Ostatnia rzecz, jaką chce zobaczyć u ciebie twoje dziecko, gdy odbierasz je z przedszkola

Albo z innej placówki oświatowej.

Dzień jak codzień

Byłem ostatnio świadkiem pewnej sytuacji, w czasie gdy odbierałem jedno z moich dzieci i przy okazji inni rodzice też odbierali swoje. Zobaczyłem dziecko, którego uśmiech na widok rodzica był tak szeroki, że gdyby uśmiechnęło się troszkę szerzej, to prawdopodobnie odpadłyby mu uszy. Było zwyczajnie zachwycone. Musiało tylko pozbierać swoje rzeczy i za chwile miało być gotowe. Zresztą rodzic też był uśmiechnięty. Wszystko szło naprawdę nieźle.

Do czasu

Dziecku zabranie swoich rzeczy zajęło zgodnie z założeniami tylko chwilę, ale kiedy wyszło do rodzica, okazało się, że rodzica już tam nie było. Znaczy stał tam dalej i był fizycznie obecny, ale nie patrzył już na nie. Nie uśmiechał się. Nie czekał na to, żeby opowiedziało mu o swoim dniu, żeby się przytuliło, żeby trochę powygłupiali, jak zawsze lubią to robić po zajęciach. Nic z tego się nie wydarzyło, bo rodzic w tym czasie był już zajęty czymś innym. Rozmawiał przez telefon.

Już po samym wyrazie twarzy dziecka było widać co czuje na ten widok.

Ja oczywiście nie chcę tutaj oceniać tego rodzica, bo kto wie – może rzeczywiście miał coś ważnego do załatwienia. Niemniej ja sam zacząłem się wtedy zastanawiać jak często zdarza mi się odebrać w takiej sytuacji jakiś mało ważny telefon, tylko dlatego, że akurat zadzwonił, pomimo tego, że spokojnie mógłby te kilka minut zaczekać.

Naprawdę te kilka minut to zbyt wiele?

Ja wiem, że żyjemy w świecie, w którym wszystko musi być już/teraz/zaraz/na wczoraj. Jednak nasze dzieci w tym świecie nie żyją (i na mój gust lepiej na tym wychodzą), więc dla nich nie wszystko jest takie oczywiste. Dla nich nie jest oczywiste jakim cudem jakiś durny telefon (jak potrafią to czasami określić, gdy już są starsze), jest ważniejszy od nich.

Ja oczywiście wiem, że to nie jest takie proste i że tak naprawdę nasze dzieci są dla nas najważniejsze, ale jednocześnie praca, obowiązki i inne sprawy też mają swoje wymagania i czasami musimy się im poświęcić. Niemniej nasze dziecko może być za małe, żeby to zrozumieć. Dla niego to bywa dużo bardziej zero-jedynkowe i sprawia, że ono zaczyna się po prostu czuć mało ważne.

Tymczasem dziecko wcale nie wymaga wiele

Nie chodzi o to, żeby od razu wyrzucać telefon do jeziora, zostać e-miszem (taki amisz, tylko wyłącznie na elektronikę), przeprowadzić się do jakiejś samotni w górach i wieść życie pustelnika. Skrajności nie bywają najlepszymi rozwiązaniami. Tutaj chodzi jedynie o to, aby te kilka minut, gdy widzimy się z naszym dzieckiem po raz pierwszy po całodniowym rozstaniu, spędzić rzeczywiście z dzieckiem. Ono wtedy zwykle nas bardzo potrzebuje, więc jak mamy coś ważnego do załatwienia, to załatwmy to przed lub po tym, jak je odbieramy, a nie w trakcie. No chyba, że jest jakaś sprawa życia i śmierci czy inna wyjątkowa sytuacja, to proszę bardzo.

Jednak doskonale wiem, że większość takich telefonów to rozmowa z kolegą czy koleżanką, które spokojnie może poczekać te kilka minut czy wręcz przeglądanie Facebooka, bądź innego Instagrama, bo kto wie co nowego się wydarzyło w ciągu tych ostatnich 43 sekund od ostatniego sprawdzenia.

Uczmy dzieci, że są warte naszej uwagi, bo dzięki temu one też zaoferują nam swoją

Mnóstwo osób narzeka obecnie na to, że ludzie potrafią nawet na wspólnej kolacji ze znajomymi siedzieć z nosem w telefonie zamiast rozmawiać, a tymczasem sami dzieciom pokazujemy, że to normalne, gdy telefon jest ważniejszy od drugiej osoby.

Później ludzie dziwią się, że ich nastolatek podczas rozmowy co chwile zerka w swój ekran. Ciekawe gdzie się tego nauczył?

Uczmy zatem nasze dzieci, poprzez własny przykład, że kiedy spędzamy czas z drugą osobą to spędzamy czas z nią, a nie z telefonem. To zresztą nie dotyczy tylko momentu, w którym odbieramy nasze dzieci, ale i wielu innych sytuacji, w których nasza uwaga ucieka tam gdzie nie trzeba. Pokażmy dzieciom, że nasze priorytety są na właściwym miejscu i że potrafimy być obecni tu i teraz.

Dzięki temu nie tylko my sami będziemy czerpać z takiego czasu większą przyjemność, gdyż wreszcie zaczniemy zauważać i doceniać małe rzeczy, ale i jest spora szansa, że w naszych dzieciach ta unikalna umiejętność nigdy nie wygaśnie.

Jeśli natomiast brakuje nam nauczyciela, który mógłby nam w tym pomóc, to mam dobrą wiadomość. Wystarczy, że uważnie poobserwujmy nasze dzieci. One w sztuce życia daną chwilą i czerpania z tego przyjemności, bywają najlepszymi przewodnikami.

Prawa do zdjęcia należą do Philippe.

Jeśli spodobał się wam powyższy tekst, będę wdzięczny za jego dalsze udostępnienie, bo dzięki temu wiedza o takim podejściu do wychowania, będzie docierała do coraz szerszego grona rodziców.

  • Kasia Żądło

    Nie biorę ze sobą telefonu z samochodu jak odbieram dziecko z przedszkola, nie biorę telefonu na plac zabaw. W sumie to takie proste :)

    • A ja akurat powiem, nieco na przekór, że mi na plac zabaw zdarza się zabrać telefon czy książkę, bo wtedy dzieci bawią się same i ja mam czas dla siebie :)

      • Kasia Żądło

        Ja mam półtoraroczna córkę akrobatke wiec muszę na nią przynajmniej patrzeć na placu zabaw :D wiec czytanie odpada :D

        • No dobra, przy takich maluchach też nie miałem na to czasu :D

  • Takie małe rzeczy, a tak ważne. Nie każdego rodzica stać na tak proste refleksje – wydają się tak nieistotne w danym momencie..

  • W czasach telefonii komórkowej, mobilnego internetu, fejsbuków, tłiterów, instagramów i innych zabieraczy czasu, bardzo łatwo zapomina się, o tym co najistotniejsze. O rodzinie. Często nie tylko dzieci cierpią z powodu „nieobecności” bliskiej osoby. Przekłada się to również na malejącą bliskość w rodzinach. Szkoda.

    • To prawda, że nie tylko relacje z dziećmi potrafią ucierpieć na uciekaniu ludzi w świat elektroniczny. Dlatego tym ważniejsza jest nasza „uważność” i potrafienie życia w danym momencie, zamiast ciągłego uciekania od tego.

    • Monika Mrągowocity

      Dlatego ja, mając na względzie wspólne pieczenie ciastek z Mamą, robienie sławnych łańcuchów na choinkę, staram się jak mogę, żeby ten cyfrowy świat był trochę obok.

  • Właśnie obstawiałam telefon po zajawce :) Próbuję sobie wyobrazić nasze dzieci odbierające z przedszkola swoje dzieci. To w sumie nie będzie za 100 lat tylko niebawem. Co one wtedy będą robić? W którą to pójdzie stronę?

    • Oby wróciło do korzeni. Ale chyba tylko się oszukuję tak myśląc…

  • Dziecięce Inspiracje

    Dokładnie o tym samym pisałam! Niestety telefony zabieraj uwagę rodziców nie tylko w przedszkolu,ale też w domu,na spacerze,rodzinnym pikniku….dosłowne wszędzie :(

    • Jeszcze pół biedy, jak człowiek rzeczywiście coś musi zrobić. Gorzej jak ucieka do telefonu, bo czas spędzany z dzieckiem go nudzi.

  • Tata Beby i Beba

    Świat jest taki piekny, ale tylko na zywo, odbierajac go wszystkimi zmyslami.

    • Tylko, żeby go dostrzec, trzeba podnieść głowę.

  • Dzieci nie robią tego, co im mówimy, aby robiły, one robię to, co my! Jako mama nastolatki widzę wyraźną kopię reakcji, zachowań w pewnych sytuacjach. Pędzimy gdzieś, po coś i wszystko jest ważniejsze niż dziecko i rodzina. A kiedy pytasz: co jest twoja największa wartością w życiu, bezczelnie odpowiadamy: rodzina. I kogo okłamujemy?

  • Solo

    Mnie wkurza rodzic dający dziecku w szatni telefon do grania. Zlatują się wtedy wszystkie dzieci i gapią się w ten telefon. I koniec ubierania, dopóki rodzic telefonu nie zabierze…
    Masakra jakaś…

  • Kasia

    Kilka lat temu zabrałam moją kilkuletnią chrześnicę na plac zabaw. Plac zabaw na osiedlu domków jednorodzinnych, ogrodzony niewysokim płotem z furtką, ale jednak ogrodzony i nie każde dziecko sobie poradzi samodzielnie z wejściem.
    Dzieciaki szaleją, bo plac zabaw całkiem fajny, a ja obserwuję jak do ogrodzenia statecznym krokiem podchodzi Pan Tatuś w garniturze, biała koszula, lakierki etc. Na ręku syn, na oko 1,5 roku. I zmierzają powoli do furtki wzdłuż ogrodzenia. Ale nagle, telefon! No to Pan Tatuś stawia malca na trawie, i szuka telefonu w kieszeni. Na nadgarstku błyszczy złoty zegarek, zaraz w ręku pojawia się super hi-endowy telefon i rozpoczyna się rozmowa, z urywków opowieści ze spotkania biznesowego.
    A co w tym czasie robi synek? Przez pierwsze kilka minut drepcze wokół taty – nieporadnie, pielucha przeszkadza, ale trawa przyjemna, gałązki ciekawe itd. Po chwili jednak zaczyna się niecierpliwić, bo przecież za płotem szaleją dzieci na placu zabaw. Przylega do ogrodzenia i najpierw tylko patrzy, ale po chwili widzę wielkie nieszczęście w tych małych oczach. Więc drepcze nieporadnie do taty i za nogawkę. Od taty do ogrodzenia i tak kilka razy. Po kilku rundkach zaczyna tatę poganiać „wokalnie”, choć i tak jest bardzo grzeczny i cichy. Pan Tatuś nic, dalej rozmawia.
    Scena trwała z 10, może 15 minut. Skończyła się tym, że Pan Tatuś po skończeniu rozmowy schował telefon, małego na rękę i do domu. Tak właśnie wyszedł z synem na plac zabaw.

    Przyznam, że do dziś żałuję, że mu tego telefonu po prostu nie wyrwałam z ręki.

    • Aż się coś człowiekowi robi jak słyszy takie historie…

    • Agnieszka Marcin

      Aż mi się płakać zachciało jak przeczytałam tą historie. :(

  • E-misz – świetne! Ważny temat, dzięki za przypomnienie! Ja ostatnio wyrzuciłam telefon z sypialni i mam zwykły budzik. Więcej czytam książek i o niebo lepiej się wysypiam a tuż obok śpi 3-miesięczny bobas więc każda minuta bez zerkania do internetu i patrzenia na niego jest bezcenna! :)

  • Hekamiah Nieznane

    Mam trzyletniego synka, którego codziennie odbieram od babci. Chwile kiedy wchodzę do mieszkania a synek z okrzykiem mamusia, leci przez cały pokój i wpada w moje ramiona są bezcenne. Przytulamy się a on opowiada co robił, gdzie był. A jak powie, że tęsknił za mną to tylko się rozpłakać z nadmiaru szczęścia.

  • Monika Matera

    Ja kiedy idę po syna to czekam na niego już przy schodach (mają salę na piętrze), uśmiecham się, wołam „cześć” zanim jeszcze zejdzie, a ten potrafi skwaszony odpowiedzieć: znowu mama albo chciałem żeby tata mnie odebrał… To komu tu jest przykro? Przychodzę po niego, staram się być jak najwcześniej żebyśmy mieli więcej czasu dla siebie a ten taki niezadowolony. I żeby nie było, Tata też odbiera i zaprowadza, więc młody powinien tęsknić po równo.

  • Monika Mrągowocity

    To podobne sytuacje widzę w autobusie, matki ze swoimi dziećmi, dziecko patrzy się w otchłań, matka stoi obok i pisze smsy, albo nadrabia zaległości na fc..Nie pyta co było, z kim się dziecko bawiło, co jadło..Mnie to mocno smuci, ja chodzę ze swoim dzieckiem na spacer (i nie chcę wyjść na ideał), ale śpiewam, opowiadam i widzę uśmiech na jego twarzy. Niestety byłam także świadkiem, jak kobieta była tak zajęta swoim telefonem, że ocknęła się dopiero jak na zakręcie (w autobusie) wózek z jej dzieckiem się przewrócił

  • Andrzej

    uważam, że ogólnie teraz przesadzamy z elektroniką. Dziecko domaga się naszej uwagi nie tylko przy odbieraniu z przedszkola, choć to co prawda dopiero przede mną, ale i w domu podczas zwykłej zabawy. Niejednokrotnie sam się złapałem na tym, że moje dziecko przestaje się bawić i patrzy na mnie jak gapię się w telefon.. Dopiero wtedy człowiek poznaje co to jest wstyd.

    • Dobrze jeśli człowiek jest na tyle uważny, że ten wstyd czuje. Gorzej jak nie widzi w tym żadnego problemu.

  • Cywilizacja Śmierci

    Rozumiem, że prawidłowe podejście wychowawcze to obsesja i wywołana nią nerwica natręctw na tle rzeczywistych, ewentualnych i urojonych potrzeb dziecka? ;-)

    • Tekst sugeruje, żeby traktować dziecko jak każdego innego człowieka, a jeśli dla niektórych normalne kontakty międzyludzkie wiążą się z obsesją i nerwicą, to szczerze tym niektórym współczuję :)

  • Marz Emka

    Kiedyś poszłam po Córkę do szkoły na piechotę. Była piękna, słoneczna pogoda…Pomyślałam, że dobrze nam zrobi taki spacer. I rzeczywiście. Nie mogłyśmy się nagadać, a najwięcej miała do powiedzenia Córka. Wtedy dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy…Kiedy dotarłyśmy do domu, Córka powiedziała: -Mamo, to był fantastyczny spacer. Chciałabym, żebyśmy tak częściej wracały ze szkoly, bo wtedy znowu pogadamy sobie w spokoju.
    Dało mi to do myślenia….

  • Jagoda

    Heh….. byliśmy dziś na placu zabaw. Zabawy dzieci, jak się okazało, mają sens o ile aurat mają zasięg sieci 😉 trzy trójosobowe gŕupki dzieciaków zajęte były swoimi smrtfonami na tyle, że ….. nie było z kim pohasać. Ten wirus rozprzestrzenia się na młodsze pokolenia. Osobiście jestem zdania, że zkaz używania komór na placach zabaw i w parkach uratował by może następne pokolenie ale … jest obawa, że ludzie przestaną tam uczęszczać.

    • Chyba żyję w trochę innym świecie, bo w ogóle nie rozumiem po co iść na plac zabaw, żeby posiedzieć na telefonie.

      • Jagoda

        Było żałośnie. Ale wzorzec nie przyszedł z lasu tylko z domu. Poczułam, że nie przystajemy z naszym wiaderkiem, łopatką i grabkami. Ale cóż… Nasze dzieci będą żyły w świecie stworzonym przez nas, dorosłych. Udostępnię Twój tekst, bo twoja refleksja jest mi bliska. 😊

  • Darek1985

    Przyznaję się bez bicia, że jestem z tych co lubi trzymać telefon przy nosie w obecności synka, który zaraz ma 10 miesięcy. A to pisanie na fejsie z kumplem a to sprawdzanie ciągle na aplikacjach sportowych aktualnych wyników meczów czy też obejrzenie skrótu z meczów. Potem się dziwię, że synek się złości, bo też chce telefon a na widok telefonu dostaje szału bo chce mieć w ręku. Żona aż mnie goni z tym i ma rację. Ale i tak się już z tym ograniczyłem. No niestety taka czasem dola informatyka, że przykuwa się do elektroniki… :/

    • Darek1985

      Ale żeby nie było od urodzenia syna prawie przestałem grać na konsoli czy komputerze , co było jedno z moich ulubionych czynności w wolnym czasie od wielu lat. Nie mam czasu, wolę się z synem pobawić a noce przesypiać o ile synek daje pospać ;) aby mieć energię następnie dnia dla Rodziny i do pracy. Bo tak to się też zarywalo noce na granie online na PlayStation 4 ze znajomymi. Ale znam ze wspólnego grania ludzi, którzy mając dzieci to grają zamiast pomóc żonie. Zawsze mnie drażniło jak gramy w grupie i słyszałem u kogoś na słuchawkach płaczące dziecko to ta osoba zamiast przerwać grę olewała „bo tak żona się zajmie a level postaci w Destiny sam nie wskoczy” I to faceci czasem mający nawet 40 lat….

      • Moje dzieci są już nieco starsze i noce przesypiają, więc teraz trochę powoli ja osobiście do grania nocami wracam, ale też przyznaję, że na bardzo długo je porzuciłem ;) Na wszystko znajdzie się pora, ale też warto od czasu do czasu upewnić się, gdzie leżą nasze priorytety :)

  • Wirginia Elekwechi

    Jak odbieram córkę to zawsze kończę rozmowy przed przedszkolem. Uwielbiam rozmowy z nią te przytulasy zawsze czekam az zejdzie ze schodów zawsze dostaje rysunek. Kocham jej opowiesci. Dalej razem idziemy na zakupy w których mi pomaga. Nie lubię robić zakupów sama zawsze z nią bez niej jest mi smutno. Nawet jak mają trwać godzine to ta godzine jesteśmy razem śmiejemy sie śpiewamy rozmawiamy ona mi pomaga a przy tym uczy sie wrzuca do koszyka. Żeby nie było nie zawsze jest tak różowo ale bez niej nie lubię wychodzic.

  • Lene Schumacher

    Kurcze , nigdy tak nie zrobiłam ale pomyślałam, że jako marka mam sobie coś podobnego do zarzucenia- otóż kiedy odbierałem dziecko z przedszkola, miałam w rękach siaty z zakupami a na ustach, niestety tekst: Chodź szybko, szybko, bo musimy jeszcze mięsko kupić i szczypiorek, i koperek , bo musimy szybko obiadek ugotować „. Teraz wiem, jakie to było idiotyczne. Gnać z siatami i dzieciaki em pod pachą do mięsnego jeszcze bo zakichany obiadek.

  • Anna W.

    A ja byłam świadkiem takiej sytuacji. Tata odbiera dziecko, dziewczynka stęskniona, chce się przytulić, chce coś powiedzieć, podskakuje, a tata ją popędza bo się gdzieś spieszy. Dziecko zaczyna się irytować i ociągać z ubieraniem. Tata coraz bardziej nerwowy. Dziewczynka zaczyna płakać, na co tata: „nie bądź beksą”. Dziewczynka zawodzi „Tatusiu, tatusiu…”, a tata: „Przestań płakać, zobacz, dzieci się będą z ciebie śmiały, patrzą jak się mażesz”. Moje dziecko pyta mnie dlaczego tamten tata krzyczy na dziewczynkę i nie przytuli jej. Tata dziewczynki coś jeszcze powiedział do swojej córeczki, że za karę czegoś tam nie będzie, już nie usłyszałam. Okropna i smutna sytuacja. W ciągu 10 minut dziewczynka od szczęścia i radości przeszła do rozpaczy i smutku. :( W tym przypadku akurat to był tata, ale podobne sytuacje z mamusiami też widziałam.

    • Niestety tak jest. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten tata (czy mama, wszystko jedno) tak czy inaczej spędzi dokładnie tyle samo czasu na odbieraniu dziecka – niezależnie od tego czy będzie ją pośpieszał czy będzie się cieszył razem spędzanym czasem.