Cztery słowa, które pomogły mi uciec od etapu w moim rodzicielstwie, o którym dzisiaj chciałbym zapomnieć

Cztery słowa od których wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze.

Przymuszone do szacunku

Kiedyś wierzyłem, że mój szacunek do otaczającego świata został wypracowany za pomocą pasa. Kiedyś było to dla mnie tak oczywiste. Takie proste. Byłem niegrzeczny, nie okazywałem szacunku, nie byłem dość ostrożny. Coś zepsułem, coś zniszczyłem, coś powiedziałem. Zwyczajnie należało mi się. Może to dla kogoś być szokujące, bo najczęściej dzieci z takich rodzin, są całkowicie przeciwne karom cielesnym, ale mi wydawało się to normalne i akceptowalne.

Kiedy więc moje dzieci zaczęły dorastać, wiedziałem że pojawią się i klapsy. Nie dawane w złości, w wyrazie bezradności. Na spokojnie, jako środek wychowawczy. Czasem krzyk, żeby postawić dzieci do pionu, kiedy okazałyby się wyjątkowo krnąbrne. Czasami klaps w pieluchę. Nie po to, żeby skrzywdzić. Po to, żeby wskazać błędne zachowanie.

Wierzyłem że robię to, co dla moich dzieci jest najlepsze. Nie znałem niczego innego.

Rób to, co mówię, a nie to, co robię

Dopiero w pewnym momencie zobaczyłem, że moje działanie ma całkowicie przeciwny skutek niż oczekiwany. Dzieci zaczęły się szarpać. Zaczęły krzyczeć. Zamiast robić to, co mówiłem, zaczęły robić to, co ja robiłem. Zobaczyły, że skoro istnieje taka forma ekspresji swojego niezadowolenia, to znaczy, że jest ona akceptowalna. Tym bardziej, że przecież rodzic tak robi.

Dzieci patrzą w nas jak w zwierciadła i absorbują każde nasze zachowanie. Kiedy piszę te słowa, to wszystko jest dla mnie niesamowicie oczywiste. Teraz widzę swoje błędy. Jednak przez długi czas tego nie rozumiałem. Musiałem do tego dojrzeć.

Krzyk jak uderzenie

W pewnym momencie zrozumiałem też, że krzyk potrafi skrzywdzić równie boleśnie, a czasem nawet bardziej niż uderzenie.

Zacząłem szukać informacji na ten temat. Okazało się, że część lęków, fobii czy problemów z wymową (np. jąkanie się), pojawia się w pierwszych latach życia i niejednokrotnie mają one związek z jakimś nagłym i stresującym wydarzeniem. W efekcie, czasami wystarczy jeden moment nieuwagi, jeden krzyk za dużo, jeden klaps za dużo, żeby poważnie skrzywdzić swoje dziecko.

Nie na jeden dzień, ale na całe życie.

Czy byłbym w stanie żyć ze sobą, wiedząc że wyrządziłem  swojemu dziecku krzywdę, bo nie potrafiłem nad sobą zapanować? Fizycznie lub psychicznie? Dziecku, które było pod moją opieką i które było ode mnie całkowicie zależne? Szczególnie, że utrata kontroli wcale nie jest czymś niespotykanym. Każdy taki moment, mógł kosztować nas i nasze dziecko, całe życie przykrości.

Czy którykolwiek z tych momentów utraty kontroli, byłby tego warty? Pamiętajmy, że Dzieci są na chwilę. Nie zepsujmy jej.

Dlatego też moje świadome rodzicielstwo zaczęło się, gdy mogłem szczerze wypowiedzieć te cztery słowa

„Już nie biję dzieci”. Od tego wszystko się zaczęło. Od tego momentu nie tylko zaprzestałem całkowicie używania kar cielesnych, ale też zacząłem szukać rozwiązań alternatywnych, które nie byłyby jednocześnie brakiem wychowania, tudzież „wychowaniem bezstresowym”. Wtedy też zacząłem się starać panować nad moimi wybuchami. Na początku nieudolnie, nie ma co ukrywać, ale z czasem coraz skuteczniej. Nie ukrywam też, że do dzisiaj ten proces trwa. Jest lepiej niż było na początku, ale jest jeszcze mnóstwo rzeczy, nad którymi muszę pracować.

Wtedy też zrozumiałem, że robię to nie tylko dla moich dzieci, ale w równym stopniu (lub nawet większym) dla siebie.

Nie warto unikać tego tematu

Ja wiem jak bardzo jest on trudny. Wierzcie mi – kiedy tak wiele osób patrzy na każdy wasz ruch czy każde wasze zdanie i wiecie, że niektórzy z obserwatorów szukają na was różnych brudów, to przyznanie się do błędu jest bardzo ciężkie, bo wystawia na cios. Sam wielokrotnie się o tym przekonałem i wiele z moich błędów zostało mi już wypomnianych.

Dlatego też nie dziwi mnie, że tak wielu z nas, rodziców, unika jak ognia tematu krzyków i kar cielesnych. Nie chcemy, żeby inni ludzie wiedzieli, że mieliśmy gorsze chwile czy że popełnialiśmy w przeszłości jakieś błędy. Dla niektórych jest to wręcz temat całkowitego tabu. Mało kto z przyzna się, że uderzył swoje dziecko. Mało kto też powie, że zdarza mu się stracić kontrolę. To by przecież oznaczało, że wg standardów niektórych ludzi: zawiódł w roli rodzica. Boimy się oceny społeczeństwa.

Musimy jednak zrozumieć, że to co myśli społeczeństwo jest kłamstwem

Zawieść w roli rodzica można nie wtedy, gdy popełnia się błędy, ale wtedy, gdy nie reagujemy na pojawiające się problemy. Kiedy one się spiętrzają, a my je nieustannie zamiatamy pod dywan. Szczególnie, że punktem odniesienia nie powinno być zachowanie dziecka, które ma problem, ale zachowanie jego rodziców.

Dlatego jeśli robimy coś z tym, aby pomóc naszemu dziecku sobie z problemami poradzić, to nawet jeśli te problemy od razu nie znikają, zapamiętajmy jedno: nie jesteśmy porażką. Nie zawiedliśmy w roli rodzica. Tak długo jak działamy, aby było lepiej, tak długo jesteśmy po prostu kochającymi rodzicami i żadne słowo wypowiedziane przez przypadkową osobę tego nie zmieni.

Mimo tego, że czasami jest diabelnie ciężko.

Przyznajmy się do swoich słabości

Ten tekst ma pokazać innym rodzicom, że nie są sami w swoich upadkach. Niemal każdy miał w swoim rodzicielstwie chwilę słabości. Chwilę w której złość aż kipiała. Lub taką, w której czuł się bezradny. Nie mówię, że należy od razu stworzyć grupy wsparcia (chociaż czasami jest to bardzo dobre rozwiązanie). Warto jednak nie ukrywać problemów przed samym sobą. Przyznać, że to się zdarza i że trzeba się temu przeciwstawić. Nauczyć się kontroli nad emocjami.

Szukajmy odpowiedzi, edukujmy się, nie bójmy się poprosić o pomoc.

Jak ja sobie z tym radzę? 

Jak zjeść słonia? Po kawałku. Jest to metoda wykorzystywana przy niemal każdej zmianie przyzwyczajeń i ja z niej korzystam (chociaż zachęcam też rodziców do poszukiwania swoich własnych rozwiązań, które dla nich okażą się najlepsze). W tej metodzie ze „słoniem”, skupiamy się na tym, aby przez jeden dzień pilnować swojego zachowania. Przestajemy myśleć w kategoriach długoterminowych. Nie przejmujemy się tym co będzie za rok, ani nawet tym, co będzie za tydzień. Dzisiaj to jedyny dzień, jaki ma znaczenie. Postanawiamy sobie, że będziemy nad sobą panować i kontrolować swoją emocjonalną stronę przez jeden dzień. To tylko jeden dzień. Jutrem będziemy się martwić jutro. Jeśli uda nam się jeden dzień, wtedy pomyślmy o dniu następnym.

W końcu gdzieś trzeba zacząć. Dlaczego by nie tutaj i nie teraz?

Prawa do zdjęcia należą do Philippe.

Jeśli zgadzacie się z powyższym tekstem, będę zobowiązany, jeśli zdecydujecie się go udostępnić innym, bo dzięki temu wiedza na temat takiego podejścia do wychowania, będzie zataczać coraz szersze kręgi.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

56
Dodaj komentarz

avatar
32 Comment threads
24 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
35 Comment authors
MilaAnonimAgaPatrycjaLidia Palutek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Strzyga
Gość

Dziękuję Ci za ten tekst.

Od dziecka, tego bitego, zarzekałam się, że będę lepszym rodzicem niż moi. Tyle, że w stresie, w złości zaczęła się we mnie przelewać wściekłość, zaczął się krzyk, a w końcu klaps. Potem poczucie winy i porażki.

Też zjadam słonia po kawałku. A z agresją radze sobie tłukąc misiem o kanapę.

Blog Ojciec
Gość

A ja jadę na łono natury. Tam nic nie jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi :)

ila pop
Gość

często się łapie że bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Czas wrócić do „mądrych” książek, które czytałam jakiś czas temu. One dały mi kiedyś kopa do zmiany przyzwyczajeń. Ważne że zdajemy sobie sprawę z tego to źle.

Blog Ojciec
Gość

Polecasz jakieś konkretne tytuły?

Ilona Popławska
Gość

„Rodzicielstwo przez zabawę” L.J.Cohena ukochana moja! A także „Dialog zamiast kar” Z.A.Żukowska. Również bardzo mądra książka, która dała duużo do myślenia. na blogu mam recenzję obu książek

Harusame
Gość
Harusame

Ja tez mam problem z krzykiem. Wiem jak to rani i nie chce tego fundować moim dzieciom. Książki, które pomogły mi radzić sobie z emocjami i krzykiem, to „Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci” autorstwa Adele Faber i Elaine Mazlish, oraz „Wychowanie bez krzyku” Hal Edward Runkel. Muszę do nich wrócić! I chętnie będę jadła słonia kawałek po kawałku. Dziękuje, za szczery tekst. Tak sie zdobywa szacunek (a nie przez bicie, prawda?).

Blog Ojciec
Gość

Książki dopisałem do mojej listy, dzięki za polecenie :)

Ewa
Gość
Ewa

Polecam książkę „Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko. Poradnik dla rodziców” autorów: Matthew McKay, Patrick Fanning, Kim Paleg, Dana Landis. Opisuje m.in.: jakie skutki dla dziecka niesie złość, z którą rodzic nie potrafi sobie poradzić, skąd się bierze złość, jak sobie z nią radzić i jak skuteczniej (bez wybuchów gniewu) komunikować się z dzieckiem w trudnych sytuacjach.

Nishka
Gość

Nie słyszałam o tej metodzie: zjedzenia słonia po kawałku, ale brzmi bardzo sensownie! Przyda mi się, bo z krzyczeniem mam problem. Rzeczywiście zwykle po takim ataku, w którym puszczały mi nerwy mówiłam sobie:
– Już nigdy nie będę krzyczeć.
„Nigdy” i „zawsze” jest zbyt abstrakcyjne. Sztuką jest powiedzieć:
– Dziś nie będę krzyczeć.
I codziennie tego słowa dotrzymywać :)

Bartłomiej Grzywacz
Gość
Bartłomiej Grzywacz

Wyżywasz się na dziecku krzykiem? Zwyrodnialec

tomek q
Gość

Kamil – dzięki za tekst :)

Tak sobie myślę (zainspirowany lekturą), że jednym z problemów walki z agresją (fizyczną, słowną) jest piętnowanie.
Dobrze to ująłeś w tekście – trzeba zacząć rozmawiać, szukać, edukować się.
Co powoduje napiętnowanie? Ano chyba to, że przy pojawieniu się problemu łatwiej (i bezpieczniej) zamknąć drzwi niż próbować cokolwiek zmieniać – przecież wtedy trzeba się ujawnić, wyjść.

Blog Ojciec
Gość

Na krótką metę ucieczka zawsze jest łatwiejsza. Dlatego tak wielu ją wybiera. Niestety w dłuższej perspektywie zawsze jest błędem.

To jest taki paradoks tego co było w tekście – zbyt wielu ludzi myśli tylko o dniu dzisiejszym. Przy czym robią to zupełnie na odwrót, niż ja to opisałem. „Nie zrobię tego dzisiaj. Zrobię jutro”. I tak każdego dnia, do końca życia.

mother of appointment
Gość
mother of appointment

Bardzo fajny tekst. Już wiele na ten temat czytałam, ale wiele było w kategorii 0-1. Tu wiemy jaki jest kierunek, całkowicie słuszny, aby panować nad sobą, bo każdy klaps i każdy krzyk to nasza nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, ale powoli uczymy się jak nad tym panować. Ja pamiętam, że kilka razy w życiu jako dziecko dostałam przysłowiowe lanie, ale widzę, że nie chcę iść tą drogą, choć przyznaję, że czasem zdarza mi się krzyknąć lub dać klapsa. Wtedy staram się odetchnąć, uspokoić się i poprostu rozmawiać z córką, bo choć ma 2,5 roku doskonale wszystko rozumie. Życzę wszytskim i… Czytaj więcej »

Mama Filipa
Gość
Mama Filipa

Ja dziecka bym nie uderzyła, ale problem z krzykiem mam. Wiem, że to oznaka bezsilności, ale zdarza mi się krzyczeć, żeby coś osiągnąć. Staram się nad sobą panować i przyznam szczerze, że właśnie dzięki takiej metodzie co raz lepiej mi to wychodzi. A jeśli już naprawdę nie mogę wytrzymać, to siądę w kąciku i wypłaczę swoją złość tak, żeby nikt nie widział.

Aga
Gość

mam podobnie z tym płaczem w kąciku, głównie spowodowanym bezsilnością. A krzyk kontroluję tym, że wychodzę do innego pomieszczenia i oddycham głęboko.

Tedi
Gość

Też mam czasami problem z krzykiem. Staram się wtedy liczyć do 10. Niestety mnie, tak jak i wielu innych ludzi nikt nie nauczył radzić sobie z takimi nagłymi emocjami. Trzeba teraz się uczyć samemu.

Blog Ojciec
Gość

Im więcej znajdzie się sposobów, tym większa szansa, że którykolwiek z nich zadziała, kiedy będzie potrzeba.

Nishka
Gość

666 osób lubi ten tekst.
Przypadek? Nie sądzę.. ;-)

Blog Ojciec
Gość

Jeszcze 6 osób polubi fanpage i zacznie się to robić niepokojące :)

Azja
Gość
Azja

Z punktu widzenia osoby, ktora nigdy nie otrzymala klapsa, ani nie bije dzieci, rzeczywiscie jest to szokujace. I prymitywne. Rodem ze sredniowiecza. Ale dobrze jest znac inny punkt widzenia. Wtedy mozna cos komus wytlumaczyc, porozmawiac. Ja nigdy akurat nie krzycze (nienawidze krzyku i krzyczacych ludzi), ale mam dziecko, kt. czesto nie panuje nad emocjami i wtedy mu radze – robic duze wydechy, walnac sobie w deske (jak zaboli to przejdzie), mowic sobie – to nic takiego, eeeeeee tam. A doroslym moge jeszcze poradzic – idzcie na spacer, do drugiego pokoju, porobcie sklony. Moze pomoze :)

Blog Ojciec
Gość

Ja od niedawna robię sobie wieczorami dwudziestominutowy spacer. Pomaga mi się wyciszyć i spojrzeć w siebie. Taki rachunek sumienia. Oprócz oczywistego spokoju jaki przynosi, pomaga też zobaczyć swoje błędy i zastanowić się co mógłbym zrobić lepiej.

Podoba mi się pomysł, na walniecie w deskę :) Ja kiedyś uderzałem w ścianę, ale przestałem jak zaczęli niektórzy używać gipskartonu w budownictwie :)

Aga
Gość

Na początku mojej kariery macierzyńskiej zastanawiałam się kiedy pierwszy raz będę musiała przyznać się do tego, że cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Szybko okazało się, że nasz syn jest ostoją spokoju i w początkowych miesiącach mamusia chodziła w pełnym relaksie. Jednak po 1,5 roku, kiedy już wiemy, że syn wdał się w tatusia (ja-wulkan, tata-flegmatyk) zdarza się miliony sytuacji w których mam ochotę klepnąć w tyłek lub nakrzyczeć. Jednak powstrzymuje mnie od tego jedna sytuacja, które miała miejsce kilka tygodni temu. Pewnego dnia (dodam, że niezbyt dobrego dnia) mąż niosąc kubek z herbatą, zaczepił o mnie i rozlał zawartość… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Też przeżyłem sytuację, w której kłótnia rodziców doprowadziła do płaczu dziecka. Najgorszy jednak moment jest wtedy, kiedy dziecko wchodzi w połowie kłótni i obiera jedną ze stron, gotowy bronić mamy lub taty. Przeżyłem to raz i powiedziałem sobie nigdy więcej. Nie unikamy z żoną małych sprzeczek, bo uważamy, że dziecko też powinno wiedzieć, że kłótnie się zdarzają. Dzięki temu widzi, jak rozwiązywane są sytuacje, kiedy dwoje ludzi się nie zgadza. Skupiamy się jednak na treści, nie na formie. Od tego jednego, feralnego dnia, każde z nas bardzo dobrze panuje nad emocjami w towarzystwie dzieci.

Kate
Gość

Jak to mówią „sam dostawałem klapsy i jakoś żyję”. Ja nie znoszę tej metody wychowania ale muszę przyznać że samej mi się zdarzyło dać klapsa. A krzyku niestety nie da się czasem uniknąć. Z czasem człowiek wypracowuje inne bardziej spokojne metody działania ale na początku gdy jesteśmy bezsilni, niestety puszczają nam nerwy. Pozdrawiam.

Blog Ojciec
Gość

Masz rację. Niestety nikt nas nie przygotowuje do rodzicielstwa i do prawdziwych problemów jakie się pojawią. Nikt nie jest gotowy na pomoc małemu dziecku (bo pomocy ono najczęściej potrzebuje), gdy nie śpimy już trzecią noc, dom wygląda jak po napadzie zbrojnym, a nasze dziecko właśnie rozrzuciło swój obiad po całej kuchni. Nikt.

Magda Kus
Gość

Dziękuję za ten tekst ten i kilka innych poprzednich zacznę zjadać słonia już dziś :)

Blog Ojciec
Gość

Smacznego :)

trackback

[…] koniec kwietnia na blogu BlogOjciec.pl ukazał się świetny, doskonały tekst pt. Już nie biję dzieci. Autor napisał w nim, że […]

John Aaa
Gość
John Aaa

Co wy tacy zakłamani wszyscy jesteście ?? Nikt z was nie uderzył dziecka czy nawet krzyknal ….. przestańcie pisać takie bzdury bo moje trzyletnie dziecko pokłada się na podlodze jak mu czytam te bzdety

Agnieszka W-ska
Gość
Agnieszka W-ska

Całkowicie się z Tobą zgadzam, bylam bita, sama nie biję, klaps zdarzyl mi się raz, pierwszy i ostatni.. Ale o czymś innym chce napisać, przez to ze mam takie podejście do przemocy jestem wytykana przez rodzinę, wysłuchuje ich ‚mądrości’, nie trafiaja do nich żadne argumenty.. Jestem mamą dwulatka, wiec z synkiem bywa różnie.. Na każdą ekstremalną sytuację rodzina podsumowuje mnie w stylu ‚i masz teraz swoje bezstresowe wychowanie’.. Teksty ze nie radzę sobie z wlasnym dzieckiem też słyszę nierzadko.. Trochę to przykre że pomimo to ze kary cielesne sa zakazane to rodzic nie stosujący ich uważany jest za dziwolaga.. Nie… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Niestety niektórym nie da się przetłumaczyć. Oni zostali skrzywdzeni i ich umysły weszły w rolę ofiar, które muszą samych siebie przekonać, że krzywdy, których doznali od rodziców, były w jakiś sposób uzasadnione. Twierdzą więc, że zasłużyli na nie. I im mocniej zostali skrzywdzeni, tym mniejszą mają szansę na zrozumienie, że to tak nie działa.

Dorota Kuzawinska
Gość
Dorota Kuzawinska

Czytam wpis, jakby to bylo streszczenie mojej sytuacji. Wydaje mi sie, ze najwazniejsze we wszystkim to nasza intuicja, ona nam podpowie jak budowac relacje z wlasnymi dziecmi, by byly przyjacielskie, oparte na szacunku, a nie terrorze. „Madrosci” innych (ktorzy nota bene mieli swoje „5 minut” i wychowali juz dzieci) staram sie ignorowac, choc zgodze sie, ze ich uwagi bywaja bolesne.

Kamil – fantastyczny tekst, dzieki! Tez jestem mama trojki dzieci (5, 3, 3) i „metoda slonia” jak najbardziej mi sie przyda :)

NieTakaStrasznaMatka
Gość
NieTakaStrasznaMatka

Na temat tego, że czasami „trzeba” dać klapsa, że to pomaga, uczy i dyscyplinuje dziecko słyszałam nie raz, nawet w najbliższej rodzinie. Ostatnio w rozmowie w gronie znajomych, z których coraz więcej ma już dzieci lub będzie za chwile miało, usłyszałam, ze jak raz ktoś oberwał, dostał lanie, to już później był grzeczny, a teraz to dzieci już nikogo nie szanują. Gdy zapytałam, czy przez to, że dostał w cztery litery czuł szacunek i respekt wobec rodzica usłyszałam, że tak. Jednak, gdy zapytałam, czy nie pomylił szacunku z uczuciem strachu przed kolejnym klapsem – zbiłam z tropu rozmówcę. Ta sytuacja… Czytaj więcej »

trackback

[…] – Blog Ojciec, Już nie biję dzieci […]

Matylda
Gość
Matylda

Post dość dawny, ale chyba nadal aktualny… Mam 13-letniego syna i przez te 13 lat tylko i aż 3 razy dostał klapsy. 2 razy potencjalnie mógł zrobić sobie krzywdę i nie umiałam zareagować inaczej, były to klapsy w afekcie w stanie bezradności (młody włączył wszystkie palniki w kuchni gdy ja byłam w łazience innym razem pomimo tego, że wiedział, ze nie wolno mu sięgać niczego z półek zaczął się na nie wdrapywać), raz bardzo źle się czułam i przyznaję był to klaps ze złości. Cieszy mnie to, że coraz więcej osób wierzy w to że rozmową/dyskusją można dobrze wychować dziecko.… Czytaj więcej »

Kinia
Gość
Kinia

Ja podzieliłam słonia na mniejsze kawałki bo zaczynam dzień od „dowiozę ich do przedszkola i żłobka bez pół krzyku” i faktycznie działa bo koncentracja na moim problemie krzyczenia jest do ogarnięcia w ten sposób :)

Kamil Nowak
Gość

Im mniejsze etapy, tym nam łatwiej, to prawda.

trackback

[…] znajdziecie na portalu babyboom. W podobnym tonie pisze także Kamil z Blog Ojciec w poście Już nie biję dzieci. Opierając się na własnych doświadczeniach. A także podpowiadając, jak się z własnymi […]

Ins Jeszczemoje
Gość
Ins Jeszczemoje

Niedawno dotarło do mnie, jak bardzo dzieci nas naśladują. Swojemu dwuletniemu Królowi pozwalam się wyzłościć, jeśli emocje nim targające są już zbyt „rozkręcone”. Przytulam go wtedy, jeśli tylko mi pozwala.
Ostatnio miałam zły dzień, BARDZO ZŁY. Po zastaniu materaca pomazanego flamastrami nie wytrzymałam i wrzeszczałam. Nie na syna. W przestrzeń. Na co moje dziecko podeszło, przytuliło mnie, pogłaskało po głowie i usłyszałam „Cacy mama”. Rozbrojenie na łopatki level mistrz.
Żeby nie było tak różowo, teraz kiedy się rozzłości potrafi krzyczeć- jak ja wtedy

akademiausmiechu.wroclaw.pl
Gość
akademiausmiechu.wroclaw.pl

Metoda słonia jest kapitalną sprawą, w tak wielu aspektach życia można ją stosować np. przy wyjściu z nałogów, diecie. Małymi kroczkami, ale do celu. Dla kondycji psychicznej jest to znacznie lepsze podejście niż myślenie, że czegoś nie wolno nam zrobić przez dłuższy okres

Psycholog Po Pracy
Gość
Psycholog Po Pracy

Brawo za bardzo mądry i szczery tekst! Jestem ogromną przeciwniczką kar cielesnych i ciągle zadziwia mnie ich popularność :(
Pozdrawiam
http://psychologpopracy.blogspot.com/

Joanna Dłużniewska
Gość
Joanna Dłużniewska

A gdzie w tym wszystkim Pańska żona? Kiedy Pan dawał klapsy, co robiła Ona? Mam na swoim koncie wiele chwil słabości i brzydkich zachowań wobec moich dzieci, mój mąż również nie jest święty. W tym wszystkim ja czytam tego typu teksty, robię rachunek sumienia i powoli zjadam tego słonia. Mój mąż natomiast pozostaje głuchy na moje argumenty i nie przyjmuje nawet delikatnych uwag. Co z tym fantem zrobić?

Kamil Nowak
Gość

Ona na szczęście nigdy klapsów nie dawała, więc jej podejście było jednym z argumentów za tym, aby się zmienić.

Paulina Mróz
Gość
Paulina Mróz

Zgadzam się z Twoim sposobem myślenia. Krzyk i klapsy, tudzież inne rozwiązania nie są wyjściem. Jestem z domu, gdzie dawniej oberwać mogłam praktycznie o byle co, wystarczy, że mieli zły humor i za najmniejsze złe słowo dostawałam. Dzieci biorą przykład z rodziców – ale z ich działania, nie słów. Teraz, gdy próbują coś się awanturować to im spokojnie mówię, że dzieci biorą przykład z ZACHOWANIA rodziców. Pewnie nie przyswoją tego nigdy, ale trudno. W następnym roku piszę maturę i wyjeżdżam na studia (jeśli się uda). Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się wychować moje dzieci tak, jak bym ja chciała… Czytaj więcej »

Loving Chaos
Gość
Loving Chaos

Zaczęłam czytać Twojego bloga ok. 3 tygodnie temu i czuję, że to dobrze zainwestowane minuty. Zgadzam się z Tobą w 100% odnośnie niekarania dzieci. Nawet wychodzi mi to na co dzień z moją dwulatką, bo nie denerwuje mnie specjalnie bałagan, ani że coś się wyleje albo pobrudzi. Mam za to wielki problem z reakcją w sytuacji, kiedy boję się, że córce coś się stanie. Np. jak biega po kanapie, po pięciu moich prośbach „nie biegaj” dalej biega, a ja otrzyma wyobraźni już widzę jak spada i uderza głową w kant stołu. I co wtedy robić? Jak mogę, to ją odciągam… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Myślę, że dużo zależy od wieku dziecka. Ja w pewnym wieku odpuszczałem dzieciom trochę po kolei i stwierdziłem, że same muszą się sparzyć. Nieraz był jakiś siniak czy zadrapanie, ale nauczyło ich to trochę samodyscypliny. Niemniej przy mniejszych dzieciach można się zastanowić nad alternatywną zabawą (np. zamiast wspinania się na stół, wspinanie się na sto poduszek), w którą dziecko może się bezpieczne bawić.

Lidia Palutek
Gość
Lidia Palutek

Dzieci poniżej 4 roku życia nie rozumieją słowa NIE. Dlatego nie sensu go (nad)używać ;)
Lepiej powiedzieć, co MOŻE robić, niż – czego nie może.
Np. Dziecko skacze po kanapie – „Skakanie po kanapie jest niebezpieczne, możesz skakać po podłodze”
Dobrą metodą jest też danie dziecku prawa wyboru „Wolisz skakać po podłodze, czy po stosie poduszek?”
Polecam Pozytywną Dyscyplinę (blog, książka, karty) oraz serię Mazlisch i Faber m.in. „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały”

MacierzyństwoZPerspektywFacet
Gość

trochę przykro :(

Aga Pa
Gość
Aga Pa

Często dostawałam od rodziców w tyłek, w dodatku całe życie byłam przekonana, że słusznie, i nie jest to coś, co łatwo wyrzucić z systemu. Jak moja mała mnie denerwuje mam ochotę dać jej klapa. Raz dostała, poszedł odruch zanim się dobrze zastanowiłam co robię. I zanim trafiałam do Ciebie, byłam przekonana, że dobry klaps nie jest zły. Że to kara, jak każda inna. Postanowiłam się pozbyć tylko jednego elementu, który nie pasował mi u moich rodziców, a mianowicie tego, że to nie była tak na prawdę kara dla mnie (czasami owszem, na spokojnie dostawałam to „co mi się należało”), ale… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Zatem bardzo się cieszę – lista zaktualizowana :)

Katarzyna Kutek
Gość
Katarzyna Kutek

Co z osobami, które jako „straszaka” używają słów „bo Ci wleje!”, kiedy moje dziecko według nich jest niegrzeczne? Chodzi mi o członków rodziny, ciocie, babcie itp. Jak postępować? Jak się zachować w takiej sytuacji? Jestem niedoswiadczoną mamą, i dość czesto słyszę takie teksty w stronę mojego 1,5 rocznego syna. Nie wiem jak się wtedy do tego odnieść… może ktoś ma podobne doswiadczenia? Co wtedy robicie?

Kamil Nowak
Gość

Znaczy u mnie jako faceta zadziałało idealnie kiedyś: Tylko spróbuj, a stracisz rękę. Od tej pory mam spokój. Niemniej to co na pewno mogę doradzić to stanowczość i czasami odpuszczenie spotkań z takimi czy innymi osobami. Rodziny wybierać nie można, ale możemy wybierać czy chcemy z nią przebywać.

Patrycja
Gość
Patrycja

Od 2 tygodni ten wpis siedzi w mojej głowie i nie mogę się od niego „uwolnić”. I od kiedy przeczytałam wszystkie Twoje wpisy o karaniu biciem i krzykiem analizuję w kółko jak to wpłynęło na moje dorosłe życie. Może zacznę od tego,że nigdy nie rozumiałam jak można powielać ten schemat. Moja mama miała ojca, który bił i ją i jej mamę. I krzyczał i awanturował się. Jak mówi – bała się wracać do domu bo nigdy nie wiedziała w jakim stanie zastanie swojego ojca i czy babcia nie będzie znów posiniaczona. Jak dla mnie – skrajność. Drugi dziadek niedużo lepszy.… Czytaj więcej »

Aga
Gość
Aga

Dziękuję…

Anonim
Gość
Anonim

Dziękuję.

Mila
Gość
Mila

A ja ciagle jestem na przegranej. Drę się czasem jak opętana bo mówię 20 razy spokojnie a moje dziecko mnie nie słyszy. Dopiero jak rykne to jest zrobione. Dlaczego? Czasem mam dobry dzień i łzy w oczach bo mi się udało jak taka prawdziwa mama a zazwyczaj to mnie dusi , ze durna jestem bo się we mnie zagotowało bo on taki mały człowiek , ze wiadomo, no nikt nie da rady być cały czas miły. Każdy ma dobry dzień i zły dziecko przecież mały człowiek. I o… mimo, ze powiem przepraszam, ze nawrzeszczalam na ciebie, przepraszam i nie powinnam… Czytaj więcej »