Prawdziwe powody, dla których Twoje dziecko jest bardziej „nieposłuszne”, niż byłoby kiedyś

Za każdym razem, gdy słyszę, że dzieci są w dzisiejszych czasach nieposłuszne, bo wychowujemy je bezstresowo i klaps, bądź porządne lanie rozwiązałby wszystkie problemy, to przez moją głowę przechodzi tylko jedna myśl. Brzmi ona: „Co za brednie”.

Dlatego też dzisiaj chciałbym się z tym mitem rozprawić i pokazać wam rzeczywiste (a nie wyimaginowane) powody, dla których dzieci w dzisiejszych czasach nie są tak „posłuszne”, jak miało to miejsce w poprzednich generacjach.

Zacznijmy od statystyk, bo tak najlepiej walczy się bezmyślnością i ignorancją

Widzicie, niektórzy zmianę w tym, jak wychowujemy dzieci widzą tak.

walsiedominik

Nie ukrywam – aż mnie ten drugi obrazek w swojej absurdalności rozbawił. Nie twierdzę też oczywiście, że taka zmiana jak na tym obrazku byłaby dobra, bo pozwalanie dzieciom na wszystko, szkodzi i dzieciom i rodzicom. Natomiast to, co ja twierdzę, to że taka zmiana nie ma miejsca w rzeczywistości. Statystyki tylko to potwierdzają:

TNS Polska podaje, że 60% Polaków popiera klapsy w wychowaniu dzieci. 38% Polaków popiera lanie dzieci. 29% Polaków popiera bicie dzieci (źródło). W innym badaniu, przeprowadzonym przez CBOS okazało się, że aż 73% Polaków popiera klapsy (źródło). Zatem jakiekolwiek twierdzenie, że złe zachowanie dzieci w Polsce jest wynikiem wychowywania bezstresowego (które praktycznie w naszym kraju nie istnieje), jest zwyczajnie kłamliwe i szkodliwe. Równie dobrze można twierdzić, że Ziemia jest płaska, bo przecież inaczej ci na dole by z niej pospadali. Tyle samo w tych obu twierdzeniach jest rzeczowości i nauki.

Jeśli więc usłyszycie gdzieś taką bzdurę, to poproście o dane. Poważnie. Poproście o chociażby skrawek danych na temat wychowania dzieci w Polsce, które by podparły tę jakże absurdalną tezę. Przyjmę ich dowolną ilość.

No dobrze, zatem dlaczego dzieci mimo wszystko są mniej posłuszne?

Mimo wszystko, mi osobiście wydaje się, że rzeczywiście dzieci obecnie są mniej posłuszne, niż my byliśmy w ich wieku. Mniej posłuszne, mniej uległe, mniej usłużne, mniej zahukane, mniej potulne. Tylko teraz pozostaje zadać sobie pytanie czy jest w tym coś złego? Czy to źle, że dzieci nie są ślepo posłuszne osobom od nich silniejszym, a raczej wolą by traktowano je jako osoby rozumne i tłumaczono im różne rzeczy, zamiast je do nich zmuszać? Czy to źle, że stopniowo przechodzą proces przemiany z zależnego od rodziców dziecka, do samodzielnego dorosłego, który potrafi o siebie zadbać i nie liczy cały czas na innych? Czy to źle, że dzieci nie oczekują cały czas, że ktoś będzie za nie myślał i prowadził za rączkę, lecz chcą i potrafią zrobić to same? Czy to źle, że chcemy wychować dzieci, które nie będą się bały odezwać, gdy ktoś będzie chciał je skrzywdzić, bądź wykorzystać?

Pozwolę sobie zostawić te pytania bez odpowiedzi i tylko przypomnieć tekst Dobrze wychowane dziecko potrafi powiedzieć NIE.

To nie jest zmiana w dzieciach, ale w całym społeczeństwie

To my nauczyliśmy tego nasze dzieci. To ojcowie, którzy przestali niewolniczo słuchać się swoich szefów. To matki, które przestały potulnie zgadzać się na wszystko, co tylko mąż powiedział, nigdy nie wyrażając sprzeciwu. To dzięki nam dzieci się nauczyły, że ten model społeczeństwa był wadliwy. Że nie można żyć w świecie, w którym jedna osoba wykorzystuje drugą, nie biorąc pod uwagę jej oczekiwań czy jej uczuć. To dzięki nam dzieci nauczyły się jak można żyć w zdrowych relacjach z innymi, gdzie rozmowa stanowi podstawę, a nie agresja, przemoc czy zastraszanie.

Zapytam więc ponownie: czy ktokolwiek uważa, że ta zmiana jest czymś czym powinniśmy się martwić?

Warto też pamiętać o tym, jak obecnie zbudowany jest model rodziny

Kiedyś żyło się w rodzinach wielopokoleniowych, gdzie dzieci przebywały na co dzień z ludźmi od siebie starszymi, w niemal każdym wieku. Każdy też miał swoje określone miejsce i swoją określoną rolę w rodzinie. Dzieci więc dość naturalnie, widząc starszych od siebie, uczyły się tego, jak należy się zachowywać – kiedy można się pobawić czy kiedy lepiej nie przeszkadzać, bądź komu należy okazywać szacunek. Te i wiele innych cech, przechodziły na dzieci wręcz naturalnie. Nie trzeba było ich „uczyć”.

Niestety to wszystko padło, gdy zaczęły się migracje ludzi do miast i powstały tzw. nuklearne rodziny (dwupokoleniowe, czyli rodzice + dzieci). Wtedy też dzieci zamiast w mieszanym środowisku ludzi w różnym wieku, od których mogłyby nabierać doświadczenia, zaczęły dużo czasu spędzać w otoczeniu swoich rówieśników. To z kolei sprawiło, że zamiast uczyć się dojrzałych zachowań, zaczęły utrwalać zachowania niedojrzałe. Także ta zmiana niestety, w przeciwieństwie do pierwszej, już taka pozytywna nie jest, a też odciska swoje dość silne piętno na tym, jak obecnie zachowują się dzieci i młodzież.

Dwie silne zmiany, czyli mieszanka wybuchowa

Jak widać mamy tutaj dwie rzeczywiste i bardzo silne zmiany, które pojawiły się na przestrzeni ostatnich dekad i które mocno namieszały w sposobie wychowania dzieci i w tym jak same dzieci się zachowują. Jednocześnie o ile pierwsza zmiana, jest w długoterminowej perspektywie czasu pozytywna, bo jest ona niezbędnym elementem koniecznym do usamodzielniania się dzieci, o tyle druga zmiana już pozytywna nie jest.

Stąd też biorą się często problemy wychowawcze – dziecko z jednej strony idąc za instynktem dąży do samodzielności, ale z drugiej strony brakuje mu często w otoczeniu silnych i zdrowych wzorców, które by mu w tym dążeniu pomogły. W efekcie korzysta z tego co ma „pod ręką”, czyli z rówieśników i uczy się zachowań, które w dążeniu do dorosłości wcale nie pomagają, a wręcz skutecznie to utrudniają.

Infantylne jest więc wiązanie wszystkich negatywnych zachowań dzieci, ze stopniowym ograniczaniem klapsów

Jest to zwyczajnym nieporozumieniem z co najmniej kilku powodów.

Po pierwsze: jak pokazują statystyki wspomniane na początku, klaps dalej jest obecny w większości domów w Polsce, a obrzucane winą „wychowanie bezstresowe” jest w najlepszym wypadku marginalne. Po drugie: skuteczność klapsów została bardzo skutecznie obalona w badaniu trwającym 5 dekad i obejmującym ponad 160 tysięcy dzieci (udowodniona została natomiast ich szkodliwość obejmująca wiele aspektów późniejszego życia – klik). Po trzecie: zdecydowana większość osób, która nie daje klapsa, w dalszym ciągu stawia dzieciom granice i „nie daje sobie wchodzić na głowę”. Jedyna różnica jest w tym, że te osoby robią to w sposób, który nie krzywdzi dziecka i który nie zmusza go do bezmyślnego posłuszeństwa wobec silniejszego. Jak to ujęli kiedyś niemieccy autorzy książki o wychowaniu: „Mieliśmy już w Niemczech pokolenie bezmyślnego posłuszeństwa i naprawdę nie potrzebujemy go ponownie”.

Co więc powinniśmy zrobić?

Dlatego też jeśli chcemy rzeczywiście pomóc tym dzieciom, to nie klaps nam pomoże i nie dajmy sobie tego wmówić, bo osoby, które tak mówią nie mają najczęściej bladego pojęcia o wychowaniu, a najczęściej nie mają nawet dzieci. Klaps nigdy nie był rozwiązaniem. Klaps jest częścią problemu. To co nam rzeczywiście pomoże, to prawdziwe, a nie powierzchowne rozpoznanie problemu (którym nie jest klaps, lecz druga opisana przeze mnie zmiana w świecie) i skupienie się właśnie na nim.

„Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. […] Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.” Janusz Korczak

Powinniśmy się więc skupić na tym, aby nasze dzieci czuły, że są dla nas ważne. Abyśmy byli gotowi z nimi porozmawiać. Abyśmy chcieli czasami po prostu spędzić z nimi czas. Abyśmy widzieli w nich więcej niż tylko „czy masz zadanie domowe?”, „jaką dostałeś ocenę” i „czy posprzątałeś pokój?”. Abyśmy widzieli w nich ludzi. To dzięki temu właśnie sprawimy, że za kilka, kilkanaście lat one odwdzięczą się tym samym. Wtedy my też będziemy dla nich ważni, też będą z nami rozmawiały, też będą chciały spędzać z nami czas i też będą w nas widziały coś więcej, niż tylko „ciągle narzekających” i „zmęczonych życiem” wapniaków.

Tego też zresztą sobie i wam z całego serca życzę.

Będę zobowiązany za udostępnianie tego tekstu dalej, bo wydaje mi się, że ten mit klapsa jako rozwiązania wszystkich problemów wychowawczych jest dość silny i najwyższa już pora go ostatecznie obalić.

Tekst zainspirowany książkami Pozytywna Dyscyplina i Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od rówieśników, w których opisane były właśnie te dwie przemiany. 

Prawa do zdjęcia należą do Steven.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

24
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
14 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
MartynaMałgorzata PyskataKamil NowakŁukasz FerencDominika eL Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anita JR
Gość

Kamil, podajesz sondaże, a piszesz o badaniach naukowych?

Kamil Nowak
Gość

Zamieniłem. Słuszna uwaga.

Pyra
Gość
Pyra

Świetny artykuł, ale mam jedną uwagę językową: zobowiązanym można być do, odpowiedzialnym za.

Kamil Nowak
Gość

Ja będę zobowiązany do udostępnienia tekstu?

Krzysztof Górski
Gość

Będę zobowiązany za udostępnienie.
Będę zobowiązany (w domyśle np przysługą, wdzięcznością, wobec kogoś kto udostępni) za udostępnienie

Agata Łukojko
Gość
Agata Łukojko

„Mieliśmy już w Niemczech pokolenie bezmyślnego posłuszeństwa i naprawdę nie potrzebujemy go ponownie”. – bezcenne zdanie :)

Kamil Nowak
Gość

Mnie zamurowało jak pierwszy raz przeczytałem.

Szymon
Gość
Szymon

Patrz ‚Biała Wstążka’ Haneke

Beata Nowicka-Misiewicz
Gość
Beata Nowicka-Misiewicz

Tak,tak, tak!!! Zgadzam się bardzo! Nóż mi się w kieszeni otwiera jak słyszę/czytam, że jak się nie karze/bije dzieci, to jest to wychowanie bezstresowe i pozwalanie na wszystko. Absolutnie nie! Jest jeszcze wychowanie oparte na zasadach i normach, z szacunkiem dla dzieci, z uważnością na ich potrzeby i moment rozwojowy, z rozmową jako główną metodą wychowawczą. I podając za Alfie Kohnem z „Wychowanie bez nagród i kar”, to właśnie dzieci wychowywane w ten sposób są bardziej współpracujące (nie posłuszne) niż dzieci karane. P.S. Sprawdzone w praktyce – nawet dziś dostałam kolejne miłe słowa od nauczycielki mojego 7letniego syna, za to… Czytaj więcej »

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

Odnośnie tego czy kiedyś dzieci były bardziej grzeczne: babcia mówi ze kiedyś to młodzież była inna, uprzejma itp ale jak pytam jaki był mój tata czy wujek, o to to dopiero był lobuz, bił się, pił itp :D i gdzie tu logika?

Aleksandra Jursza
Gość
Aleksandra Jursza

„O tempora, o mores” :V

Karolina W | urudej.pl
Gość

W czas, ostatnio mój znajomy wypowiadał się w sprawie tego, że jakiś geniusz udostępnił niby skuteczność klapsów w życiu dziecka. Podeślę mu to, jeżeli nie zapomnę, będzie mógł pana cwaniaka od klapsów zagiąć, bo naturalnie podczas całej dyskusji nie zobaczyłam od niego żadnego argumentu, poza tym, że „ja dostawałem klapsy i jestem normalny”. I oczywiście niedzieciaty jest.

Powiem tak – też uważałam, że klapsy to nic takiego, ale gdy przeczytałam twój artykuł o tym, jak któryś z synów chciał „uratować” swojego brata przed twoim klapsem, to dopiero wtedy otworzyły mi się oczy. Po tylu latach. Dziękuję za to :)

Karina Piłat
Gość

Bardzo dobry wpis! Trzeba ludziom uświadamiać do skutku, że bicie dzieci jest złe! Wiele ludzi twierdzi „ja dostawałem klapsy i wyszedłem na ludzi”. Ja dostawałam klapsy, pasem po dupsku i do dziś borykam się z problemami.. I wiem na pewno, że mój syn nigdy nie poczuje tego bólu i upokorzenia, co ja.

Monix
Gość
Monix

Ludzie czesto sami przed soba nie chca po prostu sie przyznac jak bardzo sobie nie radza w zyciu i jaki chaos maja w glowach i dlatego dalej rozpowszechniaja te glupoty o koniecznosci dawania klapsow. A statystyki mowia same za siebie – ludzi borykajacych sie z problemami o podlozu psychologicznym jest stanowczo za duzo!a to wszystko przez to, ze wychowywani bylismy w spoleczenstwie przemocy. Przyszla pora to zmienic!

Kamil Nowak
Gość

Niestety te liczby rzeczywiście są duże, a przecież te statystyki są i tak pewnie niedoszacowane, bo wielu ludzi żyje w całkowitym zaprzeczeniu, twierdząc, że przecież nic im nie jest…

Łukasz Ferenc
Gość

Niestety, problem nie leży w dzieciach tylko w nas, dorosłych i rodzicach. Mamy przeświadczenie, że czasy naszej młodości były tymi dobrymi, lepszymi i oczywiście takich już nie będzie. To zresztą widać wyraźnie na facebooku po reakcjach na jakieś zdjęcie z lat 90 czy innych. Ludzie z łezką w oku wspominają, że nic nie było, ale byliśmy szczęśliwi, wolni i cholera wie jeszcze co. Im starsi jesteśmy tym bardziej te wspomnienia nabierają kolorów i ciepła. Nie chodzi o czasy, a jedynie o to, że byliśmy dziećmi. Skoro ten okres był taki dobry, a my byliśmy wychowywani przemocą to nie znamy innych… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Rzeczywiście tak jest, że mamy wiele pięknych wspomnień z dzieciństwa i rozczulamy się wspominając te czasu, a jednocześnie wiemy jak byliśmy wychowani, więc automatycznie łączymy jedno z drugim, zapominając, że korelacja nie oznacza przyczynowości.

Podrzucisz link do tego wywiadu?

Łukasz Ferenc
Gość

https://www.youtube.com/watch?v=qJbgF-1rMYU

To jest część pierwsza, po prawej na górze część druga. Polecam całość, jak dla mnie bardzo pozytywny. Tak czy siak, ten jeden wywiad zmienił moje pojmowanie wychowania za co jestem panom wdzięczny.

Ten jest z 2016, ale na kanale pojawił się również nowy wywiad z kwietnia 2017. Jeszcze nie oglądałem, więc nie mogę nic powiedzieć :).

Kamil Nowak
Gość

Dzięki, zabieram się do oglądania :)

Łukasz Ferenc
Gość

Daj znać co sądzisz. :)

Kamil Nowak
Gość

Obejrzałem pierwszy odcinek i biorę się za kolejne :) Naprawdę dobry materiał :)

Dominika eL
Gość
Dominika eL

Zdanie z Korczaka rewelacyjne! Aż sobie wydrukuję i powieszę :)

Małgorzata Pyskata
Gość
Małgorzata Pyskata

Pod tym postem na fb moja koleżanka pisze, że klaps pomaga ustalić hierarchię!!! Wypada mi się złapać za głowę. Mnie rodzice wychowali właśnie w tej sposób – hierarchia, rób co mówię, bo tak mówię, ucz się bo tak, sprzątaj bo tak. Tego nie rób, tak się nie zachowuj, stój prosto, w niedzielę do kościoła, bo sąsiedzi patrzą. Dopiero gdy dorosłam, zobaczyłam, że przez to mam naprawdę wiele barier i zahamowań w głowie. Uwierzcie mi, kilka lat leczyłam się z obowiązku „sprzątaj w sobotę”, powoli do mnie docierało, że mój dom jakoś to przeżyje, a życie mam jedno i wolę iść… Czytaj więcej »

Martyna
Gość
Martyna

Bardzo inspirujące! Dzięki!