W jaki sposób możemy spędzać wartościowy czas z dzieckiem?

I dlaczego wcale nie musi być go tak strasznie dużo, jak wielu z nas się wydaje?

17168710596_55cb9fcd13_h

Jakość > Ilość

Od jakiegoś czasu coraz silniej jestem przekonany, że gdy jesteśmy blisko naszych dzieci, to ich zachowanie automatycznie się poprawia. A jeśli nie spędzamy z nimi za dużo czasu, to zwykle właśnie wtedy nasze dzieci potrafią być „niegrzeczne” czy „roszczeniowe”. Jednak za każdym razem, gdy wysuwam takie twierdzenie, pojawia się ktoś, kto mówi, że spędza z dzieckiem mnóstwo czasu, a ono i tak jest „niegrzeczne”. I jak się okazuje – oboje możemy mieć całkowitą rację.

Jak pokazują badania (link) – niestety ilość spędzanego razem czasu, nie zawsze przekłada się na jakość. Szczególnie, gdy spojrzymy na to, co ludzie rozumieją pod pojęciem „spędzania czasu z dzieckiem”.

Jak zatem możemy sprawić, aby czas spędzany z dzieckiem, był tym właściwym?

Co w ogóle oznacza wspólny czas spędzany z dzieckiem?

Jak się okazuje, dla wielu ludzi oznacza to czas kiedy:

  1. Jedziemy razem z dzieckiem autem.
  2. Idziemy razem na zakupy do hipermarketu.
  3. Oglądamy wspólnie telewizję.
  4. Gramy razem na komputerze/konsoli.
  5. Zaglądamy do pokoju dziecka, gdy ono się bawi.
  6. Pilnujemy dziecka, gdy odrabia zadanie domowe.
  7. Jesteśmy z dzieckiem w tym samym pokoju, podczas wykonywania obowiązków domowych.

Oczywiście nie zamierzam się kłócić z faktami – to rzeczywiście jest czas spędzany z dzieckiem. Fizycznie. Ale czy to jest wartościowy czas spędzany z dzieckiem, który dziecko będzie długo wspominać? Śmiem wątpić.

Dlaczego to nie wystarcza?

Dzieci mają w sobie coś, co niektórzy dziecięcy psychologowie nazywają „zbiornikiem bliskości” (attachment tank). Zbiornik ten określa dziecięce poczucie bliskości z rodzicami. Jeśli jest on pełny, dzieci czują się dobrze i zachowują się dobrze. Natomiast jeśli jest pusty, to dzieci będą próbowały go napełnić na każdy możliwy sposób – wtedy też najczęściej pojawia się złe zachowanie.

Tłumacząc to innymi słowami: kiedy dziecko wie, że rodzic ma dla niego czas, kiedy dziecko wie, że rodzic jest blisko – wtedy dziecko czuje się na tyle bezpieczne i na tyle pewne siebie, że bez problemu, a wręcz z chęcią będzie robiło coś samodzielnie. Bo ono wie, że w razie czego, w razie jakiejś porażki czy jakiejś „krzywdy”, może przyjść do rodzica i on okaże mu wsparcie.

Niestety tego „zbiornika” nie da się napełnić tylko przez to, że jesteśmy obok, że pilnujemy naszego dziecka czy przez to, że wozimy je na jakieś zajęcia. Do tego potrzeba czegoś więcej.

Jak zatem spędzać ten wartościowy czas?

Przede wszystkim dzieci potrzebują uwagi. Potrzebują potwierdzenia, że są ważne. Potrzebują, abyśmy od czasu do czasu dali im znać, że je zauważamy, że zwracamy na nie uwagę, nawet jeśli akurat robimy coś innego.

Jeśli sprawimy, że dzieci będą czuły się ważne w naszych oczach, będą się czuły ważne również w swoich oczach.

Wejdźmy do świata dzieci. Pozwólmy im trochę pokierować, powiedzieć nam, co mamy robić. Pobawmy się w to, na co one mają ochotę. Nie narzucajmy im od razu swoich gier i swoich zabaw.

Dobrym rozwiązaniem jest też przykładowo wspólny spacer (tylko niech to nie będzie spacer do sklepu, po coś dla dziecka, bo wtedy raczej nie uzyskamy oczekiwanych efektów). Spacery w nietypowych godzinach (na przykład wcześnie rano albo późnym wieczorem), mogą być dla dzieci dodatkowym przeżyciem.

Coś jeszcze? Rozmowa i empatia. Zauważanie kiedy nasze dziecko ma ochotę porozmawiać, kiedy ma ochotę się zwierzać, a kiedy ma ochotę się po prostu bawić. W samej rozmowie starajmy się skupić na słuchaniu i zrozumieniu, a nie na ocenianiu. Zamiast mówienia „założę się, że nie było tak źle”, powiedzmy „to musiało być dla ciebie trudne. Jak się teraz z tym czujesz?”. I słuchajmy, słuchajmy, słuchajmy. Bo kiedy mówimy, tylko powtarzamy to, co już wiemy. A kiedy słuchamy, mamy okazję nauczyć się czegoś nowego.

Jak dużo tego czasu powinniśmy spędzać razem?

Wiem, że wielu wydaje się, że tego czasu trzeba by z dzieckiem spędzać mnóstwo. Czy to jednak na pewno tak jest? Pewny nie jestem. Wiem jednak, że żadna skrajność nie jest dobra (tak, uważam, że zbyt dużo czasu spędzanego razem też może zadziałać negatywnie, chociażby na samodzielność).

Co ciekawe, podobno już 15 minut wartościowego czasu dziennie, sam na sam z dzieckiem (jeden rodzic, jedno dziecko), potrafi uczynić dostrzegalną różnicę i sprawić, że zarówno dzieci, jak i rodzice będą szczęśliwsi (źródło).

A czy są jakieś rady odnośnie tego kiedy spędzać ten czas?

Podobno najlepszymi okazjami są chwile zaraz po przebudzeniu (w końcu jaki poranek, taki cały dzień), chwile po powrocie do domu (aby pomóc dziecku przestawić się z trybu przedszkolnego/szkolnego na tryb domowy) i chwile wieczorne (wtedy zwykle dzieci są najbardziej chętne do rozmowy, o czym zresztą już kiedyś pisałem – klik).

Optymalnie byłoby wykorzystać wszystkie trzy, ale im więcej dzieci, tym może nam być trudniej ten plan wykonać.

Czy możemy jakoś sprawdzić czy czas spędzany razem jest wartościowy?

A czy nasze dziecko miało szansę dzisiaj poczuć, że spędzany wspólnie czas, był dla nas ważny? Czy miało okazję odczuć, że traktujemy je jak osoby, które mają dla nas znaczenie? Jak się poczuło, w wyniku tych chwil, które spędziło w naszym towarzystwie?

Jak pisałem wcześniej: to jak my odnosimy się do naszych dzieci, będzie miało wpływ na to, jak one same będą się do siebie odnosić. Odpowiedzmy sobie na te pytanie i dostaniemy odpowiedzi, których szukamy.

Prawa do zdjęcia należą do Kasey.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

13
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
Anna Kwiatek-KucharskaAldona PawlakKamil NowakKarola PałganJustyna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aldona Pawlak
Gość

Razem z mężem spędzamy dużo czasu w domu. Jesteśmy fizycznie przy dziecku, ale i bawimy się z nim. Czasem wspólnie, a czasem każde z osobna. Mamy też swoje rytuały, np. kąpiel przeprowadza tata, po czym bawi się z dzieckiem, ja w tym czasie się myję, a gdy przychodzę, on wraca do swoich spraw, a ja przytulam dziecko, wyciszam i kładę spać. Muszę z ręką na sercu powiedzieć, że nasza szesnastomiesięczna córka jest tak samo mocno związana z nami obojgiem. Ojca potrzebuje na równi z matką. Dodatkowo zaobserwowałam, że najbardziej spokojna i szczęśliwa jest właśnie wtedy, kiedy jesteśmy wszyscy razem. Między… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

No to rzeczywiście udało wam się stworzyć model, którego wielu ludzi poszukuje. Szczególnie, że bardzo często jednak dziecko ciągnie do jednego rodzica bardziej. Nic tylko pogratulować :)

Aldona Pawlak
Gość

Podejrzewam, że ten idealny stan to czas przejściowy, bo u małych dziewczynek szalę w końcu przeważa tata.

mctiggle .
Gość
mctiggle .

„kiedy mówimy, tylko powtarzamy to, co już wiemy. A kiedy słuchamy, mamy okazję nauczyć się czegoś nowego.”
o to, to ;)

calareszta.pl
Gość

To jest kwintesencja tego, o czym w kółko piszę! Tego czasu wcale nie musi być dużo i wcale nie musi być „magiczny”, nie musimy wtedy stawać na głowie i wyciągać zza pazuchy drogich gadżetów. Ten czas może być zwyczajny, domowy, w spokoju i tylko we dwoje, a jeśli nie da się tylko we dwoje (jak u mnie), warto chociaż krótką chwilę poświęcić na to, co każde dziecko chce zrobić. Tylko ono, nie my, czy inne dzieci. U mnie, odkąd to stosuję, zachowanie dzieci poprawiło się niewyobrażalnie.

Kamil Nowak
Gość

Ja tego wcale długo nie stosuje, ale też zachowanie jest zauważalnie lepsze. Szczególnie od czasu, gdy nauczyłem się znajdować ten czas jeden na jeden.

Mamine Skarby
Gość

Jak zwykle Twój post dał mi do myślenia. Ja czasem popadam ze skrajności w skrajność, a to nie jest dobre ani dla mnie, ani dla moich dzieci. W końcu liczy się jakość, a nie ilość.

Kamil Nowak
Gość

Mi samemu dał do myślenia. Nawet jak trafiam na taki dzień, że nie wiem do czego ręce włożyć, to owe 15 minut wcale nie wydają się jakąś taką ogromną ilością i „zainwestowanie” ich, daje naprawdę dobre rezultaty :)

Justyna
Gość

Hmm, z tym „gramy razem na komputerze/konsoli” to bym dyskutowała, jeśli faktycznie robi się to razem (w jednym pokoju, obok siebie, rozmawiając w trakcie, itd) to również może zbliżać nie gorzej niż np. wspólna gra w chińczyka czy inną planszówkę. Oczywiście jest różnica między milczącym wpatrywaniem się w ekran a grą z prawdziwymi interakcjami, okrzykami radości i przybijaniem piątek. Wszystko zależy od wykonania :)
A tak ogólnie, to popieram. To, co przekazujesz na blogu powinno się podsuwać wszystkim już w szkole rodzenia, i po paru latach znów dla przypomnienia :)

Kamil Nowak
Gość

Jasne, są gry edukacyjne czy po prostu rozrywkowe, które wymagają dużej ilości rozmów czy interakcji i one wtedy rzeczywiście działają podobnie jak planszówki :) Dobrze, że zwróciłaś na to uwagę :)

Karola Pałgan
Gość
Karola Pałgan

Znasz niemiecki? Bo czytałam parę dni temu naprawdę świetny wpis na niemieckim blogu poruszający temat właśnie „zbiornika bliskości” i różnych sposobów, w jaki dzieci go „wypełniają”.
Link: http://www.gewuenschtestes-wunschkind.de/2014/11/arten-der-aufmerksamkeit-und-zuwendung-warum-unsere-kinder-manchmal-nicht-genug-zu-bekommen-scheinen.html
Może ktoś skorzysta :)

Kamil Nowak
Gość

Na tyle na ile google mi pomogło z automatycznym tłumaczeniem, zrozumiałem. I rzeczywiście godny polecenia :)

Anna Kwiatek-Kucharska
Gość
Anna Kwiatek-Kucharska

Dziękuję :) Mój niemiecki jest słaby, ale dobrze ćwiczyć na wartościowym i interesującym tekście.