„Nowe metody usypiania dzieci”, których powinno się zakazać

Mój komentarz do bardzo nieodpowiedzialnego artykułu poruszającego temat dziecięcego snu.

Po wczorajszym tekście na temat usypiania dzieci (klik), jeden z czytelników podesłał mi artykuł z dość dużego portalu, który nosił tytuł: „Nowe metody usypiania dzieci!” (nie daję linka, bo nie będę karmił trolli, a te wybitnie nie zasłużyły nawet na to, by spojrzał na nie kot z kulawą nogą. Kto będzie chciał i tak znajdzie). W pierwszym akapicie czytam:

„Usypianie dziecka nie jest łatwe i wymaga trochę ćwiczeń. Na szczęście, specjaliści opracowali metody kładzenia malucha do łóżka.”

Z ciekawości kliknąłem

Czytam pierwszą metodę – metoda Ferbera, zwana też jako 3-5-7 (choć w przypadku tego artykułu to 5-10-15, bo jak widać są jeszcze większymi sadystami). Czyli zostawiamy dziecko na 3 minuty płaczu i wchodzimy do niego uspokajamy i wychodzimy. Później zostawiamy na 5 minut płaczu i na 7 minut i tak dalej. Tak długo, aż w końcu dziecko zrozumie, że rodzic ma ważniejsze sprawy, niż ono i da temu biednemu rodzicowi spokój, aby ten mógł w ciszy obejrzeć ulubiony serial.

W końcu chyba po to, według twórców tego artykułu, ma się dziecko. Aby je tresować, niczym zwierzątko cyrkowe, według spisanej instrukcji i stopera.

Ani to nowe, ani specjalistyczne, ani dobre. Lekko przerażony czytam dalej:

„Inna metoda jest niezwykle prosta w teorii, ale w praktyce wielu rodziców ma z nią problem. Polega ona na położeniu dziecka do łóżka i ignorowaniu jego płaczu. Jest to niełatwy sprawdzian siły woli rodziców. Jeżeli zdecydujesz się na tę metodę, pamiętaj, że jeśli po kwadransie nie wytrzymasz i weźmiesz malucha na ręce, dziecko szybko nauczy się, że wystarczy upór, by postawić na swoim. Wówczas usypianie będzie jeszcze trudniejsze.”

I tak sobie siedzę i myślę

Pierwsza myśl, to naturalnie „kurwa mać, co za patologia popełniła ten artykuł. Tych ludzi co to napisali i polecają jako wspaniałą, „nową” metodę powinno się wsadzać do więzienia za podżeganie do przemocy psychicznej wobec dzieci i odwiecznie zakazać dostępu nawet do ołówka, aby takiej grafomańskiej zbrodni więcej nie popełnili”.

Później już lekko się uspokoiłem. Niemniej myślę dalej i staram się już tak nie nakręcać: „jakim trzeba być skurwie… znaczy człowiekiem, żeby napisać, że pozostawienie dziecka, które ze strachu i przerażenia krzyczy w niebogłosy, jest ciężkiem sprawdzianem dla rodziców? Dla rodziców?! To dziecko przeżywa tam w samotności jedne z najgorszych chwil w swoim życiu i jedyne czego potrzebuje to trochę ciepła i bliskości, a ci specjaliści od siedmiu boleści będą jeszcze dodawać, że jak serce będzie nam pękać niemal równie mocno jak naszemu dziecku, to mamy nie reagować?

Od kogo oni się uczyli empatii? Od nazistów?”

Wdech, wydech, wdech, wydech

Nie będę ukrywał, że to jest niezwykle przykre jak wiele osób uważa (włączając w to rodziców), że miłość, bliskość czy okazywanie własnemu dziecku ciepła, może mieć negatywne konsekwencje w postaci rozpuszczonych dzieci. Że będą nami manipulowały. Pewnie zaraz po tym, jak będą planowały podbić cały świat niczym Pinky i Mózg, bo przecież tak sobie chyba rodzice te dziecięce knucie wyobrażają.

Powiedzmy sobie jednak jasno – kilkumiesięczne dziecko nie potrafi manipulować. Dokładnie tak samo jak nie potrafi czytać, pisać czy jeździć samochodem.  Ono krzyczy, bo to jest jego instynkt związany z przetrwaniem. Ono krzyczy, bo jest przerażone. Ono krzyczy, bo potrzebuje przytulenia i ciepła rodzicielskiego ciała. Dokładnie tak samo jak potrzebuje pożywienia czy powietrza. Ono krzyczy, bo potrzebuje posłuchać odgłosu bicia naszego serca. Ono krzyczy, bo potrzebuje nas.

Po co więc zostaliśmy rodzicami, jeśli nie po to, aby właśnie w takich sytuacjach być przy naszym dziecku?

Gdyby ktoś chciał poczytać o szkodliwości metod opartych na wypłakiwaniu się, to zapraszam tutaj (angielski) lub tutaj (polski).

Bycie rodzicem to praca na trzy zmiany, 365 dni w roku

To nie jest tak, że jak dziecko w trakcie dnia płacze, to je przytulam czy w inny sposób pocieszam, a jak płacze w nocy, to ja mam w magiczny sposób wolne. Skąd się w ogóle wziął taki pomysł? Dziecięce potrzeby są równie ważne w dzień, jak i w nocy. Nie mówiąc już o tym, że owe nocne wstawianie to z perspektywy całego rodzicielstwa wcale nie taki długi okres.

Mam też świetny cytat na ten temat od L. R. Knost:

„Młode mamy często słyszą, że po tym jak dziecko zostanie nakarmione, umyte i przebrane, to gdy tylko zaczyna płakać, powinny je odłożyć, ponieważ „wszystkie jego potrzeby” zostały zaspokojone. Tymczasem ja mam nadzieję, że pewnego dnia wszystkie młode mamy słyszące te porady uśmiechną się wtedy pewnie i odpowiedzą: „Urodziłam dziecko, a nie tylko system trawienny. Moje dziecko ma mózg, który musi nauczyć się zaufania i serce, które pragnie miłości. Zaspokoję wszystkie te potrzeby: fizyczne, psychiczne i emocjonalne. I zareaguję na jego płacz, ponieważ płacz jest formą komunikacji, a nie manipulacji”.”

Poza tym umówmy się – gdy płacze ktoś dorosły na kim mi zależy, to też sprawdzam czy wszystko z nim w porządku. Dlaczego więc miałbym mieć inne podejście do mojego dziecka, które jest przecież jedną z najważniejszych osób w moim życiu?

Bo mogę? Bo mi wolno? Bo to „tylko” dziecko?

Jaki argument mógłby stać za tym, aby porzucić własne dziecko?

Ja nie znam żadnego.

I poznać nie chcę.

PS. Oczywiście nie chciałbym tutaj szkalować rodziców, którzy nieświadomie stosują te metody, bo ja sam kiedyś do nich należałem (o czym pisałem tutaj), ale uważam jednak, że tak duże portale powinny brać odpowiedzialność za słowo pisane. 

Prawa do zdjęć należą do Philippe.

  • Coś ostatnio dużo o tym usypianiu. Ostatnio zdarzyło mi się też napisać komentarz, że najlepszym sposobem jaki znam to właśnie zostawić dziecko w łóżeczku płaczące, ale być przy nim, czy działa nie wiem, raz spróbowałam jak młoda była mała i odpuściłam, lądowała zawsze na moich rękach, bo mi serce pękało.

    • Jeden temat pociągnął za sobą drugi, niestety trochę mniej optymistyczny.

  • Nie noś, bo się przyzwyczai. Nie bujaj, bo się przyzwyczai. Nie reaguj na płacz, bo będzie tobą manipulować.
    Fuck!
    Kim są ludzie, którzy takie rzeczy wymyślają? Nie wiem. Wiem natomiast kim być nie powinni – rodzicami…

    • Joanna Wiater

      Ja sie ostatnio przekonałam ze może i sie przyzwyczaja, ale gdy przychodzi odpowiedni moment samo sie z tymi przyzwyczajeniami potrafi rozstać. Długo musiałam synka bujać na rękach aby zasnął aż pewnego dnia spróbowałam go położyć koło siebie. Za pierwszym razem sie nie udało, znów na rękach. Ale kilka tyg pózniej podjęłam próbę raz jeszcze i sie udało. Widać, czas nadszedł :)

    • Tymczasem większość starszych dzieci i samodzielnie śpi i samodzielnie je i nawet samodzielnie chodzi i mówi (chociaż tego ostatniego akurat czasami rodzice bardzo żałują ;). A jednak gdy były małe, to im rodzice w tych wszystkich czynnościach pomagali.

      Jak to się stało? Chyba jakieś czary ;)

  • No też by mnie szlag trafił. Takim specjalistom mówimy NIE. Dzięki Kamil, że jesteś kolejną osobą, która to pisze.

  • Joanna Wiater

    Żałuje ze większość tych szumnych porad sprowadza sie do traktowania dzieci od linijki, od tego tyg już powinno zasypiać, na rękach nie dłużej niż x minut dziennie, nie bujać, odkładać do łóżeczka… Chyba ani razu w żadnym poradniku nie spotkałam sie ze stwierdzeniem aby obserwować malucha, być elastycznym i uda sie wypracować swój sposob na swoje dziecko… Długo szukałam informacji co kiedy robić, czego nie robić, a czy już usypiać a czy karmić co 3 godziny etc etc… Teraz wrzuciłam na luz i jest o niebo lepiej :)

    • Sakinimod

      Poradniki, które polecają bliskościowe podejście do dzieci to chyba głównie Searsowie.

    • Joanna B.

      Hmmm a ja wlasnie jako obserwacje i elastycznosc odebralam poradnik Tracy Hogg Jezyk niemowlat. Choc wielu nazywa ja treserka dzieci mnie wlasnie nauczyla obserwacji mojego dziecka. Nie zostawiania placzacego jak wiele osob twierdzi ale umiejetnosci zrozumienia i czytania jego potrzeb.

      • Joanna Baranowska

        Zgadzam się mi też pomogła obserwować dziecko.

      • Soniolitta

        Tracy Hogg wzbudzała we mnie tylko frustrację, Wyrzuciłam książkę do kosza. Nie polecam. Zdecydowanie nie wyglądała mi na matkę czule kochającą swoje dzieci… i elastyczności też nie dostrzegłam.
        Jedynie SEARSowie :)))

  • Anna Radzikowska

    To słynne „ciągle nosisz, to się przyzwyczai i będziesz potem miała!” doprowadza mnie do szewskiej pasji, a słyszę to z tylu ust (i to bliskich bardzo osób i zakochanych w mojej córce), że zastanawiam się, skąd ten pomysł? Dzieciątko chce się przytulić, poczuć mamę albo tatę; a może coś je boli, a może po prostu ma gorszy dzień? I co? Mam się odwrócić i odejść, bo „się przyzwyczai”?
    Ciekawe, czy ktoś robił kiedyś badania (pewnie tak) nad tym, skąd geneza tej idei „przyzwyczajania”? Przecież noszenie dziecka przy sobie i przebywanie z nim non stop jest zupełnie naturalną koleją rzeczy wciąż jeszcze wśród tzw. kultur pierwotnych. A my, „światli Europejczycy”, bach dziecko do łóżka, niech sobie powyje (najlepiej jeszcze zgasić światło i zamknąć drzwi) :(

    • Żeby tylko kultur pierwotnych – nawet część zwierząt, które pochodzą z tej samej gałęzi, też noszą dzieci, bo mają świadomość, że dla ich (i dla nas) jako gatunku, noszenie czy po prostu bliskość jest niemal równie ważna jak jedzenie czy oddychanie.

  • Marta Nasiadek-Paluch

    Ten, kto redagował ten tekst o usypianiu chyba nie czytał go przed publikacją…. Przyznaję, że przy pierwszym dziecku błądziłam i zabłądziłam również w te rewiry – ktoś pożyczył mi „rewelacyjną książkę, po której jego dziecko nauczyło się samo zasypiać choć sytuacja była beznadziejna”. Spróbowalismy i nie wytrzymaliśmy, ja spłakałam się razem z dzieckiem po tych pierwszych 3 minutach. Książka wylądowała w koszu. Dziś wiem, że nie ma jednej skutecznej metody, kazde dziecko jest inne i to my rodzice powinniśmy umieć je wyczuć i odpowiedzieć na jego potrzeby. Trzeba tylko trochę odpuścić przede wszystkim sobie. A wszelkie poradniki, podręczniki i inne dobre rady traktować raczej jako inspirację aniżeli dokładne wytyczne.

    Pozdrawiam! :-)

  • Sakinimod

    Szokuje mnie, że w dobie tak licznych badań naukowych na temat wpływu kortyzolu na mózg, nadal są ludzie, którzy wypisują takie bzdury. Na początku mojego macierzyństwa zetknęłam się z poradnikami Tracy Hogg, która pisze to samo tylko w trochę bardziej łagodnej formie. Po przeczytaniu miałam mętlik w głowie, który naprostowała lektura Agnieszki Stein. Od tamtej pory na tyle zanurzyłam się w nurt RB, że czasem zapominam, że nadal należę do mniejszości. Ostatnio koleżanka podesłałam mi artykuł odnośnie posłuszeństwa na portalu, który zajmuje się szkoleniem dla rodziców. Czytałam i oczy mi się robiły coraz większe ze zdziwienia. Witki opadają, jak ludzie podchodzą do najbliższych.

    • Dokładnie tak. Ludzie czasami znajomych z pracy, których niespecjalnie lubią, traktują lepiej, niż własne dzieci, które przecież kochają ponad życie… gdzie tutaj sens?

  • Widzę, że jest Pan wzburzony. Niepotrzebnie! Ta metoda jest po prostu niedopracowana. Dziecko powinno zostawiać się nie na trzy minuty, a na 18 lat. Kładzie się w kołysce za maluszka i wyciąga już dorosłego, szczęśliwego człowieka, z którym łączy nas wspaniała więź budowana telepatycznie przez ścianę przez te wszystkie lata.

    • Dobre!

    • W punkt! :)

      Nie rozumiem jak można traktować dziecko jak „to coś co niech już przestanie beczeć”…

  • Maleństwa nie wolno zostawiać aby się wypłakało przecież to sadyzm. Moje dzień od 3 miesiąca życia zasypiają same w swoich łóżeczkach a gdy płakały to przychodziłam tuliłam i odkładałam. Nigdy nie wymuszały płaczem.

  • Bożena Kropiwiec-Słomska

    Jak zawsze trzezwe i trafne spostrzezenia. Ciesze sie ze sa jeszcze tacy ludzie jak ja czy Pan którzy nie tresuja dzieci jak psiaki….bo tak niestety często mam wrażenie robią nowocześni rodzice.oczywiscie nie wszyscy ale …Przykre

  • wszystko prawda ale wiecie, moja córka urodziła się gdy naród był pod wpływem Superniani i wtedy te metody, o których wspominasz to było to dobre rodzicielstwo, lepsze niż to wcześniej znane czyli bicie (słodko nazywane klapsami); dobrze, że nie musiało minąć zbyt wiele czasu aby metody typu 3-5-7 zostały uznane za fatalne w skutkach, ja próbowałam je stosować ale moje dziecko okazało się mądrzejsze ode mnie i skutecznie wybiło mi z głowy takie pomysły :-) teraz ona 9 – latka i ja, jej matka jesteśmy w zdrowej, bliskiej relacji, myślę, że głównie dzięki częstemu tulaniu i mizianiu, zwłaszcza przed snem

  • Iwona Janeczko

    czytam i mam wrażenie, ze gdzieś to czytałam niedawno. nie… nie w internecie. uruchamiam myślenie. i mam! Heidi Murkoff „pierwszy rok życia dziecka”. poradnik typu bestseller. i jak pomyślę, że ludzie to czytają i stosują to mi się włosy jeżą na głowie. moje dziecię nie przesypia całej nocy. budzi się 2-3 razy. po piersi zasypia. ma 8 mesięcy i wszędzie slyszę, że już powinno przesypiać całą noc. serio? mam odebrać dziecku możliwość przytulenia do mamy? sobie odebrać przyjemność wstawania w nocy i przytulania malucha? :D dziękuję, postoję.

    • Właśnie już któraś kolejna osoba wspomina tę książkę. Aż boje się do niej zajrzeć…

      • Anna Gaweł

        lepiej nie zaglądać…

      • Tam jest zapis o tym,aby na czas nauki samodzielnego zasypiania postawić łóżeczko dziecięce, w którym będziemy zostawiać samotne dziecko na dywanie a ściany okryć kocami, aby sąsiedzi nie słyszeli. Ja nie żartuję. Powinni zakazać tej książki,a przynajmniej ją zrecenzować.
        I wszystkie inne „zaklinaczki”. Sama znam osoby, które na noworodku stosują zmodyfikowaną metodę Ferbera, a że dziecko ma dopiero 8 dni, zaczynają od 1 minuty. W wersji light siedzą obok płaczącego dziecka i rozmawiają, aby wiedziało, że są obok… i mają je dosłownie gdzieś. Jakoś nam nie po drodze ostatnio i grupka znajomych się zmniejszyła…

      • Lilianna

        Jak to wmówią wszystko dla ludzi :) Ja sama mam wszystkie książki tej Pani. Aczkolwiek nie znaczy to, że jestem wyrodną i niezdolną do empatii matką. W wielu sytuacjach rady i sugestie autorki mi pomogły. Wielu nawet nie spróbowałam zastosować z prostego powodu – czułam, że się nie sprawdzą lub nie były zgodne z moimi zasadami. Dziecko jest taką samą istotą jak każdy z nas – czuje, widzi, reaguje. Trzeba o każdej porze i w każdej sytuacji pamiętać o tym i „nie czynić drugiemu co Tobie nie miłe”. Trzeba włączyć myślenie i nie patrzeć stereotypami oraz szablonami typu „przecież wszystkie dzieci są (czyt.potrzebują) takie same”. Z drugiej strony przyznam szczerze, że w PL nie ma dobrze i czytelnie opracowanego czytadła na tematy związane z dzieciaczkami. A jeżeli mam się wzorować na pewnej pani „Super” to ja podziękuję – nie mnie oceniać czy się zna na tym co robi, czy nie – jedynie nie podobają mi się jej metody „tresowania”.
        P.S. W obecnych czasach, gdzie wszystko poszło do przodu, gdzie 4-7 latki potrafią ze żłobka/przedszkola przynieść niecenzuralne słowa i zachowania – mój synek potrafi się zachować. Dziękuje, przeprasza, prosi – zupełnie świadomie. Sam zasypia w swoim łóżeczku. Nie wymusza miłości. Nie osiągnęłam tego nadludzką tresurą. Po prostu byłam obok niego i pokazywałam, że świat nie jest tak straszny, gdy rodzice są obok i może obserwować ich zachowania :)

      • Gosia

        Ja mam te poradniki, jakoś się w nie nie wczytywałam, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że one oryginalnie pochodzą chyba z lat 70 czy 80. Przydałaby się aktualizacja…

      • Iwona Janeczko

        nie zaglądaj. mam tez poradnik „w oczekiwaniu na dziekcko” tej samej pani. no cóż trzeba było po coś sięgnąć w pierwszej ciąży. książki trzeba bardzo filtrować. poza tym są bardzo pesymistyczne, wszędzie pojawiają się komunikaty: problem, co może martwić, co się może wydarzyć, na co może chorować it.d. Można popaść w pesymizm i czarnowidztwo. a po drodze się załamać, że dziecko jest niepodręcznikowe.

    • Marta Piekarz

      Mój maluch ma 9 i 3/4 miesiąca,na pierś budzi się czasami nawet 6 razy w nocy,w dzień również ssie 4-5 razy,i nie zapowiada się aby szybko przestał.Córkę karmiłm 14 miesięcy,dlugo nie przesypiała nocy.Teraz ma 5 lat i nadal przychodzi w nocy do rodziców:-) Młody też lubi się przytulać,i takie zarwane noce jeszcze przez dłuższy czas się nie skończą,ale kiedyś zatęsknimy za tymi chwilami,kiedy dzieci dorosną.Więc cieszmy się nimi teraz,przyjedzie jeszcze czas na samodzielne zasypianie :-)

      • Monika Monika

        No właśnie…zatęsknimy…
        Ja już jestem babcią dwóch uroczych dziewczynek. Pamietam czasy w których moje córki były małe. Ale pamiętam, bo każdą chwilę z nimi przeżywałam, czułam ją i byłam dla nich. Po to właśnie mamy dzieci, żeby z nimi być i uczestniczyć w ich życiu. Kiedyś wstawałam w nocy, byłam zmęczona, płakałam gdy chorowały, martwiłam się porażkami cieszyłam sukcesami. Ot! Świadome macierzyństwo 30 lat temu. Teraz to owocuje. Córki mam cudowne i spokojna jestem o maluchy bo dostają to co dostały moje dzieci.
        Warto się poświęcić. Warto to przeżyć. Te chwile nie wrócą ale są w nas na zawsze

  • Monika Raus

    Ja już kiedyś wyraziłam swoje zdanie na temat osób które stworzyły te tortury dla dzieci, wystrzelać to mało!!!

  • Dużo jest też winy bliskich oraz przyjaciół, którzy sypią „dobrymi radami” jak z rękawa. Porównują nasze dzieci do swoich (idealnych!) albo przysięgają na wszystkie świętości: moje dziecko takie nie było, tak nie robiło,itp. I młody rodzic głupieje.

  • Beata Beti

    Nie bierz na ręce – mówili, nie noś przy usypianiu – mówili, bo się nauczy, przyzwyczai i NIE DACIE SOBIE RADY :D najstarsza córa usypiała na rękach mając 2,5 roku – teraz ma 5,5 i czytamy bajki aż nie zaśnie bo inaczej foch, młodsza szybciej przestała usypiać na rękach ale ma 3,3 i śpi z nami od urodzenia a zasypia przy „szalobulych kotkach”, najmłodszy synuś 7 miesięcy zasypia na rękach i będzie tak spał aż mi ręce nie opadną albo mu się nie znudzi :D Metodę na zostaw aż się wypłacze wbijali nam dziadkowie naszych dzieci. „Wy tak usypialiście i traumy nie macie a wieczór Wam się należy” Serio?? Żeby było śmieszniej teściowa twierdzi, że przez chustowanie średniaczka naszego sprawiło że Bi jej nie lubi a z syna zrobię mazgaja i mamisynka hehe o ta paskudna chusta :D

    • Ale że chusta produkuje maminsynki? Ciekawa teoria :D Pewnie stąd się te maminsynki biorą, że jak są noszone w chuście, to zawsze się do tej chusty mogą wypłakać :D

      Co za ludzie :D

  • Zuzanna Łopuszańska

    Mam mieszane uczucia co do Tak otwartej krytyki metody 3/5/7. Zalecił ją nam pediatra z wieloletnim doświadczeniem, ojciec dwójki dzieci. Powiedział, że metoda jest przebadana i on sam również prowadzi od lat bardzo dokładne obserwacje swoich pacjentów, których można już liczyć w setkach.
    To co jest bardzo ważne, to aby nie zostawiać płaczącego dziecka dłużej niż 10 minut. Do tego czasu jest to dla niego bezpieczne. Jest to nauka samodzielności, podobna do zostawiania dziecka w przedszkolu czy z nianią.
    Natomiast UDOWODNIONO, że metoda polegająca na wypłakiwaniu dziecka jest dla niego szkodliwa!
    Ja stosowałam metodę 3/5/7 pod okiem naszego specjalisty. Zdecydowałam się na to, ponieważ syn po prostu przestał spać. Było cholernie ciężko przejść przez ten jednak trening i trwało to u nas 2 miesiące. W końcu przyniosło to w naszym wypadku efekty połowiczne: syn budził się już tylko 3 razy w nocy, a mając 1,5 roku zaczął przesypiać całe noce (zaczęliśmy kiedy miał 7 miesięcy).
    Mam jedną radę do stosujących tą metodę: nie bądźcie głusi na swój rodzicielski instynkt! Metody, metodami, Wy pozostańcie czujni i gotowi do dialogu z dzieckiem.

  • Czytam i podnosi mi sie cisnienie, a w moim stanie (7msc) nie powinnam sie denerwować. Moze w czasie pobytu w szpitalu po porodzie powinny byc obowiązkowe zajecia z psychoterapeuta ktory takie „madrosci” wybijalby ludziom z pustych lbow.

    • Ja jestem za tym, żeby takie zajęcia były już w szkole.

      • Szkoła rodzenia jest w porządku, szkoda że nie każda mama się na nią decyduje…

        • asiorra

          nie każdą mamę na nią stać

  • Trochę mi się ciśnienie podniosło i czułam jak mocniej wali mi serducho, kiedy czytałam Twój dzisiejszy post o nowych metodach usypiania dzieci. Ręce mi opadają…dobrze że poruszasz ten temat i miejmy nadzieję, że dotrze on do jak największej liczby rodziców. Takie metody powinny być zakazane. Pozdrawiam.

  • Wreszcie, wreszcie trafiam na głos, jakby ktoś mi myśli z głowy wyciągnął. Nie rozumiem i nie zrozumiem. Sama jestem mamą półrocznej córeczki i nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie reagować na jej płacz. Szlag mnie trafia, gdy słyszę, jak to wszyscy nazywają dzieci terrorystami, szantażystami, manipulantami… no NIE! Po stokroć nie! Nóż w kieszeni mi się otwiera na takie słowa i aż chciałoby się, żeby wszystkim tym ludziom wreszcie otworzyły się oczy na to, co robią własnym dzieciom. Bo nakarmione, przewinięte, to należy odłożyć. No nie, właśnie nie należy. Należy jeszcze kochać. Przede wszystkim kochać!!

    • Iwona Skorzec-Małolepsza

      Gdzieś czytałam o takim usypianiu i zdziwiłam się, że ten sposób wymyślili profesjonaliści. Nie znam jednak nikogo, kto by to stosował , więc pomyślałam , że to pewnie głupi pomysł i nikt nie będzie torturował dziecka. Ja mówię młodym mamom, że dziecko oprócz karmienia potrzebuje czuć jej obecność. Noworodek nie ” rozpuści ” się dzięki temu, że matka przytuli je i będzie do niego mówić.

      • „Noworodek nie ” rozpuści ” się dzięki temu, że matka przytuli je i będzie do niego mówić.” – NAJPRAWDZIWSZE słowa. Dziękuję za nie, bo jestem tego samego zdania.

  • Monika Reimann

    Moje dzieci NIE płakały przez pierwszy rok życia bo były wyprzytulane i wynoszone ☺za wszystkie czasy! Trzeba mieć świadomość że jest coś takiego jak potrzeby psychiczne ale wynalazca tych sadystycznych metod pewnie jej nie ma .
    Uwielbiałam nosić moje dzieciaki i nie czułam że je do tego przyzwyczajam -przecież po roku jak zaczynają chodzić to choćbyś człowieku CHCIAŁ ponosić to się wyrywa i nic z tego. Cieszmy się tym że bez ograniczeń możemy wyściskać pociechy -póki się tego nie wstydzą i nie uciekają ☺
    Pozdrawiam wszystkich przytulających bez opamiętania ☺

    • Dokładnie. Przytulanie dziecka, która ma kilkanaście miesięcy i samo chodzi jest równie proste i przyjemne jak przytulanie dajmy na to jeża :D Z zastrzeżeniem, że jeż nie ma tylu łokci, które może wbić przy próbie wyrwania się :D

  • Barbara Badurek

    Mnie też zdazylo się zabłądzić przy pierwszym dziecku jednak tylko w lekturze… trzecie nosiłam, lulałam, tulałam przez pierwsze 4 mce bo widać tego potrzebowała. Wszyscy naokoło mówili: nie noś, na kołysz, bo się przyzwyczai. Instynkt podpowiadał mi na odwrót. I dobrze bo moja córka zasypia teraz już spokojnie w łóżeczku bez kołysania. Ma 9 mcy.

    • Z tym przyzwyczajaniem do noszenia to rzeczywiście tak jest, że chyba większość ludzi o czymś takim słyszała, a potem wielu z nich to bezmyślnie powtarza. Dziecko to elastyczna istota, bardzo łatwo adaptuje się do zmian. Jeśli się do czegoś przyzwyczai, to również łatwo może się odzwyczaić.

      • W dodatku chyba łatwiej odzwyczaić od czegoś dziecko roczne niż tygodniowe, bo im starsze, tym więcej czai ☺

  • Magdalena Siczek

    Szczerze, nie słyszałam o tych metodach, i całe szczęście,
    Zawsze wiedzialam, że malucha powinno się tulić,
    Ja sama urodziłam w czasach gdy noworodki i niemowlaki karmiło się o danej godzinie i nikt się nie przejmował tym że płaczą
    Żałuję tylko, że w moim otoczeniu są osoby, które mi mowia, niech się Młody wypłacze, niech ćwiczy płuca, przyzwyczaisz to do noszenia

    • Ćwiczenia płuc to też jeden z tych mitów, które są przekazywane w drodze ustnej, a jednocześnie nikt nigdy nie potwierdził, aby takie coś rzeczywiście miało miejsce. Tym bardziej z takimi miejskimi legendami należy walczyć.

  • paulina m

    przerażają mnie takie artykuły, to jest przemoc psychiczna… w ciąży też udało mi się zakupić kilka „bestsellerów” które radośnie oznajmiały mi że po urodzeniu dziecka wszystko się zmieni owszem, ale spokojnie, dziecko można wytresować i wrócić do swoich zadań. podświadomie czułam, że coś nie gra. może jestem ograniczona albo zmanipulowana ;) przez własne dziecko ale nie jestem w stanie pojąć jak można stosować te metody. Gotuję się na samą myśl o tych 3 5 7 czy innych złotych radach… do drugiego roku życia moja córa budziła się co 1,5-2 godz w nocy, koszmar to mało powiedziane, ale JAK, jak można zostawić takie dziecko… bezradne, w sumie zdezorientowane, niezadowolone że się obudziło. Teraz śpi po 10 godzin a ja dziękuję niebiosom bo w końcu przestałam żyć w trybie zombie :)

    internet pełen jest durnot, a grupa na fb jaką ostatnio odkryłam zwaliła mnie z nóg, stop laktoterrowi , co za patologia, ciśnienie skacze do 220 :( szkoda, że nie ma żadnej organizacji która zajęła by się likwidacją takich miejsc pełnych głupoty i nienawiści w internecie. ale to już nieco inny temat.

    pozdrawiam!

    • Ja tam parę takich stron podesłanych przez czytelników zgłosiłem i zostały one zamknięte, więc jak coś widzisz, to zgłaszaj – Facebook jednak czuwa :)

  • Aleksandra J.

    Ja rozumiem, że rodzicielstwo można uznać za przereklamowane, ale BEZ PRZESADY. Takie metody to patologia…

  • paulina

    Jakie to piękne i prawdziwe :(
    Ale też tak myślę !
    i w szoku jestem ze to pisze wszystko facet :P

    • Dziwny jakiś pewnie, nie przejmuj się ;)

  • Wioletta Z-t

    Ani to nowe metody ani odkrywcze. Ta druga polecana przez wszelkich specjalistow ( nie tylko z USA) w latach 50 XX wieku. Z tegoz wychowania wyrosly dzieci kwiaty szukajace czulosci i akceptacji w wolnej milosci i roznego rodzaju uzywkach. Klania sie historia. Ta metoda to ” bardzo odgrzewany kotlet”.

    • Jeśli tak rzeczywiście było, to tym bardziej należy tej metody unikać. Bo to, że jest skuteczna nie oznacza jeszcze, że jest dobra.

  • Kamila Szafran

    Również jestem młodą mamą i faktycznie spotykałam się na każdym kroku z twierdzeniem „zostaw, wypłacze się to zaśnie”, „nie ucz na rękach bo się przyzwyczai”. Szczerze gdzieś mi to utkwiło, ale jednak gdy tylko dziecko zapłakało od razu do niego latałam. Fakt, że było to ciężkie, bo żeby uspać synka musiałam biegać po całym pokoju, kołysząc go na rękach, inaczej nie usnął. Było to dla mnie cholernie wyczerpujące i powiedziałam dość, zwłaszcza, że mały budził się do jedzenia w nocy średnio co 1,5-2h i w kółko takie samo bieganie. Postanowiłam usypiać go na rękach i bujać ale już siedząc a nie biegając. Początkowo płakał ale zaakceptował taki stan rzeczy. Stopniowo przestawałam go bujać i zaczął usypiać na rękach po prostu przytulony. Dziś potrafi zasnąć sam w łóżeczku jak się zmęczy lub leżąc na łóżku obok mnie, dotykając mojej buzi i wszystkiego w zasięgu małych rączek a ja po prostu głaszczę tego szkraba. Ma dopiero 4,5 miesiąca i może zbyt szybko nauczyłam go zasypiać bez kołysania ale sądzę, że robiąc to tak małymi krokami nie wyrządziłam mu krzywdy. Z jednym tylko się nie zgodzę: „kilkumiesięczne dziecko nie potrafi wymuszać płaczem”, ojjj owszem potrafi. Jak wspomniałam wcześniej, synek ma zaledwie 4,5 miesiąca i doskonale wie kiedy zacząć płakać gdy chce wymusić daną rzecz lub noszenie na rękach. Pozdrawiam serdecznie.

    • Anna Zasada

      Nie, nie, dziecko nie wymusza płaczem danej rzeczy, czy noszenia na rękach, ono płaczem komunikuje (bo inaczej jeszcze nie potrafi), że w tej chwili potrzebuje tej danej rzeczy czy bliskości w postaci noszenia na rękach.

  • aniaa123

    na moje dziecko żadna inna metoda nie działała, ani przy mnie ani przy mężu córka nie chciała zasnąć… pewnego pięknego dnia postanowiliśmy ją zignorować (co nie powiem mnie przychodziło bardzo trudno), ale sposób zadziałał… w zasadzie w 3 dni moje dziecko zrozumiało, że lamenty nic nie dadzą i zaczęło zasypiać samo – bez płaczu… może to i nieludzkie, ale skuteczne… innym tematem dla mnie jest wstawanie w nocy do dziecka gdy się przebudzi, bo wtedy trzeba sprawdzić czy rzeczywiście coś złego się nie dzieje

  • Anna Gaweł

    też kupiłam ten nieszczęsny poradnik Murkoff, przeczytałam na wyrywki kilka rozdziałów i z przerażenia rzuciłam ją w kąt, miałam sprzedać ale uznałam że nie jest warta by trafić w czyjekolwiek ręce….

  • Anna Gaweł

    kur… też zaklęłam jak zobaczyła który portal zamieścił te pożal się Boże wypociny…

  • Karolina Chodkowska

    Prawda jest taka, że metody na usypianie dziecka należy wypracować sobie indywidualnie. Każdy człowiek jest inny, ma jedynie wspólny mianownik z resztą populacji, ale nadal nie zmienia to faktu, że jest inny. Jedno dziecko będzie wolało położyć się do łóżeczka, patrzeć na karuzelę i zasnąć, inne koniecznie będzie chciało przytulić się do piersi mamy, a kolejne nie wyobrazi sobie nic innego niż kołysanie w wózku. Prawda jest też taka, że to my też kształtujemy pewne przyzwyczajenia Maluszków i jedyne do czego możemy się przyczepiać, to właśnie do siebie samych. To my kładziemy dziecko w bujakach, wozimy je pół godziny w foteliku samochodowym, gdy płacze, czy koniec końców bujamy w kołysce. To, czy dziecku się to spodoba, zależy już od niego, a jeśli tak…to na silę nie zmieniajmy tego, co sami przekazaliśmy mu jako „normalne”. Znam wielu rodziców, którym znudziło się przytulanie, czy kołysanie i szukają innych metod. Ta opisana przez Pana staje się dla nich wygodna. Ot, przetłumaczą sobie, że płacz, to wymuszanie, oni nie dadzą temu rozwrzeszczanemu rządzicielowi wejść na głowę i tym samym – są usprawiedliwieni. To zwykłe pójście na łatwiznę dla osób, którym płacz dziecka nie przywodzi na myśl współczucia i nie wywołuje gęsiej skórki.

  • …..”ale uważam jednak, że tak duże portale powinny brać odpowiedzialność za słowo pisane. …” — dokładnie, one powinny dostarczać najnowszą wiedzę a nie utrwalć starą.

  • Nasz syn od zawsze niechętnie kład się spać (23-24) ale gdy wyrósł z kołyski mieliśmy już prawdziwy problem. Noszenie, huśtanie najpierw przynosiło super efekt ale z czasem wydłużało się do godziny dwóch. Ręce opadały. Powiedzieliśmy STOP. I zaczęliśmy kłaść się we 3. Syn protestował, płakał, chciał na ręce. Pierwszego dnia zasnął na progu sypialni koło ulubionej huśtawki, za nic nie chciał z nami się położyć. Drugiego już bliżej łóżka a trzeciego pomiędzy nami. W nocy przekładaliśmy go do łóżeczka teraz sam do niego wchodzi i tam zasypia. Konsekwencja pomogła choć nie było łatwo. Co wieczór przed zaśnięciem opowiadaliśmy mu coś w stylu : „Jest noc, jest ciemno, wszyscy już śpią… Babcia śpi, dziadziuś śpi, kuba, kotek, Wiki, ciocia Lena itd. ” i dziś opowiada tak w przedszkolu na leżakowaniu innym dzieciaczkom w żłobku. Trudno słuchać płaczu dziecka ale czasem nie ma wyjścia kiedy mały nerwus nie da sobie nijak przetłumaczyć.

  • Anna Ignatowska

    Bardzo dużo osób tak usypia. Kiedyś na pewnym forum dla matek bliźniąt zostałam wyśmiana za poglądy podobne do Pana. Bo ich dzieci śpią same do rana, a rodzice „normalnie” żyją, zaś ja jestem bojaźliwa i nierozsądna, a moje dzieci (wtedy pół roczne) są rozwydrzone. Już wiemy skąd biorą się takie pomysły. Przykre :(
    Pozdrawiam

  • Jestem zdrugotany… Boję się społeczeństwo karmione takimi bzdurami jak ten metody. Co będzie jak ludzie w taki sposób „usypiani” wejdą w dorosłość? To się będzie pogłębiać?

    • Lemart Lemart

      Znam takich dorosłych ludzi którzy od rodziców wiedzą że tak byli przez nich usypiani. Nie mają problemu z dorosłościa ani tym bardziej pretensji do rodziców. Teraz dzieci są bożkami stawianymi na złotym piedestale i z obserwacji widzę ze źle to rokuje.

      • Tylko się cieszyć, że nie mają problemów. Dzieci zawsze stały na piedestale tylko trochę inne metody były używane.

      • Anna Wykurz

        To zalezy od obserwacji. Moj maz irodzil sie jako blizniak w 1983 roku. 2 miesiace tesciowa NIE MOGLA go wziac do domu bo niby chorowal potem ona miala guzlice…. w ciagu 2 miesiecy przybral ok 200 gram!!!! Coz z tego ze niedowaga…jak przerwa w nocy w szpitalu na karmienie to przerwa..od 24.00 do 6 rano! Wypisali go z przepuklina! Niewyobrazalne jak to dzieciatko musialo plakac bez matki i przy totalnej znieczulicy presonelu! W wieku 4 miesiecy musial pod narkoza miec usuwana przepukline…na zle mu to nie wyszlo ktos powie. A niby po czy to „na zle” sie rozpoznaje. Moze nie bylby taki wycofany, moze bylby odwazniejszy, pewny siebie, ufajacy ludziom, mniej krytyczny woceb siebie i innych??? Klapsy mojej mamy do tej pory czuje na sobie. Ich echo rezonuje w konraktach miedzy mna a przelozonymi, boje sie kiedy chce podejmowac decyzje, jest we mnie tyle niewytlumaczalnego strachu..jak w dziecinstwie kiedy z nienacka moglam zawsze dostac scierka ze sie garbie….. dom jest po to by byl strefa bezpieczenstwa. Nidgy nie uderze syna!!

        • Lemart Lemart

          Powiem tak: zostawianie dziecka na kilka miesięcy i bicie a niewstawanie na każde zawołanie to jest różnica. Olewanie dziecka przez kilka miesięcy to skrajność. Ja mówię o wstawaniu 3 razy w nocy zamiast 10, Po prostu. I nie wliczam w to ząbkowania czy chorób bo to co innego. Od teściowej wiem, że jak mój mąż był maleńki i przyszło do wstawania w nocy to jeżeli: 10 minut temu zjadł, pielucha sucha, no to dziecko musiało dalej spać samo i po jakimś czasie się wyciszało. Potem jeśli znowu płakał, to karmienie, zmiana pieluchy i spać. Nie był bity, poniżany i nie ma problemów z tym, że mamusia nie wstawała na każde jego zawołanie. Uważam, że lepiej jeżeli potem w dzień dzieckiem się zajmuje wypoczęta i zadowolona matka, która ma siłę się dobrze opiekować niż wściekła kobieta, która potem wyżywa się na całej rodzinie, bo jest umęczona.

          • Anna Wykurz

            Dlatego ja wogole nie uwazam wstawania do dziecka w nocy…. dziecko spi ze mna, samo ciagnie piers kiedy chce a ja rano jestem wyspana…w koncu jestem na urlopie (macierzynskim). Nie glupi nazwal to urlopem..:-)

  • Magda

    A jednak pozwolę się nie zgodzić z większością.

    Mój syn dostawał i dostaje od nas maksimum ciepła, przytulań i zapewnień o miłości. Każdego dnia i nocy. Każde z nas pochodzi z rodzin, w których przytulańce i zaspokajanie potrzeb dzieci jest oczywiste, więc powielamy to naturalnie u siebie. Synuś od dzieciństwa śpi w osobnym pokoju, przez pierwszy okres po urodzeniu z którymś z nas w pokoju. Mamy pokoje drzwi w drzwi, zawsze jedne i drugie na oścież otwarte, słyszymy własne szepty.

    Byliśmy na każde jego kwilnięcie, płacz i zawołanie (i nie mówię tu i nie liczę do tego okresu noworodkowego, kiedy wstawałam do jego karmienia, czy zmieniania pieluszki). Najcichsze, najmniejsze. Przez całe trzy lata. Lata, podczas których biegaliśmy do niego każdej nocy po 5, 6 razy, mniej więcej o stałych porach, bo coś, co niektórzy nazywają manipulacją, było naszym zdaniem nawykiem, którego się po prostu nauczył i wyuczył. Synuś nie oglądał w zasadzie tv, nie miał starszego rodzeństwa, które mogło go czymś straszyć, nie śniły mu się koszmary. Nie był przestraszony, samotny. Po prostu z przyzwyczajenia potrzebował potrzymania za rączkę i posiedzenia przy nim. Noc w noc, o tych samych porach.

    Myślę, że przez te 3 lata przez chroniczny brak snu, postarzałam się o jakieś 10 lat i choć to doświadczenie bliskie większości rodziców, potrzebowałam wreszcie jakiegoś wytchnienia. Pomogła dopiero wspomniana metoda, zastosowana w trzecim roku życia naszego synka. Po prostu kilka nocy go przetrzymaliśmy, nie biegnąc do niego od razu, tylko gadając do niego z drugiego pokoju. Tak, był płacz. Tak, było to dla nas trudne i nie do zniesienia. A jednak po trzech, czy czterech nocach synuś odzwyczaił się od wołania nas po kilka razy, my zaczęliśmy się wysypiać. Dzięki temu nie mieliśmy kłopotów z przenoszeniem malca do własnego pokoju, bo od razu w nim zamieszkał (a często można przeczytać, że rodzice sobie z tym nie radzą), nie spał ze mną w łóżku do 10 roku życia, skazując ojca na banicję na sofę (co też jest powszechne i niszczące dla związku). Za to od momentu, kiedy zaczęliśmy wreszcie spać, mamy więcej energii, pomysłów i zapału i jeszcze więcej miłości do naszego szkraba.

    Dziś, po wielu latach, zawsze kiedy nas woła, jesteśmy cali dla niego. W dzień i w nocy. Przytulamy go i zapewniamy o miłości nieustannie. Nie jesteśmy sadystami. Nie znęcamy się. Nigdy nie użyliśmy wobec niego przemocy. Jest dzieckiem ufnym i otwartym. Lubi z nami być i z nami gadać. Nie mam wątpliwości, że czuje, że wszystkie jego potrzeby są zaspokojone. Czasem, pomimo, że sama mam w większości tylko dobre wspomnienia z dzieciństwa, zazdroszczę tego, jak mu dobrze :)

    • Falka

      Dobrze, że nie przyszło mi do głowy spać z dzieckiem w osobnym pokoju i po nocach latać po domu. Toż to masochizm.

  • Anna S.

    Jak dla mnie jedyne metody naprawdę odkrywcze i niekrzywdzące poleca Harvey Karp. Uczy zasypiania samodzielnego, ale bez płaczu. Co prawda na marginesie wspomina on też o febreryzacji, ale przecież prawie nie ma poradników idealnych ;) Ciekawe są jego sposoby przygotowania dziecka do snu już za dnia, no i oczywiście sama nauka zasypiania.

    • Już googluje te metody :)

    • Basia Giętkowska

      w naszej domowej encyklopedii to Pan od odczulaczy i białego szumu,między innymi :))))) Praktykowaliśmy część metod i bardzo się sprawdziło. Jaś otulony potrafił przespać do 5 godzin w nocy. Gdy miał ponad miesiąc te pierwsze przespane 5 godzin były dla nas jak gwiazdka z nieba. :)

  • Audumia

    „…jedna z metod usypiania malucha polega na
    budzeniu śpiącego dziecka. Na początku przez tydzień rodzice mają za
    zadanie obserwować i notować, kiedy dziecko samo się budzi. Zwykle można
    z łatwością ustalić schemat snu malucha.
    Następnie rodzice budzą dziecko 15 minut przed „naturalnym” budzeniem i
    uspokajają maluszka, sprawiając, że ponownie zasypia. Po kilku
    tygodniach nieplanowe przebudzenia powinny ustąpić.” Czytam i nie wierzę.. poważnie ktoś byłby w stanie najpierw siedzieć i słuchać powiedzmy przez godzinę płaczu swojego dziecka podczas jego „usypiania”, a później, kiedy już biedne padnie ze zmęczenia jeszcze je obudzić, żeby sobie na nowo posłuchać jego płaczu??????????? dla rodziców popierających tą metodę mam pomysł.. jeżeli tak bardzo satysfakcjonuje i odpręża Was słuchanie płaczu niemowlęcia, może go po prostu nagrajcie i włączajcie SOBIE do snu zamiast znęcać się nad dzieckiem?????????

    • Na ten fragment już nawet szkoda było mi miejsca…

  • Chyba cały czas mamy nadzieję, że są jakieś cudowne metody, łatwe triki, które wystarczy zastosować, żeby nasze życie stało się proste. Wszędzie informacje o tym, że bycie rodzicem da się w prosty sposób połączyć z pracą zawodową, czystym domem, idealną sylwetką i jeszcze z jakimś ciekawym hobby. Już nie wystarczy być mamą – trzeba być „super mamą”, „perfekcyjną panią domu” zmysłową kochanką i biegaczką maratonów. Inni mogą, a mi się nie udaje? Znaczy czegoś nie wiem, gdzieś musi być jakaś magiczna metoda… Nie ma czasu na zastanawianie się, wczucie w dziecko, w siebie, logiczne zastanowienie się nad tym co chcemy zrobić. Sięgamy po metody „specjalistów”, bo oni przecież muszą wiedzieć lepiej… Poza tym – nie oszukujmy się. Z perspektywy czasu nieprzespane noce nie trwają tak długo, ale jak przez tydzień czy dwa śpi po 3-4 godziny na dobę i to z przerwami, to człowiek gotów jest na desperackie kroki ;) A tu proszę – taka prosta i czytelna metoda – zdesperowani i pozbawieni snu i pewności swoich metod rodzice, to bardzo łatwa grupa docelowa niestety. Pozdrawiam i cieszę się, że nie tylko ja uważam, że tresowanie i wychowanie, to dwie różne rzeczy:)

    • Anita M

      Przez tydzień czy dwa? Ja przez prawie dwa lata nie przespałam wiecej jak 4 godz w jednym ciągu. Przez to po prostu już z wyczerpania i osłabienia organizmu zdarzało mi się odwlec wstanie do dziecka. I to nie bez wyrzutów sumienia. Mimo tak ciężkich nocy nigdy nie zastosowałam takiej metody. Fakt, byłam już tak zmęczona, że szukałam pomocy czytając różne artukuły i rozważałam przymuszenie się i sprobowanie tej metody. Ale jednak nie odważyłam się. Nie z moją wrażliwością. Zawsze wydawało mi się to okrutne a przy tym mam silnie rozwiniętą empatię, więc potrafiłam się postawić na miejscu tego dziecka, które nie tak dawno zostało wyjęte z brzucha, dla którego wszystko wokół jest nowe. Jak bardzo musi czuć sie samotne w tak nowych okolicznościach.
      No, ale jak widać są tacy, którzy tego nie rozumieją i nie czują.

      • Fili Bacha Ska

        Moi synowie, bliźnięta, wybudzali się kilka lub kilkanaście razy w ciągu nocy do czwartego roku życia. Aby w miarę funkcjonować, a nie spędzać całych nocy na wędrówkach do nich, po prostu postawiliśmy na bycie obok – w jednym pokoju urządziliśmy wielką sypialnię z materacami na podłodze, i spaliśmy z tymi naszymi dziećmi na zmianę z mężem. Chłopcy spali lepiej gdy byliśmy blisko, my mogliśmy szybko zareagować i nie wędrować. Słyszeliśmy kilkanaście razy od ludzi, jaki na siebie bicz kręcimy. Że nie pozwolą nam wrócić do naszej sypialni itp. Okazało się, że gdy zdecydowaliśmy że jest lżej i trzeba by się rozdzielić, chłopcy bardzo dobrze sobie z tym poradzili. Bez problemu powoli nauczyli sie zasypiać sami we własnych łóżkach jako czterolatkowie. Nie powiem, były dwa dni, gdy próbowałam tej „metody” 3-5-7. Z desperacji. Nie dałam rady. Dzieci mi płakały w jednym pokoju, a ja za ścianą w drugim, gdy „czekałam”. Ta metoda jest dla sadystów.

      • Ludzie mają różny poziom empatii czy wrażliwości. Różną wiedzę i różne doświadczenia i często na tej podstawie wybierają metody działania. I jak mówiła Agnieszka Stein w książce „Potrzebna cała wioska”: „Zakładam, że nie robią tego ze złej woli, ale że to najlepsze co mogą zrobić przy takiej wiedzy i takich umiejętnościach jakie mają. (…) Nie spotkałam rodziców, którzy mieliby intencje, żeby dziecku było w życiu źle.” :)

  • Małgorzata Ochałek

    hmmm..w takim wypadku mam pytanie. Co mamy z mężem zrobić ponieważ córeczka jest nauczona zasypiać przy mnie, głównie ze względu, że karmiona jest cycusiem, W dzień zasypia niezależnie kto jest przy niej, a wieczorem, niestety gdy mnie nie ma, jest płacz, który urywa się jak tylko ja się pojawię. Niedługo wracam do pracy i nie zawsze będę mogła być przy nocnym zasypianiu. Dodam że mąż robi wszystko dokładnie jak ja, córeczka sama w łóżeczku a my obok na łóżku i tu już formę wybiera sama inna prawie co dzień moja ręka na głowie, brzuszku lub po prostu trzyma mnie za palec?? Jak nie pozwolić ej się wypłakać jak nic nie pomaga, nawet jak mąż ją kołysze, bo nawet gdy się mu uspokoi na rękach i zaśnie to odłożona do łóżeczka otwiera oczy i płacze…co ma robić siedzieć z śpiąca na kolanach dopóki ja nie wróce…jaka jest granica ile dziecko może płakać….

  • Nie można dziecka wychowywać książkowo. I dziecko uczy się nas, i my dziecka. Metodą prób i błędów. Poznajemy się, by w końcu móc sie dogadać. Nie wyborażam sobie nie reagowanioa na płacz mojej Zośki. Serce by mi pękło. Nie po to zostałam matką, by olewać własne dziecko. Nieprzespane noce też kiedyś miną, a brak zaufania i bezpieczeństwa u maluszka zostanie w podświadomości do końca.

  • Asia Żak

    Ała … mam nadzieję, że jak najmniej rodziców przeczyta te bzdurne porady … Nigdy nie czytałam wskazówek „jak uśpić dziecko”. Mała ma 9 miesięcy i zasypia mniej więcej o tej samej porze ( po kaszce i cycu). Jakiś rytm jest, ale zdaża się, że zamknie oczęta dopiero o 23.00. Nie usypiam dziecka na siłę, a tym bardziej nie zostawiam jej samej ”żeby się wypłakała i usnęła”. Przecież to jakieś barbażyństwo! Kochane mamy, kierujcie się intuicją i sercem i nie czytajcie takich „news’ów”. Pozdrawiam :)

  • Wiktoria

    Co do ostatnich zdań… nie każdy płacz to wołanie o miłość. Mój roczny syn ‚płacze’ gdy nie chce mu się podejść do zabawki i ‚płacze’ gdy woda jest zbyt mokra żeby ją pic. Taki płacz IGNORUJĘ! I mówię o tym głośno. Co innego gdy stracę mu się z oczu i naprawdę płacze ale rodzic ma to coś w sobie i wie kiedy dziecko naprawdę potrzebuje pomocy, miłości, rozmowy albo po prostu obecności.

  • Patrycja Na

    Nieraz słyszałam, że jestem głupia, bo dałam się sterroryzować, trzeba było „przetrzymać gówniarza” żeby sam zasypiał, a skoro go „rozwydrzyłam”, to mam za swoje i musiałam go „lulać” na rękach do 1,5 roku. A lulałam godzinami, czasem cicho płacząc z bólu, ale co odkładałam, to młody wył, jakby go paliło od spodu… Co się okazało, mój syn ma autyzm i zaburzenia integracji sensorycznej. Jak wytłumaczyła mi terapeutka, domagał się lulania góra-dół, bo tego potrzebował jego mózg. Dziś ma 6 lat i jest szalenie inteligentnym chłopcem, robi wielkie postępy w terapii, mamy wspaniały kontakt emocjonalny. Strach się bać skutków, jakie miałoby pozostawienie go samego sobie w potrzebie! Rodzice, słuchajcie instynktu i własnych dzieci!

    • O rany… pozostaje tylko pogratulować, że mimo wszystko zaufała Pani własnemu instynktowi, a nie tego rodzaju dobrym radom. Wszystkiego dobrego.

    • Katarzyna Wierzbicka

      Ja też wiele razy słyszałam, że dałam się sterroryzować, głupio postępuję bo na każde zawołanie jestem, wstaję po x razy w nocy bo płacze, tulę do snu. Słyszałam, żeby zostawić aby dziecko się wypłakało i samo zaśnie… Nie czytałam żadnych poradników, ale słuchałam siebie i dziecka. Z perspektywy czasu cieszę się, że nie posłuchałam żadnych „dobrych” rad tylko postępowałam tak jak mi instynkt podpowiadał. Przecież dziecko to mały człowiek, a ja bym nie chciała aby osoba, na której mi najbardziej zależy po prostu zostawiła mnie samą kiedy jej potrzebuję. Moja córka nie wyrosła na żadnego rozwydrzonego potwora tylko jest po prostu szczęśliwym dzieckiem. I o to chodzi:)

  • Sylwia – spokojnysendziecka.pl

    Bardzo się cieszę, że jest coraz więcej osób, świadomych potrzeb dziecka, nie tylko tych fizycznych. Czego o świecie uczy się dziecko pozostawione samo na wypłakanie? Co czuje? Nie moze nam tego niestety opowiedzieć, ale wystarczy wczuć się w jego położenie pamiętając, że jego przeżycie jest całkowicie zależne od opiekuna. ‚Nie jestem warty uwagi najważniejszego opiekuna w moim życiu, nie można ufać moim opiekunom, nie jestem kochany, świat jest nieprzewidywalny’. Czy na pewno chcemy, by tak czuło się nasze dziecko? Jego poziom stresu osiąga szczyt, aż w końcu się poddaje i przestaje krzyczeć. :(
    Z drugiej strony rozumiem w pełni stałe zmęczenie rodziców przy ciągłym niewyspaniu przez rok, dwa lub nawet trzy. Sama to przeszłam i wiem co się czuje po roku ciagłych pobudek nocnych. Kiedy jesteśmy pewni, że niedosypianie właśnie zaczyna wpływać na nasze relacje, zdrowie, pamięć, jakość opieki nad naszym ukochanym maleństwem, a może nawet powoduje niebezpieczeństwo, np. prowadząc samochód, warto pomyśleć o zmianach. I jeśli jakies wprowadzać, to tylko takie jakie nasze dziecko zaakceptuje bez płaczu, czyli w łagodny sposób, powolutku, obserwując uważnie dziecko i biorąc pod uwagę jego potrzeby. Tak właśnie zrobiłam ja i płaczu nie było wcale, a budzić się w nocy przestał.

  • Kasia K
  • Thunderbolt

    Rozglądam się w okol, słucham znajomych i jestem przerażony świadomością rodziców. Do dzisiaj słuchamy z żoną na temat noszenia i tulenia dzieci. Kiedyś starałem się tłumaczyć , teraz juz tego nie robię-wystarczy, że moje córki są szczęśliwe. No chyba, że słyszę :ale się Wam dzieci trafiły. Wtedy już leci mięcho.

  • Beata Modranka

    Ok, rozumiem oburzenie… Ale chciałabym naprawdę zobaczyć Pana jak siedzi 24h przy płaczącym non stop dziecku, który sam jest na urlopie tacierzyńskim plus ma jeszcze jednego noworodka i oboje non stop placza bo mecza je kolki.. Zero snu a trzeba jeszcze sie umyć, zjeść by mieć sile zając sie tymi dziećmi, wiec chcąc nie chcąc są momenty kiedy dziecko zostawia sie płaczące, bo albo trzeba zając sie drugim dzieckiem, albo porostu skorzystać z toalety… troche mi to traci hipokryzja… Nie da sie byc idealnym i 24/7 byc w mega formie.

    • EVA XXX

      Dokladnie.

  • Kluskowa Mama

    Dramat. Ja nie wiem jak można nie przytulić dziecka gdy płacze. Zdaję sobie sprawę, że czasami minie chwila zanim do maleństwa podejdziemy bo np. jesteśmy sami, a kotlety na patelni zaraz się zaczną jarać. No ale bez przesady. Co za głupia metoda. Co prawda z moją Kluską nie mam większych problemów z usypianiem, ale czasami zdarzyło się jej zawyć z niewiadomego powodu. Zawsze wtedy szłam zobaczyć co się dzieje i czy to podałam smoczek czy poklepałam po pupie to zawsze wychodziłam, gdy dziecko było zadowolone. Jaki to musi być uraz psychiczny dla małych dzieci.

  • Boże, żeby zastosować takie metody, to trzeba być totalnym zwyrolem. Serce by mi pękło, jakbym miała Małego zostawić w łóżeczku samego, płaczącego. Jaki rodzic coś takiego może zrobić? Myśmy nosili Małego jak płakał, a płakał często, bo miał straszne kolki, potem boleśnie ząbkował, nie potrafił zasnąć – i miałabym go zostawić, żeby „powył i przestał”? No tak, pewnie to niemowlęce fochy… Kiedy czytam o tej „metodzie” to mi się sierocińce z Dickensa przypominają…

  • j.

    chciałabym podzielić się z wami swoimi doświadczeniami z nauką zasypiania swojego dziecka. bardzo dużo dala mi książka tracy hogg język niemowląt. gorąco ja polecam! nauczyłam się rozumieć swoje dziecko i właściwie reagować na jego potrzeby. z zasypianiem również mi pomogła. przed snem biorę dziecię na ręce, przytulam do siebie śpiewam kołysanke lub coś szepcze do ucha. następnie mowie córecce ze juz nadchodzi noc pora spania i odkładam ja do łóżeczka. całuje ja mówię jak bardzo ja kocham i się żegnam. siadam na krześle obok łóżeczka albo wychodzę z pokoju. dziecina zasypia. ☺ wcale nie mam wyjątkowego dziecka, po prostu ją tego nauczyłam. jeśli po odlozeniu do łóżeczka zaczęła płakać to brałam ja na ręce i powtarzalysmy cały schemat od nowa. uspokajałam, tuliłam, śpiewałam i do łóżeczka. i tak w kokko az do skutku. z czasem córeczka przestała płakać. w zamian po odlozeniu do łóżeczka zaczęła się bawić i gawozyc. po chwili zabawy spokojnie zasypiala.
    nie uważam siebie za złą i bezduszna matkę . zawsze reaguje na płacz i potrzeby mojego dziecka. uważam jednak ze popadnie w przeciwna skrajność i kolysanie dzieci na rękach niewyobrażalna ilość czasu przed każdą drzemka tez nie jest dobre. dzieci zachowują się tak jak ich tego nauczymy. jeśli dziecko usypiamy na rękach to dajemy mu komunikat że tak powinien zasypiać. gdy takie dziecko obudzi się w nocy to domaga się właśnie kołysania na rękach! nie potrafi zasnąć samodzielnie. drodzy rodzice. większość nieprzespanych nocy zafundowaliscie sobie na własne życzenie i z własnej wygody. bo to takie słodkie kołysac kilkutygodniowego niemowlaka przed snem. później zaczynają się problemy gdy dziecko robi się cięższe i bardziej ruchliwe. dodam jeszcze ze córka śpi od 19 do 7-8 rano. nie budzi się w nocy. a nawet jeśli się obudzi to o tym nie wiem – samodzielnie zapada w dalszy sen.

    • Soniolitta

      No właśnieeee dlatego uważam, że Tracy Hogg niestety, ale to tresura,,,,uważam, że kołysanie jest dobre zawsze :) nawet w dorosłym życiu. A Tracy Hogg chodziła z domu do domu i cudze dzieci kołysała… a wiemy coś na temat jej prywatnych dzieci? :)

    • Soniolitta

      Ile lat ma Twoja córeczka? Bo widzisz, wydaje mi się, że dziecko naprawde potrafi zasypiać same (bez tresowania) – gdy jest na to gotowe. Przecież w końcu każdy kiedyś zasypia sam…

    • Go Sza

      Mam dokładnie identyczne przemyślenia i doswiadczenia z tą książką. Uwielbiam ją, jak dla mnie to (szczególnie na początku) była instrukcja obsługi niemowlaka. Wszyscy pytali mnie, jak to zrobiłam, że mam takie spokojne, przesypiające całą noc i wiecznie uśmiechnięte dziecko? Nobla dla Tracy!

      • mydzia

        A ja tę książkę rzuciłam w kąt po 3 wieczorach męki mojej i dziecka z tym właśnie usypianiem i też mam przesypiające (zazwyczaj) całą noc i wiecznie uśmiechnięte dziecko. Nobel dla mnie, a może dla mojego Dzidziula? ;)

  • Marta

    Absolutnie się z tym zgadzam. Jaka ja jestem szczęśliwa, kiedy po całym dniu mogę sie z moimi dziećmi poprzytulać wieczorem, porozmawiać o ważnych rzeczach, powygłupiać na łóżku. Kiedy te uśmiechnięte i szczęśliwe oczka się w końcu zamykają, wiem, że ten dzień to była dobra robota :)

  • Anna Wykurz

    Co gorsza sa tacy co to stosuja. Mieszkamy w bloku…sasiedzi „pozwalali” synowi okolo rocznemu olakac przez godzine lub wiecej np o 2 w nocy. Mowil ze musza byc twardzi, zeby dziecko nauczylo sie ze nie jest najwazniejsze i zeby nauczylo sie dyscypliny…. plakalam nocami sluchajac jego placzu. Maja 3 synow….nidgy nie slyszelismy dzieciecego smiechu… w nocy i w dzien placz. Sobie i dzieciom zgotowali pieklo czytajac madre ksiazki. Mowie to lezac przy moim 7 miesiecznym synku. Ob smacznie spi i czy sie obudzi do rana czy nie…nie wiem. Piers podaje przez sen. On jest szczesliwy i ja. Maz tez. A q domu od rana do wieczora slychac cudowny dzieciecy smiech…. czytalam Harveya Karoa ktory dobitnie informuje ze dzieci kilkumiesieczne nie manipujuja..tak jak piszesz. Ktos zrobil badania ze jesli nie pozwolimy dziecku plakac w samotbosci dluzej niz 10 sekund bedziemy miec dziecko ktore mniej placze, mniej marudzi i nam ufa. I jak narazie 100% sie sorawdza. Syn tak na prawde nie plakal jeszcze tak porzadnie ani razu!! A co z manipulacja??? To MY uczymy dzueci manipulacji…wpriwadzamy je w swiat nagrod i kar… jak zjesz to mamusia bedzie Cie kochac, nie lasny chlopczyk…nie zjadl zupki….tatus nie bedzie kochac hsk bedziesz glosno!!! Szantaz slowny i manipulacja zaczyna sie od niereformowanlych i nieedukowanych rodzicow!!!! W zasadzie w dzusuejszych czasach to szczyt ignorancji miec dzieci i nie chwycic za jakikoleiek madry porasnik na temat wychowania dzieci.

  • Ten czas, kiedy moje dziecko płacze, bo chce, żebym wzięła je na ręce to najpiękniejszy czas w naszej wspólnej relacji. Już nigdy więcej nie będzie mnie potrzebować tak bezwzględnie i bezgranicznie. Ta myśl zawsze mi dodaje sił, nawet w nocy gdy wybudzona ze snu słaniam się na nogach. Wbrew pozorom to są najpiękniejsze chwile mojego macierzyństwa. Takie mam przekonanie i się wbrew może logice niektórych nim upajam.

  • EVA XXX

    Od kilku minut płaczu noc sie nikomu nie stało. Zwchowajmy umiar w bezstresowym wychowaniu. Najgorsze chwile zycia dziecka to lezenie sobie bezpiecznie w ciepłym miekim łóżeczku???!!
    Dodam że mnie rodzice bujali do 3-4 roku życia i mam z tego powodu problemy z zasypianiem. Wolałabym sobie popłakac kilka dni przez pare minut i nauczyc sie zasypiac normalnie.

  • Aneta Królikowska

    Zgadzam sie z Toba i nie zgadzam. Ta metoda usypiania byla mi polecana przez koleżanki (w tym jedną panią psycholog!), ale takie usypianie jest dla mnie nieludzkie.
    Nie zgadzam się jednak w kwestiach manipulacji. Dzieci próbują nami manipulować i wymuszać różne rzeczy. Chyba, że piszesz o noworodkach. Mija córa gdzieś od 8 mc probuje czasem wymuszać. Najczęściej noszenie jej na rękach.

    • Można uważać, że dziecko wymusza, ale w rzeczywistości ono tego potrzebuje. Możliwości umysłowe umożliwiające manipulację nie pojawiają się bodajże do 3-4 roku życia (jak nie później).

  • heket
  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Brawo . Kiedy urodziła się nasza córeczka, od początku nie spala za dobrze. Szukalam metody. Czytałam. Ciarki mi chodziły po plecach co sie robi wg.” fachowców” by uśpić dziecko. Myślałam ze umiem, nie jestem zaradna mama- bo nie potrafiłam jej tak zostawić. Wybrałam sposób odkładania i brania na ręce. To było straszne. Nie pomogło. Córeczka kilka godzin nie mogla zasnąć bo chciała na rękach. Płakałyśmy obie. Juz nigdy tego nie powtórzyłam. Śpimy razem. I choc noce nadal ciężkie, to było to jedyne dobre rozwiązanie.

  • Basia Giętkowska

    Esh, u mnie w domu także jest ta książka i nawet czasem do niej zajrzę. Cóż, raz się przyda a raz nie. Wspomniane metody mąż pokazywał mi, gdy maluszek miał jeszcze trudności w spaniu w dzień. Bo ja ponoć nadopiekuńcza jestem ;D W większości przypadków książka mnie zdenerwowała i wątpię, że z radością będę zaglądać do kolejnej części. ;) Na szczęście należę do nielicznych szczęśliwców, których dziecko do snu potrzebuje ciszy. W nocy od początku budziło się regularnie co trzy godziny na am am. Teraz, mając 6 miesięcy, na jedno am am. Jest noszone i przytulane w ciągu dnia. Czytanie odbywa się w przerwach między zabawą. Wieczorem potrzeba mu ciszy. Odkąd pamiętam tak miał: żadnego śpiewania, gadania, mruczenia i absolutnie żadnych grających kołysankowych misiów, biały szum jeszcze, jeszcze ale na krótko.Wcześniej potrzebował kołysania. Teraz, gdy sam zaczął podbijać otaczającą go przestrzeń wystarczy mu ona do szczęścia. Przed snem idziemy na godzinny spacer, wracamy na jedzenie i spanie.Od niedawna i na dzienne drzemki syn wybiera opcję: sam znajdę pozycję, ty daj mi przestrzeń i coś miękkiego do okrycia, gdy już zasnę, aczkolwiek rozumiem każdego, kto marzy o przespanej nocy i niezawodnym sposobie na sen dziecka:) Sama trochę tęsknię za czasem, gdy trzeba go było ponosić, pokołysać i pośpiewać. Może wróci, gdy zacznie ząbkować.