Ojciec spędził dwa dni z dziećmi i się zmęczył – „szokujące” wyznanie

Jakiś czas temu po zagranicznych stronach krążył pewien otwarty list ojca (oryginalna wersja przebiła 110.000 udostępnień!), który został sam z dziećmi na dwa dni i NAGLE zrozumiał całe rodzicielstwo w każdym jego calu, wyrażając jednocześnie skruchę wobec swojej żony, której nie traktował tak jak powinien.

Pozwoliłem sobie więc w lekko żartobliwy sposób skomentować ten list (chociaż zakończenie już takie do końca żartobliwe nie jest).

List zmęczonego ojca

„Moja Kochana,

Dwa dni temu pokłóciliśmy się. Wróciłem do domu zmęczony. Była godzina dwudziesta, i wszystko, o czym marzyłem, to tylko usiąść w fotelu, odpocząć, obejrzeć mecz.

Kiedy cię zobaczyłem, byłaś wyczerpana i w złym nastroju. Dzieci walczyły ze sobą, a potem młodsze długo płakało, gdy starałaś się je uśpić.  Chciałem to zagłuszyć, podkręcając dźwięk telewizora.”

Zobaczył wyczerpaną żonę, która była w złym nastroju, a do tego dzieci wchodziły jej na głowę i nie chciały zasnąć, więc postanowił podkręcić dźwięk telewizora. Empatia poziom milion, brawo ty. Zresztą inteligencja też wysoka, bo nic tak nie pomaga zasnąć dziecku, jak ryczący telewizor.

„„Nie zabiłoby cię to, gdybyś bardziej zaangażował się w wychowanie swoich dzieci” – powiedziałaś do mnie zdenerwowana i ściszyłaś telewizor. Odpowiedziałem ze złością: „Spędziłem cały dzień w pracy, żebyś ty mogła zostać tutaj i bawić się domkiem dla lalek.” Potem było już tylko gorzej. Płakałaś, bo byłaś zła i zmęczona. Powiedziałem ci dużo okrutnych rzeczy. Wtedy krzyknęłaś, że więcej tego nie zniesiesz, wybiegłaś z domu z płaczem zostawiając mnie samego z dziećmi.”

Nie dziwię się absolutnie takiej reakcji żony. Domek dla lalek? A jak zaczęła płakać, to dopiero wtedy powiedział jej wiele okrutnych rzeczy? Rozumiem, że ten domek dla lalek, to okrutny nie był?

„Musiałem dać im kolację i położyć je spać.”

Normalnie owacje na stojąco.

„Następnego dnia nadal nie wracałaś, a ja byłem zmuszony prosić mojego szefa o dzień wolny, żeby zostać w domu i opiekować się naszymi synami.”

No tak to niestety działa.

„Doświadczyłem ich napadów złości i nieuzasadnionego płaczu.”

Ma dwójkę dzieci i to jest jego pierwszy raz kiedy się z tym spotyka? Im dalej, tym lepiej.

Doświadczyłem tego, co to znaczy biegać za nimi cały dzień, nie mając chwili wolnego nawet po to, żeby się wykąpać.”

Wykąpać? Ale w sensie, że wannie? W ciepłej wodzie? Może jeszcze z pianą? Przy małych dzieciach zdarzają się dni kiedy brakuje czasu, żeby się w spokoju wysikać, a temu się spa zachciewa.

„Doświadczyłem konieczności podgrzewania mleka, ubierania dziecka i posprzątania w kuchni w tym samym czasie.”

Doświadczyć życiowo to może sytuacja, w której dziecko trzeba ubierać trzy razy w ciągu 10 minut, bo co chwile brudzi się czymś innym, do tego nie chce żadnego z zaproponowanych posiłków i jeszcze krzyczy, że jest głodne, a gdy tylko sprzątniemy kuchnie, to okazuje się, że czysty salon, pokój dziecięcy i łazienka też nadają się już do sprzątania. To jest doświadczenie. To co on opisał, to jest szkółka niedzielna.

„Doświadczyłem tego uczucia, które się w tobie rodzi, kiedy jesteś tu z nimi zamknięta całymi dniami, a upłynęło ci tak już dobre kilka lat.”

Po dwóch dniach zrozumiał jak oto jest być z dziećmi przez kilka lat? Zrozumiał te wszystkie negatywne uczucia, które pojawiają się czasem u rodziców zostających z dziećmi w domu? Tą okresową bezsilność i bezradność, kiedy nie wiemy czy będziemy mieć dość siły, aby spędzić tak jeszcze jeden dzień? Tego wszystkiego doświadczył w ciągu zaledwie dwóch dni?!

„Doświadczyłem tego, jak to jest nie móc usiąść wygodnie przy stole, aby cieszyć się spokojnym posiłkiem, nie biegając gdzieś co chwila za dzieckiem.”

Są dni, kiedy możliwości spożycia czegokolwiek, co jest ciepłe i smakuje całkiem nieźle bywa wystarczającym luksusem przy dwójce małych dzieci. Siedzenie przy jedzeniu? Odchodzi się od tego.

„Doświadczyłem tego uczucia fizycznego i psychicznego wyczerpania, które powoduje, że ​marzysz o głębokim śnie. I wiem co to znaczy być zmuszonym wstać do płaczącego dziecka w takim stanie po zaledwie trzech godzinach snu.”

Mówić, że jest się wyczerpanym fizycznie i psychicznie po dwóch nocach, w których co jakiś czas budziły nas dzieci, to jak powiedzieć, że jest się taternikiem lub wręcz alpinistą, gdy jedyna górka na którą weszliśmy, to ta, z której jako dzieci zjeżdżaliśmy na sankach. Także bez żartów.

Nie mówiąc o tym, że pamiętam okresy, kiedy moim dzieciom wyżynały się zęby i trzy godziny nieprzerwanego snu wydawały mi się zbawieniem.

„Byłem dwa dni i dwie noce w „twojej skórze” i mogę ci powiedzieć, że rozumiem.”

A ja ci mogę powiedzieć, że nie rozumiesz.

„Rozumiem twoje zmęczenie.”

Nope. Guzik rozumiesz.

„Rozumiem, że bycie mamą to ciągłe poświęcenie.”

Nada. Dalej nie masz pojęcia o czym mówisz.

„Rozumiem, że to  jest bardziej męczące niż praca w firmie i podejmowanie decyzji finansowych.

Rozumiem twoją frustrację wynikającą z tego, że zrezygnowałaś ze swojej kariery i niezależności finansowej po to, żeby być z dziećmi i dla nich.”

A może twoja żona, drogi ojcze, lubi macierzyństwo bardziej, niż jakąś tam karierę? Może dla niej przyjemniejsze jest spędzanie czasu, ze swoimi ukochanymi dziećmi, zamiast w jakimś bezdusznym korpo? Może to jest właśnie to, co chce robić, a jedyne czego jej brakuje, to niewielkiego wsparcia?

Skąd to wszystko wiesz? W końcu treść tego listu doskonale pokazuje, że zbyt wiele ze sobą nie rozmawiacie.

„Rozumiem twoją niepewność, bo bezpieczeństwo materialne nie zależy już od ciebie, ale od twojego partnera.

Rozumiem, że tęsknisz za spotkaniami z przyjaciółmi, za chwilą dla siebie, za przespaną nocą. Wiem, jak trudne to może być, gdy jesteś sama i brak ci kontaktu z tym co, na zewnątrz, co „poza dziećmi”.”

To co powiesz na to, aby czasem z tymi dziećmi zostać i niech żona ma wychodne? W końcu mecz nie zając, a jak dzieci położysz, to może uda się zdążyć na drugą połowę.

„Rozumiem, kiedy denerwujesz się, gdy moja matka krytykuje sposób, w jaki wychowujesz nasze dzieci. Nikt poza tobą nie wie, co jest dla nich najlepsze.”

Nie stawanie w takiej sytuacji po stronie swojej żony, która zajmuje się twoimi ojcze dziećmi, jest lekko mówiąc nietaktem. Lekko mówiąc.

„Wiem, że twoja praca jest niedoceniania i bezcenna.”

To się na szczęście zmienia. Niestety nie za sprawą ludzi takich jak ty.

Piszę ten list nie tylko po to, żeby ci powiedzieć, że tęsknię za tobą, ale także dlatego, że nie chcę, by kolejny dzień minął, dzień, a ty nie dowiesz się najważniejszej rzeczy, którą chcę ci powiedzieć: Jesteś bardzo dzielna, radzisz sobie wspaniale, a ja cię podziwiam”. (źródło)

I tutaj jest w zasadzie jedyny akapit w całym liście, które akceptuję w całości takim jakim jest. Jest bardzo trafiony, bardzo ładny i bardzo na miejscu.

Niestety podczas całej lektury tego listu, jedna myśl nie mogła my wyjść z głowy:

Dlaczego ludzie przestają ze sobą rozmawiać?

Jakim cudem ten ojciec, bądź co bądź, dwójki dzieci, dowiedział się o tych wszystkich sprawach dopiero teraz? Dlaczego napisał, jak o czymś zupełnie nowym, że przygotowywał mleko? Że budził się w nocy? Dlaczego cokolwiek związanego z wychowaniem dzieci było dla niego takim zaskoczeniem? Gdzie on był przez ten cały czas? Dlaczego przychodząc z domu do pracy siadał przed telewizorem, kiedy dzieci jeszcze nie spały? Dlaczego nie pomagał swojej żonie? Czy bał się zaangażować, bo nie wiedział jak, a żona nigdy nie zasugerowała, że potrzebuje pomocy czy po prostu był wygodny?

Z drugiej strony dlaczego żona to tak długo trzymała w sobie? Dlaczego nie powiedziała mu, że potrzebuje odpoczynku? Żeby przejął dzieci czasami? Że ona powoli nie daje rady? Żeby pomógł w domu? Dlaczego postanowiła wziąć to wszystko na siebie, a później każdy kolejny obowiązek również? Dlaczego rezygnowała z siebie, na rzecz męża i dzieci? Czy nie wierzyła w to, że on by sobie z tym poradził czy może nie wierzyła, że dałoby to jakikolwiek efekt?

Nie rzucam tutaj żadnych oskarżeń, lecz po prostu się zastanawiam. Dlaczego ludzie przestają ze sobą rozmawiać o rzeczach przecież dla nich niezwykle ważnych, bo dotyczących ich samych i ich rodzin? Dlaczego on nie zapytał? Dlaczego ona nic nie powiedziała? Dlaczego żadne z nich nie zauważyło dokąd to zmierza?

Rozmowa naprawdę może zdziałać cuda

Wystarczyłaby czasami nawet jedna strona, która zainicjowałaby rozmowę.

„Widzę, że jesteś zmęczona. Jak mogę pomóc?” – mógł zapytać mąż.

„To staje się dla mnie zbyt ciężkie. Potrzebuję pomocy.” – mogła powiedzieć żona.

Ludzie łączą się w pary, z pewnych konkretnych powodów. Chcą ze sobą być. Kochają się. Są gotowi zrobić wszystko dla tej drugiej osoby. Wiedzą, że mogą na sobie polegać i wierzą w siebie. Wiedzą, że ta druga osoba będzie dla nich wsparciem, gdy nadejdą cięższe chwile.

Jednak po latach związku, w natłoku codziennych spraw, zdarza nam się o tym zapomnieć. Motylki z brzucha uciekają i zostaje nam szara codzienność. Już nie mąż i żona, tylko on i ona albo nawet mój stary i moja stara. Dzieci, praca, znajomi, telewizja, wszystko inne staje się ważniejsze i zaczyna brakować czasu na chociażby zwykłą rozmowę. A jeśli już rozmawiamy to nie o naszych marzeniach czy o naszych obawach i nie o tym, że jest nam ciężko czy że chcemy coś zmienić. Jeśli już rozmawiamy, to jedynie o tym co trzeba naprawić w domu, czy o tym co trzeba kupić w sklepie. Zamiast podążania za wspólnymi marzeniami, podążamy do spożywczego.

Nie róbmy sobie tego

Rozmawiajmy ze sobą, chociażby trzeba było ten czas na rozmowę wyrwać siłą. Powiedzmy sobie nawzajem o tym, o czym marzymy i o tym, czego się boimy. Przyznajmy czasem przed sobą i przed partnerem, że jest nam ciężko, że jesteśmy zmęczeni. Zapytajmy się drugiej osoby czy nie potrzebuje w czymś naszej pomocy. W końcu to dalej jest ta sama osoba, dla której byliśmy gotowi zarwać jedną noc za drugą, aby dzielić się wszystkim, co było ważne w naszym życiu i z którą mogliśmy rozmawiać bez końca. To dalej jest ta sama osoba, za którą byliśmy gotowi pojechać nawet na koniec świata. Dlaczego więc teraz, nie mielibyśmy zrobić tego samego?

W przypadku powyższego listu ojca, wydaje mi się, że wystarczyłaby rozmowa, aby ojciec nie stał się gościem w życiu swoich dzieci i aby matka nie znalazła się w sytuacji, w której musiała uciec z domu, aby nie oszaleć.

Nawet jeśli w danej rodzinie sytuacja nie jest aż tak krytyczna, to jednak na pewno nie zaszkodzi spędzenie chwili razem na rozmowie. Wiem też, że rozmowa w dzisiejszych czasach nie jest ani „trendy” ani „cool” i raczej nie przyniesie nam również korzyści finansowych, ale jednak wydaje mi się, że są rzeczy, które się opłaca i są rzeczy, które warto. Rozmowa jest moim zdaniem jedną z tych, które warto.

Miłość nie istnieje wtedy, gdy robimy coś dla drugiej osoby, aby ona zrobiła coś dla nas. To jest biznes. Miłość istnieje wtedy, gdy robimy coś dla drugiej osoby, ponieważ chcemy to dla niej zrobić i chcemy sprawić jej przyjemność.

Prawa do zdjęcia należą do Tony.

Jeśli dotarliście do tego momentu, to po pierwsze jest mi bardzo miło. Byłbym też niezwykle wdzięczny, gdybyście uznali ten artykuł za warty udostępnienia dalej, bo dzięki temu będzie on miał szansę trafić do kogoś, kto być może również potrzebuje go przeczytać.

41
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
19 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
29 Comment authors
MagdaAnucha74bazyliaMagdalena SawickaAnna Godlewska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nieidealna Anna
Gość

Zastanawiam sie czy autor listu dostal owacje na stojaco? Zartuje :-) widzisz u nas mimo wsparcia meza,jego realnego uczestnictwa w wychowaniu corki i mojej [przenkszonej] juz ciazy bywaja dni,kiedy mam ochote wystrzelic sie w kosmos. Sikamy od pol roku przy otwartych drzwiach i w asyscie… weekendami o 6wlaczamy godzine bajki,zeby choc troche dospac. Czasem zamiast obiadu jest slodka bulka. Mamy siebie, jednych dziadkow z doskoku 2 razy w msc. Na kilka godzin. Moj maz pyta co pomoc,sam zacza wiecej dawac z siebie bez proszenia. Sytuacja o niebo sie poprawila. Nie jest moze o wiele lzej,ale sama mysl,ze on rozumie,wie I… Czytaj więcej »

Eh..
Gość
Eh..

Do rozmowy są potrzebne dwie osoby.. Czasem matka/żona prowadzi monolog który prowadzi donikąd…O uczuciach warto rozmaiwac, uważam że nawet trzeba… Ale niestety muszę w tym uczestniczyć dwie osoby…

Chochlik
Gość
Chochlik

Z listu wynika, że facet był jednym z tych, którzy w domu jedynie siadają przed telewizorem z piwem w ręku mając w nosie resztę rodziny.. Ojciec roku, brawo :D Myślę, że na takiego nie działają rozmowy i argumenty „potrzebuję pomocy”-taki musi dostać mocnego kopa w tyłek, wstrząsu, żeby zobaczyć jak powinien się zachować.

Sosnowa 11
Gość

Dowcip mi się przypomniał:

Mąż: Kochanie, umówiłem się na wazektomię, doktor powiedział, że mogłaby się odbyć już w przyszły czwartek.
Żona: Kochanie, nie przesadzaj, zostałeś z nimi tylko na jedno popołudnie…

Monika Stech
Gość
Monika Stech

Zgadzam się z Tobą w 100% Tato!!!! :) Rozmowa ,rozmowa, rozmowa … I mężczyzna u boku taki ,który będzie rozumiał ,wspierał i pomagał! Ileż ja mam koleżanek ,których mężowie nawet prania nie rozwieszą ,nie mówiąc o posprzątaniu itd … To rola kobiety! Według takich … Mam męża za granicą nic strasznego 2tyg poza domem, wróci na week ,znowu jedzie na 2tyg i wraca na tyle samo, pełne 2 tygodnie laby! Dla mnie ofkors :D Jak ja czekam na ten czas aż on wróci! Nigdy mi nie powiedział ,że „był w pracy i teraz przyjechał odpocząć” – NIGDY! Ten czas wolny… Czytaj więcej »

Ewa Bednarczyk
Gość
Ewa Bednarczyk

Temat rzeka. A swoją drogą. Po tygodniu by nabrał takiej wprawy i ogarnięcia, że pewnie na zgodę pyknął by kolejne ;-). Fakt jest nam ciężko w pierwszym latach ale dzieci to najlepsze co mogło mnie spotkać, to najlepsza inwestycja i najlepsza decyzjia jaką podjęliśmy. I choć kawa to moje drugie imię a trzecie to synu uważaj! Nie zastąpiłabym tych chwil za nic na świecie! Są ciemne i jasne strony bycia rodzicem. Jako optymistka twierdzę, że nic tak nie zmienia i szlifuje charakteru jak dziecko ;-)

Kamil Nowak
Gość

„Po tygodniu by nabrał takiej wprawy i ogarnięcia, że pewnie na zgodę pyknął by kolejne” doskonałe :D

Ala
Gość
Ala

Mój mąż pomaga ile może. Wiadomo, że cały dzień jestem tylko ja i dziecko, ale wieczorami, po powrocie z pracy, po prostu przejmuje syna. W nocy też już wstaje (wcześniej tego nie robił, bo zazwyczaj chodziło o podanie piersi). Ostatnio został na 2 dni sam. Wylądowałam w szpitalu i byłam spokojna, że sobie poradzi. Niestety praca się tak ułożyła, że musiał nadrabiać nocami albo z dzieckiem wisieć na telefonie, ale dał radę. Przy czym babcia wiedziała lepiej, że należy do niej przywieźć dziecko i zostawić na ten czas (w tym na noc), że sobie nie poradzi, bo jest facetem :o… Czytaj więcej »

Adam Banaszak
Gość
Adam Banaszak

Ciekawe, ze komentarze sa tylko kobiet. Dorzuce swoje 3 grosze zatem. W pelni sie zgadzam z tym co powyzej napisane, zwlaszcza z ostatnim akapitem. Przy czym sam nie swiece raczej dobrym przykladem (ale sam fakt, ze o tym wiem juz cos znaczy prawda?)

A co do tego goscia, to szkoda nawet komentowac, bo zal dupe sciska. Po angielsku powiedzialoby sie ‚pussy’.

weronika
Gość
weronika

„(ale sam fakt, ze o tym wiem juz cos znaczy prawda?)”
Pfffff
Nie.

Adam Banaszak
Gość
Adam Banaszak

no tak, bo przecież wszyscy czytający ten blog są tacy zajebiście perfekcyjni, że za to, że ktoś się przyznaje do niedoskonałości trzeba gościa wyśmiać…

Żal…

Versus
Gość

Nie chodzi o wyśmiewanie. W moim związku każde takie „przyznanie się do niedoskonałości” to usprawiedliwienie się, które ma zamknąć sprawę pomagania mi. Mniej więcej na zasadzie: „nie jestem doskonały, sorry. Inaczej na pewno bym pomógł”. Sądzę, że w zbyt wielu domach jest podobnie.

Gosia Promińska
Gość
Gosia Promińska

Zgadzam się – u mnie też tak jest. „Nie jestem doskonały, nie radzę sobie z ojcostwem i musisz sobie z tym poradzić”. Nikt nie pyta, czy ja czuję się doskonała – bo nie czuję. Tylko mnie nikt nie dał wyboru i muszę sobie poradzić. Więc jeżeli już wiesz, że powinieneś się poprawić – to zacznij pracę nad tym jak najszybciej ;-)

weronika
Gość
weronika

Sam fakt, że o tym wiesz, a dalej nie świecisz przykładem, to tylko gorzej o tobie świadczy, a nie lepiej.

Weź zobacz to na takim przykładzie:
„Wiem, że powinnam zmienić dziecku pieluchę. Co prawda nie robię tego, tyłek się odparza, dziecko płacze, no ale ja przynajmniej wiem, że powinnam – to już coś, nie?”
NIE.

Adam Banaszak
Gość
Adam Banaszak

Zeby sie zmienic najpierw trzeba sobie uswiadomic i zrozumiec co sie robi zle. Tylko tyle i az tyle. Nie porownuj zmiany ludzkiej psychiki i cech osobowosci do zmiany pieluchy

Anna Marta
Gość
Anna Marta

To wkurza jeszcze bardziej.Moj maz tez mi tak mowi”ja to chociaz zdaje sobie sprawe,inni nawet sobie nie zdaja sprawy”.I mnie to boli jeszcze bardziej,bo to znaczy,ze wie doskonale,ze powinien cos zrobic i decyduje,ze jednak nie zrobi.

Ewelina Żmuda
Gość
Ewelina Żmuda

Gdyby od początku jej pomagał nie byłoby tej rozmowy wogóle.Jeśli to można nazwać rozmową. Czemu wcześniej nie poprosiła go o pomoc? Facetom wydaje się nieraz że jak on pracuje to nie musi nic robić w domu. A g.. prawda! Matki w domu nie leżą i nie pachną, też mają prawo do odpoczynku, a tata powinien uczestniczyc aktywnie w wychowywaniu dziecka. Nie wylegiwać się przed tv. Boże takiego bym za drzwi wyrzuciła z kopniakiem w tyłek. Po każdym takim tekście doceniam mojego męża, który od pierwszych dni po urodzeniu córki uczestniczy w wychowaniu, wstawał nawet w nocy do 1 karmienia i… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Weź pod uwagę, że czasami trzeba zwerbalizować swoje potrzeby, bo druga strona może ich nie znać/nie dostrzegać. To raz. Dwa, zdarza się też, że kobieta przez wiele miesięcy uważa, że ona sobie sama poradzi i że pomocy nie potrzebuje, a facet przy dzieciach to by jej pewnie jeszcze przeszkadzał tylko. Więc to nie do końca jest takie czarno-białe.

Ewelina Żmuda
Gość
Ewelina Żmuda

Masz rację. Ale mimo to uważam za oczywistość to, że facet od początku ma uczestniczyć w wychowywaniu dziecka i nie pytać się kobiety czy da sobie radę sama, czy potrzebuje jego pomocy. No tak po prostu. W końcu jest ojcem. Wiem że są kobiety, które nie dadzą sobie pomóc bo one wszystko wiedzą, umieją najlepiej, ale to już na własne życzenie gotują sobie taką harówkę. Nie da się tak żyć na dłuższą metę.

Katarzyna Trudnos
Gość
Katarzyna Trudnos

A żeby to takie piękne było.. gorzej jak się mówi, a tam niestety nie dociera.. można prosić, można padać na nos, można płakać, można w pewnym momencie opaść kompletnie z sił i „olać” po raz wtóry wylany soczek/jogurt/ jedzenie/przyklejone lizaki na własnym siedzeniu. czekoladę we włosach/ żelki na spodniach i siedząc załamywać ręce, a druga strona tylko wejdzie po pracy i powie czemu tu tak brudno… Niestety ( a może i „stety”) takie rzeczy docierają nie tylko gdy jest rozmowa, ale także gdy druga strona jest więcej obecna w domu niż jej nie ma. Zaczyna wtedy widzieć, że to nie… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

W takim uświadamianiu drugiej strony niezwykle skuteczne bywają weekendy :)

Katarzyna Trudnos
Gość
Katarzyna Trudnos

Weekendy i wieczory podczas gdy ten nie pracujący -siedzacy z dziecmi spokojnie wymyka sie do kina na jakże późną godzinę 19stą ;)

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

Kawał mi przypomnialas :)
Mąż wraca z pracy: kochanie czemu w domu nie jest czysto skoro Ty tu ciągle siedzisz?
Zona: kochanie czemu nie jesteśmy milionerami, skoro Ty ciągle pracujesz?

Katarzyna Trudnos
Gość
Katarzyna Trudnos

Haha dokładnie ! :D

Anna Marta
Gość
Anna Marta

Oj tak,tak to niestety wyglada :( Mozna sobie a i tak nic nie dociera…

Piuus
Gość
Piuus

„Siedzenie przy jedzeniu? Odchodzi się od tego.” Bardzo trafne?
Na poważnie, dzielenie się obowiązkami przy dzieciach czy ogólnij w domu, w życiu, pozwala nie dopuścić do takiej sytuacji jak w liście. Tylko trzeba to sobie powiedzieć od razu i pilnować tego. Wychodzić wieczorem, a czasem wziąć opiekunkę i wyjść razem, o zgrozo! Jest wtedy czas żeby pogadać o tych marzeniach, lękach, planach…

Kamil Nowak
Gość

To jest właśnie najgorsze, jak ktoś tak trzyma wszystko w sobie i ta druga osoba nawet nie wie, że coś nie gra. Rozmowa, rozmowa i rozmowa :)

Magdalena Sawicka
Gość
Magdalena Sawicka

Myślę że ona wcale nie trzymała tego w sobie tyle że współodczuwanie (czasem mam wrażenie) odchodzi do lamusa. Może bagatelizował co ona mówi, uważał że przesądza bo przecież to on ciężko pracuje ” żeby mogła bawić się w swoim domku dla lalek”, a fiasko prób rozmowy na tematy obowiązków domowych zaskutkowało zwarciem na linii i zostawieniem chrabiego z dziećmi na kilka dni… Całe szczęście że owocnym. A postawę którą prezentuje bohater listu, myślę że wynosi się z domu. Przykład idzie z góry, a brak refleksji nad zachowaniem własnego ojca i skutkami jakie ono dawało, spowodował powielenie tego modelu i komplikowanie… Czytaj więcej »

Jan Mikielewicz
Gość
Jan Mikielewicz

Ciężko mi uwierzyć że ten list jest autentyczny. Nagłe olśnienie w dwa dni? Z poziomu kompletnej ignorancji do głębokiej i bogatej we wnioski refleksji. JAKBY MIAŁ NA TO CZAS W TAKIM PRZYPADKU! To raczej list DO niż OD takiego ojca. Za to komentarze do tego listu dawały większe wrażenie głębokiej frustracji niż błyskotliwych uwag. Wyjątkowo zniechęcające, bo frustracji mam wystarczająco dużo w sobie. Mimo wszystko absolutnie zgadzam się z przesłaniem tego wpisu. Jako ojciec który w tej chwili praktycznie samotnie wychowuje swojego syna wiem jak ważna jest rozmowa. Chociaż nie tylko sama rozmowa jest ważna ale też konieczne jest umieć… Czytaj więcej »

Ana My
Gość
Ana My

Dlaczego? Ponieważ powielali złe wzorce, ich rodzice nie pokazali im jak cudownie jest być w związku RAZEM. Na nas spoczywa ważne zadanie by pokazac i przekazać naszym dzieciom jakie powinny być dobre relacje w rodzinie. Wychowanie przez przykład.

Justyna
Gość
Justyna

Tak strasznie nie lubię wyrażenia „ojciec/mąż pomaga/nie pomaga”. Przecież wspólne są dzieci, wspólny jest dom, a zatem wspólne są obowiązki. Mnie mąż „nie pomaga” – on zajmuje się dziećmi – tak jak rodzic powinien zająć się dzieckiem, niezależnie od płci (rodzica). Niezależnie od tego czy akurat wychodzi do pracy, czy z niej wraca. Dzielimy się obowiązkami domowymi, no bo helooł, nikt dla nikogo służbą nie jest. A egzystencja ta sama. Dla mnie to było od zawsze oczywiste, dla własnego komfortu psychicznego i fizycznego (a co!). Może dlatego, że pierwsze dzieci to bliźniaki. Ten kto ma ten wie jaki to armagedon… Czytaj więcej »

Kasia Żądło
Gość
Kasia Żądło

Może i rozmowa nie jest już trendy czy cool, mimo to jest to cos na co z niecierpliwością czekam każdego dnia gdy mąż wraca z pracy. Mąż narzeka na swoją prace, ja na swoją (w domu z dwójką dzieci plus 3 w brzuchu) i jakoś sobie wspolczujemy, doradzamy, poprawiamy humor. Ja wiem co się dzieje u niego, on wie co u mnie, i najważniejsze opowiadom mu co u dzieci się wydarzylo. Dla mnie bycie rodzina to bycie razem, to wiedza o najważniejszych ludziach w moim zyciu.

Pani Fanaberia
Gość

Miałam podobne przemyślenia jak czytałam ten list. I kiedy czytałam opowiastkę filozoficzną o matce, która wszystko w domu ogarnia i jest taka wspaniała, bo wszystko robi. sama Mierzi mnie to. Nie, nie mierzi. Wkurwia.
Dorośli ludzie, zamiast ze sobą rozmawiać, współpracować, pomagać sobie olewają siebie i albo robią z siebie męczenników, albo w chwili przebłysku, BAM, robią z siebie genialnych, oświeconych, którzy zbłądzili ale teraz już wiedzą jak jest ciężko. Sranie w banie będzie wiosna. Zamiast czekać na olśnienie może wypadałoby po prostu wrzucić na luz i otwarcie poprosić o pomoc/zaangażowanie w codzienność, która zazwyczaj nie jest cukierkowa?

human
Gość
human

Mój post chyba trochę będzie odstawał od całości, tzn. od przesłania artykułu i rozczulających się nad nim pozostałych komentarzy, że super, że zgadzam się w 100% i takie tam. A ja się nie zgadzam. Jestem mężem, ojcem czwórki dzieci. Kocham moją żonę, dzieci też. Oni kochają mnie. Czyli jest git. Rodzina jest faktycznie dla mnie całym światem (oprócz fajnej pracy, motoryzacji i jeszcze kilku innych rzeczy:)), chociaż nie zawsze zdaję sobie z tego sprawę, tzn. nie czuję tego, tak całym sobą:). Zwłaszcza wtedy kiedy po naprawdę ciężkim dniu wracam do domu o 20 i jedyne o czym marzę to zalec… Czytaj więcej »

Kamil Nowak
Gość

Tylko, że ja się z Tobą zgadzam. Związek to partnerstwo, a nie pomaganie sobie. I układ, w którym obie strony są zadowolone, to najlepszy układ jaki może być. Więc rozumiem chęć przekazania swojego zdania, ale ono wcale nie jest tak różne od mojego, jak mniemam wydawało Ci się :)

Uszba
Gość
Uszba

Pytasz czy to co napisałeś ma jakiś sens, więc Ci odpowiem. Nie ma ani krzty. Na wstępie – zwracam honor jeśli tyrasz kilkanaście godzin dziennie w zawodzie, od którego zależy ludzkie życie, typu lekarz, kontroler lotów. W przeciwnym wypadku wybacz, ale bredzisz. Tak się złożyło, że zarabiam więcej niż mąż i w przeciwieństwie do niego mam satysfakcjonującą pracę. Umysłową, techniczno-biznesową, jest kontakt z klientem, odpowiedzialność za terminy, odpowiedzialność za merytoryczne techniczne tematy. Gdy zaszłam w ciąże ustaliliśmy, że po porodzie pójdę na macierzyński na 3-4 miesiące, a resztę urlopu macierzyńskiego wykorzysta on. Po pierwsze dlatego, że o tym marzył. Po… Czytaj więcej »

Julia Kaczmarek
Gość
Julia Kaczmarek

smutne jest to, że facet zostal sam z dziecmi, napisal elaborat o tym jakie to trudne i nagle wszyscy bija mu brawo. jest duzo wpisow albo filmikow (tych na serio i tych „z jajem”) napisanych/nagranych przez matki pracujace lub nie, ktore przyznaja sie do tego, ze jesli dziecko wieczorem „zyje”, to dzien jest zakonczony sukcesem i nie trzeba sie spinac zeby byc idealnym, bo jestesmy ludzmi a nie cyborgami. Prawda jest taka ze takich sytuacji z podobnym „podzialem” rol (bo wg mnie to nie jest podzial, tylko zrzucanie obowiazkow na jedna strone) jest mnostwo. I kobiety sa zmeczone i marudza… Czytaj więcej »

Anna Godlewska
Gość
Anna Godlewska

Te słowa napisalam kilka lat temu

Coś o rozpadajacym się związku.
Kiedy mój mąż wraca z pracy mój świat staje się jak taka mała kolczasta kulka. Zamykam sie w sobie i zapadam głęboko w siebie aby chronić przed cierpieniem. Świat mojego męża staje sie dokladnie taki sam. I wirujemy w przestrzeni a wokół nas niewyobrażalna pustka. W moim zwiazku nie moge powiedzieć że mnie coś boli bo narzekam, nie moge powiedzieć że czegoś potrzebuję bo jestem wiecznie niezadowolona, nie mogę powiedzieć że cos sie wydarzyło bo napewno nie dopilnowalam. Muszę ważyć słowa bo moge byc zle zrozumiana. Nigdy tyle nie płakałam…

bazylia
Gość
bazylia

Wielkie brawa drogi Tato, za to, że mężczyzna- partner mówi o „nietakcie”. Czasami człowiek staje na rzęsach, a i tak ktoś cię poucza co masz robić, lub ciągle ci trajkocze jak to wychowywał swoje dzieci (czytaj-twojego partnera). Każda z nas, i każdy z was tatusiowie ma prawo być ojcem/ matką tu i teraz. W tym czasie, sytuacji materialnej, zgodnie z własnym sumieniem i zdrowym rozsądkiem. W końcu rodzice naprawdę kochają swoje dzieci i chcą dla nich jak najlepiej.

Anucha74
Gość
Anucha74

Kurczę siedzę i myślę bo zastanawiam się jak to się stało że ojczulek mając maluchy i to 2 parolatków nic o nich nie, nie wie co czuje żona? Oczywiście ojciec to dupek ale i żona nie jest w porządku bo 1) widać z listu że żona wyręczała go we wszystkim 2) bo się nie zbuntowała 3) czemu nie upomniała się o pomoc do dziadków 4) ucieczka rozwiązała problem ale tylko na chwilę jak nie zacznie sama się szanować buntować nie traktować męża jak króla to nic się nie zmieni. List do dupy poza samą skruchą nie daje konkretów.

Magda
Gość

A ja się nie dziwię. I to bynajmniej nie dlatego, że w jakikolwiek sposób usprawiedliwiam zachowanie ojca.
Ludzie są różni, i dobierają się w różny sposób. Czasem to po prostu osoby z deficytami, wyniesionymi z domów rodzinnych.
Można współczuć, co najwyżej.
(albo też – trzymać kciuki:))