Jeszcze gorszy sposób na motywację dziecka niż „tablica motywacyjna”

Ja wiem, że mnóstwo ludzi kocha tablice motywacyjne i że tym wpisem wiele osób wpisze mnie na swoje #czarnolisty. Te wszystkie cudowne i kolorowe plusiki, minusiki, słoneczka, chmurki, biedronki i pająki, które nieustannie pokazują naszemu dziecku jego postępy. Trudno im się oprzeć. One są takie proste, takie klarowne, takie oczywiste…

…i najczęściej takie nieskuteczne.

A dzisiaj poznałem coś, co jest jeszcze gorszym pomysłem, który nie tylko należałoby wziąć, wsadzić do sejfu i zakopać bardzo głęboko (najlepiej jeszcze głębiej niż Jumanjii), ale i pokazuje dlaczego sama tablica też należy do tej samej grupy.

Psychologowie po studiach

Ostatnio miałem przyjemność kilka godzin rozmawiać z psychologiem dziecięcym (szykujemy coś ciekawego, cierpliwości :) i to co powiedział mi o psychologicznych studiach nieco mnie załamało. Znaczy sam jestem po studiach pedagogicznych i wiem, że nie uczą tam praktycznie niczego przydatnego w nauczaniu (kto by pomyślał, nie?), ale sądziłem, że to jednak kwestia mojej uczelni i że gdzie indziej jest lepiej.

Tymczasem psycholog po studiach, jeśli sam nie będzie się rozwijał i zdobywał wiedzy, to bardzo możliwe, że jedyną jego radą na każde złe zachowanie dziecka, będzie <werble, werble, werble> TABLICA MOTYWACYJNA.

To byłoby śmieszne, gdyby nie było tak często prawdziwe

Ja nie ukrywam, że nawet po tej rozmowie dalej miałem nadzieję, że to jednak kolejna indywidualna opinia, a nie standard. Jednak kilka dni później dostałem maila od rodziców czteroletniego dziecka, które po pojawieniu się młodszego rodzeństwa, znowu zaczęło „się zapominać” jeśli chodzi o czynności fizjologiczne (co ogólnie bywa dość częstym problemem, bo starsze dziecko widząc jak wiele czułości otrzymuje młodsze rodzeństwo, kopiuje jego zachowania, aby też uzyskać tyle uwagi). I jak się okazało, psycholog zalecił rodzicom korzystanie z tablicy motywacyjnej. Jak się nie posika, to idzie plusik, jak się posika, to idzie minusik. Jak na koniec tygodnia będzie więcej plusów, niż minusów, to będzie nagroda.

Czujecie? Mówimy o podstawowych czynnościach fizjologicznych, a jakiś psycholog stwierdził, że da się to wytrenować tablicą motywacyjną. W sensie, że jak dołożymy dziecku dodatkowego stresu, to będzie mu łatwiej.

Ciekawe czy jak dziecku nie będą szły zęby, to ten psycholog też zaproponuje tablicę motywacyjną…

Jednak to nie tablica jest motywem przewodnim dzisiejszego wpisu

A wybory ucznia miesiąca w przedszkolu. Powtórzę: wybory najlepszego ucznia miesiąca. W przedszkolu.

Jeden z rodziców napisał, że syn ma problem z motywacją, bo mają w przedszkolu wybory ucznia miesiąca i jego syn znowu tego nie dostał, w następstwie czego zachowanie syna się ostatnio pogorszyło. Napisał wręcz, że chyba syn się poddał.

Oto co mu odpisałem:

„Niestety motywacja zewnętrzna ma to do siebie, że zawsze z czasem będzie słabnąć. Takie oznaczenia, nagrody, to trochę tak, jak z premią w pracy – jak dostajesz ją co miesiąc, to w końcu przestajesz ją traktować jak premię. Dodatkowo takie sytuacje jak w waszym przedszkolu, to jest (bez obrazy) początek takiego wyścigu szczurów, kto lepszy, kogo trzeba doceniać itp. I jak ktoś uważa, że zasłużył, a jednak ktoś inny dostanie wyróżnienie, to nic dziwnego, że spada motywacja. Zaczynamy czuć się niesprawiedliwie traktowani i przestaje nam zależeć.

Wręcz cały ten dziwny konkurs może być powodem, że syn źle się zachowuje, bo doszedł do wniosku, że zachowywanie się dobrze jest bez sensu, bo nie dostał nagrody, więc teraz wszystko mu jedno (gdyby natomiast w przedszkolu uczyli, że warto się dobrze zachowywać, bo to jest ważne i to sprawia, że lepiej się czujemy w swoim towarzystwie itp. to taka nagła zmiana raczej by się nie pojawiła).

Więc tu nie do końca jest problem z tym, że syn nie potrafi się zmotywować, ale problem jest z tym, że powstał konkurs, który stawia na rywalizację już u tak małych dzieci i do tego kryteria konkursu są niejasne, co sprawia, że przez wielu jest odbierany jako niesprawiedliwy.”

Niektórzy w komentarzach w odpowiedzi wręcz wprost pisali, że to powrót do komuny i przodowników pracy, co w sumie nie jest tak dalekie od prawdy.

Niestety tablice motywacyjne opierają się o bardzo podobny fundament

Widziałem w swoim życiu tak wiele dzieci, które ze wszystkich sił starały się być „dobre”, żeby dostać ten plusik, ten promyczek czy to słoneczko i widziałem ich wielki zawód, gdy jednak im się nie udało, bo były w wieku zbyt małym, żeby kontrolować wszystkie swoje impulsy.

Widziałem łzy w ich oczach. Widziałem bezradność.

Wiecie jak bardzo przykre to jest dla kilkulatka, gdy stara się z całych sił, żeby coś się stało, a dzieje się coś przeciwnego? I to czasami dzień po dniu? Jak bardzo dołujące to jest doświadczenie? Nie mówię, że mamy ochronić dzieci przed wszystkimi przykrymi emocjami i wszystkimi porażkami, ale jeśli to się dzieje kilka razy w tygodniu i dziecko (z przyczyn czysto biologicznych!) nie ma na to wpływu, to można wprost powiedzieć, że wszelakie konkursy na dziecko miesiąca czy tablice motywacyjne, to ustawione z góry konkursy i dziecięcy wysiłek nie ma w nich żadnego znaczenia.

Tylko, że chyba nie o to nam chodzi.

Dzieci zachowują się lepiej, kiedy czują się lepiej

Jeszcze nie widziałem dziecka, które zachowywałoby się źle, kiedy wszystkie jego potrzeby były zaspokojone i byłoby szczęśliwe. Tymczasem gdzieś mamy taką pozostałaś, po „tradycyjnym wychowaniu”, że aby dziecko zachowywało się lepiej, to najpierw musi poczuć się gorzej. Tylko, że to po prostu nie działa. Dzieci, które czują się gorzej, zachowują się gorzej. A stres czy presja, jaką na dzieci narzucają właśnie wcześniej wspomniane metody, nie przyczyniają się w najmniejszym stopniu do poprawy zachowania, wręcz przeciwnie – wszystko dodatkowo utrudniają.

Powiem wprost. Dzieci, które otrzymują najwięcej plusików i tak zachowywałyby się odpowiednio, bo po prostu są już w stanie. Natomiast te, które otrzymują minusy, często widząc dysproporcje między sobą i innymi, po prostu się poddają. Tak jak ten chłopczyk, który kolejny raz nie został uczniem miesiąca i stwierdził prawdopodobnie, że teraz to już mu wszystko jedno.

Zapytałem zresztą o to kilku przedszkolanek i wprost powiedziały, że to bardzo często działa jak samospełniająca się przepowiednia – dzieci, które w najmłodszych grupach dostają zwykle pierwsze minusy czy chmurki, w zerówce często są dziećmi najgorzej się zachowującymi (co nie oznacza, że jest to jedynie winą tablic motywacyjnych, ale pokazuje, że ich skuteczność jest mocno wątpliwa, bo chyba założenie miało być całkowicie odwrotne).

Nie wszystko jednak stracone

Na koniec światełko w tunelu. Tak, nie jestem fanem tablic motywacyjnych i mam wrażenie, że ten tekst jasno pokazał skąd się to bierze. Oczywiście to tylko moje podejście i niech każdy wybiera to, co uważa za najlepsze dla swojego dziecka.

Jednak wracając do samych tablic, istnieją też pomocne tablice, np. tablice obowiązków, w której wymienimy „ubranie się, mycie zębów, odrabianie zadań, pakowanie plecaka, wynoszenie śmieci” i jeszcze jakieś inne rzeczy, które w naszym domu robi dziecko, jako przypomnienie dziecku, co jeszcze mógłby zrobić.

Widzicie… oczekiwanie od dziecka, że będzie przez cały dzień idealnie panowało nad własnymi emocjami jest irracjonalne. Nawet jeśli będzie starało się z całych sił i modliło się każdego wieczora, aby nic złego się nie stało (znam co najmniej kilka takich historii), to i tak może mu się nie udać, bo nie jest do tego fizycznie i biologicznie gotowe. Zresztą większość dorosłych jakich znam takiemu zadaniu by nie podołała, więc o czym my tutaj w ogóle mówimy?!

Natomiast wyniesienie śmieci? No tutaj jeśli są chęci to będą i efekty, a gdy na koniec dnia dziecko zobaczy, że wszystko ma wypełnione, to to dodatkowo motywujące może być jak najbardziej :) I tego się trzymajmy :)

Prawa do zdjęcia należą do Jose.

Dodaj komentarz

38 komentarzy do "Jeszcze gorszy sposób na motywację dziecka niż „tablica motywacyjna”"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mamoza
Gość

Nie wszyscy! Ja bardzo nie kocham tablic motywacyjnych :) A uczeń miesiąca – bez komentarza. Mnie nawet odrzuca bezmyślne chwalenie w rodzaju „Jak Ty ładnie jesz”. Po usłyszeniu takiego tekstu pytam syna, czy babcia też ładnie je. A nie je! Zawsze po imprezie zostawia coś na talerzu ;) A tak poważnie to po takim treningu nagród i kar za dzieciaka chyba ciężko jest później w dorosłym życiu cieszyć się z po prostu dobrze wykonanej pracy.

Kamil Nowak
Gość

Ciężko jest się cieszyć, bo w dorosłym życiu za wiele rzeczy nie ma nagrody. Dlatego też ta motywacja wewnętrzna jest tak istotna, bo może później rzutować na całe nasze przyszłe życie.

Magdalaena
Gość

dla mnie „ładnie je” to znaczy posługuje się odpowiednio sztućcami, nie mówi podczas przeżuwania itp. I rozumiem, że kilkulatka można za to pochwalić.

Parszywcio
Gość

Tak ale dziecko nie wie co tak właściwie znaczy „ładnie je”. Czy nie lepiej powiedzieć „podoba mi się że nie mówisz kiedy jesz”, albo „cieszę się że używasz widelca”? ;)

mamoza
Gość

Ja akurat mam trochę inne podejście i mnie takie chwalenie, że dziecko robi coś ładnie czy grzecznie po prostu nie przekonuje. Zdarza się też „ładnie zrobiłeś siku do nocnika”, „grzecznie siedzisz”, „ładnie się przywitałeś”. Dla mnie to jest zbędne. Wolę zwracać się do swojego dziecka tak, jak sama chcę być traktowana. Ale to tylko moje zdanie – niech każdy postępuje jak uważa.

Bro
Gość
Czy Pani jest mną? ;-) Mam to samo z teściową, tłumaczymy z mężem, żeby nie mówili, że ładnie je itp, bo przecież to normalna czynność! Czasem aż mnie skręca przy stole, żeby też nagle zacząć mówić „Jak mamusia ładnie zjadła zupę!”. Po naszych prośbach jest trochę lepiej, ale wciąż nasze tłumaczenia są zbywane, że oni chwalili i wychowali normalne dzieci i że wszyscy nie mogą mówić tak samo. Chciałam dać do przeczytania fajnie napisane teksty, żeby pokazać o jaki rodzaj „chwalenia” nam chodzi, ale nawet nie ma woli, żeby się zapoznać z tematem. Na szczęście teściowa nie zajmuje się moimi… Czytaj więcej »
Monika
Gość

Jako psycholog prawie po studiach(cudny i jakże długi etap pisania pracy) i mama, z przykrością muszę stwierdzić ze to prawda, mam nadzieję że coraz więcej psychologów zechce poszerzać swoją wiedzę, niestety takie behawioralne metody są najbardziej dostępne, łatwe i uznane za skuteczne. Self Reg jest np. konkretną odpowiedzią jak pracować z rodziną w o
wiele bardziej sensowny(wg mnie) sposób.

Kamil Nowak
Gość

A ja mam nadzieję, że coś się też ruszy na uczelniach, bo obecnie jest tam dramat na niespotykaną skalę :(

Łukasz
Gość

Na pewnym uniwersytecie na Dolnym Śląsku studenci psychologii dowiedzieli się, że ich uczelnia jest jednostką naukową, a nie medyczną (czy zawodową), więc wiedza jest jaka jest oraz, że najbardziej przydatną rzeczą jaką się tu mogą nauczyć to obsługa bardzo rozbudowanego oprogramowania statystycznego. Uważam, że dyplom otwiera tylko drzwi do szkoleń, kursów i dalszego wyspecjalizowanego rozwoju, tak było w moim przypadku i innych bliskich mi osób.

Antoni Szczepaniak
Gość
A ja sie bardzo nie zgadzam z tymi opiniami, ktore tu czytam. W prawdzie znam sytuacje tylko na UAM, ale spodziewam sie, ze na wielu uniwersytetach jest podobnie. Psychologia jest po prostu mega rozlegla i nie powinno sie oczekiwac, ze po pieciu latach bedzie sie ja znalo cala. To w zasadzie az brzmi smiesznie. Piec lat nie wystarczy zeby byc psychologiem, tak samo jak nie wystarczy żeby byc ginekologiem czy adwokatem. Mozna jednak przez piec lat nauczyc sie rozumiec nauki empiryczne, myslec jak psycholog (czyli dociekac, a nie szukac gotowych przepisow, plus moze pod koniec studiow szerzej liznac jakiegos waskiego… Czytaj więcej »
Kamil Nowak
Gość

To co opisujesz to nie jest psycholog, tylko psychoterapeuta. To psychoterapeuci specjalizują się w rozwiązywaniu problemów wewnętrznych i pomaganiu nam zrozumieć jak możemy sobie pomóc.

Antoni Szczepaniak
Gość
Tak? To ktora dziedzina psychologii jest szerzej podana w czasie studiow niz te powiazane z praca terapeuty? Jest osobny przedmiot Diagnoza, ktorego jest dwa razy wiecej godzin niz np psychologii społecznej czy psychologii pracy. Do tego podstawy pomocy psychologicznej – typowo terapeutyczny przedmiot. Jeszcze wiecej godzin niz diagnozy. Jest psychopatologia. Moze malo godzin ale mnostwo materialu. Nawet do bycia psychologiem szkolnym trzeba skonczyc dodatkowo kurs pedagogiczny. Studia psychologiczne daja tylko sposob myslenia, oglad tego jak psychologia jest rozlegla i na ostatnich latach dwlikatna wiedze zo jakiejs waskiej dziedziny. Ja np skonczylem specjalnosc psychologia edukacji. Wiekszosc przedmiotow ze specjalnosci zdalem na… Czytaj więcej »
Paula Baran
Gość
Ostatnio psycholog kazała mi uczyć dziecko (3lata) życia: „jak zrobi co mu się każe- nagroda. Jak nie to odebranie przywileju. To jak w życiu- pójdzie do pracy to dostanie wypłatę, jak nie to go zwolnią”. I tak sobie myślę… Może ja już mu studia wybiorę, bo to chyba czas! Już 3 lata, a on życia nie zna. Tablica motywacyjna i zbieranie punktów za dobre zachowanie oczywiście też ma być lekiem na całe zło. Najgorsze, że ja tam wyszłam na taką co się naczytala jakiś bzdur w książkach i internetach, a dziecka wychować nie umie. Trudno, chyba zaryzykuje bez tych złotych… Czytaj więcej »
Magda Jakubasik
Gość

U córki w przedszkolu jest tablica,punkty dostaje się np za zjedzenie obiadu ,jak kogoś nie ma bo jest chory to nie zdobędzie punktów .Nagradzane są też za sprzątanie .Punkty nie różnia się ,nie wiadomo jest za co je dostała .W nagrodę dziewczynka dostała koronę od pani .Druga pani na otarcie łez dała jakieś drobnostki bo jej dzieci było szkoda .

Kamila Bożek
Gość

Za zjedzenie obiadu?! Co za koszmarny pomysł, żeby nagradzać dziecko za to, że było/nie było głodne…

Agnieszka Krawiec
Gość

Mój syn ostatnio stwierdził że dziewczynki różnią się od chłopców tym, że mają większe serce i lepszy mózg:) Doszedł do tego wniosku dlatego że na tablicy motywacyjnej w jego przedszkolu to dziewczynki mają więcej uśmiechniętych buziek niż chlopcy. Dodam że młody był tym faktem załamany, bo on też chce być taki dobry i mądry jak dziewczynki. Musiałam wkroczyć do akcji i tłumaczyć że dziewczynki szybciej się rozwijają niż chłopcy i to dlatego już sobie lepiej radzą z pewnymi zadaniami.

Kamil Nowak
Gość
„Musiałam wkroczyć do akcji i tłumaczyć że dziewczynki szybciej się rozwijają niż chłopcy i to dlatego już sobie lepiej radzą z pewnymi zadaniami.” Z pewnymi zadaniami, których wymagają przedszkola i szkoły – to ważne. Bo chłopcy też się rozwijają, tylko w innych kategoriach i to trochę tak jakbyśmy chcieli oceniać rybę przez pryzmat jej umiejętności wspinania się po drzewach ;) Obecna szkoła jest w zasadzie sprofilowana na dziewczynki i w efekcie dyskryminuje ona chłopców (oczywiście trafiają się dziewczynki, które nie pasują do schematu, jak i chłopcy pasujący, ale w większości tak jest). Jeśli jeszcze dodamy do tego, że większość nauczycieli… Czytaj więcej »
Mila
Gość

Jak syn opowiedzial mi, ze uslyszal od nauczycielki, ze „dziecko ZAWSZE kocha mame bardziej niz tate, bo ona go urodzila” oraz „mezczyzni sa od obrony kobiet a kobiety od wydawania pieniedzy” to wszystko mi opadlo… ://

dorota
Gość

cos okropnego te tablice motywacyjne.motywuje do czego tak wlasciwie?Do korekty wlasnego ja z tego co widze.idotyzm na skale osoby doroslej.brzmi jak tanie bhp w zakladach pracy.

Agnieszka K.
Gość

Kamil, u córki w klasie (1kl sp) jest od lutego taka tablica plusów i minusów,dodatkowo w dzienniczku wklejony jest kalendarz miesiąca i dzieci kolorami zaznaczają swoje zachowanie. Gabrysia na cały luty miała 1 kolor zielony(odpowiednik minusa) za rozmawiania z koleżanką z ławki na przerwie śniadaniowej. Na przerwie-zaznaczam. Za cały miesiąc na żółto pani dzieciom daje nagrodę Mam wrażenie,że dzisiejsza szkoła to fabryka produkująca bezwolnych,wbijanych w sztywne ramy młodych ludzi W szkole masz prawo jedynie uczyć się,być cicho i oddychać. A jak nie,jesteś na karnej tablicy z przeświadczenie że świat nie toleruje inności.

Ania
Gość

Môj syn dostał uwagę a w konsekwencji obniżono mu ocenę z zachowania bo na lekcji bez pytania napił się wody !

Kass
Gość

To straszne co pani pisze. Te tablice w przedszkolach to jakiś koszmar. Dobrze że nasza nauczycielka tego nie stosuje. Moje córki nigdy nie dostalyby nawet kawałka korony…

Marta
Gość

Pamiętam „tablicę motywacyjną” za czytanie w szkole podstawowej. Prawie w ogóle nie wypożyczałam jako dziecko książek ze szkolnej biblioteki, nawet lektur. Bo ja zawsze od wszystkich krewnych dostawałam hurtowe ilości książek. I po prostu zawsze wystarczyło sięgnąć po coś nowego na własną półkę. Pani opierała dane tablicy na karcie czytelniczej z biblioteki. Zatem ja, czytająca na każdej przerwie, czytająca lektury „dla chłopców”, obracająca dziesiątkami książek rocznie byłam najgorsza w klasie :D Wspaniała rzecz ta tablica motywacyjna i kolorowe kwadraciki… Mama moja straszny ubaw miała, jak przynosiła z wywiadówek informację, że najmniej czytam.

Kamil Nowak
Gość

Do dzisiaj niestety czytelnictwo jest oceniane na podstawie liczby książek. Czyli jak ktoś przeczyta 20 książek po 20 stron, to wg szkoły czyta więcej, niż ktoś, kto przeczyta 10 książek po 500 stron. Także chyba jeszcze długa droga przed nami…

Karina
Gość

Koleżanka w podstawówce pożyczka książki a potem oddawali nie czytając ich żeby nabić punktów…

Maciej Janyska
Gość
Wprowadzenie przez nas tablicy obowiązków, o której piszesz pod koniec tekstu, można powiedzieć odmieniło naszą prawie 3 letnią córkę. I to z dnia na dzień. Mieliśmy olbrzymie problemy, żeby nad nią zapanować pomimo wszelkich starań. Agresja, krzyk, rzucanie się na podłogę. Podejrzewamy, że jej zachowanie związane było z pojawieniem się w domu kolejnego dziecka połączone z tzw. buntem dwu, trzy-latka. Na tablicy znajdują się między innymi takie zadania: 1. Myję ząbki 2. Grzecznie idę do żłobka 3. Kąpię się 4. Sprzątam w pokoju … Ogólne czynności, których wykonywanie do tej pory wywoływały poddenerwowanie i agresję. Za te zadania zbiera słoneczka,… Czytaj więcej »
Justyna
Gość

Ależ to, co pan opisuje, to klasyczna tablica motywacyjna :/ Puste okienko jest niczym innym jak karą za niewłaściwe, waszym zdaniem, zachowanie, a słoneczka – nagrodą. Pisze pan, że system działa – gwarantuję, że lada dzień przestanie (gdy tylko się opatrzy)

Ewa
Gość

Bo wszystko można ale z głową :-)

Marta
Gość

grzecznie idę do żłobka? co to znaczy że grzecznie? potulnie? idę bez protestów nawet gdy mi się to nie podoba? nie mogę powiedzieć, że nie chcę? przepraszam, ale to słowo grzecznie bardzo mi się nie podoba.

Lilianna
Gość
Wszystko ok …dopóki tzw. wzmocnienia społeczne są dla dziecka znaczące. Gorzej jak nie… motywację wewnętrzną budujemy często na tej zewnętrzne- tablica- która MUSI być z czasem wycofana. Dobry terapeuta behawioralny zadba o to. Interwencje behawioralne są metodami o udowodnionej NAUKOWO skuteczności. Gdyby nie one leczylibyśmy np. autyzm delfinami i komórkami macierzystymi. Wyłaniający się w „behawiorce” nurt naturalistyczny promuje maksymalnie niesztuczne interwencje. Dobrze przygotowana tablica motywacyjna DZIAŁA. Ale oczywiście nie jest lekiem na całe zło. Nic nie zastąpi rozmowy, stworzenia dziecku bezpiecznej przestrzeni do opowiedzenia o swoich emocjach. Czasem jednak sama rozmowa to za mało… Nie demonizujmy tablic motywacyjnych!!! Często to… Czytaj więcej »
Martyna
Gość
Uważam, że problem nie leży w samych tablicach tylko w nieumiejętnym wykorzystywaniu pewnych metod pracy z dzieckiem. Uważam, że dużą sztuką jest czerpanie z różnych metod wychowawczych, tego co uważamy za najlepsze, najbardziej przydatne w pracy z dzieckiem. Jeśli chodzi o terapię behawioralną są dzieci gdzie jej elementy bardzo dobrze się sprawdzają. Na przykład u dzieci z autyzmem, które mają problemy ze zrozumieniem sytuacji społecznych, emocji czy zachowań. Trzeba ich po prostu tego wyuczyć. W tej sytuacji taka tablica jest jak najbardziej na miejscu. U dzieci z niedostosowaniem społecznym też jest duży problem z motywacją wewnętrzną, dlatego systemy punktowe pomagają… Czytaj więcej »
Honorata
Gość
Kiedyś za jakieś wyjątkowe zachowanie (np. samodzielne ubranie się w czasach, kiedy syn był jeszcze maluchem, albo posprzątanie zabawek bez naszego napominania) syn dostawał medale. Medal był wyciętym z kartki kołem, na którym rysowaliśmy jakieś symbole, które miały upamiętnić zdarzenie. Medale wkładał do albumu na zdjęcia, specjalnie na to przeznaczonego. Nigdy nie zachęcaliśmy go do wykonania jakiegoś zadania obietnicą, że dostanie w nagrodę medal. To nie były nagrody, tylko wyraz uznania, za zachowania, na które sam się zdecydował. Medale też dostawał za wybitne osiągnięcia ;) np. przejechanie 300 m rowerem na 2 kołach. Trochę było z tym roboty i się… Czytaj więcej »
Karina
Gość

Denerwuje mnie że szkoły a już nawet przedszkola uczą dzieci RYWALIZACJI!
Byłam takim dzieckiem co to musiałam we wszystkim być najlepsza (tylko u mnie taką tablicą motywacyjną była znęcająca się nade mną matka).
Boże! Co ja przechodziłam jak nie mogłam być we wszystkim najlepsza.
I widzę po moim synu (cierpi na autyzm) jak w przedszkolu terapeutycznym uczą wyścigu szczurów i że syn bardzo przeżywa gdy nie jest w stanie zrobić czegoś jako pierwszy.
Nie chce chodzić do przedszkola, boi się swojej pani terapeutki.
Po prostu jakaś masakra ostatnio.

alfred.p
Gość

Moim zdaniem na początku trzeba posłuchać tego, co dziecko pragnie, a nie tylko wymagać. Dziecko też musi wiedzieć, że nie za wszystko zostaje chwalone, bo w przyszłości cały czas będzie oczekiwało aprobaty od innych.

Ania
Gość

U nas w szkole też są takie wybory na ucznia tygodnia, ale za każdym razem jest to ktoś inny, komu pani przykleja złotą naklejkę. Dzieci czekają na swoją kolej. Nie wiem jaki to ma sens, może żeby każdy poczuł się jak to jest być zwycięzcą?! Oprócz tego dużo innych pochwał dzieci dostają, a to list od nauczycielki, a to kolorowankę… ale mój syn nie przejmuje się tym zbytnio, często zapomina, że coś dostał. Mam nadzieję, że nie zniszczą tym jego motywacji wewnętrznej. Cieżko mieć wpływ na to co w szkole, staram się więc w domu mądrze chwalić. Może to wystarczy?

Maxxx
Gość
Ja znałem taki „cudowny” okaz rodzica, co mając dwójkę dzieci robił im na koniec miesiąca ‚konkurs’ porównując tablice z wypełnionymi i nie wypełnionymi obowiązkami tych dzieci i nagradzał zawsze jedno z dwójki, stawiając to „lepsze” dziecko za wzór drugiemu. Doszło do tego, że tatuś później się rozpływał nad starszym „lepszym” dzieckiem jakie to ono wspaniałe, a braciszek powinien się starać być taki jak on. Nie muszę chyba mówić, że to rodzeństwo za sobą nie bardzo przepada? Teraz tatuś narzeka ciągle na tego młodszego i twierdzi, że nie ma pojęcia czemu starsze jest takie ułożone, a młodsze do niczego i jeszcze… Czytaj więcej »
Bro
Gość
Co do tablic to mam własnie takie niefajne wspomnienie z zerówki. Dostawało się albo słoneczka albo czarne kropki. Raz w miesiącu dwie osoby z największą ilością słoneczek dostawały jajko Kinder niespodziankę. Ponad 20 lat temu to było coś :-) nie byłam jak to się mówi jakimś problematycznym dzieckiem, raczej takim w normie i nigdy nie mogłam zdobyć tego jajka. Zawsze za coś, nawet nie wiem za co, były czarne kropki. Kto najczęściej dostawał nagrodę? Chłopiec i dziewczynka spokrewnieni z opiekunką, którzy wcale nie wydawali się jakoś szczególnie grzeczniejsi. Ot, normalne dzieci. Nawet sześciolatka czuła tę niesprawiedliwość i do tej pory… Czytaj więcej »