Ciągle żywy mit dotyczący zabawy z dziećmi, który szkodzi nam i naszym dzieciom

I który ciągle jest przekazywany z ust do ust.

Pamiętna rozmowa

Pamiętam rozmowę pewnej mamy ze swoją koleżanką, której byłem świadkiem parę lat temu:

Ja już nie wiem co robić. Oni ciągle się kłócą i ciągle próbują zwrócić na siebie uwagę. Niedługo mnie wykończą. – powiedziała wskazując dwójkę dzieci bawiących się kawałek dalej.

Dzieciaki potrafią być wyczerpujące, to prawda. – współczująco odpowiedziała koleżanka.

A przecież ja cały dzień z nimi spędzam. – westchnęła mama – Najpierw ich do przedszkola przygotowuję, później zawożę, odbieram… nawet jak gotuję czy prasuję, to one są obok. Poza tym przedszkolem, to praktycznie cały dzień jesteśmy razem, a im ciągle mało.

Hmm… – koleżanka chwilę się zastanowiła – a może kluczowe jest to słowo „obok”, którego użyłaś?

Nie rozumiem.

W sensie, że nie tyle jesteście cały dzień „razem”, co cały dzień jesteście „obok” siebie?

Nie pamiętam już dokładnie jak dalej potoczyła się ta rozmowa, ale najważniejsze zawierało się właśnie w tym fragmencie. Nie był to pierwszy, ani jedyny raz, kiedy spotkałem się z podejściem, że skoro spędzam czas w towarzystwie moich dzieci, to oznacza, że spędzam czas z moimi dziećmi.

Tak też zresztą właśnie też powstał pewien mit, o którym chciałbym dzisiaj napisać, mówiący że dzieci wymagają od rodziców mnóstwa czasu i że żadna ilość poświęconego czasu nie będzie wystarczająca, bo one zawsze będą chciały więcej.

Tymczasem to nie do końca jest prawda

Jeśli już miałbym doszukiwać się w tym micie prawdy, to dotyczyłaby ona pierwszego okresu życia naszych dzieci, kiedy rzeczywiście potrzebują nas w dużej ilości. Warto jednak dodać, że jest to bezpośrednio związane z tym, że one są wówczas w pełni od nas zależne i potrzeba bliskości jest dla nich jedną z priorytetowych potrzeb, bo bezpośrednio wiąże się z ich przetrwaniem.

Niemniej gdy dzieci są starsze, to wcale nie wymagają od rodziców tego, aby spędzać z nimi cały dostępny czas wolny. One wymagają wówczas czegoś zupełnie innego niż mnóstwo czasu. One wymagają naszej uwagi.

Uwagi poświęconej tylko i wyłącznie im.

Jakość jest niemal zawsze ważniejsza niż ilość

Nie tylko przy wychowaniu dzieci, ale tutaj również. Wiem to doskonale po sobie, bo spędzenie z dowolnym z moich dzieci 15-20 minut dziennie sam na sam, kiedy poświęcam całą swoją uwagę dziecku, jest dla niego lepsze i bardziej wartościowe, niż gdybym po prostu poszedł do nich do pokoju i spędził tam trzy godziny trochę z nimi rozmawiając podczas czytania książki czy korzystania z telefonu.

Fizycznie byłbym przy nich dłużej, byłbym zaraz obok nich, ale w rzeczywistości nie byłoby mnie dla nich. I to jest chyba właśnie prowadzi do sporych nieporozumień, w których dzieci „wchodzą rodzicom na głowę” i cały czas coś od nich chcą, a rodzice czują, że przecież cały czas są przy nich.

Dlatego podsumujmy

Jazda samochodem z dzieckiem, gotowanie czy sprzątanie podczas gdy dziecko jest tylko obok czy też samo siedzenie w dziecięcym pokoju, podczas gdy dziecko się bawi, nie jest jednoznaczne ze spędzanie z dziećmi czasu. To jest czas, który spędzamy w ich towarzystwie, ale nie czas, który zaspokaja ich potrzebę bliskości. Dlatego też pamiętajmy, że im dzieci są starsze, tym wbrew pozorom mniej potrzebują od nas ogromnej ilości czasu, ale tym bardziej potrzebują naszej uwagi.

Bo dając im jedynie nasz czas, budujemy coś, co w najlepszym wypadku można nazwać „przyzwyczajeniem”. Natomiast dając im naszą uwagę, pokazując im, że są ważne, bo jesteśmy gotowi je wysłuchać, bo potrafimy się razem pobawić, porozmawiać czy pośmiać – w ten sposób budujemy silną więź, która powinna przetrwać nawet te trudniejsze czasy, a w tych dobrych czasach dawać nam i naszym dzieciom, poczucie zadowolenia i spełnienia.

Prawa do zdjęcia należą do Jim.

  • Beata Borek

    Piekny tekst i sama prawda. Duzo rodzicow wlasnie nie zdaje sobie sprawy z tego ze bedac „obok” nie sa razem z dziecmi. Ja tez popelniam czesto ten blad, dobrze ze o tym piszesz, bede sie starac wiecej czasu spedzac „jakosciowo” a nie tylko „ilosciowo.”

  • Fajnie napisane. To jest właśnie to, o czym w zabieganym życiu cały czas zapominamy. Szacunkowo podobno spędzamy z dziećmi w cztery oczy około 7-8 minut. Nie ważne ile czasu spędzamy z dzieckiem w domu, czy raczej przebywamy. Ważne jest przez ile czasu usiądziemy ze swoim dzieckiem, odkładając obowiązki i telefon na bok, i pobawimy się z nim z pełną uwagą lub stworzymy coś kreatywnego.

    Jesteśmy zapracowani i nasze dzieci jeszcze tego nie rozumieją, bo mają swoje ważne problemy i wydarzenia. Nie powinny tego rozumieć. Ważne, że wiedzą o rodzicach to, iż zawsze mogą liczyć na zabawę, czytanie bajek albo wspólne wariowanie, rzucanie się poduszkami albo maskotkami. Wszystko, aby dobrze się bawić i zejść ze świata dorosłych do świata swoich dzieci i żyć z nimi ich życiem :)

  • Monika Gogolewska

    Ba, mało tego, dzieci pragną być zauważone, wolą być skrzyczane niż zignorowane, stąd też często dzieci, którym nie poświęcamy uwagi źle się zachowują by ją w końcu otrzymać

    • Powiedziałbym nawet, że jest najczęstszy powód, dla którego dzieci się „źle” zachowują. Bo jeśli tylko dostaną tę uwagę, to zachowanie po niedługim czasie samo się zmienia na lepsze.

  • Bardzo mądry tekst. Jest prawdą że jakość ponad ilość. Dwuletnie dziecko ( takie jak mój syn ), potrafi się świetnie zająć samo sobą. Nie spędzam z nim całego popołudnia, On sam przychodzi gdy potrzebuje mojej uwagi. Wtedy jestem w 100% tylko do jego dyspozycji. Takie chwile wzmacniają naszą więź i dają nam obojgu wielką satysfakcję.

  • Bardzo mądry tekst. Dziękuje za niego. Dwuletnie dziecko ( takie jak mój syn ), potrafi się świetnie zająć samo sobą. sam przychodzi gdy potrzebuje mojej uwagi. I otrzymuje ją w stu procentach tylko dla siebie. Żadnych telefonów, facebooków i innych rozpraszaczy. Te chwile budują naszą wieź i zażyłość.

  • Po powrocie z pracy „ilościowo” nie mam zbyt wiele czasu. Dlatego stawiam na jakość wspólnie spędzonych z dzieckiem chwil. Córka wie, że kiedy już jesteśmy razem w domu, jest dla mnie najwyższym priorytetem. Jeśli chce się do mnie przytulić, zostawiam dosłownie wszytko aby to zrobić. Choćbym następnego dnia w pracy miała jeść przypalone kotlety :P

    • W sumie lepsze przypalone niż niedopieczone :)

  • Karolla

    Fajny tekst. To jest takie proste, a tak łatwo umyka, jeśli się sobie o tym nie przypomina! Ja właśnie staram się ostatnio na nowo o tym pamiętać każdego dnia, chociażby wracając z przedszkola nie szybko, szybko, bo jeszcze w domu czeka obiad do ugotowania/pranie do wywieszenia itd. tylko w tempie 3,5-latka, z rozmowami o wszystkim, z wyobrażeniem sobie różnych fajnych rzeczy, z opowiadaniem, co nas dziś spotkało. Ten prawdziwie wspólny czas jest taki… gęsty i ładuje bateryjki nie tylko mojemu synkowi, ale i mi. :)

    • Dokladnie tak, zupełnie zapomniałem o tym wspomnieć, ale to też jest niezwykle ważne. Nam takie chwile też dodają energii dla nas też są bardzo potrzebne :)

  • Geny po ojcu

    Dobry tekst, ważna sprawa, ja tez stawiamy na jakość. Zabawa z Synkami po powrocie z pracy to dla nas bezcenny czas :)
    Dodatkowo wieczorne dyskusje o motoryzacji do poduszki i kołysanka śpiewana przez mamę.

    • Szczególnie, że dzieci wieczorami zwykle są najbardziej rozmowne z całego dnia i pytają o najdziwniejsze i najciekawsze zarazem rzeczy :)

  • Ciocia w Przedszkolu

    Genialny tekst, w sam raz na notkę do gazetki z ważnymi informacjami dla rodziców! Coraz mniej ludzi o tym pamięta, uważając, że 10 min drogi powrotnej z przedszkola, szybka kąpiel potem kolacja sprawią, że dziecko będzie w 100% usatysfakcjonowane z poświęconego mu czasu.

  • Maja Biczysko

    Kompletnie się nie zgadzam. Nie wierzę, że 15 minut super zabawy z dzieckiem jest lepsze
    niż po prostu bycie razem podczas różnych czynności. Kiedy dziecko do mnie przychodzi kiedy
    gotuję to nie rzucam garów żeby być na jego wezwanie. Zawsze może mi pomóc i przy
    okazji sobie pogadamy. Mam to szczęście, że pracuję w domu i jestem prawie zawsze przy dzieciach. Moga zawsze do mnie przyjść i pytać. Najwyżej poczekaja 5 min. Nie wyobrażam sobie, by musiały czekać ze swoimi problemami, smutkami i radościami do tej godziny kiedy będę całkiem wolna. Można przytulić się przy wózku zakupowym i śmiać do rozpuku w aucie.
    Bo życie to własnie suma takich zwyczajnych rzeczy

    • Trochę inna sytuacja jest wtedy, gdy jesteś cały czas w domu, a wtedy, gdy na codzień chodzisz do pracy, wracasz o 16:30 – 17:00 i jeszcze musisz ogarnąć dom, obiad, pranie, prasowanie itp. W pierwszej sytuacji zwyczajnie masz dość zasobów, aby to zrobić. W drugim przypadku, szczególnie gdy masz więcej dzieci, nie jesteś w stanie tego fizycznie ogarnąć. Nie mówiąc już o tym, że w przypadku starszych dzieci to zupełnie normalne, a wręcz potrzebne, żeby uczyć ich cierpliwości i tego, że czasami trzeba na coś zaczekać.

  • Obserwator

    Co racja, to racja. Jestem ojcem 6,5 letniej córki i nie latam za nią: „dziecko uważaj”. Jestem do dyspozycji, przychodzi, kiedy ma ochotę na łaskotki, zawsze pytam, jak minął dzień w przedszkolu, często gramy w planszówki. Wiem, co to zmęczenie – pracuję w systemie czterobrygadowym i czasami usypiam podczas wspólnego wyjścia do teatru – budzi mnie wtedy sceniczny szept córki :”Tato!!! Nie śpij!!!”:))

  • Sylwia Zielińska

    Bardzo dobry tekst- tylko niestety na mojego 5-latka nie działa. Mogę z nim grać, bawić sie na dywanie, rozmawiać, kolorować przez 1,5 godziny a jak odejdę żeby zrobić obiad to biegnie za mną do kuchni albo woła z pokoju „mama chodź….” czasem szlag trafia, że nie posiedzi sam 10 minut w pokoju….. jest bardzo absorbującym dzieckiem….nie wiem gdzie popełniliśmy błąd, że nie umie się bawić sam….wiem, że samemu to tez nie tak samo jak z bratem czy siostrą i mojemu synkowi czasem brak towarzystwa i pewnie dlatego nie bawi się sam tylko ze mną lub tatą

  • Warto też jednak powiedzieć, że nawet taki czas „obok” można przekuć w czas „razem” :) Śpiewanie razem piosenek podczas powrotu z przedszkola czy zaangażowanie dziecka w robienie obiadu to zawsze fajna opcja na zwiększenie i ilości, i jakości :)

    • Jak najbardziej i zdecydowanie! :) Jak tylko mamy dość czasu, to jak najbardziej warto, bo oprócz czasu razem dziecko zyskuje też trochę życiowych umiejętności :)