Podróże marzeń

i marzenia o podróżowaniu.

ranoPodróż, z której prawie zrezygnowałem

Wczoraj wieczorem wsiedliśmy w samochód i nasz GPS pokazał zaledwie 360km do pokonania. Tyle kilometrów dzieliło nas od stolicy naszego pięknego kraju, skąd mieliśmy wylot (a tak, te słowa piszę z Grecji). Cały dzień był dosyć aktywny, więc ostatnim na co miałem ochotę pod jego koniec, było siedzenie za kółkiem. Nawet wtedy, kiedy nie ja byłem za kierownicą, podróż wydawała mi się męczarnią. Ciemno, słaba widoczność, oczy się szybko męczą – strasznie nie lubię tak jeździć. Podróż była ciężka, nieprzyjemna i cały czas prowokowała do myślenia „a może zrezygnować?”. Wiedziałem jednak, że tego nie zrobię, bo przecież wycieczka była już opłacona, a te kilka godzin w samochodzie i następnych kilka w samolocie, na pewno będą warte tygodniowego wypoczynku. I wtedy to do mnie trafiło.

Porzucone marzenia

Nie zrezygnowałem z wczorajszej podróży, bo wiedziałem ile bym stracił w takim przypadku. Znałem dokładną kwotę. Wielu z was pewnie postąpiłoby podobnie. Mimo niechęci do podróży, kontynuowalibyście ją, byleby tylko nie stracić pieniędzy wydanych na wczasy. Kiedy pieniądze leżą na stole, wtedy czujemy, że gra jest warta świeczki. Dlaczego więc nie podejmujemy podobnych decyzji, kiedy w grę wchodzą nasze marzenia? Potrafimy kontynuować podróż, gdy odczuwalna strata przeliczalna jest na złotówki, ale bardzo często rezygnujemy, gdy strata odczuwalna jest „jedynie” w marzeniach. Chyba każdy z nas miał marzenie, które w pewnym momencie swojego życia porzucił. Bo było trudne, bo nie miał siły, bo stracił motywacje. Czy wyobrażacie sobie jednak zrezygnować z wycieczki z takiego powodu? Podczas każdej podróży pojawiają się wątpliwości. Tej dosłownej i tej metaforycznej. I każda istotna podróż jest trudna. Jak jednak można obawiać się straty paruset czy nawet paru tysięcy złotych, a nie obawiać się straty marzeń? Co jest dla nas więcej warte?

Podróż celem

Prawdziwe marzenia powodują zmiany w świecie. Nie urodzinowe marzenia. Nie marzenia które wypowiadamy do spadającej gwiazdy. Prawdziwe marzenia, które biorą się z silnej chęci zmiany. Z chęci uczynienia naszego życia lub życia innych ludzi lepszym. Prawdziwe marzenia, wymagają jednak odbycia podróży. I właśnie wtedy, kiedy bardzo chcemy coś zmienić, kiedy bardzo czegoś pragniemy, zmuszamy się do wykonania pierwszego kroku, poza próg własnego domu. Poza próg własnej strefy komfortu. Tak właśnie zaczynają się wszystkie piękne podróże. Zapytajcie Bilbo Bagginsa jeśli mi nie wierzycie. A kiedy już dokonamy upgranionej zmiany, kiedy spełnimy nasze marzenia, wtedy właśnie zorientujemy się, że znacznie ważniejsza od naszego pierwotnego pragnienia, była droga, którą się tutaj dostaliśmy. I pomimo tego, że było trudno, a czasem wręcz niemożliwie ciężko, to ostatecznie udało nam się. Udało nam się dokonać zmiany w naszym świecie, a podróż którą odbyliśmy, dokonała zmiany w nas samych.

Najpiękniejsze podróże w moim życiu

Chciałem wspomnieć o dwóch podróżach, które bardzo wiele dla mnie znaczą. Zbyt rzadko w dzisiejszych czasach ludzie mówią o szczęściu które ich spotkało, dlatego postanowiłem rozpocząć zmianę od samego siebie. Po cichu liczę też, że zachęci to was do podzielenia się podróżami, które wy odbyliście. Bo założę się, że odbyliście kilka wspaniałych. Jedną z najpiękniejszych podróży, w jakie się udałem, jest oczywiście rodzicielstwo. Podróż, która mam nadzieję, będzie trwała całe moje życie. Jej piękno tkwi przede wszystkich w zmianach, które możemy obserować każdego dnia. Zauważam, że każdego dnia, kiedy jestem lepszym ojcem, moje dzieci też stają się lepsze. A za każdym razem gdy sobie odpuszczę i czegoś mi się nie chcę, moje dzieci też sobie odpuszczają. To jak malutkie lustro, które uparcie przypomina Ci, że musisz być najlepszą wersją samego siebie. Dla nich i dla siebie. Drugą podróżą, która niesamowicie wpłynęła na moje życie, jest małżeństwo. Nie mam tutaj na myśli samego aktu, w którym dwoje ludzi składa sobie przysięgę. To jest zaledwie efekt. Nie miałby żadnego znaczenia, gdyby nie wspólna podróż, go poprzedzająca. A mówimy tutaj o mojej podróży, do której nagle dosiada się zupełnie obca osoba i w przeciwieństwie do większości ludzi, których spotkałem wcześniej, ta osoba okazuje się kimś wyjątkowym. Dzięki niej, nawet podróż, która z początku wydawała się niemożliwa, okazuje się wykonalna. Wspólnie. A po niej kolejna i kolejna. To jak jedna wspaniała ekspedycja, składająca się z setek małych podróży. Coś pięknego.

Podróżujcie

Nie zatrzymujcie się. Nie porzucajcie marzeń. Podróżujcie, odkrywajcie, zwiedzajcie i doświadczajcie. Dosłownie i w przenośni. Niech wasza strefa komfortu nawet na chwilę nie pozostanie w miejscu. A kiedy już będzie napięta do granic możliwości, weźcie rozbieg i przebijcie się przez nią. I pamiętajcie na koniec, że trudność podróży jest jej największą zaletą. W końcu jaka przyjemność płynęłaby z robienia czegoś, co może zrobić każdy? Jesteście wyjątkowi. Zróbcie coś wyjątkowego.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
PasjoMatkaBlog OjciecKinga Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
PasjoMatka
Gość

Jest tyle miejsc na świecie, które chciałabym zobaczyć, pozwiedzać, chyba mam naturę podróżnika, bo od smażenia na plaży wolę podziwianie krajobrazu i/lub architektury. Kurczę, potrzebuję nowego namiotu. ;D

Blog Ojciec
Gość

A ja potrzebuję kampera :)

PasjoMatka
Gość

Kamper też niezła rzecz. ;D

Kinga
Gość
Kinga

Jak chodzi o podroze doslownie rozumiane, to i ja uwielbiam, ale w przeciwienstwie do „prawdziwych”podroznikow nie gardze zadnym aspektem podrozy: zwiedzanie, smakowanie (doslownie bo co tu duzo kryc lubie jesc) ale i wylegiwanie na plazy albo w cieniu czegos pieknego nie jest mi obrzydliwe.Wszystko jest dla ludzi, byle by cieszylo. Jak chodzi o te inne podroze, to jak kazdy i ja swoje przezylam, wlasciwie od zarania zycia. Pierwsza podroz zwana dziecinstwem okazala sie byc najtrudniejsza, moj pierwszy survival. Nie polecam, bo nic dobrego z tej podrozy nie wyniklo.No ale coz, wyboru nie mialam. Potem juz bylo tylko lepiej. Podroz zwana… Czytaj więcej »

Blog Ojciec
Gość

Każda podróż daje nam to kim jesteśmy. Nawet ta dziecięca o której piszesz, dała Ci coś dobrego. Dała Ciebie taką jaką jesteś. Gdyby nie ona, mogłoby Cię teraz nie być tu gdzie jesteś. A wyglądasz na zadowoloną z życia :)