Pozwólmy dzieciom poczuć głód

Zamiast dokarmiać je w każdej wolnej chwili.

312427606_defa0dfaa8_o

Naturalne sygnały

Mogłoby się wydawać oczywistym, że dzieci powinny odczuwać głód. Podobnie jak powinny odczuwać zmęczenie czy senność. W końcu są to naturalne sygnały naszego organizmu, informujące nas o tym, że czegoś nam brakuje i coś musimy z tym zrobić. Musimy coś zjeść, musimy odpocząć, musimy się przespać. My jako dorośli te sygnały znamy i potrafimy na nie reagować. Co jednak z dziećmi? Kiedy one powinny się tego nauczyć?

Kiedy ostatni raz Twoje dziecko było głodne?

Zastanówmy się, kiedy ostatni raz się zdarzyło, że nasze dzieci były głodne? Kiedy ostatni raz przyszły do nas i powiedziały „Mamo, tato, jestem głodny”? I nie chciało soczku, jogurciku czy czekolady, ale zwyczajny domowy obiad? Jeśli odpowiedź brzmi, że niedawno, to wszystko jest w porządku. Jednak zdarza się, że czytam wypowiedzi ludzi, którzy martwią się, że ich dzieci nie jadły już od godziny. Którzy biegają za dzieckiem z jedzeniem. Którzy wpychają dziecku jedzenie, bo przyszła „pora obiadu”. Rodzice, którzy przewidują na zapas kiedy dziecko będzie głodne i reagują jeszcze zanim wystąpi głód. A to jest zwyczajnie niewłaściwe.

„Ale ono nic innego nie chce jeść”

Do tego dochodzi drugi rodzaj rodziców, czyli rodzice niejadków. Ci dzielą się na dwa rodzaje. Tych rozsądnych, którzy akceptują fakt, że niektóre dzieci jedzą mniej, a niektóre więcej i po prostu się do tego przyzwyczajają (a w skrajnych przypadkach kontaktują się z lekarzem) i tych mniej rozsądnych, którzy widzą, że jeśli dziecko nie chce jeść warzyw i owoców, to podają mu słodkie kaszki. Albo słodkie jogurciki. Albo soczki. Albo chrupki. Albo frytki. I później słyszymy od nich „bo ono nic innego nie chce jeść”. To jest bardzo niebezpieczne podejście i pisałem o tym w tekście A jaki syf je Twoje dziecko?

„Żadne dziecko się jeszcze samo nie zagłodziło”

To jest zdanie wypowiedziane kiedyś przez pewnego pediatrę i ono w zasadzie mówi wszystko, co trzeba wiedzieć o dziecięcej chęci do jedzenia lub jej braku. Jeśli dziecko nie chce jeść, to znaczy, że nie jest głodne. Nie znaczy to, że ono przymiera głodem i trzeba użyć podstępu w postaci śmieciowego jedzenia, żeby zjadło „cokolwiek”. W istocie, zdrowiej dla dziecka będzie jeśli ono nic nie zje, niż jeśli zje owe śmieci. Bo więcej wartości dla dziecka ma poznanie odruchów własnego organizmu, w tym poznanie uczucia głodu, niż spożycie posiłku, który żadnych wartości nie ma, a jedynie uzależnia dziecko od silnych wrażeń smakowych.

Szklanka wody

Ja jestem bardzo sceptyczny do wszelakich mód dotyczących jedzenia. Pij mleko, pij wodę, jedz warzywa, jedz owoce, mniejsze posiłki, ale częściej, cudowne diety… Na żadną nie rzucam się z wypiekami na ustach i w żadną nie wierzę bezgranicznie. Jednak to, co wiem, to fakt, że mało jest lepszych sposobów na wspomożenie apetytu, niż wypicie szklanki wody (na pewno jest to lepszy sposób, niż skorzystanie z jakiegoś Apetitcośtam). A jednocześnie najlepszy sposób na przekonanie dziecka do wypicia szklanki wody (jeśli dziecko nie jest wielkim fanem), jest „prześciganie” go przez dziesięć, dwadzieścia minut. Bieganie, skakanie, kopanie w piłkę, basen – cokolwiek, co was obu porządnie zmęczy. Żadne dziecko po czymś takim, nie odmówiło jeszcze szklanki jakiekolwiek zimnego napoju. Szklanka wody, pół godziny i wasze dziecko zamienia się w małego głodomora. Obiecuję (patrz też: 9 sposobów, aby zachęcić dziecko do picia wody).

Jak to było kiedyś?

Zresztą przypomnijmy sobie jak to wyglądało w naszym przypadku. Szkoła kończyła się o trzynastej, czternastej, wracaliśmy do domu, jedliśmy obiad i biegliśmy na zewnątrz. W międzyczasie wpadaliśmy na chwilę, braliśmy jabłko albo bułkę, przepijaliśmy szklanką kompotu lub szklanką wody z kranu i lecieliśmy dalej. Do domu wracaliśmy wieczorem, jak się ściemniało i byliśmy tak głodni, że wchłanialiśmy wszystko, co tylko pojawiło się na naszym talerzu. Bez narzekania i bez wybrzydzania. Wyobrażacie sobie, żeby któryś rodzic biegał za nami i nosił nam kanapki? Sami wiedzieliśmy kiedy jesteśmy głodni. I nasze dzieci też będą wiedziały. Musimy im tylko czasem pozwolić, aby ten ich wilczy apetyt się u nich obudził.

PS. W związku z tym, że mój temat dotyka wyłącznie lekkiej formy głodu, czuję się w powinności przypomnieć, że nie każde dziecko dotyka wyłącznie taki głód. Niektóre dzieci nie mają tyle szczęścia. Dlatego też przy okazji tego tekstu, zachęcam do wsparcia Pajacyka (pamiętajcie, żeby wyłączyć blokowanie reklam).

Prawa do zdjęcia należą do Bruce.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

29
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
AudumiaKamil NowakTediJoannaagapa7 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aga Jarek Nowacki
Gość
Aga Jarek Nowacki

Mój 2,5 letni Kazimierz codziennie ma szansę na to by poczuł głód i tego się trzymamy :) nigdy nie latałam za nim z jedzeniem. Jak jest głodny to najzwyczajniej w świecie melduję o tym, że chce coś zjeść ew. idzie i otwiera sobie lodówkę i wyciąga to na co ma ochotę :) gorzej jest z babciami bo te znowu to mimo naszych uwag, że mają nie latać za nim z jedzeniem, że nie jest on głodny i nie ma żołądka z gumy to nadal to robią i nic nie trafia do nich, na szczęście nie jest to codziennie.

Blog Ojciec
Gość

U mnie dzieci nawet nie mówią, że są głodne, ale to po nich zwyczajnie widać ;) I wystarczy im przypomnieć o owocach leżących w kuchni. Chyba, że akurat zbliża się pora jakiegoś większego posiłku. Wtedy bierzemy ich do kuchni i oni szykują zastawę, a my jedzenie :)

patibloguje
Gość

Powiedzmy to babciom… Teorię znam, ale i tak jestem najgorsza, bo skoro nie wpycham dziecku jedzenia na siłę, to na pewno go głodzę. :))

Blog Ojciec
Gość

Za kilka lat dziecko samo będzie potrafiło wybrać co dla niego dobre ;) Więc trzeba tylko przetrwać ten najtrudniejszy okres.

Sosnowa 11
Gość

O! Właśnie to miałam napisać. A ja mam babcię na miejscu. Tzn, prababcię. Babcie w porównaniu z prababciami to bardzo rozsądne istoty.

Iza
Gość
Iza

Żeby było tak pięknie jak piszesz… ją bym chętnie do nakarmienia mojego niejadka komuś oddała, moją mamą nie chciała mi wierzyć że córka nie chcę jeść do puki sama z nią nie zaczęła na całe dnie zostawać. Nie chcę jesc to niech zglodnieje to się upomni, a tu klops, nie moje dziecko, potrafi nie jesc cały dzień, jest zła maruda a jesc nie chcę, i co gorsza każdy opuszczony posiłek skutkuje tym że następny jest jej zjeść jeszcze trudniej. Tak więc zmuszanie do jedzenia to niestety moja codziennosc, zwłaszcza ze corka jest poniżej skali w siatce centylowej, a wzrost ma… Czytaj więcej »

Katarzyna Rykowska
Gość
Katarzyna Rykowska

Dokładnie. Mam to samo i dość już cioć „dobra rada”. Moja córka ma prawie 3 lata i nie lubi nic, dosłownie, nawet słodyczy, frytek czy parówek. A to podobno lubią wszystkie dzieci. Ten kto nie miał „prawdziwego” niejadka nie zrozumie tej codziennej walki o każdy, najmniejszy posiłek i strachu, że taka uboga dieta odbije się w końcu na zdrowiu dziecka. Jestem już psychicznie wykończona i straszliwie drażnią mnie takie cwaniackie wywody.

Matka Debiutująca
Gość

Ja myślę, że dobrym sposobem na poczucie głodu przez dzieci jest rozsądne rozłożenie pór posiłków, tak by dzieci miały szansę zgłodnieć. Tutaj paradoksem jest żywienie żłobkowe, gdzie posiłki są uwaga! co półtorej dwie godziny.

moniowiec .
Gość

U mnie nawet 1,5 roczniak jak coś chce to skacze przy szafce (paluszki, chlebek chrupki i rodzynki) albo przy lodówce (jogurt, kabanos). Więc można. Jak chce pić, to przynosi swój niekapek i leci do kranu by tam skakać czekając aż go wodą napełnię.

grutt
Gość
grutt

a moja sąsiadka ma córeczkę co potrafi nie jesc cały dzień, jest wsciekła ale nie zje. przy najlepszym podejsciu zjadała chleb na przemian z ryżem i nikt mi nie powie że nie nalezy się tym przejmowac…oczywiscie ze w większosci przypadków wygonienie się wystarczy ale tez regularne jedzenie gdy sie zgłodnie doprowadza do zjadania większych ilosci na jeden raz. 5 posiłków w ciągu dnia i woda nie wzieły się z sufitu (ale 5 a nie 15)…

Paulina Wargulewska
Gość
Paulina Wargulewska

dokładnie tak jest….. dziecko samo nigdy się nie zagłodzi…. powtarzam to nawet lekarzom lub pielęgniarkom. ja akurat byłam chowana tak że jadła jak miałam na to ochotę. gdy nie chciałam obiadu, kolacji czy śniadania to nie jadłam ale też nie głodowałam. z kolei mój mąż był wychowywany tak że matka w niego wpakowywała, ładowała tony jedzenia w porach dla niej odpowiednich. nie mogli wstać bez zjedzenia wszystkiego. pięknie to widać gdy właśnie teściowa bywa u nas a nasza pierworodna 2latka nie je…. skręca mnie ze śmiech gdy widzę minę teściowej i jej chęć tuczenia moich dzieci. niestety takie napędzanie to… Czytaj więcej »

Gosia Skrajna
Gość

Moje dzieci są jakieś inne??!…mogłyby jeść co chwilę…ja wręcz muszę pilnować kiedy ostatnio zjadły, żeby się nie zapychały…i staram się aby to jedzenie było wartościowe..
oczywiście przekomarzam się, bo cieszy mnie ich apetyt :)…a jeszcze bardziej gdy córa wcina surową marchewkę, paprykę czy rzodkiewkę…bo Syn to bardziej w mięsne przekąski idzie…

Blog Ojciec
Gość

Moje też są dziwne, bo obecnie jedzą wszystko. I pewnie bym nie był odpowiednią osobą do głoszenia takich teorii, skoro mam dzieci, które lubią jeść. Jednak to ich podejście skądś się wzięło :) M. in. stąd, że jak przez rok mój syn chciał jeść kotleciki, to przez rok jadł kotleciki. A jak mu się znudziły, to przerzucił się na coś innego :)

PLAYTECHNIK
Gość

Myślę, że masz całkowitą rację. Znam wielu ludzi, którzy mimo nadwagi swojego dziecka ciągle gonią za nim tu za cukierkiem tam z jabłkiem…

Pozdrawiam

http://www.playtechnik.blogspot.com/2015/03/counter-strike-global-offensive.html

Ona Weronika
Gość

Pamiętacie program ,,Super niania”, był tam przypadek niejadka i przedstawienie ile tak naprawdę ten niejadek je !. A inna bardzo cenna uwaga którą zapamiętam do końca życia – wyobraź sobie, że twój żołądek jest mniej więcej wielkości twojej pięści i teraz spójrz na małą piąstkę dziecka. Prawda że proste, a wszystkie babcie i ciocie należy uświadamiać i tłumaczyć, że dziecko z głodu nie umrze.

Nudy nie ma
Gość

Generalnie się z Tobą zgadzam i w zasadzie problem niejadków moich dzieci nie dotyczy. Ale…

Raz na jakiś czas zdarza się taka sytuacja, że im się akurat nie chce jeść, a tak się składa, że jest PORA OBIADU. Wszyscy siadamy do stołu i jemy obiad. Nie za godzinę, nie każdy o innej porze. Tylko teraz. Wtedy mnie ten protest trochę denerwuje ;-)

Blog Ojciec
Gość

Ale to się każdemu zdarza. Mi też się zdarza, że w porze obiadu nie jestem głodny :) Jasne, niech dziecko siedzi przy stole z całą rodziną, ale czy musi jeść? Może coś mu siedzi na żołądku? Może zjadło za duże śniadanie? Albo się czymś denerwuje i nie może jeść?

Kusterkowa
Gość

Dzień dobry, byłam niejadkiem. Nie jadłam NIC i nie chciałam jeść NIC. Na początku rodzina wmuszała we mnie przez całą dobę jedną kanapkę i tańczyła tango, gdy ją zjadłam. Błąd. Pamiętny wyjazd na narty, gdy mama powiedziała DOŚĆ skończył się tym, że po 6 dniach nie jedzenia pochłonęłam 3 obiady i prawie zabrałam się za stół. Od tego czasu nie mam problemów z jedzeniem.

Nie ma nic gorszego niż wmuszanie żarcia w dzieci. Serio.

Blog Ojciec
Gość

I to mnie jeszcze dodatkowo przekonuje, żeby nigdy nie wmuszać dziecko jedzenia. Ja sam jadłem mało rzeczy i potrafiłem przez rok (cały rok), jeść codziennie to samo. Bo mi smakowało. I nic innego nie tykałem. Przeżyłem i jest mi dobrze.

Kusterkowa
Gość

Zupa pomidorowa i kiełbasa. Tak, znam to! Też żyję i mam się fantastycznie ;)

Blog Ojciec
Gość

U mnie był akurat zabielany barszcz i wszystko co mączne, ale cieszę się, że się rozumiemy :)

Agnieszka Pala-Bałuch
Gość
Agnieszka Pala-Bałuch

A co zrobić z ośmiomiesięcznym gagatkiem, który ma w nosie schemat rozszerzania diety i toleruje tylko i wyłącznie pierś? Wszelkie próby nakarmienia go czymś innym – jabłkiem, bananem, zupką, kaszką, herbatką kończą się odwracaniem głowy, wypluwaniem, w skrajnościach wymiotami. Dodam, że jest to nasze czwarte dziecko i z poprzednimi nie było takowych problemów.

Kamil Nowak
Gość

Moje rady dotyczą raczej takich już choć trochę samowystarczalnych dzieci, w wieku najwcześniej przedszkolnym. Natomiast w sprawie karmienia piersią i rozszerzania diety polecam napisać do hafija.pl :)

agapa7
Gość
agapa7

Dziękuję za podpowiedź – nowe źródło wiedzy. pozdrawiam

Joanna
Gość
Joanna

dopiero teraz czytam ten tekst, ale dziwię się od lat wielu. To, czego nie jestem w stanie pojąć najbardziej, to jak rodzice/dziadkowie traktują dzieci jak stwory niepełnosprawne umysłowo, a przecież od narodzin karmimy nasze dzieci ‚na żądanie’. Tylko potem to gdzieś zanika i rozpoczyna się ‚na żądanie rodziców/dziadków’. Skoro ufaliśmy naszym dzieciom jak były malutkie w kwestii jedzenia, to czemu jak zaczyna się karmienie pokarmami stałymi, to nagle to zaufanie znika? nigdy nie pojmę

Tedi
Gość

Byłam niejadkiem, przyznaję się i zaczęłam jeść dopiero, gdy wycięli mi wyrostek robaczkowy. Nie dlatego, że pozbyłam się części siebie, ale dlatego, że przez kilka dni nie wolno mi było nic zjeść. Od tej pory jadam normalnie, a swojemu dziecku nic nie wmuszam. Nie chce jeść, to zje później.

Audumia
Gość
Audumia

To wszystko bardzo mądre słowa, aczkolwiek moim zdaniem mogą je wypowiedzieć tylko osoby, które tak naprawdę nigdy nie borykały się z problemem nie jedzącego dziecka. Żeby była jasność, jestem z tych rodziców, którzy uważają, że dzieci mają prawo do własnych decyzji i nie zawsze muszą mieć ochotę na jedzenie. Nie zawsze też muszą mieć ochotę na to, co im do jedzenia proponuję. Mam dwóch synów (3,5 i 2,5). Młodszy z nich rzeczywiście, je kiedy jest głodny. Nigdy nie nazwałabym go niejadkiem. Są dni, kiedy zje więcej, dni kiedy zje mniej. Gdy zgłodnieje, sam upomina się o jedzenie. Starszy natomiast.. potrafi… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Moja teoria na szczęście jest w 100% poprawna, a jeśli miałbym takie problemy z dzieckiem, to już dawno byłbym z nim u lekarza (o czym pisałem w tekście). Bo nie ma dzieci, które nie jedzą absolutnie niczego – to jest fizycznie niemożliwe :) Najczęściej wina leży w sokach, które rodzice chętnie podają, bo zdrowe, ale potrafią całkowicie głód powstrzymać.

Audumia
Gość
Audumia

Cóż.. jakby to powiedzieć.. z medycznego punktu widzenia dziecko jest zdrowe jak ryba, a przeszliśmy przez naprawdę długą i rozległą diagnostykę. Co do soków, nie pija, woli wodę. Tak więc zdarzają się jednak wyjątki od reguły.