Rówieśnicze znęcanie się – od czego należy zacząć, aby sobie z nim poradzić?

Dlaczego stosujemy podwójne standardy w stosunku do zachowań, które są niezwykle wręcz szkodliwe, a skrajnych przypadkach mogą prowadzić nawet do samobójstwa? Dlaczego tak bardzo piętnujemy je wyłącznie u nastolatków, a u rodziców zdarza się, że przechodzą one bez większego echa lub wręcz są nazywane „dobrym wychowaniem”?

Coraz częściej docierają do nas informacje ze świata, dotyczące zjawiska tzw. „bullyingu” wśród młodzieży. W naszym języku najbliższe słowa określające ten termin to szykanowanie, nękanie, zastraszanie i znęcanie się. W prostych słowach chodzi o wykorzystywanie swojej siły fizycznej, psychicznej lub innego rodzaju przewagi nad drugim człowiekiem, do jego celowego krzywdzenia. Równie dobrze mogą to być bezpośrednie zaczepki, wulgarne ataki, seksualne molestowanie, emocjonalny szantaż czy też coś tak „zwyczajnego” jak plotkowanie, bądź oczernianie kogoś za jego plecami.

Dlaczego takie znęcanie się jest niebezpieczne i należy z nim walczyć?

Wydaje się to dość oczywiste, ale chęć akceptacji osób w wieku nastoletnim bywa niezwykle silna i odrzucenie przez grupę rówieśników może wpłynąć na nastolatka bardzo negatywnie. Poczynając od obniżenia poczucia własnej wartości, pogłębienia poczucia beznadziejności i niepewności, przez nabywanie kompleksów, utratę zaufania do innych i izolację, aż po depresję oraz próby samobójcze.

Problem ten już dawno przestał być marginalny – ponad 90% dzieci doświadcza zjawiska nękania w okresie od 4 do 8 klasy (źródło).

W USA samobójstwa stanowią obecnie już drugą co do wielkości przyczynę śmierci wśród ludzi w wieku od 10 do 34 lat (źródło). Samo WHO mówi o niejakim odmładzaniu zjawiska samobójstw, bo rzeczywiście coraz większą część samobójców stanowi młodzież (źródło). Jaki to ma jednak związek ze znęcaniem się nad innymi?

Otóż Uniwersytet Yale udowodnił, że ofiary znęcania się, są 2 do 9 razy bardziej skłonne do popełnienia samobójstwa, a w Wielkiej Brytanii nawet połowę samobójczych prób połączona jest ze zjawiskiem znęcania się (źródło).

Problem ten występuje też w Polsce, gdzie aż 6 tysięcy nastolatków podjęło w Polsce próbę samobójczą w 2015 roku, z czego ponad 500 prób zakończyło się zgonem (źródło). Powstała nawet kampania Zobacz Znikam, która podejmuję walkę z tym niezwykle trudnym i jednocześnie bardzo ważnym problemem pod hasłem „nie pozwól mi zniknąć”.

Dlaczego więc tak wielu rodziców korzysta z tych samych metod, które są tak szkodliwe i które tak bardzo się piętnuje w środowisku rówieśniczym?

Żeby było jasne o czym mówię:

shame1 shame2 shame3 shame4 shame5

Umieszczam tylko pięć pierwszy zdjęć na jakie trafiłem, ale wystarczy wpisać w Google public shaming (publiczne zawstydzanie) i wyskakuje nam kilkadziesiąt takich zdjęć, w których to rodzice znęcają się nad dziećmi w bardziej lub mniej wysublimowany sposób.

Zdjęcia to niestety nie wszystko

Youtube też jest tego pełny, łącznie z filmikami, gdzie rodzice golą włosy swoich dzieci, bo np. wyśmiewały się z dzieci chorych na raka albo matka bije swoje dziecko (często nastoletnie), bo wdało się w bójkę. Jasne, zachowanie tych dzieci było nie na miejscu, ale czy naprawdę odpowiedź oko za oko, jest tą właściwą? Czy tego chcemy uczyć dzieci? Że nie wolno wyśmiewać innych dzieci, za pomocą… wyśmiewania dzieci? Że mają się nie bić i dlatego je bijemy?

Niestety bardzo często takie zdjęcia czy filmy spotykają się z ogromną pozytywną reakcją społeczeństwa, które cieszy się, że wreszcie jacyś rodzice biorą się za wychowanie dzieci. Jak bardzo przykre to nie jest?

Filmów z zawstydzania nie zamieszczam, bo nie jestem w stanie na nich zamazać twarzy dzieci – zamiast tego umieszczę tylko link do filmu, w którym opisana jest historia 13-letniej dziewczynki, publicznie zawstydzonej i wyśmianej przez własnego rodzica. Miało ją to „nauczyć lekcji”, a tymczasem doprowadziło do fali znęcania się nad nią przez rówieśników i w efekcie do jej samobójstwa:

Oczywiście znęcanie się nad własnym dzieckiem nie musi być publiczne, aby raniło

W końcu to znęcanie się, którego dokonujemy za zamkniętymi drzwiami w naszych domach, może mieć bardzo podobne skutki. O jakim znęcaniu się mowa?

1. Przemoc fizyczna na dobry początek. W końcu Polacy jeszcze w 2014 w 61% ją akceptowali, a 64% przyznało się do jej stosowania (źródło), więc problem na pewno nie jest marginalny. Nic też więc dziwnego, że w szkołach jest aż tyle przemocy.

2. Wyśmiewanie się: „Nie miałeś zadania? Dobrze ci tak. Może teraz w końcu zaczniesz używać mózgu.”

3. Obrażanie: „Przestań zachowywać się idiota/głupek/debil/palant”.

4. Zawstydzanie w otoczeniu rodziny lub kolegów, aby nauczyć je lekcji „A wiecie, że przyłapałam go ostatnio na oglądaniu pornografii?”.

5. Zastraszanie: „Tylko spróbuj to zrobić, a zobaczysz”.

6. Emocjonalny szantaż: „Dopóki tego nie zrobisz, to nic dla mnie nie znaczysz”.

Ten ostatni punkt jest chyba najbardziej ignorowanym problemem, a przy tym najczęściej akceptowaną i chwaloną przez rodziców metodą: „Idź do swojego pokoju i siedź tam, dopóki się nie zmienisz! Nie chcę na ciebie nawet patrzeć! Trzymaj się ode mnie z daleka! Jak tak dalej będziesz robić, to wyrzucę cię z domu!”

Czy zaakceptowalibyśmy i tolerowalibyśmy takie zachowanie, gdyby nasze dziecko było tak traktowane? Albo gdyby ono tak traktowało innych? Czy przypatrywalibyśmy się temu bez reagowania? Wątpię.

Niestety to, co się dzieje wśród młodzieży, jest dość często odbiciem tego, jak ta młodzież była wcześniej traktowana przez innych

Musimy pamiętać, że ten tak często wspominany u młodzieży brak szacunku dla innych, ta roszczeniowa postawa, to całe szykanowanie, wyśmiewanie, obrażanie, wywyższanie się i znęcanie nad innymi, to wszystko są cechy nabyte. Czasami od rodziców, a czasami od rówieśników, ale cechy nabyte mimo wszystko.

Jeśli więc chcemy ich uniknąć, to dobrze byłoby zacząć od tego, aby samemu nie przekazywać ich dziecku i aby nie traktować naszego dziecka w taki sposób, w jaki nie chcielibyśmy, by traktowało innych. Czyli nie bijemy dziecka, gdy bije innych i nie zawstydzamy go, gdy kogoś zawstydziło, bo to jest zamknięty krąg i nie zaprowadzi nas do niczego dobrego. Stosowanie przemocy, tak fizycznej jak i psychicznej, zawsze powoduje, że krzywda przekazywana jest dalej i zawsze jej ofiar będzie więcej, niż nam się wydaje.

Niestety w skrajnych przypadkach, jak można było zobaczyć na filmie powyżej (a to nie był to jedyny taki przypadek, na który trafiłem), krzywda może być nieodwracalna.

Podobnie będzie też w sytuacji, gdy nasze dziecko pod wpływem kolegów i koleżanek zacznie dręczyć innych, a my nie będziemy reagować. Bezczynność i brak reakcji też są pewną reakcją i jeśli niepokojące zachowanie dziecka zaczyna narastać, to nie powinniśmy wierzyć, że to tylko etap i że samo przeminie. W takiej sytuacji musimy się stać dla dziecka kimś, z czyim zdaniem będzie się ono liczyło i przekonać je, że nie tędy droga. Musimy pokazać mu alternatywne i bardziej wartościowe rozwiązanie.

Takie podejście sprawdzi się też w sytuacji, gdy to nasze dziecko będzie ofiarą znęcania się

To jest chyba jedna z najtrudniejszych sytuacji dla rodzica – mieć świadomość, że ktoś krzywdzi nasze dziecko i nie móc zareagować. No bo co możemy zrobić? Czasami nie ma po drugiej stronie rodziców, z którymi dałoby się porozmawiać, a sam dręczyciel wydaje się też odporny na wszystkie argumenty. Wręcz interwencja rodziców mogłaby tylko pogłębić problem.

W takiej sytuacji istotna jest świadomość, że jeśli jesteśmy ważnymi osobami w życiu dziecka i jeśli mamy z nim silną relację, to będzie ono się z naszym zdaniem liczyło znacznie bardziej, niż ze zdaniem jakiegoś tam rówieśnika. Może naszemu dziecku być ciężko, może czasami będzie smutne, ale mimo wszystko powinno sobie z naszym wsparciem poradzić. Dodatkowo jak tylko dręczyciel zobaczy, że jego ataki nie są tak skuteczne jak zakładał, to najprawdopodobniej odpuści i da sobie spokój.

Dlatego niezależnie od tego po której stronie znajdzie się nasze dziecko :czy będzie dręczycielem czy będzie osobą dręczoną – przede wszystkim musimy postawić na to, aby wzmocnić naszą relację z nim i aby stać się osobą, z której zdaniem będzie się ono liczyło, bo jest to najpewniejsza droga do tego, aby naszemu dziecku pomóc.

W tym wszystkim o czym piszę jest też jedna dobra rzecz

Tą jedyną dobrą rzeczą jest to, że udało nam się jako społeczeństwu zdiagnozować problem. Udało nam się stwierdzić, które zachowania są niepokojące lub wręcz niebezpieczne i z jakimi zachowaniami musimy się zmierzyć. Nawet ci rodzice na tych zdjęciach czy na filmach w miarę trafnie to zdiagnozowali.

Teraz jedyne co nam pozostało, to porzucenie myśli, że nas rodziców te zasady jakimś dziwnym trafem nie dotyczą. Że my możemy nasze dzieci dręczyć, obrażać lub się nad nimi znęcać, bo nam rodzicom wolno. Bo jest to usprawiedliwione jakimś większym wychowawczym dobrem. Nie jest. Nasze dzieci nie zasługują na takie traktowanie ani przez rówieśników, ani tym bardziej przez rodziców, którzy przecież są dla nich znacznie ważniejsi i których cenią znacznie bardziej (a przynajmniej powinni). Odpowiednie traktowanie naszych dzieci staje się jeszcze ważniejsze, gdy zrozumiemy, że nasze dzieci w przyszłości będą w dużej mierze powielały zachowania, których nauczyły się w rodzinnym domu.

Jeśli więc chcemy, aby nasze dziecko szanowało innych i aby przy tym szanowało też siebie, to musi się ono tego szacunku do siebie nauczyć już w relacji z rodzicami. To my jako pierwsi mamy szansę być tymi, którzy pokażą mu, że jest warte szacunku. Że jest ważne. Wierzę więc mocno w to, że w końcu nam jako społeczeństwu się to uda i że owe krzywdzące traktowanie dzieci, które w USA trafiło już nawet do przestrzeni publicznej, u nas nie tylko nigdy nie rozrośnie się do tej skali, ale wręcz zacznie całkowicie zanikać.

Jestem oczywiście świadomy, że nie jest to zmiana, która ma szansę nastąpić z dnia na dzień, ale mam też świadomość, że kropla drąży skałę i mam nadzieję, że właśnie kolejna kropla o ową skałę uderzyła.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Karolina WKamil NowakKingaMagda L Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda L
Gość
Magda L

Witam, nie mając dzieci czytam Pana bloga i się zastanawiam. Może nie nad potencjalnymi dziećmi, ale nad nami wszystkimi. Nad naszymi rodzicami, nad rodzeństwem i skąd się biorą różne schizy w naszych głowach i różne nasze granice i wstydy. Dziękuję za każdy artykuł, bo czytajac o dzieciach dowiaduję się też bardzo wiele o sobie. Pozdrawiam M

Kamil Nowak
Gość

To prawda. Im więcej dowiaduję się o dzieciach, tym więcej również wiem o samym sobie.

Kinga
Gość
Kinga

Oczywiscie „odplacanie pieknym za nadobne” i znecanie sie nad dziecmi, ktore same znecaja sie nad innymi jest karygodne, ale osobiscie uwazam, ze to marginalne zjawisko. Teraz chyba wiekszym problemem jest niereagowanie rodzicow na to, ze ich dziecko zneca sie nad innymi (bo ich dziecko taka ma ekspresje, tak sie lepiej czuje- bardziej mesko, a tak w ogole to nic sie przeciez nie dzieje i dziecko przeprasza). Nie nalezy tak luzacko podchodzic do sprawy znecania sie. Nie uwazam, ze poglebianie relacji z rodzicem rozwiaze problem ofiary przemocy szkolnej. Potrzebne jest szkolne dzialanie w tej sprawie. Rodzic sam w zasadzie niewiele moze… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Dokładnie tak. Moim zdaniem brak reakcji rodziców i podjęcia chociażby próby rozwiązania problemu z ich strony, to jest to, co obecnie prowadzi do największych aspołecznych zachowań wśród rówieśników. Najczęściej jest wręcz tak, że owi rodzice nie tyle nie chcą rozwiązać problemu, ale uważają, że problemu w ogóle nie ma.

Karolina W
Gość

„To my jako pierwsi mamy szansę być tymi, którzy pokażą mu, że jest warte szacunku. Że jest ważne.” – dokładnie. Ja zostałam prawie że zwyzywana, gdy stwierdziłam, że ogolenie głowy tej dziewczynki nie jest rozwiązaniem i przemoc rodzi przemoc. Wszyscy przyklaskiwali matce i jej winszowali, a mi mówili, że jestem „głupia, bo gówniara sobie zasłużyła”. Ręce opadają :(