Dzieci są tylko na chwilę.

Najwyższa pora stawić czoło rzeczywistości.

Dzieciństwo jest ulotne

Noworodek, który pachnie najwspanialej na świecie, jest noworodkiem niestety tylko przez kilka miesięcy. Następny etap, kiedy to dziecko zaczyna poznawać świat wszystkimi swoimi zmysłami, odkrywa wszystkie smaki, kolory, kształty, różne tekstury, też trwa niedługo. Rok, może dwa. Przedszkolak, którego umysł mknie czasami jak błyskawica i który absorbuje niesamowite ilości informacji, jest przedszkolakiem również przez zaledwie dwa, może trzy lata.

Niewinność przemija

Każdy etap, z dłuższej perspektywy czasu, jest bardzo krótki. Wręcz zbyt krótki. Każdy etap jest też wyjątkowy i niesie ze sobą zupełnie inną dawkę przyjemności (oraz obowiązków). Co innego budzi w nas radość przy kilkumiesięcznym dziecku, a co innego przy kilkuletnim. Z każdym rokiem, z każdą kolejną wiosną naszej pociechy, traci ona cząstkę niewinności i zastępuje ją odpowiednią dawką rzeczywistości i odpowiedzialności. Czasem ciężko mi się patrzy na zdjęcia moich dzieci sprzed kilku lat. Czasem zwyczajnie przytłacza mnie poczucie, jak wiele już czasu upłynęło. Jak wielu rzeczy już z moimi dziećmi nie zrobię. Przecież dopiero co były takie rozkoszne, takie bezbronne.

Kiedy to wszystko się stało?

Zmiany są dobre

Jednak później wracają z przedszkola i ze szkoły i oprócz miłości, czuję też dumę. Tak jak kiedyś czułem dumę, gdy każde zrobiło swój pierwszy krok, kiedy po raz pierwszy powiedziało „Ta-ta”, tak teraz czuję dumę kiedy stworzą jakąś pracę, pokazują jakieś nowe ćwiczenie czy śpiewają piosenkę. To nie jest absolutnie tak, że obecne uczucia są mniejsze czy gorsze. Są inne, ale jednocześnie równie wyjątkowe. I wiem, że jeśli przegapię je teraz, nie będę mógł do nich wrócić.

Ja też się uczę

Też miałem okres w którym, jeśli wracałem do domu zmęczony lub wkurzony, potrafiłem się walnąć na kanapę i wegetować, zamiast spędzić czas z dziećmi. Od pewnego czasu jednak, potrafię wyłączyć komputer, odłożyć na bok książkę, przerwać rozmowę telefoniczną, po to tylko, żeby przytulić moje dziecko. Żeby wysłuchać co ma mi do powiedzenia. Żeby docenić pracę, którą zrobiło. I co najważniejsze, żeby nie stracić cierpliwości, kiedy przez przypadek zrobią coś „niegrzecznego”. Jednak musiałem się tego nauczyć. Musiałem do tego dojrzeć.

Każdy ma ciężko

Wiem, że czasami jako rodzice mamy ciężki okres w pracy. Czasem następuje ciężki okres w małżeństwie. Czasem po prostu czujemy, że nasze życie nie ma celu i nadchodzi niewytłumaczalna fala rezygnacji i bezsensu. Te okresy czasem potrafią się rozciągać, mimo iż mówimy sobie, że jeszcze tylko kilka dni i będzie dobrze. Jednak mijają dni, po nich miesiące, a poprawy nie widać. W pewnym momencie czujemy (lub dopiero poczujemy), że opuściliśmy pewien etap życia naszego dziecka, bo byliśmy zbyt zajęci Ważnymi Sprawami Dorosłych. Ich problemy nie miały znaczenia. Nie przy naszych Jakże Ważnych. Nasze sprawy dotyczyły przecież Życia i Śmierci.

Naprawdę? Gorszy dzień w pracy to taka ciężka sprawa? 15 minutowy korek na drodze? Kłótnia z szefem albo z małżonkiem? Brak Internetu? Za tydzień o żadnej z nich nie będziemy pamiętać. Jedyne co pozostanie, to wspomnienie zmarnowanego czasu, który mógł zostać lepiej wykorzystany.

Podejmijmy ryzyko

Nie żyje się dla pracy, nie żyje się dla pieniędzy, nie żyje się dla materialnych przedmiotów, które kolekcjonujemy w domu. Czasem warto odpuścić dodatkowe godziny w pracy i mieć więcej czasu dla rodziny. Czasami warto zrezygnować z kablówki, wyjścia do kina czy kolejnego mebla na raty i za zaoszczędzone pieniądze nawet wynająć kogoś do pomocy w domu, jeśli tak bardzo nam tego czasu brakuje.

Wątpię, aby ktokolwiek świadomie chciał przepuścić dziecięce lata swoich pociech przez palce, a jednak wielu ludzi robi dokładnie to.

Czy warto?

Niestety, nie jest nam dane panować nad czasem, który minął. Jedyne co możemy zrobić, to panować nad czasem, który trwa obecnie i tym, który dopiero nadejdzie.

Pamiętajmy, że niektóre rzeczy mogą poczekać (jak nowy odcinek ulubionego serialu), lecz inne przemijają bezpowrotnie. Tak jak dzieciństwo. Nasze już dawno przeminęło. Dzieciństwo naszych dzieci, przemija właśnie na naszych oczach. I tylko od nas zależy czy weźmiemy w nim udział.

Prawa do zdjęcia należą do mulan.

  • Magda M

    Tak naprawdę, żyjemy tylko dla dzieci – to one są naszą przyszłością… Jestem pełnoetatową mamą i zajmuję się maluchami na co dzień, dosłownie widzę jak dorastają…stają się bardziej samodzielni… Momentami naprawdę jest trudno i ciężko zapanować nad rozwrzeszczanymi buntownikami ale to wszystko minie szybciej niż nam się wydaje…Ta radość w oczach, chęć poznawania świata, szczerość jest po prostu bezcenna i za nic w świecie nie dałabym się namówić na pójście do pracy, chcę jeszcze trochę skorzystać z tego naszego małego świata :-)

    Masz zupełną rację, „dzieci są tylko na chwilę” i niebawem to rodzice będą szukać ich towarzystwa…
    Pozdrawiam :-)

    http://mamablogujepl.blogspot.com/

    • Poruszyłaś bardzo ważną sprawę, dotyczącą tego, że po pewnym etapie, to rodzice zabiegają o zainteresowanie dzieci. Idealnie pasuje jako podsumowanie, dzięki :)

      • Magda M

        Bardzo proszę i pozdrawiam :-)

  • Czas ucieka nieubłagalnie i masz rację, trzeba umieć wybrać, zrezygnować z czegoś na rzecz czegoś innego. Taka kolej. Jak duże mamy dzieci, najczęsciej orientujemy się, kiedy na świat przychodzi kolejne. Moja malutka córka (5lat!) po narodzinach siostry, stała się nagle taka duża i „dorosła” nawet w moich oczach :)

    • Dokładnie. Zobaczenie dziecka, które jest mniejsze od Twojego, w sekundzie daje Ci pogląd na to, co udało się już Twojemu dziecku opanować. Czasami człowiek ma wrażenie, że dziecko się niczego nie uczy, bo np. nie umie jeździć na rowerze czy wiązać sznurówek. Jednak po zobaczeniu trochę mniejszego dziecka, orientujemy się, że nasze przecież dopiero co „wyszło z pieluch”. Jeśli poradziło sobie z tym, poradzi sobie też z innymi przeszkodami :)

  • fabryka pomponika

    Dawno nie przeczytalam nic z czym tak bardzo moglabym sie zgodzic . Pozdrawiam cieplo.

  • To rzeczywiście jest spory szok, kiedy z egoistycznej postawy samodzielnego dorosłego trzeba się przestawić na dającego siebie bez ograniczeń rodzica. Mi to wcale tak łatwo nie przyszło, ale staram się jak mogę. I nieważne jak bardzo zmęczony po pracy bym nie był, kiedy tylko wracam do domu i słyszę radosne „Tata!” i tupot małych stóp, to banan sam wskakuje na twarz.

    • Radosne „tata” i uścisk, który gdyby był tylko nieznacznie silniejszy, to pewnie urwałby mi głowę – też robią mój dzień :)

  • Mam to szczęście, w „nieszczęściu” (niepełnosprawność dziecka), że odkąd maluchy przyszły na świat spędzam z nimi/przy nich/obok nich prawie każdą chwilę. Taka była potrzeba, taka też w związku z tym moja decyzja (rezygnacja z pracy).

    Nie jest łatwo, bo poza beztroskim dzieciństwem los moim szkrabom zafundował zmagania z rehabilitacją, szpitalami, wizytami kontrolnymi u specjalistów itp., jednak fakt, że mogę z nimi być w każdym zły i dobrym momencie to dla mnie najpiękniejsze podziękowanie. Tak jak piszesz chwile są ulotne, bardzo ulotne nawet, gdybym miała przegapić te najważniejsze momenty życia
    moich dzieci (z niedbalstwa bądź lenistwa) – nie wybaczyłabym sobie.

    A tak jestem, obserwuję, towarzyszę, kiedy trzeba wspieram, odsunąć na bok też się potrafię – wszak nie tylko rodzicem dziecko żyje.
    Podjęłam „ryzyko” i choć często wieczorami na pysk padam, nie żałuję.

    P.S. Twój tekst właśnie wydrukowałam, już nawet wiem kto dostanie go dziś w ramach „dobranocki” do przeczytania.

    • Wiem, że wychowanie nie jest łatwe, a w przypadku dzieci z orzeczeniem jest jeszcze trudniejsze. Jednego jednak jestem pewny. Na pewno jest ono warte każdej poświęconej chwili. Na pocieszenie dodam, że większość rodziców wieczorami pada na pysk :)

      PS. Jestem na papierze! Wiem, że to niby nic, ale czuje się prawie tak, jakby ktoś wydał moją książkę :)

  • Już sam tytuł mnie ujął – bardzo mądry!!!!:) Tekst oczywiście też.
    pozdrawiam!
    N.

  • Maja

    W moim przypadku – adopcyjnej mamy, kiedy straciłam pierwsze 11 miesięcy życia mojej córeczki, zanim się odnalazłyśmy, bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego jak ważne jest tu i teraz z moją córcią :) I np. teraz mała słodko śpi od dwóch godzin a ja już tęsknię ze jutrzejszym porankiem i słodkim „mama’ dobiegającym z jej pokoju :)

    • Czasem człowiek myśli, że chciałby dostać chwilę wolnego, żeby odsapnąć. Jednak kiedy już tą chwilę ma, to jedyne o czym myśli to dzieci :)

  • Prawda to. Moja żona ostatnio powiedziała mi coś podobnego, ale o dziwo… w mniejszej ilości słów :)

  • Misako – matka po japońsku

    Oj tak czas przemija tak szybko. Nie chce mi się wierzyć, że teraz to wszystko co zawsze było przed mną jest przed moją córką…jak môwiła pewna mała: wielki krąg życia

  • każdy etap trwa za krótko… och, tak…

  • Ach ta mama

    To, co mnie w tym wszystkim najbardziej irytuje, to fakt, że potrzebujemy takich tekstów, żeby o tym pamiętać…

    • Bądź co bądź, jesteśmy tylko (i aż) ludźmi.

      • Ach ta mama

        Nie wiem jak ty, ale ja cały czas się uczę, żeby wyjść na człowieka ;) Sorry, taka głupia zabawa słowna mi wyszła…

        • Ja myślę, że człowiekiem jestem. I walczę, żeby nim pozostać :)

          • Ach ta mama

            To niech moc będzie z tobą ;)

  • Najważniejsze to w tym przemijaniu z dzieckiem być, słuchać, rozmawiać, trwać w tym.

  • „Natomiast zaryzykuj w innych strefach życia, jak na przykład zmiana pracy czy zatrudnienie pomocy domowej, w zamian za rezygnację z kablówki”
    To musiałaby być bardzo droga kablówka :-P
    A tak na poważnie nieobecność moja w domu i niewidzenie dzieci była głównym powodem radykalnego i – co tu rzec – szaleńczego kroku jakiś czas temu. Odeszłam z korpo i od tej pory moim jedynym źródłem utrzymania jest… blog. Jeśli jeszcze trochę pożyję, napiszę poradnik, he he ;)

    • Szaleńczy krok, ale przemyślany :) A na książkę czekam :)

  • http://monpetittmonde.blogspot

    Piękne prawdziwe i ważne.. ten tekst zapiszę gdzieś w ważnych zakładkach i będę czytać w momencie kiedy coś innego będzie stawało się zbyt ważne..

  • Kinga

    Mam nieustannie takie same przemyslenia. Ludzie pytaja: kiedy do pracy, a ja wiem, ze nic nie jest wazne, ta uciekajaca „kariera’, ktorej pewnie juz nie bede miala szans dogonic, po prostu nic. Najwazniejszy jest ten ulamek czasu z wlasnego zycia, ktore dajemu dziecku. To zaledwie pare lat, potem dziecko coraz bardziej sie oddala, idzie do swiata.

    • Aż w końcu orientujemy się, że ono nas już nie potrzebuje. Nie w takim sensie jak dotychczas. Warto do tego czasu nazbierać taki bagaż wspomnień, żeby niczego nie żałować :)

  • Pingback: Mamo, czy przyjdziesz mnie odwiedzić? – trudne rozmowy z dziećmi | Ciekawskie()

  • Darek1985

    Dlatego z moim dwu i pół miesięcznym synem spędzać czas jak najwięcej się da. Szczególnie, że po pracy człowiek wracając zmęczony po południu a czasem wieczorem ma ten czas mały, bo zaraz trzeba synka wykąpać, nakarmić i spać. Ale widzę jak rośnie. Z dnia na dzień co raz większy i zdaje sobie sprawę teraz jak ten czas bezpowrotnie przemija. Trzeba ten czas wykorzystać do maksimum.

  • Oj prawda to, moi synowie to już kawalerzy a ja nie wiem kiedy to minęło, dlatego tak skrupulatnie wykorzystuję każdą chwilę z nimi i z moją córcią!!!

  • Beata

    Hm..gratuluję rodzicom którzy lubią i poświęcają swój czas dzieciom , którzy czerpią z tego radość, ja uwielbiam i mimo tego że są czasem cięzkie momenty jak u każdego to nie widze w tym nic złego i nie żale się naokoło ze dzis bylo strasznie źle… to wszystko przemija… czas leci nieubłagalnie, ale znam mase rodziców którzy próbują sie pozbyć dzieci żeby ”odsapnąć ” bo im się” zawsze nie chce ”…, i tak wtedy myślę, czy tym dzieciom się zachce spotykać za pare lat z tymi rodzicami..Mój synek ma ponad 3 lata i codziennie tęsknie za dniem wczorajszym i ciesze się z dnia dzisiejszego…ps zawsze czytam chętnie Bloga, zgadzam się każdym tematem :) pozdrawiam wszystkich :)

  • Pi Wo

    Dobry wpis, naprawdę dobry… Tylko z tą pomocą do domu to słabo wyszło. :p
    U mnie chłopaki (3 i 6)już odkurzają mieszkanie, aby nie dziwili się skąd się bierze posprzątane mieszkanie… :)

    • U nas sprzątanie domu zajmuje jakieś 5-6 godzin czasu dorosłego człowieka, czyli najczęściej pół soboty i nie wliczają się tutaj takie rzeczy jak pranie, prasowanie, gotowanie czy chociażby rozpakowanie zmywarki :) Oczywiście należy powierzać niektóre obowiązki dzieciom, ale nie można przegiąć, bo się zrażą i nie będą chcieli pomagać. Jeśli więc ktoś ma podobnie, to nie dziwię się, że czasami zamiast spędzenia soboty na kolanach ze szmatą w ręku, woli ją spędzić na kolanach z zabawkami w rękach.

  • Kama Manikowska-Fryca

    Tak gwoli ścisłości dziecko noworodkiem jest do ukończenia pierwszego miesiąca życia, a dokładnie 4 tygodni a nie przez kilka miesięcy ;-) pozdrawiam

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Oj warto warto! Bez dzieci nie wiemy jacy jesteśmy na prawdę.