Najlepsze sposoby na jesienną chandrę
Bo kiedy przychodzi jesień, warto mieć kilka w zanadrzu.
Nadeszła jesień
A wraz z nią, zupełnie dla mnie niezrozumiała zmiana czasu, szara kolorystyka otoczenia i egipskie ciemności. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem słońce.
To co opiszę, nie jest może niezawodnym sposobem na jesienną chandrę, ale z pewnością działa na wielu. Jeśli więc należycie do osób, które nie miały jeszcze tego szczęścia, aby znaleźć skuteczny sposób na poczucie przygnębienia i beznadziejności otaczającego nas świata, oto wasze remedium. Już nigdy nie będziecie musieli ponownie przez to przechodzić.
Nie ma za co.
Instalujemy kilka dobrych mini gier na telefonie
Wszystkie gry instalujemy z myślą, że będziemy w nie grać w kolejce do lekarza (czyt. w ostateczności), ale muszą być tak dobre, żebyśmy chcieli grac w nie non-stop. Wszystkie też muszą być w kategorii tzw. freemium. Czyli darmowa gra, ale jeśli płacimy to gra się lepiej. A jak nie płacimy, to musimy grać non-stop. Bo akurat odnowiła nam się energia albo wybudował kolejny budynek. Non-stop.
Buszujemy po Facebooku i Wikipedii
Nie ma lepszego sposobu na spędzenie kilku godzin w trakcie dnia, jak wejście na Facebooka lub Wikipedię. Wchodzimy niby na chwilę, a po dwóch godzinach się orientujemy, że czytamy o dwunastu miejscach, w których wylądowało UFO. Usuwamy też nasze konta na Feedly i Bloglovin – lepiej zaufać algorytmom Facebooka i tam szukać naszych ulubionych blogów. Szczególnie zaś nie warto śledzić tych profili: Feedly i Bloglovin. Po co być pierwszą osobą, która dostaje informację o nowym tekście, skoro można pozwolić Facebookowi decydować za nas?
Oglądamy telewizję
I słuchamy radia. Każdy dzień koniecznie zaczynamy od wiadomości o tym, kto po raz kolejny ukradł podatnikom grube miliony i kto kogo zadźgał za jedną drożdżówkę. Dzięki temu, dostajemy zastrzyk energii na cały dzień (nieważne, że negatywnej). Dzięki temu cały ten dzień możemy narzekać jak typowy Bogdan, że te zasrańce, debile kaczeńskie znowu nakradli i że ten kraj to całkiem pojebany jest. Ważne, żeby był temat do rozmowy i zarazem motywacja. Bo przecież jak sobie pogadamy to nam będzie lepiej. I wszystko się od razu zmieni.
Oglądamy seriale
Mniej hardkorowa wersja powyższego, ale też działa idealnie na jesienną chandrę. Kiedy po ciężkim dniu wracamy do domu, najlepszym kłamstwem, jakie możemy sobie powiedzieć, jest: „Chodźmy obejrzeć jeden odcinek nowego serialu”. W rankingu kłamstw prześcignęło nawet informację, że prezydent Clinton nie miał kontaktów seksualnych z Moniką Lewinsky. Bo kiedy już tak legniemy nad tym serialem, to będziemy siedzieli do oporu. Aż zaśniemy. Albo zgłodniejemy. I wtedy też warto pamiętać o tym, co jeść na jesienną chandrę.
Jemy byleco
Najważniejsze w jedzeniu jest to, żeby było smaczne i szybko podane. Dlatego najlepsze są albo wszelakie fastfoody. Albo pizza. Albo mrożone dania. I nie raz na miesiąc. Codziennie. Albo nawet trzy razy dziennie. Do tego warto się uraczyć napojami gazowanymi z dużą zawartością cukru. W końcu żyje się tylko raz, nie? I na coś trzeba umrzeć? Warto też pamiętać, żeby największy posiłek dnia, zjeść zaraz przed snem. Bo to pomoże nam w ostatnim, niezwykle kluczowym elemencie.
Nie śpimy
Jeśli wszystko powyższe was zawiedzie i dalej nie będziecie w posiadaniu jesiennej chandry, oto najlepszy sposób na nią. Zapewniam 100% skuteczności – jest to potwierdzone medycznie. Ograniczamy ilość snu do minimum. Minimum. Nie do pięciu godzin. Do dwóch. Albo jeszcze mniej. Świetnie sprawdza się budzik, ustawiony co godzinę. Najlepiej głośny i położony w takiej odległości, żebyśmy musieli do niego wstać. Niestety nasz umysł potrafi nas oszukać i np. wyrzuć telefon przez okno, więc musimy mieć też plan awaryjny. Wtedy warto np. zepsuć kran, żeby kapała z niego woda. Kap, kap, kap. Można też zapisać sąsiada mieszkającego nad nami, na nocny kurs stepowania. Powinno się sprawdzić. A jeśli nawet to zawiedzie, to wtedy pozostaje nam już tylko przeprowadzka do mieszkania Pana Andrzeja, u którego nie da się spać, bo trzeba trzymać kredens.
That’s All Folks
Wiem, że jesienna chandra jest problemem, który dotyczy wielu Polaków i nie każdy potrafi znaleźć swój skuteczny sposób na nią. Ale jeśli tylko zastosujecie wszystkie wymienione powyżej porady, mogę was zapewnić, że będziecie bliżej celu niż kiedykolwiek. A kiedy na koniec dnia, będziecie zmęczeni, wyczerpani i w waszej głowie będzie przeświadczenie, że oto kolejny dzień z rzędu, nie zrobiliście nic produktywnego – wiedzcie, że wam się udało. Podeślijcie to też wszystkim znajomym, dla których jesienna chandra to duży problem. Niech też mają coś z życia.
Prawa do zdjęcia należą do mark.








a ja się spodziewałam jakiś rewolucyjnych sposobów na chandrę 😉 Listopadowy Sarkazmie, go away!
Ale to przecież jest na poważnie 🙂
1. Nie graj w gry, które Cię frustrują i uzależniają.
2. Nie wchodź na FB i Wikipedie, chyba, że jest to konieczne.
3. Nie oglądaj TV.
4. Nie oglądaj seriali. Wróć. Oglądaj, ale mniej 🙂
5. Jedz porządnie.
6. Wysypiaj się.
I będzie dobrze 🙂
4 punkt jest nie do zrobienia ^^
Masz rację, trzeba go zmienić 🙂
4. Oglądaj tylko dobre seriale.
Dobry tekst!:D
Znowu sarkazm..ach Ty miszczuniu ironii…
a ja już chciałam tak na poważnie…szczególnie te seriale i byle co..czasem tęsknie za tymi czasami :PP
Witam, przejrzałam kilka Pańskich wpisów. Pańskie przemyślenia ujmują zdrowym rozsądkiem. Pozdrawiam.
Dziękuję i również pozdrawiam 🙂
nawet gdybym miała nie wiadomo jaką chandrę to Twój tekst by ją przegonił 🙂 najlepiej podoba mi się moment ze stepującym sąsiadem 😀
Ja właśnie odkąd go napisałem, to czytałem go już kilka razy 🙂 I chandry nie ma 🙂
Dla mnie najlepszym sposobem na chandrę jest przebywanie z dwuletnim synem. Ma milion pomysłów na minutę i nie sposób się przy nim nudzić. Uwielbiam te chwile zarezerwowane tylko dla nas. Nawet gdy za oknem paskudna pogoda, spacerujemy bez końca, bo dzieci potrzebują przestrzeni jak powietrza. Nie ma wymówek, że pada i nie chce mi się. Już w styczniu pojawi się na świecie jego siostrzyczka. Dopiero będziemy mieć w domu wesoło 🙂 Pozdrawiam tego szarego, ale jakże pięknego poranka 🙂
Hej, wiem że nie za bardzo na temat, ale ostatnio trafiłam na pewien obrazek i w sumie jestem ciekawa jakbyś się do tego odniósł:
http://kwejk.pl/obrazek/2155765/wymarzone-dziecko.html
Na razie mnie to nie dotyczy bezpośrednio, bo nie mam dzieci, ale zaczęłam się tutaj zastanawiać trochę. Na początek zaznaczę: nie mam absolutnie nic do facetów, którzy ubierają się w sukienki czy w jakiś tam sposób upodobniają się do kobiet. Chcesz wyglądać jak stereotypowa kobieta – wyglądaj. Nie powinno to wpływać na to, czy dostaniesz pracę, a w żadnym razie nie jest usprawiedliwieniem do tego, żeby wpuścić ci wpierdol albo szykanować.
No ale… żyjemy w takim, trochę do dupy społeczeństwie, gdzie facet chodzący w sukience jest pedałem i obiektem drwin. No i tu pojawia się pytanie, co bym zrobiła, gdyby moje dziecko chciało się w ten sposób ubierać? Z jednej strony – nie powinnam mu nic narzucać (to by się kłóciło z moimi poglądami, poza tym zależy mi na tym, żeby było szczęśliwe przecież). No ale z drugiej… Wiem, ze miałoby strasznie ciężkie życie. Naprawdę w Polsce jest ekstremalnie niska tolerancja na takie rzeczy 🙁 . Gdybyśmy żyli w innym społeczeństwie – jasne, jakieś nawet bardzo niestandardowe preferencje w ubraniu by mi nie przeszkadzały. Być może na początku czułabym się troszkę dziwnie, ale to tylko dlatego, że byłaby to nowa sytuacja i w ogóle.
Ale czy pozwoliłabym (w sensie, np kupiłbym synkowi spódniczkę, gdyby mnie o to prosił?) ubierać się tak naprawdę, w dzisiejszej Polsce i jeszcze mieszkając w małym miasteczku? Strasznie zależy mi na dobru mojego dziecka i wiem, że to byłoby dla niego coś jak towarzyskie samobójstwo (plus sporo nieprzyjemności też dla mnie i mojej rodziny). Czy zabronienie noszenia synowi sukienki „nie bo nie” nie byłoby dla niego mniejszym złem?
Napisałam „nie bo nie”, bo zakładam, że dziecko jest jeszcze stosunkowo małe i nie zrozumie szerszego tłumaczenia. Jak zachowałbyś się w tej sytuacji?
Wiem, że taka sytuacja jest mało prawdopodobna, no ale może mieć przecież miejsce. A może należałoby pozwolić dziecku nosić tę sukienkę tak długo, aż samo nie dojdzie do wniosku, że to zły pomysł, bo straty przeważają nad zyskami (wszyscy będą się z niego śmiali przecież)? Ale od czegoś takiego się już raczej nie uwolni nigdy, ciągnąłby się za nim taki „smród” do końca życia, szczególnie przy założeniu, ze mieszkamy z synem w małym, katolickim miasteczku. A tam tolerancja na tego typu rzeczy jest zdecydowanie zerowa.
Podkreślę jeszcze raz: dla mnie noszenie damskich ciuszków przez facetów to nic złego. Złe jest tylko to, że dziecko byłby NAPRAWDĘ dręczone przez środowisko. Nawet jeśli rówieśnicy by go na początku akceptowali, bo małe dzieci nie są jeszcze
„wyuczone” że to jest takie pedalskie, to ich rodzice w krótkim czasie nauczyliby, że z mojego synka należy się śmiać.
Zrobiłbyś o tym wpis? Wydaje mi się, ze to jest bardzo ciekawy temat i z chęcią bym coś o tym poczytała.
PS. są jeszcze inne ciekawe aspekty tej sprawy. Jeśli ktoś odpowie: nie, nie pozwoliłbym dziecku się tak ubierać, to gdzie należy postawić granicę? Ubieranie sukienek dla chłopca jest złe. A bycie homoseksualistą? A noszenie różowych koszulek? A zabawa lalkami? A płacz? (wyrażanie swoich uczuć jest przecież takie babskie i niemęskie).
No i jeszcze jedna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę. Dziewczynki praktycznie nie mają takich problemów, zauważyliście? Chcesz nosić spodnie? Spoko. Lubisz grać w piłę? Spoko. Zachowania bardziej odległe od stereotypowej roli kobiet są już trochę hejtowane, ale wciąż da się z tym żyć: z niegoleniem nóg, z chodzeniem nołmejkap, z noszeniem workowatych ciuchów.
UFF, kończę ten przydługi i tak bardzo nie na temat komentarz…
Postaram się odpowiedzieć w formie osobnego artykułu 🙂