Śmiertelna choroba, którą wielu rodziców bagatelizuje

Zresztą bagatelizują ją nie tylko rodzice.

Czy spotkaliście się może kiedyś z sytuacją, w której osoba ze złamaną ręką usłyszałaby, że ona wcale nie musi jechać do szpitala tylko musi po prostu inaczej spojrzeć na tą całą sytuację i problem sam zniknie? Albo ktoś cierpiący na nowotwór usłyszałby, że on sam sobie ten nowotwór wymyślił i że jego tak naprawdę nie ma, a prawdziwym problemem jest to, że dana osoba po prostu za dużo negatywnie o tym wszystkim myśli? Albo żeby poradzić sobie z głęboką raną ciętą, priorytetem jest to, aby zacząć więcej ćwiczyć, lepiej się odżywiać i przede wszystkim przestać być tak leniwym?

Nie?

Pomyślcie jednak jakbyście się poczuli, gdyby ktoś wam coś takiego powiedział?

Część z was by się pewnie zaśmiała, a druga część zbulwersowała. Gdyby jednak twierdziła tak większość ludzi i wszyscy was przekonywali, że to z wami jest problem i po prostu musicie się bardziej postarać, żeby was nie bolało, to zaczęlibyście się denerwować. Gdyby przy ranie ciętej zamiast wizyty u lekarza proponowano wam ciągle pozytywne myślenie lub lepszą dietę i nikt nie zabrałby was do lekarza, w rzeczywistości czulibyście się coraz gorzej. Gdyby w czasie potrzebnym na rekonwalescencję złamanej nogi, nikt by wam nie pomagał, a do tego każdy głos, że nie dacie rady czegoś zrobić (no bo przecież złamana noga) kwitowany byłby uśmiechem politowania, to zaczęlibyście czuć coraz większą złość, a z czasem coraz większe przygnębienie.

Niestety to jest właśnie codzienność wielu osób chorujących na depresję

Tak, depresji, bo to o niej będziemy dzisiaj mówili. Nie o „jesiennej depresji”, czyli jednym czy dwóch gorszych dniach, bo pogoda nas dobija czy smutku jaki odczuwamy, gdy przytrafi nam się coś nieprzyjemnego, ale o prawdziwej depresji. O depresji, która wymaga leczenia i która w swojej ciężkiej formie jest śmiertelną chorobą.

Co ważne, depresja coraz częściej zagraża również życiu dzieci.

Czym jednak jest depresja?

Przede wszystkim depresja JEST chorobą. Myślę, że to ważne, aby to podkreślić. Jest chorobą, która wymaga leczenia. Depresja nie jest wymysłem, gorszym dniem, ani wynikiem lenistwa. Nie jest też związana z brakiem ruchu, z brakiem żelaza czy z brakiem pozytywnej energii z kosmosu. Jest chorobą. Tak prawdziwą i tak namacalną jak zapalenie gardła, sepsa czy wspomniane wcześniej złamanie. Najczęściej wymienia się trzy podstawowe cechy depresji:

  • „utrzymujący się przez długi czas spadek nastroju;
  • brak odczuwania przyjemności (zwany anhedonią);
  • obniżenie napędu, czyli brak sił, aby wykonać najprostsze czynności życiowe”*

Oczywiście samych cech bywa, że jest nawet kilkanaście, ale właśnie te trzy uznaje się obecnie za podstawowe i niezbędne do jej rozpoznania.

Jak rozpoznać depresję u swojego dziecka?

Poniższy fragment oraz wszystkie inne w cudzysłowu oraz oznaczone gwiazdką pochodzą z książki „Depresja nastolatków” o której piszę nieco więcej na końcu wpisu.

„Żeby stwierdzić, czy dziecko może mieć depresję, trzeba sobie zadać serie pytań szczegółowych:

  • Czy zauważyłam/zauważyłem u dziecka przewlekłe zmiany nastroju – dziecko jest ponure, przygnębione, drażliwe, smutne marudne? Czy obserwuję takie zmiany przynajmniej od kilku tygodni, przez większą część każdego dnia (choć mogą być momenty, kiedy dziecko czuje się lepiej)?
  • Czy dziecko straciło radość życia? Jest takie dzień po dniu, tydzień po tygodniu?
  • Czy powyższe zmiany nastroju sprawiły, że dziecko funkcjonuje znacznie gorzej niż dotychczas?
  • Czy dziecko straciło zainteresowanie rzeczami, które wcześniej sprawiały mu przyjemność?
  • Czy spędza mniej czasu, zajmując się swoim hobby?
  • Czy dziecko zaczęło ograniczać spotkania z przyjaciółmi, rzadziej wychodzi z domu?
  • Czy pojawiły się problemy z nauką? Może nagle pogorszyły się oceny?
  • Czy dziecko mówi, że ma trudności z koncentracją, nie ma sił, ma problemy ze zmobilizowaniem się? Czy podaje „dobre” powody nie wychodzenia z domu („Nie pójdę dziś do szkoły, by lepiej napisać to wypracowanie / przygotować się do klasówki”)?
  • Czy ma problemy ze snem (zarówno trudności z zasypianiem, jak i nadmierna senność) i/lub wahania apetytu?
  • Czy dziecko mówi, że nie ma energii do działania, mniej dba o siebie, ma podkrążone oczy?
  • Czy dziecko gorzej mówi o sobie, postrzega innych jako lepszych od siebie, obwinia się nadmiernie, mówi, że życie nie ma sensu albo że nie po co żyć?
  • Czy zaczęłam/zacząłem myśleć, że moje dziecko jest leniwe, zdemoralizowane, ma zaburzenia zachowania, bo jego zachowanie nagle się zmieniło?

Uwaga: oczywiście nie wszystkie te objawy muszą świadczyć o depresji czy innym zaburzeniu (na przykład uzależnieniu), ale im bardziej obecne zachowanie dziecka odbiega od jego wcześniejszego zachowania tym bardziej wskazana wydaje się konsultacja z psychiatrą lub psychoterapeutą. Trzeba też pamiętać, że wymienione problemy nie zawsze występują razem. Na przykład nastolatki mogą się zmuszać do spotkań z przyjaciółmi i udawać dobry nastrój, gdy boją się, że przyjaciele je odrzucą i zostaną same.”*

Nie chodzi tutaj o to, aby od razu panikować, gdy zauważymy coś niepokojącego u naszego dziecka

Chodzi o to, aby obserwować i mieć na uwadze, że coś takiego jak depresja istnieje i może być groźne. Chodzi o to, by nie bagatelizować problemu – wystarczy, że niemal wszyscy dookoła go bagatelizują, często łącznie z mediami, kolegami, nauczycielami, a nawet z samymi osobami, które na depresję chorują. One same też często nie wierzą, że są chore, myślą, że to ich wina i nie chcą żadnego leczenia, bo są przekonane, że i tak im nie pomoże. Tymczasem jest to prawdziwe i namacalne, tak samo jak niedowidzenie czy niedosłyszenie. I tak samo jak „postaraj się bardziej” nie zadziała w przypadku osoby niedowidzącej, tak samo nie zadziała w przypadku osoby chorej na depresję.

Co jako rodzice możemy zatem zrobić?

Przede wszystkim mam wrażenie, że kluczowa tutaj jest uważność. Bycie na tyle blisko swojego dziecka i spędzanie z nim dość czasu, aby zauważyć te rzeczy, której wcześniej zostały wymienione. Tak jak moglibyśmy je zauważyć u dobrego przyjaciela.

Dodatkowo istotne jest bycie takim rodzicem, aby dziecko nie bało się z nami rozmawiać. Aby wiedziało, że może nam powiedzieć o swoich problemach, o swoich trudnościach. Oczywiście w zależności od charakteru naszego dziecka będzie to mniej lub bardziej możliwe, ale to jest na pewno kierunek, w którym powinniśmy zmierzać.

Porzućmy też wstyd związany z depresją

Warto też pamiętać, że jeśli już w naszej rodzinie pojawi się przypadek depresji, to nie czujmy wstydu z tego powodu. Nie zastanawiajmy się „jak o tym powiemy rodzinie?”. Przecież gdyby dziecko zachorowało na cukrzycę to nie zadawalibyśmy sobie takich pytań. Dlaczego w tym przypadku miałoby być inaczej? Bo wśród ludzi panuje przekonanie, że depresja = lenistwo i ktoś może to źle odebrać? Zatem najwyższa pora zburzyć to błędne przekonanie i zacząć przedstawiać fakty. My nie jesteśmy winni depresji. Ani naszej własnej, jeśli taka by się pojawiła, ani naszych dzieci.

Natomiast mamy wpływ na to jak do niej podejdziemy: czy będziemy w stanie ją zaakceptować i zrozumieć oraz czy będziemy potrafili być wsparciem dla osoby, która na nią cierpi. Na tym właśnie należy się skupić. Na pokonaniu choroby, a nie na walce z osobą, która zachorowała.

Warto też zadać sobie pytanie: „Czy nakrzyczelibyście na kogoś, kto ma zapalenie płuc, podejrzenie ropnia opłucnej, prawie czterdzieści stopni gorączki i dreszcze, żeby w końcu wziął się w garść, poszedł do szkoły, poprawił stopnie, a po południu posprzątał bałagan w swoim pokoju?”*

Naprawdę chciałbym nie musieć pisać takich oczywistości jak ten wpis

Ale jak widzę mnóstwo pseudo-celebrytów-pasożytów pokroju Beaty Pawlikowskiej, którzy szerzą te wszystkie szkodliwe mity jak to słońce i spacery po lesie leczą depresję, to szlag mnie jasny trafia.

Depresja w przeciwieństwie do złamanej nogi, nie zaburza naszych ruchów. Ona zaburza nasze emocje. Nasze zachowanie. Zaburza nasz nastrój. Wzmaga drażliwość, lęk i poczucie winy. Osoby chorujące na depresję często czują pustkę i samooskarżają się o niemal wszystko.

Czy naprawdę ktoś uważa, że takiej osobie może pomóc wpędzanie jej w jeszcze większe poczucie winy? Bo nic nie robi? Bo jest „leniwa”? Bo myśli nieodpowiednio? Bo to albo tamto?

Nie! Wręcz przeciwnie! Takie podejście może jedynie pogłębić depresję, pogłębić poczucie zagubienia i dlatego też uważam, że traktowanie depresji jak poważnej choroby nie tylko może nam pomóc, gdy trafi się w naszej rodzinie, ale i jest wręcz niezbędne w przypadku każdego człowieka.

#JedenDzień

Na koniec polecam też film promujący kampanię mającą na celu zwiększenie świadomości i zapobieganie samobójstwom wśród dzieci i młodzieży, z której to kampanii pochodzi również widoczny wcześniej plakat. Depresja to jest choroba, a jednym z jej powikłań jest niestety samobójstwo. Dlatego też tak ważne jest, aby ta choroba przestała wreszcie być bagatelizowana. Dlatego też o tym piszę. Dlatego też liczę na wasze wsparcie w udostępnianiu tego tematu. Razem mamy szansę kogoś ocalić.

Zarówno czyjeś dziecko, jak i jego rodziców.

*fragmenty pochodzą z książki „Depresja Nastolatków”, której autorami są Konrad Ambroziak, Artur Kołakowski oraz Klaudia Siwek. Również w paru innych fragmentach wspierałem się wiedzą zdobytą z tej książki i na chwilę obecną jest to najbardziej rozbudowana pozycja na temat nastoletniej i dziecięcej depresji na jaką trafiłem, także zdecydowanie polecam wszystkim którzy zmagają się z tym problemem lub chcieliby wiedzieć na ten temat więcej.

Prawa do zdjęcia należą do mark.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

17
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
10 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
LeonKameleonPiotrTomaszBlogOjciecRoman Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Eny
Gość
Eny

Mój syn cierpi na depresję, jest pod stałą kontrolą psychiatry i lekarza pierwszego kontaktu. Kiedyś pytałam go co on czuje, w jaki sposób może opisać swój stan. Powiedział mi – mamo ja nic nie czuję. Przyznam, że serce mi pękło :(

Maria
Gość
Maria

Depresja, to irracjonalny smutek, lęk..nadwrażliwość.. Ktoś, kto nic nie czuje, ma raczej zaburzenia osobowości.. Dobra diagnoza jest niezwykle ważna..Radzę poszukać dobrego psychologa, sam psychiatra tu nie pomoże.

Tomasz
Gość
Tomasz

Mario niestety nie masz racji. Twój opis bardzo uprościł objawy depresji. Zarówno mężczyźni jak i kobiety inaczej przechodzą tą chorobę. Mężczyźni w depresji np. bardzo często mają problem z kontrolowaniem gniewu. Ja sam przechodziłem etapy „nic nie czucia”. Tak to najprościej opisać. Człowiek czuje siępusty w środku. Coś go boli ale on sam nie wie co.

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Współczuję, ta choroba jest okropna a szczególnie gdy dotyka naszego dziecka. Przesyłam dużo usciskow i życzę mnóstwa siły w pokonywaniu wszelkich przeszkód.

Ireneusz
Gość
Ireneusz

Z depresją do psychiatry? Nieporozumienie…

Roman
Gość
Roman

A do kogo?

Tomasz
Gość
Tomasz

Tak jak najbardziej. Depresja często wymaga wspomagania farmakologicznego. Nieraz objawy są na tyle nasilone,że psycoterapeuta nie jest w stane pracowaćz takim pacjentem.

Monika
Gość
Monika

Temat nie jest mi obcy….niestety…..A bardzo bym chciała….

Danuta
Gość
Danuta

Dziękuję
Na szczęście moim dzieciom nie dolega ale ja z tą bestią walczę od 2003 roku…raz ja ją dwa razy ona mnie…
Dlatego tak ważna jest świadomość, że nie wystarczy powiedzieć że trzeba się wziąć w garść i wszystko będzie ok …

Tomasz
Gość
Tomasz

Zmagam siez depresją już klika lat. Choruję pewnie więcej jak połowę życia (mam 33), a świadomy swojego stanu jestem od ok 4 lat. Jest to bardzo nierówna walka. Mam wsparcie specjalisty i najbliższych, ale czasem czuję, że jednak tego nie wygram. Mój kolega (19l.) nie dawno postanowił zakończyć swoje cierpienie zawijając auto na drzewie. Nikt nie widział że coś się dzieje. Ja znałem go zaledwie 2 lata a mam żal do siebie, że powinienem cośzauważyć i mu pomóc. Dręczony przez rówieśników, wyszydzany za swoją nieprzeciętność i łagodność. Rodzice! apel do Was. Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi, słuchajcie, obserwujcie i najważniejsze ..… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

Nie rozumiem nawiązania do Beaty Pawlikowskiej.Sugerujesz że udawała depresję?

Piotr
Gość
Piotr

Najtrudniejszym jest przebicie sie do osoby chorej i umozliwienie wdrozenia pomocy! Kolejny krok to intensywnosc „terapii” i pytania czy juz leki czy jeszcze nie. Czy moze uda sie bez…

LeonKameleon
Gość

Bardzo dobry wpis, jak wiele. Niestety jak widać pomoc specjalistów nie przynosi efektów… (liczba samobójstw)