Cieszmy się z porażek naszych dzieci

Nawet jeśli miałyby ich popełniać całe mnóstwo.

1830371817_097222fe6c_b

Niezliczone próby

Kiedy dzieci są małe, mamy takie wewnętrzną pewność, że dziecko wszystkiego może się nauczyć. Że na wszystko ma jeszcze czas i ilość prób jakich się podejmuje, nie ma w zasadzie znaczenia. Kiedy uczy się chodzić i jego pierwsze kroczki są nieporadne, zupełnie się tym nie przejmujemy. Nawet jeżeli te nieporadne kroczki trwają miesiącami. Kiedy zamiast „ma-ma”, nasze dziecko uparcie mówi „da-da” albo „ba-ba”, podświadomie wiemy, że ono po prostu potrzebuje jeszcze trochę czasu na rozwój tej umiejętności. Wiemy, że na wszystko przyjdzie pora. Że ono wszystkiego się uczy, wszystko odkrywa i wszystko jest dla niego nowe. Wtedy nie patrzymy na te wszystkie nieudane próby, jako porażki. Dlaczego więc zaczynamy tak robić później?

Pierwsze porażki

To się zaczyna już w wieku kilku lat. Na etapie przedszkola. Kiedy słyszymy od Pani w przedszkolu, że nasze dziecko pobiło kolegę, traktujemy to jako porażkę. Wtedy najczęściej naszą porażkę. Wychowawczą. Kiedy słyszymy, że to nasze dziecko zostało pobite przez kolegę, to też jest dla nas porażka. Nie nauczyliśmy go się bronić i teraz mamy efekty. Tak samo dzieje się, gdy nasze dziecko zniszczyło zabawkę, nie było posłuszne itp.

Później w szkole następuje kolejny przełom. Dalej widzimy wszystkie potknięcia naszego dziecka, jako porażki, ale już nie są to nasze porażki. W wieku tych 6-8 lat, zaczynamy traktować te sytuacje, jako dziecięce porażki. I w zasadzie wielu z nas robi tak już do końca życia. Tymczasem żadna z wymienionych sytuacji porażką nie jest.

Porażka czy nie porażka?

Albo inaczej – to wszystko są porażki. Tylko, że one wcale nie są złe. One są dobre. To są dobre porażki. Ważne porażki. To wszystko są chwile, które są potrzebne naszemu dziecku. W zasadzie są one potrzebne każdemu dziecku. Ono musi się tych rzeczy nauczyć. Samo. Musi nauczyć się panować nad swoimi emocjami i nauczyć się nie bić innych w przypływie złości. Tak samo jak musi się nauczyć bronić przed innymi, gdy zachowują się nie właściwie (oczywiście nie mówię tutaj o przypadkach jakiegoś wyjątkowo agresywnego dziecka – wtedy trzeba specjalistycznej pomocy). Tak samo musi się nauczyć dzielić, musi nauczyć się współpracować, musi się nauczyć komunikować z innymi i musi się nauczyć zawierać kompromisy. W zasadzie są całe miliony rzeczy, których ono musi się w życiu nauczyć. I ono musi się ich wszystkich nauczyć samo.

Ja sam!

W końcu chodzić nauczyło się samo. Mówić też nauczyło się samo. Pomagaliśmy mu, to jasne – ale ostatecznie nie mogliśmy tego zrobić „za dziecko”. Ono musiało samodzielnie opanować te umiejętności. My w zasadzie jedyne co zrobiliśmy, to zapewniliśmy mu tylko odpowiednie warunki do rozwoju. I jeśli takie warunki będziemy dalej zapewniać, to ono resztę swoich problemów tez rozgryzie samo. Bo dzieci mają w zasadzie nieograniczony potencjał. I są w stanie opanować niemal każdą umiejętność, jaka będzie im potrzebna. Każdą.

Rola rodziców

Zatem naszą rolą, jest stworzenie dziecku czegoś, co roboczo nazwałem Bezpieczną Przystanią (i z miejsca pokochałem tą nazwę). To jest nasze główne zadanie. Zapewnienie dziecku miejsca, do którego będzie mogło wrócić na koniec swojego dnia i się zregenerować. Tak jak bokser po walce, czy rycerz po bitwie. Miejsca, gdzie będzie mogło odsapnąć i przygotować się na kolejny dzień. Miejsca pełnego bezwarunkowej miłości, w którym dziecko będzie kochane niezależnie od swojego zachowania. Miejsca, w którym będzie mogło zasięgnąć rady, gdy będzie jej potrzebowało, ale jednocześnie miejsca, w którym będzie się mogło również po prostu przytulić do najbliższych mu osób, gdy nie będzie miało ochoty na rozmowę.

Wtedy (i prawdopodobnie tylko wtedy), nasze dziecko nie będzie potrzebowało dodatkowej pomocy w rozwiązywaniu swoich problemów. I zacznie prowadzić takie dialogi wewnętrzne, jak te poniżej:

„Dzisiaj nie udało mi się samemu ubrać. Jutro znowu spróbuję.”

„Uderzyłam koleżankę. Zrobię jej laurkę, żebyśmy się znowu mogły razem bawić i jutro będę nad sobą lepiej panować.”

„Zniszczyłem zabawkę. Jest mi bardzo przykro i bardzo mi jej brakuje. Jutro już tak nie zrobię.”

Wszystkie dzieci pragną być dobre. Musimy jedynie to dostrzec i im na to pozwolić.

Prawa do zdjęcia należą do David.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

18
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
8 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
SHARE WEEK – polecam blogi ojców | CasalingaAneta KicmanCobi S.A.Agnieszka MirżBlog Ojciec Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nasze Kluski
Gość

Wszystko prawda, ale proces kiedy dziecko uczy się własnych emocji nie jest łatwy też dla rodziców. Mam teraz taki egzemplarz w domu i słuchanie płaczu z byle powodu, krzyku o wszystko… oj, nie jest łatwo. Ale trzeba to jakoś przeżyć chyba. Pozdrawiam:)

Blog Ojciec
Gość

Najgorsze jest to, że z wiekiem to wcale nie staje się łatwiejsze. Jedyny plus jest taki, że my stajemy się w tym lepsi.

Nasze Kluski
Gość

To mnie pocieszyłeś…;)

romka
Gość
romka

ależ pięknie napisane…. szczególnie o roli rodziców… gdyby tak zaczarować świat i dać wszystkim rodzicom taką wiedzę i umiejętności….

Blog Ojciec
Gość

Właśnie nad tym pracuję ;)

Mateusz Kuźniar - Ojciec M.
Gość

Bo… jak nie my bedziemy wierzyc w nasze dzieci, to kto? :)

Blog Ojciec
Gość

To samo się zresztą odnosi do nas samych. Jak my w siebie nie uwierzymy, to kto uwierzy? :)

Bartłomiej Panek
Gość

Zależy co masz na myśli. Czy mówiąc, wierzę w siebie masz na myśli, wiarę podobną do tej w UFO?

Blog Ojciec
Gość

Zupełnie nie chodzi mi o religijną stronę słowa „wiara”. Chodzi mi o wiarę we własne umiejętności. Taką jak ją opisywał Jasper Juul.

Tindril
Gość
Tindril

Nie znam się, to się wypowiem. Piękne. Bardzo potrzebne. Chciałabym, żeby każde dziecko było traktowane w ten sposób i zrobię wszystko, żeby moje kiedyś były. Pewnie słyszysz to bez przerwy, ale czytanie bloga kogoś tak zaangażowanego, świadomie podchodzącego do rodzicielstwa jest czystą przyjemnością. Nawet wtedy, gdy nie ma się jeszcze własnych dzieci. I choć mimo tej lektury na pewno popełnię w przyszłości mnóstwo błędów (bo chyba się jeszcze taki nie narodził, kto by się ich ustrzegł), mam nadzieję, że uniknę tych największych. Pozdrawiam serdecznie.

Blog Ojciec
Gość

Dzięki i powodzenia w popełnianiu tylko tych naprawialnych błędów ;)

Pracoholiczka w domu
Gość

Zgadzam się ze wszystkim, a Bezpieczna Przystań faktycznie brzmi pięknie…. wiem, że przez wszystkie porażki dziecko musi przejść samo i musi się z nimi oswoić… ale serce boli kiedy widzi się rozterki małego człowieka… żeby to wszystko było choć trochę łatwiejsze…

Kasia - MummysWorld.pl
Gość
Kasia - MummysWorld.pl

Pięknie napisane, bardzo inspirująco! Mam nadzieję, że nam też uda się stworzyć taką Bezpieczną Przystań, zrobię wszystko, by tak było.

Blog Ojciec
Gość

Powodzenia :)

Agnieszka Mirż
Gość
Agnieszka Mirż

Świetny tekst. Pozostaje tylko wcielić go w życie :)

Cobi S.A.
Gość

Z wiekiem wcale nie jest z górki i wie to każdy rodzic. Na szczęście dzieci potrafią zainspirować jak mało kto i jest to sposób nie tylko na wychowanie, ale też na to, by nauczyć się od nich tego, co proste i szczere.

Aneta Kicman
Gość

Jak zawsze zaskakujesz mnie wrażliwością w pisaniu o relacji z dzieckiem, a za ten blog powinieneś dostać medal. :) Ostatnie dwa zdania streszczają dla mnie całą istotę rodzicielstwa.

trackback

[…] Cieszmy się z porażek naszych dzieci […]