Tolerancja wobec dzieci

towarem deficytowym.

2008-12-23T14-29-56 IMG_9144

Co wolno wojewodzie…

Dzieci mają nad dorosłymi jedną, niezaprzeczalną przewagę. Nie obejmują ich społeczne normy i konwenanse. Mogą robić to, za co dorosły nie tylko zostałby skazany na życie w niełasce społeczeństwa, ale mógłby nawet zostać aresztowany. Urynacja w miejscu publicznym na ten przykład. Spanie w parku. Krzyczenie w kościele. Rzucanie jedzeniem w restauracji. Dla dzieci to normalne. Dorosły najprawdopodobniej zostałby uznany za podupadłego na psychice lub całkiem niepoczytalnego.

Dodatkowy Dzień Dziecka

Byliśmy ostatnio w teatrze z dziećmi, obejrzeć występ najstarszej córki (tańczy w balecie). Oczywiście upilnować 2 i 4 latka przez trzy godziny w jednym miejscu, jest przedsięwzięciem na skalę upilnowania własnych pieniędzy w towarzystwie naszych polityków. Dlatego liczymy się w takiej sytuacji z tym, że dziecko czasem krzyknie, gdzieś podbiegnie, będzie się wdrapywać na scenę. Liczymy się też z tym, że nasze dzieci będą małym procentem kilkuletnich urwisów, starających się przekierować uwagę całej widowni na siebie, bo niemal każde występujące dziecko (a jest ich ponad setka), ma jakieś rodzeństwo. Nauczeni doświadczeniem, przygotowaliśmy małą reklamówkę uspokajaczy (soczki, lizaki, tic-tac’i i folia bąbelkowa), które miały na celu przyhamowanie dzieci, gdyby się za bardzo rozbrykały. Nie jest to może najlepsza metoda wychowawcza, ale wolę zrobić dzieciom dodatkowy Dzień Dziecka, niż pod groźbą, zmuszać ich do siedzenia 3 bite godziny w jednym miejscu. Mimo to, zawsze znajdą się osoby, którym dzieci przeszkadzają. Bo są głośno, bo biegają… bo są dziećmi. Jeden Pan chciał nawet zająć miejsce mojego syna, bo przecież on i tak prawie w ogóle nie siedzi. Moja mina, niezmiernie zdziwiona jego bezczelnością wyraziła więcej słów niż Merci i Pan ostatecznie nie usiadł.

Naturalne odruchy

Osobiście nie widzę nic złego, w tym całkowicie naturalnym zachowaniu małych dzieci. Właściwie, to siedzenie przez trzy godziny w jednym miejscu, wydaje się bardziej nienaturalne. Nie neguję też „niewłaściwych” zachowań moich dzieci w sposób ostry. Nie przymusisz dwulatka, żeby się uspokoił, argumentując, że nie wypada krzyczeć. Nie przekonasz go też krzykiem (a może zwłaszcza krzykiem?). Zwalczanie ognia, ogniem nie działa. Dziecko lepiej wie, na co ma ochotę i co chce zrobić. Jedyne co spowodujesz to płacz, a dziecko będzie miało do Ciebie żal, że jest przymuszane. Można oczywiście skorzystać z jakichś uspakajaczy (ja moich prawie nie musiałem użyć), tak ja zrobiłem w powyższym przykładzie, ale przede wszystkim trzeba dzieciom, pozwolić być dziećmi. Niech trochę pobiegają. Niech krzykną raz na jakiś czas. Tak czy inaczej to zrobią – niezależnie od Twojego zdania na ten temat, ale nie będziesz się przynajmniej denerwował (nie wiem czy wiesz, ale każda minuta złości, pozbawia Cię 60 sekund szczęścia).  Wykorzystuj też odpowiednie momenty (np. przerwa w przedstawieniu) i pozwól mu się wyszaleć. Mój dwulatek, przez całe dwadzieścia minut przerwy, biegał po scenie w kółko i śpiewał. Był najszczęśliwszy na świecie. Później znacznie łatwiej przyszło mu oglądanie występu, bo i siły było mniej i poczuł się spełniony (oglądanie występu siosty nie miało takiego znaczenia, jak własne wystąpienie).

Co Ty byś zrobił?

Dziecko, które ktoś na silę próbuje wstawić w ograniczające ramy społeczeństwa, czuje się dokładnie tak samo, jak dorosły człowiek, któremu ktoś kazałby się czołgać, zamiast chodzić. Bo tego oczekuje społeczeństwo. Albo kazać jeść tylko zmiksowane jedzenie (np. zmiksowany schabowy z frytkami i zasmażaną kapustą – palce lizać!). Byłbyś gotowy na takie zmiany? Bo ktoś Ci każe? Jeśli ktoś nie lubi zachowania małych dzieci, to niech chodzi do miejsc, gdzie dzieci mają zakaz wstępu. W pozostałych miejscach niech lepiej się przyzwyczai do „niegrzecznych dzieci”, bo ja osobiście nie mam zamiaru wychowywać swoich dzieci wg widzimisie innych. I jeśli moje dziecko będzie miał ochotę pokrzyczeć i potarzać się na podłodze w hipermarkecie czy pobiegać po kościele, to takie jest jego święte prawo. Basta!

Prawa do zdjęcia należą do CGP Grey.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

8
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Blog OjciecKingaMartamikablogojciec Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mar
Gość
Mar

Byliśmy z Nicramem na rynku przy herbaciarni w BB. W pewnym momencie patrzę, a jakiś chłopiec [na oko tak 4letni] ściągnął spodnie i zaczął sikać do tej rzeczki płynącej z fontanny. Od razu było widać, gdzie siedzą jego rodzice. Wszyscy ludzie wzrok wlepiony w dzieciaka a tylko jedna para siedząca przy stoliku miała głowy spuszczone i starali się ogólnie zniknąć :D

blogojciec
Gość

Tak długo, jak nie pojawił się ktoś kto kazałby mu przestać i wezwał jego rodziców, to raczej wstyd był niewielki :) Kiedyś w kościele (lat temu naście), jedna dziewczynka biegała dookoła ołtarza. 2-3 letnia na oko. Co chwila, po dwóch okrążeniach, wchodziła stopień wyżej. Kiedy przekroczyła już pewien stopień, jasne było, że ktokolwiek jest jej rodzicem, modli się, żeby sama zeszła, bo już nie dało się po nią pójść bez wzroku całego kościoła na sobie. Niestety, dziewczynka była bardzo wytrwała. Ksiądz zresztą też, bo poprosił rodziców dziecka o pomoc, dopiero jak zaczęła się dobierać do tabernakulum. Matka mogłaby spokojnie zlać… Czytaj więcej »

mika
Gość
mika

Nie rozumiem oczekiwań ludzi, zwłaszcza starszych, by dziecko zachowywało się jak dorosły. Na dorosłość ma jeszcze czas więc niech korzysta z bycia dzieckiem gdzie i ile się da.

Marta
Gość
Marta

No właśnie, tylko gdzie jest granica? Pozwoliłbyś urwisowi wspiąć się na ołtarz w kościele, bo ma na to ochotę? Ja osobiście byłabym za zabieraniem dzieci w różne miejsca i pozwalaniem na umiarkowaną rozmowę – czyli tłumaczę, że jesteśmy w teatrze/kinie i nie wolno w trakcie przedstawienia/filmu krzyczeć i biegać po sali, ale nie trzeba siedzieć sztywno i zaklejać ust

Blog Ojciec
Gość

Jeśli zabieram dzieci do kina czy teatru, upewniam się, że to jest przedstawienie dla dzieci. Dzięki temu wiem, że jeśli moje dzieci nie będą się dostosowywały do „regulaminu”, nikt nie będzie miał mi tego za złe. Dlatego też nigdy nie zabierałem małych dzieci do kościoła. Metoda małych kroczków :)

Marta
Gość
Marta

Tak tak, ja też miałam na myśli filmy/przedstawienia dla dzieci, ale wydaje mi się, że i na takich bywają rodzice zwolennicy atmosfery ‚five o’clock u królowej’ (choć kto wie, może u królowej wcale nie musi być aż tak sztywno, ale co na to etykieta…?) i są w stanie patrzec nieprzychylnym okiem na Twojego malucha bo ich dzieci ‚potrafią się zachować’.

Kinga
Gość
Kinga

Slusznie, ja ostatnio zostalam zbesztana w placowce terapeutycznej przeznaczonej m.in dla dzieci nadpobudliwych, za to, ze moja corka biega po korytarzu. Poczulam sie niewyraznie.

Blog Ojciec
Gość

Heh, równie dobrze można by zbesztać dziecko, za to że kaszle, w poczekalni do pediatry :)