Ile naprawdę kosztuje wychowanie dziecka?

Czy trzeba być milionerem, aby wychować dziecko? A może w ogóle nie trzeba mieć pieniędzy?

Ty słyszałeś, że wychowanie dziecka kosztuje prawie pół miliona złotych? – pisze do mnie jeszcze bezdzietny znajomy, który dowiedział się niedawno, że zostanie ojcem i teraz czyta o tym wszystko co mu wpadnie w ręce.

Co?! – odpisuję niedowierzając.

No pół miliona. Patrz (podsyła mi link). Chociaż to w sumie nic dziwnego – kontynuuje – jak się dowiedziałem ile znajomy wydał ostatnio na wyprawkę to mi szczena opadła.

No ile? – dopytuję.

Wyszło mu ponad 7 tysięcy złotych. – kolega nie krył zdziwienia.

– Hmm… I myślisz, że wszyscy tyle wydają? – odpowiedziałem wiedząc, że sam się do tej kwoty nawet nie zbliżyłem.

– A nie?

– No właśnie nie do końca.

Szybkie „badanie”

Zaraz po zakończeniu tej rozmowy postanowiłem zapytać paru znajomych ile wydali na wyprawki. Gdybym miał całość uśrednić, to wychodziło zwykle od 1 500 do 3 000 zł. Oczywiście byli tacy co mieścili się poniżej 1 000 zł i byli też tacy, którzy przebijali (i to mocno) 5 000 zł.

Pozostaje się więc jedynie zapytać o czym to świadczy? Te kwoty? Te różnice? Czy taka wyprawka, bądź całe wychowanie dziecka kosztuje krocie czy może kosztuje grosze?

I ile rzeczywiście może kosztować wychowanie dziecka w Polsce?

Magiczne pół miliona

Ta liczba wzięła się z nie najnowszego już artykułu znajdującego się tutaj (chociaż samych prób szacowania ile kosztuje wychowanie podejmowanych było znacznie, znacznie więcej), w którym wyliczono, że koszt wychowania dziecka do 18 roku życia wynosi ok. 194 000 złote, ale jeśli dodamy też do tego jego kształcenie, leczenie i tym podobne koszty (ponoszone przez wszystkich podatników), to ta suma znacznie rośnie (i osiąga właśnie liczbę bliską 500 000 zł). Na szczęście więc koszty same ponoszone bezpośrednio przez rodziców wynoszą (podobno) niecałe 200 000 zł.

To wygląda już nieco lepiej. Tylko z kolei ta kwota sugeruje, że miesięczny koszt wychowania dziecka wynosi prawie 1 000 zł. Czy tak jest w rzeczywistości?

To za mało! Przecież te wszystkie dziecięce rzeczy są takie drogie!

To jest w pewnym sensie prawda. W pewnym sensie. Rzeczywiście istnieją drogie przedmioty dla dzieci. Widziałem już wózki i foteliki za paręnaście tysięcy. Łóżeczko za kolejne tysiące (a materac do łóżeczka również za czterocyfrową kwotę).

Widziałem butelki za setki złotych, ubranka również (i choć ogólnie staram się nie oceniać, to pomysł kupowania noworodkowi butów za paręset złotych mnie zawsze bawił). O zabawkach nie wspomnę, bo widziałem pokoje paronastomiesięcznych dzieci, które miały zabawki kosztujące więcej, niż wartość wszystkich zabawek jakie ja miałem w całym moim życiu.

Zresztą nawet na chusty można wydać kilkanaście tysięcy, jak ktoś ma taką ochotę. W końcu kto bogatemu zabroni?

Tylko czy to oznacza, że wychowanie jest sportem ekstremalnym, zarezerwowanym tylko dla milionerów?

Skąd, dziecko da się wychować za grosze!

Przecież istnieją różnego rodzaju wyprzedaże garażowe, giełdy dla rodziców, gdzie można nawet w barterze się wymieniać przedmiotami i nie zapłacić ani grosza, a nieźle się obłowić. Natomiast jeśli ktoś nie ma takich akcji w pobliżu, to zawsze pozostają ogólnopolskie portale, w których ludzie wyprzedają używane przedmioty po swoich dzieciach. W taki sposób za dosłownie grosze jesteśmy w stanie zakupić nie tylko wózki, foteliki czy łóżeczka, ale też ubranka czy zabawki. Wręcz jeśli dobrze się w to wkręcimy, to po pewnym czasie jesteśmy nawet w stanie sprzedać zakupione kilka miesięcy wcześniej przedmioty i jeszcze na tym zarobić. Więc tak naprawdę jeszcze dodatkowo obniżymy koszty wychowania (oczywiście poza rzeczami, które się zużywają, typu jedzenie, proszki, pieluchy itp.).

Tylko czy to oznacza, że dziecko nic nas nie kosztuje, bądź kosztuje bardzo niewiele?

No właśnie też nie do końca. Ile więc tak naprawdę kosztuje wychowanie dziecka?

Odpowiedź na to pytanie jest w zasadzie dość prosta i wynika bezpośrednio z dwóch poprzednich akapitów (choć wbrew pozorom nie da się jej przedstawić w postaci liczbowej). Otóż po wielu dekadach* moich prywatnych obserwacji doszedłem do wniosku, że wychowanie dziecka kosztuje najczęściej dokładnie tyle, ile jesteśmy gotowi na to wychowanie wydać. Nie mniej i nie więcej (no chyba, że mówimy o wrześniu – wrzesień jest innym stanem umysłu :).

Jeśli ktoś chce, kupuje rzeczy nowe, a jeśli ktoś chce, to kupuje rzeczy używane. Jeśli ktoś ma czas i chęci, to jedzie na wyprzedaże i giełdy, a jeśli nie ma, to kupuje w zwykłym sklepie, bądź przez Internet. Niektórzy mają ochotę kupować przedmioty z górnej półki cenowej i jeśli tylko ich na to stać – nic mi do tego. Niektórzy lubią zaoszczędzić i wydać te pieniądze na coś innego – to też jest w porządku.

Każdy ma swój rozum, każdy podejmuje własne decyzje i najważniejsze w mojej opinii jest to, aby się z własnymi decyzjami po prostu dobrze czuć. Mówię o tym dlatego, że owe dobre samopoczucie będzie dla naszych dzieci znacznie ważniejszym czynnikiem, niż rodzaj metki na noszonych ubraniach czy marka łóżeczka, w którym będzie spało. I dlatego też tym bardziej nie chciałbym zamykać wychowania w jakichkolwiek widełkach, ani cyfrach, którymi zarzucają nas kolorowe gazety. W końcu w wychowaniu nie o cyfry chodzi, lecz o uczucia nasze i naszych dzieci, a tych z kolei w żaden sposób wycenić się nie da.

Dobrego dnia.

*czyt. trzech dniach

Prawa do zdjęcia należą do Carissa.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

18
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
ula mamonikPionierkaSzymon - e-polonista.plJadwiga-wychowac-szanowac.plRobert Kaniewski Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Martyna
Gość
Martyna

Do wydatków wrześniowych dodałabym jeszcze choróbska ;/

Ja na przykład wychowuję swoje dzieci w używanych, darowanych ciuchach, które podaję dalej. Zabawkami się wymieniamy, wypożyczamy między znajomymi. Na tym da się duuuzo oszczędzić:)

Dominik z Rodzinne porachunki
Gość

Właśnie – o lekach zapomniałem, a to spory wydatek.

Marta M
Gość
Marta M

Fotelik kupujemy ZAWSZE nowy, lub po zaufanych znajomych/ rodzinie. Sugerowany w tekście zakup używanego na ogólnopolskich portalach może się okazać bardzo niebezpieczny dla dziecka, jeśli trafimy na fotelik powypadkowy.

Kamil Nowak
Gość

To nie jest sugerowane rozwiązanie. Opisane w tekście są dwie skrajności i żadna z nich nie jest sugerowana. Niemniej zgadzam się, że fotelik należy kupić najlepiej nowy i to po konsultacji z profesjonalistą.

Dominik z Rodzinne porachunki
Gość

Wydaje mi się, że fotelik używany można kupić, ale tylko jeśli jesteśmy pewni jego pochodzenia np: po rodzinie. W przeciwnym wypadku możemy ryzykować życiem dziecka.

Pionierka
Gość
Pionierka

Można też nie kupować fotelika i nie używać samochodu :)

Dominik z Rodzinne porachunki
Gość

Koszt wychowania dziecka przedstawia centrum Adama Smitha, który zajmuje się tą tematyką od 2008 roku. Najnowszy raport z 1 czerwca 2016 podaje: – jedno dziecko => 176.000 – 190.000 zł – dwójka dzieci => 317.000 zł – 342.000 zł – trójka dzieci => 422.000 zł – 427.000 zł. To średnie szacunkowe koszty nie uwzględniające programu 500+. Lepszych analiz jeszcze nie widziałem, choć jak podaje centrum, to tylko szacunki, bo w Polsce nie ma danych, które pozwalałyby oszacować dokładnie poziom kosztów. Choć na wielu wydatkach możemy zaoszczędzić (ubrania, zabawki) to są spore koszty od których nie uciekniemy. To np: koszt opieki… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

1300 – 1700 miesięcznie za żłóbek?! O rany…

Dominik z Rodzinne porachunki
Gość

Tak – bo to prywatne placówki w Warszawie :-(

Kamil Nowak
Gość

Normalnie nie dociera to do mnie. U nas przedszkole kosztuje 400-500 zł i mówimy tutaj o placówce prywatnej. Z drugiej strony pewnie różnica w zarobkach też jest spora.

Dominik z Rodzinne porachunki
Gość

Tak. Każdy kij ma dwa końce :-)
Starszy syn nie dostał się do państwowej placówki i posłaliśmy go do prywatnego przedszkola w naszej okolicy. Wybraliśmy jedno z najtańszych miejsc w cenie 1.200 zł (było to 3 lata temu). Dodatkowy mankament prywatnej placówki jest taki, że płacimy również za miesiące wakacyjne nawet jak dziecko nie uczęszcza na zajęcia :-(

Szymon - e-polonista.pl
Gość

Ale gwarantuję Ci, że i u nas są droższe.

Joanna Wiktorczyk Dumana
Gość
Joanna Wiktorczyk Dumana

Tak tak w Poznaniu 1300-1500 za żłobek. Na szczescie miasto dopłaca 700 zl (rok temu 500, co bedzie w 2017 zobaczymy), program Maluch okolo 150. Nam ostatecznie wychodzi niecale 600 zl. Ale ci co nie zalapali sie na dotacje miasta siedza i plac(z)a…

Robert Kaniewski
Gość
Robert Kaniewski

W Toruniu żłobek prywatny to koszt około 700-800 złotych miesięcznie. Przedszkola są tańsze – ok. 500 zł.

Pionierka
Gość
Pionierka

Tyle tylko, że nie każdy potrzebuje żłobka dla dziecka, więc akurat od tego kosztu jak najbardziej można uciec. Co do przedszkola, to chyba nadal obowiązuje zasada zlotówki za każdą godzinę ponad podstawą – w przedszkolu publicznym. Więc te koszty zależą bardziej od indywidualnej sytuacji, nie są obowiązkowe.

salus salus
Gość
salus salus

Dokładnie – i 1 zdaniem dzieci kosztują tyle, ile jestesmy wstanie na nie wydać!

Jadwiga-wychowac-szanowac.pl
Gość

To prawda. Rodzice kupują tyle na ile ich stać.Ja kupowałam prawie wszystko z drugiej ręki – wózki, łóżeczka, część ubrań. Zainwestowałam tylko w nowe i dobre foteliki samochodowe – bo na bezpieczeństwie dzieci nie warto oszczędzać.

ula mamonik
Gość

Fajny wpis – trafiający w sedno :) Ja ostatnio policzyłam ile wydałam na dzieci – wiek szkolny. Wychodzi, że miejscami popłynęłam. Przy czym uśmiech dziecka też ma swoją wartość :) I pewnie dlatego nie zawsze podejmuję decyzje racjonalnie – a pod wpływem emocji – radości jaką widzę na twarzy dziewczyn :) Szczegóły moich wydatków w linku