak mimochodem wrzucę tylko: Sterylne środowisko zagraża zdrowiu dziecka.

Uczciwie też dodam, że bardzo nie lubię, gdy ktoś bierze taką wyniosłą ideę jak dobro własnego dziecka i próbuje sobie nią wycierać twarz w pierwszej lepszej sprawie, jak owa walka z katarem.

Katar = cierpienie?

„Maluch z zatkanym noskiem cierpi, potrzebuje szczególnej opieki. Czy dobrze mu zrobi całodzienne wyjście z domu, z dala od własnego łóżeczka i opieki rodzica?”

No gdzież tam! Skąd taki pomysł, aby dziecko z katarem w ogóle wypuszczać z łóżka? Dwa tygodnie ma leżeć. Minimum. Bo na katar się umiera i wcale nie jest tak, że zdecydowanej większości przypadków kataru dzieci u siebie nawet nie zauważają. Powiedziałbym wręcz, że katar dla dzieci jest równie wielkim utrapieniem co spodnie założone tył na przód czy dwa kilogramy błota na butach (czyt. żadnym), ale ja się pewnie nie znam i takie dzieci to już trzeba najlepiej hospitalizować.

Teraz-Obrażę-Waszą-Inteligencję-Mamadu

„Czy sądzicie, że chore dziecko, które spędza cały dzień w przedszkolu szybciej wyzdrowieje? Bez żartów.”

Oczywiście, że tak. Bo bakterie uciekną na inne dzieci i moje dzieci będą zdrowe za 24h!

Serio? Mamadu, serio? Głupszego pytania nie potrafiliście już wymyślić?

Teraz zamieniamy dolegliwość na groźniejszą, żeby zmanipulować czytelników

„Najgorsze jednak jest to, że swoim swobodnym podejściem do dziecięcych chorób narażacie na niebezpieczeństwo inne dzieci. Niedawno moja córka była chora: wymioty, biegunka, brak apetytu, ogólne osłabienie organizmu.”

Ale te katary w dzisiejszych czasach mutują. Matko… a nie, to nie o katar chodzi.

„Okazało się, że to w żłobku, do którego chodzi zapanowała niebezpieczna bakteria i wiele dzieci miało podobne objawy.”

Podkreślę zatem, że już nie mówimy o katarze, tylko o jakiejś jelitówce, która rzeczywiście bywa dla dzieci dużą dolegliwością.

Kiedy moje dziecko już wyzdrowiało lekarz powiedział wyraźne: „-Proszę córki nie posyłać do żłobka jeszcze przez tydzień. Musimy mieć pewność, że nie zarazi innych dzieci”. Nie posyłałam. A inni rodzice? Wiem, że niektóre chore dzieci wróciły do żłobka już po dwóch dniach! Czyżby im pediatra nie zalecił tego samego co mnie? Wątpię […] Moje dziecko na wszelki wypadek nie poszło do żłobka przez dwa tygodnie […]”

No dobrze – jeśli lekarz mówi, że dziecko ma zostać dodatkowy tydzień w domu, bo jeszcze zaraża, to powinno zostać i rodzice, którzy się do tego nie stosują robią źle. Ok, w pełni rozumiem. Tak samo złe jest posyłanie do przedszkola dzieci osłabionych gorączką, dreszczami, katarem, kaszlem czy jakąkolwiek poważniejszą chorobą, które uniemożliwiają mu normalne funkcjonowanie czy są zagrożeniem dla otoczenia (lub czasowe maskowanie tych objawów poprzez podawanie syropku przed przedszkolem).

Tylko teraz nie róbmy „kobiety lekkich obyczajów” z logiki i nie mieszajmy tego ze zwykłym katarem czy kaszlem. Szczególnie, że kaszel i katar mogą być wywołane alergią czy wysuszonym powietrzem, a te czynniki (przynajmniej jak ostatnio sprawdzałem) nie przenoszą się drogą kropelkową.

Macie mało? Dorzućmy więc jeszcze jedno śmiertelne zagrożenie – granicę stanu podgorączkowego

„Rozmawiałam na ten temat z koleżanką, która pracuje w przedszkolu. Potwierdziła to, co widziałam od dawna. Przyprowadzanie chorych dzieci na granicy stanu podgorączkowego to norma.”

Granica stanu podgorączkowego?! O rany! Jak ktoś może robić to swojemu dziecku?!

Swoją drogą ciekawe ile wynosi taka granica? 36,7 stopni? Czy 36,8?

Czy niektórzy już kompletnie powariowali?

Zresztą tym bardziej powinniśmy zostawać z dziećmi w domu, że przecież żyjemy w XXI wieku i niemal każdy może pracować z domu

Brakowało mi w tym akapicie hashtagów #heheszki albo #alebeka. Niestety po dogłębnej analizie stwierdziłem, że autorka jest w swoich wywodach śmiertelnie poważna.

„Żyjemy w XXI wieku i sporadyczna praca z domu jest możliwa. Większość rodziców ze żłobka i przedszkola, do których chodzą moje dzieci ma biurowe prace. Czy nie lepiej byłoby zostać w domu z chorym dzieckiem i popracować na własnym laptopie? To kwestia dogadania się z pracodawcą.” 

No jasne – skoro większość rodziców ze żłobka i przedszkola, do których chodzą dzieci autorki ma prace biurowe, to znaczy, że większość Polaków też ma prace biurowe. Jakież to naiwne rozumowanie. Popatrzmy jednak na dane. W Polsce zaledwie 13,3% pracowników pracuje w biurze (źródło), z czego duża część w administracji państwowej, gdzie jak wiemy, ciężko o pracę zdalną czy wyrozumiałość kierownika.

„W mojej firmie to norma, chociaż szefowie wcale pobłażliwi nie są. Mamy naciski, ambitne cele i dedlajny. Ale szef wie, że jeśli mam chore dziecko, to pracuję z domu. Wie też, że pracę wykonam bez zarzutu. To kwestia organizacji i dobrych chęci.”

Normalne wykonywanie pracy z chorym dzieckiem u boku? To kwestia organizacji i dobrych chęci? Chyba jak ma się dodatkowo zatrudnioną nianię. Albo maszynę do klonowania. Ja podziwiam ludzi, którzy pracują ze zdrowym maluchem u boku. Natomiast w tych, którzy mówią, że pracują z chorym dzieckiem u boku już dawno przestałem wierzyć.

A poza tym to przebyty katar i kaszel obniżają odporność organizmu

„I nie wierzcie drodzy rodzice w bajki o tym, że jak się dziecko wychoruje, to potem będzie miało lepszą odporność. Że pierwszy rok w żłobku musi być przechorowany, a organizm dziecka się wzmocni. To nieprawda, każda, nawet najdrobniejsza infekcja go osłabia.”

A ten akapit autorka wyssała sobie chyba ze środkowego palca, żeby pokazać, że już kompletnie straciła kontakt z rzeczywistością. Określa w nim fakty bajkami, w swoje własne bajki wierzy jak w prawdę absolutną.

Tymczasem istnieje coś takiego jak odporność swoista, którą nabywamy w kontakcie z danym drobnoustrojem, dzięki czemu w przyszłości możemy sobie z nim lepiej poradzić. Oczywiście są choroby, które osłabiają odporność na stałe, ale my cały czas mówimy o katarze i kaszlu.

Przestańmy więc siać panikę i zachowywać się hipochondrycy

I przestańmy traktować jako nieodpowiedzialnych rodziców, którzy nie trzymają dzieci z każdym śpikiem przez dwa tygodnie (na wszelki wypadek!) w domu. Nieodpowiedzialne jest moim zdaniem traktowanie dziecka jak porcelanowej lalki, której zagraża cały świat. Szczególnie, że przykłady wielu państw pokazują, że właśnie takie zdroworozsądkowe podejście w tym temacie wygrywa i dzieci w nich są najzdrowsze.

W Anglii, Irlandii, Norwegii, Islandii, Szwecji i jeszcze kilku (jak nie kilkunastu) krajach, w których pogoda jest o dziwo jeszcze mniej przyjemna niż u nas, ludzie się śmieją, że jeśli dziecko nie jest hospitalizowane, to ma przyjść do szkoły/przedszkola i koniec. Oczywiście bez przesady, ale jeśli dziecko czuje się dobrze i nie zaraża, to nie ma żadnych przeciwwskazań, aby do przedszkola nie szło. „Nawet” jeśli będzie miało katar. I ja osobiście zamierzam trzymać się dokładnie takiej samej zasady.

To pisałem ja, czyli rodzic, który właśnie nie wysłał dziecka do przedszkola przez kilka dodatkowych dni po feriach, bo miało bardzo nieprzyjemny kaszel. Zdrowy rozsądek przede wszystkim.

Prawa do zdjęcia należą do freeparking.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

68
Dodaj komentarz

avatar
29 Comment threads
39 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
39 Comment authors
AlleccoMagdalenaGosia12Przewodnik sudeckiMałgorzata Kowalska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
agapa7
Gość
agapa7

Mnie najbardziej rozbawiła część o pracy zdalnej. Niezłe. Ja nauczycielka, mąż strażak, siostra lekarz, druga fryzjerka itd itd.. my chyba jesteśmy z innego społeczeństwa, bo u nas NIKT nie ma szans na pracę zawodową w domu.

Konrad Norowski
Gość
Konrad Norowski

No przecież żyjemy w XXI wieku, pożary powinny dawać się gasić przez Internet ale one takie niepostępowe… Wstyd nam za granicą robią ;)

Kamil Nowak
Gość

„A pożary u nas w kraju gasi się aplikacjami” :D

Ela Chwirot
Gość

i dużą ilością lajków na fejsbuku

Kejt
Gość
Kejt

Ja przy zdrowym dziecku obiadu ugotować nie mogę, bo musze podziwiać turbo bieg, skomplikowane konstrukcje lego, albo przytulic bo kucykowi pony dzieje się coś złego… Chore dziecko nie pozwala się opuszczać nawet na minutę, mam czas na sprzątnięcie gratów kiedy śpi. Ja nie wiem jak matki potrafią pracować w domu. No chyba, ze dzieciaka też sadzają przed laptopem albo tabletem…

Anna Bączkiewicz
Gość
Anna Bączkiewicz

Drogi autorze jestem w kropce. Otóż rozum podpowiada mi to, o czym jest mowa w artykule, o zdrowym rozsądku itd. Ale nie tylko Mamadu rozumuje w ten sposób. Dyrektorka przedszkola, do którego uczęszcza mój syn, na każdym zebraniu powtarza, że nie tylko gorączka jest powodem, dla którego dziecko musi pozostać w domu. Katar, kaszel a nawet niewyspanie są także takimi powodami. Z czego wynika, że gdybym jej słuchała to synek byłby w przedszkolu jakieś 3 dni w miesiącu. Stąd moje wątpliwości czy robię dobrze odprowadzając do przedszkola dziecko z lekkim katarem, bo nie daj Boże pani dyrektor cos zauważy.

Kamil Nowak
Gość

Niewyspanie?! Czy Pani Dyrektor też z powodu niewyspania bierze sobie L4? O rany… jak wiele jeszcze zmian przed nami…

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Skoro dyrekcja jasno mówi, że jest tak, a nie inaczej, nie wiem po co robić wszystkich w jajo. Może lepiej zmienić przedszkole na „akceptujące katary wszelkie”.

Anna Bączkiewicz
Gość
Anna Bączkiewicz

Gdybym tylko miała możliwość zmiany przedszkola … W naszym miasteczku jest jedno przedszkole, do którego i tak wystarczająco trudno się dostać. Polskie realia, nie wszyscy mieszkamy w dużych miastach …

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Ania, jeśli dziecko jest zakatarzone cały czas to nie jest zdrowe. Katar, zwykły katar może trwać do kilku dni, a Ty piszesz, że chodziłby 3 razy w miesiącu… Może warto sprawdzić przyczynę?

Anna Bączkiewicz
Gość
Anna Bączkiewicz

Droga niekonwencjonalna, może lekko przesadziłam z tymi 3 dniami. Generalnie miałam na myśli niewyspanie : Mój synek w weekendy wstaje radosny o 6.30 natomiast gdy ma iść do przedszkola 7.30 to dla niego stanowczo za wcześnie. A tego kataru i tych infekcji wcale tak dużo nie łapie.

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Co do nie wyspania. Takie ogólne stwierdzenie jest dziwne. Aczkolwiek rodzicom zdarza się przyprowadzać dziecko, które śpi na lekcji. Wtedy bym rodziców poinformowała, bo to może być przemęczenie, a może objaw czegoś. Co do samej godziny – jak dla mnie 8 godzina to zbyt wcześnie na lekcje dla maluchów. My w przedszkolu jesteśmy o 9. Wcześniej nie ma opcji żeby Alf wstał i szedł. Chyba, że z zamkniętymi oczami.

Leeni
Gość
Leeni

Ale tak też być nie może, bo rodzice pracujący zwykle nie są w stanie zajmować się dziećmi do godziny dziewiątej…

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Wielu rodziców może i wielu nie może. Trudno, by dopasowywać lekcje do wszystkich. Nie wyobrażam sobie z kolei lekcji o 15 czy 12.

Mamorki
Gość

Świetny wpis. Uśmiałam się po pachy bo rewelacyjnym komentarzem wzbogaciłeś te wypociny z mamadu, które też czytałam, i w głowie tylko mi się kołatało wtedy WTF?:D Ponownie, mam wrażenie, że ludziom tak ogólnie czasem brak takiego zwykłego, ludzkiego rozsądku. Bo czy my jesteśmy zawsze chorzy mając katar czy kaszel? Jasne, że nie. Tak samo dziecko. Poza tym jest katar i kaszel i jest KATAR i KASZEL. Jak piszesz, zdrowy rozsądek ponad wszystkim i wszyscy jakoś przeżyjemy :)

Bożena Jędral
Gość
Bożena Jędral

Kamil jest bardzo cienka granica między katarem,a zielonymi glutami do pasa. Mamadu już nie raz puściło tekst, który człowiek chcąc nie chcąc musi skomentować-to celowa forma działania. Wiadomo, że chore dziecko lepiej czuje się w domu, ale tak, katar to nie powód zostania w domu. Zwykły, przezroczysty, wodnisty katar, często o podłożu alergicznym. Do przedszkola jednak sa przyprowadzane dzieci chore. Rano naszpikowane nurofenami, by po dwóch godzinach się rozłożyć na dobre. Wyobrażasz sobie, ze w jednym z poznańskich przedszkoli do placówki był przyprowadzany chłopiec ze świerzbem? Nie 30 lat temu. Teraz, sanepid zamknął przedszkole, trwa kwarantanna. Kiepsko i od dupy… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

E… ręce opadają. Dla mnie osobiście katar nie jest wyznacznikiem zbliżającej się choroby, dopóki nie jest właśnie jak piszesz: taki gęsty czy zielonożółty lub nie towarzyszą mu szkliste oczy czy inne typowe dla choroby objawy, szczególnie w okresie zimowym, gdzie jest wszędzie suche powietrze i pełno kurzu, bo wtedy katar jest niczym innym jak systemem obronnym organizmu. Niemniej zdarza mi się zostawić dziecko w domu nawet z powodu kataru, jeśli tylko widzę, że dziecko tego potrzebuje, bo jest na przykład markotne czy osłabione. Nie wyobrażam sobie natomiast takiej sytuacji jak opisałaś. Tak samo jak nie rozumiem co siedzi w głowach… Czytaj więcej »

ugotowani.tv
Gość

Albo nie odbierają telefonów. Temat rzeka. U nas w przedszkolu jest dziewczynka po przeszczepie. I zwykły katar u jednego dziecka oznacza dla niej poważne infekcje. jak ja napisałam artykuł o tym, że nie puszcza się chorych dzieci do przedszkola to zostałam nazwana pustą, bogatą i rozkapryszoną blogerką :) A pomijając już, czy zaraża się inne dzieci czy nie, bo w końcu cudze można mieć gdzieś :( to gdzie tutaj miłość do swojego dziecka. Biedne musi się chore męczyć w przedszkolu, nadążyć z programem zabaw i rozkładu dnia. A jak jest wyjście na dwór to przecież z tym jednym też nikt… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Aż źle się czyta o takich rodzicach… kurcze, no jest różnica między dzieckiem, które skacze i się bawi i po prostu ma przy tym mały katar, a dzieckiem, które się słania na nogach, jest osłabione itp. Nawet nie musi mieć kataru, aby wzbudzić niepokój rodziców i większe ich zainteresowanie. O wymiotach już nie wspomnę, bo to przecież nie jest objaw, który da się zignorować…

Leeni
Gość
Leeni

Też czytałam ten artykuł i byłam w szoku. To po prostu robienie z igły wideł. Owszem, dzieci w przedszkolu pociągają nosem. To nic takiego, nie umrą od tego xD Ja mam alergię i całe życie noszę ze sobą chusteczki, może powinnam mieć nauczanie domowe z tego powodu, o, na przykład w okresach pylenia? Nie, bo to zniosę. Zasadniczo ludzie raczej nie miewają kataru uniemożliwiającego normalne funkcjonowanie (Np powodującego bardzo utrudnione oddychanie albo zmuszające do opróżniania nosa co minutę) bez innych objawów, choćby gorączki. Jeszcze nigdy nie widzialam wysłanego do przedszkola naprawdę chorego dziecka z gorączką, chyba że poczulo się gorzej… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Dokładnie. Takie przypadki posyłania naprawdę chorego dziecka, są wyjątkowo rzadkie. Niestety są i należy je piętnować, ale nie można pod to podciągać każdego kataru.

ugotowani.tv
Gość

Zapewniam cię, że przypadki puszczania do przedszkola naprawdę chorych dzieci z gorączką i grypą wcale nie są rzadkie.

Kamil Nowak
Gość

Ok, po lekturze dzisiejszych komentarzy zaczynam zmieniać nieco moje wyobrażenie o skali tego problemu. Zawsze wydawał mi się on marginalny, a miałem doświadczenie z kilkoma przedszkolami. Tymczasem jest od daleki od marginalnego.

Moje dziecko idzie do szkoły -
Gość
Moje dziecko idzie do szkoły -

Nie wiem, jak to wygląda w przedszkolu, ale w szkole widziałam. Zdarza się, że dziecko podchodzi i mówi do nauczycielki : Proszę Pani miałam wczoraj temperaturę, ale dzisiaj (przecież rankiem na ogół jest poprawa) już trochę lepiej się czuję. Mama powiedziała, że jak będę się gorzej czuła, to niech pani zadzwoni. Czasami zapracowani rodzice naprawdę nie mają z kim zostawić dziecka w domu i w desperacji (w obronie przed kolejnym zwolnieniem), niestety wysyłaj chore dziecko ( nie z katarkiem) do szkoły.

Ania Abakercja
Gość

pamiętam, że jak byłam dzieckiem mama z byle przeziębieniem zabierała mnie do lekarza. i lekarka wypisywała mi tonę leków plus zwolnienie ze szkoły na sto lat (czyli co najmniej tydzień). i później weź nadrabiaj te zaległości. czasami lekarka wykazywała się litością i pozwalała iść do szkoły z katarem wypisując jednak zwolnienie z wuefu na dwa tygodnie z możliwością przedłużenia. po pewnym czasie zaczęłam te zwolnienia po prostu wyrzucać. i chyba wtedy mniej więcej przestałam również tak strasznie chorować ;)

Karolina Januszkiewicz
Gość
Karolina Januszkiewicz

Rewelacyjna riposta! Autorka wspomnianego artykułu chyba spadła z dość wysokiego mebla… Większość rodziców MOŻE sobie pozwolić na pracę w domu??? Przy laptopie??? Kucharz na przykład, Pani ze sklepu? Pani przedszkolanka ( tak, bywa, że i One mają dzieci;) )? A może Pani doktor z przychodni? Pacjentów przyjmie eksternistycznie? To żart jakiś, albo głęboka hipokryzja… W dzisiejszych czasach, gdy tak wielu z nas obawia się o zachowanie stanowiska, bo od tego zależy byt naszych rodzin? Nie mówię, że należy chore dziecko posyłać do przedszkola, szkoły, ale są granice – o których Pan pisze zresztą… Wiele jest rzeczy do których można się… Czytaj więcej »

Adam Kozera
Gość
Adam Kozera

My z synkiem regularnie spływamy Pilicą – katar go nie dosięga, a nawet jeśli, to nie panikujemy. To twardy chłopak!

Kamil Nowak
Gość

O, poszedłbym na spływ :)

Adam Kozera
Gość
Adam Kozera

Polecam, sezon już za rogiem! : )

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Jak dla mnie troszkę za bardzo odjechałeś. Do przedszkoli chodzą różne dzieci, również chore. Nie muszą mieć na czole plakietek „uważaj na mnie, bo mogę skończyć w szpitalu”. Pomijam fakt, że sam rodzic NIE WIE dlaczego jego dziecko katar ma, bo przecież to tylko katar i z tym do lekarza chodził nie będzie. Tak więc po takich katarach niektórych czeka kuracja lekami, bo nie skończy się na katarze, a bólach, osłabieniu, rzyganiu, zawrotach głowy. Z kolei te leki spowodują, że za moment słabszy osobnik leci do kardiologa. Po kilku takich razach okazuje się, że już nie można brać setnego paracetamolu,… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Ale ja napisałem – chore dzieci powinno się trzymać z dala od przedszkola. Tylko nie każdy katar oznacza chorobę – niektóre tak, a niektóre nie. Są inne objawy, które to zwiastują dużo lepiej niż katar. Nie każdy katar też zaraża. Są dzieci bez kataru, które zarażają i takie, które z katarem nie zarażają. Więc mi chodzi tylko o to, żeby zachować zdrowy rozsądek – w obie strony. A jak się nie jest pewnym, to pójść do lekarza.

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Jesteś w stanie na oko stwierdzić, który oznacza chorobę, bo ja nie. Mówiąc, że katar to nie choroba zachęcasz do nie chodzenia z katarem do lekarza, a więc…rodzic sam nie wie. Mi chodzi o to, żeby szanować zdrowie innych i sprawdzać u lekarza dlaczego katar jest. Nie chciałabym przez przewidywania innych skończyć nieciekawie. Grunt to mówić TYLKO i puszczać dziecko nieświadomie…

Beata Kos
Gość
Beata Kos

Prawda jest taka że jak katar się pojawi pierwszego dnia to lekarz wcale nie stwierdzi czy to jest katar śmiertelny czy nieśmiertelny. Wtedy tak naprawdę nie za dużo widać. Ludzie naprawdę jak dziecko dostaje katar lecicie z nim na gwałt do lekarza ? To ja jestem jednak wredna matka ;-) Jestem w stanie zrozumieć jak dziecko dostaje katar robi się zielony zaczyna kaszleć. To się idzie do lekarza. Jednak mentalność nasza jest zabawna w Polsce katar to choroba śmiertelna a w innych krajach nie.

Magdalena
Gość
Magdalena

Po 1, dzieci charakteryzują się tym, że mają niewyksztalcony układ odpornościowy i częściej chorują. A żeby ten układ nauczył się działania MUSZĄ przejść X infekcji. Nie ma na to rady. Jak nie w przedszkolu, to w szkole. Może tego nie wiesz, ale na co dzień układ odpornościowy bez naszej wiedzy wykonuje masę pracy walcząc z drobnoustrojami. U dzieci ta walka jest mniej skuteczna. Po 2, zarażać zaczyna się zanim ma się objawy, więc nawet jak przy wejściu jakiś żandarm będzie sprawdzał czystość nosow, to nie gwarantuje, że dziecko nie wróci z glutem. Po 3,jak masz dziecko tak chore, że katar… Czytaj więcej »

Matka Debiutująca
Gość

Zgadzam się i nie zgadzam. Myślę, że wiele zależy od tego jak bardzo się jest uczciwym w stosunku do samego siebie, do dziecka i do przedszkola/żłobka. Bo to nie jest chyba taka sprawa prosta do generalizowania. Ja akurat mam taki egzemplarz, u którego puszczenie z katarem bez żadnych innych objawów do przedszkola kończy się po dwóch dniach obturacyjnym zapaleniem oskrzeli, przy czym jest to dziecko, które gorączkę miało chyba tylko przy bostonce i zum. Oczywiście, że jest katar i katar, rodzic po kilku latach powinien być w stanie rozpoznać, kiedy się coś rzeczywiście kluje i zostawia w domu, a kiedy… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Dlatego trzeba jednak odwoływać się do zdrowego rozsądku i jak to określiłaś: bycia uczciwym w stosunku do siebie, własnego dziecka i przedszkola. Nie ma jasnej granicy w tym temacie i ja się nie staram jej wyznaczać.

Anna Kwiatek-Kucharska
Gość
Anna Kwiatek-Kucharska

Zaintrygowałaś mnie tym zagranicznym katarem. Możesz napisać, na czym polega różnica? :D

Pan Kret
Gość
Pan Kret

Panie Ojciec, dobry wpis choć to i tak wołanie na puszczy. Machina straszenia matek jest równie pewnym źródłem dochodów co machina pornograficzna – to oddziaływanie na bezrozumne instynkty, nie na intelekt.

Samego kataru nie można ignorować jeśli pojawia się nagle, bo np. zapalenie zatok może zaczynać się katarem i stanem podgorączkowym. Ale jak ma cały czas to przecież i latami może z tym katarem chodzić.

A granica stanu podgorączkowego wynosi 37,9 C. Pomiędzy 36,7 a 38 C to stan podgorączkowy. Powyżej – gorączka.

Kamil Nowak
Gość

A rzeczywiście może o to autorce chodziło. W takim razie zwracam honor, bo ja zrozumiałem, że chodzi o granice po której zaczyna się stan podgorączkowy.

Z resztą się całkowicie zgadzam.

Renia Hanolajnen | Ronja
Gość

Brawo! Świetny komentarz do tych wypocin. Mam wrażenie, że Mamadu często publikuje bzdurne artykuły tylko po to, aby wzbudzić kontrowersje i zwiększyć zasięgi.
A co z dziećmi, które mają katar całą jesień i zimę? A wiosną i latem, w okresie pylenia, katar alergiczny? Nie powinny pojawiać się w przedszkolu cały rok!
Poza tym jak rozumiem w artykule nie rozgraniczono kataru lekkiego od zielonego, ropnego? ;) (który istotnie świadczy o poważniejszej chorobie i może stanowić „zagrożenie”)
A te „rady” odnośnie pracy zdalnej i dogadania się z szefem to totalna bzdura – piszę to jako pracownica administracji publicznej.

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Mamadu to dno i chyba każdy to już wie. Artykuł niby porusza temat ważny, ale jednocześnie skręca na dziwny tor i jest idiotyczny. Nie wiem kim jest osoba pisząca takie dyrdymały. Można w takim artykule wskazać chociażby badania jakie pomogą rodzicowi w diagnozie, ale po co. Lepiej uczyć ludzi rzucania w siebie gównem :).

Moje dziecko idzie do szkoły -
Gość
Moje dziecko idzie do szkoły -

Nie wiem, jak to wygląda w przedszkolu, ale w szkole chore dzieci można spotkać na porządku dziennym. Zdarza się, że dziecko podchodzi i mówi do nauczycielki : Proszę Pani miałam wczoraj temperaturę, ale dzisiaj (przecież rankiem na ogół jest poprawa) już trochę lepiej się czuję. Mama powiedziała, że jak będę się gorzej czuła, to niech pani zadzwoni. Czasami zapracowani rodzice naprawdę nie mają z kim zostawić dziecka w domu i w desperacji (w obronie przed kolejnym zwolnieniem), niestety wysyłają chore dziecko ( nie z katarkiem) do szkoły.

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Jest taka pani jak opiekunka, kiedy dziecko jest chore. Są babcie, ciocie, sąsiadki. Bez jaj. Nie żyjemy na pustkowiu. Wysyłanie chorego dziecka (nie z katarkiem) do szkoły to brak rozumu. A jak dziecko w drodze do szkoły zasłabnie i coś mu się stanie?
Grunt to myśleć…

Moje dziecko idzie do szkoły -
Gość
Moje dziecko idzie do szkoły -

Właściwie zgadzam się, bo przecież chore dziecko nie „skorzysta” z lekcji, a ja muszę je dodatkowo obserwować i „pocieszać”, że już niedługo koniec zajęć i zaraz pójdzie do domu :( .

Iwona Janeczko
Gość
Iwona Janeczko

Bez jaj. dziadkowie mieszkają 500km ode mnie, teściowej to mogę co najwyżej świnki morskie podrzucić, a nie dziecko, wszyscy najbliżsi sąsiedzi pracują, ciocia 500km stąd, innej nie ma, bo mąż jedynak. Opiekunka? Jak nie masz kogoś na stałe to bierzesz pierwszą lepsza osobę z ulicy? Grunt to patrzeć tylko na siebie.

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Wysyłanie chorego, CHOREGO dziecka jest patrzeniem na siebie. Inne dzieci, nauczyciele. Ci ludzie nie są od opiekowania się czyimś chorym dzieckiem. W razie komplikacji mają jechać do szpitala czy ustawić się w przychodni?
Opiekunkę w razie awarii zawsze warto mieć. Posiadanie numeru telefonu do takowej pani jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Jeśli coś się dziecku stanie w szkole, na kogo zrzucisz winę?

Agata Filewicz
Gość
Agata Filewicz

Czy piszesz z własnego doświadczenia czy teoretyzujesz? Bo moje doświadczenia w poszukiwaniu opiekunki wcale nie wyglądają tak różowo jak opisujesz. Numer do ‚jakiejś’ pani można mieć, ale zacznijmy od tego, że nie może to być pierwsza lepsza osoba, tylko ktoś sprawdzony, z kim dziecko już zostawało, do kogo mamy zaufanie. Z kimś takim możemy nawiązać kontakt wchodząc we współpracę, choćby na kilka tygodni. Ale taki układ jest totalnie niekorzystny, więc i mało prawdopodobny do realizacji. Poza tym, jeśli już sobie ‚zaklepiemy’ taką nianię na zawołanie, od przypadku choroby, to skąd mamy pewność, że akurat w tym dniu będzie mogła przyjść?… Czytaj więcej »

NIEKONWENCJONALNA
Gość

Odkąd dziecko się urodziło, zawsze mam telefon do kogoś polecanego w razie awarii (dziecko te osoby zna). Na szczęście pracuję w domu, więc dzięki chorym, cudzym dzieciom mogę pracować z gorączką, a nie nie chodzić do pracy. I naprawdę nie obchodzi mnie jak rodzic poradzi sobie z zostawieniem CHOREGO (nie mówimy już o tym katarku) dziecka w domu. Taki rodzic powinien zostać normalnie obciążony kosztami leczenia innych dzieci i badań. To nie jest dziecko pani pedagog, pani dyrektor – w szkole się uczy, nie choruje. Świetnie, że są rodzice, którzy mają to wszystko w dupie i kosztem swojej super pracy… Czytaj więcej »

Agata Filewicz
Gość
Agata Filewicz

Eh, ja nie kwestionuję tego, że chore dziecko nie powinno chodzić do p-kola czy szkoły, bo to było moją bolączką przez cały pierwszy rok uczęszczania. Nie podważam także faktu, że na rodzicu spoczywa odpowiedzialność za chore dziecko. Pokazuję tylko drugą stronę medalu w przypadku poszukiwań opiekunki. Bardzo łatwo jest napisać ‚ja mam kogoś do pomocy’ i twierdzić, że wszyscy też powinni mieć. Wiem jak ciężko jest znaleźć kogoś kompetentnego, kto zgodzi się pracować za wyznaczoną stawkę i będzie w 100% mobilny na nasze skinienie.

salus salus
Gość
salus salus

?????

Mamapediatra.blog.pl
Gość
Mamapediatra.blog.pl

Jako mama i jako pediatra protestuje przeciwko powyzszemu cytatowi z mamadu- biegunka i wymioty to meeega rzadko bakteria, a zwykle wirus. Wydalac go można przez plus minus 7 dni i tak długo się zaraża i dlatego każe się rodzicom odpuścić przedszkole :) ale fajny pomysł z tą pracą w domu. Przy następnym katarze moich dzieci- leczyć będę pacjentów przez laptopa i badać ich telepatycznie ;) co do „gorączki” to moje ulubione mamy to te, które pakują dziecko, jadą do lekarza i siedza kilkanascie minut w poczekalni, bo bobas 2letni miał rano (1raz) 37,1 a poza tym nic mu nie dolega;)

NIEKONWENCJONALNA
Gość

I zwykle przegrzewają dziecko przez te kilkanaście minut. Nawet jak na plusie to dzieciak ma pięć warstw…

Ela Chwirot
Gość

Zdarzyło mi się zostać w domu z zakarzonym dziedzicem. Nie pracowaałam, mama jedynaka, przedszkole to taka rozrywka dla niego, żeby miał kontakt z dziećmi etc. Jak usłyszała to pani przedszkolanka zrobiła wielkie oczy. Przecież katar to żaden problem! Uroki mieszkania zagramanicą. Wszystkie dzieci w sezonie grypowym latają z katarem po podwórku i żadne nie gorączkuje. Epidemia grypy pojawia się. Pewnie, że tak. Raz do roku i trwa jakieś trzy tygodnie, z tego mniej więcej tydzień trafia na Młodego.

a taka ja
Gość
a taka ja

A ja tak tylko wtrącę: co z paniami przedszkolankami – chorymi, zakatarzonymi, z bólami grypowymi a nawet trafiła nam się z zapaleniem oskrzeli (sama się przyznała), kichają, kaszlą i smarczą…. ale do pracy musi przyjść i jeszcze żali się rodzicom, że taka chora… i co ja mam zrobić? przyprowadzam zdrowe dziecko -wyleczone po grypie plus rekonwalescencja – czyli 2 tygodnie w domu i co? Pani pójdzie w końcu na zwolnienie, ale po tygodniu zarażania dzieci… Matki przyprowadzające chore dzieci już mnie nie dziwią, ale śmieszą mnie karteczki dyrektorki o nieprzyprowadzaniu chorych dzieci. Mam ochotę napisać jej podobną karteczkę by pozwoliła… Czytaj więcej »

calareszta.pl
Gość

Oesu, takiego steku bzdur dawno nie czytałam! I jeszcze ten język. Jak to dobrze, że od początku na tym portalu pojawiały się podobnej treści artykuły i nie marnowałam czasu na ich czytanie. Mam ochotę skomentować to w podobnym stylu #polishburak #wokeuplikethis :) Na serio – w krajach które opisałeś i innych (USA, Australia) dziecko posyła się do przedszkola NA ANTYBIOTYKACH, twierdząc, że tylko wtedy ma wystarczającą ochronę przed chorobami i może nabrać odporności. Nie mogę się przestać śmiać z pracy z domu (myślę o chirurgu robiącym z domu operację i o sprzątaczce na laptopie jadącej na mopie) i „granicy stanu… Czytaj więcej »

Ola Jurkowska
Gość

Ogólnie się zgadzam. Trzymanie w domu dziecka tylko dlatego, że ma katar jest bez sensu. Ale z tego co wiem o osłabianiu i wzmacnianiu odporności, to wydaje mi się ż ei autorka tamtego artykułu ma trochę racji – bo o ile przechorowanie jakiegoś wirusa wiąże się z tym, że organizm później wie jak ma się z nim rozprawić i zwalcza go szybciej (czasem nawet od razu na wejściu), to każda choroba osłabia jednak układ odpornościowy i po jednej chorobie łatwiej zarazić się inną (z tego co wiem, to organizm potrzebuje chyba ze dwa tygodnie, żeby wrócić do stanu sprzed choroby).… Czytaj więcej »

Joanna Ska
Gość
Joanna Ska

Po ospie trzeba bardzo uważać – osłabia układ odpornościowy nawet na pół roku. U nas po ospie w grudniu – w lutym zapalenie oskrzeli, a w marcu zapalenie płuc praktycznie z dnia na dzień. ?

Karola Pałgan
Gość
Karola Pałgan

Ośmielę się tym razem z Tobą nie zgodzić. Spędziłeś kiedyś dzień w grupie 25 zakatarzonych dwulatków? Bo ja tak, niejeden. I muszę zwrócić uwagę na to, że katar może i nie jest śmiertelną chorobą, ale zdecydowanie odbiera małym dzieciom komfort funkcjonowania. W domu, będąc rodzicem, możesz nawet nie zwrócić na to uwagi, bo ulżysz dziecku kroplami, inhalacjami czy czymś w tym stylu. A w żłobku (przynajmniej w tych dwóch, w których pracowałam i pracuję) panuje absolutny zakaz podawania jakichkolwiek leków, bo wychodzi się z założenia, że dziecko, które musi zażywać leki jest chore i musi zostać w domu (nie mam… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Jak napisałem – jeśli katar jest dla dziecka dyskomfortem albo ma inne objawy (senność, osłabienie itp.), to dziecko powinno zostać w domu.

Martyna
Gość
Martyna

A ja się podpiszę rękami i nogami pod tym postem. Rodzice popadają w paranoję – przy 10 st. na plusie ubierają dzieci w rajstopy i grube spodnie, z katarem lecą do lekarza, nasi znajomi ostatnio odwołali wizytę u nas, bo powiedziałam, że Synek ma katar.. Ja rozumiem takie zachowanie u Rodziców noworodka, ale nie 2-latka.
Na szczęście w przedszkolu do którego chodzi mój Syn jest zasada „katar to nie choroba”. Owsz

Kulka Szpiegulka
Gość
Kulka Szpiegulka

To ja napiszę z trochę innej perspektywy. Bardzo nie lubię, gdy przyprowadzacie do przedszkola dzieci z katarem. Właśnie z takim przezroczystym bez innych dolegliwości, który Waszym dzieciom przejdzie sam za kilka dni (zielony i gęsty to już bakteryjny, który oznacza poważniejszą infekcję ale znacznie trudniej się nim zarazić). Moje dziecko przynosi od Waszego ten katar, po trzech dniach zaczyna kaszleć, potem ma zapalenie oskrzeli, a w złym układzie płuc. Moje dziecko ma alergię z epizodami anafilaksji (utrata przytomności pod wpływem alergenu), astmę i obniżoną odporność (co często idzie w parze z alergią). Powiecie pewnie: takie masz dziecko, no to Twój… Czytaj więcej »

flora
Gość
flora

Wszystko to bardzo pięknie, tylko każde dziecko jest inne. Jedno katar przechodzi jak kałużę, inne tak jak mój syn, podobną „głupią” infekcję, kończy często zapaleniem ucha. Dlatego, kiedy przyprowadzam moje zdrowe dziecko do przedszkola a w progu wita mnie przedszkolak z zielonym glutem to przysłowiowy nóż w kieszeni mi się otwiera.

Pomponiara
Gość
Pomponiara

Ja nie rozumiem rodziców którzy biegną do lekarza bo dziecko ma katar. Ja w takim przypadku psikam wodą morską , używam olejków do nawilżacza i zaraz przechodzi. Czasem zdarza się że po katarze występuje kaszel, ale wtedy też podaje zwykły Dicotuss który można kupić bez recepty i całe przeziębienie szybko mija.

Monika Iwańska
Gość
Monika Iwańska

Ziołowewe rzeczy są fajne, moj mały bardzo lubi inhalacje z rumianku i soli morskiej- bardzo pomagaja na katar :) niestety w przedszkolu nie ma jak ich robic dlatego zakraplam mu nozitix- on tez leczy i pomaga na katar. Jest idealny, mały nie protesuje wiec mogę mu smiało podawać – ma słodki smak , Adaś nawet go lubi :-) i co naważniejsze nie wysusza . Mysle tez o kupnie inhalatora ale na razie nie wiem jaki wybrać ;( moze coś polecacie ?

Małgorzata Kowalska
Gość
Małgorzata Kowalska

katar to nie choroba, ale trzeba go leczyć tak samo jak kaszel czy
gorączkę. Ja jestem za naturalnymi metodami czyli inhalacjami. Na kaszel
dobry jest dicotuss baby. Nie ma co dzieci truć niepotrzebnie chemią.

Przewodnik sudecki
Gość
Przewodnik sudecki
Gosia12
Gość
Gosia12

A mnie najbardziej bawi fakt,ze ludzie dzisiaj wierzą, że możliwość posłania dziecka do żłobka czy przedszkola (chodzi zwłaszcza o pierwszy rok, a czasem nawet dwa lub trzy, bo bywają dzieci chorowite i nie piszę tu o katarkach!!!) dają możliwość powrotu do pracy, czy też na rynek pracy( jeśli mama przed lub w trakcie ciąży nie miała żadnej umowy o pracę. Figa z makiem!!! Jest grupa dzieci, które notorycznie mają zapalenia uszu, płuc, czy oskrzeli, anginy itd. i w domu zostać muszą. Jak nie ma się zaufanej osoby, która zaopiekuje się dzieckiem podczas choroby przez cały dzień, gdy obojga rodziców nie… Czytaj więcej »

Allecco
Gość

No właśnie, trzeba zwrócic uwagę na to, skąd wziął się katar. Jak to zawsze było, jak jest przeźroczysty to nic złego, jak już zielony to poważna bakteria. ;)