Sposób, którym spora część rodziców nieumyślnie krzywdzi swoje najstarsze dziecko

Tekst raczej dla tych, którzy mają więcej niż jedno dziecko.

Córka dużo krzyczy, co robić?

Napisała do mnie ostatnio czytelniczka, że ma problem ze starszą córką. Opisując całą sytuację, okazało się, że córka od jakiegoś czasu nie potrafi kompletnie bawić się z dziećmi młodszymi od siebie. Ani z młodszym bratem, ani z jego kolegami, ani z praktycznie żadnymi innymi dziećmi, które byłyby młodsze o kilka lat od niej. Córka ma w chwili obecnej lat dziewięć, rocznikowo dziesięć, a brat jest cztery lata młodszy.

Mimo pracy nad problemem, czasami nic się nie zmienia

Okazało się, że rodzice już z nią dużo na ten temat rozmawiali, ale niestety córka w dalszym ciągu nie potrafiła zmienić swojego zachowania (pomimo zapewnień, że się postara). Wręcz czasami rodzicom wydawało się, że im więcej rozmawiają, tym jest gorzej (nie jest to akurat nic specjalnie dziwnego – ja zawsze jestem najgłośniejszy, gdy staram się być cichy niczym ninja).

W dalszym ciągu bardzo dużo krzyczała i niesamowicie wręcz się wszystkim przejmowała. A to rozsypanymi przez kogoś klockami, a to wylanym przez kolegę sokiem, a to bójką dwójki dzieci. Na szczęście nie dochodziło do rękoczynów po jej stronie, ale wystarczyło czasem kilka minut zabawy w mieszanym towarzystwie, aby zaczynała krzyczeć po młodszych od siebie i bez interwencji rodziców potrafiło to czasem trwać minut kilkanaście, bądź nawet dłużej (rodzice próbowali już różnych rzeczy, łącznie z przeczekaniem i sprawdzeniem jak się to rozwinie).

Wydawało się już, że jedyne rozwiązanie, które ma sens, to zrobienie tak, aby w ogóle nie bawiła się z dziećmi młodszymi.

Wtedy też zapytałem tę mamę

Jaka jest jej pierwsza reakcja, gdy jej młodszy syn zrobi coś „nieodpowiedzialnego”, a starsza córka znajduje w pobliżu? Gdy na przykład popisze biurko? Albo wyrwie kartkę z książki? Albo zrobi ogromny bałagan? Albo wytnie dziurki w ulubionej pościeli? Albo zrobi cokolwiek innego, co ma szansę zdenerwować rodzica?

Jaka jest pierwsza reakcja? Na kim skupia się jej uwaga w tej sytuacji? Czy skupia ją na synu, który popełnił błąd czy może na córce, która była obok i nie zareagowała?

Jako ludzie mamy jedną naprawdę okropną wadę

Gdy popełnimy błąd,  to zawsze staramy się znaleźć kogoś winnego. Najlepiej kogoś, kto nie jest nami. W przypadku jednego dziecka to się najczęściej nie zdarza. Gdy zostawimy je samo i ono zrobi coś nieodpowiedniego, to coraz częściej jako rodzice mamy świadomość, że to przecież my zostawiliśmy je samo i że sami jesteśmy sobie winni. Że to była nasza odpowiedzialność.

Jednak, gdy zostawiamy nasze młodsze dziecko w towarzystwie starszego rodzeństwa, to automatycznie zakładamy, że ten starszy będzie pilnował młodszego. Nawet jeśli nie wyrazimy tego słowami i nie damy starszemu do zrozumienia, że tak jest. Nawet jeśli starsze nie ma na to ochoty. Nawet jeśli starsze jest czymś zajęte. Po prostu zakładamy, że tak jest i wychodzimy.

W rzeczywistości zakładamy coś, co nie jest nawet prawdą.

Niestety później efekty są mało przyjemne

Rodzic wychodząc z powyższego założenia, zamiast zająć się młodszym dzieckiem, które popełniło błąd i zamiast wziąć odpowiedzialność za daną sytuację, zrzuca całą winę na starsze z rodzeństwa, bo „przecież ono było zaraz obok!”. Bo „przecież mogło coś zrobić”. Bo „przecież jest już starsze i powinno wiedzieć lepiej”. Bo, bo, bo…

Niestety starsze dziecko w następstwie takich zachowań, bardzo szybko przyjmuje oczywisty mechanizm obronny czyli pilnowanie młodszego rodzeństwa za wszelką cenę. Czasami siłą, czasami krzykiem, czasami połączeniem tych dwóch metod. Nic dziwnego więc, że krzyczy czy bije, kiedy młodszy coś nabroi, skoro wie, że to jemu się oberwie w razie czego.

Ja też bym tak robił. Każdy z nas by tak robił. To jest jedyne sensowne rozwiązanie.

Tymczasem to nie rolą starszego dziecka, jest opieka nad młodszym rodzeństwem

To jest nasza rola i zawsze nią będzie.

Oczywistym jest, że możemy czasami poprosić starsze dziecko, aby popilnowało młodszego np. podczas wspólnej zabawy, ale po pierwsze – starsze powinno być w stanie to zrobić (czyli raczej nie powierzamy ruchliwego dwulatka, czterolatkowi), a po drugie, powinno być tego świadome i się na to zgodzić. Wtedy jak najbardziej – hulaj dusza, piekła nie ma.

Niemniej nie powinna to być codzienność, bo niezależnie od naszych intencji czy naszego zdania na ten temat – przekładanie odpowiedzialności na starsze dziecko skończy się tak, jak w opisanej powyżej historii. Krzykami, złością i rozczarowaniem po obu stronach. Skończy się też oddalaniem się rodzeństwa od siebie i pogłębiania urazów między nimi, a nie spotkałem jeszcze rodzica, który życzyłby tego swoim dzieciom.

Tymczasem jeśli zwrócimy odpowiedzialność tam gdzie jest jej miejsce, czyli na nasze własne barki (w końcu mówimy o naszych własnych dzieciach, na które to my się zdecydowaliśmy), to w niedługim czasie wszystko powinno wrócić do normy, zarówno pomiędzy nami i naszymi dziećmi, jak i pomiędzy samymi dziećmi, na czym w perspektywie wieloletniej na pewno wszyscy skorzystają.

Prawa do zdjęć należą do Melissa.

  • O, jakie to pocieszające – jest jakiś błąd wychowawczy, którego NIE popełniłam…

  • Cokolwiek

    Znam rodzinę, która ma teraz 3 dzieci. Gdy była tylko najstarsza, była naprawdę radosnym, ruchliwym dzieckiem. Gdy pojawiła się młodsza siostra, odpowiedzialność przeszła na nią – zrobiła się poważniejsza, oddawała zabawki, pilnowała. Młodsza robiła co chciała swobodnie, starsza już nie. Teraz jest jeszcze młodsze dziecko, a teraz dwie starsze wszystkim muszą się przejmować

  • Kasia Żądło

    To nie jedyna rzecz jaka robimy starszym dzieciom, a wiem o tym z autopsji bo jestem najstarsza z czworga dzieci moich rodziców. Na starsze dzieci krzyczymy, albo zwracamy uwagę a młodsze za to samo słyszy „a bo on/ona jest jeszcze mały/a”. Może i z naszego punktu widzenia to jest zrozumiałe ale z punktów widzenia starszego dziecka już nie. Wyobraźmy sobie ze dwulatek bije pięciolatka, dochodzi do awantury, a my wymagamy od tego pięciolatka żeby zrozumiał ze dwulatek nie rozumie…

  • Bardzo mądry tekst. Niestety my ludzie mamy tę przypadłość, że staramy się zrzucać swoją winę na cudze barki. Tym gorzej jeśli to barki naszego dziecka. Które wszystko chłonie niczym gąbka, trzyma w sobie i cierpi. Tak jak napisałeś w artykule, rolą rodziców i tylko ich jest pilnowanie dzieci. Wkrótce będę ojcem dwóch chłopców, dlatego biorę sobie do serca takie mądre słowa. Dziękuje i pozdrawiam

    • Paradoksalnie „problemy wychowawcze” bardzo często są pewnego rodzaju sygnałem dla rodziny od dziecka: coś w tej rodzinie nie gra i ja zamierzam za pomocą swojego zachowania wam to pokazać, żebyście coś zmienili. Taki swoisty „prezent” od przewrotnego losu.

      • Oby tylko wszyscy rodzice, ze mną na czele potrafili czytać z tego swoistego „lakmusowego papierka”, żeby było jak najmniej błędów wychowawczych popełnianych przez dorosłych. Rzecz jasna nie da się wszystkich uniknąć, ale warto próbować.

  • Kinia

    Bardzo trafny tekst, dziękuję :) jako, że mam różnicę między dziećmi niecałe 2 lata siłą rzeczy udawało mi się unikać tego błędu bo starszy dziś ma zaledwie 6l i niezmiernie mnie wkurza np. na wczasach jak widzę 8latka pilnującego 3latka, a rodzice są na urlopie i korzystają, widocznie starszak przyjechał jako niania :/ tylko tak myślę, że trzeba być ostrożnym bo mój starszak powoli robi się dość rozumny i godny większego zaufania :)

    • Otóż to. Dzieci z wiekiem stają się nie tylko gotowe, żeby przyjmować więcej obowiązków (co właśnie często robimy – szczególnie w przypadku najstarszego), ale też są gotowe przyjąć większy kredyt zaufania.

  • D Polska

    ja jeszcze dodam, że to skutkuje na lata i później starsze dziecko nigdy już nie traktuje młodszego rodzeństwa jako równego sobie, tylko tego młodszego, któremu trzeba pomóc, trzeba skarcić, który się nie zna „bo jest za młody”

    • Niektóre sytuacje da się naprawić, ale wymaga to przede wszystkim wysiłku ze strony rodziców, bo to jest ich odpowiedzialność. Jeśli oni tego nie zrobią, to niestety, ale ta nie najzdrowsza relacja ma szansę przenieść się również do dorosłego życia.

  • Ten tekst gładko uzupełnia wpis Dziewczyny z obrazka „Wychowaj swoje rodzeństwo”.

    Jestem najmłodsza z trójki rodzeństwa. Brat starszy o 9, a siostra o 7 lat. Relacje z siostrą są dość ostrożne – bardzo się pilnuję, by nie być narażona na komentarze czy pouczanie.

  • Sebastian Popowski

    „Skończy się też oddalaniem się rodzeństwa od siebie i pogłębiania urazów między nimi, a nie spotkałem jeszcze rodzica, który życzyłby tego swoim dzieciom.” – A ja niestety spotkałem: mam wrażenie, iż mój teść rzekomo „informując” mojego szwagra co moja żona powiedziała, kupiła czy cokolwiek innego zrobiła w swoim życiu, powoduje w nim niepokój czy zazdrość (i bardzo dobrze wie jaka będzie reakcja syna), a później, kiedy już jest kość niezgody między rodzeństwem żona dopiero musi wyjaśniać bratu, że ojciec opowiedział tylko część sytuacji albo coś dodał albo przekręcił. Osobiście mnie te sytuacje strasznie irytują, ponieważ jest to mój super kolega jeszcze za czasów kawalera. W tej sytuacji dzieci są już dorosłe i maja już własne, ale pamiętajmy, że jesteśmy rodzicami bez względu na wiek i dajemy przykład zachowań do końca życia. Pozdrawiam.

    • Teściu pewnie dalej wierzy, że jak tak zrobi, to zmotywuje swojego syna do podjęcia jakiegoś działania, które on uważa za słuszne. Tzw. negatywna motywacja – motywujemy, poprzez pokazanie czego nie osiągnąłeś. Niestety na większość ludzi to zwyczajnie nie działa w oczekiwany sposób, tylko wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej ich denerwuje czy dołuje. Dobrze więc byłoby, aby teściu sobie wreszcie odpuścił, bo nic dobrego z jego komentarzy nie wynika…

      • Aga

        Gdy byłam mała cały czas słyszałam od mamy jakie to moje koleżanki są zaradne, jak potrafią sobie ze wszystkim poradzić, że mam spojrzeć na tą czy na tamtą, jakie bystre, jakie mądre ble ble ble
        Zachowanie mojej mamy doprowadziło do tego, że jestem osobą, która w siebie nie wierzy i często czyje się gorsza od innych
        Muszę przyznać ze smutkiem że mama mnie „uszkodziła” Do dziś dnia nie potrafię słuchać, gdy ktoś wychwala inną osobę Zaraz biorę to do siebie i zaczynam odnosić to do swojej osoby – zaczynam porównywać się z tą obcą, często mi osobą ……
        Jest to straszne Najgorszy jest fakt, że ja zawsze wypadam gorzej
        Porównywanie do innych z przesadą nie motywuje, ono dołuje daną osobę ……

        • Na niektórych negatywna motywacja działa dobrze. Na niektórych. Jednak na wielu innych działa właśnie dołująco i demotywująco, dlatego nie można wszystkich traktować w ten sam sposób i trzeba dopasować komunikat do odbiorcy. Szkoda tylko, że nie wszyscy rodzice o tym wiedzą.

  • Pamiętam jak pilnowałam młodszego o 8 lat brata. Dostawałam od rodziców 10 groszy za spacer o określonej długości :) Nie mam traumy. To była moja pierwsza w życiu działalność zarobkowa :P

    • Myślę, że przy takiej różnicy wieku to też jest nieco inna sytuacja :)

  • Anna Piechocińska

    A co wtedy, gdy taka sytuacja nie występuje. Mój syn lat 6, ma takie samo podejście do siostry lat 3, jak dziewczynka z powyższego opisu. Tyle ze ja nigdy nie obarczałam go odpowiedzialnością za jej zachowanie, wiem ze to jest nie w porządku i bardzo tego pilnuje. Co więc kieruje moim synem, który na nią krzyczy, skarży na nią, mówi, że jej nie lubi, i że nie jest jego siostrą. Dodam, że zaczęło się tak od jakiś 6 miesięcy.

    • A jak syn reaguję na próby rozmowy o tej sytuacji? Jest szansa, żeby sam znalazł przyczynę (bądź z pomocą rodzica)?