Ludzie, wśród których nie chcę, aby dorastały moje dzieci

Ludzie, na których nie warto tracić czasu.

anger

Nasze wyobrażenia o przyszłości

Każdy z nas ma jakieś pragnienia odnośnie świata, w którym dorastać będą nasze dzieci. Jedni marzą, żeby ich dzieci żyły w świecie, w którym elektronika nie będzie stanowiła substytutu dla przyjaciół. Inni marzą o tym, żeby ich dzieci żyły w świecie, który nie odwróci się od natury i który jej do końca nie zniszczy. Świecie pełnym drzew i różnych cudownych gatunków zwierząt. Ja też o tym marzę. Marzę jednak również o tym, żeby w tym przyszłym świecie, w którym będą żyły moje dzieci, było jak najmniej ludzi, o których dzisiaj napiszę. I dlatego już dzisiaj mówię im nie.

Plagiat

Kilka tygodniu temu odnalazłem swój cały tekst na serwisie Hipokrates2012 (nie linkuję, żeby nie karmić trolla). Cały skopiowany, z podpisem do mojego bloga. Gdyby ktoś miał wątpliwości, to zgodnie z art. 116 ustawy o prawie autorskim:

„Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

Zresztą wyobraźcie sobie, że ktoś bierze wasze zdjęcie z Facebooka, wrzuca na baner reklamujący środek przeczyszczający i rozrzuca po całej Polsce, a później tłumaczy, że to przecież reklama dla was. Ma to sens? Nie. Dlatego też chroni nas prawo.

Co się jednak okazało – cały powyższy serwis oparty jest o takie działania i dziennie kradnie kilkaset tekstów (!). Na moją prośbę o usunięcie mojego tekstu i wszystkich tekstów skradzionych w ten sposób, dostałem odpowiedź:

„Po 1 – serwer wordpress jest w USA – tam zielona wyspa Kopacz nie sięga – powodzenia :-)
Po 2 – na PRYWATNY BLOG na którym nie prowadzi się działalności zarobkowo-gospodarczej (z reklam, sprzedaży) kopiować można zawsze, pod warunkiem podania autora.
Po 3 – wkrótce napiszę artykuł ostrzegający przed tobą i przed wartościami jakimi się kierujesz, na blogu Kefir 2010. Serwer również w USA.
Po 4 – korporacje takie jak google, facebook i wiele, wiele innych, kradną wpisy, grafiki, w tym twoje. Spróbuj pozwać google, śmiało! Google tak „agreguje” obrazy, że w praktyce oznacza to ich kradzież. Podobnie regulamin facebooka, w którym jest klauzula, że każda zamieszczona tam treść, przechodzi automatycznie na autorstwo facebooka. Rozumiem, że to ci nie przeszkadza? Czy nie jest to pełna hipokryzja? Dalej prawa autorskie są twoim bożkiem?
Po 5 – „papugowy” bełkot „prawniaków” na mnie nie działa :-)”

Całość jego wypowiedzi nie ma oczywiście żadnego pokrycia w rzeczywistości. Żadnego. Niestety dochodzenie tego na drodze sądowej nie dość, że kosztowałoby mnie nerwy, czas i pieniądze, to jest spora szansa, że na końcu usłyszałbym coś o niskiej szkodliwości społecznej czynu. Szczególnie, że ostatecznie mój tekst został usunięty, więc przecież nic się nie stało, prawda?

Nieprawda.

Jak osiągnąć szczyt bezczelności

To jednak nie koniec bezczelności. Podczas interakcji z Hipokratesem, zauważyłem, że ukradł on również tekst Asi z Wyrwane z Kontekstu (świetny blog, polecam). Też na szczęście go usunął po interwencji, ale okazało się, że Asia ma większego pecha. Ledwie kilka dni później niejaki Gentelman, skopiował część jej tekstu na Facebooku i podpisał swoim imieniem. Napisała więc do niego, że to jest kradzież i że prosi o usunięcie. Co więc zrobił ów „gentelman”? Nie tylko nie usunął tego tekstu, ale skopiował kolejny. Tym razem cały. I dodatkowo zbanował wszystkich, którzy zauważali ten plagiat.

Szczyt bezczelności został osiągnięty.

Na szczęście jest jeszcze Facebook, który takie naruszenia usuwa bardzo sprawnie, co też miało miejsce w tym wypadku.

Dlaczego jednak o tym piszę?

Bardzo nie lubię wyciągać opinii o społeczeństwie na podstawie kilku jednostek. Jednak im bardziej analizowałem tą sytuację, tym bardziej dochodziłem do przekonania, że społeczeństwo popiera (!) takie podejście. Fani Hipokratesa, bronili go. Fani Gentlemana bronili go. Bo to przecież tylko tekst. Bo to tylko obrazek. Bo to tylko filmik. Bo przecież on nie wiedział.

Ledwie wczoraj niejaki Dr Michał Wąsowicz – Weterynarz, umieścił na swoim profilu tekst, skopiowany z bloga Użyj wyobraźni. Podpisał go jednak linkiem do źródła i uważał, że wszystko jest w porządku, a gdy zwróciłem mu uwagę, że właśnie złamał prawo, to rzuciły się na mnie zastępy obrońców… nawet sam nie wiem czego. Bo ani prawa nie bronili, ani niczyjej godności. To ja stałem po stronie tych wartości. A oni atakowali mnie tylko dlatego, że śmiałem urazić ich autorytet i zarzucić mu nieuczciwość. Nie obrażałem nikogo, nie opluwałem nikogo, tylko przedstawiłem fakty, że takie działanie jest niezgodne z prawem. I mi się oberwało. Bo przecież to nie moja sprawa i w ogóle idź pan stąd.

I teraz mam pytanie: czy jeśli widzicie złodzieja włamującego się do domu sąsiada, to nie zadzwonicie po policję? To nie to samo? A może jednak?

Dlaczego uważam, że to kradzież?

Załóżmy, że jesteście architektem i projektujecie nową galerią handlową. Spory kontrakt, kilka miesięcy ciężkiej pracy. W ostatnich dniach, ktoś jednak robi zdjęcia waszym planom i sprzedaje je zainteresowanym osobom, a wy zostajecie z niczym. Macie dalej swoje plany, ale właśnie stały się bezwartościowe. Czy dalej uważacie, że to nie jest kradzież?

Niestety pierwszym problemem jest to, że ludzie zaczynają kojarzyć taki kradziony tekst z autorem bloga. Nie z autorem tekstu, ale z autorem bloga. Tak było w przypadku Gentlemana i tak też było w przypadku weterynarza. 90% komentarzy przypisywało autorstwo plagiatorowi. Nawet jeśli podpis sugerował co innego.

Drugi problem jest taki, że cały zasięg i zdecydowana większość użytkowników idzie nie za autorem tekstu, lecz za plagiatorem. Na przykładzie powyższego weterynarza – dzięki tej kradzieży, zdobył on w ciągu 24 godzin ponad 500 polubień na Facebooku (wcześniej zdobycie 1.000 zajęło mu ponad rok).Widzicie już owy „zysk” z takich działań? Nie mówiąc już o tym, że jego plagiat ma ponad 1.500 udostępnień, a oryginalny tekst ledwie 100.

O Gentlemanie czy Hipokratesie nawet nie wspomnę, bo oni całą swoją popularność zdobyli na kradzionych treściach. Dlaczego to jest złe? Bo teraz mają zbudowaną społeczność i mogą na niej zarabiać. Dzięki kradzieży, mogą zacząć się utrzymywać. Dokładnie tak samo jak wcześniej ten złodziej, który ukradł plany architektowi. Czy ktokolwiek uważa taką sytuację za prawidłową?

Czy jestem hipokrytą?

Na koniec jeszcze sam „pan weterynarz” (do którego osobiście nie miałem w zasadzie zastrzeżeń, bo przecież mógł nie wiedzieć o tym jak działa prawo i tylko zwracałem mu uwagę) odezwał się do mnie personalnie, że jestem hipokrytą, bo ja sam też udostępniłem ten tekst. Różnica jednak była spora, bo ja użyłem opcji udostępnij i tylko zacytowałem fragment tekstu. I na jedno i na drugie pozwala mi prawo. I jedno i drugie jest wartością dodaną dla autora. W przeciwieństwie do działań doktorka.

Niestety jak widać nieznajomość prawa prowadzi do znacznego przerostu ego. Doktorek miał o tyle szczęścia, że autor bloga Użyj Wyobraźni ostatecznie pozwolił mu na takie działanie, pod warunkiem, że dodatkowo oznaczy ów kradziony wpis (dużymi, drukowanymi literami ;). W przeciwnym wypadku Facebook bywa bezlitosny i usuwa takie treści w ciągu kilku chwil od zgłoszenia (co zresztą miało miejsce w przypadku wyżej opisanego Gentlemana). Bo nawet Facebook wie czym jest prawo autorskie.

To co wolno, a czego nie wolno?

Podczas tego ataku na mnie za to, że śmiałem zwrócić uwagę na łamanie prawa przez doktorka, oberwało mi się, że ja też czasami publikuję zdjęcia, które nie są moje i że to jest to samo, więc nie powinienem się odzywać. Jednak zgodnie z prawem, memy (które ja publikuję, a i to raczej sproradycznie) nie podlegają prawu autorskiemu (źródło). Dlatego też sobie na to pozwalam. Jednak jak możemy również przeczytać w tym samym artykule:

„Nie można jednak „cytować” pełnej treści utworów.”

Dlatego też jeszcze nigdy nie skopiowałem cudzego tekstu. Cytowałem i podawałem link, ale nigdy nie skopiowałem całości. Niejednokrotnie tłumaczyłem też teksty anglojęzyczne i zawsze prosiłem autora o zgodę (mimo tego, że prawo jest w tym zakresie dość niejasne i niektórzy uważają, że nie mam takiego obowiązku). Podobnie wszystkie zdjęcia na blogu pochodzą od ludzi, którzy pozwalają na wykorzystywanie swoich zdjęć na blogach. I nawet jeśli czasami widzę zdjęcia zastrzeżone, które zdecydowanie bardziej by mi pasowały do tekstu, to nie korzystam z nich. Pomimo tego, że szansa na odnalezienie ich czy dochodzenie swoich roszczeń przez autorów jest minimalna. Bo szanuję innych autorów. Bo szanuję ich pracę. Bo mam pewne wartości, których się trzymam.

A jeśli okaże się kiedyś, że zabrałem coś bezprawnie (wypadki chodzą po ludziach) to będę miał na tyle godności osobistej, że materiał usunę, przeproszę i zadośćuczynię w miarę możliwości.

Dlatego też się odzywam, gdy widzę, że ktoś inny łamie prawo

To się moim zdaniem nazywa społeczna odpowiedzialność. I niestety nie jest mi niesamowicie wstyd, za tych wszystkich ludzi, którzy traktują prawo autorskie jak bzdety. Którzy zachowują się jak ludzie prymitywni, uważający, że skoro nie skradziono rzeczy materialnej, to przecież nie ma o czym mówić. Że jeśli ktoś ukradł czyjś tekst lub obrazek, to przecież to żaden problem. I nie chodzi mi tutaj już o samych złodziei. Chodzi mi o tych wszystkich, którzy biją tym złodziejom brawo.

Naprawdę czuję się wtedy, jakbyśmy wrócili do jaskiń. A najgorsi są ci, którzy uważają, że takiemu złodziejowi należy jeszcze podziękować, bo on zrobił nam reklamę. To są właśnie ci ludzie, wśród których nie chcę, żeby moje dziecko się wychowało. Ludzie, wśród których szacunek zdobywa się łamiąc prawo. Ludzie, dla których wiara w autorytety przykrywa zdrowy rozsądek. Którzy poszliby za swoim guru w ogień, bo ich wiara w niego, skutecznie wyłączyła samodzielne myślenie. Ludzie, od których trzeba się trzymać jak najdalej. Ludzie, od których mam nadzieję, przyszłe pokolenia też będą się trzymały jak najdalej.

To jest już koniec

Dlatego też nie zamierzam się już więcej pchać w takie wojny, bo one nie prowadzą do niczego wartościowego. Będę oczywiście zgłaszał takie naruszenia oryginalnym autorom treści, ale nie będę zabierał głosu w dyskusji (i do tego samego was zachęcam). Bo jeśli ktoś szmaci prawo, to mówi nam to wiele o nim samym. On tym działaniem już wystawił sobie najgorsze możliwe świadectwo (i ludziom, którzy za nim idą), więc nie widzę żadnej wartości w angażowaniu się z nim w jakiekolwiek dyskusje. Nie mówiąc już o tym, że ryzykuje grzywną, odszkodowaniem lub nawet więzieniem.

Ten temat jednak musiałem podjąć, żeby pokazać, że nie ma w ludziach rozsądnych przyzwolenia na takie działanie. I mam nadzieję, że chociaż część z moich czytelników mnie poprze, przyznając, że szacunek można też zdobyć przestrzegając prawa i zachowując się jak cywilizowany człowiek. Dziękuję.

Dodane później: Po całej historii z weterynarzem, zadzwonił do mnie jeszcze autor oryginalnych tekstów, w obronie których stanąłem. Tutaj można przeczytać o czym rozmawialiśmy.

Prawa do zdjęcia należą do Jens.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

17
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
8 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
Kinga KornackaKamil Nowakcalareszta.plMargerytkatatosteron.pl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Brawurka
Gość

Kłaniam się po stokroć za ten tekst! tak ważny temat często traktowany tak błaho przez społeczeństwo!

Powtarzam, że czasami wolność i internet to taki koktajl Mołotowa, to trzeba dawkować ostrożnie i z rozwagą!
Czytałam tekst naprawdę z przejęciem, gdyż współczesna bezczelność i brak poszanowania praw autorskich jest już swoistym precedensem!

Jakub Kralka
Gość

Czemu Wy się tak bardzo boicie nas, prawników :)?

Kamil Nowak
Gość

Bać się nie boję i już korzystałem z waszego wsparcia przy innego rodzaju sprawach :) Po prostu w tej konkretnej sytuacji, dwóch zupełnie różnych prawników mi powiedziało, że szkoda czasu i pieniędzy, szczególnie jeśli tekst został już usunięty. Jeśli jednak znałbyś kogoś, kto jest w stanie pracować za procent (spory procent) odszkodowania od takiego nadużycia, to ja z chęcią skorzystam (i kilku znajomych również :).

Jakub Kralka
Gość

Zajmuję się prawem autorskim (http://jakubkralka.pl), jeśli pojawi się jakiś problem – zapraszam do kontaktu, tego typu historie to dla mnie niestety nie pierwszyzna.

Dominika Katarzyna
Gość
Dominika Katarzyna

Nie piętnujemy osób łamiących prawo-właścicieli nie sprzątających po swoich psach,rodziców dających klapsa,gapowiczów w tramwajach,kierowców parkujących na trawnikach erc.erc.Jest ciche przyzwolenie społeczne.Ja reaguję i mam miano społecznicy.Jeszcze sporo kilometrów nam do Europy moralnej. Ale jeśli nie zaczniemy od własnej osoby nigdy nie ruszymy w przód.Starczyłoby powiedzieć- to złe że on nie ma biletu a nie warczeć na kontrolera. Dziękuję za tekst trafiający w sedno.Dzięki temu blogowi wielu nie czyje się osamotnioną wyspą

Mar
Gość
Mar

a słyszałeś historię i10? jakiś koleś metodą kopiuj/wklej „napisał” książkę, wydał ją i jeszcze rozdawał autografy – http://www.idziesiec.pl/2015/05/jak-zostac-pisarzem.html

Kamil Nowak
Gość

Niestety słyszałem.

Theres
Gość
Theres

Serwis Hipokrates kradnie teksty blogerów od bardzo dawna i jak się zdaje niewielu to przeszkadza, gdyby tak było – przestałby już dawno istnieć. Ja tekst ze swego bloga odnalazłam tam w 2013 r. napisałam do nich na fb bo jakoś nie mogłam znaleźć kontaktu na stronie (?), żądanie o natychmiastowe usunięcie żywcem skopiowanej treści postu. Wpis został skasowany tego samego dnia, ale otrzymałam taką oto odpowiedź: „Szanowna Pani, Treści zostały usunięte, jednak to co pisze Pani o prawach autorskich jest NIEPRAWDĄ. A jeśli jest prawdą.. To zamknijmy 99% internautów na świecie! Stan wojenny! Czołgi na ulicach, bo ktoś skopiował Pani… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Kefir jest właśnie z tego podobno znany. Że wydaje mu się, że zna się na prawie, więc opiera się na tym, co mu się wydaje i tworzy niestworzone historie. Z jego bajkopisarstwem, zamiast kraść cudze treści, mógłby spokojnie wydać książkę ;)

tatosteron.pl
Gość
tatosteron.pl

Tak przy okazji dyskusji, to czy jest jakaś wtyczka, aplikacja czy inne ustrojstwo, które automatycznie przeszukuje net w poszukiwaniu kopii treści z bloga, czy tak przypadkiem trafiacie na plagiaty?

Kamil Nowak
Gość

Brand24 lub SentiOne. Pomocne narzędzia :)

Margerytka
Gość

Nie rozumiem jak można być tak bezczelnym, jakby tekst/grafika to nie było coś „aż tak ważne”… Sama kiedyś się zdziwiłam jak zobaczyłam na pewnym blogu całe strony skopiowane z książki popularnego polskiego autora, napisałam że ej, sorry, to plagiat (facet się podpisywał pod tymi „cytatami” swoim nickiem, a ludzie się zachwycali jaki mądry), usunął mój komentarz. Na szczęście ów autor był bardziej przekonujący, bo jakiś czas po tym jak dostał ode mnie informację o plagiacie, wszystko zniknęło z tamtego bloga. I gdybym znów coś takiego zobaczyła, zrobiłabym dokładnie to samo, choć wiem, że niektórzy by się oburzyli, że o co… Czytaj więcej »

calareszta.pl
Gość

Właśnie dziś pewna Pani skopiowała do siebie na bloga cały mój tekst, a potem opatrzyła go obraźliwym, hejtującym komentarzem. To się ciągle dzieje. Wierzę tylko, że czytelnik nie jest głupi, widzi co było pierwsze. Lajki to rzecz nabyta, a karma wraca.

Kamil Nowak
Gość

„Lajki to rzecz nabyta, a karma wraca.” <3

Kinga Kornacka
Gość

O, to skoro już trafiłam na taki temat… Co w przypadku gdy znalazłam podpisane zdjęcie w sieci (na stronie nienależącej do autorki) i chciałabym udostępnić je na swoim prywatnym profilu w portalu społecznościowym. Nie mogę znaleźć kontaktu do autorki, więc nie mam jak spytać się o pozwolenie na taką publikację. No i wnioskuję, że podpisanie zwyczajnie nie wystarczy, więc nie mam jak podzielić się z szerszym gronem tą fotografią?

Kamil Nowak
Gość

Można spróbować wyszukać autora/autorki w google przy pomocy wyszukiwania przez grafikę (jest tam taka opcja). A jak się mimo wszystko nie uda, to najbezpieczniej jest nie korzystać. Niestety.

Kinga Kornacka
Gość

Opcję znam i niestety nic nie pomogła. Szkoda, ale w w sumie takiej odpowiedzi się spodziewałam :(