Wybacz innym rodzicom

Bo szukanie winnych nikomu nie pomoże.

hugs

A kto jest bez winy…

Każdy z nas popełnia błędy. To oczywista oczywistość. Już w Biblii doszło do sytuacji, w której nie miał kto rzucać kamieniami w winną osobę, bo nie znalazł się żaden, który byłby bez winy. Czy w wśród dzisiejszych rodziców byłoby podobnie? Czy gdybyśmy mieli kamieniować złych rodziców, to znalazłaby się osoba, która pierwsza rzuciłaby kamień? Która nigdy nie straciła nerwów przy swoim dziecku? Nigdy nie dała klapsa? Nigdy nie krzyknęła? Która nigdy nie zrobiła wobec swojego dziecka czegoś, czego by żałowała? Jak sądzicie?

„Jesteś idiotą! Robisz to źle!”

Temat winy pojawiał się już na tym blogu kilkukrotnie (patrz też: Nigdy nie wiń dziecka). W żadnej jednak z tych sytuacji, nie chodziło mi o to, żeby szukać winnych, w celu ich ukrzyżowania. Wręcz przeciwnie. Chodziło mi o znalezienie błędu, żeby w przyszłości go nie powtarzać. Żeby się czegoś nauczyć (patrz też: Popełniłeś błąd jako rodzic? Nic straconego). Niestety z roku na rok, taka nauka przychodzi coraz ciężej. A powodem tego są inni rodzice, którzy spoglądają nam na ręce i bez przerwy nas oceniają. Zamiast akceptować nas takimi, jakimi jesteśmy i tylko kierować nas w odpowiednim kierunku, oni stają na przeciw i co krok mówią: „Jesteś idiotą! Robisz to źle!”. A my zamiast zastanowić się nad samą sytuacją, odruchowo przechodzimy do obrony. Okopujemy się. I nagle przestaje mieć znaczenie czy mieliśmy rację czy nie.

Zastanowienie czy ocena?

Którą grupą wy jesteście? Taką, która słucha innych i stara się zrozumieć ich zachowanie czy tą, która bez przerwy tylko ocenia? Co pojawia się w waszych głowach, gdy widzicie pomalowane paznokcie u małej dziewczynki? Albo kolczyki (patrz też: Kolczykowanie małych dzieci to błąd)? Gdy widzicie w sklepie dziecko, które kładzie się na podłodze i krzyczy? Lub gdy rodzic ciągnie swoje dziecko za rękę do domu, podczas gdy ono krzyczy wniebogłosy? Co pojawia się u was pierwsze: zastanowienie czy ocena? Próbujecie zrozumieć sytuację innego rodzica, czy uważacie, że dana sytuacja nie podlega dyskusji i ocena może być tylko jedna? Czy zdarzyło wam się być po obu stronach? Jak wy wolelibyście zostać potraktowani?

Siła negatywnych emocji

Niestety negatywne emocje motywują nas do działania zdecydowanie częściej, niż te pozytywne. Wystarczy, że ktoś napisze na Internecie parę zdań, z którymi się nie zgadzamy, a potrafimy spędzić godziny na odpisywaniu mu, że się myli. Jednak im bardziej staramy się kogoś przekonać do swoich racji, oceniając go przy tym negatywnie (a im dłużej będzie się z nami nie zgadzał, tym bardziej negatywnie będziemy go odbierać), tym większa jest szansa, że on nie tylko nie zrozumie i dalej będzie tkwił przy swoim, ale też zaangażuje innych do pomocy i przekona ich do swoich racji.

Różne narzędzia dla różnych ludzi

Podejrzewam, że nadrzędnym celem jakiekolwiek dyskusji jest przekonanie drugiej strony, że to my mamy rację. W powyższym przykładzie jak widzimy, nie ma na to szans. Należy pamiętać o tym, że różni ludzie, różnie odbierają krytykę. Osoby pewne siebie, nie poczują się urażone, gdy ktoś nazwie ich nieudacznikiem (patrz też: Dajesz klapsy, bo jesteś nieudacznikiem) i zrozumieją przekaz zawarty pod takim szyldem. Jednak wiele osób poczuje się urażonych. Osobiście urażonych. Bo mimo, że oceniane jest zachowanie, a nie osoba, są tacy, którzy nie dostrzegą różnicy. Wezmą to do siebie, wrócą do swojej jaskini i będą obmyślali plan zemsty. I wtedy, takie słowa jak zawarte w linkowanym tekście, przyniosą krzywdę, zamiast nieść pomoc.

Dlatego musimy dobrać nasz przekaz, do osoby, z którą rozmawiamy. Z niektórymi możemy być szczerzy do bólu i nie owijać naszych uwag w bawełnę. Jednak z większością ludzi, zwłaszcza tych, których nie znamy zbyt dobrze, warto obchodzić się nieco delikatniej. Musimy zrozumieć, że inni rodzice, wcale tak bardzo nie różnią się od nas. Że ich błędy, wcale nie różnią się tak bardzo od naszych. I kiedy to się stanie, wtedy zrozumiemy, że najwyższa pora im wybaczyć.

Wybaczanie jest cechą wielkich

Nie jesteśmy doskonali. Nigdy doskonali nie będziemy. Jak pisałem w Przeproś swoje dziecko„Do dnia dzisiejszego, popełniliśmy już setki błędów. I wiecie co? To nie koniec. Będzie ich jeszcze więcej.” Dlatego jeśli już nauczyliśmy się wybaczać sobie (a powinniśmy!), to nauczmy się też wybaczać innym rodzicom. Pozwólmy im na niewielkie błędy i nie atakujmy każdego zachowania, które nie zgadza się z naszą ideologią. Możemy oczywiście wskazywać im odpowiedni kierunek, ale niech drogę odnajdą sami. W ten sposób może nigdy nie będziemy mieli okazji powiedzieć „A nie mówiłem”, ale może uda nam się zmienić życie jakiegoś człowieka. A która z tych dwóch rzeczy jest ważniejsza, to już musicie sobie sami odpowiedzieć.

Prawa do zdjęcia należą do Nomadic.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

5
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
pikfeBlog Ojciec Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
pikfe
Gość

Przyznaję, jak widzę rodzica, który kompletnie nie daje sobie rady z dzieckiem, obwinia to dziecko, jest nerwowy na granicy agresji, no, nie mam o nim najlepszego zdania. Co jednak nie znaczy, że pędzę go pouczać, bo metody wychowawcze muszą być dopasowane nie tylko do dzieci, ale też do ich rodziców.

P.S. Z drugiej strony to smutne, że jesteśmy tak mało otwarci na krytykę własnego zachowania w kontekście swoich dzieci. Zwłaszcza w tym kontekście. Bo czasem swoich błędów człowiek po prostu nie dostrzega i czyjaś mądra uwaga pomogłaby pewne rzeczy naprostować.

Blog Ojciec
Gość

Przyznam, że zgadzam się zwłaszcza z drugą częścią. Wiele osób często pisze do mnie „napisz o tym lub o tym, bo to jest teraz dla wielu problematyczne”. A jak już napisze, bo temat faktycznie fajny, to się nagle odzywa wiele osób, że jak to mogę o tym pisać, że to przecież ich obraża itp. Nawet jeśli tekst nie ma żadnych mocnych słów. Po prostu niektórzy są tak wrażliwi na każdy sygnał krytyki, że chyba od razu dostają wysypkę. Masakra.

pikfe
Gość

Takie mamy ego czasy, trochę paradoksalne. Bo z jednej strony wszyscy (no dobra, większość) siedzi z nosem w poradnikach i Necie, a z drugiej jak przychodzi do autorefleksji, to robi się gigantyczny problem.

A czemu mniej zgadzasz się z pierwszą częścią?

Blog Ojciec
Gość

Z pierwszą częścią też się zgadzam. Po prostu z drugą bardziej :)

pikfe
Gość

A już miałam nadzieję na jakąś krwawą jatkę ;)